Info
Suma podjazdów to 791701 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec30 - 59
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 52.35km
- Czas 01:41
- VAVG 31.10km/h
- VMAX 53.60km/h
- Temperatura 17.0°C
- Podjazdy 51m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
-WO :)
Wtorek, 24 czerwca 2014 · dodano: 24.06.2014 | Komentarze 0
Chyba koleś od planowania wiatru czyta raz na jakiś czas Bikestats, bo od mojego wczorajszego wpisu podmuchy znacznie osłabły :) Kierunek się nie zmienił, zachodni z północnymi tendencjami, czyli jeszcze niedawno naturalnym azymutem było Tarnowo Podgórne. Było, bo aktualnie przez zamienienie "92"-tki w tarkę muszę kombinować inaczej. Przepchnąłem się przez Grunwald i rozpocząłem trasę "-WO". Czyli: WysogotoWO, ZakrzeWO, LusoWO no i w końcu TarnoWO. Zaliczyłem oczywiście też prezentowaną w ostatnim filmiku ścieżkę-slalom gigant w Lusowie, a przed samym Tarnowie czekało mnie coś na kształt tarki z "92"-tki, tylko że wcale nie czasowe tylko permanentne - płyty przykrywane wysepkami asfaltu, okraszone jeszcze kraterami z dziur. Nie wiem czy specjalnie czy nie, ale to tego miasteczka, które samo w sobie jest niezwykle przyjazne rowerzystom, najlepiej ostatnio dojeżdżać czołgiem. Mocno opancerzonym :)
Wróciłem tą samą trasą, testując po remoncie prawą stronę ulicy Grunwaldzkiej patrząc od Junikowa, gdzie jest już o wiele gorzej niż po przeciwnej, bo zrobiono tam zamiast asfaltowej wyodrębnionej ścieżki ciąg pieszo-rowerowy, oczywiście z kostki, choć przyznać trzeba, że mało inwazyjnej. Ciekawostka - jedna ulica, remontowana w tym samym czasie, a dwa różne światy. Polska.
- DST 54.00km
- Czas 01:46
- VAVG 30.57km/h
- VMAX 53.40km/h
- Temperatura 16.0°C
- Podjazdy 106m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Na zachodzie bez zmian
Poniedziałek, 23 czerwca 2014 · dodano: 23.06.2014 | Komentarze 2
Nie chcę siać defetyzmu w temacie pogody, bo temperatura idealnie mi odpowiada, słońce na przemian z chmurami to też dla mnie wymarzone warunki do jazdy, ale ten wiatr... Co prawda już nie tak silny jak wczoraj, ale kilka dni walki z nim powoduje, że odechciewa się wyjeżdżać. Prosto za oknem mam kilka sporych drzew, więc pierwsze co widzę po podniesieniu rolety co rano to ostatnio widoczek uginających się gałęzi oraz latających w każdym kierunku liści. No nie motywuje to za bardzo do wyjścia :)
Ale twardym trzeba być, nie "miętkim", więc dziś znów zaliczyłem pięć dych przed pracą, z tym że bez kombinowania z jakimiś drogami alternatywnymi - po prostu jazda w jedną i powrót w drugą stronę tą samą trasą. Obowiązkowo musiały być na niej objazdy spowodowane remontami (Fabianowo od roku oraz Skórzewo - świeżutkie, potrwa pewnie też z rok), więc o szaleństwach mogłem pomarzyć. Minąłem Zakrzewo, dojechałem do Drwęsy, gdzie zawracając posłużyłem jeszcze jako informacja turystyczna jakiemuś państwu w samochodzie.
Średnia jak fatum, utrzymuje się od kilku dni taka sama i nie mogę jej przekroczyć. Tak się cieszyłem, że wiatr zachodni pozwoli mi uniknąć jazdy przez miasto, a tu proszę: pakiecik wiatr+objazdy spowodował, że jest ona gorsza niż gdy walczę o życie podczas przemieszczania się wzdłuż Poznania.
- DST 53.40km
- Czas 01:45
- VAVG 30.51km/h
- VMAX 53.20km/h
- Temperatura 16.0°C
- Podjazdy 70m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Wiuuu....
Niedziela, 22 czerwca 2014 · dodano: 22.06.2014 | Komentarze 3
Ło Jezu, jak dziś wiało! Dawno się tak nie wymęczyłem, momentami na trasie do Niepruszewa jechałem po 23-24 km/h i za cholerę nie dawało się szybciej. Jak na szosę to masakra, ale w końcu po to się człowiek męczy w jedną, żeby mieć przyjemność w drugą stronę i kawałkami ją miałem, bo na prostej między Zakrzewem a Wysogotowem nie było problemu, żeby na płaskim utrzymywać średnio 44-45 km/h. Zresztą wykres z Endomondo mówi sam za siebie. Ach, gdyby tak jak podczas nawrotu było zawsze to świat w końcu stałby się idealny :)
Jako że dziś niedziela to postanowiłem z duszą na ramieniu przetestować poznańskie nowo wybudowane ścieżki: na Grunwaldzkiej, Bukowskiej i Bułgarskiej. No i tak: Grunwaldzka ok, jej część od strony cmentarza daje radę, chyba jednak za dużo świateł, które można by sobie darować. Bułgarską testowałem ostatnio, jest dobrze, a dziś nawet udało mi się przejechać bez zatrzymywania, choć jedno zielone światło musiałem sobie sam wymyślić :) No i jako łyżka dziegciu ta nieszczęsna Bukowska, którą niedawno prezentowałem na swoim filmiku (jakby co dostępnym w dziale "FILMY") - człowieka, który ją zaprojektował można na pewno pochwalić za wyobraźnię i poczucie humoru, ale na pewno nie za logikę. Co przyświecało autorowi w niektórych momentach, gdy ścieżka się kończy, za chwilę zaczyna, potem znów kończy - nie mam pojęcia. Ale generalna konstatacja jest taka, że chyba idzie ku dobremu. Już nie klnę co chwila, coraz mniej muszę wciskać guziczków na przejazdach, kostka w końcu zanika... Oby tak dalej.
Aha, jeszcze jedno - wraz z silnym wiatrem pojawiły się w Poznaniu imponujące gatunki
chrabąszczy. Jednego z nich udało mi się przyłapać podczas żerowania na
miejskim budżecie: :)
- DST 52.18km
- Czas 01:41
- VAVG 31.00km/h
- VMAX 51.40km/h
- Temperatura 16.0°C
- Podjazdy 245m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Z Norwegią w głowie
Sobota, 21 czerwca 2014 · dodano: 21.06.2014 | Komentarze 4
Wczoraj miałem dzień odwyku, w sumie specjalnie nie żałowałem, że w momencie gdy się zbierałem lunęło z nieba, bo 22 wyjazdy bez przerwy jednak zrobiły swoje i nogi już specjalnie chętne do współpracy nie były. Oczywiście, jak to ja, bez ruchu wytrzymać nie mogę, więc idąc do i z pracy oraz załatwiając swoje sprawy zrobiłem szybkim krokiem ponad 15 km.
Dziś już niespodzianek pogodowych nie było, co prawda niebo zachmurzone i drzewa aż się uginały od wiatru, ale mogłem przed robotą ruszyć. Co prawda koszmarnie niewyspany, bo te mistrzostwa świata masakrują mój cykl życiowy, no ale cóż, raz na cztery lata można się przemęczyć. Miałem wyjechać o 8, wyjechałem o 8:30 i czasu zrobiło się na styk, bo do pracy na 12-tą. Z tego powodu, jak również przez niezdecydowany wiatr, zrobiłem sobie kopię trasy z przedwczoraj ("rybka"). Ruch mały, genialna temperatura, więc nawet na podmuchy, bardzo mocne, nie narzekałem specjalnie. Wykręciłem swoje, do pracy zdążyłem - melduję wykonanie zadania. A o równiutką średnią walczyłem dosłownie do ostatnich metrów, czyli podjazdu na Dębiec od strony Lubonia.
Jadąc słuchałem w TOK FM wywiadu z dziennikarzem tej stacji oraz jego partnerką, którzy rok temu zrobili sobie trzytygodniową wycieczkę rowerami po Norwegii. Wiem, że dla znacznej części osób z Bikestats to żadna rewelacja, jednak urzekły mnie opisy trudów jazdy skandynawskimi tunelami ciągnącymi się kilometrami pod powierzchnią gór, relacje z samotnego (no, jeśli można tak nazwać dwie osoby) pokonywania opuszczonych przez ludzi terenów oraz choćby nocowanie w specjalnie wybudowanych dla zbłąkanych turystów symbolicznie płatnych domkach gdzieś w środku dziczy. Oj, rozmarzyłem się lekko, kiedyś miałem dziką chęć objechania całej Skandynawii rowerem, ale plany się rozmyły gdzieś w prozie życia :) Teraz już mogę tylko sobie powędrować palcem na mapie. Jakby ktoś chciał posłuchać audycji to polecam podkasty na stronie TOK-u.
- DST 54.00km
- Czas 01:46
- VAVG 30.57km/h
- VMAX 52.20km/h
- Temperatura 18.0°C
- Podjazdy 370m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Freizeit!
Czwartek, 19 czerwca 2014 · dodano: 19.06.2014 | Komentarze 5
Fajnie mieć wolny dzień, bez opcji ustalania grafiku i wyrabiania się na
którąś tam godzinę. Choć taki - jeden jedyny - plus z tych katolickich
świąt, w znamienitej większości przez polskie społeczeństwo przeżywanych
na zasadzie "bo trzeba", bez głębszej refleksji. Co ciekawe, w kraju,
gdzie według deklaracji 91% to katolicy tylko 81% wierzy w Boga, a tylko
47% w to, że Jezus zmartwychwstał (badania z końcówki 2013 r.). Ot, paradoks
:)
Wracając do realu - wiatr znów zaczął być strasznie
upierdliwy. Generalnie zachodni, ale wariował dziś strasznie, więc
postanowiłem trasę (znów tylko około pięćdziesiątki, jak to w wolne dni -
rodzinka najważniejsza) wybierać na zasadzie obserwowania oflagowania.
Wyszło na to, że najlepiej jechać w kierunku "każdym", a idealnie pod to
pasował wielokrotnie sprawdzony "samochodzik". Dziś jednak pojechałem od końca, przez Skórzewo i Dopiewo, a wróciłem mijając Trzcielin i Szreniawę. Ani to nie pomogło ani nie przeszkodziło, bo i tak w większości dostawałem albo z boku, albo w pysk.
Wyjeżdżając zapomniałem o jednej istotnej rzeczy - skoro mamy dzień jak dziś to powinno się planować trasy tylko i wyłącznie przez las. Czemu? Bo:
Korki. Te w Dopiewie udało mi się minąć środkiem, niestety w Konarzewie musiałem odczekać swoje. Nie powiem, oglądanie tego folkloru z nową płytą Vadera w słuchawkach ma w sobie coś z perwersji :) Ale bardzo lubię kadzidła, więc było ok.
Średnia wymęczona na maksa, naprawdę z tym wiatrem musiałem trochę potu wylać, żeby przekroczyć 30 km/h. Grunt, że się udało.
Po południu doszło jeszcze 8 kilometrów spacerku, bo postanowiliśmy z Żoną odkryć w końcu co kryje się pod nazwą Szachty. Te glinianki, położone między poznańskim Świerczewem a Górczynem słyną z zaskakującej ilości ptaisch lęgów, m.in. perkozów. No cóż. Może nie mieliśmy szczęścia, ale udało się wyhaczyć tylko kaczki i rybitwy. Fakt faktem, że trafiliśmy tu pierwszy raz, dostać się tam niełatwo piechotą, więc tylko część obszaru została ogarnięta. Najbardziej żałuję, z kronikarskiej ciekawości, braku wizyty w okolicach Stawu Śmierducha (a jest taki).
Spacer zakończył się pizzą (moja po prawej) z piwkiem (moje po prawej). Tak, zdecydowanie lubię wolne dni... :)
- DST 56.00km
- Czas 01:47
- VAVG 31.40km/h
- VMAX 45.40km/h
- Temperatura 21.0°C
- Podjazdy 243m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
No i już norma
Środa, 18 czerwca 2014 · dodano: 18.06.2014 | Komentarze 7
Czy ja wczoraj napisałem, że przez miasto jechało się płynnie i uznaję to za coś wybitnie nienormalnego? Napisałem. I już mogę potwierdzić jedno - to była anomalia. Dziś wszystko wróciło do norny. Szkoda, bo wyjechałem przed dziewiątą nastawiony pozytywnie, mając nadzieję na powtórkę. Nadzieja została brutalnie, bezkompromisowo i z pełną mocą zgwałcona już na skrzyżowaniu Arciszewskiego z Hetmańską, gdzie stanąłem między dwoma TIR-ami i transportowałem się z nimi aż do Golęcina. Nie muszę mówić o tym, że jazda przez każde skrzyżowanie to najpierw czekanie aż ruszą, potem uważanie żeby jeden z nich nagle nie zahamował, a potem powtórka na kolejnym czerwonym... Tak to wyglądało (zdjęcie zrobione moment przed dojazdem do akademików Uniwerku Medycznego):
Fajnie się zrobiło dopiero przy Strzeszynku. Po raz kolejny testowałem trasę przez Rokietnicę i Mrowino - poznałem już ją na tyle, żeby dojść do wniosku, że chyba muszę zmienić kierunek, czyli zacząć od przejazdu "92"-ką i przez Napachanie, bo drugi raz z rzędu jechałem z małymi wyjątkami praktycznie cały czas pod wiatr, mimo że flagi pokazywały, że powinien mi on sprzyjać. Ciekawostka.
Po raz pierwszy od dawna jechałem dziś bez rękawiczek, bo kontrast między moimi dłońmi a resztą powierzchni rąk stał się już na tyle duży, że zacząłem bać się ataku jakichś miłośników Ku-Klux-Klanu, tak troskliwych w temacie czystości rasy :D
Ze średniej jestem zadowolony względem kategorii "przez miasto, %$##@@%^!".
- DST 52.35km
- Czas 01:40
- VAVG 31.41km/h
- VMAX 51.20km/h
- Temperatura 17.0°C
- Podjazdy 223m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Pozytywna anomalia
Wtorek, 17 czerwca 2014 · dodano: 17.06.2014 | Komentarze 0
Dziwne. Bardzo dziwne. Mimo, że dzień dziś wybitnie roboczy to przed 9 rano ruch w Poznaniu nie za wielki, korki malutkie, światła dość płynne... O sso chozzii...? :) No ale tylko się cieszyć, dzięki temu na dwunastym kilometrze, już przy wyjeździe z miasta miałem średnią powyżej 29 km/h, co jest zdecydowanie godne odnotowania jako rzadko spotykana anomalia.
Pierwotnie miałem jechać na Murowaną Goślinę, ale przy Malcie zmieniłem zdanie, bo zamiast wiatru z północy pojawił się podmuch ze wschodu, a czasem nawet z południa, Tyle w temacie wiarygodności prognoz. W każdym razie chyba wybrałem dobrze, bo wiatr stał się generalnie neutralny, więc mogłem jechać bez większych przeszkód. Trasa na Gniezno też w miarę pusta, mijały mnie pojedyncze ciężarówki i tyle. Dojechałem do Biskupic i cofnąłem się swoimi śladami. Chciałem trochę pocisnąć ze średnią, bo wiedziałem, że czeka mnie znów przejazd przez cały Poznań. Robiłem co mogłem, ale cudów z tego nie było, choć finalnie założenie utrzymania przeciętnej powyżej 31 zostało wykonane.
Nie wiem czy już zaczęły się wakacje, bo nie jestem na bieżąco w szkolnej nomenklaturze, ale dziś sobie uświadomiłem, że wraz z dwupakiem lipiec-sierpień miasto będzie wyglądało tak jak dziś. I lżej mi się zrobiło na duszy. Byle tylko temperatura była na podobnym jak teraz poziomie, bo jak dla mnie to rowerowy ideał.
- DST 57.00km
- Czas 01:51
- VAVG 30.81km/h
- VMAX 43.40km/h
- Temperatura 19.0°C
- Podjazdy 254m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Zmęczenie materiału
Poniedziałek, 16 czerwca 2014 · dodano: 16.06.2014 | Komentarze 5
Trzy dni wolnego minęło jak z bicza strzelił, czas wrócić do szarej zawodowej rzeczywistości. Rowerowo czuję lekkie zmęczenie materiału, ale nie z powodu samej jazdy, tylko niemalże codziennej walki z miejskimi korkami, ścieżkami i samochodami, których mam wrażenie, wbrew światowym trendom, nie tylko nie ubywa, ale wręcz jest na ulicach coraz więcej. Co chwilę ktoś skręca w lewo lub prawo, prawie każda ulica przedstawia widok sznureczka puszek, a ilość samochodów ciężarowych w centrum i na jego obrzeżach to jakaś masakra. Staram się szukać jakichś objazdów, znalezienia mniej zakorkowanych dróg, ale ich po prostu nie ma!
Dzisiejszą poranną trasę, którą niedawno opatentowałem, do Rokietnicy, potem Mrowino i powrót przez "92"-kę postanowiłem zacząć inaczej, ominięciem Jeżyc i dotarciem na Golęcin przez Świętego Wawrzyńca, łudząc się, że spłynę sobie delikatnie w dół z przyzwoitą prędkością. A tu komin... cała ulica stała w korku, ja przepchnąłem się środkiem i postanowiłem, że nigdy więcej. Jezu, jak się cieszyłem gdy znalazłem się na prostej koło Strzeszyna, zieleń, zapach lasu i takie tam rzadko spotykane cuda przywróciło mi równowagę...
Wiatr oczywiście wiał mi w pysk w tę i we wte, ale przecież nawet nie muszę o tym pisać, prawda? :) W Baranowie zrobił się kolejny korek, tym razem spowodowany śmieciarką, która bez pośpiechu toczyła się od posesji do posesji opróżniając kosze. W tym momencie machnąłem ręką na średnią i stwierdziłem, że moim celem jest tylko i wyłącznie dojechać.
Z pozytywów - w końcu przetestowałem ścieżkę przy Bułgarskiej. Jest dobrze. Co prawda zauważyłem obowiązkowy wystrój w postaci rozbitego szkła w jednym miejscu, ale muszę z przyjemnością przyznać, że w końcu wygląda to tak, jak ma być.
Albo się wiatr zmieni w końcu na południowy albo stanę się rowerowym Breivikiem. Pogodo - wybieraj :)
- DST 52.10km
- Czas 01:40
- VAVG 31.26km/h
- VMAX 51.40km/h
- Temperatura 16.0°C
- Podjazdy 228m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Po Maxie i nie na maxa. Soulfly za mną
Niedziela, 15 czerwca 2014 · dodano: 15.06.2014 | Komentarze 0
Najpierw o wczorajszym koncercie, który miał swoje skutki w temacie dzisiejszego dnia i zapału do jazdy. Ten, kto interesuje się muzyką spod cięższej nuty nie może nie kojarzyć Maxa Cavalery, niegdyś frontmana Sepultury, a aktualnie zespołu Soulfly. Ja, mimo że specjalnym fanem Sepultury nigdy nie byłem, to ten drugi band idealnie wpasował się w mój muzyczny gust, choć z pierwotnego składu został jedynie słynny wokalista. Gdy więc kumpel zaczął namawiać mnie na zaliczenie koncertu w Eskulapie nie krygowałem się jak niewinna młódka - no bo w końcu mieć metalową legendę niemal pod nosem i nie pójść? Toż to grzech najcięższy.
Sam koncert zaczął się od supportu młodych "cavalerów", czyli zespołu dwóch synów Maxa, którzy powoli pracują na swoje własne konto. Tyłka nie urwało, ale po dość długim oczekiwaniu trochę energii nie zaszkodziło. Energia była też inna, bo w tłumie w większości pacyfistycznie i z humorem nastawionych fanów pojawiło się trzech nabuzowanych i narąbanych studenciaków (chyba), z których jeden, mały łysy kurdupel o zachowaniu cwaniaka zaczął kozaczyć i rozpychać ludzi, nieomal wylewając mi browara (a to by bolało, bo 8 PLN za 0,4 Warki w plastiku to była gruba przesada). Kilkoro z normalnych ludzi zainteresowanych muzyką lub po prostu zwyczajną na hardkorowych koncertach rozpierduchą pod sceną, gdzie jeśli ktoś upadnie to od razu rzuca mi się na pomoc połowa z nich, miała już mord w oczach w kierunku tego typka, do którego dołączył jeszcze włochaty karzeł i olbrzymi grubas. Prawdziwa drużyna pierścienic :) Tematu rozwijał nie będę, chłopaki przeżyli, ale jednym z ostatnich widoków z nimi związanymi był widok mentalnych zwłok utytłanych w rozlanym w przedsionku browarze. Jak mi przykro :)
Wracając do koncertu - zrobiłem jeden błąd, bo na zapowiedź wejścia zespołu wyjąłem telefon w celu uwiecznienia tego momentu. No i tak... mam nakręcone ze 20 sekund, potem jest Smoleńsk. Czyli w jednym momencie fona miałem w dłoni, a za chwilę w szoku widziałem jak leci w górę, potem w dół, trafiony pierwszym skokiem tłumu spowodowanym dziewiczym uderzeniem dźwięków. Mój błąd, więcej go nie popełnię. Udało mi się rzucić pod nogi, jak w horrorze złapałem korpus, zanurkowałem po baterię, tylna klapka przepadła. I tak miałem dużo szczęścia, bo szkło Gorilla Glass po raz kolejny się sprawdziło - upadek centralnie na wyświetlacz spowodował tylko delikatne zarysowania!
Dostałem więc lekcję, sprawdziłem czy sprzęt działa i tym razem już trzymając wszystko przy sobie polatałem z tłumem, pogrowlowałem na miarę swoich możliwości, dostałem oraz dałem kilka kuksańców i... miałem dość. Lata już nie te :) Zostawiłem kumpla po kilkunastu minutach w tłumie, a sam wycofałem się na bok, a jakiś koleś widząc, że mam telefon w dość specyficznym stanie powiedział, że "chyba twoja klapka poleciała gdzieś na scenę". No super, na pewno Max się ucieszył z takiego giftu :) Pijąc piwko kręciłem co jakiś czas koncert, mimo że tył fona wyglądał jak skazaniec obdarty ze skóry.
Merytorycznie nie będę się wgłębiał w to, co było mi dane usłyszeć, napiszę jedynie: było godnie i warte poniesionej ofiary. Tym bardziej, że po koncercie zapytałem pro forma jednego z technicznych czy nie widzieli klapki od LG i... dostałem ją do łapy! Co prawda zmasakrowaną, bez szybki od aparatu, ale jednak - była. Cud, który pozwala mi wciąż wierzyć w ludzkość, a baterii być przytwierdzoną do telefonu :)
Aaa, rozpisałem się i zapomniałem, że to blog rowerowy :) Jako że trochę wczoraj jeszcze po koncercie czasu zeszło do powrotu to dziś motywacja do wyjazdu nie była delikatnie mówiąc za duża... Gdyby nie transport obiadku od teściowej to chyba bym się nie zwlókł do południa, a tak to po dziesiątej siłą rzeczy musiałem już pedałować. Wiatr wrócił na północne tory, a do tego był silny, więc jazda przez miasto mimo niedzieli za przyjemna nie była. Nie było też niespodzianek, choć wyhaczyłem na przykład kolesia w średnim wieku, który twardo jechał po zamkniętym od jakiegoś czasu dla rowerów (fakt, że to szczyt debilizmu) odcinku "11"-tki za Złotnikami, mając gdzieś typowe polskie dźwięki klaksonów. No cóż, co kto lubi.
Średnia jak na miasto i moją motywację - do przyjęcia,
- DST 56.30km
- Czas 01:50
- VAVG 30.71km/h
- VMAX 45.10km/h
- Temperatura 16.0°C
- Podjazdy 363m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Znak (s)pokoju
Sobota, 14 czerwca 2014 · dodano: 14.06.2014 | Komentarze 0
W Mrowinie jest fajny przejazd praktycznie przez las, pobudowane są jakieś domki niby letniskowe, dobrze się to prezentuje. Ja cieszyłem się tym bardziej, że udało mi się przyuważyć szpaka, który przeleciał mi centralnie przed kierownicą. Powrót już typowo przez pola i wsie, czyli Napachanie i okolice, uroku w niej mniej niż zero, jedyne co godne zauważenia to wciąż coraz bardziej psujący mi się wzrok podczas zauważania ścieżek. Dziś zresztą uwieczniłem mój ulubiony znak drogowy, oj marzy się, żeby obejmował on 100% terytorium RP. Byłoby z głowy z ryzykowaniem zdrowia i psychiki:

Dobrą średnią zabiły dziś trzy czynniki: wiatr, rajd ulicą Grochowską oraz El Classico tego tygodnia, czyli deszcz, który obowiązkowo pojawił się na ostatnich kilku kilometrach jazdy przez miasto.
No nic, kolejny trening zaliczony, nowa trasa wyznaczona, a dziś jeszcze przede mną długo wyczekiwany koncert Soulfly. Jak nie doznam na nim kontuzji to postaram się kontynuować rowerową pasję :)






