Info
Suma podjazdów to 784877 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Maj10 - 14
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 51.30km
- Czas 01:51
- VAVG 27.73km/h
- VMAX 44.00km/h
- Temperatura 18.0°C
- Podjazdy 109m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
BUUUUMM!
Poniedziałek, 13 czerwca 2016 · dodano: 13.06.2016 | Komentarze 20
Znów człowiek ma w robocie nawał
obowiązków i za cholerę nie ma czasu zająć się czymś
pożytecznym. Czyli Bikestatsem :) W związku z tym znów wpis krótki
niczym ubiór grzybiarki na Trasie Katowickiej.
Wybrałem się dziś crossem. W sumie
to cud, że w ogóle wyruszyłem, bo od dziewiątej padało, na tyle
jednak lekko, że zdecydowałem się na kursik z opcją powrotu
gdybym musiał zakładać czepek. O dziwo jednak na trasie się
rozpogodziło i plułem sobie w brodę (bez zarostu, bom nie
hipster), że nie wybrałem szosy. Na końcu jednak znów zaczęło
kropić z nieba, co trochę poprawiło mi samopoczucie. Ot, paradoks
:)
Zrobiłem dawno nie wykonywane w tym
formacie kółeczko przez Starołęcką (crossem mniej boli),
Głuszynę, Koninko, Gądki, Dachową, Krzyżowniki, Tulce, Jaryszki,
Krzesiny i znów Starołękę, którą jednak przeciąłem przez
Lasek Dębiński (w końcu trzeba korzystać z okazji niekręcenia
szosą).
Aaaaaaa, bym zapomniał
najważniejszego! Rano gdy pompowałem przednie koło nagle nastąpiło
wielkie i głośne BUUUUMM! Przesadziłem z barami. Zdarzyło mi się
to po raz pierwszy w życiu, więc niniejszym uznaję to za dobry pretekst do
mało rozbudowanego tytułu tego wpisu. Zamach przeżyłem, wymiana
dętki poszła sprawnie.
- DST 53.10km
- Czas 01:42
- VAVG 31.24km/h
- VMAX 52.20km/h
- Temperatura 20.0°C
- Podjazdy 216m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Lekko, bo ciężko :)
Niedziela, 12 czerwca 2016 · dodano: 12.06.2016 | Komentarze 8
Wczoraj wieczorem
spotkaliśmy się u nas z parą dobrych znajomych, którzy niestety
niedługo wyprowadzają się z Poznania. Z założenia jak to zwykle
w teorii miało być „symboliczne jedno piwko”, co oczywiście
nie mogło się udać :) Przy okazji mieliśmy obejrzeć mecz Anglia
– Rosja, ale jak się okazało nie doceniłem pazerności Solorza i
jego Polshitu. Sądziłem, że jeśli mam w kablówce co najmniej cztery
kanały sportowe tej stacji, za które płacę całkiem niemało to
będę miał szansę na zaliczenie czegoś więcej niż wszystkich trzech meczów Polaków (łącznie z tym o honor) oraz finału. Ale nie,
musiałbym nabyć jeszcze trzy kolejne. Podziękuję, pan Solorz
niech się udławi, transmisje w necie są może marnej jakości, ale
przynajmniej moralnie czuję się dobrze :)
Rano… No
niekoniecznie powinienem ruszać :) Zrobiłem to zaraz po śniadaniu.
Czyli o trzynastej.
O dziwo jechało mi
się rewelacyjnie, głównie dzięki pogodzie – temperatura nie
przekraczała dwudziestu stopni, a wiatr chyba przestraszył się
kolejnych przezwisk, bo wyluzował i dał żyć. Rzadko piszę takie
słowa, więc proszę je gdzieś odnotować ku potomnych :) Zrobiłem
trasę w tę i z powrotem, z Dębca przez Luboń, Puszczykowo,
Mosinę, Rogalinek, Rogalin, Świątniki, za którymi, na wysokości bigosu i flaków jak zwykle nastąpił nawrót.
Jak na niedzielę
zdziwił mnie spory ruch. I to nie rowerowy, choć ten standardowo w
weekend eksplodował niczym przeciętny członek ISIS, ale
samochodowy. W Rogalinie auto na aucie, a tam, gdzie zazwyczaj cieszę
się pustymi drogami dziś pojawiały się korki. Tyle w temacie mody
na sportowe spędzanie wolnego czasu :)
Średnia wyszła
całkiem ok jak na jazdę solo. Pewnie niejeden aktywny alkoholik
wciągnąłby z tego swoje jedynie słuszne wnioski, ale nie idźmy
tą drogą :)
Od jutra zapowiadane są deszcze :/
- DST 55.55km
- Czas 01:53
- VAVG 29.50km/h
- VMAX 53.20km/h
- Temperatura 20.0°C
- Podjazdy 234m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Urwiszon
Sobota, 11 czerwca 2016 · dodano: 11.06.2016 | Komentarze 9
Wiatrzysko nie odpuszcza. Co prawda dziś lekko, ale to baaaardzo lekko osłabło, jednak duło na wolnej przestrzeni tak, że mi prawie cyferki z licznika powyrywało :) Jako że miałem sporo czasu na myślenie to udało mi się wymyślić dla gnoja nazwę - właśnie tytułowe Urwiszcze. Czemu - mam nadzieję nie muszę rozwijać. Od dziś dodaję to do mojego słownika, a jak się wkurzy to już jego sprawa. Bardziej wredny nie może być :)
Zrobiłem ponowny test trasy z przedwczoraj - czyli najpierw 10 kilosów przez miasto, potem nową DDR-ką wzdłuż Koszalińskiej do poznańskiej części Kiekrza, następnie Starzyny, Rokietnica, Napachanie, Kobylniki, koło wiatraka w Rogierówku (zostaję fanem tej hopki), znów Kiekrz, potem Słupska i pewna korekta, bo końcówka przez Przeźmierowo oraz Plewiska (upojne czekanie na przejeździe, choć dziś lajtowo, jedynie dwa pociągi tu i jeden na Dębcu). Jest ok, choć fajnie by było gdybym choć przez sekundę miał podmuch w plecy. Ale prosić się nie zamierzam, więc skończyło się jak się skończyło :)
- DST 51.50km
- Czas 01:45
- VAVG 29.43km/h
- VMAX 54.30km/h
- Temperatura 25.0°C
- Podjazdy 198m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Cuda, zawianki...
Piątek, 10 czerwca 2016 · dodano: 10.06.2016 | Komentarze 2
Gdybym wiedział, że dziś będzie tak
wiało to...
...też bym ruszył :) Nie oszukujmy
się :)
Jednak co by nie mówić, w jedną
stronę czulem jakbym siłował się ze słoniem. Albo próbował
wytłumaczyć pewnemu mało zabawnemu kurduplowi, że kraj z literką
„p” na początku nazwy to nie piaskownica z za ciężkimi
zabawkami. Czyli było hardkorowo, a zdarzały się na płaskim momenty
oszałamiających prędkości w granicach 22-24 km/h. Tak było przez
około 25 kilometrów, od Poznania przez Luboń, Wiry, Szreniawę,
Konarzewo do Trzcielina.
Potem... było tak samo. No dobra,
minimalnie lepiej, bo kilka sekund wiało mi w plecy. Z
kilkunastominutowymi przerwami :) Wróciłem przez Dopiewo, Gołuski i
Plewiska do Poznania bez przygód, choć fragmentami przy bocznym
rzucie wiatru samo utrzymanie się w siodełku dawało wiele emocji.
Wczoraj narzekałem na rowerzystów, a
dziś za to kamyczek do koszyczka pt. „bezmózg” wrzucali mi
hurtowo piesi. Jeszcze zanim wyjechałem z osiedla mogłem mieć
opaćkane flakami przebiegających na ślepo emerytów oponki i
kierownicę, a w Luboniu gdybym się uparł i nie używał hamulców
to mógłbym założyć strój kąpielowy i pływać we krwi,
prawdopodobnie dostając jeszcze odszkodowanie. No ale niestety –
ostatnio wymieniłem klocki i z dodatkowej gotówki nici :)
- DST 53.00km
- Czas 01:46
- VAVG 30.00km/h
- VMAX 52.20km/h
- Temperatura 16.0°C
- Podjazdy 209m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Dziewicze wiatry
Czwartek, 9 czerwca 2016 · dodano: 09.06.2016 | Komentarze 19
Pięknie i jesiennie się dziś zrobiło. 16 stopni, pochmurne niebo, a nawet dopadła mnie lekka mżawka. Cudo. Ino jeździć :)
Jedynym minusem był północny wiatr, który zmusił mnie do pokonania całego miasta, żeby znaleźć się na wolności. Zazwyczaj na tym etapie gehenny irytują mnie korki i samochody, ale dziś było trochę inaczej. Korki mnie irytowały jak zwykle, ale tym razem prym wiedli rowerzyści. Najpierw na Dębcu jakiś mistrz pedalarstwa jadąc z naprzeciwka, a potem przez chwilę przede mną, nie raczył jakąkolwiek kończyną informować o zamiarach skrętów, a później, na dzielonej drodze pieszo-rowerowej kolejny następca Szurkowskiego najwyraźniej nie był w stanie ogarnąć piktogramów i uporczywie kręcił po części dla drepcących. Było to o tyle dziwne, ze jest na niej kostka, a obok asfalt. Ale co kto lubi, masochistów nie brakuje.
W końcu znalazłem się na Koszalińskiej. TEJ Koszalińskiej. Gdzie od jakiegoś czasu powstaje z hukiem kolejna DDR-ka. Na razie jest niedokończona, raz widnieją zakazy, raz nie, ale postanowiłem zrobić wielki test. Ogólnie o dziwo jestem na tak. Szeroko, asfaltowo, póki nie ma ludzi, więc jest bezpiecznie :) Co prawda wciąż nie znam rozwiązania zagadki - czy będę musiał nią jechać jeśli będę kręcił z drugiej strony, co wiązałoby się z ryzykownym manewrem przekraczania ulicy, czy nie, ale w sumie... jakie to ma znaczenie? Nawet gdybym nie musiał to i tak dam sobie odciąć to i owo za to, że dość często będzie tam słyszalny ulubiony dźwięk puszkogrubasów, czyli klakson. Za to narosły kontrowersje wokół barierkozy, jak dla mnie zupełnie nieuzasadnione - słupki nie są na środku, a wyraźnie oddzielają drogę od ścieżki, co daje mi spokój psychiczny, że potencjalny samochodowy morderca zatrzyma się na jednym z takich pachołków, a nie na moich szanownych czterech literach. Podsumowując ogół: nawet wygląda to cywilizowanie.
Co ciekawe otrzymałem dziś dowód na to, że nowe inwestycje wpływają na aktywność zawodową, bo ze zdziwieniem zauważyłem na wysokości Strzeszynka po raz pierwszy w tej okolicy grzybiarkę. Do tej pory ta działalność nie była tu widywana, a tu proszę, od razu boom :)
Dokręciłem do Kiekrza, potem przez Starzyny dotarłem do Rokietnicy, gdzie skręciłem krótszą trasą na Napachanie, a w Kobylnikach postanowiłem dokonać Wielkiego Eksperymentu, czyli załatać lukę w znajomości terenu i zaliczyć w końcu ulicę Podjazdową w Rogierówku. Wstyd się przyznać, ale dopiero teraz. Taka ładna nazwa - to po pierwsze. A po drugie - wiatrak holender mający już ponad 110 lat (i co dalej?), którego brakowało mi do kolekcji, ale jakoś nie miałem śmiałości :) Dziś oficjalnie nadrobiłem, a dziewiczy rejs bardzo mi się podobał, bo hopki tam są zgrabne i powabne. A wiatrak? No cóż... po prostu jest. Jeszcze... Nie miałem czasu włazić za daleko, więc zdjęcie jest tylko pro forma.
Poznałem za to nowego zioma. Trochę sztywny i małomówny, ale nie robił problemu z propozycji wspólnej foty z rowerem, więc skorzystałem :)
Końcówka to powrót przez Rokietnicę oraz ulicę Słupską do DK-92 i znów miastem (Bułgarska + Górczyn) na Dębiec. Mimo ponad dwudziestu kilosów po Poznaniu starałem się wywalczyć te trzy dychy średniej, co o dziwo wyszło, choć na styk.
- DST 53.40km
- Czas 01:43
- VAVG 31.11km/h
- VMAX 53.70km/h
- Temperatura 27.0°C
- Podjazdy 117m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Strażak (i ja) sam :)
Środa, 8 czerwca 2016 · dodano: 08.06.2016 | Komentarze 13
Noooo... w końcu wiatr zmienił kierunek ze wschodniego na normalny. Z mojej perspektywy, która za swój główny punkt wyjścia uznaje omijanie miasta, głównie ulicy Starołęckiej, może jeszcze Starołęckiej i chyba jeszcze Starołęckiej, jest nim zachodni, a najlepiej jeszcze z południowym zboczeniem. I taki właśnie dziś był. Ryjek miałem więc uchachany już na samym starcie.
Zapewne mniej radosny był rowerzysta, który w Luboniu akurat dostawał mandat za coś. Za co - nie wiem. Z założenia mi go żal, bo nie wyglądał na jakiegoś amatora, ale obawiam się, że chodziło o jazdę po chodniku (choć pewny nie jestem, więc nie chcę siać defetyzmu). Jeśli tak - moje współczucie pikuje do zera, bo tępię takie zachowanie z całej siły, tym bardziej, że asfalt tam nie był jakiś koszmarny.
Wykręciłem dziś swój ulubiony "kondomik" przez właśnie Luboń, Wiry, Puszczykowo, Mosinę, Dymaczewo, Stęszew, Komorniki do Poznania. W Łodzi, gdzie na chwilę zwolniłem, żeby ogarnąć resetujące się i wieszające Endomondo nagle zobaczyłem kątem oka za sobą ceń z barankiem. Oho, pomyślałem, tyle sobie pojeździłem w "tlenie". Dałem ręką znać, że go widzę i przyspieszyłem, bo od kolarza na plecach jak wiadomo bardziej motywuje do tego jedynie sapanie TIR-a za sobą na wąskiej drodze :) Mimo bocznego wiatru szło całkiem sprawnie, a ja czekałem czy kolega poczuje się do zmiany. Poczuł się, a nawet zagadał. Jak się okazało gonił mnie od Mosiny, jest strażakiem, który wraca zupełnie naokoło z poznańskiego Grunwaldu do Buku, bo miał spokojny, 24-godzinny dyżur w straży pożarnej i korzysta. Gadało się fajnie, przy okazji wyszło, że niedługo jedzie w większej kupie w "moje" strony (Karpacz i okolice), więc dałem kilka rad gdzie warto pojeździć, wyraziłem też szacun dla jego roboty, bo to jedna z dwóch służb mundurowych, do której czuję sympatię oraz podziw. Tą drugą jest służba przy prowadzeniu wąskotorowej Maltanki w Poznaniu dla emerytowanych kolejarzy ;) Całą resztę mam... no tam gdzie mam ;)
Pożegnaliśmy się w Stęszewie, ja starałem się jeszcze dokręcić wynik do jakiegoś przyzwoitego i tym samym w końcu w tym roku mogę być umiarkowanie zadowolony ze średniej.
- DST 52.53km
- Czas 01:45
- VAVG 30.02km/h
- VMAX 54.80km/h
- Temperatura 22.0°C
- Podjazdy 188m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Kochana nuda :)
Wtorek, 7 czerwca 2016 · dodano: 07.06.2016 | Komentarze 3
Po wczorajszych atrakcjach dziś moim osobistym hasłem dnia było: żadnych przygód. Sumiennie sobie postanowiłem, że choćby jakaś dróżka mnie kusiła niczym Szatan Jezusa na pustyni albo kolejna ciepła posadka do przejęcia na własność przez miłościwie panującą nam partię - nie ulegnę. I dałem radę! Choć nie powiem, były chwile zwątpienia, ale sam się skarciłem i wytrzymałem :)
Pokręciłem standard - przez Starołęcką, Czapury, Rogalinek, Rogalin, Świątniki do wysokości przybytku o ambitnej nazwie "Flaki, grochówka, bigos", tam zakręciłem kawałek przed grzybiarkami i dotarłem do Poznania ponownie przez Rogalin, a potem Mosinę, Puszczykowo i Luboń, w którym nawet w celu uniknięcia potencjalnego ponownego przelewu na konto Urzędu Skarbowego zaliczyłem DDR-kę spod znaku "fale Dunaju".
Jako że wiatr w pierwszej połowie jazdy wiał mi w pysk to oczywiste dla mnie było, iż podczas powrotu będzie również wiał w pysk. Nie zawiodłem, się. Oj, jakbym kiedyś chciał :) Mimo to udało się te marne trzy dychy wywalczyć.
- DST 52.40km
- Czas 01:49
- VAVG 28.84km/h
- VMAX 50.20km/h
- Temperatura 20.0°C
- Podjazdy 83m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Recydywa i ja...
Poniedziałek, 6 czerwca 2016 · dodano: 06.06.2016 | Komentarze 13
...śpiewał za swoich mniej komercyjnych czasów, czyli takich, gdy siedział w pierdlu, Maciej Maleńczuk. Coś czuję, że jeszcze kilka lat jazdy na rowerze i będę mógł to nucić również ja :)
W trasę ruszyłem z nastawieniem umiarkowanie optymistycznym, choć wiatr go szybko storpedował, proponując mi zamiast jazdy pedałowanie w miejscu. Lub ewentualnie w tył, ale musiałbym zamienić miejscami lampki z kierownicy oraz spod siodła żeby było zgodnie z przepisami, a na to byłem zbyt leniwy, więc powoli starałem się pokonywać opór powietrza. Szło "tak se", ale w końcu przedarłem się na wschód, przez Starołęcką i Krzesiny, za którymi wpadłem na genialny pomysł - w walce z rutyną przetestuję nową trasę! Hurrra!
Jeśli na przyszłość ktoś będzie świadkiem, gdy podobny debilizm wpada mi do łba, proszę uderzać mnie tępym narzędziem aż mój mózg zamieni się w krwawą papkę, a jucha będzie ciekła strumieniami. Albo po prostu powie, żebym tego nie robił.
Ruszyłem bowiem w kierunku Szczepankowa, czyli części Poznania, którą wraz z Ratajami najlepiej oddaje słowo "syf". Kiłę i mogiłę dodaję gratis. Najgorsze jest jednak to, że planiści osiedli z wielkiej płyty zabrali się również za budowę dróg, rond i estakad, które człowiek niezaznajomiony w terenie powinien pokonywać z przewodnikiem, a i to za odszkodowaniem. Tak sobie jechałem i jechałem, aż trafiłem na jakieś rondo, na prawo od którego była DDR-ka, na którą o dziwo wjechałem, bo przepisy to dla mnie świętość. Noooo, załóżmy :) O czym kawałek dalej.
Ścieżka się najpierw zmieniła z asfaltowej na kostkę. Nic nowego. Chwilę później musiałem z niej zjechać, bo leżało na niej szkło. Nic nowego po raz drugi. Zrobiłem to w ostatniej chwili, cudem ratując opony przed pociachaniem, a już za momencik maksymalnie skupiony na podłożu pokonywałem dziurawy przejazd kolejowy, który wskazywał na wieloletnie użycie, a pewnie i spore spożycie przez drogowców, którzy go robili. I tu następuje klu programu.
Zrobiło się dziwnie cicho, jakoś tak pusto i mało uroczo. Ale asfalt wciąż istniał, więc pedałowałem twardo dalej, licząc, że może znów tym samym trafię do jakiejś cywilizacji, Pokonałem z kilometr, może więcej, gdy nagle zrównał się ze mną jakiś nieoznakowany pojazd, z którego wystawały cztery głowy dziwnie na mnie patrząc. Pomyślałem, że pewnie chcą mnie zapytać o drogę, więc pomachałem rękoma sugerując, że sam nie wiem dokąd zmierzam. O ja naiwny. Nie chodziło o to. A o co?
Skupiłem wzrok na wnętrzu samochodu raz jeszcze, potem raz jeszcze i pomyślałem: "ulalala..." (no dobra, może to nie było to słowo, ale tego bloga mogą czytać dzieci). Zobaczyłem bowiem pełne umundurowanie, co instynktownie spowodowało, że się zatrzymałem. Nie tylko ja, bo z wozu wyszła dwójka istot płci obojga.
- Dzień dobry, Straż Ochrony Kolei - poinformowała mnie z dość zaciętym wyrazem twarzy przedstawicielka chromosomów XX.
- Eeee, dzień dobry.
- Co pan tu robi?
- Nooo, jadę.
- A wie pan, że jest pan na terenie zamkniętym należącym do kolei, przy stacji Franowo, zignorował pan zakaz wjazdu, a do tego odbywa się tu niekontrolowany przez nikogo ruch szynowy, który z powodu braku rogatek grozi życiu? Poproszę dowód osobisty.
Zdębiałem. Cholibka, ja naprawdę przez tę cholerną ścieżkę kończącą się na słupie NIE zauważyłem zakazu. A co do terenu kolejowego to jak do cholery miałem to zauważyć, skoro dosłownie NIC na to nie wskazywało? :) Jako dowód zamieszczam zdjęcia, które wykonałem wracając:


Prawda, że nie dało się domyśleć i miałem prawo być w szoku? :)
Dialog się rozkręcał. Oprócz tego, że moje autentyczne zdziwienie co do zakazu świadczyło o niewinności, nie miałem nic więcej na swoją obronę. Obrałem więc taktykę pokornego cielaka w rzeźni, mającego nadzieję, iż jednak ten rubaszny pan w zakrwawionym fartuchu odetnie mi tylko kawałek palca, a nie poderżnie gardło. Szło niełatwo.
- Ojej, w tym momencie zawracam skoro tak.
- Oczywiście, że pan zawraca. Kwestia tylko co z panem zrobić, bo popełnił pan co najmniej jedno wykroczenie, za które można dostać mandat nawet do 500 złotych.
- Ups.
Użyłem całej swej mocy. Zagadywałem, kląłem (się), kajałem. Wyszło chyba autentycznie. Jak się okazało monitoring wyhaczył mnie od razu, dlatego tak szybko mnie dopadli. Atmosfera się trochę rozluźniła, pani SOK-istka wyluzowała i nawet zaczęła się uśmiechać. Opowiedzieli mi historię, że kilka lat temu na tym terenie pociąg skasował samochód innej ich ekipy, bo tu wszyscy poruszają się na czuja i naprawdę jest niebezpiecznie.
W końcu nadszedł Czas Wyroku.
- Nakładam na pana mandat karny w wysokości...
(tu miałem już w głowie eksmisję, widmo bezdomności i spanie w szaletach miejskich)
... 50 złotych. Jakiś musi być, bo teren jest ściśle strzeżony. Żeby było tylko tyle wpiszemy jako wykroczenie przejście przez tory w miejscu niedozwolonym, rower przemilczymy. Przyjmuje pan mandat?
O niebiesia! Co miałem robić? Przyjąłem, i to nawet z chorym poczuciem ulgi. Oczywiście, mogli nie dać w ogóle. Czytałem kiedyś o tym w bajkach. Pięć dych to niewysoki rachunek za głupotę. Pożegnaliśmy się w sumie nawet sympatycznie jak na zaistniałe warunki, ja jak niepyszny zawróciłem, z ciekawości jeszcze oglądając bramę piekła. Cokolwiek bym chciał napisać - się nie wybronię. Dałem ciała jak króliczek Playboya na zamkniętej imprezie. Tego się nie dało nie zauważyć. Jednak byłem tak zaaferowany ucieczką z DDR-ki i zachowaniem kół na torowisku, że zrobiłem rzecz niewykonalną. 

A swoją drogą - ma ktoś jakieś logiczne wytłumaczenie sensowności istnienia owej ścieżki?
A tak wygląda na mapce trasa, gdzie się zagubiłem i gdzie mnie dogonili. Faktycznie, są jakieś tory. Oj tam, oj tam :) a podobno asfalt i tak by się za chwilę skończył...
Już bez serca do jazdy wróciłem na swój szlak, pojechałem do Tulec i Gowarzewa, tam się zakręciłem i w 100% pod wiatr w obydwie strony wyrobiłem normę, z wynikiem żałosnym.
Pod domem nabyłem jeszcze pyszny chlebek z makiem. Był ostatni egzemplarz. I co się stało? Pękła mi folia, w której go wiozłem i się rozsypał na ziemię. Kupiłem jeszcze jeden, oczywiście już bez maku.
A już w pracy okazało się, że gdy chciałem zapłacić mandat online to zablokowano mi dostęp do banku i musiałem przejść niełatwą procedurę jego odzyskiwania.
Do końca dnia zostało jeszcze kilka godzin. Co się jeszcze stanie - boję się myśleć. Jakby co - dzięki, że odwiedzaliście to miejsce :)
- DST 52.40km
- Czas 01:43
- VAVG 30.52km/h
- VMAX 51.70km/h
- Temperatura 26.0°C
- Podjazdy 133m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
PeeL
Niedziela, 5 czerwca 2016 · dodano: 05.06.2016 | Komentarze 9
Dziś nie będę marudził ani się rozpisywał, bom zmęczony nieziemsko po upojnym dzionku w pracy, gdyż zrobiłem więcej niż w niejeden dzień roboczy. I proszę nie traktować to jako zachętę oraz jedyną opcję, żeby zmniejszyć mój poziom defetyzmu i wysyłać mi tłumów w okresie, kiedy chcę odpocząć w robocie, skoro już muszę w niej siedzieć ;)
Skrobnę więc krótko - zrobiłem kolejny klasyk, czyli "Polskę" od strony Poznania przez Swarzędz, Paczkowo, Siekierki, Gowarzewo, Tulce, Krzesiny i Starołękę (dziś pustą, ale w zamian poczekałem sobie na przejeździe kolejowym). O dziwo mimo łącznie prawie dwudziestu kilosów jazdy po mieście udało mi się wyrobić jako-tako-przyzwoitą średnią.
Koniec wpisu. Żeby nie był za krótki to tym razem załączam mapkę. Również dlatego, że zbliża się Euro i teraz modne jest epatować flagą i pokrewnymi. No i standardowo - żeby zabezpieczyć się na wypadek nagłego zainteresowania się moim blogaskiem urzędasów od pana ministra Ziobro-Ziobro-Siedem :)
- DST 53.30km
- Czas 01:44
- VAVG 30.75km/h
- VMAX 53.20km/h
- Temperatura 27.0°C
- Podjazdy 211m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Farfoclem
Sobota, 4 czerwca 2016 · dodano: 04.06.2016 | Komentarze 9
Tygodniowy maraton w robocie rozpoczęty, jego jedynym plusem jest to, że mam motywację do wstawania wcześniej, co przekłada się na to, że omija mnie największy upał. I trafiam na ten troszkę mniejszy, który według licznika oscylował między 26 stopniami w cieniu a 32 w słońcu. Średnio więc gotowałem się dziś w 29-ce, choć pokornie podaję w podsumowaniu troszkę skromniejszą wartość.
Mimo to jechało się miło i sympatycznie, a i zdeka szybciej niż ostatnio. Sądzę, że wynikało o z tego, że w końcu umyłem lekko rower, co dało mniejszy opór o na oko 12,76%, a do tego pozwoliło mi sobie przypomnieć jakiej barwy mam szosę. Nijakiej :) Wykręciłem dziś jeden ze swoich autorskich klasyków, czyli farfocla przez Starołękę, Czapury, Wiórek, Rogalinek, Rogalin do Radzewic, tam nawrót i powrót przez Mosinę, Puszczykowo oraz Luboń, w którym jak zwykle zmiażdżyłem sobie średnią w korkach pomiędzy esencją "lubońskości", czyli outletem, marketem i z Maka kotletem :) Natomiast - jako że wczoraj zostało ustalone, iż DDR-ki na Starołęckiej nie da się objechać jakimkolwiek cywilizowanym szlakiem - zrezygnowany zaliczyłem kursik wzdłuż niej. Czemu wzdłuż? Bo masy kolarzy nie mogą się mylić i widząc ich nadciągających z naprzeciwka mogłem być pewien, że nie zaczaił się tam żaden radiowóz. Taki ze mnie mistrz dedukcji :) Niniejszym mogę więc ogłosić, że żadna z moich opon nie została narażona na szwank poprzez jazdę tą ścieżką, natomiast ja opracowuję jeszcze jedną wersję alternatywną na przyszłość, czyli: Poznań Dębiec - Warszawa - Moskwa - Seul - Los Angeles - Paryż - zaskakujący skręt na Pragę - Poznań Dębiec. Szczegóły mogą ulec delikatnej korekcie, ale z grubsza zarys akcji "Starołęcką jednak DA się ominąć" powstał :)
Minąłem dziś naprawdę sporo rowerzystów, praktycznie w całości ładnie pozdrawiających, za to - jak ze zdziwieniem spojrzałem - żaden z nich nie używał Stravy. Może jedno z drugim ma jakiś związek?
Na BS ciężko być ostatnio oryginalnym w temacie bocianów. Jeden nie robi już wrażenia, czarny zrobił umiarkowane, niniejszym więc spróbuję zabłysnąć parką upolowaną w Świątnikach. Większej ilości już cholera nie załatwię :)






