Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 250340.53 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.44 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 813981 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 54.25km
  • Czas 01:46
  • VAVG 30.71km/h
  • VMAX 52.40km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Podjazdy 99m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Sulejewo - jeszcze (?) po prostym

Środa, 8 października 2014 · dodano: 08.10.2014 | Komentarze 0

Oprócz tego, że wiatr mnie dziś haniebnie oszukał, udając, że jest południowy, a podczas powrotu robiąc się zachodni, nic mnie dziś nie zaskoczyło. Choć w sumie analizując swoje dotychczasowe doświadczenia powyższe też nie powinno wywołać znaku zapytania z mózgu :)

Kurs w tę i nazad to Sulejewa. W tym ostatnim na górce dopadłem jakiegoś kolarza w koszulce ś.p. grupy kolarskiej Mróz, wyprzedziłem, pozdrowiłem i... musiałem zawracać, bo do pracy trzeba było się szykować. Trochę szkoda, bo chętnie bym trochę zwolnił i pojeździł z kimś na zmiany. No ale cóż, Arbeit macht nicht frei...

A, jedna rzecz zaczęła mnie niepokoić - w Mosinie w okolicach przejazdu kolejowego zakwitły znaki "uwaga objazd" i "budowa wiaduktu". Jeszcze wszystko jest przejezdne, ale czyżby niedługo będę na jakiś rok odcięty od kolejnej trasy? To już naprawdę przestaje być śmieszne, nawet mimo tego, że nigdy nie było... :/




  • DST 53.00km
  • Czas 01:46
  • VAVG 30.00km/h
  • VMAX 51.50km/h
  • Temperatura 12.0°C
  • Podjazdy 181m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Tańczący z liśćmi

Wtorek, 7 października 2014 · dodano: 07.10.2014 | Komentarze 0

Tak jak zapowiadałem wczoraj - dziś wiatr ruszył ku ostremu natarciu. Nie było co prawda jakiejś wielkiej tragedii, bo przeszkadzały bardziej podmuchy niż ciągłość, ale jednak trochę mnie to wszystko wymęczyło. Tym bardziej, że znów chcąc jechać na wschód musiałem ruszyć na południowy zachód.

Nie ma jednak tego złego - jeśli już szukać pozytywów to w związku z tym, że jakieś 2/3 mojej dzisiejszej trasy przez Puszczykowo, Mosinę, Rogalin i do Radzewic wraz z nawrotem prowadziło przez lasy i puszczę, a jesień już jest zdecydowanie widoczna, to podrzucane wiatrem liście dawały mi przepiękny pokaz, fruwając, zmieniając kierunki, tworząc malownicze wiry, a niektóre nawet co jakiś czas spadając mi na strój i kask niczym pijane motyle. Bajka :)

Żeby nie było jednak za różowo to obowiązkowo jak już znalazłem się na terenach zabudowanych to miejsce pozytywnych liści zajęły zdecydowanie negatywne korki złożone z samochodów i ciężarówek, w związku z czym aż od Lubonia po sam Dębiec wbrew sobie skorzystałem z cudownie już wybrzuszonej i usyfionej kostki na tamtejszej śmieszce, tracąc oczywiście średnią.




  • DST 53.10km
  • Czas 01:45
  • VAVG 30.34km/h
  • VMAX 56.40km/h
  • Temperatura 13.0°C
  • Podjazdy 179m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Git

Poniedziałek, 6 października 2014 · dodano: 06.10.2014 | Komentarze 0

Dziś - w przeciwieństwie do wczorajszego elaboratu - krótko. Fajnie się jechało!

Mimo wschodniego wiatru odpuściłem tym razem walkę z remontowanym przejazdem kolejowym i pojechałem naokoło, czyli na południowy zachód przez Puszczykowo i potem skręciłem do Rogalina, dalej Mieczewa, zawijając się i wracając tą samą trasą. Praktycznie ciągle wiało mi z boku, więc nie siliłem się na bezowocne wyciskanie średniej tylko na sympatyczne kręcenie. Skończyłem jedną, a zacząłem kolejną książkę zawijaną na uszach, cieszyłem się widokiem jeszcze zielonych i pięknych lasów na trasie, a przede wszystkim celebrowałem te momenty wolności przed całym dniem w pracy i użeraniem się z przyłażącym tam bydłem (wiem, wiem, miłość bliźniego to moja podstawowa cecha)...:) No i jeszcze sympatyczna temperatura, idealna na lekką, długą bluzę i trochę przedłużone spodnie - jakby dostosowana dokładnie pode mnie.

Tyle dziwnego u mnie optymizmu :) Wracamy do realu - na jutro zapowiadany jest mega silny wiatr.




  • DST 54.10km
  • Czas 01:47
  • VAVG 30.34km/h
  • VMAX 51.90km/h
  • Temperatura 12.0°C
  • Podjazdy 152m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Kościelnie i elegancko :)

Niedziela, 5 października 2014 · dodano: 05.10.2014 | Komentarze 8

To, że zamknęli mi wszystkie drogi na wschód z delikatnym południowym odchyłem nie oznacza, że mnie tam nie będzie :) Dziś z powodu wiatru znów z kierunku E ruszyłem swoimi wczorajszymi śladami, zaliczając zamknięty przejazd kolejowy, tym razem pokonałem go o tyle łatwiej, że z remontujących nie było nikogo i jedyne co musiałem zrobić to poskakać nad wykopanymi dziurami.

W Krzesinach zatrzymałem się na chwilę przy drewnianym kościółku, bo zobaczyłem rzadki tam widok, czyli otwarte drzwi. Niestety na zdjęcie nie było szansy (nie płakałem - wnętrze tyłka nie rwie), bo ciemnica tam zapadła straszna, ale za to jak już się zbierałem to z pieczary wyłonił się dość sympatyczny ksiądz ze słowami: "czołem rowerzyście!" i z zapytaniem skąd jestem. Wyjaśniłem, że Poznań, ale w sumie to Jelenia Góra, stąd moje zainteresowanie akurat tym zabytkiem, bo drugi podobny w Polsce to tylko Wang i więcej nie ma. Dostałem życzenia szerokiej drogi oraz prośbę o pozdrowienie Karpacza i ruszyłem. Generalnie czarnej stonki unikam jak mogę, ale akurat to spotkanie uznaję za pozytywne :)

Trasę dziś skorygowałem - poleciałem na Gądki i podjazd do Szczodrzykowa, potem zakręt do Śródki i w Nagradowicach nawrót na Tulce. Tam znów wątek kościelny, bo akurat miałem moment ciszy w słuchaniu death metalu i mijając tamtejsze sanktuarium usłyszałem jakiś dziecięcy chór - ciekawy kontrast :) Końcówka trasy to już typowe nudy, bo taka sama jak zwykle. O dobrej średniej jadąc tamtędy nie ma co myśleć, więc z tego co wywalczyłem jestem w miarę zadowolony.

A po południu kopsnęliśmy się z Żoną do Mosiny, ogarnąć w końcu widok z wieży na Osowej Górze. Na piechotę, żeby nie było - razem ze spacerem po miasteczku wyszło 9 kilometrów. Nie powiem, coraz lepiej to wygląda, choć Mosina to zadupie wybitne, że ho ho :) Fajnie, że rewitalizują tory na tej trasie  fajnie zaczyna działać kolej drezynowa (aż żal, że dziś na to czasu nie było, bo pani Maria, która ożywia ten szlak, a była i jest moją klientką, ma naprawdę serce do tej sprawy) - oby tak dalej.

Kilka fotek z góry i jedna z dołu:



A na koniec rzeźba z podwórza żydowskiej bożnicy, no i znany w Poznaniu Elegant z Mosiny :)






  • DST 53.40km
  • Czas 01:46
  • VAVG 30.23km/h
  • VMAX 50.40km/h
  • Temperatura 13.0°C
  • Podjazdy 137m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Odcięcie

Sobota, 4 października 2014 · dodano: 04.10.2014 | Komentarze 0

Dzisiaj w sumie z porannego treningu warto wymienić tylko jeden element: kolejną zamkniętą z powodu remontu drogę, po której zazwyczaj jeżdżę. Tym razem padło na wymianę torowiska na przejeździe kolejowym przy Sandomierskiej. Wyznaczono jakiś objazd, ale znając topografię tej części miasta jedyną opcją, którędy może prowadzić to autostrada, a czasu miałem mało, więc nie ośmieliłem się sprawdzić i dwukrotnie miałem okazję przedzierać się na piechotę między ciężkim sprzętem zdzierającym szyny.

Tym samym podczas jazdy na wschód mam: zamnkiętą Sandomierską, rozkopaną do bitej ziemi Głuszynę oraz rozwalony most w Czapurach. Oficjalnie potwierdzam, że zostałem odcięty od wschodu, może i dobrze, jakby co Ruscy mnie tak szybko nie wezmą :) Gorzej, że teraz będę musiał jechać w lewo, żeby dojechać na prawo.

Trening z motywem "V". czyli Krzesiny, Tulce, Gowarzewo i z powrotem tak samo. Wiatr już mocniejszy niż ostatnio i jak zwykle idealnie dostosowany pode mnie, czyli albo w pysk, albo z boku. Średnia słaba.




  • DST 53.00km
  • Czas 01:46
  • VAVG 30.00km/h
  • VMAX 50.40km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Podjazdy 180m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

+10 do psychy

Piątek, 3 października 2014 · dodano: 03.10.2014 | Komentarze 3

W końcu wygrałem walkę ze swoją psychiką i zdecydowałem się wrócić własnymi śladami na trasie Poznań - Zalasewo - Swarzędz. Do tej pory po przejechaniu tego zestawu, będącego wielkopolskim odpowiednikiem Mordoru i Minas Morgul, nie dawałem rady i w Paczkowie skręcałem na Tulce, byle jak najdalej od tego, co już za mną. Dziś stwierdziłem, że pokażę, iż nerwy mam twardsze niż Stallone oraz Macierewicz razem wzięci i dokonam tego czynu. I tak się stało - pierwsza połowa jak zwykle masakryczna, ale ciekaw byłem tej drugiej. W ramach przygotowań przed nawrotem pokręciłem się jeszcze trochę po wsiach i dojechałem do Sarbinowa, po czym nabrałem powietrza i poleciałem.

Do granic Swarzędza było jeszcze ok, ale już na pierwszym skrzyżowaniu nie zmieściłem się oczywiście w granicach zielonego, w przeciwieństwie od trzech TIR-ów, którym to się udało - ja byłem tym, który zobaczył nad nimi pomarańczową barwę. 5 minut później "już" ruszałem. Potem dziury, światła, światła, światła, korki, a do tego już w Poznaniu na ścieżkach (nie chcąc ryzykować mandatu musiałem korzystać) pojawił się coroczny "odpaździernikowy" koszmar, czyli studenci. Ja rozumiem, że w Napachaniu czy Srocku nie za bardzo jest jak się uczyć co to oddzielony pas dla pieszych i kolarzy, no ale narysowany na ziemi symbol roweru chyba powinien być zrozumiały? Niestety, zapewne za bardzo wierzę w gatunek ludzki. Do tego zaskoczył mnie jeden złomiarz, który nagle postanowił wykonać nagły atak wózkiem z żelastwem na DDR-a, na szczęście mój krzyk go na czas z niej usunął. Oj, ciekawie było :)

Nie muszę pisać, że dobra średnia w takich warunkach to oksymoron. Jednak założyłem sobie, że do tych trzech dych muszę honorowo dociągnąć i się udało, a że nie było to łatwe niech świadczy fakt, że przy okazji zdobyłem KOM-a na Drodze Dębińskiej! Ha, nie ma tego złego... :)

A na fotce jedyny motyw spokoju zaoferowany mi dziś przez naturę.





  • DST 52.00km
  • Czas 01:44
  • VAVG 30.00km/h
  • VMAX 50.20km/h
  • Temperatura 14.0°C
  • Podjazdy 132m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Mały głód

Czwartek, 2 października 2014 · dodano: 02.10.2014 | Komentarze 4

Wczoraj niestety przegrałem z aurą i obowiązkami zawodowymi, dziś więc miałem już małego głoda po jednym dniu bez roweru. Głód głodem, a jazda przez miasto przypomniała mi o mrocznej części całej tej zabawy - ruch może nie był specjalnie duży jak na Poznań, ale zagęszczenie ciężarówek i samochodów skręcających wszędzie - lewo, prawo, tył, bok, a jakby jeszcze można było do góry to pewnie i tego by próbowali - było masakryczne. Przy granicy miasta miałem średnią niewiele ponad 26 km/h, więc jak tylko ujrzałem wyjazd z Gnieźnieńskiej na wolną przestrzeń poczułem się jak prosiak, który uciekł z transportu do rzeźni :)

Końcową średnią, mimo że słabą, musiałem ostro wypocić, ale sama trasa przez Kobylnicę do Biskupic z bocznym wiatrem upłynęła bez przygód. No, może prócz dwukrotnego puknięcia się w kask na widok zawsze i wszędzie spieszących się kierowców, dla których wyprzedzanie, podwójna ciągła i zakręt wcale się nie gryzą, a nawet potrafią być kompatybilne. I jak się tu dziwić, że cała droga na Gniezno upstrzona jest przydrożnymi krzyżami...

No i jeszcze podsumowanie września: 1,5 tysiąca kilometrów, średnia 30,3. Przeciętnie, ale chyba przyzwoicie, a za nami prawdopodobnie ostatni w tym roku miesiąc, gdy pogoda była całkiem ok. Za to pobiłem chyba rekord miesięczny w ilości przesłuchanych audiobooków i płyt. I to mnie cieszy najbardziej, troszku qltóry nie zaszkodzi :)




  • DST 52.90km
  • Czas 01:44
  • VAVG 30.52km/h
  • VMAX 50.90km/h
  • Temperatura 13.0°C
  • Podjazdy 121m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Korniki

Wtorek, 30 września 2014 · dodano: 30.09.2014 | Komentarze 4

Pogoda od rana zaczęła się lekko psuć, więc zapobiegliwie zwlokłem się i wyjechałem dziś wcześniej niż zazwyczaj, bo lekko po ósmej. Każda z prognoz pokazywała odmienny wiatr, a jako że naprawdę nie dało się z tego wyciągnąć jakiejś przeważającej wersji postanowiłem rozsądnie odpuścić jakiekolwiek kursy przez miasto i pojechać "samochodzikową" trasą. Jednak coś mnie tknęło i zdecydowałem się pokręcić odwrotnie niż zazwyczaj - czyli najpierw Wiry, potem Trzcielin, Dopiewo i powrót przez Skórzewo. Okazało się to już drugą tego dnia dobrą rowerową decyzją (u mnie - szok!).

O słuszności wyboru przekonałem się w Komornikach. Korek, w którym kilka dni temu utknąłem wyglądał dokładnie tak samo, tylko był jeszcze dłuższy. Tak prezentowała się końcówka z tego ponad dwukilometrowego pieszczoszka, ciągnącego się od Szreniawy:

Jak widać mądrze zrobiłem wybierając tę stronę... Jeśli kiedykolwiek będę miał jakieś prawa wyborcze w Komornikach to będę postulował o zmianę nazwy tej miejscowości na Kor(ni)ki, będzie bardziej adekwatna.

Sama jazda nie odpowiedziała mi na pytanie skąd wieje. Jak zwykle czułem, że zawsze w pysk, ale czy tak było pewien nie jestem, bo za silny to ten wiatr na szczęście nie był. Patrząc jednak na średnią na pewno nie odczułem jego pomocy. Sojusznikiem nie był też deszcz, który dał o sobie znać na ostatnich kilometrach - gdybym wyjechał później to zlałoby mnie porządnie, a tak to tylko otrzymałem karnego showera :)




  • DST 53.40km
  • Czas 01:42
  • VAVG 31.41km/h
  • VMAX 55.20km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Podjazdy 174m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Prawie zacnie

Poniedziałek, 29 września 2014 · dodano: 29.09.2014 | Komentarze 2

Wczoraj w komentarzu napisałem, że budziki spod znaku F-16 w dni robocze ukazują się na niebie dopiero w okolicach godziny 10-tej. Błąd, Dziś nadeszła korekta - 7:30, Żona w drodze do pracy, ja dosypiam smacznie, bo do roboty na 13-tą i nagle ten apokaliptyczny dźwięk. Po raz kolejny dziękuję.

Jak już się (nie)wyspałem to ruszyłem na swoją najbardziej klasyczną pięćdziesiątkę, czyli "kondomik". Taktycznie znów pojechałem przez Wiry, żeby uniknąć remontu w części Lubonia, a potem już standardowo: Mosina, Krosinko, gdzie postałem z zegarkiem (a właściwie komórką) w ręku dokładnie 5 minut w ruchu wahadłowym, Łódź, Stęszew (jak zwykle tu dopadła mnie nagła awaria oczodołów i nie zauważyłem całkowicie irracjonalnego zakazu jazdy na kawałku DK 5), Komorniki (dziś już wykorzystałem mało popularny objazd, bo korek był ponad kilometrowy, od samej Szreniawy) no i Poznań.

Pogoda GENIALNA. Rzadko zdarza mi się chwalić warunki atmosferyczne, ale dziś jest za co - 16 stopni, wiaterek SW mało upierdliwy, rewelacja. Szkoda tylko, że na trasie były te wszystkie przeszkody drogowe, bo czuję, że mógłbym wykręcić jakąś zacną średnią. A tak to wyszła półzacna :)




  • DST 53.30km
  • Czas 01:42
  • VAVG 31.35km/h
  • VMAX 43.20km/h
  • Temperatura 13.0°C
  • Podjazdy 152m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

W sumie fajnie :)

Niedziela, 28 września 2014 · dodano: 28.09.2014 | Komentarze 3

Jak to u mnie - jeśli jest niedziela to w 87,98% będę w pracy. Kapitalizm zrobił ze mnie współczesnego niewolnika, który musi zaspokajać ludzką weekendową próżność - cóż, sorry, takie mamy czasy :/ Dziś na 12-tą, więc musiałem wstać dość wcześnie, żeby pozwolić sobie na komfort jazdy rowerem. W sumie nawet nie było z tym problemu, bo nasze kochane państwo zafundowało mi budzenie w postaci lecących nad Dębcem dwóch myśliwców F-16. O 7 rano. Tak sympatycznie. Kto miał tę przyjemność słyszeć dźwięk tych cudeniek w bliskiej odległości wie jak skuteczny to budzik...

Za to jechało mi się dziś wyśmienicie. Wiatr już spokojniejszy niż ostatnio, do tego z południa i zachodu i fajny chłodek - yammi :) Na samym początku, w Luboniu, wyskoczył mi zza pleców jakiś kolarz (pozdrawiając, więc plusik) na szosie, która moim niewprawionym okiem kosztowała kilka grubych tysiaków. Posiedziałem mu chwilę na kole i stwierdziłem, że dam zmianę, bo demonem prędkości nie był - a gdy to się stało okazało się, że kolega chyba nie ogarnął tematu, bo został daleko w tyle. Jednak sam rower nie załatwia sprawy :)

Podjechałem sobie przez Mosinę i Iłówiec do Starego Tarnowa, gdzie zawróciłem tą samą trasą. Pomiędzy tymi ostatnimi miejscowościami zaczęła powstawać ścieżka, o dziwo z asfaltu, ale to koniec pozytywów. Bo droga oczywiście robiona jest tylko w jednym kierunku, z koniecznością przejechania na drugą stronę. Już oczyma wyobraźni widzę swoją przyszłą wojnę z kierowcami - BO PRZECIEŻ TAM JEST ŚCIEŻKA! I po klaksonie :)

Aha, a średnia wyszła nawet ok.