Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 250129.33 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.44 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 813283 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 61.80km
  • Czas 02:03
  • VAVG 30.15km/h
  • VMAX 50.70km/h
  • Temperatura 11.0°C
  • Podjazdy 191m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pogodowyśmienitość

Wtorek, 18 października 2016 · dodano: 18.10.2016 | Komentarze 9

Jak ja kocham wyjątki od reguły! A dziś taki się zdarzył - miałem dzień wolny i nie padało... Szok był tak wielki, że zatrzymał mnie w łóżku prawie do dziesiątej, z podświadomym podejrzeniem, że i tak lunie. Ale nie, wręcz przeciwnie, pogoda zrobiła się po prostu WYŚMIENITA. Tak, piszę to ja, naczelny maruda BS :) Nawet ruszyłem w afekcie bez śniadania, co uświadomiłem sobie gdzieś w połowie drogi, gdy zamiast dzwonka przy kierownicy mogłem ludzkość ostrzegać przed sobą burczeniem w brzuchu.

Niebo było zachmurzone, ale temperatura w okolicach 11-12 stopni plus słaby (!) wiatr z południa zrobiły mi zdecydowanie dobrze. Aż byłem zdziwiony, że nic mnie nie zwiewa z drogi, nic nie chlapie z kół, a nos nie zamarza. W tym wszystkim nawet luźno wziąłem na klatę lubońskie i mosińskie korki, bo tam się właśnie wybrałem, robiąc jeszcze kółko kawałek dalej, od Krosna do Żabna, Baranowa i Sowińca, przez co wleciało o dychę więcej kilometrów niż zazwyczaj. O "takom pogodem" walczylim! :)

Jak już byłem w Mosinie to wleciałem na rowerowe ploty do zaprzyjaźnionego sklepu, gdzie zeszło mi prawie pół godziny, bo przy okazji jeszcze starałem się pomóc rozkminić prawniczy bełkot co do jednego konsumenckiego zagadnienia. Ale kumpel, właściciel przybytku, jest już na granicy wiary w rodaków - co tylko potwierdza moje długoletnie obserwacje, że w narodzie mamy zbyt często wyłażący na wierzch gen gnoja, przez który dla własnego interesu naturalna się staje chęć odgryzienia jeśli nie całej pomocnej dłoni to przynajmniej ze dwóch palców. Smutne to. Mam nadzieję, że sytuacja skończy się pozytywne. Za to "ludzkim plusem" był sympatyczny kolarz, który wpadł zapytać o koła do szosy, zastanawiając się czy kupić jedno za 1300 czy komplet za 2400. W sumie on się już pewnie nie musi zastanawiać, pozostaje "tylko" przekonać żonę o konieczności zakupu. Powodzenia :)

Śniadanie zjadłem o... 14 :) A jutro ma podobno znów padać...





  • DST 52.30km
  • Czas 01:50
  • VAVG 28.53km/h
  • VMAX 50.20km/h
  • Temperatura 6.0°C
  • Podjazdy 79m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Stojołęcka

Poniedziałek, 17 października 2016 · dodano: 17.10.2016 | Komentarze 9

Dziś krótko i ekspresowo, bom styrany niczym górnik po wydobyciu. Ostatniej kropli z butelki. Dziewięć godzin mentalnego fedrowania, wyjątkowo z udziałem większościowym Polaków, zniszczyło mnie kompletnie, a że znaczna część moich rodaków to buce, chamy i imbecyle to tym bardziej wspieram czarny protest, bo złe geny zbyt szybko się przenoszą :) Ale przyznać trzeba, że największym bezmózgiem był dziś przedstawiciel Gruzji. Tam też niech protestują.

Co do roweru - nudzi mi się już pisanie o koszmarnym, wschodnim wietrze, niskiej temperaturze oraz generalnie masakrującej motywację do jazdy aurze. Więc nie napiszę. Wspomnie jedynie, że znów się nudziłem :) Kółeczko: Dębiec - Starołęka - Krzesiny - Jaryszki - Gądki - Szczodrzykowo - Krzyżowniki - Tulce - Żerniki - Krzesiny - Starołęka - Dębiec. O wyniku finalnym też nie mam zamiaru wspominać, dla komfortu psychicznego.

Ale wspomnę - a jak! - o Starołęckiej. Mojej, jak pewnie wiadomo, ukochanej i wielbionej ulicy. Oto widok z perspektywy "kawałek za zajezdnią", a przede mną jeszcze półtora kilometra do ronda, które aktualnie postanowiło być odświeżone w temacie trakcji. To, czego nie widać to sznur samochodów stojących w korku, ciągnącego się aż do kolejnego ronda. Samochodów z naprzeciwka, przez które nawet nie mogłem zjechać na chodnik. Torowiska dla tramwajów, też zresztą zablokowanych, przez które nie mogłem wyprzedzać z prawej. Taka sytuacja będzie tu do listopada. Chyba zacznę jeździć autostradą :)




  • DST 52.40km
  • Czas 01:59
  • VAVG 26.42km/h
  • VMAX 44.00km/h
  • Temperatura 5.0°C
  • Podjazdy 91m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wolno-ć Tomku... :)

Niedziela, 16 października 2016 · dodano: 16.10.2016 | Komentarze 9

Dziś we wpisie może pojawić się masa błędów, sorry, ale jestem po upojnych dziewięciu godzinach w robocie, mając koło siebie jedynie dwóch "świeżych" pracowników. Na koniec mogłem sobie wystawić dyplom w kategorii "przedszkolanka roku", no ale nie ma siły - potrzebujemy nowych rąk do pracy, bo giniemy czasowo. Plus jest taki, że w pewnym momencie w miarę zatrybiło i mogłem pracować na dwie, a nie na sześć rąk. Teraz będzie już tylko lepiej, mam nadzieję :)

W związku z powyższym musiałem też wstać wcześniej i wcześniej niż grafikowo być na miejscu.

Musiałem nie oznacza, że wstałem i że byłem :)

Jak już to się udało (wstać) to stwierdziłem, że przyjść później niż zamierzałem, ale wcześniej niż powinienem to nie spóźnienie, a nadgorliwość... :) ...więc i na rower starczy mi czasu. A że znów w nocy padało to dla wykazania swojego ślimakowatego dziś podejścia do życia osiodłałem crossa i w okolicach wpół do dziewiątej już kręciłem, na szczęście niedzielnie pustymi ulicami Poznania. Mokre drogi nie zachęcały do szaleństw, mi się nie chciało ich robić, więc spokojnym tempem (już chyba do niego naprawdę dojrzałem) zrobiłem kółeczko "PL" z Dębca przez Chwaliszewo, Maltę, Antoninek, Swarzędz, Paczkowo, Siekierki, Gowarzewo, Tulce, Jaryszki, Krzesiny oraz Starołęcką znów na Dębiec. Wiało chwilami tak, że pokonując co większe kałuże czułem się jakbym surfował na desce, a nie jechał rowerem. Do tego temperatura oscylowała w okolicach pięciu stopni, a połowę drogi mżyło. Taki mamy standard tego cholernego października a.d. 2016. Wciąż wina Tuska? :)

Na Jana Pawła ukłuła mnie prawie do ślepoty ukończona w jakichś 98% bryła Posnanii (lub PosRanii), otwieranej za kilka dni kolejnej shit-galerii, która - gdy już nastąpi ten przykry moment - przypieczętuje fakt, że Poznań stanie się największą kloaką w kraju pod względem zagęszczenia klocków tego typu na mieszkańca. Nawet Warszawa zostanie w tyle. Grobelny pewnie uśmiecha się zza politycznego grobu ;/

W robocie i tak byłem wcześniej. Jestem sobą przerażony.




  • DST 54.25km
  • Czas 01:54
  • VAVG 28.55km/h
  • VMAX 53.20km/h
  • Temperatura 8.0°C
  • Podjazdy 212m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Audiobookowa żałoba

Sobota, 15 października 2016 · dodano: 15.10.2016 | Komentarze 5

Dziś pogoda zafundowała mi niemal całkowite CTRL+C oraz CTRL+V z wczoraj. Znów wiało ze wschodu, chyba nawet jeszcze mocniej, wciąż (hip hip...) nie padało, choć na starcie było o kilka stopni cieplej (czyli plusowy plus). Lekko zmęczony kręceniem wciąż w jednym kierunku z małymi wariacjami, tym razem postanowiłem najpierw pojechać na południowy zachód do Mosiny, a potem dopiero centralnie pod powiew, czyli do Rogalinka, Rogalina, Świątnik i Mieczewa, gdzie zawróciłem.

Nie było dziś łatwo, oj nie było. Nie tylko pod względem pogodowym. Jak zwykle zakwitłem w Luboniu, i to dwukrotnie, bo tamtejsze dylematy moralne (galeria, McDonald's, Netto/Biedronka czy outlet) trwają od rana do zaawansowanego czasu po południu, a w Mosinie zostałem zaskoczony (z tego co widziałem nie tylko ja) po raz kolejny remontem i zamkniętym dla ruchu przejazdem kolejowym, przez co do "treningu" rowerowego miałem dziś dołączony spacer, wspinaczkę oraz dźwiganie nie-ciężarów. Zresztą wracając, pomny nauczki postanowiłem przejechać objazdem przez Puszczykowo, który gdy się skończył zadziwił mnie po raz kolejny tego dnia widokiem... remontu i zamkniętego dla ruchu przejazdu kolejowego. Czekała mnie powtórka z rozrywki, choć już w ciut bardziej cywilizowanych warunkach, bo blisko stacji. Mają rozmach, s..., eee, kolejarze :) Po tych atrakcjach straciłem całkowicie serce do szybkiej jazdy i pedałowałem sobie iście rekreacyjnie.

Niestety skończyły mi się już audiobookowe zapasy Sapkowskiego. I jest ból :( Dawkowałem sobie "Wiedźmina" jak doświadczony ćpun ziarenka maku, ale i tak nastąpił koniec, czyli zabrzmiały ostatnie zdania w "Sezonie burz". Przesłuchanie wszystkich tomów zajęło mi ponad pięć miesięcy, a bohaterowie sagi towarzyszyli mi przez całe wakacje i spory kawałek jesieni. Jeśli dołączyć do tego "Trylogię husycką" to rok 2016 mogę oficjalnie uznać u siebie za rok Sapkowskiego. A że ostatnia wspomniana pozycja plus dwie  "wiedźmińskie" były genialnie nagranymi słuchowiskami to moja żałoba jest nie do opisania i aktualnie rozważam czy dać na sobie wykonać późną aborcję (póki jeszcze jakąkolwiek można) czy poprzestanę na klasycznym podcięciu żył :)

A tak wyglądają smakowite książki w trakcie przerabiania ich z formy doocznej na douszną:




  • DST 52.40km
  • Czas 01:51
  • VAVG 28.32km/h
  • VMAX 51.70km/h
  • Temperatura 6.0°C
  • Podjazdy 101m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Szosopowrót

Piątek, 14 października 2016 · dodano: 14.10.2016 | Komentarze 3

Lato zawitało pełną gębą. Trzy stopnie (na plusie) w momencie wyjazdu, trzy kolejne na mecie... Jest godnie. Ale za to już nie padało i w końcu mogłem, po jakimś tygodniu przerwy, znów usiąść na szosowym siodełku. Ja tam się cieszę, moje cztery litery mniej, rozwydrzone po kilku dniach komfortu na crossowym siedzisku. No ale w końcu nie można pozwolić, żeby człowiekiem rządziła d...uma :)

Nie odpuścił za to zimny wschodni wiatr, wiejący dziś pomiędzy 20-30 km/h, Przyznać trzeba, że w drodze powrotnej z trasy: Dębiec - Starołęka - Krzesiny - Jaryszki - Gądki - Szczodrzykowo - Krzyżowniki - Tulce - Żerniki - Krzesiny - Starołęka - Dębiec kilka razy łaskawie pomógł, ale i tak nie było szans na odrobienie strat z konfrontacji z nim pyskiem w pysk, gdy momentami na hopkach nie było jak przekroczyć 20 km/h. Mimo ciężkich warunków i słabego wynik jechało mi się sympatycznie, a utrzymywanie równowagi przyda mi się niedługo w pracy. Psychiczna czy fizyczna - zasady są podobne.

Dziś po raz pierwszy usłyszałem reklamę nawiązującą do świąt. Nie, nie tych od zmarłych ani niepodległych. Świąt Bożego Narodzenia. Przypomnę, dziś mamy czternasty dzień października. Czekam na czasy, gdy kolędy będą puszczane na początku lipca na plaży w Mielnie, przy rytmicznie pulsujących mięśniach piwnych rodaków. Boję się, że się doczekam :)




  • DST 53.15km
  • Czas 01:58
  • VAVG 27.03km/h
  • VMAX 45.50km/h
  • Temperatura 6.0°C
  • Podjazdy 143m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Crossoexplorer

Czwartek, 13 października 2016 · dodano: 13.10.2016 | Komentarze 13

Crossowej eksploracji miejsc dawno nieodwiedzanych ciąg dalszy. Skoro bowiem już mnie pogoda zmusza do jazdy czołgiem, i to jeszcze po mieście, to przynajmniej mam okazję do weryfikacji postępów (a może bardziej "postępów") w pracach, które tak uprzyjemniają kręcenie po Poznaniu, że człowiek żałuje, iż nie ma zamontowanej na kierownicy podręcznej wyrzutni ładunków nuklearnych, coby zrobiło się sympatyczniej. 

Crossa wybrałem ponownie, bo mimo że opady już przeszły to drogi nie zdążyły wyschnąć i jazda czymkolwiek bez błotnika byłaby zaawansowaną formą sadomasochizmu. Do tego pomimo zapowiedzi, że idzie ocieplenie było chłodniej niż choćby wczoraj, a i nie pomagał również przejmująco zimny północno-wschodni wiatr. Oczywiście silny, bo jaki inaczej? :) Postanowiłem sprawdzić jak wygląda sytuacja na Ratajach, na remontowanej od dwóch tysięcy lat (no, mogłem delikatnie przesadzić) estakadzie. No i generalnie nie wygląda - władowałem się na kilka kilosów w jeden wąski pas ruchu podzielony na pół, co w korkach jest przyjemnością raczej średnią. Z ulgą więc dotarłem do Kinepolis, gdzie zgrabnym ślimaczkiem znalazłem drogę ze Szczepankowa do Tulec, z gratisową atrakcją: klasyczną DDR-ką z kostki, ulepszoną o podjazdy pod posesje i korzenie. Następnie delikatnie zawróciłem na Jaryszki i tu przez jedyne kilka kilosów czułem, że wieje mi w plecy. Pełne szaleństwo. Żeby nie było za różowo to po chwili zmieniłem kierunek, bo kilometraż mi się nie chciał ładnie zazębić i wylądowałem w Robakowie, Gądkach, Borówcu, Daszewicach, Babkach... w sumie łatwiej by było napisać gdzie mnie nie było :) W końcu jednak znalazłem się jak zwykle w dup..., eee, na Starołęckiej, gdzie zakwitłem niczym uczennica gimnazjum po zakrapianej imprezie. 

Podsumowanie: niech mi ktoś w końcu wyperswaduje głupie pomysły z kombinowaniem co do tras :)




  • DST 33.20km
  • Czas 01:16
  • VAVG 26.21km/h
  • VMAX 51.50km/h
  • Temperatura 7.0°C
  • Podjazdy 63m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

GeriatoGlut

Środa, 12 października 2016 · dodano: 12.10.2016 | Komentarze 6

Dziś bez zbędnego rozpisywania się, bo brak na to czasu, a i to, co wykręciłem nie zasługuje na dłuższą wzmiankę niż te kilka słów. W skrócie: znów powtórka z rozrywki, z tym, że chwila przerwy między opadami pojawiła się dopiero w okolicach godziny dziewiątej, a że w południe musiałem być w pracy to pozwoliłem sobie jedynie na krótkiego gluta crossem. W okolicznościach przyrody następujących: mżawka, zimno, z mocno świszczącym wiatrem jako towarzyszem. I to jeszcze z kierunków wschodnich, przez co co najmniej połowa dzisiejszej jazdy to miasto, ze Starołęcką jako gwiazdą programu. Po piątym kilometrze się poddałem, stwierdziłem, że olewam średnią i skupię się na utrzymaniu w pionie. Jedno i drugie się udało. Wróciłem co prawda z trasy przez Krzesiny, Jaryszki, zakręt nad S11 i po swoich śladach w całości, ale usyfiony i z wynikiem, który byłby powodem do ironicznych uśmiechów w każdym zakładzie geriatrycznym :)




  • DST 52.70km
  • Czas 01:57
  • VAVG 27.03km/h
  • VMAX 46.00km/h
  • Temperatura 7.0°C
  • Podjazdy 91m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Cudacznie

Wtorek, 11 października 2016 · dodano: 11.10.2016 | Komentarze 12

Zapobiegliwie dzień po urodzinach zaplanowałem sobie jako wolny, co okazało się decyzją zdecydowanie słuszną. Bo pokręciłem, choć gdy rano za oknem zobaczyłem siąpiący deszcz to w afekcie wróciłem do łózka i spałem prawie do dziesiątej. A co, stać mnie :)

Jak już wstałem to po śniadaniu i kawie ogarnąłem mieszkanie, co chwilę zerkając z pewną taką nieśmiałością na kałuże, wciąż niezmiennie niepokojone kroplami z nieba. Aż do południa, gdy na chwilę chmury się przerzedziły, co było jak zaproszenie na gratisowe piwo. Czyli nie można nie skorzystać :) Ubrałem się więc ciepło, ogarnąłem crossa i tyle mnie widzieli. Przynajmniej na Dębcu. Postanowiłem w związku z wybranym rowerem dziś trochę potestować, skrzętnie wybierając omijane na co dzień ścieżki. I tak - zaliczyłem kawałek Wartostrady od Piotrowa do Chwaliszewa. Już wiem, że za głupotę się płaci. Odcinek jest niedokończony, więc w pewnym momencie dostałem w pakiecie zestaw: bruk plus błocko. Następnie zachciało mi się ominąć ruchliwą Warszawską, wybierając pseudościeżki bliżej Malty. Moje zęby do teraz mają na mnie focha. Przestałem więc już się dalej bawić i od Antoninka kręciłem normalnie, choć uwalonej średniej już nie miałem szans nadrobić. I w sumie dobrze, bo jechałem sobie na luzie, jak to crossem.

Dokręciłem do Paczkowa, standardowo skręciłem na Siekierki, Gowarzewo i Tulce, a potem Żerniki, Krzesiny i Starołęcką, gdzie jak zwykle spędziłem sporo upojnych chwil na interwałach spod znaku Wańki-Wstańki. Mimo wszystko cudem udało się zaliczyć w tym paskudnym październiku kolejne pięć dyszek, mimo deszczu, który oczywiście w końcu dopadł mnie na trasie, a także mocnych powiewów. Brawo ja.




  • DST 31.65km
  • Czas 01:10
  • VAVG 27.13km/h
  • VMAX 45.50km/h
  • Temperatura 7.0°C
  • Podjazdy 46m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

UroGlut

Poniedziałek, 10 października 2016 · dodano: 10.10.2016 | Komentarze 3

Weekend w uwielbianym Krakowie uznaję za tak samo definitywnie genialny, jak i zakończony. Jechaliśmy specjalnie na koncert związany z premierą nowego, długo wyczekiwanego albumu naszych dobrych znajomych, przy okazji po raz pierwszy nawiedzając tamtejsze dość świeże centrum kongresowe z kosmiczną akustyką. Sam występ był jak zwykle zacny, a że po nim wylądowaliśmy na bankiecie to... plany wyjazdu wczesnym porankiem trzeba było odłożyć na później :) Dużo później :) Niestety w międzyczasie dotarła do nas informacja o śmierci Wajdy, co w krakowskim środowisku artystycznym nie mogło przejść obojętnie.

Bankiet zahaczył o godzinę zero, czyli moje urodziny, dzięki którym miałem dziś taryfę ulgową i obiecane, że jeśli po powrocie do Poznania nie będzie padać to mogę pocelebrować trochę na rowerze. Pociąg przyjechał o dziwo punktualnie, ale przepchanie się przez zakorkowaną Wildę trwało i trwało. Finalnie kompromisowo zdecydowałem na się na gluta, choć biorąc pod uwagę, że wystartowałem prawie o 17:30 miałem pewne obawy czy znajdę drogę powrotną. Tym bardziej, że widząc jeszcze mokre drogi po wcześniejszych opadach wybrałem do jazdy znów crossa, czyli powolny, stoicki czołg.

Zrobiłem spokojnie, obserwując zachodzące słońce, a w sumie jego brak za chmurami, mini kółeczko z Dębca przez Plewiska, Skórzewo, wiadukt nad S11, serwisówkę przy niej, znów Plewiska i do domu. Luźno, bez ciśnienia na prędkość, byle dojechać. Pod koniec nie widziałem żadnych przeszkód przed dalszą jazdą, bo w ogóle mało co widziałem :)

Kolejny krzyżyk w kalendarzu uznaję za zaliczony. Na rowerze, bo jak inaczej? :) ps. a tytuł wpisu niech nie sugeruje jakichś problemów z prostatą :)




  • DST 53.40km
  • Czas 01:56
  • VAVG 27.62km/h
  • VMAX 45.50km/h
  • Temperatura 7.0°C
  • Podjazdy 61m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pociągowe reminiscencje

Sobota, 8 października 2016 · dodano: 08.10.2016 | Komentarze 12

Szans na to, że rano nie będzie padać było 50/50. Szans na to, że zmotywuję się do wstania wcześnie przed wyjazdem na przedłużony lekko, nierowerowy weekend było procentowo 0,000… no w każdym razie niewiele :) A jednak się udało. Szósta rano – budzik w ruch, a ja nawet go nie rozwaliłem, może dlatego że lubię swój telefon. Za oknem ciemno (gdzie te czasy, gdy świtało jakieś dwie godziny wcześniej, ja się pytam gdzie?), a asfalty mokre, ale chwilowo bez opadu. Po szybkim ogarnięciu się wystartowałem czterdzieści minut później, wybierając za środek podróży crossa, który po sporej przerwie doczekał się swojego wielkiego momentu.

Czasu miałem mało i rozpatrywałem wykonanie zaledwie gluta, ale mimo niewielkiej mżawki kręciło mi się wolno, choć przyzwoicie, więc udało się zaliczyć pełen zestaw na trasie Dębiec – Luboń – Wiry – Komorniki – Szreniawa – Chomęcice – Konarzewo – Trzcielin – Dopiewo – Palędzie – Dąbrówka – Plewiska – Poznań. Jako że się spieszyłem to trafiłem na promocję – trzy na cztery możliwe przejazdy kolejowe były zamknięte. Mimo wszystko się wyrobiłem i o czasie wróciłem do domu, by wyruszyć na pociąg…

...który już na starcie był opóźniony prawie czterdzieści minut. Do tego doszła zmiana lokomotywy w Poznaniu, nieplanowany postój w Luboniu… Pełen zestaw atrakcji, do których InterCity przyzwyczaiło swoich klientów. Aktualnie dokonuję wpisu w przedziale (na szczęście sześcioosobowym), w którym prócz Żony towarzyszy mi parka Hiszpanów, którzy zasnęli sekundę po tym jak usiedli, jeden chrapiący rodak oraz pani 60+, która sapie z powodu spóźnienia głośniej niż parowóz, który jeszcze niedawno regularnie jeździł po Wielkopolsce.

- No ale powiedzcie państwo, jak tak można się spóźnić! Już powinniśmy być w połowie drogi!

Dwie minuty później:

- Noooo, wolniej się nie da? Całą drogę będzie się tak wlókł?

Minutę później:

- Skandal, naprawdę. Ja wiem, że remontują, ale po co znów zwalnia?

I tak cały czas, ale chwilowo jest cisza – musiałem zabawić się w adwokata diabła i wytłumaczyć, że w sytuacji gdy remontowana jest trasa Poznań – Czempiń po prostu szybciej się nie da. Sapanie zamieniło się w dogłębną analizę.

I jeszcze komunikat z głośników:

- Szanowni podróżni, przypominamy, że w całym składzie pociągu obowiązuje całkowity zakaz palenia wyrobów tytoniowych oraz e-papierosów.

- Ha, czyli marihuanę można! - okrzyk z przedziału obok.

Jeśli pogoda pozwoli (czyli pewnie nie pozwoli) na rower wrócę we wtorek. Miłego weekendu!