Info
Suma podjazdów to 785004 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Maj11 - 15
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 53.00km
- Czas 02:00
- VAVG 26.50km/h
- VMAX 46.20km/h
- Temperatura 5.0°C
- Podjazdy 77m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Kibolsko
Niedziela, 21 lutego 2016 · dodano: 21.02.2016 | Komentarze 16
Pogoda znów zabawiła się w mistrza dosprzedaży i zafundowała nam gratis do braku porannych opadów - wiatr urywający łby. Serdecznie dziękuję za takie promocje, na przyszłość proszę mnie pomijać. W zamian mogę być informowany o gratisach do czteropaków, ale chyba tak to niestety nie działa :)
Nie tylko wiatr, który momentami zatrzymywał mnie praktycznie w miejscu, ale również mokre drogi po nocnych deszczach spowodowały, że wybrałem crossa. Przy bocznych podmuchach było to naprawdę zbawienne, bo na szosie pewnie dostałbym możliwość eksploracji okolicznych pól i rowów. Mijałem się jednak z kilkoma szosowcami, którzy zapewne nie mieli komfortu wyboru dwukołowca i szczerze im współczułem. Zresztą ciężko pozdrawia się kogoś, kto trzyma lewy policzek przy samym asfalcie :)
Średnia dzisiejsza to MASAKRA. Jak widać zło wraca, bo wczoraj było całkiem spoko. Zrobiłem trasę, na której w ciemno mogę brać większość zakrętów: Poznań - Plewiska - Skórzewo - Dąbrówka - Dopiewo - Trzcielin - Konarzewo - Szreniawa - Komorniki - Wiry - Luboń - Poznań. W Dąbrówce trwa prężnie rozbudowa osiedla klocków na zasadzie kopiuj-wklej, a przy okazji rozwija się też gastronomia. Dziś wyhaczyłem nowy, uroczy obiekt. Nazwa i kolory sugerują, że raczej nie jest to miejsce dla fanów pewnego znanego klubu z Warszawy, a śmiem twierdzić, że w menu mógłbym znaleźć hot-doga z legionisty, pasztet w wiślaka, a po wczorajszym przegranym 1:4 meczu (hje hje) - moźe i podroby z podbeskidziaka :)
Kawałek dalej cyknąłem jeszcze fotkę intrygującego mnie od jakiegoś czasu pałacu-dworku w Palędziu. Informacji o nim jest niezmiernie mało, wiem tylko że aktualnie pozostaje w rękach prywatnych i pochodzi z XIX wieku. Reszta jest zagadką...
- DST 54.10km
- Czas 01:46
- VAVG 30.62km/h
- VMAX 52.50km/h
- Temperatura 3.0°C
- Podjazdy 119m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Fru :)
Sobota, 20 lutego 2016 · dodano: 20.02.2016 | Komentarze 26
Jeśli w kolejnych dniach prognozy zapowiadające "deszcz od rana" oznaczały będą tak piękną pogodę jak dziś to błagam, serwujcie mi takie deszczowe dzionki co 24 godziny. A nawet częściej :) Sucho, chmurno-słonecznie, ciepło - bo w końcu trzy stopnie na plusie jak na luty to środek Afryki - dla mnie warunki idealne.
Idealnie również mi się dziś kręciło. Wmordewind robił co prawda swoje, ale w momencie gdy tylko wieje, a nie chlapie na pysk to człowiekowi bardziej się chce. A mi jako przedstawicielowi tego gatunku chciało się przykręcić również dlatego, że wstałem za późno i jeśli nie zamierzałem lecieć do roboty (znów na tę kontrowersyjną dwunastą) z jeszcze bardziej wywieszonym jęzorem niż zazwyczaj to wyjścia nie było.
Trasę, klasyczny "kondomik" przez Luboń, Puszczykowo, Mosinę, Dymaczewo, Stęszew i Komorniki, wykonałem krokiem siermiężnym, acz jak na miesiąc luty zaskakująco tempowo wiosennym. Trzy dyszki średniej udało mi się do tej pory przekroczyć w tym roku dopiero po raz drugi, więc mordę na mecie miałem roześmianą jak penitencjariusz jednego z zakładów zamkniętych po udanym zabiegu leczniczą marihuaną :)
- DST 33.40km
- Czas 01:11
- VAVG 28.23km/h
- VMAX 45.00km/h
- Temperatura 2.0°C
- Podjazdy 54m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Samozły glut
Piątek, 19 lutego 2016 · dodano: 19.02.2016 | Komentarze 4
Pierwsze dzisiejsze złe zło polegało na tym, że od rana padało. Tego w planach nie było. Drugim złem, ale już lepszym, było to, że przestało padać przed dziewiątą tylko po to, żeby skusić mnie perspektywą wyciągnięcia w pośpiechu crossa na dwór (bo w pracy znów musiałem pojawić się w samo południe), a po dwudziestu minutach zafundować mi kolejną partię deszczu. Zły jechałem wśród zła, radośnie przyjmując na siebie kolejne warstwy błota i wody z kałuż.
Ale w sumie było sympatycznie. Glut to był klasyczny, czyli 30+, tym razem trasą przez Plewiska i Wysogotowo, skąd skręciłem w ulicę Bukowską i przez Ławicę oraz Bułgarską dotarłem znów do Plewisk, a stamtąd na Dębiec miałem już rzut beretem. Zlustrowałem wszystkie możliwe ddr-ki na trasie, jedne lepsze, drugie gorsze, ale crossem wszystko jest do pokonania. Na ścieżce wzdłuż Bułgarskiej na światłach zrównałem się z rowerzystą na 29 calach i oponach, przy których nawet moje gumy od traktora wyglądały jak zapałki. Istny kombajn. Co nie umniejszało faktu, że koleś dawał radę, dzielnie siedział mi na kole, a pod koniec nawet brawurowo wyprzedził. Niech będzie, że dałem mu fory, ale mogę być w tym tak samo obiektywny jak aktualny prezydent oraz "Wiadomości" TVP A.D. 2016 :)
I jeszcze zdjęcie ukazujące kolejne zło, tym razem najczystsze. Dla niewtajemniczonych: "PZ" na rejestracji oznacza osobników zamieszkujących wsie i miasteczka poza Poznaniem, z którymi zazwyczaj mam najwięcej scysji w temacie przypieprzania się do ddr-ek, które istnieją sobie gdzieś po drugiej stronie drogi, wyprzedzania na palę, gazetę i takie tam. Jakie było więc moje przerażenie, gdy zobaczyłem dziś TO, ciężko mi opisać:
Aaaaaaa!!!! :)
- DST 53.00km
- Czas 01:57
- VAVG 27.18km/h
- VMAX 50.00km/h
- Temperatura 2.0°C
- Podjazdy 184m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Obja(z)d
Czwartek, 18 lutego 2016 · dodano: 18.02.2016 | Komentarze 2
Zapewne miliardy czekają na odpowiedź: czy znaleziono wczoraj Ewę Tylman? Nie, nie znaleziono. Jakie zaskoczenie, prawda? Za to zepsuto pogodę i wieczorem spadł śnieg. Super.
Dziś rano już co prawda nie padało, ale było ślisko, mokro i paskudnie. W żaden sposób pogoda nie na rower.
Żartowałem.
Prawie każda pogoda jest na rower, jak wiadomo :)
Zrobiłem dziś więc crossem spokojne, powolne pięć dyszek przez Puszczykowo do Żabna i z powrotem, Zweryfikowałem w końcu temat objazdu w Mosinie, który był i zniknął. Otóż sprawa jest bardziej skomplikowana. Tablic o objeździe nie ma, samego objazdu nie ma. Jest za to zakaz wjazdu i przejazdu przez torowisko. Błąd logiczny? Żeby to pierwszy w PL. O co chodzi - nie wiem, za to dwukrotnie przejazd zamknął mi się przed pyskiem i czas, który poświęciłem na placu budowy w błocku mogłem spokojnie spożytkować na pokręcenie naokoło i byłoby szybciej.
Jadąc dziś przesłuchałem nową płytę Kalibra 44, bo niedawno legenda wróciła. I żałuję. Słabizna straszna, psychodelii brak, klimatu brak. Jakbym miał widzieć plus i minus to zobaczyłbym tylko minus. Całość ratuje częściowo tylko ostatni utwór przed outro, z Czerwonym Kapturkiem jako podmiotem lirycznym. Szkoda...
- DST 52.40km
- Czas 01:48
- VAVG 29.11km/h
- VMAX 50.40km/h
- Temperatura -1.0°C
- Podjazdy 91m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Miasto oblężone
Środa, 17 lutego 2016 · dodano: 17.02.2016 | Komentarze 2
Po jednym deszczowym dniu przerwy na walkę z katarem (tylko chomik - 32 km, średnia 31,6 km/h) dziś poczułem się lepiej i udało mi się przed pracą ruszyć w rowerowe tany. Tany te co prawda wyglądały jak radosny walc w wykonaniu słonia i mrówki, bo silny wschodni wiatr plus temperatura na minusie nie zachęcały do subtelności, ale przynajmniej nie padało, a nawet wyszło słońce,
Poznań dzisiaj miał stanąć. Powód: do Polski przyjeżdża dwóch (słownie: dwóch) niemieckich policjantów z psami i będą szukać Ewy Tylman. Ciekawostka to, bo jeśli dwóch psów z psami, wrrrrrróćć, funkcjonariuszy z czworonogami potrafi spowodować, że zamyka się 3/4 ulic w centrum sporego miasta to aż się boję myśleć co się stanie jak kiedyś zawita do nas jakiś zorganizowany autokar z mundurowymi z RFN-u. Jako że ten wpis powstaje jeszcze przed całą akcją, zaplanowaną na samo południe, to nie wiem jak się skończy, za to wiem jakie obowiązują w naszym kraju przepisy i gdzie się nie parkuje. Choćby na ścieżkach rowerowych. Tym bardziej, jeśli nie ma się ku temu powodu. Poniżej przykład. Mandacik dla panów? :)
A o dziwo w większości Poznania drogi były dziś w miarę przejezdne. Można? Można. I może to jest właśnie sposób - przestraszyć puszkowców, że będą stać w jeszcze większych korkach niż codziennie i nagle się okazuje, że jest alternatywa?
Dzisiejsza trasa to kółeczko: z Dębca przez okolice Malty, potem Swarzędz, w Paczkowie skręt na Siekierki, następnie Tulce, Żerniki, Starołęcka i do domu. Zimno, wietrznie, ale wpadło kolejne pięć dyszek, więc nie marudzę.
- DST 34.35km
- Czas 01:13
- VAVG 28.23km/h
- VMAX 45.80km/h
- Temperatura 6.0°C
- Podjazdy 138m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut postdentystyczny
Poniedziałek, 15 lutego 2016 · dodano: 15.02.2016 | Komentarze 4
Dziś miałem wolne, więc zgodnie z wieloletnią tradycją od rana padało. Ani mnie to nie zdziwiło, ani zaszokowało - ot, norma Wyspałem się i chcąc nie chcąc zaliczyłem godzinkę z małym obkładem na chomiku, wykręcając 33 kilosy ze średnią 32 km/h. Niestety tym samym zakończyłem piąty sezon "Gry o tron" i pustka ogarnęła me trzewia i ducha. Jednak przyszło wybawienie w postaci "Wikingów" (trzy serie), które - jeśli nie pożrę ich wcześniej gdzieś oglądając na telefonie w robocie - umilą mi kilka tego typu przykrych "kursów".
To nie był koniec atrakcji przewidzianych na ten dzień. Czekała mnie jeszcze wizyta u dentysty, czyli prawdziwa jazda bez trzymanki. Odcierpiałem swoje za wszystkie popełnione grzechy (musiało ich być sporo), odchudziłem portfel i szczęśliwy, że to już za mną (przepraszam, przede mną, bo to na razie trailer, a saga się dopiero zacznie) postanowiłem wykorzystać fakt, że opady odpuściły i nawet część dróg nie była już namiastkami podmorskich głębin.
Czasu miałem niewiele, więc zaplanowałem jedynie gluta, czyli dystans w okolicach trzech dych. Mam już na takie przypadki i zachodni wiatr stałą trasę - z Poznania przez Plewiska, Skórzewo, Dąbrówkę, Palędzie, Gołuski, znów Plewiska i do Poznania. Pokręciłem crossem, bo i bezpieczniej, i tyłkowi lepiej (niech choć on nie cierpi). Przydałoby się centrowanie tylnego koła, bo aktualnie przypomina ono żula po kilku litrach denaturatu, ale kiedy znaleźć czas na kolejny serwis? No kiedy? :)
- DST 53.70km
- Czas 01:52
- VAVG 28.77km/h
- VMAX 51.40km/h
- Temperatura 1.0°C
- Podjazdy 199m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Psik
Niedziela, 14 lutego 2016 · dodano: 14.02.2016 | Komentarze 7
Po tych ostatnich pogodowych fikołkach mój organizm powiedział: "veto, czas się zbuntować!" i zafundował mi lekkie przeziębienie połączone z katarem. Czuje się więc "tak se". ale jako że od zawsze zamiast zalegać w łożu i udawać inwalidę wolę wypocić choróbsko, co w 99,87% przypadków okazuje się skuteczne, zafundowałem sobie zdrowotne pięć dyszek. Lekarzy, którzy jakimś cudem kiedyś niechcący wpadną na tego bloga, uprasza się o niekomentowanie :)
Oczywiście jak to zwykle ja przekombinowałem z wyborem kierunku, przez co wiatr (nie jakiś specjalnie silny, ale niezmiernie upierdliwy) wymęczył mnie koszmarnie. Z ręką na sercu (nie żeby doszły mi jeszcze problemy kardiologiczne) mogę stwierdzić, że nie pomógł mi ani przez sekundę, a wręcz przeciwnie. Rowerowe walentynki uważam więc za odbyte i nic więcej.
Musiałem znów ruszyć wcześnie, po ósmej, bo znów do roboty. Wróciłem zmarznięty i "omglony", bo na wolnych przestrzeniach wciąż zalegało w powietrzu mleko. Trasa: Poznań - Luboń - Puszczykowo - Rogalinek - Rogalin - Mieczewo oraz powrót praktycznie tak samo, tylko z małą korektą. która uwzględniła zahaczenie o Mosinę.
A psik!
- DST 52.20km
- Czas 01:48
- VAVG 29.00km/h
- VMAX 50.40km/h
- Temperatura -1.0°C
- Podjazdy 173m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Mleczna droga-kolejne otwarcie
Sobota, 13 lutego 2016 · dodano: 13.02.2016 | Komentarze 7
Pierwsze co zrobiłem rano gdy spojrzałem za okno to szybki sprint do lodówki i sprawdzenie w jakim stanie jest schowane w niej zazwyczaj mleko. Kartonik stał nienaruszony, czyli wniosek nasunął się sam - to białe coś to mgła. Ha, Watsonie, ucz się od najlepszych! :)
Drugi z wniosków był następujący - muszę być w robocie na dwunastą, więc chcąc nie chcąc czeka mnie kurs przy nie do końca dobrej widoczności. Dodałem do tego jeszcze temperaturę lekko poniżej zera, oszronione drogi, ciężkie warunki do jazdy i... wsiadłem na szosę :) Jako że wiatr zmienił kierunek na wschodni to najpierw zaliczyłem Starołękę, a potem już ostrożnie i statecznie zagłębiłem się w mgłę. Widoki nie powalały:
Podobnie jak warunki do jazdy. Dokręciłem jakoś do Krzesin, potem Żerniki, Tulce, Gowarzewo i Siekierki, w których nawróciłem i pojechałem z powrotem swoimi śladami. Trzeba przyznać, że już przed dziesiątą zaczęło robić się przyjemniej i mogłem delikatnie nadrobić ostrożne kręcenie z "pierwszej połowy".
W tych okolicach nie było mnie jakiś miesiąc, może ciut więcej. I ze zdziwieniem stwierdziłem, że w tym czasie powstało: rondo i nowa hala w Żernikach, a w Tulcach prawie na wykończeniu jest wcześniej nieistniejący budynek (chyba) mieszkalny. Imponujące to. I przerażające, jeśli pomyśli się o jakości.
Na trasie spotkałem rowerzystów sztuk trzy. O dziwo na samym początku, na Starołęce i Minikowie, gdy warunki były najcięższe. Brawo oni, tym bardziej, że zgrabnie pozdrawiali.
- DST 52.10km
- Czas 01:47
- VAVG 29.21km/h
- VMAX 50.10km/h
- Temperatura 0.0°C
- Podjazdy 109m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
O drogowym hermafrodycie
Piątek, 12 lutego 2016 · dodano: 12.02.2016 | Komentarze 6
Oficjalnie uznaję wiosnę za zakończoną. Wczoraj za to mieliśmy jesień (padało, więc rower odpuściłem i wpadł tylko chomik - 33 km ze średnią 32,3 km/h), a dziś wróciła zima (zero stopni). Brakuje jeszcze tylko lata i będzie komplet spod znaku: pogoda ześwirowała. Nie ma co - nudno nie jest :)
Mimo mokrych jeszcze dróg postanowiłem wyjechać szosą, co w sumie najgorszym rozwiązaniem nie było, choć kręciłem nader ostrożnie. Zrobiłem jeden ze znanych standardów, czyli "kondomik" z Poznania do Poznania przez Komorniki, Stęszew, Dymaczewo, Mosinę, Puszczykowo i Luboń. Oczywiście w większości z mordewindem lub w najlepszym razie "boczniakiem".
Pamiętacie obrazek z hasłem "he is a cyclist?", który wklejałem kilka dni temu? Jeśli nie to proponuję nań spojrzeć i skupić się na kwadraciku lewym u góry, bo dziś trafiłem na kierowcę TIR-a, który zdecydowanie nie był "cyclist", a na moje bliższe byłoby "debil". Bowiem na skrzyżowaniu dróg w Szreniawie tak mu się spieszyło, że ignorując zwężenie tak intensywnie chciał mnie wyprzedzić, że zaczął trąbić i finalnie wyminął mnie nie o przepisowy metr, a o milimetr. Maks. Nie wiem szczerze mówiąc co chciał na mnie wymusić i gdzie miałbym mu zjechać, skoro i tak już byłem na poboczu, ale mam nadzieję, że dotarła do niego moja reakcja z wykrzyczaną propozycją co może sam sobie zrobić. Jeśli bowiem byłby hermafrodytą (a tego wykluczyć nie można) to biorąc na poważnie moją sugestię przy pewnej dozie szczęścia mógłby po dwóch próbach jej realizacji za dziewięć miesięcy odbierać 500 złotych od rządu...
- DST 53.20km
- Czas 01:50
- VAVG 29.02km/h
- VMAX 53.10km/h
- Temperatura 5.0°C
- Podjazdy 76m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
DPS-ując
Środa, 10 lutego 2016 · dodano: 10.02.2016 | Komentarze 3
Wciąż mocno wieje. Ale tak sobie dziś jadąc i walcząc z podmuchami stwierdziłem, że jeż lepiej niech tak będzie, bo jak wiadomo w Polsce nie może być normalnie i gdyby przestało to mielibyśmy albo powódź, albo śnieżyce. Przy zerowym wietrze. Więc... :)
Z trasą nie kombinowałem. Na zachód - przez Luboń, Wiry, Komorniki, Szreniawę, Trzcielin, Dopiewo, Palędzie, Gołuski i Plewiska. Zachciało mi się w pewnym momencie do lasu (nie, nie chodziło problemy natury gastrycznej), więc postanowiłem skręcić sobie do na Lisówki, gdzie dotarłem pod bramy położonego tam w wyjątkowych okolicznościach przyrody DPS-u. Uwielbiam ten kawałek dziczy, a do dziś mam w uszach klekot czapli, które kiedyś przywitały mnie w tych okolicach.
Samochody znów - po jednym dniu uprzejmości - wróciły do zachowań standardowych. Jako że mamy podobno środę popielcową to cel był wspólny: zmasakrować rowerzystę podczas bezmyślnego wyjazdu spod kościoła.







