Info
Suma podjazdów to 785004 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Maj11 - 16
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 54.14km
- Czas 01:56
- VAVG 28.00km/h
- VMAX 50.10km/h
- Temperatura 6.0°C
- Podjazdy 125m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Zostałę kurierę...
Sobota, 5 grudnia 2015 · dodano: 05.12.2015 | Komentarze 6
Jedyne co mnie dziś hamowało w pełnym szaleństwie to wiatr. Moim marzeniem jest kiedyś trafić na taki, który wiałby mi przez całą trasę w plecy. Prawie się ono spełniło. Z drobnym szczegółem - owszem, duło non stop, ale w pysk. I to całkiem zacnie, co widać po średniej. Z gatunku tragikomicznych. I gdzie tu sprawiedliwość (bo gdzie Prawo i Sprawiedliwość to wiem - aktualnie niestety wszędzie)? :)
Misję spełniłem, przy okazji ugadałem wstępnie wymianę osprzętu w szosie, bo aktualny zaczyna już mi płatać figle w postaci efektu wyrażanego przeze mnie z grubsza słowami "@$*% !!!" podczas ruszania na światłach i używaniu niektórych przełożeń. Dobiję całość pewnie w grudniu i bez remodelingu całości lub znacznej ilości elementów się nie obędzie.
Rozdział pod tytułem "kurier mosiński" uznaję za zamknięty. Podczas kolejnych wyjazdów obiecuję niniejszym już przestrzegać znacznej części przepisów:)
- DST 52.40km
- Czas 01:48
- VAVG 29.11km/h
- VMAX 51.40km/h
- Temperatura 6.0°C
- Podjazdy 148m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Qlturalnie
Piątek, 4 grudnia 2015 · dodano: 04.12.2015 | Komentarze 4
Wiosny ciąg dalszy. Dziś jednak wydanie bardziej melancholijne, pochmurne i bardziej wietrzne. Ale darowanej wiośnie w zęby się nie zagląda, tylko się korzysta. Co niniejszym zrobiłem, kręcąc spokojnie szosą przez Puszczykowo i Mosinę (w jedną stronę objazdem, w drugą przełaj przez krajobraz księżycowy po rozkopanych okolicach przejazdu kolejowego) do Żabna i z powrotem. Jadąc pod wiatr sprytnie podłączyłem się pod pędzący w okolicach trzech dych na godzinę traktor i tym samym poczułem wyjątkowo pozytywną mentalną więź z wyborcami PSL-u.
Rzadko (w sumie to prawie nigdy) zdarza mi się chwalić kulturę kierowców. Dziś jednak aż mnie zatkało gdy kierowca TIR-a z logo Raben-a podziękował mi światłami za zjechanie w Luboniu na wysepkę autobusową, żeby go przepuścić. A podczas powrotu, w Mosinie dostałem eleganckie "danke" od prowadzącego osobówkę, bo widząc, że chce skręcić na zielonej strzałce wprowadziłem rower na chodnik robiąc mu miejsce. No cóż, może poszło to w dwie strony i może dałem też czterokołowcom do myślenia, że my, kręcący praktycznie cały rok z miłości do roweru to trochę inny gatunek niż robactwo wypełzające na świat w sezonie "późny kwecień-wczesny wrzesień" :)
Jeszcze dwie ciekawostki przyrodnicze. Na górce w Żabnie "spotkałem" lekko już nadgryzionego dzika (zdjęcie mam, ale nie wklejam), a w Łęczycy niechcący przestraszyłem zbierającego się do załatwienia pewnej potrzeby psa, który wystartował w trakcie tej czynności jak rakieta. Wyglądało to komicznie. Choć pewnie dla czworonoga zdecydowanie mniej :)
- DST 54.20km
- Czas 01:52
- VAVG 29.04km/h
- VMAX 51.40km/h
- Temperatura 8.0°C
- Podjazdy 78m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Makdrajw :)
Czwartek, 3 grudnia 2015 · dodano: 03.12.2015 | Komentarze 4
No proszę. Po deszczowych dniach nadeszła w końcu wiosna. Pewnie na cały jeden dzień, ale nie skorzystać byłoby grzechem. Ciepło (na starcie siedem stopni, potem doszła jeszcze pełna jedna kreska), ze słabszym niż ostatnio wiatrem. I do tego szosy, do jazdy po których nie trzeba sobie instalować czepka oraz kaloszy. Pełne szaleństwo.
Za mentalny dylemat pt. "jaki rower wziąć?" sam siebie skarciłem. No bo przecież nie cross skoro szosa aż przebiera szprychami, wyczuwając pogodę... Tak więc zasiadłem za barankiem i pokręciłem na zachodni zachód, ze skrętami na południowe południe i północną północ. Czyli "samochodzik" przez Luboń, Wiry, Komorniki, Szreniawę, Trzcielin, Dopiewo, Palędzie. Dąbrówkę i Plewiska. Tak jak ostatnimi czasy - bez ciśnienia na średnią, za to z radochą na pysku.
Teraz uwaga, uwaga! Ogłoszenie - dosłownie - duszpasterskie. W Luboniu powstała nowa, przepiękna świątynia przypisana jednej z popularnych na świecie religii. Jezu, jak ona tam idealnie pasuje... Jak się zlewa z mentalnością tego miasteczka... Strzał w dziesiątkę. Podobno otwarcie było wczoraj, pewnie sołtys, feta, te sprawy... Dziś już pozostało tylko delektować się owym symbolem religijnym w ciszy :)
- DST 33.35km
- Czas 01:16
- VAVG 26.33km/h
- VMAX 44.40km/h
- Temperatura 5.0°C
- Podjazdy 43m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Grudzioglut
Wtorek, 1 grudnia 2015 · dodano: 01.12.2015 | Komentarze 4
Dzisiejszy wyjazd to prawie idealne kopiuj-wklej z wczoraj. Ta sama post-deszczowa pogoda, ten sam urywający łby wiatr, nawet z tego samego kierunku (zachód). Tak więc i glut praktycznie tożsamy z poniedziałkowym, z którego wróciłem tak samo zmasakrowany. Dziś już jednak po tym jak mnie nieźle przewiało jechałem uzbrojony w kominiarkę. Zgrzałem się koszmarnie, ale może zminimalizowało to ryzyko doprawienia się, bo zacząłem smarkać.
Pojechałem na zachód, przez Plewiska, za którymi przed dotarciem do Gołusek i Palędzia (gdzie zawróciłem) postanowiłem po raz pierwszy obczaić drogę taktyczną wzdłuż drogi S-11. Miałem do wyboru trzy zjazdy. I który wybrałem? Oczywiście ten kończący się w polu. Ma się ten nos :)
Krótko, wietrznie, wolno, glutowo. No nie był to idealny początek miesiąca.
- DST 33.00km
- Czas 01:16
- VAVG 26.05km/h
- VMAX 43.80km/h
- Temperatura 4.0°C
- Podjazdy 88m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut utrzymaniowy
Poniedziałek, 30 listopada 2015 · dodano: 30.11.2015 | Komentarze 0
Znów meteorolodzy się mentalnie sfajdali. Miało od rana padać, a w sumie nawet na to wyglądało około godziny siódmej, więc zamiast wstawać nastawiłem się na dalszą drzemkę. Gdy się obudziłem lekko po dziewiątej niebo było już błękitne, więc w mym umyśle pojawiło się zdziwienie, ale pozytywne. Niepokoiło tylko jedno, a mianowicie ptaki usiłujące zostać kamikaze i dokonać żywota na mojej szybie. Hitchcocka to ja lubię, ale nie na żywo, zacząłem więc zgłębiać temat. Okazało się, iż to nie próby samobójcze, a porywy wiatru, które nie za bardzo zachęcały do wyściubiania nosa za drzwi.
Wymyśliłem kompromis między chceniem a niechceniem. Stwierdziłem, że ruszę znów na zaledwie glutowy dystans. I tak w sumie na więcej czasu przed pracą nie miałem. A dla bezpieczeństwa znów pojechałem crossem, co było decyzją jedyną słuszną, bo ledwo udawało mi się go utrzymać na ziemi przy mocniejszych podmuchach. Zakładam, że siedząc na szosie zwiedzałbym już dachy, kominy i drzewa. Zrobiłem kółeczko na zachód, przez Plewiska, Gołuski, Palędzie, Skórzewo i znów Plewiska, przy czym zostałem zmasakrowany niemiłosiernie. Jadąc przez Skórzewo znów miałem okazję podziwiać opisywaną niedawno ściechę. Oczywiście z pozycji leżącego obok asfaltu :)
Tym samym zamknąłem niezwykle skromnie cieniutki rowerowo miesiąc listopad. Kontuzja, deszcze niespokojne, a także wyjazd nad morze spowodowały, że wykręciłem zaledwie 850 kilometrów z małym nakładem. Pół na pół szosą i crossem, więc średnia wyszła słabiutka, na poziomie 28,3 km/h. Doszło do tego jeszcze jakieś 300 kilosów na chomiku, ale skoro tego nigdzie nie wpisuję to pozostanę konsekwentny.
- DST 33.00km
- Czas 01:13
- VAVG 27.12km/h
- VMAX 40.60km/h
- Temperatura 4.0°C
- Podjazdy 100m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut Januszowy
Niedziela, 29 listopada 2015 · dodano: 29.11.2015 | Komentarze 2
W sumie nastawiony od wczoraj byłem na to, że wykręciłem już ostatnie kilometry w tym miesiącu, a tu proszę. Po porannych opadach w okolicach południa zaczęło się lekko wypogadzać i dostałem od Żony warunkowe pozwolenie w nagrodę za dobre sprawowanie na krótki wypad. W sumie nawet na dłuższy nie miałem ochoty, ale przewietrzyć siebie i głowę - tego się nie odmawia :) Sam sobie postawiłem dwa założenia - jechać powolutku i nie przegrzewać się, bo czuję się delikatnie podziębiony (ale na szczęście delikatnie, a już nie raz wyleczyłem się rowerem jako dodatkiem do wszystkich innych lekarskich specyfików) oraz omijać przy takiej aurze ulicę Armii Poznań w Luboniu, bo znów leżeć na torach nie zamierzałem.
Ubrałem się ciepło, osiodłałem crossa i zionąc paskudnie po śniadaniu bogatym w czosnek ostrożnie ruszyłem po jeszcze dość mokrych drogach. Unikając jak się dało dość mocnych powiewów wiatru i zwalniając na każdej potencjalnej niebezpiecznej przeszkodzie objechałem Luboń tak, że szerszej się nie dało, w Łęczycy zupełnie jak nie ja skorzystałem ze ścieżki rowerowej, a potem już całkowicie jakbym zamienił się w Rowerowego Janusza postanowiłem w Puszczykowie kontynuować nią jazdę. Po niemal cudem uniknięciu kilkukrotnego wybicia sobie zębów na wystających z niej korzeni szybko mi przeszło i wrócić postanowiłem już przez Mosinę i jak normalny człowiek ominąłem wszelkie wynalazki z kosmosu, zwane potocznie polskimi DDR-kami.
Zadowolony z wykręconego dziś spokojnego gluta pojawiłem się w domu, świecąc piaskiem w zębach i błotem w uszach :) Jutro ma podobno nie tylko padać, ale też już wybitnie urywać łby, tym bardziej cieszy mnie ten urwany dziś pogodzie element, zapewne ostatni. A na trasie było dziś tak:
Spotkałem też spacerującą koninę.
- DST 52.20km
- Czas 01:48
- VAVG 29.00km/h
- VMAX 50.00km/h
- Temperatura 0.0°C
- Podjazdy 176m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Wcześniak
Sobota, 28 listopada 2015 · dodano: 28.11.2015 | Komentarze 4
Nie, nie doczekałem się potomka :) Do tego mi niespieszno. Za to musiałem się dziś stawić w robocie o godzinę wcześniej niż zazwyczaj, więc śmiało mogłem zagrać rolę rowerowego wcześniaka. I tu zauważyłem jakiś tam mały plusik okresu późnojesienno-zimowego - żeby zobaczyć wschodzące słońce na horyzoncie nie trzeba zbierać się tak jak jeszcze niedawno o piątej rano. Wystarczy lekko przed ósmą :)
Trasa - jak to ostatnio - nieskompilowana. Przez Luboń, Puszczykowo do Mosiny, tam po pokonaniu zasieków na rozkopanym (i już pewnie bez nadziei na wznowienie budowy wiaduktu) przejeździe kolejowym lasem do Żabna, gdzie będąc wjechałem na górkę przed Sulejewem mając cichą nadzieję, że ktoś może już wpadł na pomysł, żeby pokryć asfaltem tarkę jakiś czas temu tam zrobioną w ramach akcji "udupiamy na drodze". Ale gdzie tam. To już chyba finalny efekt. Postuluję jeszcze posypać całość szkłem i pokryć piaskiem. Bo na razie mimo trzęsawki jakoś da się jechać.
Wracając przez Luboń po raz pierwszy źle wyliczyłem opisywane niedawno światła specjalnej troski. Spóźniłem się o sekundę. Albo byłem o sekundę za szybko. Bo tyle czasu trwała mniej więcej zmiana sekwencji zielone-czerwone-zielone. Kurde, może to jest jakaś ukryta kamera z czułym mikrofonem i zbierają najbardziej wymyślne przekleństwa użytkowników dróg? ;)
Od jutra zapowiada się długofalowa kicha pogodowa. No cóż, co skorzystałem po kontuzji to moje.
- DST 52.10km
- Czas 01:47
- VAVG 29.21km/h
- VMAX 44.20km/h
- Temperatura 2.0°C
- Podjazdy 109m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Płynąc z muzyką
Piątek, 27 listopada 2015 · dodano: 27.11.2015 | Komentarze 5
Krótko o trasie: jeden z klasyków przez Komorniki, Stęszew, Łódź, Dymaczewo, Mosinę, Puszczykowo oraz Luboń.
Krótko o pogodzie: lekka mgiełka, dwa stopnie na plusie, drogi w większości w stanie znakomicie przejezdnym, ale momentami asfalt był jakoś dziwnie mokry, więc trzeba było jechać ostrożnie. Wiatr według wszelkich prognoz miał być południowo-zachodni, a jak się okazało był północno-wschodni (ot, drobna różnica. Brawo panie i panowie meteorolodzy), przez co zafundował mi jakieś 75% swojego towarzystwa z namiętnym pocałunkiem w pysk.
Przygód dziś wyjątkowo brak, prócz tego że w końcu się przełamałem i wracając pokręciłem przez ulicę Armii Poznań w Luboniu, częściowo DDR-ką, częściowo "po ludzku" i pokonałem wszystkie trzy cholerne ukośne torowiska tam istniejące. Zrobiłem to z prędkością, od której mniejsza jest tylko opcja "wsteczny", dzięki czemu mojej stopie na pewno ulżyło. Bo traumę po ostatnim upadku pewnie jeszcze będzie miała na długo :)
No i jeszcze najważniejsze: muzyka, która mi dziś towarzyszyła. Od jakiegoś czasu próbowałem z różnych źródeł (hm) dostać nową płytę Pablopavo, jak dla mnie jednego z ciekawszych polskich wykonawców. W końcu się poddałem i nabyłem wczoraj online ze strony wydawcy album w formacie "empeciii" za zaledwie równowartość trzech browarów w knajpie (zamiast bulić jak za ośmiopak za wersję na CD). I dziś jadąc w tej mgiełce, wśród tej ciszy na zewnątrz, wśród łysych, ale wciąż pięknych drzew w Wielkopolskim Parku Narodowym, płynąłem sobie spokojnie wraz z dźwiękami. Jak dla mnie płyta rewelacyjna, niełatwa do odbioru dla tzw. "ogółu", pełna smaczków muzycznych i tekstowych. Ideał na późnojesienne kręciołki.
- DST 52.00km
- Czas 01:46
- VAVG 29.43km/h
- VMAX 42.00km/h
- Temperatura 2.0°C
- Podjazdy 78m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Wzdłuż fal :)
Czwartek, 26 listopada 2015 · dodano: 26.11.2015 | Komentarze 14
Długoterminowa szosowa passa trwa. To już drugi dzień :) Jak na koniec listopada - pełne szaleństwo.
Miałem dziś wolne, więc zaplanowałem zrobić dwie rzeczy. Pierwsza - wyspać się. Udało się częściowo. Do całkowitego szczęścia zabrakło mi na oko zaledwie jakichś dwudziestu godzin :) Druga - zrobić swoje pięć dych. Ani mniej, ani więcej. Udało się częściowo, bo dwa kilometry na górkę wpadły nawet nie wiem kiedy. Wykonałem sumiennie kółeczko przez Plewiska, Skórzewo, Dąbrówkę, Dopiewo, Trzcielin, Konarzewo, Komorniki, Wiry i Luboń. Oszczędzałem się już mniej niż wczoraj, więc średnia wyszła wciąż słabiutka, ale już bardziej zbliżona do tych właściwych.
Jakieś dwa tygodnie temu obiecałem zrobić fotkę nowiutkiej, wykonywanej przez kilka tygodni przy okazji remontu ulicy Poznańskiej w Skórzewie drogi pieszo-rowerowej. Proszę. Oto ona, z dwu stron:

Prawda, że wybitnie prorowerowa? Ta kosteczka... Te fale Dunaju... Ten brak wyszczególnionego pasa dla rowerów... Ta niezgodna z przepisami szerokość... Witamy w XX wieku :) A że mamy połowę drugiej dekady XXI? Oj tam, oj tam. Skórzewo przegapiło tę drobnostkę.
- DST 53.20km
- Czas 01:52
- VAVG 28.50km/h
- VMAX 50.40km/h
- Temperatura -2.0°C
- Podjazdy 213m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Szoszoszoszosa :)
Środa, 25 listopada 2015 · dodano: 25.11.2015 | Komentarze 10
Znów na szosie... Dżizas, jakie to fajne uczucie po prawie trzech tygodniach abstynencji w tym temacie. Czułem się jak sześciolatek wpuszczony przedwcześnie do pierwszej klasy z siedmiolatkami i musiałem przypomnieć sobie parę podstawowych zasad związanych z ujeżdżaniem tego chybotliwego bydlęcia (jakie te koła są wąskie!), ale jakoś poszło :)
Tempo postanowiłem sobie zapodać iście rekreacyjne (co widać po średniej), ale nawet gdybym chciał dziś bić jakieś rekordy to by się nie dało. Najpierw pod domem wpadłem w niedający się ominąć korek kolejowo-objazdowo-wahadłowy i poruszając się z prędkością w granicach 5-10 km/h pokonałem pierwszy kilometr. Potem było już luźniej, prócz oczywiście wąskiego gardła jakim był mój "ukochany" Luboń. W sumie mam ochotę napisać zamiast "wąskie gardło" po prostu "wąski odbyt", ale mimo że i Luboń i odbyt są strasznie gówniane to ten drugi się przynajmniej na coś przydaje i nie mam zamiaru go obrażać tym porównaniem :) Tę mieścinę zaliczyłem dwa razy, bo wracałem swoimi śladami i wyhaczyłem na ulicy Sobieskiego, że lubońscy spece drogowi dostali od sołtysa (czy burmistrza, cokolwiek tam mają) nowe zabawki i zamontowali coś, co widziałem do tej pory jedynie w podpoznańskiej Dąbrówce, czyli światła, które zmieniają się co kilka sekund z czerwonego na zielone cokolwiek się dzieje. W tym miejscu co prawda w życiu nie widziałem żadnego pieszego, a gdyby nawet jakiś był, na przykład w wieku emerytalnym lub tak jak ja jeszcze kilka dni temu kuśtykający z gracją, to przy tempie zmiany kolorów doszedłby może do trzeciego pasa, a następnie zmieniłby się w placuszek pod kołami ruszającego wozu. Ot, Luboń. Czyli raz jeszcze powtórzę - stan umysłu :)
A sama trasa to krzywa krecha przez Luboń, Wiry, Puszczykowo, Mosinę, Rogalin i Świątniki, kawałek za którymi zawróciłem. Sucho, spokojnie, sympatycznie. I przede wszystkim szosą! Hura.






