Brawo ja(ja)
Sobota, 31 marca 2018
· Komentarze(8)
O dziwo wpadło dziś te pięć dych. O dziwo, bo od rana miało padać (zaczęło dopiero po piętnastej), a tymczasem udało mi się przejechać całość o suchym kasku. Za to miało wiać. Wiało. I to jak!
Od kilku dni męczy mnie lekkie przeziębienie, a że nie potrafię siedzieć bezczynnie w domu, to po raz kolejny zapodałem sobie jedyną słuszną kurację: ruch. Od dawna działa, mam więc nadzieję, że i tak będzie teraz. Ja jedynie do obowiązkowego zestawu rowerowego dołożyłem dziś kilka paczek chusteczek higienicznych, cobym nie zasmarkał okolicy. Przydały się :)
Trasa dzisiejsza z założenia miała być prosta i opanowana, wschodnia. Przez dość puste miasto dostałem się do ronda Rataje, potem do Malty, która po tej ósmej rano była jeszcze cudownie przejezdna...



Następnie Atoninek, Swarzędz, Paczkowo, tam skręt na południe do Siekierek, gdzie przypomniałem sobie, że Gowarzewo jest rozkopane, więc warto by było je jakoś objechać. Problem w tym, że najczęściej mam swoją stałą trasę i tylko kilka razy zachciało mi się po tych polach jeździć gdzieś dalej, więc musiałem zaufać intuicji. Jakby ktoś na przyszłość usłyszał ode mnie na takie słowa, proszę mi przypomnieć, żebym jednak zajrzał do mapy :) Najpierw bowiem dotarłem do miejscowości Trzek (w sumie ładnie się rymuje z Trek), potem gdzieś na jakimś wiadukcie, z którego niemal mnie zwiało, więc wykoncypowałem, że jeśli miało być z wiatrem, to zdecydowanie nie ten kierunek, w związku z czym cofnąłem się do serwisówek, ronda, a finalnie wylądowałem na... wspomnianym remoncie w Gowarzewie. Tyle że wcześniej czekało mnie jeszcze jedno dodatkowe wahadło (więcej na Relive). Brawo ja - tak sobie zorganizować objazd, żeby wylądować w oku cyklonu, do tego trzeba mieć wyjątkowe zdolności :)

Końcówka przez Tulce, Żerniki, Krzesiny, Starołękę oraz Lasek Dębiński to kilkanaście kilometrów odpoczynku od wiatru - miła odmiana od rzeźni, którą mi zafundował wcześniej. Finalnie wynik żałosny, ale grunt, że powstał. Jutro za to od rana śniadanie u Teściowej i znów opady plus jeszcze mocniejsze podmuchy. Uroczy zestaw :) Istnieje więc duże prawdopodobieństwo, iż kwietnia rowerowo nie zacznę.
Nie jestem hipokrytą, więc nie będę życzył wesołych świąt, za to rodzinnej atmosfery i smacznego ciasta - owszem. Natomiast warto wiedzieć, że dziś jest pogrzeb genialnego agnostyka Stephena Hawkinga. Przy tej okazji przypominam pewnego mema... Z którego jak sądzę i śp. bohater by się szczerze uśmiał :)

Od kilku dni męczy mnie lekkie przeziębienie, a że nie potrafię siedzieć bezczynnie w domu, to po raz kolejny zapodałem sobie jedyną słuszną kurację: ruch. Od dawna działa, mam więc nadzieję, że i tak będzie teraz. Ja jedynie do obowiązkowego zestawu rowerowego dołożyłem dziś kilka paczek chusteczek higienicznych, cobym nie zasmarkał okolicy. Przydały się :)
Trasa dzisiejsza z założenia miała być prosta i opanowana, wschodnia. Przez dość puste miasto dostałem się do ronda Rataje, potem do Malty, która po tej ósmej rano była jeszcze cudownie przejezdna...



Następnie Atoninek, Swarzędz, Paczkowo, tam skręt na południe do Siekierek, gdzie przypomniałem sobie, że Gowarzewo jest rozkopane, więc warto by było je jakoś objechać. Problem w tym, że najczęściej mam swoją stałą trasę i tylko kilka razy zachciało mi się po tych polach jeździć gdzieś dalej, więc musiałem zaufać intuicji. Jakby ktoś na przyszłość usłyszał ode mnie na takie słowa, proszę mi przypomnieć, żebym jednak zajrzał do mapy :) Najpierw bowiem dotarłem do miejscowości Trzek (w sumie ładnie się rymuje z Trek), potem gdzieś na jakimś wiadukcie, z którego niemal mnie zwiało, więc wykoncypowałem, że jeśli miało być z wiatrem, to zdecydowanie nie ten kierunek, w związku z czym cofnąłem się do serwisówek, ronda, a finalnie wylądowałem na... wspomnianym remoncie w Gowarzewie. Tyle że wcześniej czekało mnie jeszcze jedno dodatkowe wahadło (więcej na Relive). Brawo ja - tak sobie zorganizować objazd, żeby wylądować w oku cyklonu, do tego trzeba mieć wyjątkowe zdolności :)

Końcówka przez Tulce, Żerniki, Krzesiny, Starołękę oraz Lasek Dębiński to kilkanaście kilometrów odpoczynku od wiatru - miła odmiana od rzeźni, którą mi zafundował wcześniej. Finalnie wynik żałosny, ale grunt, że powstał. Jutro za to od rana śniadanie u Teściowej i znów opady plus jeszcze mocniejsze podmuchy. Uroczy zestaw :) Istnieje więc duże prawdopodobieństwo, iż kwietnia rowerowo nie zacznę.
Nie jestem hipokrytą, więc nie będę życzył wesołych świąt, za to rodzinnej atmosfery i smacznego ciasta - owszem. Natomiast warto wiedzieć, że dziś jest pogrzeb genialnego agnostyka Stephena Hawkinga. Przy tej okazji przypominam pewnego mema... Z którego jak sądzę i śp. bohater by się szczerze uśmiał :)



































