Info
Suma podjazdów to 800373 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Sierpień31 - 24
- 2026, Lipiec31 - 19
- 2026, Czerwiec31 - 60
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 53.25km
- Czas 01:38
- VAVG 32.60km/h
- VMAX 51.10km/h
- Temperatura 20.0°C
- Podjazdy 149m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Z kopyta!
Piątek, 6 czerwca 2014 · dodano: 06.06.2014 | Komentarze 12
Oj, dobrze było przemęczyć się przez ten tegoroczny maj, z pogodą, na którą pomstowałem praktycznie codziennie, żeby docenić warunki takie jak dziś. Niecałe 20 stopni na termometrze, wiatr delikatnie zmienny, ale ani nie przeszkadzający ani nie pomagający, niebiesko niebo, fantazyjne kształty białych chmurek, zapach zieleni... Po prostu rowerowy ideał. Nic tylko ruszyć z kopyta.
Tyle o warunkach naturalnych. Te zafundowane mi przez szeroko rozumiany czynnik ludzki to już zupełnie inna, dużo mniej przyjemna bajka. Ale po kolei. Trasę (oczywiście przed pracą, wyjazd około 8:30) zaplanowałem dziś, zgodnie z prognozami (trzema) na zachód, czyli teoretycznie pod wiatr, z odchyłami w każdą możliwą stronę. A mówiąc konkretnie: znów przetestowana już miliard razy "rybka": Poznań - Luboń - Komorniki - Szreniawa - Trzcielin - Dopiewo - Skórzewo - Poznań. No to ruszam. 300 metrów i... obowiązkowo zamknięty przejazd przy stacji Poznań Dębiec (według statystyk jest on w takim stanie co 5 minut). Co dziwne, nikt nie leciał - jak to jest tu w zwyczaju - pod szlabanem, a wszyscy spokojnie i grzecznie stali przed nim. Dziwna i podejrzana sprawa, więc ja też stanąłem, swoje odczekałem i kiedy przejazd się otworzył to rozwiązała się zagadka - dwa smerfy (a może SOK-i, nie wiem, byli na czarno, ale jacyś na tych z kolei za chudzi) czatowały ukryte za budką z dyżurnym. Zawiedzione pysie ustawiły mi dzień na plus :)
No ale potem dojechałem do Lubonia (nienawidzę tej wsi na prawach miejskich) i natrafiłem na remont - zamkniętą ulicę Sobieskiego, oczywiście bez żadnego ostrzeżenia. Po prostu zryty asfalt i znak wjazdu. Bo tak. Dwa samochody właśnie wracały na wstecznym, mi tez to groziło, ale znalazłem lukę - uwalony piaskiem kawałek chodnika, po którym przejechałem, modląc się do Świętego Agnostyka o brak szkła. Modlitwy zostały wysłuchane i mogłem ruszyć dalej.
Z atrakcji dnia codziennego zdarzyły się oczywiście kosmiczne dziury koło Konarzewa, kolejne remonty obok Dopiewa i w Skórzewie, dwa busy, który wyjechały mi z bocznej centralnie przed koła, żeby 10 sekund później zgodnie zablokować drogę z powodu skrętu w lewo, kolejny zamknięty szlaban za Skórzewem (z kolejnymi smerfami, to chyba jakaś zorganizowana akcja była) oraz objazdy upstrzone światłami w Plewiskach. I to wszystko na zaledwie 50 kilometrach. Czemu się jeszcze do tego nie przyzwyczaiłem? :)
Zauroczyły mnie na trasie dwa przepiękne konie, które kiedy je mijałem radośnie skakały i szalały, niestety gdy się zatrzymałem, żeby je sfotografować to egoistycznie udawały, że są oazą spokoju a skubanie trawki to bardzo inspirujące zajęcie, natomiast ja otrzymałem jedynie pełne pogardy i końskiej ironii spojrzenie spode łba :)
Jako że średnia, którą wtedy miałem (na 30-tym kilometrze) oscylowała około 31,5 km/h to stwierdziłem, że jak ma być z kopyta to niech będzie. I mimo wszystkich wspomnianych przeciwności udało mi się wykręcić chyba całkiem przyzwoity wynik, ale w sumie nie z niego jestem dumny, a z faktu, że się zmobilizowałem i nie odpuściłem, choć miałem kilka kryzysów mentalnych na widok choćby znów włączającego mi się czerwonego przed nosem.
Naprawdę fajna jazda, gdyby takie warunki panowały cały rok to chyba bym dostał na mózg ze szczęścia. Jednak wiem, że mi to nie grozi, a moja psychika wróci do równowagi :)
Na koniec - jako że już się i tak lekki zwierzyniec zrobił - kolejny bocian.
- DST 51.40km
- Czas 01:36
- VAVG 32.12km/h
- VMAX 56.90km/h
- Temperatura 19.0°C
- Podjazdy 153m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
S / SE !
Czwartek, 5 czerwca 2014 · dodano: 05.06.2014 | Komentarze 2
Jakie tam 25 lat niepodległości? Jaki tam Obama w Polsce? To ma być święto? Gdzie tam, ja dziś miałem prawdziwy powód do celebrowania - w końcu wiatr z południowych kierunków, a jazdy przez Poznań dokładnie całe 2 kilometry i ani metra więcej! :)
Gdy rano wstałem, spojrzałem w prognozy i zobaczyłem magiczne literki S / SE poczułem, że żyję. Do pracy znów na 13-tą, ruszyłem o 9-tej, gdy już zaczęło się ciepełko, póki co jeszcze przyzwoite, ale czuć już, że idzie gorąco. Niestety. No ale nie narzekam, póki co jest przyjemnie. Z doświadczenia wiedziałem, że ten kierunek południowy oznacza, że wahadełko o jego odchyłami pojawi się na pewno i miałem rację - raz wiało ze wschodu, raz z zachodu, a na końcu miałem wiatr centralnie boczny. Nie zaburzyło mi to radości z jazdy i możliwości pokazania czterech liter Poznaniowi :)
Oczywiście nie obyło się bez korków w Mosinie, ale do tego jestem już przyzwyczajony. Ktoś tam chyba średnio mądry zaczął się bawić ustawieniami świateł i jeśli kiedyś jechało się tam w miarę płynnie to teraz stoi się po prostu i bez ściemy zawsze co najmniej dwukrotnie w długim sznureczku. Szkoda, bo średnia mi dziś wyszła dokładnie taka sama jak wczoraj, a bez korków byłaby lepsza.
Trasa już znana z moich porannych treningów, do Sulejewa i powrót swoimi śladami. Pechowo na zjeździe między Sulejewem a Żabnem trafił się przeciwny wiatr na samym końcu, bo byłem rozpędzony do 57 km/h i chciałem przekroczyć 60. No nie było mi dane.
- DST 57.30km
- Czas 01:47
- VAVG 32.13km/h
- VMAX 44.70km/h
- Temperatura 17.0°C
- Podjazdy 122m
- Aktywność Jazda na rowerze
Podejrzane :)
Środa, 4 czerwca 2014 · dodano: 04.06.2014 | Komentarze 3
Dziwne. Baaardzo dziwne. Coś jest nie tak. Po pierwsze przejechałem przez miasto płynnie (!), ze średnią przy wyjeździe na Swarzędz na poziomie 29 km/h. Po drugie - nie było deszczu, a jedynie delikatna mżawka pojawiła się na kilka minut. Po trzecie - wiatr dziś mi nic nie urwał, przeszkadzał minimalnie, a temperatura kilkunastu stopni aż zachęcała do jazdy. No kurde, jak to tak? Po koszmarnym poprzednim miesiącu nie mogę uwierzyć, że takie warunki są możliwe. Chyba że to nie przypadek... no ale nie, nie idźmy tą drogą. Choć z pewną podejrzliwością zerkałem do góry i za siebie czy nie ukaże się gdzieś jakaś kamera kręcąca drugą część "Truman Show" w wersji PL. "Zdulski Show" jednak brzmi zdecydowanie mniej nęcąco :)
Naprawdę fajnie się jechało. Droga przez Maltę, Swarzędz, Kostrzyn, Siekierki, Tulce i poznańskie Krzesiny oraz Starołękę chyba już na stale zagości w mojej kolekcji tras. Wychodzi równiutkie, idealne przed pracą 57 kilosów, jeśli wiatr wschodni nie chce się zdecydować czy wiać z południa czy z północy to w tym wariancie mamy obydwie opcje, do tego gdy już zjedzie się z ruchliwej trasy na Warszawę to powrót jest już przez wsie. Oczywiście trzeba mieć w rezerwie trochę zapasów nerwów na sam początek (jazda przez miasto z Dębca do Miłostowa) oraz na koniec (Starołęka), ale najważniejsze, że cala reszta jest płynna. No i średnia wyszła dziś całkiem przyzwoita.
A jakby ktoś natrafił jednak na jakąś relację z mojego dzisiejszego zdziwienia to proszę o informację na jakim kanale :)
- DST 53.30km
- Czas 01:48
- VAVG 29.61km/h
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Dyszcz
Wtorek, 3 czerwca 2014 · dodano: 03.06.2014 | Komentarze 2
Od rana chmurzyło się i chmurzyło, do pracy miałem na 13-tą, więc w półśnie obserwowałem co się dzieje za oknem. I tak jedno oko na Maroko, drugie w letargu egzystowały sobie do grubo po ósmej, kiedy to w końcu się zwlokłem i skoro nie raczyło nawet kropić to założyłem, że już tak będzie. Oczywiście błąd. Ubrałem się, przygotowałem szosę, ruszyłem, dzięki wiatrowi tradycyjnie już na północ. Wymyśliłem sobie dziś trasę przez Morasko, bo cholera brakuje mi górek, a tam jest tych pożal się Boże kilka wzniesień, na których mogłem się trochę pomęczyć.
Pierwszy deszcz złapał mnie w jednym z miliarda korków. Kolejne opady, z małymi przerwami, towarzyszyły mi już praktycznie przez cały czas, więc ani się rozpędzić, ani poszaleć, a jeśli ktoś by mi zaproponował na trasie wycieraczki do okularów to bym go ozłocił :) No ale się nie poddawałem, odpuściłem średnią, bo wiedziałem, że nic rozsądnego nie wykręcę, pobawiłem się trochę na podjazdach, dojechałem do Złotkowa i zawróciłem.
Samej jazdy po mieście wyszło 2x15 km. Już nawet przestało mnie to irytować, jak baranek na rzeź po prostu poruszałem się noga za nogą, nie denerwując się na światła i standardowo nieodpowiedzialnie zachowujących się kierowców. Swoje zrobiłem, a nawet jestem zadowolony, że mimo deszczu się nie poddałem. Morale +2 :)
- DST 58.40km
- Czas 01:54
- VAVG 30.74km/h
- VMAX 51.40km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 211m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Lebensraum
Poniedziałek, 2 czerwca 2014 · dodano: 02.06.2014 | Komentarze 2
Z każdym dniem gdy jadę w północnym (nieważne czy zachodnim czy wschodnim) kierunku coraz bardziej odczuwam kurczącą mi się rowerową przestrzeń życiową. Koszmar jazdy przez zakorkowane miasto to jedno, ostatnio jednak też robi się problem poza nim. Dziś na przykład miałem ochotę pojechać w kierunku Tarnowa Podgórnego, ale nie mogłem, bo z powodu nie wiem czego jest i będzie tam pewnie jeszcze długo praktycznie na całej trasie tarka, czyli perfidnie zryty przez drogowców asfalt tak, że jadąc rowerem po czymś takim czuję jedno wielkie "bybybybyryryryry". Tak obrazowo opiszę stan swojego organizmu po kawałeczku przebytej dziś w ten sposób "92" :)
Na szczęście miałem plan awaryjny, czyli skręt w Baranowie w kierunku na Napachanie (kto wymyśla te nazwy?). Dawno tędy nie jechałem, pamiętam, że były tu jakiś czas temu remonty. No były. W ich wyniku powstała ścieżka rowerowa. To kolejny etap, który przekonał mnie, żeby więcej już tędy nie jeździć. Bo z czego buduje się w drugiej dekadzie XXI wieku drogę dla rowerów? Niezmiennie od 25 lat z kostki! Do tego oczywiście ścieżka jak narąbana zmienia swoje położenie z lewa na prawo, tak że gdybym nią jechał to pewnie szybciej wpadłbym pod samochód próbując jechać zgodnie z naszymi kretyńskimi przepisami niż czuł się bezpiecznie. Ale temat olałem, sorry, wolę mandat niż zagrożenie życia.
Cudem nie napotkałem żadnego patrolu, minąłem Napachanie, dojechałem do Mrowina i zacząłem nawracać. Jednak w pewnym momencie stwierdziłem, że nie, bunt, nie chcę raz jeszcze czuć się jak kretyn i wracam przez Rokietnicę, dobrze znaną mi trasą. Nadrobiłem kilka kilometrów, ale już bez śmieszek rowerowych i ryzyka kłótni z jakimś nadgorliwym użytkownikiem puszek chorego na Zespół Mentalnego Klaksonu.
Tak to mi rano przebiegł trening, niech ten wiatr już się zmieni na południowy - moja psychika o to błaga! :)
- DST 53.40km
- Czas 01:46
- VAVG 30.23km/h
- VMAX 51.30km/h
- Temperatura 19.0°C
- Podjazdy 230m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
A jednak :)
Niedziela, 1 czerwca 2014 · dodano: 01.06.2014 | Komentarze 4
Wiem, wiem, obiecywałem, że nie będzie jowejka.
Ale skoro powierzchnia zwiedzalna Torunia, gdzie zawitaliśmy, skądinąd pięknego miasta,
okazała się mniejsza niż myśleliśmy to nastąpił wcześniejszy powrót, a
mój wzrok kota ze Shreka podczas drogi pozwolił wynegocjować u Żony dwie
godziny warunkowego zwolnienia :)
Ale zanim o rowerze to jeszcze obrazek z Torunia, który najbardziej mi się spodobał, czyli reklama nad jedną z knajp:

Wiatr dość silny, więc namęczyłem się nieźle, no ale cóż - darowanemu wyjazdowi w zęby się nie zagląda, więc raźno pedałowałem przed siebie, minąłem Suchy Las, Złotniki, a w Chludowie zawinąłem się z powrotem. Ruch wcale niemały jak na niedzielę, więc nie poszalałem, a średnia mieści się w tej miejskiej.
Przy okazji przetestowałem nową kolekcję a'la Lidl, zakupioną cudem kilka dni temu, tym razem opatrzoną w barwy narodowe. Jest postęp, bo spodenki w rozmiarze M pasują, a nawet wydają się za krótkie. Za to koszulka to chyba XXXM, bo jakbym się postarał to bym mógł ją sobie do kolan rozciągnąć. Przez to robi mi się podczas jazdy wirtualny brzuszek, bo marszczy się toto nieziemsko. No ale lepiej mieć taki niż prawdziwy :)

- DST 53.40km
- Czas 01:42
- VAVG 31.41km/h
- VMAX 46.70km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 195m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Ekspres
Sobota, 31 maja 2014 · dodano: 31.05.2014 | Komentarze 3
Za chwilę czeka mnie dwudniowy turystyczno-weekendowy wyjazd bez grama roweru, więc trzeba było się postarać. Żałosny
ze mnie leń, zaspałem na rower na trzecią, zaspałem na piątą, w końcu
wyjechałem lekko po banalnej 6 rano. Swój wstyd chciałem jakoś ukryć,
więc musiałem lekko przyspieszyć, choć wiaterek miał zupełnie inne
zdanie :)
No dobra, z głową nie mam - wyjechałem zgodnie z planem :) fajnie się kręciło, pusto na drogach - chciało się żyć. Trasa "samochodzikowa" - przez Komorniki i Dopiewo do Skórzewa i Poznani. Wrażenie popsuły tylko sunące koło siebie parki biegających istot, same w sobie pewnie pozytywne, ale czemu tarasujące asfaltowe odcinki rowerowe skoro obok tak lubiana przez wszystkich kosteczka?
- DST 51.40km
- Czas 01:42
- VAVG 30.24km/h
- VMAX 50.70km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 339m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Rokietnica - uciekając przed miastem
Piątek, 30 maja 2014 · dodano: 30.05.2014 | Komentarze 2
Fajnie by się dziś jechało, gdyby nie standardzik: miasto, korki, trzy zamknięte przejazdy kolejowe i - jako nowość - interwencja strażaków na środku ścieżki na Golęcinie (chyba jakiegoś kota z drzewa zdejmowali, ja dzięki temu miałem spacerek z rowerem na plecach). No a poza tym reszta do rany przyłóż - kilkanaście stopni, niemęczące słońce, wiatr maksymalnie umiarkowany i pięknie lśniąca w słońcu zieleń w mijanych lasach.
Po pierwszej połowie dojazdu do Rokietnicy, gdzie musiałem minąć Jeżyce (brrrr) miałem dość tej stresogennej trasy i postanowiłem wrócić wzdłuż Jeziora Kierskiego, co ciekawe nie widząc go ani przez sekundę. Pełnię szczęścia miałem na odcinku od okolic Baranowa do Ogrodów - prosta droga, wiaterek w plecki, szum pędzących samochodów gdy jadę szerokim poboczem - marzenie każdego rowerzysty. No, prawie każdego, myślę, że mijani przeze mnie dziś non stop miłośnicy rowerowej turystyki uskutecznianej na chodnikach popukaliby się w tym momencie w czoła, choć tak szczerze to jako również pieszy sam często mam ochotę im w tym pomóc, tylko że mocniej :)
Weekend wyjazdowy, raczej nie będę miał jak wsiąść na rower, bo znikam z Poznania na dwa dni.
- DST 52.20km
- Czas 01:53
- VAVG 27.72km/h
- VMAX 43.10km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 293m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Przerąbana Murowana
Czwartek, 29 maja 2014 · dodano: 29.05.2014 | Komentarze 2
Wczorajsze ulewy na szczęście w końcu ustały, dziś pozostały po nich jedynie kałuże, ciemne chmury oraz bonusowa mżawka, która zaczęła się obowiązkowo kilka minut po tym, jak ruszyłem (przed dziewiątą). Życie mnie nauczyło, że prognozom i politykom się nie ufa, więc ogarnąłem się na crossie, a nie na szosie. Dobrze zrobiłem. Choć nie powiem, delikatny chłodek mnie ucieszył.
W tym miejscu mógłbym zrobić ctrl-c + ctrl-v z mojego poprzedniego wpisu. Znów jazda na północ, znów przez całe miasto, znów ta sama chryja. Cóż, dziś nawet udało mi się uwiecznić typowy obrazek z kolejnego codziennego dnia:
No comments :) Tak było praktycznie non stop aż do wyjazdu na Koziegłowy, gdzie mogłem się delikatnie rozkołysać - pod wiatr do Murowanej Gośliny i z czymś na kształt podmuchu sprzyjającego z powrotem. Miałem przy sobie kamerkę, więc może kiedyś (raczej nieprędko) obrobię filmik z zachowaniem niektórych kierowców, bo na opisanie tego brakowało by mi słów, szczególnie tych uznanych potocznie za wulgarne :)
Średnia grobowa. No ale ważne, że po dniu przerwy znów mogłem dumnie zasiąść na siodle.
- DST 57.30km
- Czas 01:53
- VAVG 30.42km/h
- VMAX 51.30km/h
- Temperatura 22.0°C
- Podjazdy 281m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Rowerowy Freddie Krueger
Wtorek, 27 maja 2014 · dodano: 27.05.2014 | Komentarze 2
Generalnie podczas tych dni, gdy podmuchy są z północnego wschodu, a ja w związku z tym decyduję się jechać przez Poznań, żeby wracać z wiatrem, moja miłość do jazdy rowerem spada o jakieś 23,57%. No, może nawet o kolejne 0,02% :) Czemu? Bo czuję się w jakimś koszmarnym filmie z codziennym motywem deja vu, który wygląda mniej więcej tak: startuję z Dębca i pierwsze 4 kilometry wzdłuż Drogi Dębińskiej pędzę w okolicach 30 km/h. To jak w horrorze klasy C, gdzie wszyscy są na samym początku szczęśliwi i radośni, a my już wiemy, że za chwilę zostaną zmasakrowani przez jakiegoś Freddiego Kruegera albo zjedzeni przez nisko przelatującego pterodaktyla. Moim Kruegerem jest odcinek między AWF-em a wyjazdem za Maltę. Korki - raz. "Ścieżki" - dwa. Piesi na nich - trzy. Hipsterzy w rurkach na swoich miejskich rowerkach mający mózgi służące do włączenia ajfona i niczego więcej, a już na pewno nie do przyswojenia przepisów ruchu drogowego - cztery. Światła - pięć. Mógłbym tak jeszcze wyliczać i wyliczać, ale po co? Chyba każdy z nas to zna. Tu mam jednak kwintesencję, a są to dla mnie chyba najgorsze 3 kilometry w Poznaniu.
Jak już jestem "za" to czuję się jak zgwałcony przez Korwina. Chłonę każdy element asfaltu, gdzie nikt mnie nie zmusza do jazdy po kostce lub między korzeniami, jedyne co muszę kontrolować to trzymanie prawej strony i zerkanie co jakiś czas za siebie na samochody. Dziś tak właśnie robiłem jadąc do Kostrzyna przez Swarzędz, wiatr wiał mi dość mocno w twarz, ale cieszyłem się, że tylko to mi w jeździe przeszkadza. No, ewentualnie zwężenia spowodowane rozbudową "92", które jednak motywują do naciśnięcia na pedały w momencie gdy za sobą słyszę nerwowe parskanie silników. Generalnie miałem wracać wstępnie tą samą trasą, jednak wciąż z tyłu głowy miałem wizję ponownej jazdy przez to, co opisane akapit wyżej. W Kostrzynie szybka decyzja - w celu zachowania resztek równowagi psychicznej dezerteruję, odbijam w bok i wracam przez Siekierki i Tulce, co prawda robiąc 6 kilometrów więcej, ale za to między polami, wsiami i moimi obowiązkowymi towarzyszami- latającymi nad głową F-16-tkami. Była to decyzja najlepsza, jaką mogłem podjąć, mimo ostatniego kawałka przez Starołękę która jest zupełnie osobną bajką do opowiedzenia, ale to może w przyszłości :)






