Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 250182.63 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.44 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 813674 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 51.40km
  • Czas 01:41
  • VAVG 30.53km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura 23.0°C
  • Podjazdy 62m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Rannik

Niedziela, 19 czerwca 2016 · dodano: 19.06.2016 | Komentarze 27

Niedziele w pracy są na tyle nęcące i motywujące do działania, że aby się do nich mentalnie przygotować nie mogę inaczej niż zafundować sobie przed dwie godzinki rowerowego umózgowienia. Dziś nie było inaczej - start między ósmą a dziewiąta, żeby w samo południe stawić się tam, gdzie powinni tego zabronić. I proszę nie mylić mojego miejsca kaźni z pewną znaną siecią :)

Jechało mi się całkiem spoko, bo powietrze jeszcze nie zdążyło się nagrzać, a i wiatr dał chwilowo sobie spokój i męczył jedynie przez jakieś 80% drogi, a nie jak to zwykle bywa przez 100. Pokręciłem na zachód, przez Luboń, Wiry, Komorniki, Szreniawę, Konarzewo, Trzcielin, Dopiewo, Palędzie, Gołuski i Plewiska. Za Szreniawą zatrzymałem się pocelebrować jeden z ulubionych widoczków na tej trasie.

Przed Konarzewem dobiłem do jakiegoś dziarsko kręcącego górala. Doceniając ambitne pedałowanie zapytałem czy go poholować, na co uzyskałem odpowiedź: "chętnie, ale powiedz jaką masz średnią?". "No, aktualnie kręcę pod wiatr, więc słabo, 28,5 km/h". "Aha, to długo razem nie pojedziemy". No i faktycznie, ale przez kilometr fajnie się gadało o zaletach szosy :)

Pyknąłem "se" również selfie. Poza dziwna, bo cykałem w pośpiechu, słysząc za sobą nadjeżdżający samochód.

W pracy wylądowałem o czasie, myśląc, że to już koniec kręcenia na dziś. Jak się okazało nie do końca, o czym w kolejnym wpisie, który mam nadzieję zdążę dziś jeszcze dodać.




  • DST 57.20km
  • Czas 01:54
  • VAVG 30.11km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Podjazdy 120m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

XL

Sobota, 18 czerwca 2016 · dodano: 18.06.2016 | Komentarze 14

Najpierw króciutko o dniu wczorajszym.

Albo nie. Zabrakło mi cenzuralnych słów :)

W każdym razie dziękowałem swoim ostatnim zasobom rozsądku, że na wczesnym, porannym etapie (od "nie pada" do "lekko kropi") postanowiłem jednak zostać w domu. Inaczej szukałbym teraz najbliższego połączenia z Południowego Sudanu czy gdziekolwiek by mnie wywiało i wy-w(i)od-ło. Po raz pierwszy w życiu cieszyłem się, że kręcę na chomiku (33 km, średnia 32,5) a nie w realu :)

Dziś już zrobiło się normalniej, czyli ani deszczu, ani... A nie. Sorry. Zrobiło się normalnie oznacza: deszczu nie było, ale mocny wiatr owszem. Jednak dziękowałem, iż ów Urwiszon dziś pozwala poruszać się do przodu, a nie stać w miejscu. Postanowiłem uczcić ten fakt minimalnie dłuższym kursem, bo ostatnie dwa wyjazdy to "kondomik" w wersji klasycznej, dziś więc powstała wersja XL - czyli zamiast w Dymaczewie jechać prosto skręciłem na Będlewo, gdzie dopiero nawróciłem na Stęszew po dotarciu do krajowej "piątki". Reszta (Luboń, Puszczykowo, Mosina, Komorniki) pozostały bez zmian.

Jak zwykle nie zawiedli moi codzienni towarzysze podróży, czyli kochani kierowcy. Najpierw jadąca przede mną niewiasta, jeszcze na Dębcu, bez sygnalizacji skręciła nagle w prawo. Cóż, nic nowego. Ale że droga była jednokierunkowa, i nie był to bynajmniej kierunek słuszny dla owej pani? W sumie... też nic nowego :) A potem na trasie, gdy zatrzymywałem się kilka razy, żeby przepuścić pieszych na pasach, specjalnie odwracając się za siebie, żeby zasygnalizować, że będę hamował, ze zdziwieniem stwierdzałem, że choćby zwolnienie przed zebrą przekracza zasoby wyobraźni Szanownego Narodu Łaskawie Dosiadającego Swych Rumaków, już nie mówiąc o zatrzymaniu się. Piesi zamiast mi dziękować powinni w sumie dać bęcki, że ryzykowałem ich życie respektując prawo do przekraczania bezpiecznie ulic. Polska - biało-czerwoni!!! :)




  • DST 52.40km
  • Czas 01:44
  • VAVG 30.23km/h
  • VMAX 48.80km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Podjazdy 96m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Mózgozerowanie

Czwartek, 16 czerwca 2016 · dodano: 16.06.2016 | Komentarze 14

Kadra mi się w pracy pochorowała i za cholerę nie mam czasu na cokolwiek. A w sumie to nawet gdyby ktoś mi dał tę cholerę w łapy to i tak pewnie go bym nie miał. Więc nie chcę.

Na szczęście są jeszcze poranki, podczas których można przewietrzyć mózg i te niecałe dwie godziny poświęcić na coś konstruktywnego, czyli rower. Co prawda wstawanie przed ósmą nie należy ani do najłatwiejszych, a tym bardziej przyjemnych czynności, jednak wyzerowanie umysłu z korpobełkotu jest tego warte.

Dziś bez niespodzianek: tak jak przedwczoraj zrobiłem "kondomika", ale żeby nie popaść w rutynę to odwrotnego, od strony Komornik, Stęszewa. Łodzi, Dymaczewa, Mosiny, Puszczykowa oraz Lubonia. Ptaki grzały, słoneczko pachniało, kwiatki latały - całkowita norma ;) Normą były też niestety korki w Komornikach, z których można by śmiało dziś skonstruować jakiś - jedynie ciut mniejszy od oryginału - chiński mur. Mi się nie chciało, więc jedynie informuję.

Aha, minęło mnie BMW z ulubionymi blachami PZ, wybitnie sportowe, z flagą Niemiec. Odważnie, nie ma co, odważnie... :)




  • DST 52.20km
  • Czas 01:44
  • VAVG 30.12km/h
  • VMAX 51.70km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Podjazdy 118m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Zakrętus

Środa, 15 czerwca 2016 · dodano: 15.06.2016 | Komentarze 3

Mimo szumnych zapowiedzi mówiących o kolejnym dniu opadów pogoda rano nie masakrowała, a wręcz zachęcała do jazdy. I to szosą. Więc skorzystałem.

Plan był taki, żeby znów pokręcić w okolice Rogalina, ale po minięciu Puszczykowa przypomnialem sobie, że w Mosinie jest remont, co oznaczałoby jakieś kosmiczne objazdy z DDR-kami w tle. Objazdy mi niestraszne, DDR-ki owszem :) Zmieniłem więc lekko plany, zamiast skręcając w lewo jadąc na prawo, tym samym wykręcając klasycznego „kondomika” przez Dymaczewo, Łódź Stęszew oraz Komorniki. Decyzję ułatwiło mi również to, że wiatr był „zmienny”, a czy miał mi wiać cały czas w pysk w tej czy w drugiej wersji było już mniej znaczące.

Nie zawiodłem się. Wiało ciągle w ryj :)

W ryj powinien też dostać jeden młody imbecyl, który bardzo starał się mnie nie zauwazyć przy wyjeżdżaniu swoim czterokołowym gratem z podporządkowanej w Starym Puszczykowie. Finalnie zatrzymał się mordą w połowie ulicy, za co otrzymał „brawa” nie tylko ode mnie, ale i od kierowców. Aaa, i jeszcze – już w Poznaniu – troglodyta uznający, że skoro on jedzie asfaltem wzdłuż ścieżki i chce skręcić w prawo, a ja jestem na łączniku między jej jednym a drugim elementem to... on ma pierwszeństwo. Eh, na szczęście znam już polskie realia, za wczasu zahamowałem, a nasz bohater otrzymał kilka lekcji tego jak po łacinie mówi się słowo „zakręt”... :)

Średnia o dziwo na granicy krytyki.




  • DST 32.00km
  • Czas 01:09
  • VAVG 27.83km/h
  • VMAX 43.00km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Podjazdy 103m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Glut przejazdowy

Wtorek, 14 czerwca 2016 · dodano: 14.06.2016 | Komentarze 47

Mimo że do roboty miałem dziś wcześniej niż zazwyczaj, bo na dwunastą, to udało mi się wbić w lukę między jednym deszczem a drugą burzą. Ma się to szczęście raz na miliard lat.

Oczywiście wybrałem się crossem, a skoro jedynie wykonałem gluta to dystans jedynie lekko przekroczył trzy dychy. Był bardzo nieskomplikowany, bo prowadził przez Luboń do Puszczykowa, gdzie skręciłem na Mosinę i z powrotem przez Luboń na Dębiec.

W Mosinie przy ulicy Mocka jak się okazało zakwitł remont torowiska oraz przejazdu kolejowego. Ja co prawda widziałem znaki twierdzące, że droga jest zamknięta, ale kto by tam wierzył?

No, cholera, uwierzyłem, gdy zobaczyłem zasieki. Całkowicie nieprzejezdne. Ale spróbowałem, zagadując jednego z robotników:

- Mogę tak szybko przejść?
- Nie!
- ...czyli mogę?
- Tak!

Zawsze ceniłem sobie takie podejście do tematu konsekwencji w poglądach :)

Przeczołgałem się z rowerem pod pachą i tym samym nie musiałem zawracać, bo wtedy trafiłbym na burzę, która zakwitła jakiś czas po moim przyjeździe do domu.




  • DST 51.30km
  • Czas 01:51
  • VAVG 27.73km/h
  • VMAX 44.00km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Podjazdy 109m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

BUUUUMM!

Poniedziałek, 13 czerwca 2016 · dodano: 13.06.2016 | Komentarze 20

Znów człowiek ma w robocie nawał obowiązków i za cholerę nie ma czasu zająć się czymś pożytecznym. Czyli Bikestatsem :) W związku z tym znów wpis krótki niczym ubiór grzybiarki na Trasie Katowickiej.

Wybrałem się dziś crossem. W sumie to cud, że w ogóle wyruszyłem, bo od dziewiątej padało, na tyle jednak lekko, że zdecydowałem się na kursik z opcją powrotu gdybym musiał zakładać czepek. O dziwo jednak na trasie się rozpogodziło i plułem sobie w brodę (bez zarostu, bom nie hipster), że nie wybrałem szosy. Na końcu jednak znów zaczęło kropić z nieba, co trochę poprawiło mi samopoczucie. Ot, paradoks :)

Zrobiłem dawno nie wykonywane w tym formacie kółeczko przez Starołęcką (crossem mniej boli), Głuszynę, Koninko, Gądki, Dachową, Krzyżowniki, Tulce, Jaryszki, Krzesiny i znów Starołękę, którą jednak przeciąłem przez Lasek Dębiński (w końcu trzeba korzystać z okazji niekręcenia szosą).

Aaaaaaa, bym zapomniał najważniejszego! Rano gdy pompowałem przednie koło nagle nastąpiło wielkie i głośne BUUUUMM! Przesadziłem z barami. Zdarzyło mi się to po raz pierwszy w życiu, więc niniejszym uznaję to za dobry pretekst do mało rozbudowanego tytułu tego wpisu. Zamach przeżyłem, wymiana dętki poszła sprawnie.




  • DST 53.10km
  • Czas 01:42
  • VAVG 31.24km/h
  • VMAX 52.20km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Podjazdy 216m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Lekko, bo ciężko :)

Niedziela, 12 czerwca 2016 · dodano: 12.06.2016 | Komentarze 8

Wczoraj wieczorem spotkaliśmy się u nas z parą dobrych znajomych, którzy niestety niedługo wyprowadzają się z Poznania. Z założenia jak to zwykle w teorii miało być „symboliczne jedno piwko”, co oczywiście nie mogło się udać :) Przy okazji mieliśmy obejrzeć mecz Anglia – Rosja, ale jak się okazało nie doceniłem pazerności Solorza i jego Polshitu. Sądziłem, że jeśli mam w kablówce co najmniej cztery kanały sportowe tej stacji, za które płacę całkiem niemało to będę miał szansę na zaliczenie czegoś więcej niż wszystkich trzech meczów Polaków (łącznie z tym o honor) oraz finału. Ale nie, musiałbym nabyć jeszcze trzy kolejne. Podziękuję, pan Solorz niech się udławi, transmisje w necie są może marnej jakości, ale przynajmniej moralnie czuję się dobrze :)

Rano… No niekoniecznie powinienem ruszać :) Zrobiłem to zaraz po śniadaniu. Czyli o trzynastej.

O dziwo jechało mi się rewelacyjnie, głównie dzięki pogodzie – temperatura nie przekraczała dwudziestu stopni, a wiatr chyba przestraszył się kolejnych przezwisk, bo wyluzował i dał żyć. Rzadko piszę takie słowa, więc proszę je gdzieś odnotować ku potomnych :) Zrobiłem trasę w tę i z powrotem, z Dębca przez Luboń, Puszczykowo, Mosinę, Rogalinek, Rogalin, Świątniki, za którymi, na wysokości bigosu i flaków jak zwykle nastąpił nawrót.

Jak na niedzielę zdziwił mnie spory ruch. I to nie rowerowy, choć ten standardowo w weekend eksplodował niczym przeciętny członek ISIS, ale samochodowy. W Rogalinie auto na aucie, a tam, gdzie zazwyczaj cieszę się pustymi drogami dziś pojawiały się korki. Tyle w temacie mody na sportowe spędzanie wolnego czasu :)

Średnia wyszła całkiem ok jak na jazdę solo. Pewnie niejeden aktywny alkoholik wciągnąłby z tego swoje jedynie słuszne wnioski, ale nie idźmy tą drogą :)

Od jutra zapowiadane są deszcze :/




  • DST 55.55km
  • Czas 01:53
  • VAVG 29.50km/h
  • VMAX 53.20km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Podjazdy 234m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Urwiszon

Sobota, 11 czerwca 2016 · dodano: 11.06.2016 | Komentarze 9

Wiatrzysko nie odpuszcza. Co prawda dziś lekko, ale to baaaardzo lekko osłabło, jednak duło na wolnej przestrzeni tak, że mi prawie cyferki z licznika powyrywało :) Jako że miałem sporo czasu na myślenie to udało mi się wymyślić dla gnoja nazwę - właśnie tytułowe Urwiszcze. Czemu - mam nadzieję nie muszę rozwijać. Od dziś dodaję to do mojego słownika, a jak się wkurzy to już jego sprawa. Bardziej wredny nie może być :)

Zrobiłem ponowny test trasy z przedwczoraj - czyli najpierw 10 kilosów przez miasto, potem nową DDR-ką wzdłuż Koszalińskiej do poznańskiej części Kiekrza, następnie Starzyny, Rokietnica, Napachanie, Kobylniki, koło wiatraka w Rogierówku (zostaję fanem tej hopki), znów Kiekrz, potem Słupska i pewna korekta, bo końcówka przez Przeźmierowo oraz Plewiska (upojne czekanie na przejeździe, choć dziś lajtowo, jedynie dwa pociągi tu i jeden na Dębcu). Jest ok, choć fajnie by było gdybym choć przez sekundę miał podmuch w plecy. Ale prosić się nie zamierzam, więc skończyło się jak się skończyło :)




  • DST 51.50km
  • Czas 01:45
  • VAVG 29.43km/h
  • VMAX 54.30km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Podjazdy 198m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Cuda, zawianki...

Piątek, 10 czerwca 2016 · dodano: 10.06.2016 | Komentarze 2

Gdybym wiedział, że dziś będzie tak wiało to...

...też bym ruszył :) Nie oszukujmy się :)

Jednak co by nie mówić, w jedną stronę czulem jakbym siłował się ze słoniem. Albo próbował wytłumaczyć pewnemu mało zabawnemu kurduplowi, że kraj z literką „p” na początku nazwy to nie piaskownica z za ciężkimi zabawkami. Czyli było hardkorowo, a zdarzały się na płaskim momenty oszałamiających prędkości w granicach 22-24 km/h. Tak było przez około 25 kilometrów, od Poznania przez Luboń, Wiry, Szreniawę, Konarzewo do Trzcielina.

Potem... było tak samo. No dobra, minimalnie lepiej, bo kilka sekund wiało mi w plecy. Z kilkunastominutowymi przerwami :) Wróciłem przez Dopiewo, Gołuski i Plewiska do Poznania bez przygód, choć fragmentami przy bocznym rzucie wiatru samo utrzymanie się w siodełku dawało wiele emocji.

Wczoraj narzekałem na rowerzystów, a dziś za to kamyczek do koszyczka pt. „bezmózg” wrzucali mi hurtowo piesi. Jeszcze zanim wyjechałem z osiedla mogłem mieć opaćkane flakami przebiegających na ślepo emerytów oponki i kierownicę, a w Luboniu gdybym się uparł i nie używał hamulców to mógłbym założyć strój kąpielowy i pływać we krwi, prawdopodobnie dostając jeszcze odszkodowanie. No ale niestety – ostatnio wymieniłem klocki i z dodatkowej gotówki nici :)




  • DST 53.00km
  • Czas 01:46
  • VAVG 30.00km/h
  • VMAX 52.20km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Podjazdy 209m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Dziewicze wiatry

Czwartek, 9 czerwca 2016 · dodano: 09.06.2016 | Komentarze 19

Pięknie i jesiennie się dziś zrobiło. 16 stopni, pochmurne niebo, a nawet dopadła mnie lekka mżawka. Cudo. Ino jeździć :)

Jedynym minusem był północny wiatr, który zmusił mnie do pokonania całego miasta, żeby znaleźć się na wolności. Zazwyczaj na tym etapie gehenny irytują mnie korki i samochody, ale dziś było trochę inaczej. Korki mnie irytowały jak zwykle, ale tym razem prym wiedli rowerzyści. Najpierw na Dębcu jakiś mistrz pedalarstwa jadąc z naprzeciwka, a potem przez chwilę przede mną, nie raczył jakąkolwiek kończyną informować o zamiarach skrętów, a później, na dzielonej drodze pieszo-rowerowej kolejny następca Szurkowskiego najwyraźniej nie był w stanie ogarnąć piktogramów i uporczywie kręcił po części dla drepcących. Było to o tyle dziwne, ze jest na niej kostka, a obok asfalt. Ale co kto lubi, masochistów nie brakuje.

W końcu znalazłem się na Koszalińskiej. TEJ Koszalińskiej. Gdzie od jakiegoś czasu powstaje z hukiem kolejna DDR-ka. Na razie jest niedokończona, raz widnieją zakazy, raz nie, ale postanowiłem zrobić wielki test. Ogólnie o dziwo jestem na tak. Szeroko, asfaltowo, póki nie ma ludzi, więc jest bezpiecznie :) Co prawda wciąż nie znam rozwiązania zagadki - czy będę musiał nią jechać jeśli będę kręcił z drugiej strony, co wiązałoby się z ryzykownym manewrem przekraczania ulicy, czy nie, ale w sumie... jakie to ma znaczenie? Nawet gdybym nie musiał to i tak dam sobie odciąć to i owo za to, że dość często będzie tam słyszalny ulubiony dźwięk puszkogrubasów, czyli klakson. Za to narosły kontrowersje wokół barierkozy, jak dla mnie zupełnie nieuzasadnione - słupki nie są na środku, a wyraźnie oddzielają drogę od ścieżki, co daje mi spokój psychiczny, że potencjalny samochodowy morderca zatrzyma się na jednym z takich pachołków, a nie na moich szanownych czterech literach. Podsumowując ogół: nawet wygląda to cywilizowanie.

Co ciekawe otrzymałem dziś dowód na to, że nowe inwestycje wpływają na aktywność zawodową, bo ze zdziwieniem zauważyłem na wysokości Strzeszynka po raz pierwszy w tej okolicy grzybiarkę. Do tej pory ta działalność nie była tu widywana, a tu proszę, od razu boom :)

Dokręciłem do Kiekrza, potem przez Starzyny dotarłem do Rokietnicy, gdzie skręciłem krótszą trasą na Napachanie, a w Kobylnikach postanowiłem dokonać Wielkiego Eksperymentu, czyli załatać lukę w znajomości terenu i zaliczyć w końcu ulicę Podjazdową w Rogierówku. Wstyd się przyznać, ale dopiero teraz. Taka ładna nazwa - to po pierwsze. A po drugie - wiatrak holender mający już ponad 110 lat (i co dalej?), którego brakowało mi do kolekcji, ale jakoś nie miałem śmiałości :) Dziś oficjalnie nadrobiłem, a dziewiczy rejs bardzo mi się podobał, bo hopki tam są zgrabne i powabne. A wiatrak? No cóż... po prostu jest. Jeszcze... Nie miałem czasu włazić za daleko, więc zdjęcie jest tylko pro forma.

Poznałem za to nowego zioma. Trochę sztywny i małomówny, ale nie robił problemu z propozycji wspólnej foty z rowerem, więc skorzystałem :)

Końcówka to powrót przez Rokietnicę oraz ulicę Słupską do DK-92 i znów miastem (Bułgarska + Górczyn) na Dębiec. Mimo ponad dwudziestu kilosów po Poznaniu starałem się wywalczyć te trzy dychy średniej, co o dziwo wyszło, choć na styk.