Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 250394.13 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.44 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 814121 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

Urlop - Karkonosze 2014. Prolog

Niedziela, 17 sierpnia 2014 · dodano: 21.08.2014 | Komentarze 2

Od czasów wyprowadzki z Jeleniej Góry (to już 14 lat!) każdy przyjazd w rodzinne strony już nie jest zwyczajną wizytą u rodziców, a ciekawą przygodą w komfortowych i cieplarnianych warunkach. Zacząłem w pełni doceniać miejsce, w którym się wychowałem dopiero gdy przestało być dla mnie codziennością - ale dzięki temu odkrywam je za każdym razem na nowo, smakując niemal jak turysta. Tyle tytułem wstępu do naszego wypadu w Karkonosze, czyli logicznego punktu każdego urlopu. Pięciodniowy pobyt udał się też pod względem rowerowym (to ogólnie, choć szczegóły - głównie techniczne - próbowały wszystko zepsuć, o czym później) i wycieczkowym, bo o ile na bicykl siadałem sam to już piesze podróże odbywaliśmy z Żoną razem. Na włączanie i aktualizowanie bloga i w ogóle siedzenie przy necie nie było tak czasu, jak i siły, więc teraz z opóźnieniem nadrabiam to karygodne zaniedbanie :) Zajmie mi to pewnie trochę, bo trochę zajęć czeka, ale potem obiecuję też przejrzeć wszystkie zaległe wpisy znajomych z BS.

Początki jednak nie zapowiadały się ciekawie - praktycznie całą sobotę lało, a chwile ze słońcem trwały maksymalnie od 20 minut do godziny, więc nawet jeśli przychodziła mi do głowy myśl odkurzenia roweru to kończyła się ona równie nagle spojrzeniem za okno i skomentowaniem pod nosem widoku kolejnej wielkiej, burej chmury mknącej od zachodu. Żeby całkowicie nie tracić dnia zrobiliśmy sobie wycieczkę na Perłę Zachodu, z czego ostatnie 10 minut w rzęsistej ulewie. Ale i tak to jedno z najbardziej urokliwych miejsc leżących praktycznie przy nieoznaczonej granicy Jeleniej jak zwykle wzbudziło zachwyt - ten rozsypujący się mostek w dole przekraczałem już setki razy, m.in. na swoim ślubie:

Niedziela okazała się już łaskawsza - od rana chmury biły się ze słońcem o dominację na niebie, w końcu wygrała opcja pośrednia - było pochmurno, ale bezdeszczowo. W to mi graj! Problem był tylko jeden, ale dość istotny - stan mojego starego górala... Pobyt w piwnicy nie pozostał bez konsekwencji - zaraz po ruszeniu było jeszcze ok, ale z każdym kilometrem narastał przerażający dźwięk tarcia, skrzypienia i trzasku z okolic przedniego koła. Był on na tyle głośny, że czułem się jak jakiś niedzielny miłośnik pedałowania na pierwszej tegorocznej wyprawie - sportowy strój, kask, rękawiczki, a pod siodełkiem złom wydający odgłosy, przy których darcie ryja noworodka to muzyka dla uszu... Po powrocie rozkręciłem koło na ile potrafiłem, posmarowałem wszystko, co się dało, ale nic nie pomogło, a każda wycieczka wyglądała tak samo - jechałem z duszą na ramieniu, że w pewnym momencie koło sobie, rower sobie, a ja sobie i tak skończy się mój marny żywot. Uprzedzam fakty - przeżyłem, choć łatwo nie było. Na szczęście nagrałem sobie na mp3 znaczną ilość ciężkiej muzy - volume max i mogłem udawać, że nic się nie dzieje. Choć boję się, że gdybym jeździł po tych terenach codziennie to zaczęłyby się protesty jak przeciw F-16 w Krzesinach :)

Pierwsza trasa to po prostu podjazd do Szklarskiej Poręby najbardziej popularną drogą wzdłuż rzeki Kamiennej, przejechanie przez centrum, dojazd do ulicy Górnej i przed Zakrętem Śmierci zjazd serpentynkami. Nie powiem, żeby jechało mi się komfortowo - musiałem przestawić się z szosy na rozsypującego się grata, co łatwe nie było, ustawić psychikę na górki, a do tego z niepokojem spoglądać na stan sprzętu. Wszystko to przełożyło się na tragiczną średnią, z tym że jest ona wzięta ze Stravy (tak jak wszystkie podczas tego wypadu), bo licznik chyba się postanowił zintegrować ze wszystkim innym i po prostu się zepsuł. Pocieszam się więc, że ta realna była ciut większa. W każdym razie o rozpędzeniu się mowy nie było - życie szanowałem o wiele bardziej :) Szkoda, bo zjazd jest genialny, zakręty niebezpieczne, a końcówka to już dzięki rozwalonemu asfaltowi adrenalinka wyższego rzędu - jedno złe trafienie kołem i lecimy w kosmos. Coś tam niby z tym robią, bo były znaki robót, ale tylko znaki - wykonawców brak.

Wróciłem przez Piechowice - tu niespodzianka: no kto zgadnie jaka? Tak, remont! Mostu. Czyli spacerek po rusztowaniu. Końcówka, czyli Sobieszów i Jelenia już na spokojnie, bez niespodzianek. Oj, ten pierwszy stricte rowerowy dzień nie zachęcił do kolejnych...

A po południu odwiedziliśmy sobie leżące w Rudawach Janowickich Kolorowe Jeziorka. Mimo masy ludzi, którzy kończyli tam właśnie długi weekend miejsce okazało się naprawdę fajne - ostatni raz byłem tam jako kurdupel, więc spojrzenie normalnym okiem było potrzebne. Poniżej kilka fotek samych jeziorek, a ja jeszcze dla relaksu zdobyłem Wielką Kopę. A co mi tam :)





Kategoria Góry


  • DST 52.35km
  • Czas 01:40
  • VAVG 31.41km/h
  • VMAX 46.50km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Podjazdy 146m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Szybko przed wyjazdem

Piątek, 15 sierpnia 2014 · dodano: 15.08.2014 | Komentarze 1

Znów wpadłem na genialny pomysł, żeby przed długoweekendowym wyjazdem zrobić sobie hardkora i wyjechać wcześnie rano. W sumie naprawdę i zupełnie nieironicznie był genialny, bo co prawda wstawało się w męczarniach, ale za to na drogach pusto i tylko dwukrotnie czekałem na światłach związanych z remontami i tylko raz na przejeździe kolejowym. Jednak godzina 6 ma swój urok :) Pojechałem bez kombinowania do Będlewa i z powrotem. Skąd wiało i czemu ciągle w pysk to już inna sprawa.

Mój długi weekend przedłuży się pewnie jakoś do środy - co będzie z rowerem i czy w ogóle będzie - nie mam pojęcia. Jakby co pozdrawiam na ten czas wszystkich :)




  • DST 52.10km
  • Czas 01:43
  • VAVG 30.35km/h
  • VMAX 46.40km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Podjazdy 203m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Jesień dziś piękna :)

Czwartek, 14 sierpnia 2014 · dodano: 14.08.2014 | Komentarze 0

Oj, dziś sobie przypomniałem, że zbliża się jesień. Rano deszcz, a przez cały dzień bardzo silny wiatr - te atrakcje już niedługo znajdą się i w Twoim domu :) Ważne, że w końcu się wypogodziło i nie było gorąco, więc mogłem ruszyć we w miarę przyzwoitych warunkach.

Zrobiłem dziś "samochodzik", przez rozkopane Skórzewo, zablokowane śmieciarkami Dopiewo, Trzcielin, zakorkowane jak zwykle Komorniki i rozwalony kompletnie przez remonty Luboń. A pod domem przy wjeździe na Dębiec zamknięta połowa ulicy i czekanie na ustawionych światłach. Sport to w końcu przyjemność, prawda? :)

Jeśli chodzi o wiatr to wiał tak, że na zjeździe z wiaduktu za Dopiewem z naprawdę konkretnym nachyleniem udało mi się wciągnąć 26,5 km/h. Szosą! Za to jak już zdarzyło, się, że wiało mi korzystnie to była to poezja.




  • DST 56.50km
  • Czas 01:51
  • VAVG 30.54km/h
  • VMAX 50.90km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Podjazdy 195m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Jak zwykle

Środa, 13 sierpnia 2014 · dodano: 13.08.2014 | Komentarze 2

Dziś bez kombinacji - kurs na Brodnicę i z powrotem. Mimo upierdliwego wiaterku i remontowych przeciwności udało mi się dojechać do punktu nawrotu z w miarę dobrą średnią i miałem chrapkę na jakiś dobry wynik, ale cóż... Co z tego, że cisnąłem, co z tego, że walczyłem, skoro korki w Mosinie i Luboniu, trzy zamknięte przejazdy kolejowe i - przede wszystkim - wlekące się traktory (zaczyna się sierpniowy rolniczy Armageddon) zniwelowały wszystkie moje trudy. Zresztą - wystarczy zerknąć na wykres z Endo. Oj, nie jest mi dane w tym miesiącu uzyskać jakiegoś "wow-a"... A wydawałoby się, że wakacje to ku temu najlepszy okres.

Za to pogoda jak była rewelacyjna to taka wciąż jest. Za takim latem jestem na tak.




  • DST 71.20km
  • Czas 02:17
  • VAVG 31.18km/h
  • VMAX 53.80km/h
  • Temperatura 23.0°C
  • Podjazdy 171m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Leniwe 70

Wtorek, 12 sierpnia 2014 · dodano: 12.08.2014 | Komentarze 0

Ale rewelacyjna pogoda się zrobiła! Temperatura nie za wysoka, słońce nie masakruje, chmurki często zakrywają niebo - warunki idealne. Jedynie wiatr zrobił się silny i upierdliwy, ale trudno, coś za coś. Znów się mogłem wyspać (ach, ten przywilej urlopowicza) i na spokojnie wybrać dzisiejszą trasę. Nie chciało mi się robić jakiegoś mega długiego dystansu, a po spojrzeniu na mapę długo się nie zastanawiałem i wybrałem opcję 70 kilometrów, tym razem bez powrotu swoimi śladami, tylko naokoło.

Nad tym, że zakwitły mi na trasie w Luboniu dwa kolejne remonty nawet nie będę specjalnie się zatrzymywał, bo tu pozostaje tylko załamać ręce i zastanowić się nad tępotą planistów tego typu przedsięwzięć w naszym kraju, którzy w tym samym czasie zabierają się za robotę na wszystkich możliwych drogach prowadzących w tym samym kierunku, zamiast skończyć jedno, a zaczynać drugie unikając tworzenia się przez to korków... W każdym razie Luboń jakoś minąłem, Wiry, Łęczyce i Puszczykowo również, by dojechać do mojej ulubionej śmieszki w Mosinie... Od konfrontacji jakiś czas temu ze strażnikami wiejskimi mam opory przed ślepotą akurat na tym kawałku, więc poklekotałem sobie po tym miksie asfaltu, piasku, kostki, krawężników i podjazdów do posesji, mijając m.in. stado przedszkolaków o niezwykle nieskoordynowanych ruchach, pełzających w każdym możliwym kierunku. Koszmar.

Ale za to potem zaczęło już być milutko - jazda pod wiatr, ale po dość dobrym asfalcie, niebo zachmurzone tak, jakby zaraz miało lunąć, końcówka audiobooka w uszach... To lubię :) Na trasie co jakiś czas leżały powalone drzewa po ostatnich wichurach, ale już ogarnięte przez odpowiednie służby. Oj, sporo tego było i moc musiała być niemała, bo ta zielenina była momentami bardzo dorodna.

Dojechałem do Czempinia i skręciłem na Głuchowo, a potem już "5-ką" do Poznania. Niestety nie chciało mi wiać w plecki za bardzo, jak już to dostawałem obuchem z boku, przyjaźnie zrobiło się dopiero od Stęszewa. A bardzo nieprzyjaźnie w Komornikach, gdzie sznurek TIR-ów i samochodów sprawił, że zrzedła mi mina. Ale! Potrzeba matką wynalazku, więc wymyśliłem objazd, który polecam każdemu jeżdżącemu po tych okolicach - przy granicy Komornik, przy światłach trzeba skręcić w prawo, jak na WPN, a potem odbić trasą równoległą do "piątki" - ruch tam mały, omijamy to co najgorsze, a do tego zaliczamy zjazd z całkiem niemałej górki. Potem tylko włączyć się do ruchu i najgorsze za nami.

Dojechałem, zdjęć nie robiłem, bo nie za bardzo miałem czemu. Czas na powrót do leniuchowania :)

Endo mi się dziś zbuntowało, wyłączyło gps-a i zawiesiło razem z telefonem, więc wyjątkowo podaję też link do pełnej trasy ze Stravy, która leżała sobie w drugiej kieszonce, nieniepokojona wyłączeniami na światłach czy przejazdach kolejowych, a i tak urywając mi ponad kilometr.
TRASA GPS - STRAVA






  • DST 52.40km
  • Czas 01:42
  • VAVG 30.82km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura 23.0°C
  • Podjazdy 158m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wolne

Poniedziałek, 11 sierpnia 2014 · dodano: 11.08.2014 | Komentarze 2

W końcu wolne, co u mnie nie oznacza wcale dużej ilości czasu na rower, a bardziej na nadrabianie zaległości książkowych, muzycznych i - hmmm - "grywalnych?". W drugiej połowie tygodnia szykuje się wspólny wyjazd, ale póki tylko ja mam urlop to skorzystam, i po prostu będę leniem :) Nie mam zamiaru też bić jakichś rekordów, robić dwustu kilometrów itp. Bo wolne jest po to, żeby odpocząć!

Dziś więc (spałem do grubo po 9-tej, dla mnie rzecz niespotykana) ruszyłem dość późno, po tym gdy minęły deszczowe chmury, z planem zrobienia po prostu pięciu dych i koniec. Znów mój ukochany wiaterek z SW się pojawił i mogłem przejechać "kondomika" przez Mosinę, Łódź i Stęszew. Jechałem spokojnie, do łaski wróciły u mnie audiobooki i aktualnie słucham maleństwo Stephena Kinga "Metoda oddychania", rzecz na max dwa przejazdy. Martwią mnie coraz bardziej zużyte zębatki, jak unikam jednej z nich (oczywiście tej do tej pory katowanej non stop) to jest ok, ale nie wiem jak długo.

Po powrocie jeszcze wsiadłem na crossa i pojechałem do teściowej po zamrożony obiadek, uzyskując na dystansie 7,5 kilometrów zabójczą średnią 25 km/h :) To był koszmar - poruszanie się po Wildzie koło południa powinno być stosowane zamiennie z karą śmierci. Korki, auta zaparkowane na połowie ulicy i ta kostka... Brrr. Przy tym wszystkim okazało się, że ok, rower w tamtym tygodniu wrócił z serwisu, ładnie założono mu nowe linki, wyregulowano przerzutki i w ogóle och ach, ale po przetestowaniu chyba tu też tył jest do wymiany - przeskakuje podczas ostrego ruszania na światłach przy jednym przełożeniu. Jak to u mnie - zawsze kumulacja :/




  • DST 52.10km
  • Czas 01:43
  • VAVG 30.35km/h
  • VMAX 48.20km/h
  • Temperatura 27.0°C
  • Podjazdy 64m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

S-11 i ja na jednym froncie

Niedziela, 10 sierpnia 2014 · dodano: 10.08.2014 | Komentarze 0

Jako że zgodnie z poprzednim postem nie mam już gdzie jechać, to jadę tam gdzie mogę - póki mogę :) Nie mam nawet jak zrobić kółeczka na południe, bo wiązałoby to się z telepaniem przez jakiś remont. Trasa dziś więc po prostu w tę i we wte, przez Krzesiny i Tulce do Siekierek i z powrotem. Wiatr praktycznie cały czas boczny, więc o dobrym wyniku mogłem zapomnieć.

"Atrakcja" dnia dzisiejszego była jedna - znaczną część jechałem boczną drogą od S-11, na której zakwitł długi korek - pijany koleś uciekał od Jarocina przed policją i przed Poznaniem uderzył w inny samochód. Na miejscu śmigłowiec pogotowia ratunkowego, policja i zorganizowany objazd - przez moją trasę. Tak więc niedzielę spędziłem w towarzystwie stada puszek.

Powoli kończy mi się napęd - zębatki na jednym przełożeniu zaczynają przeskakiwać. Niestety szykuje się kosztowny serwis za jakiś czas...




  • DST 53.10km
  • Czas 01:45
  • VAVG 30.34km/h
  • VMAX 50.30km/h
  • Temperatura 26.0°C
  • Podjazdy 193m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Linia Maginota

Sobota, 9 sierpnia 2014 · dodano: 09.08.2014 | Komentarze 2

Antyrowerowa Linia Maginota, która pierwotnie i permanentnie kumulowała się w większości na północ od mojego mieszkania zaczęła obejmować już południowe tereny, także poza miastem. Aktualnie w którymkolwiek kierunku bym się nie ruszył czeka mnie COŚ. I tak: styk Luboń-Wiry - droga zamknięta; Łęczyca - opisywany kilka dni temu remont DDR-a, a obok zakaz jazdy rowerem; Starołęka-Głuszyna - kilkukilometrowa tarka, która tylko się co pare dni powiększa o kolejny kawałek zamiast zanikać... Dziś trafiłem na ostatnią do tej pory przejezdną przestrzeń, która przestała nią być, a co za tym idzie wyjazd gdziekolwiek na południowy wschód czy zachód bez przepychania się przez piasek, błoto i kawałki wylewanego asfaltu lub bez stania w mijankach spowodowanych ruchem wahadłowym jest po prostu niemożliwe. Trasa ze Starołęki przez Wiórek do Rogalinka jest i będzie aktualnie zamknięta, z powodu remontu mostu w Czapurach. Mostu, z którego istnienia do tej pory nawet sobie nie zdawałem, taki był mikroskopijny. Od dziś już sobie zdaję sprawę, bo pokonałem go chodnikiem po piasku z prędkością ujemną. Over, koniec. Aktualnie nie mam pytań - mieszkam w twierdzy.

Pojechałem do Mieczewa i wróciłem już inną trasą, przez Mosinę. Mniej inwazyjnie dla kół, bo omijałem tylko ścieżkę w Łęczycy. Średnia - masakra, wiatr, wcale nie słaby, co chwilę dawał mi w kość. Dojechałem, bo dojechałem. I tyle.




  • DST 53.10km
  • Czas 01:43
  • VAVG 30.93km/h
  • VMAX 51.30km/h
  • Temperatura 23.0°C
  • Podjazdy 74m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

No ups

Piątek, 8 sierpnia 2014 · dodano: 08.08.2014 | Komentarze 2

Wczoraj wieczorem sprawdzałem prognozy i wg nich miało dziś wiać z południowego wschodu. Dziś rano okazało się, że jednak z zachodu i to z północną okrasą. Ups. Tyle w temacie wiarygodności portali - wydaje mi się, że jak w latach dziewięćdziesiątych zamieszczano w gazetach prognozy to były one o wiele bardziej precyzyjne niż te wspomagane współczesną techniką.

Ale zmiana mnie nie zmartwiła - dawno nie kręciłem na zachód, więc dziarsko wyruszyłem przez Skórzewo do Dąbrowy, potem do Drwęsy i do granic Niepruszewa, gdzie na zakolu jeziora zawróciłem swoimi śladami. Jechało się o tyle sympatycznie, że nie ma już tego koszmarnego skwaru, da się oddychać - za to wiatr się wzmaga. Pisać za bardzo nie ma o czym, może oprócz tego, że chyba za bardzo przechwaliłem Stravę, bo dziś już taka precyzyjna nie była, choć i tak o niebo od Endo lepsza.

Smaczek, a właściwie trzy smaczki zdarzyły się tylko na końcu, na odcinku pięciuset metrów na wysokości giełdy na Górczynie, oczywiście na DDR-ku (no bo gdzie??). Licząc od końca: koleś otwierający drzwi po stronie kierowcy sekundę po zatrzymaniu bez patrzenia w lusterko, kretyn cofający na wstecznym wyjeżdżający z posesji - dla odmiany bez patrzenia w lusterko i niemal mnie tyłkiem taranujący - oraz polski klasyk. Jaki? O taki:

Dosłownie: UPS. Nie muszę dodawać, że kierowcy, któremu można by było co nieco wytłumaczyć w środku nie było...




  • DST 53.25km
  • Czas 01:44
  • VAVG 30.72km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Podjazdy 107m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Stravianie

Czwartek, 7 sierpnia 2014 · dodano: 07.08.2014 | Komentarze 0

Wczoraj z ciekawości ściągnąłem sobie nieużywaną jeszcze do tej pory Stravę, po pierwsze chciałem przetestować coś nowego, a po drugie katowane przez kilka lat Endomondo zaczęło już kompletnie wariować. Normą było to, że ucinało co najmniej kilometr na pięćdziesiąt, co strasznie zaniżało prędkość, a ostatnio bywało, że nagle GPS zaczynał szukać sygnału i tak przez 5 czy 6 kilometrów - czas leciał, a dystans stał w miejscu. Stało się to strasznie irytujące, co prawda plusem była możliwość edytowania wyników zgodnie z licznikiem, no ale ile można tak się bawić?

No więc Strava. Obsługa nieskomplikowana, menu proste, tylko funkcji w wersji podstawowej wydaje się mało. Postanowiłem zadziałać dzisiaj na dwa baty. I jest mega dobrze. Endomondo klasycznie zjadło mi dziś 3 kilosy, Strava pokazała wynik nawet lepszy niż licznik. Dziwnie się czułem nieokradany z dystansu :)

Dzisiejsza trasa Poznań - Sulejewo - Poznań tak oto wygląda po "stravieniu" (wersja pełna ze średnią widoczna jest chyba dopiero po zalogowaniu): http://www.strava.com/activities/176695586. A na dole jak zwykle wersja z Endo. 3 kilometry w plecy. Oj, karne cośtam leci :)