Info
Suma podjazdów to 791582 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec29 - 59
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 53.40km
- Czas 01:46
- VAVG 30.23km/h
- VMAX 51.30km/h
- Temperatura 3.0°C
- Podjazdy 99m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Juhu!
Niedziela, 7 grudnia 2014 · dodano: 07.12.2014 | Komentarze 7
Jak mnie cieszy ten znów zachodni, do tego praktycznie nieupierdliwy wiatr! Przy wyjeździe z Dębca muszę przemęczyć się tylko przez Luboń, a omija mnie miasto, omija mnie Starołęcka, omija mnie też większość DDR-ów. A nic tak nie raduje jak to gdy za brak jazdy po nich nie wyzywają mnie... gnoje :)
Mogłem więc dziś zafundować sobie trasę w kształcie samochodzika, względnie "pętlę rybną" przez Wiry, Komorniki, Trzcielin, Dopiewo i Skórzewo. Jechało się po prostu fajnie, bez szaleństw, ale też na równym poziomie, mimo o dziwo dość sporego jak na niedzielę ruchu w kierunku Poznania - prawdopodobnie spowodowanego naturalnym instynktem XXI wieku, czyli przedświątecznym szopingiem galeriano-marketowym.
Na jutro (nie jestem pewien kolejnych dni) zapowiadają niestety deszcz ze śniegiem, więc prawdopodobnie pas z rowerem. Ale i tak ten grudzień - pomijając koszmarny początek - mnie rozpieścił.
- DST 52.35km
- Czas 01:51
- VAVG 28.30km/h
- VMAX 41.00km/h
- Temperatura 2.0°C
- Podjazdy 109m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
I znów cross mi na drogę...
Sobota, 6 grudnia 2014 · dodano: 06.12.2014 | Komentarze 6
Połączenie mokrej nawierzchni pozostałej po nocnych opadach, temperatury niewiele ponad zero oraz szosy zdecydowanie nie jest pomysłem, który można uznać za dedykowany osobom mającym pod sufitem poukładane jak należy. W związku z tym, że jedyną opcją było dziś kręcenie przed pracą wybrałem ryk rozsądku i dopompowałem oraz nasmarowałem crossa. Niech ma!
Zawsze po takiej przesiadce muszę mieć chwilę na oswojenie się, tym razem jak po tym jak usiadłem na crossie zacząłem się zastanawiać jak tu zamyka się drzwi i włącza klimę. Chwila refleksji i zadumy wróciła mnie na właściwe tory, ogarnąłem co i jak i ostrożnie ruszyłem. Jechałem ostrożnie, bo co prawda na szerokich oponach nie było niebezpiecznie, ale wolałem nie ryzykować. 
W końcu trasa prowadziła na zachód, co niezmiernie mnie ucieszyło, wiatr nie męczył, super. Tyle że... w połowie dystansu, zaraz przed Drwęsą padł mi licznik. Nie wiem co się z nim dzieje, zdarzają mu się takie problemy w móżdżku raz na jakiś czas, może to kwestia zimna, bo innej przyczyny nie widzę - kabelek raczej cały, czujnik też... No a w domu odżył. Staruszek się wybredny zrobił na stare lata :) Średnią wziąłem dziś więc na podstawie Endo i Stravy dokładając zwyczajową różnicę, która regularnie wychodzi względem licznika, lekko zaniżając. No bo końcu jak wszyscy wiemy zimą się nią nie przejmuję :)
- DST 52.00km
- Czas 01:45
- VAVG 29.71km/h
- VMAX 45.30km/h
- Temperatura -1.0°C
- Podjazdy 83m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Na froncie południowym
Piątek, 5 grudnia 2014 · dodano: 05.12.2014 | Komentarze 7
W końcu wiatr się zlitował i przestał być wschodni. To znaczy był wschodni, ale południowo, więc trochę na siłę sobie wmówiłem, że tego "E" nie ma, za co zostałem ukarany jazdą przy w większości bocznym powiewie. Ale za to mogłem odwiedzić znów stare śmieci, czyli Żabno i Sulejewo. Coś za coś.
Raport z frontu - Luboń: jeden wielki korek, wahadło z powodu dziury w ziemi, która coś czuję będzie tam do wiosny, zamknięty przejazd kolejowy oraz mentalny pustostan wymuszający zjazd na kostkowego DDR-a. Mosina: zamknięty przejazd kolejowy i wahadło, do tego jak zwykle nieprzejezdne rondo i korki. Tak się zacząłem zastanawiać co mnie tam ciągnie i chyba tylko gdzieś głęboko ukryty sadomasochizm :)
O średniej mógłbym napisać to, co wczoraj - że została zabita Luboniem i Mosiną, ale nie napiszę, bo przecież zimą średnią się nie przejmuję. Ani ani. Nic. Zero wkurzenia. Lajcik. Zero agresji. Null.
Grrrrrrrrr!!!!!!! :)
P.S. Prognozy mówią, że jednak nadchodzi deszcz i deszcz ze śniegiem. Czyżby zanosiło się na odpoczynek od jazdy?
- DST 54.70km
- Czas 01:50
- VAVG 29.84km/h
- VMAX 45.10km/h
- Temperatura 1.0°C
- Podjazdy 131m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Babki - po raz pierwszy
Czwartek, 4 grudnia 2014 · dodano: 04.12.2014 | Komentarze 10
Od razu dementuję - nie będzie to wpis z Bravo, z działu "Napisz do Kasi", dotyczący inicjacji seksualnej :) Po prostu dziś w ramach "walki ze wschodem", czyli takim właśnie kierunkiem wiatru postanowiłem przetestować jak wygląda objazd Czapur, gdzie od kilu miesięcy remontują jakiś mostek i droga jest nieprzejezdna. Do tej pory wolałem przespacerować się po zamkniętym odcinku, ale w końcu stwierdziłem, że zobaczę co i jak. No i dzięki temu po raz pierwszy zaliczyłem Babki. W sensie miejscowość :)
O dziwo nie żałuję - odcinek jest całkiem fajny, są nawet hopki i dobry asfalt. Coś czuję, że jak będę miał wybór, a nie mus, to na wiosnę poeksploruję te tereny. Z tym, że pamiętam, że gdzieś w okolicach jakiś czas temu trafiłem na asfalt z gatunku księżycowych, nie wiem czy już z nim coś zrobiono. W każdym razie plan na przyszłe wycieczki jest.
Reszta trasy poleciała już standardowo. Rogalinek, Rogalin, Świątniki, dojazd do zjazdu na Huby, nawrót już przez Mosinę i Luboń. Graficznie wyszła z tego jakaś świnka, albo może raczej szczur, bo z ogonem. Jestem zły na średnią, co prawda obiecałem się nią zimą nie przejmować, ale mimo zimna i bocznego wiatru na ostatnich kilkunastu kilometrach byłem pewny, że te trzy dychy będą. No i by były - gdyby nie wieś na prawach miasta o nazwie Luboń, gdzie najpierw zostałem zatrzymany kilka razy na światłach, a potem zaatakowany wahadłem - bo się ot tak po prostu asfalt zapadł. Cóż... i tak nie jest źle jak na grudzień.
Aha, z nudów i w ramach testowania kamerki w telefonie zrobiłem sobie jeszcze kolaż z kolarza :)
- DST 63.00km
- Czas 02:06
- VAVG 30.00km/h
- VMAX 47.00km/h
- Temperatura -1.0°C
- Podjazdy 160m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Lost - zagubiony
Środa, 3 grudnia 2014 · dodano: 03.12.2014 | Komentarze 7
Każdy - nawet ja!!! - ma czasem dzień wolny. Taki cud zdarzył mi się właśnie dziś, a plan na jego spędzenie nie był skomplikowany, choć na wszelki wypadek zanotowałem sobie gdybym czegoś zapomniał: 1. wyspać się, 2. wyspać się, 3. trochę (tylko trochę) pokręcić. Wszystkie trzy punkty zaliczyłem, choć zdecydowanie najprzyjemniejsze były dwa pierwsze :)
Co do "trójeczki". Wiatr się już na szczęście chwilowo uspokoił, ale niestety wciąż był ze wschodu, co od jakiegoś tygodnia odbija mi się rowerową czkawką. Postanowiłem więc w ramach walki z nudą zdobyć nieobjechany jeszcze o dziwo nigdy przeze mnie przyczółek pomiędzy Siekierkami a Tulcami, zaliczając wiochy Trzek i Kleszczewo. Rzeczy dokonałem, ale mówiąc szczerze stało się coś, czego bym się po sobie nie spodziewał - pogubiłem się! Wszystko przez trzy albo cztery ronda, każde stworzone na obraz i podobieństwo dziarskiego, rozbudowanego słoneczka z maksymalną ilością promyków, czyli zjazdów, opisanych przed drogowców z grubsza wedle zasady "jesteś w Warszawie, chcesz się dostać do Pragi, więc napiszemy ci tylko, że masz kierować się na Rzym". Raz wylądowałem w kartoflisku, czyli "drodze" na Bylin, a gdy się cofnąłem to trafiłem do centrum Kleszczewa, gdzie... się pogubiłem, bo tym razem oznaczenia żadnego nie było. W końcu się wkurzyłem, wyjąłem telefon i dzięki dobrodziejstwu zwanego gps-em trafiłem na właściwe szlaki. Za to teraz mogę już zostać licencjonowanym przewodnikiem, choć chyba ten zawód już papierów nie wymaga.
Wróciłem już klasycznie przez Tulce, zapodając sobie nową płytę Maleńczuka - "Tęczowa swasta". I muszę przyznać, że znów zacząłem w niego wierzyć, bo wraca do dobrej, kontrowersyjnej formy, a dziś przypomniało mi się za co jako bachor w liceum uwielbiałem jego muzę i teksty w wydaniu Homo Twista. Polecam, dobra, naprawdę dobra płyta.
- DST 52.25km
- Czas 01:47
- VAVG 29.30km/h
- VMAX 50.00km/h
- Temperatura -3.0°C
- Podjazdy 83m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Lżej / people = shit
Wtorek, 2 grudnia 2014 · dodano: 02.12.2014 | Komentarze 5
Chyba już jest po przysłowiowych "ptokach" i po wczorajszym wściekłym ataku Huragan "Grobelny" zdecydował się odpuścić. Co prawda cały czas wieje mocno, ale nie jest to już to, co było ostatnimi dniami - i nawet kręcąc "pod" udaje się poruszać do przodu :) Od razu też lepiej i lżej się jechało, choć wciąż minus trzy i wciąż kominiara na łbie jest obowiązkowa.
Trasę zrobiłem dziś - żeby nie było, że się powtarzam - taką samą jak wczoraj. Ale odwrotnie, wciąż w środku Paczkowo, ale tym razem najpierw Swarzędz, potem dopiero Tulce. Na drogach i w mieście nastąpiła również wraz z lepszą pogodą rowerowa rezurekcja - pokuszę się o stwierdzenie, że naliczyłem około dziesięciu jednostek. I to tych okaskowanych, a nie siatkarek i koszykarek.
No i jeszcze jedna, zupełnie nierowerowa historia z pracy, która wczoraj zmasakrowała mi mózg. Nie znam całej genezy sytuacji, bo wszedłem w momencie, gdy koleżanka informowała jakąś kobietę, że do czegoś tam nie jest uprawniona i nie udzieli jej informacji. Babsztyl był akurat na etapie typowo polskiego darcia ryja, na co z odmętów ujawnił się jej mąż, wielki Pan Prezes, z jeszcze większym bebechem, ubabrany świeżo pochłoniętym żarciem z pobliskiego fast fooda lub restauracji. Po chwili dyskusji rzucił tekstem: "Idziemy. Mogę sobie pozwolić na zapłacenie tego tysiąca kary za zerwanie umowy, nie jestem jak ten łachmaniarz z ulicy, którego nie stać na talerz zupy mlecznej". Po czym odwrócił swój tłusty zad i wyszedł. "Ty mendo" pomyślałem, "z całego serca życzę ci, żebyś kiedyś wylądował na tej ulicy i żeby nikt nie chciał ci dać tych kilku złotych na zupę". Szczerze, to gdyby firma była moja to sam bym wolał zapłacić mu tę karę, byleby więcej z taką jednostką nie musieć przebywać na tych kilkunastu metrach kwadratowych. No cóż, każdego dnia coraz bardziej jestem pewien, że tak jak w tytule i pewnym szlagierze: people = shit.
- DST 54.15km
- Czas 01:56
- VAVG 28.01km/h
- VMAX 51.70km/h
- Temperatura -4.0°C
- Podjazdy 57m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
"Zemsta Grobelnego" + podsumowanie listopada
Poniedziałek, 1 grudnia 2014 · dodano: 01.12.2014 | Komentarze 11
Generalnie
staram się stronić na tym forum od polityki, bo jakby nie patrzeć
BikeStats to nie miejsce na tego typu sprawy, no ale przed kilkoma
słowami nie mogę się powstrzymać... Specjalnie nie podejmowałem
tematu wyborów póki one trwały, teraz, post factum, mam wielką
satysfakcję ze zmiany sterów w Poznaniu. I nie chodzi o nowego
prezydenta, bo jego osoba mi zwisa i powiewa, ale o sam fakt porażki
dotychczasowego, tak szczyczącego się przed wyborcami zacięciem
sportowym, a realnie zupełnie olewającego w ramach swoich
kompetencji kwestie przyjaznej (to ważne słowo), a nie
jakiejkolwiek, byle była, infrastruktury rowerowej.
Koleś, który
wraz z synalkiem jeździ kręcić w Dolomity, trąbiąc o tym na lewo
i prawo w mediach, zaopatrzony na cycu w wielką reklamę jednej z
firm, a na swoim podwórku nie potrafiący zająć się tym, żeby
nam, rowerzystom codziennym ułatwić życie, w końcu przejechał
się na swojej pewności siebie i arogancji. Następca, czyli wybrane również
przeze mnie mniejsze zło - przynajmniej teoretycznie - wydaje się
bardziej w tym kierunku konkretny. Zobaczymy - obiecuję patrzeć na
łapy.
No,
tyle, lżej mi :) Za karę dopadła nas dziś "Zemsta Grobelnego" -
czyli roboczo nazwana przeze mnie wersja huraganu. Była to chyba najsilniejsza wichura spośród tych z ostatnich dni - poniżej 30-35 km/h podmuchy nie schodziły, co w połączeniu z minus cztery na termometrze niemal zabijało. Grunt powiedzieć, że w połowie trasy moja średnia oscylowała delikatnie ponad 24 km/h, a nie miałem chyba jeszcze sytuacji, żebym finalnie cieszył się z osiągniętej średniej... 28 km/h (!). Masakra. Mam dość - jutro ma być tak samo. Trasa - znów przez Tulce do Siekierek, potem Paczkowo i powrót DK-92 w pakiecie z telepaniem się po mieście.
Co do minionego miesiąca - 1400 kilometrów, ze średnią 29,7. Żarło dobrze gdzieś do połowy miesiąca, końcówka to już była tragedia pogodowa, a przede wszystkim wietrzna. Głównie kręciłem szosą, ale na czas jej serwisowania miałem kilka dni na crossie. Narzekać więc na wynik nie będę :)
- DST 54.20km
- Czas 01:52
- VAVG 29.04km/h
- VMAX 50.90km/h
- Temperatura -3.0°C
- Podjazdy 64m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Na leminga
Niedziela, 30 listopada 2014 · dodano: 30.11.2014 | Komentarze 12
Człowiek to jednak sprytne bydlę. Powoli przyzwyczaja się do każdych warunków. Tak chyba jest i ze mną - przyjąłem za normę, że jest na dworze minus miliard oraz sztorm w zestawie, gębą w kubeł i jadę. Lemingi mogą brać ze mnie przykład. Kominiara i nara :)
Wiało dziś tak, że gdy próbowałem odpisać znajomemu z pracy na smsa w trakcie jazdy to zwiewało mi literki :) Na domiar złego duje wciąż ze wschodu, więc jeżdżę sobie po piętach i już nie mam pomysłów na nowe trasy. Bo pedałowanie na zachód i powrót pod wiatr spowodowałaby, że zamiast w domu wylądowałbym w Tworkach. Zrobiłem dziś więc "szubienicę" między S-11 a S-5, zaliczając Tulce, Nagradowice, Szczodrzykowo, Gądki i pomniejsze wiochy.
Na trasie spotkany rowerzysta - sztuk jeden, w okolicach miejscowości Śródka. Gorąco, ale naprawdę gorąco pozdrowiony przeze mnie za walkę.
- DST 53.60km
- Czas 01:52
- VAVG 28.71km/h
- VMAX 51.10km/h
- Temperatura -3.0°C
- Podjazdy 64m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Sezon kominiarski rozpoczęty
Sobota, 29 listopada 2014 · dodano: 29.11.2014 | Komentarze 2
"Patrz,
patrz, ninja!" - te słowa dotarły do moich uszu na
Starołęckiej, podczas mijania na przejściu dziadka z wnuczkiem.
Tak, oficjalnie rozpocząłem sezon kominiarski i dobrze zrobiłem,
bo dziś już przelewek nie było - 3 stopnie poniżej zera i wiatr
wiejący non stop pomiędzy 20 a 30 km/h, strasznie upierdliwie
zmienny, raz północno, a raz południowo wschodni. Trzy warstwy górne, grube spodnie, dwie pary skarpetek, zimowe rękawiczki i kominiarka - nie powiem, żeby to był mój ulubiony zestaw ubrań na rower...No ale twardym
trzeba być, nie miętkim :)
Nawet walnąłem sobie selfie, choć jak widać ręce z zimna się trzęsły.
Trasa
była zaplanowana na dziś tylko taka, żeby z niej wrócić w całości - koło
Malty, potem Kobylepole, Zalasewo, Swarzędz, DK-92 do Paczkowa, gdzie
skręciłem na Tulce i wróciłem przez Krzesiny. O walce z wiatrem
pisać nie będę, bo poleciałaby tu wiązanka zimowych, brzydkich
kwiatków. Motywatorem znów stał się anal. Nie nie, nie znaczy
to, że kupiłem sobie ajfona i rurki, wciąż jestem hetero :)
Chodzi ponownie o o zespół Anaal Nakrath, ostatnio znacznie mnie
swoją nutą nagrzewający do jazdy. Zresztą, dla niewtajemniczonych
próbna balladka, wokalnie zbliżona do dźwięków wydawanych przeze
mnie w paru miejscach: :)
Rowerzystów
napotkałem dwóch. I koniec. Chciałem też się napić czegoś z
bidonu, ale bez wiertarki nie podchodź :)
- DST 52.35km
- Czas 01:49
- VAVG 28.82km/h
- VMAX 51.40km/h
- Temperatura 0.0°C
- Podjazdy 63m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Null
Piątek, 28 listopada 2014 · dodano: 28.11.2014 | Komentarze 2
Stało się - ktoś w końcu otworzył tę cholerną lodówkę, do tego zapomniał zamknąć drzwi i jest przeciąg. I to jaki! Wschodni wiatr non stop powyżej 20 km/h plus temperatura w okolicach zera - taka mnie dziś pieszczota ze strony pogody czekała. Ubrany na cebulę jakoś zrobiłem tę "V-kę" przez Krzesiny, Tulce do Siekierek i z powrotem, ale każdy ruch służył tylko temu, żeby było już bliżej końca. No bo jak nie pada, do roboty mam na popołudnie to przecież w domu siedział nie będę. Psychika mi nie pozwala. Tak samo jak na pójście póki co na siłownię, choć chomik tradycyjnie tej zimy w końcu mnie kiedyś i tak dopadnie.
Z plusów - widziałem dwóch rowerzystów! Na trasie! Nie pod monopolowym :)






