Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 242843.85 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.47 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 791406 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 58.30km
  • Czas 02:13
  • VAVG 26.30km/h
  • VMAX 51.50km/h
  • Temperatura 7.0°C
  • Podjazdy 190m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wywiana pchełka

Sobota, 23 października 2021 · dodano: 23.10.2021 | Komentarze 11

Coś mi się we łbie ubzdurało, że dzisiaj będzie wiać słabej niż wczoraj. Nie wiem czemu.

Oczywiście słowem klucz jest "ubzdurało". Optymistycznie wziąłem pod tyłek szosę, co nie było najlepszym pomysłem. Po pierwsze telepało mnie na wszystkie strony, po drugie cokolwiek bym robił to i tak bym nie był w stanie jechać szybciej, po trzecie wyszła jedna z gorszych średnich w całym moim szosowaniu. Tym bardziej, że wiatr nie chciał współpracować nawet po nawrotce, co chwilę zmieniając kierunek z północnego na południowy i z powrotem. A do tego jeszcze zmarzłem.

To jednak nie był koniec pecha. Na prostej między Plewiskami a serwisówkami bowiem nagły podmuch spowodował, że wyleciała mi jedna słuchawka-pchełka z lewego ucha. Oczywiście od razu dałem po hamulcach, zacząłem przeszukiwać drogę i pobocze, ale na próżno. Nie znalazłem. Za to kamyki, kasztany i pety owszem. To już chyba piata para w przeciągu roku, która przestała być kompletna, pierwszy raz jednak zupełnie nie z mojej winy... No nic, widocznie tego typu sprzęt nie jest mi dany, muszę wrócić do kabla...

Co do trasy. Znów zachodnia: Poznań - Plewiska - serwisówki - Dąbrówka - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Poranne Świerczewo rządzi. Lubię tę alejkę :)
Poranne poznańskie Świerczewo
Rowerowa fota dzisiaj tylko z Trzcielina...
Przy bagienku w Trzcielinie
...oraz znad powalonego drzewa przed Dopiewem. No tak, tu nie ma wątpliwości - takie drzewa (i tylko takie!) nadają się do wycinki. I to tylko przy drogach, nie w lasach.
Upadłe puste drzewo przed Plewiskami
Jadąc do pracy zajrzałem jeszcze na Dębinę, gdzie dzielnie trzymają się resztki barw...
Resztki barw na poznańskiej Dębinie
...oraz nakarmić kiciusia teściowej. Który jest jak zwykle w formie :) To chyba jedyny czworonóg, którego z chęcią wysłałbym do psychiatry. I mu współczuł. Nie, nie kotu :)
Kot teściowej. Jedyny z mi znanych, który ma nierówno pod sufitem :)




  • DST 63.40km
  • Czas 02:32
  • VAVG 25.03km/h
  • VMAX 55.60km/h
  • Temperatura 9.0°C
  • Podjazdy 224m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

No wiało

Piątek, 22 października 2021 · dodano: 22.10.2021 | Komentarze 10

No wiało. Nie ma się co oszukiwać :)

Dzisiaj - mimo że przed południem nie padało - wyjechałem ponownie Czarnuchem. Jednak te kilka kilogramów więcej pod obywatelem dawało mniejszą szansę na to, że odlecę :) W sumie był to dobry pomysł, bo średnia byłaby porównywalnie słaba, a mniej się wkurzałem.

Były momenty, gdy na polach wyciągałem 15 km/h. I to przy mocnym stąpnięciu na pedały :) Jednak trzeba przyznać, że był i moment po nawrotce, gdy na prawie płaskim wyciągnąłem ponad 55 km/h, co w przypadku roweru MTB już coś znaczy.

Trasa zachodnia: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Oświecenie nad WPN-em
W Lisówkach na chwilę zrobiło się nawet słonecznie. A ulubiona droga jeszcze trzyma klimat zieleni.
Droga w Lisówkach
Znów spotkałem kruka. Ale mi zwiał.
Odlot kruka
Na samym starcie zostałem zablokowany przez aspirantów straży. Oj, poleciałyby mandaciki... :)
No i mnie zablokowali. Mandaciki się należą :)
Potem jeszcze dojazd do pracy z zahaczeniem o Dębinę.
Na mostku na poznańskiej Dębinie
Tam też wiało :)
No wiało :)




  • DST 58.40km
  • Czas 02:20
  • VAVG 25.03km/h
  • VMAX 42.80km/h
  • Temperatura 14.0°C
  • Podjazdy 137m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

No jesień...

Czwartek, 21 października 2021 · dodano: 21.10.2021 | Komentarze 8

Zgodnie z zapowiedziami dzisiaj i wiało, i padało. Niestety miłej niespodzianki nie było...

Nie byłem nawet pewien, czy w ogóle pokręcę. W pracy musiałem być w samo południe, a wcześniej jeszcze odwiedzić pewnego uroczego kotka, który najchętniej zrobiłby miazgę z każdego, kto mu się nie spodoba. Czyli z grubsza ze wszystkich :) 

W momencie startu jeszcze nie padało. Oczywiście wiedziałem, że to się zmieni, mimo wszystko jakaś nadzieja gdzieś tam pozostała. A wiadomo, czyją ona jest matką. Głupi ja :)

Lać zaczęło na trzecim kilometrze, czyli dokładnie w momencie, gdy wyjechałem z Dębiny. Na której było jeszcze całkiem malowniczo.
Poranna Dębina, jeszcze przed deszczem
Jak widać pojechałem Czarnuchem. I dobrze zrobiłem, bo grube koła i błotnik pod dupą to rzeczy cenne. Obie się przydały.

Trasa kombinowana, najpierw przez Starołękę, Czapury, Wiórek i Sasinowo do Rogalinka, gdzie wykonałem taktyczną nawrotkę, wróciłem swoimi śladami na Dębiec, a że akurat padać przestało to poszerzyłem gluta o rundkę przez Luboń do Łęczycy i Wirów, a następnie przez Luboń do domu, gdzie się ogarnąłem i pokręciłem do centrum.

Oj, ciężka to była jazda. Momentami wiało tak, że stałem w miejscu. Ale gdy zawiało w plecy... Bajka :)

Fotek praktycznie nie robiłem. Więc za motyw zwierzęcy służą dziś lekko poplątane kaczuchy :)
Poplątane kaczuchy :)
Dystans będzie zawierał dojazd z pracy. Jeśli mnie nie zwieje :)

EDIT: nie zwiało. Choć mało brakowało :)




  • DST 54.20km
  • Czas 01:58
  • VAVG 27.56km/h
  • VMAX 60.80km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Podjazdy 200m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Ledwożyw

Środa, 20 października 2021 · dodano: 20.10.2021 | Komentarze 9

Dzisiaj krótko o rowerowaniu, bo po pierwsze późno, a po drugie ledwo żyję.

Wolny dzionek. Jak zwykle tylko w teorii.

Najpierw wyjazd rowerowy, na zachód. Wiało jak cholera (fałmaks jako dowód), więc nie walczyłem. Za to było ciepło.

Trasa: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Najpierw odwiedziłem owieczki z Łęczycy.
Owieczki z Łęczycy
Owieczka solistka
Ciekawski kopytny
Tę/tego ostatniego dokarmiłem lekko trawką :)

Pogoda dziwna. Głównie pochmurna - wypogodziło się dopiero po południu. Choć były również momenty ładnej przydrogowej jesieni.
W okolicach Lisówek
Przydrożna jesień w wersji ładnej
Z ptaków tylko jeden myszołów, bardzo daleko i wysoko, więc foty jedynie symboliczne.
Myszołów prezentuje się z daleka
Daleki myszołów na płasko
Miałem plan pojechania do WPN-u i łapania jesiennych fotek. Nic z tego. Okazało się, że zadzwoniła pielęgniarka, która zajmuje się teściową, że jest u niej i na jej oko trzeba wezwać pogotowie. W te pędy więc zmieniłem plany, szybki kurs i po chwili dzwoniliśmy na 112. Na szczęście tragedii nie było, ale profilaktycznie wzięto ją do szpitala na obserwację. Co oznacza jedno: znów opieka nad kochanym kotkiem, który dzisiaj prychał na pielęgniarzy. Słodko :/

Po wszystkim wziąłem Kropę na spacer przez Dębinę do centrum odebrać niesprawny telefon i przekazać znajomemu na diagnozę, która ma odpowiedzieć na pytanie: czy to truchło da się jeszcze uratować? Szanse małe, ale za kilka dni będę wiedział.

Dębina na jeden dzień stała się znów pięknie złocista.
Żywe złoto na poznańskiej Dębinie
A pies do liści nic nie ma :)
Potwór z liści :)
Jutro podobno znów ma padać. I wciąż mocno wiać.




  • DST 58.60km
  • Czas 02:05
  • VAVG 28.13km/h
  • VMAX 51.10km/h
  • Temperatura 11.0°C
  • Podjazdy 170m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Powoli (i) kolorowo

Wtorek, 19 października 2021 · dodano: 19.10.2021 | Komentarze 8

Zacznę od smutnej (dla mnie) informacji tyczącej się telefonu, który wysłałem na serwis. Tak jak się spodziewałem, wykryto ciecz na płycie głównej, co skutkowało oczywiście odmową naprawy gwarancyjnej. Przynajmniej wiem dzięki temu, że certyfikat pyło i wodoszczelności IP53 oznacza tyle, że... nie można narażać sprzętu na pył i wodę. W tym drugim przypadku nawet na najlżejszy deszczyk, który generalnie nie powinien być groźny. Ot, ściema.

Wstępna ekspertyza: prawie osiem stów za wymianę płyty. Oczywiście bez sensu, poczekam aż zostanie zwrócony i oddam do zaprzyjaźnionego fachmana, który rozbebeszy smartfona i oceni koszt wymiany po swojemu. No i oczywiście nie jest powiedziane, że to cokolwiek da. Eh, szkoda, bo byłem mega zadowolony z aparatu, a już szczególnie z trybu makro, rzadko dopieszczanego w segmencie telefonów poniżej dwóch tysięcy. Dobrze, że mam jeszcze drugiego fona, bo bym się pochlastał.

No nic, pożaliłem się, czas na rowerowanie. Dzisiaj wyjazd przedpracowy, czyli zaspany. Trasa południowa: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - Baranowo - Sowiniec - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.

W sumie nie jechało się źle. Tak po prostu... jesiennie. Co akurat jest pozytywem, bo piękne barwy w końcu się na drzewach pojawiły.
DDR-ka w Łęczycy w kolorze
Czekałem, aż będę mógł sfocić je również na drezynowej trasie na Osową Górę. W końcu to mam :)
Zamiast drezyny.. . :)
Tunel z liści na drezynowej linii na Osową Górę
Poza tym nawiedziłem do niedawno ulubiony las za Żabnem, za który również wzięły się Lasy PiStwowe... :/ O tym, że wycięli już jego kawałek, pisałem. Ale to nie koniec, o czym świadczą koleiny. Obszar Natura 2000? A kij z nią, kasa się liczy. No i pozyskanie :/
Przy tablicy ochronnej dla lasu. Jeszcze jej nie wycięli.
Obszar Natura 2000? A kij z nią - do wycięcia! :/ Polska A.D. 2021
Dystans zawiera dojazd do pracy. Tym razem Czarnuchem, bo pokręciłem się jeszcze po Dębinie.




  • DST 54.20km
  • Czas 01:59
  • VAVG 27.33km/h
  • VMAX 52.20km/h
  • Temperatura 11.0°C
  • Podjazdy 166m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Rozdziobak

Poniedziałek, 18 października 2021 · dodano: 18.10.2021 | Komentarze 8

Z okazji wyjątkowo wolnego poniedziałku dane mi się było wyspać. Jupi.

Wyjazd bardzo późny jak na mnie, bo koło jedenastej. Postanowiłem nie bić się z wiatrem, tylko kręcić emerycko, tym bardziej, że w Lisówkach miałem kawałeczek terenu do podjechania, więc nie było warto walczyć o średnią. Tak zrobiłem.

Trasa zachodnia: Poznań - Plewiska - serwisówki - Dąbrówka - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

To co najciekawsze czekało na mnie na drodze między Dopiewcem a Konarzewem. Zobaczyłem w oddali kilka kruków, z czego jeden akurat posilał się... borsukiem. Mało apetyczna sprawa, ale typowa, bo te ptaki to głównie padlinożercy. Zastanawiające jest jednak to, co zabiło tego zwierzaka, który nie ma w naturze innych wrogów niż wilk, ryś oraz oczywiście człowiek. Rysia odrzucam. Wilk? Hm, ostatnio to możliwe. No i człowiek - borsuka mogło coś potrącić i zanim odszedł doczłapał na środek pola. Bo mendy myśliwskie raczej by wzięły go na futro.
Kruk podczas obiadu z... borsuka
Krucze zebranie
Podjechałem pod znajomą ambonę w Lisówkach. Ale tam cisza i spokój, zwierzyna poukrywana (i słusznie), więc tylko sobie pooglądałem okolicę z góry.
Droga lekko nie na szosę, ale do ogarnięcia, Lisówki
Pod amboną w Lisówkach
Widok z ambony, Lisówki
Ostatnio ciężko się zmieścić na drogach, nawet rowerem :)
Rowerem było na styk :)
Aha, znów trafił się gazeciarz. Debil śmignął mi koło ucha z prędkością - na moje oko - co najmniej 90 km/h. Nawet nie zdążyłem pozdrowić międzynarodowym gestem, nie wspominając już o werbalizacji.




  • DST 54.20km
  • Czas 01:54
  • VAVG 28.53km/h
  • VMAX 51.40km/h
  • Temperatura 10.0°C
  • Podjazdy 172m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Szturmowo :)

Niedziela, 17 października 2021 · dodano: 17.10.2021 | Komentarze 10

Niedziela oczywiście wolna, ale na popołudnie mieliśmy gości z okazji meczu Legii z Lechem, więc jakieś tam czasowe ograniczenia czasowe były. Nie byłbym w stanie chyba się odnaleźć bez nich :)

Wyjazd w okolicach dziesiątej, w warunkach o dziwo dość przyzwoitych - było chłodno i smętnie, ale przynajmniej już nie wiało tak jak ostatnio, więc można było skupić się na samej powolnej jeździe, a nie na wkurzaniu podmuchami.

Trasa zachodnia: Poznań - Luboń - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Dąbrówka - serwisówki - Plewiska - Poznań.

Dawno mnie nie było na końcu końca świata w Lisówkach. Dziś nadrobiłem :)
Koniec końca świata w Lisówkach
Tam w dali po lewej płonęło ognisko w lesie. Ale raczej zabezpieczone.
Płonęło ognisko w lesie
Z ptakami kiszka. Tylko jeden zmarznięty myszołów został przyuważony hen, hen, na polu.
Zmarznięty myszołów
Z kolei gdy zatrzymałem się na chwilę w Trzcielinie, nagle pojawił się jeden, a potem drugi mieszkaniec (z tych takich, hmm, przysklepowych) i zaczęli mi opowiadać całą historię bagienka, okolic, a nawet zaspoilerowali, że można spotkać tam bobry. Zresztą gdy wracałem, jeden z nich jeszcze na mnie czekał i zatrzymał, żeby specjalnie pokazać fotkę w telefonie tego ssaka, na którego kiedyś natrafił, niestety już nieżywego. Generalnie powoli chyba staję się elementem tamtejszego krajobrazu - kolejne osoby mówią mi tam "dzień dobry" :)

W Plewiskach zatrzymałem się na chwilę przy stadionie. Akurat trwał jakiś mecz, więc sobie kawałek obejrzałem. Jak się okazało, grał Szturm Junikowo z Orlikiem Miłosław w Klasie A. Wynik 9:2 mówi sam za siebie, było ciekawiej niż na Legii z Lechem :)
Mecz Szturm Junikowo - Orlik Miłosław (9:2). Ciekawszy niż Legia - Lech :)
Aha, Sejm dziś obradował na powietrzu :)
Dzisiaj obradowano na powietrzu :)




  • DST 56.60km
  • Czas 02:00
  • VAVG 28.30km/h
  • VMAX 51.80km/h
  • Temperatura 7.0°C
  • Podjazdy 193m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Końdominium :)

Sobota, 16 października 2021 · dodano: 16.10.2021 | Komentarze 9

Pracująca sobota. Skaranie nieboskie. No ale raz na jakiś czas zmierzyć się z nim trzeba.

Wyjazd poranny, w klimacie zdecydowanie zbyt wietrzno-chłodnym jak na październik. Na plus to, że nie padało.

Trasa to dawno nienawiedzane "kondominium" (Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Trzebaw - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Poznań), do którego trochę straciłem serce. Powód? Ano niepotrzebna śmieszka, jak zwykle. To zabija zapał i chęci do kręcenia.

Przygód nie było, gazecairz "zaledwie" jeden. Czyli o jednego za dużo.

Fajnie było znów spojrzeć na WPN od strony Dymaczewskiego.
Widok na zachmurzony WPN
Zanurkowałem też na chwilę w kukurydzy.
Wśród kukurydzy
Żądne mordercze dzieci nie wybiegły :)
W Luboniu jak zwykle stałem na światłach. Wielu światłach. Ale tym razem przede mną usadowił się emotikoń. Mechaniczny :)
EmotikoŃ mechaniczny
Potem jeszcze dojazd do pracy, Przedtem jeszcze na chwilę na Dębinę, gdzie udało mi się upolować czaplę, która bawiła się ze mną w chowanego z daleka.
Czapla bawiąca się ze mną z daleka w chowanego




  • DST 66.80km
  • Czas 02:23
  • VAVG 28.03km/h
  • VMAX 63.00km/h
  • Temperatura 10.0°C
  • Podjazdy 239m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Chwała wahadłom :)

Piątek, 15 października 2021 · dodano: 15.10.2021 | Komentarze 10

Dziwny tytuł? No dziwny. Ale ma sens.

Najpierw o samym wyjeździe - oczywiście porannym, chłodnym i wietrznym. Przyjemności mało, ale jakaś tam była, więc nie ma co narzekać. Przynamniej nie aż tak bardzo :)

Trasa ponownie zachodnia: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski (ten odcinek dwukrotnie, o czym za chwilę) - Plewiska - Poznań.

Wiało jak cholera na polach (fałmaks mówi sam za siebie). Ale to już norma, przyzwyczaiłem się. Gorzej z wahadłem, które jakiś czas temu zakwitło sobie za Gołuskami. Dobrych kilka minut trzeba tam spędzić, oczywiście zielone samo z siebie nie trafia. Do tego średnio traktują tam pieszych i sugerują im wyjazd ;)
Piesi wyjazd! :)
Ale dzięki temu, że zrobiłem to zdjęcie (jak widać w ciekawym towarzystwie) zorientowałem się, że... nie mam ze sobą telefonu. Oczywiście nie tego, którym robiłem fotkę, a rezerwowego, służącego za służbówkę. Szybka analiza sytuacji i tego, co się mogło wydarzyć, a potem wniosek: chyba wiem, co się stało: musiał wypaść gdy próbowałem uchwycić myszołowa za Dopiewcem. To finalnie się nie udało, bo cwaniak uciekł zanim wyciągnąłem aparat, a smartfon w tym momencie zapewne wyskoczył z plecaka.
Zguba znaleziona. Łącznie 10 kilometrów gratis dzięki poszukiwaniom :)
No to szybka nawrotka i swoimi śladami pięć kilosów wstecz. Wiedziałem, że gdzieś leży, bo był wciąż sygnał, czyli nikt sobie nie przywłaszczył godnego staruszka, jakim jest Huawei P20 lite, model, który bardzo lubiłem. Na szczęście moje podejrzenia okazały się zgodne z rzeczywistością, a zguba leżała sobie grzecznie w trawce. A gdyby nie wahadło, to bym się zorientował pewnie dopiero w Poznaniu i by mi się już wracać nie chciało. Wniosek - czasem to co złe, może być też dobre :)

No i wpadło dziesięć kilosów więcej niż zazwyczaj, a ja nawet zdążyłem o dziwo do pracy, zahaczając o Dębinę, gdzie trwała walka o to, jaka w sumie ma być pogoda.
Walka chmur ze słońcem na poznańskiej Dębinie
Dystans zawiera dojazd do roboty.




  • DST 56.60km
  • Czas 02:00
  • VAVG 28.30km/h
  • VMAX 52.20km/h
  • Temperatura 7.0°C
  • Podjazdy 171m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pracopowrotowo

Czwartek, 14 października 2021 · dodano: 14.10.2021 | Komentarze 12

Powroty do pracy po wolnym to zło. Bardzo wielkie zło.

Przede wszystkim wstawanie na dzwonek. A w sumie to na ten trzeci od drzemki. Masakra :)

Poranny wyjazd też do jakiejś specjalnej przyjemności nie należy. Na starcie stopni pięć, pod koniec siedem. No ale przynajmniej nie ma upałów :)

Trasa zachodnia: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

A, no i gazeciarze. Na zaledwie kilku kilometrach na styku Lubonia i Wirów chciało mnie zabić pięciu. Wszyscy w dostawczakach. Gardło mnie boli do teraz od wyzywania ich od... aaa, darujmy sobie tutaj.

Było szaro, buro i ponuro. A przez chwilę nawet deszczowo. Nawet WPN-owski klasyk dziś słabiutki, do tego z puszką w tle.
Szaro, buro i ponuro :/
Sarenki również do współpracy nie były chętne...
Uciekające zające XXL :)
Sarnie zadki trochę bliżej :)
Ot, wypad odbyty (odkuprzony?). Zobaczymy jak jutro, bo pogoda niepewna.

Przed pracą jeszcze na chwilę na Dębinę, gdzie pływało sobie brzydkie kaczątko XXL oraz to zwykłe :)
Wyrośnięte brzydkie kaczątko z kolegą :)
No i dojazd rowerem do roboty.