Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 240161.20 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.49 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 785004 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 51.50km
  • Czas 01:44
  • VAVG 29.71km/h
  • VMAX 44.00km/h
  • Temperatura 8.0°C
  • Podjazdy 74m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

"Wolne"

Środa, 4 listopada 2015 · dodano: 04.11.2015 | Komentarze 10

Kolejny wolny dzień, który spędziłem zamiast na idyllicznym leniuchowaniu, choćby z książką w łapie, na załatwianiu spraw na wczoraj, a nawet na przed-przedwczoraj. Po kolei.

Jak już się wyspałem to na rower. O dziesiątej było już w miarę-w miarę przyzwoicie, bo na blacie osiem stopni, ominęła mnie więc perspektywa odmrożeń. To zawsze jakiś plus :) Ruszyłem na zachód, przez Wiry do Komornik, potem Trzcielin, Dopiewo i powrót przez Gołuski i Plewiska. Wiatr miał być południowy, a był północny (i tu pewnie meteorolodzy robią nieśmiałe "ups", zasłaniając drobnymi, meteorologicznymi dłońmi meteorologiczne usteczka), więc zamiast mi pomagać podczas nawrotu - przeszkadzał. Tak jakbym pisał coś nowego... Finalnie nie udało mi się nawet docisnąć do akceptowalnej średniej, ale zawsze w miesiącach jesienno-zimowych mam dla siebie więcej tolerancji w tym temacie. Naprawdę jestem wspaniałomyślny, prawda? :)

Jak już wróciłem do domu to po ogarnięciu się zacząłem rozgryzać prawie kryminalną telekomunikacyjną sprawę z moją osobistą Teściową w roli głównej (kiedyś może opiszę ją szerzej. Spokojnie, sprawę, nie Teściową). Po wykonaniu dwóch telefonów do indywiduów pracujących w pewnych firmach zdecydowałem się na jedyny słuszny krok i pojechałem do Miejskiego Rzecznika Konsumentów wypytać co i jak w temacie. W najbliższych dniach wyląduje na ich biurko pismo w "sprawie teściowej", a jedno jest pewne - mendom nie odpuścimy. Żarłoczny kapitalizm i bezczelność mają swoje granice.

Jak już zeszło ze mnie ciśnienie, byłem gdzie byłem, a do umówionego obiadu na mieście z Małżonką miałem sporo czasu to postanowiłem jeszcze odebrać z Cyklotouru zamówiony kask z gatunku "taniej się nie da" (a na ten porządny pozwolę sobie na wiosnę, bo na razie szykują mi się inne wydatki). Patrząc na korki podjąłem jedyną słuszną decyzję - idę na piechotę. Łącznie z powrotem do centrum wyszło 13 kilometrów spaceru, a wartością dodaną było przyuważenie na trasie takich oto smaczków.

Tu proszę zwrócić uwagę na specyficzną obsadę garbusa. Made by Jeżyce :)

A tu - sprytna reakcja serwisu rowerowego na to, co na ulicy:

Obok samego Cyklotouru jak zwykle i niezmiennie wystawał z mgły Inea Stadion. A na nim próby mikrofonu przed oficjalnym treningiem Fiorentiny, która zagra jutro tu z Lechem. Oj, aktywny miałem dziś dzionek. Jutro odpocznę w robocie :)




  • DST 51.40km
  • Czas 01:44
  • VAVG 29.65km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura 8.0°C
  • Podjazdy 187m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Bez ciśnienia, z momentami

Wtorek, 3 listopada 2015 · dodano: 03.11.2015 | Komentarze 11

Kolejny, ukradziony wrednej najczęściej pogodzie, jesienny wyjazd. Spokojnym rowerowym kroczkiem, bez spiny, bez walki o średnią. Po prostu pięć dyszek we wciąż jeszcze sympatycznych okolicznościach przyrody. Zrobiłem kółeczko od strony Starołęckiej przez Czapury do Rogalina, potem kawałek do Mieczewa, nawrót i powrót przez Puszczkowo oraz Luboń. Na początku trochę marzłem, potem zrobiło się już sympatycznie i mało brakowało a mruczałbym jak odpowiednik "miauczącego domownika na trzy litery" z tych co trudniejszych krzyżówek :)

Ciśnienie podniosło mi się dziś tylko dwa razy. Najpierw, na samym początku, na Drodze Dębińskiej gdy jechałem sobie spokojnie zgodnie z przepisami zaczął na mnie trąbić jakiś TIR. Początkowo temat olałem, ale grubas się nie poddawał, a zapewne chodziło mu o to, że według niego powinienem zjechać na nieutwardzone, szutrowe pobocze, żeby go przepuścić. Oczywiście zjechałem. Bardziej na lewo, bo poczułem nagłe zagrożenie ze strony pełzających tym poboczem robaczków :) Wyprzedził mnie dopiero jak zrobiło się luźniej, a przy okazji otrzymał jeszcze ode mnie gorrrrące pozdrowienie. No ale czego oczekiwać - rejestracja wskazywała na dolnośląski Strzegom, a jak wiadomo na wsiach obowiązują inne zasady niż w cywilizacji. Drugi mistrz kierownicy (albo mistrzyni? Nie zdążyłem stwierdzić) ujawnił(-a?) się w Rogalinie, gdy minął(-ęła?) mnie jakimś jaskrawym badziewiem na gazetę o milimetry. O dziwo to coś miało jeszcze starą, czarną rejestrację, z napisem PZD. Nie powiem, moje pierwsze skojarzenie, będące rozwinięciem tego skrótu, a którego nie będę tu umieszczał, idealnie pasowało do zachowania :)




  • DST 55.20km
  • Czas 01:50
  • VAVG 30.11km/h
  • VMAX 47.70km/h
  • Temperatura 8.0°C
  • Podjazdy 110m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

I git :)

Poniedziałek, 2 listopada 2015 · dodano: 02.11.2015 | Komentarze 2

Krótko i konkretnie: dać mi taką pogodę na cały listopad a będę latał latał szczęśliwy niczym kot po walerianie. O dziewiątej rano cieplutko (osiem stopni na plusie), wiaterek standardowo niezdecydowany jak kobieta z PMS, ale za to niezbyt silny, lekkie i niemęczące słoneczko. Genialnie!

Wykonałem "słonika", który kiedyś był "kondomikiem", ale lekko skorygowałem od jakiegoś czasu trasę i stała się ona mniej wulgarna (wyjątkowo zamieszczam dziś mapkę) przez Wiry, Komorniki, Stęszew, Dymaczewo, Mosinę, Puszczykowo i Luboń, Kręciłem sobie spokojnie, miksując radio z audiobookiem, ciesząc się kolejną zaliczoną pięciodychą, nawet z małym okładem. Się mi podobało się :)




  • DST 52.20km
  • Czas 01:48
  • VAVG 29.00km/h
  • VMAX 49.40km/h
  • Temperatura 2.0°C
  • Podjazdy 168m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Na bałwanka

Niedziela, 1 listopada 2015 · dodano: 01.11.2015 | Komentarze 3

Wyjazd o siódmej rano pierwszego dnia listopada nie może należeć do najbardziej komfortowych, a już na pewno nie można go uznać za doznanie z gatunku tych najcieplejszych. No i nie należał. Jeśli jednak chciałem dziś pokręcić to był to jedyny możliwy termin, gdyż dalsza część dnia przeznaczona była na wyjazd poza Poznań (a nawet poza granice województwa), oczywiście związany z dzisiejszym, dość sentymentalnym i smutnym świętem.

Opatulony w ciepłe ciuchy, które skutecznie mnie spowalniały, kręciłem buchając parą niczym parowóz Pt47 w trakcie sezonu grzewczego. Próbowałem się wewnętrznie ocieplić zmieniając przełożenia na lżejsze, ale nawet większa kadencja na nic się nie zdała. Było mi po prostu zimno. Nie pomagał też wiatr, który niby miał być południowy, a katował mnie bocznie, ze wschodu. Finalnie trasę przez Puszczykowo, Mosinę i Żabno do Sulejewa i z powrotem pokonałem stylem "na bałwanka", czyli skulony i z czerwonym nosem. Brr :) W Sulejewie nowość. Zryto asfalt, który faktycznie był tam już księżycowy. Wszystko ładnie, logika podpowiada, że na zrytej tarce powinno się położyć nowy. Nic z tego. W zamian za to mamy pięknie wyrysowane białe pasy. Na tarce oczywiście. Jakby ktoś tam przy okazji znalazł moje plomby z zębów to uprasza się o zwrot.

Jeszcze krótko o październiku. Był to miesiąc, w którym udało mi się pokręcić wszystkimi moimi trzema jednośladami: zombie-góralem w ukochanych Sudetach, dość sporo jak na mnie crossem oraz oczywiście szosą (a, i jeszcze ze dwa razy na chomiku, nigdzie nie klasyfikowanym). Wyszło z tego 1550 kilosów ze średnią na poziomie niecałych 29,4 km/h. Oczywiście, że mogłoby być lepiej. Ale po co? Październik zapamiętuję zdecydowanie plusowo :)




  • DST 52.43km
  • Czas 01:47
  • VAVG 29.40km/h
  • VMAX 44.00km/h
  • Temperatura 11.0°C
  • Podjazdy 186m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Dziewięć dziesiątych

Sobota, 31 października 2015 · dodano: 31.10.2015 | Komentarze 3

Przyznać trzeba, że w końcu skończył się wmordewind przez sto procent mojego czasu jazdy. Męczył mnie dziś zaledwie przez jakieś 9/10. Jaka ulga :) O dziwo ta jedna dziesiąta była w momencie, gdy skręciłem teoretycznie pod wiatr. No proszę. Za to wzmogła się siła podmuchów, przez co finalnie wynik jest poniżej krytyki.

Z trasą dziś kombinowałem jak koń pod górę. Najpierw Starołęcka, klasycznie pokonana spacerkiem pod przejazdem kolejowym. Potem Głuszyna i dojazd do Koninka, z którego postanowiłem skręcić do Kamionek drogą lekko w tył przez Szczytniki, gdzie Skanska kończy budowę dość przyzwoitego kawałka wydzielonego pasu z asfaltu. I - uwaga uwaga! - jest to droga dla pieszych z dopuszczonym, a nie nakazanym ruchem rowerowym (ciekawe czy wiedzą o zakazie wojewody - na szczęście już niedługo świętej politycznej pamięci w WLKP). Co oznaczało, że temat olałem i sam siebie do niej nie dopuściłem :)

Dokręciłem do Borówca, a jako że do nawrotu zostało mi jeszcze 500 metrów to postanowiłem sprawdzić czy może drogowcy nie wpadli w tym przypływie dobroci na pomysł, żeby skasować koszmarne poniemieckie płyty, czyli Zemstę Adolfa, z drogi na Skrzynki, a potem Kórnik. No nie wpadli. Spokojnie, do końca tego wieku jeszcze 85 lat, więc jest szansa.

Podczas powrotu walczyłem z wiatrem, co lekko utrudniło mi dokończeniu ze zrozumieniem końcówki audiobooka, przez co musiałem co jakiś czas cofać ostatnie rozdziały. Mało komfortowe, ale się udało. Tak samo jak zakończyć rowerowo miesiąc październik. Hura.




  • DST 54.00km
  • Czas 01:48
  • VAVG 30.00km/h
  • VMAX 51.10km/h
  • Temperatura 8.0°C
  • Podjazdy 139m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Replay

Piątek, 30 października 2015 · dodano: 30.10.2015 | Komentarze 2

W temacie wiatru dziś powtórka z wczoraj. To naprawdę zadziwiające, że wieje wciąż w pysk, ale już byłem na to psychicznie przygotowany i zachowałem więcej sił na podróż powrotną. Przy okazji ćwiczę psychikę, bo jechać z jakimś tam nawet lekkim uśmieszkiem mając świadomość, że po tym jak walczyłem z wiatrem przez kolejne kilometry (przyznać trzeba, jakiś specjalnie silny nie był) będę wciąż walczył z wiatrem przez drugą połowę pokazuje, że zdecydowanie jest ze mną coś nie tak i trzeba nad tym popracować. Jakiś drogi psychiatra czy coś :)

Miałem wolny dzień, co jak wiadomo oznacza milion spraw do załatwienia, ale i tak pozwoliłem sobie na większą dawkę snu i wyjechałem dopiero grubo po dziesiątej rano. Z trasą nie robiłem kombinacji i ruszyłem przez Starołęcką (już nie ma zmiłuj, spacerek przejściem podziemnym pod przejazdem kolejowym było obowiązkowy), Czapury, Daszewice, Borówiec do Robakowa, gdzie zaparkowałem w lesie i zawróciłem swoimi śladami. Sennie, pochmurno, jesiennie. Czyli tak jak lubię.




  • DST 52.20km
  • Czas 01:48
  • VAVG 29.00km/h
  • VMAX 47.70km/h
  • Temperatura 8.0°C
  • Podjazdy 72m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

W ryj

Czwartek, 29 października 2015 · dodano: 29.10.2015 | Komentarze 2

Bywały dni, że wiało mi w pysk przez 2/3 trasy. Były wyjazdy, gdy wiatr się zmieniał, ale dawał choć na moment od siebie odpocząć. Dziś oficjalnie oświadczam, że chyba po raz pierwszy w życiu miałem wmordewind przez pełne sto procent drogi. Gdziekolwiek bym nie skręcił - w ryj. Na wschód - w ryj. Na południe - w ryj. Na północ - ryj. Nawrót na zachód - ryj. No kurde mol! Że tak niezwykle wulgarnie wykrzyknę w afekcie... :) Finalnie wynik osiągnąłem tragiczny.

Za wiele o pętelce przez Starołęcką, Krzesiny, Żerniki, Tulce, Krzyżowniki, Robakowo, znów Krzesiny i znów Starołęcką napisać więc nie mogę. Powód jest prosty - przejechałem ją w pozycji, w której mojej brodzie bliżej było do asfaltu niż kierownicy. A wyglądałem mniej więcej tak jak na zapożyczonej fotce. Tylko nos miałem bardziej czerwony, uszy krótsze i nie wystawałem z puszki :)




  • DST 53.68km
  • Czas 01:47
  • VAVG 30.10km/h
  • VMAX 51.70km/h
  • Temperatura 9.0°C
  • Podjazdy 196m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Nie oszukać przeznaczenia

Środa, 28 października 2015 · dodano: 28.10.2015 | Komentarze 7

Jesień wciąż zacna, jedynie wiatr znów zrobił się bardziej wredny, a do tego przez kilka dni będzie wciąż wschodni. W ramach walki z nudą, związaną z tym znienawidzonym przeze mnie kierunkiem postanowiłem zrobić swój stały myk, starając się oszukać przeznaczenie jadąc najpierw delikatnie na zachód przez Luboń do Puszczykowa, a dopiero stamtąd skręciłem na Rogalin i Mieczewo, za którym nawróciłem po własnych śladach. Oczywiście przeznaczenia nie udało mi się oszukać, w sumie nie udało mi się oszukać niczego. Choć w sumie jakby się mocniej zastanowić to oszukałem siebie, że cokolwiek oszukam. Głębsza filozofia :)

Wydawało mi się przez moment, że wczorajsza rarytasowa pasja przedłużyła się do dziś, bo w Luboniu kierowca autobusu numer 603 podziękował mi światłami za zwolnienie i wypuszczenie z zatoczki, ale chwilę później skasowałby mnie skręcając mi przed psykiem w lewo Pezecik. Wyszło na remis, czyli i tak nieźle jak na polskie warunki.

W lasach za Rogalinem kręcąc sobie pod wiatr wyhaczyłem w pełni profesjonalne stanowisko pracy. Co prawda pracownicy, zapewne fizycznej, jeszcze nie było, ale pełne BHP zachowane, bo jak wiadomo robota w tej branży jest narażona na masę chorób, na przykład można dostać wilka za siedzenie na kamieniu :)

Oczywiście cały czas mam na myśli branżę grzybiarską, która w Polsce o dziwo jest aktywna przez praktycznie cały rok :)




  • DST 54.70km
  • Czas 01:49
  • VAVG 30.11km/h
  • VMAX 50.40km/h
  • Temperatura 12.0°C
  • Podjazdy 107m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Rarytasy

Wtorek, 27 października 2015 · dodano: 27.10.2015 | Komentarze 4

Rarytas pierwszy - udało mi się dziś przejechać Starołęcką w obydwie strony i ani razu nie natrafić na zamknięty przejazd kolejowy.

Rarytas drugi - gdy na wiadukcie w Krzesinach pokazałem kierowcy osobówki, że może mnie bezpiecznie wyprzedzać otrzymałem podziękowania.

Obydwa wydarzenia są tak niespotykane, że niniejszym zyskały u mnie nominację na tytułowe rarytasy. Ale żeby mi się pod kaskiem nie przewróciło i cobym sobie nie myślał, że żyję w normalnym kraju to pod koniec jakiś PeZet na światłach zajechał mi drogę, uniemożliwiając wyprzedzenie z prawej. Albo zrobił to specjalnie albo był po prostu kretynem olewającym innych uczestników ruchu drogowego. W sumie jedno z drugim się nie wyklucza :)

Pogoda wciąż zacna, choć wiatr już dziś się wzmógł i zmusił mnie do walki. Zrobiłem sobie zupełnie nieokrągłe kółeczko przez Głuszynę, Koninko, Szczodrzykowo, Krzyżowniki, Tulce, Żerniki, Krzesiny i wspomnianą Starołęcką. Jesieni w takim wydaniu - trwaj!




  • DST 54.80km
  • Czas 01:46
  • VAVG 31.02km/h
  • VMAX 49.50km/h
  • Temperatura 13.0°C
  • Podjazdy 110m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Zupełnie niepolitycznie :)

Poniedziałek, 26 października 2015 · dodano: 26.10.2015 | Komentarze 8

W nocy źle spałem. Miałem koszmarny sen, że jako człowiek z sercem zawsze po lewej stronie będę rządzony przez jeszcze bardziej prawicową prawicę niż do tej pory. Gdy się obudziłem było jeszcze gorzej, bo okazało się, że to prawda, a do tego prawdopodobnie w pakiecie z panem posłem Liroyem. Jako że to nie jest blog polityczny to wspominam o tym tylko pro forma, żeby wyjaśnić z jakiego powodu miałem ochotę się dziś bardziej wyżyć :)

Na szczęście żaden polityk nie wykasuje złotej polskiej jesieni, jak już się ona pojawi. Była dziś PRZEPIĘKNA. Delikatne słońce, lekki wiatr (zachodniowschodniopółnocnopołudniowy), sucho, z temperaturą idealną do jazdy. Zamawiam taką na cały rok! Wykręciłem kolejny raz standard, przez Luboń, Wiry, Komorniki, Stęszew, Łódź, Mosinę i Puszczykowo. Bez przygód, bez specjalnych puszkowych stresów, czyli jakoś tak nienormalnie :) Nawet liście, obowiązkowo niezbierane ze ścieżek rowerowych, ale za to jeszcze suche, przyjemnie ciachały mi opony. Tu jest Polska! :)


A pissssss....? Jakoś przeżyjemy :) Będzie wesoło.