Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 250022.03 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.44 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 812678 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 55.10km
  • Czas 02:01
  • VAVG 27.32km/h
  • VMAX 50.50km/h
  • Temperatura 10.0°C
  • Podjazdy 234m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Crossorekcja

Środa, 3 maja 2017 · dodano: 03.05.2017 | Komentarze 11

Ta moja majówka wygląda jak szwajcarski ser. Pierwszego maja wolne, drugiego w pracy, dziś znów wolne. Dobrze przynajmniej, że nie odwrotnie :) Jednak możliwość wyspania się wciąga niczym chodzenie po bagnach, więc już się uzależniłem.

Chwilę przedtem, zanim ruszyłem zawiesił mi się telefon i nawet moje umiejętności dogadywania się z tego typu sprzętami nie pomogły. Na szczęście akurat komórek u mnie dostatek, więc odkurzyłem jakiś szrot, który o dziwo całkiem sprawnie się sprawdził na trasie, rejestrując ją nawet lepiej niż to, co używam na co dzień. Ciekawostka. Tak samo jak rower, który wybrałem dziś do jazdy - mimo, że nie padało to padło na crossa. Czemu? Bo w szosie wczoraj pękła mi szprycha, a moja rowerowa ciężarówka jest w zadziwiająco dobrym, odrestaurowanym stanie. Ma hamulce i nawet przerzutki działają, co w jej przypadku nie zdarzyło się od niepamiętnych czasów :) Więc decyzja była logiczne nielogiczna, bo z kolei na jeden dzień przestało mocno wiać, ale nie żałuję.

Moją metą były dziś okolice Puszczy Wierzonka - dotarłem do niej przez świątecznie rozkorkowany Poznań, następnie Koziegłowy, Kicin, Mielno, Wierzonkę, dokręciłem do Karłowic i tam zawróciłem, lekko jedynie modyfikując drogę powrotną o Wartostradę. Jechało się naprawdę sympatycznie, mimo pochmurnej aury, było zielono, pagórkowato i zadziwiająco spokojnie.

W Koziegłowach znalazłem taki oto transparent:

No nie dla Lecha. Ale przekaz dnia (zresztą wczorajszego) dotarł pewne w międzyczasie, bo gdy wracałem autorzy-eksperci od wróżenia z fusów zlikwidowali to prześcieradło. Albo ja nie przyuważyłem, może wciąż kuło w oczy po pewnym blamażu :) Ostatnim zdjęciem, które dziś wykonałem było "nic nowego" ze Śródki, bo ile razy widzę ów mural to nie mogę się nie zatrzymać.

Reszta to screeny z kamerki, którą dziś zabrałem dla funu. Dzięki temu mam udokumentowaną "nową" Gdyńską, więc może kiedyś w przypływie wolnego czasu obrobię nagranie i zmontuję. Bo mimo, że jest całkiem dobrze, abstrakcji nie brakuje - ostre skręty i zakazy jazdy rowerem przy przedłużeniu.... DDR-ki. Polska ;)


Mam też dowód na to, że stereotypy na temat tego, że stereotypy na temat kierowców BMW to stereotypy, nie są tylko stereotypami. Czy jakoś tak :) On naprawdę wykonał widoczny tu manewr...

Już przed samym domem pokręciłem się jeszcze chwilę po Lasku Dębińskim, co w związku z dzisiejszą datą nie było najlepszą decyzją. A już na pewno nie komfortową :)


Ale w sumie - dobrze się dziś bawiłem. Jechałem na luzie, bez spiny i ciesząc się z odzyskania prawie całkowicie sprawnego crossa. Pewnie i tak niedługo go usyfię :) A w ogóle to jutro ma cały dzień padać, więc szykuje się przerwa. Aha, telefon ożywiłem hardresetem, który w końcu raczył zadziałać.




  • DST 51.35km
  • Czas 01:52
  • VAVG 27.51km/h
  • VMAX 55.10km/h
  • Temperatura 10.0°C
  • Podjazdy 167m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Podróż w mniej znane

Wtorek, 2 maja 2017 · dodano: 02.05.2017 | Komentarze 3

Niestety trzeba się było dziś pojawić w robocie, nie ma, że boli... Żeby spełnić ów przykry obowiązek musiałem wcześnie wstać, co już samo w sobie jest cierpieniem niewyobrażalnym podczas długiego weekendu. Długi to może on jest, ale wolny - niekoniecznie :/

Ruszyłem wiedząc co mnie czeka - to, co wczoraj. Dwie godziny upojnego gnojenia przez wiatr. A że jeszcze jego kierunek wymusił na mnie jazdę przez miasto to... nawet nie starałem się cisnąć. Spokojnie ruszyłem w kierunku AWF-u, potem Mostem Rocha przedostałem się na drugą stronę Warty. W tym momencie wymyśliłem sobie, że z nudów pokombinuję z trasą, wybierając drogę w górę Malty, mijając zawsze cieszący oczy budynek browaru Lecha oraz wschodni klin zieleni, by znaleźć się na ulicy Kobylepole i wyjątkowo przejechać ją w całości. W tym momencie pojawiłem się w tytułowym "mniej znanym", czyli na zadupiu zwanym Szczepankowo. Ostatni raz byłem tam jakieś siedem lat temu i zapamiętałem, że jazda po tamtejszej ulicy o nazwie Borówkowa, nawet rowerem mtb, była hardkorem z powodu dziur. Ale przecież minęło tyle czasu, na pewno leży tam już nowy, piękny asfalt, prawda?

No nieprawda.

Nie wiem jak to możliwe, ale było gorzej niż wtedy. Tego nawet nie powinno nazywać się drogą, chyba że na księżycu. Kratery w nawierzchni to mało powiedziane. Efekt? Poszła mi znów szprycha w tylnym kole. Co ciekawe, nie ta wymieniana na trasie w Plewiskach, ale z drugiej strony piasty. W związku z tym serwuję dziś gratisową poradę techniczną - jeśli komuś wpadnie kiedyś na myśl, sugerując się ceną i dostępnością, żeby zakupić tylne koło marki Swift Arriv, niech lepiej złoży sobie nowe z tektury. Myślałem, że gówniane były te moje montowane w krossowym standardzie Alexrimsy, ale na nich przejechałem ponad 40 tysięcy kilosów. W przypadku tego shitu pierwszy drut poleciał już po jakichś ośmiu tysiącach. Ech... No ale trzeba było jechać dalej, bo nawet gdyby dziś działał jakiś serwis to i tak żadnego tu nie było. Szczęście w nieszczęściu, że z dużą ilością szprych można kręcić a kręcić, nawet przy takim defekcie.

Wydostałem się do głównej ulicy, dotarłem do Tulec, tam zrobiłem kółeczko przez Gowarzewo oraz Komorniki (też dawno tam nie byłem) i przez znowu Tulce, Żerniki, Krzesiny oraz Starołęcką wróciłem do domu. Swojego dzisiejszego wyniku komentować nie będę. Bo nie ;)

Podsumowanie kwietnia - 1525 kilometrów, średnia 28,1 km/h, wykonana na szosie oraz crossem. Był to kolejny miesiąc z dystansem przyzwoitym, ale za to z warunkami do jazdy dalekimi od wymarzonych. Było zimno, wiało, gnoiło. I w sumie sam sobie zadaję pytanie - po co mi to kręcenie? Sam nie wiem, po prostu musi być :)




  • DST 53.30km
  • Czas 01:53
  • VAVG 28.30km/h
  • VMAX 51.40km/h
  • Temperatura 12.0°C
  • Podjazdy 195m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Bez zwłok(i)

Poniedziałek, 1 maja 2017 · dodano: 01.05.2017 | Komentarze 12

W sumie to zwłoka była, ta związana ze wstawaniem. Wyspałem się dziś za wszystkie czasy (nooo, przynajmniej za ostatnie dwa-trzy dni), a zanim zdecydowałem się wyruszyć wyjątkowo zjadłem śniadanie i wypiłem nie tylko kawę, ale i herbatę. A co, stać mnie :) W związku z tym, że z przyszłościowych względów taktycznych zgodziłem się być w robocie drugiego maja i żaden weekendowy wjazd nie był realny, to plany na dziś były proste - żadnych planów. Prócz obowiązkowych pięciu dych na rowerze.

Zanim ruszyłem to spojrzałem na te kilka drzew za oknem, które póki co obroniły się przed Szyszkomanią. Mina mi zrzedła, bo miałem wrażenie, iż ich czubki intensywnie chcą przywitać się z korzeniami, tak wiało. Nic nowego od jakiegoś pół roku, ale to co miotało mną dziś (i jak widziałem wszystkimi bez wyjątku mijanym rowerzystami) to już była gruba przesada - kilka razy zostałem nawet przesunięty przy bocznych powiewach, co niekoniecznie wpłynęło pozytywnie na komfort jazdy :) No nic, wmordewind mieszany z bocznowindem przez prawie 100% drogi powoli staje się normą.

Za cel wybrałem sobie pewną miejscowość, o której już pisałem kilkukrotnie, wklejałem też zdjęcia. Chodzi o malutkie Radzewice (wieś, w której odkryłem bardzo fajną agroturystykę - polecam), do tej pory zupełnie nieznane i ciche. Ale kilka dni temu zdarzył tam się incydent, który był omawiany w ogólnopolskich mediach, a jak na moje jego bohater zasługuje na Nagrodę Darwina, przyznawaną (wręczyć osobiście niestety jej się nie da) osobnikom, którzy wybrali najgłupszy sposób odejścia z tego łez padołu. Ów inteligent, czyli jakiś dilerek narkotykowy eskortowany przez policję, uciekł z radiowozu pod pretekstem pożegnania się z mamusią. Drogą ucieczki była rzeka Warta, czyli od biedy w marę logiczna decyzja, problem w tym, że synalek miał na rękach kajdanki. Cóż, ciała nie znaleziono do dziś, ale skoro już tam byłem to i ja na chwilę postanowiłem zatrzymać się przy porcie i rzucić okiem. Niestety pudło, nie będę sławny :) Za to cyknąłem sobie fotki, żeby nie było, że kręciłem na darmo.


Zwłok nie było, więc ja się zawinąłem bez zwłoki. Jako że droga w jedną stronę prowadziła przez Starołęcką, Czapury, Wiórek i Rogalin, to powrót wykonałem ponownie przez zatłoczony dziś Rogalin, ale potem już kierując się na Mosinę, Puszczykowo oraz Luboń. Wiatr mnie masakrował, a zieleń kusiła, więc... W ramach nagłego zewu przyrodniczego zjechałem, a w sumie wlazłem w las. Nie żałuję - bo te leśne przestrzenie w Rogalińskim Parku Krajobrazowym są przepiękne. Połaziłem sobie chwilę, znalazłem przepiękny, stary, choć lekko już zdechły dąb, przy którym człowiek czuje się jak krasnal, oblazły mnie mrówki... Co więcej do szczęścia potrzeba? :)




Pozytywnie naładowany zawinąłem żagle (prawie dosłownie, bo czułem się jak podczas sztormu) i jakoś dotarłem do domu. Zdecydowanie żądam więcej czasu na takie spokojne wypady, a nie z perspektywą pędzenia do roboty. To jest mój postulat na 1 Maja. A skoro czas nam się lekko zapętlił politycznie, to... niech nam się święci :)




  • DST 54.25km
  • Czas 01:57
  • VAVG 27.82km/h
  • VMAX 50.20km/h
  • Temperatura 7.0°C
  • Podjazdy 124m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Siekierki, motyka... :)

Niedziela, 30 kwietnia 2017 · dodano: 30.04.2017 | Komentarze 6


W nocy podobno temperatura oscylowała koło zera, natomiast gdy ruszałem koło ósmej rano było już aż trzy na plusie. Gdy wracałem lał się natomiast prawdziwy żar tropików - całe siedem stopni! Żeby jednak mi się w tyłku nie poprzewracało od tych upałów to ryzyko udaru słonecznego zostało zminimalizowane przez zimny, mocny i dokuczliwy wiatr z północnego wschodu. Dziękuję Ci, wiosno, żeś taka łaskawa :)

Pierwsza część trasy to kilkanaście kilometrów miastem, z Dębca przez centrum, wzdłuż Malty. Na moście Tylman (czyli Rocha) przyuważyłem całkiem sprawne powstawanie Wartostrady - brawo, może w końcu będzie ona miała ręce i nogi. pozwalając w przyszłości nie tarabanić się aż tak bardzo jak to ma miejsce aktualnie pomiędzy puszkami...

W końcu za Antoninkiem wydostałem się z tego oceanu czerwonych świateł i powoli docierałem do Swarzędza, gdzie owych świateł było już zaledwie morze. Pozdro z drogi! :)

Następnie wzdłuż krajowej piątki do Paczkowa, tam sobie zakręciłem na Siekierki i Tulce. To był jedyny kawałek z powiewem w plecy, bo oczywiście początek, jak i nieoczywiście cała reszta to walka z podmuchem. Końcówkę dokręciłem klasycznie, przez Żerniki, Krzesiny i Starołęcką, by zameldować się na Dębcu.

W Siekierkach Wielkich trafiłem akurat na chwilę po końcu mszy, co zawsze dodatkowo mnie stresuje, bo nie ma nic gorszego niż Polak po rozgrzeszeniu, ruszający samochodem w świat ze świeżym limitem do wykorzystania. Był z tego jeden plus - w końcu udało mi się dostać do środka drewnianego kościoła pod wezwaniem świętej Jadwigi. Misja zaliczona, bo pomimo tego, że do panów w sukienkach oraz rodzimej wersji katolicyzmu czuję delikatnie mówiąc awersję (z wzajemnością), to nawiedzać świątynie, szczególnie te drewniane, uwielbiam :)


Zmarzłem dziś. Nawet walczyć o wynik mi się nie chciało. Już nie mówiąc o motywacji do pójścia do pracy. Choć tego ostatniego to akurat nie mam nigdy :)




  • DST 52.10km
  • Czas 01:50
  • VAVG 28.42km/h
  • VMAX 50.50km/h
  • Temperatura 5.0°C
  • Podjazdy 96m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

DemotyWiatruTory

Sobota, 29 kwietnia 2017 · dodano: 29.04.2017 | Komentarze 2

Po nocnych opadach nad ranem nad Poznań zawitało słoneczko, czyli element dawno tu niewidziany. Co prawda nie przepadam za gnojkiem, szczególnie latem, ale przy takiej "wiośnie" nawet mnie jego widok cieszy. Jednak żeby był remis, bo za dobrze być przecież nie może, znów pojawił się silny wiatr, jak zwykle niezdecydowany. A w praktyce najlepiej mi się paradoksalnie jechało, gdy wiał mi w pysk zgodnie z założeniem, bo już po nawrocie jego centralne podmuchy lekko mnie demotywowały.

Wykonałem trasową wariację zachodnią, z Dębca przez okolice Bułgarskiej, Junikowo, Wysogotowo, Dąbrowę, Sierosław, Więckowice, Dopiewo, Palędzie, Dąbrówkę i Plewiska do domu. Miasto już zaczęło długi weekend, bo zakorkowanie było praktycznie zerowe, w przeciwieństwie do "uczerwienienia" świetlnego, które jak zwykle trzymało dobrze znany standard. Za to mijałem kilka elfów i sporą ilość zakutych łbów - znaczy się Pyrkon się zaczął :)

Udało się odebrać crossa z serwisu. Niestety, tak jak się spodziewałem, bo usłyszałem w poprzednim miejscu, trzeba było wymienić przednią przerzutkę (stara... zardzewiała), do tego zestaw linek, pancerzy i w końcu znów mam hamulce (fajna sprawa), wziąłem też nową oponę, bo przez poprzednią można było już prawie pooglądać sobie felgę. Całość działa jak na ten mój zmasakrowany sprzęt przeznaczony na ciężkie warunki w końcu w miarę płynnie, choć przy testowaniu naprawy musiałem się cofnąć się i raz jeszcze spiąć łańcuch, bo spinka nie wytrzymała mojego nagłego tąpnięcia pod górkę. Oby tylko był to jednorazowy przypadek. Reszta bez zarzutu, a do tego finansowo wyszło mi mniej niż się spodziewałem, brawa więc póki co dla ekipy Mróz Rowery z Półwiejskiej, szczególnie za wyjście naprzeciw klientowi w potrzebie :)




  • DST 33.50km
  • Czas 01:14
  • VAVG 27.16km/h
  • VMAX 44.40km/h
  • Temperatura 6.0°C
  • Podjazdy 123m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Glucik z pętelką

Piątek, 28 kwietnia 2017 · dodano: 28.04.2017 | Komentarze 6

Ten glucik to glucik, bo ledwo wykręciłem trzy dyszki z kawałkiem. A w sumie przepłynąłem, gdyż ruszałem wśród lekkich kropelek z nieba, a wracałem żałując, iż nie posiadam mocowanego do roweru akwalungu. Natomiast pętelka to rundka dokoła Puszczykowa, którą wykonałem po dotarciu tam przez Luboń i przezeń wróciłem. 

Znów z powodu obowiązków i planów wstałem wcześnie, a wyruszyłem o ósmej, szosą. Wróciłem zresztą niedługo później :) Zmokłem straszliwie, ale nie mogłem się powstrzymać od wykonania poniższej foty. Czemu? Albowiem wyczytałem ostatnio, że miasto Puszczykowo poważnie rozważa poszerzenie widocznej tu DDR-ki poprzez krzyk mody ostatnich miesięcy, czyli wycinkę drzew. Nie jest to na szczęście jeszcze do końca przesądzone, ale na moje byłoby to nieszczęście z cyklu 2 w 1. Po pierwsze - DDR-ka, po drugie - szyskologia. I tak jak widać ścieżka jest sama w sobie do dupy, więc najlepszym wyjściem byłoby ją w ogóle zlikwidować, ale coś cienko to widzę :)

Los crossa w naprawie chyba sobie wykrakałem. Okazało się, że ekipę serwisową dopadła jakaś chorobowa pandemia i niestety odbiór przedłużyłby się na po po długim weekendzie. Podjechałem więc dziś, zabrałem go, z zamiarem powrotu za kilka dni. Jednak szczęśliwie (mam nadzieję) wylądowałem przy okazji zakupu jednej z rowerowych pierdółek w centrum, w też częściowo już zaprzyjaźnionym sklepie i mimochodem zapytałem o terminy. Cudem, a w sumie dzięki paskudnej aurze, wbiłem się na szybką naprawę z szansą na jutro. Trzymam kciuki :)




  • DST 55.20km
  • Czas 01:54
  • VAVG 29.05km/h
  • VMAX 50.50km/h
  • Temperatura 7.0°C
  • Podjazdy 122m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Bezciśnieniowiec

Czwartek, 27 kwietnia 2017 · dodano: 27.04.2017 | Komentarze 17

Przyzwoicie dziś było pod względem pogodowym. Wiało wmordewindem non stop, ale znów umiarkowanie, a nie masakrująco, nie padał deszcz, słońce też nie grzało zbytnio łepetyny. Jak to człowiekowi niewiele potrzeba do szczęścia. gdy w końcu nie strzelają do niego złem... :)

Co do trasy to bez kombinacji - "kondomik" od strony Lubonia, Puszczykowa, Mosiny, Dymaczewa, Stęszewa, Komornik i do Poznania. Po wielu latach przykrych korkowych doświadczeń udało mi się w końcu wynaleźć jeszcze jeden (prócz tego przez Rosnowo) objazd najbardziej gorącego terenu w Komornikach. Niestety kosztem kawałka przejechanego osiedlową uliczką z kostkową nawierzchnią, ale kostka, która nie leży na DDR-ce, choćby była najgorszej jakości, mniej irytuje niż ta na niej. Taki dziwny psychiczny dysonans :)

Jak wspomniano - wiało mi w pysk w jedną i w drugą, ale to naprawdę nic przy tym, co (mam nadzieję) za nami. Choć ja już przez to chyba straciłem motywację do ciśnięcia i... dobrze mi z tym :)

Na koniec zagadka, związana z tematem-rzeką, czyli Poznańskim Rowerem Miejskim, którym dziś jechałem do pracy (oczywiście nie tym egzemplarzem). Znajdź jeden element, którego brakuje w pojeździe poniżej:

Wiem, wiem, było zbyt łatwo. Chodziło oczywiście o dzwonek :)





  • DST 51.30km
  • Czas 01:46
  • VAVG 29.04km/h
  • VMAX 53.70km/h
  • Temperatura 10.0°C
  • Podjazdy 249m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Bez motywu

Środa, 26 kwietnia 2017 · dodano: 26.04.2017 | Komentarze 2

Na początek codzienny raport wietrzny. Gnój się chyba czai i przegrupowuje wojska, bo dzisiaj się uspokoił i lekko spuścił z tonu. Ale czemu najpierw wiał mi w pysk, by w drugą stronę wiać mi w pysk, pozostanie jego słodką tajemnicą. Niech ma, byle tylko na stałe wyluzował.

Pokombinowałem z trasą, bo już mi się znudziły klasyki. Tym samym najpierw przejechałem sobie kilkanaście kilometrów po Poznaniu (jak zwykle masakra), z Dębca przez Bułgarską na Ogrody, stamtąd do Słupskiej, gdzie w końcu mogłem poczuć się jak na rowerze, a nie na zawodach w wańkę wstańkę. Potem Kiekrz, Rogierówko i kurs odkrytym jakiś czas temu przejazdem do Sadów, męczarnie w Lusowie,na tamtejszym czymś (w założeniu - drodze dla rowerów), natomiast dokrętka to Zakrzewo, Plewiska i do domu.

Bez przygód, więc motywu przewodniego dziś brak. I w sumie dobrze. Przy okazji tylko wspomnę, że jak zwykle przegapiłem wykręcony w tym roku kolejny tysięczny kilometr, niniejszym więc chwalę się dystansem 5,5 tysiąca. Ma się ten refleks :)

Może w końcu przyjdzie normalna wiosna? Jestem za, ale przy założeniu, że wiosna tak, upalne lato - stanowcze nie!




  • DST 52.10km
  • Czas 01:51
  • VAVG 28.16km/h
  • VMAX 50.70km/h
  • Temperatura 14.0°C
  • Podjazdy 62m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Klaksonoklasyk

Wtorek, 25 kwietnia 2017 · dodano: 25.04.2017 | Komentarze 4

Skłamałbym, gdybym napisał, że wiatr dziś był miły i przyjazny, a i że w ogóle choć trochę osłabł. Nie lubię kłamać, więc nie napiszę nic więcej na temat jego dzisiejszych mało śmiesznych wygłupów :) Za to zrobiło się trochę cieplej.

Wykonałem klasyk "na zachód", z Dębca przez Luboń, Wiry, Komorniki, Szreniawę, Chomęcice, Konarzewo, Trzcielin, Dopiewo, Palędzie, Dąbrówkę, Plewiska i do domu. Prócz tego, co ostatnio codziennością, sporo dziś naoglądałem się uprzejmości kierowców, tym razem jednak skierowanej wobec siebie, a nie rowerzystów. Skoro już muszą to lepiej w tę stronę :) Miałem wrażenie, iż dźwięk klaksonu to jakiś element niezbędny do zmiany biegu, a pojawił się również i jeden środkowy palec jako międzynarodowy znak pozdrowienia użytkownika jednego z czterech kółek wobec drugiego. Słodziutko, jak zwykle w tej naszej "Polsce Chrystusem narodów" :) A, pomiędzy Konarzewem i Trzcielinem przyuważyłem ciężki sprzęt i już się cieszyłem, że może ktoś się wziął w końcu za naprawę nawierzchni, bo tamtejsze dziury sięgają prawie jądra ziemi, ale gdzie tam, ekipa była zajęta ważniejszymi sprawami. Czyli cięli... wSzyszko w normie.

Tak w ogóle to dzień miałem wolny, więc ani przez chwilę nie odpocząłęm. Musiałem odwiedzić kilka miejsc, jak również pójść na kolejny etap wojny z firmą od rozliczania wodomierzy. Walczę z nimi od roku niczym Dawid z Goliatem. Oddałem też w końcu crossa do serwisu, bo gdy wykonałem nim testowo jazdę próbną to jedyne co mogłem uznać za w miarę sprawne to koszyczek od bidonu :) Przy pomyślnych wiatrach odzyskam go w piątek, jak nie to... nawet nie chcę myśleć.




  • DST 53.20km
  • Czas 01:53
  • VAVG 28.25km/h
  • VMAX 51.50km/h
  • Temperatura 7.0°C
  • Podjazdy 208m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Gumy pany

Poniedziałek, 24 kwietnia 2017 · dodano: 24.04.2017 | Komentarze 6

Dzień zacząłem od wymiany dętki w przednim kole. Jedyny z tego plus, że guma poszła nie na trasie, a w domu, więc miałem w miarę komfortowe warunki do jej wymiany. Jednak robiłem to w pośpiechu, bo gdy zauważyłem defekt byłem już w blokach startowych, co poskutkowało niedokładnym wykonaniem zadania, a finalnie małym bąblem na wysokości wentyla. Nie miałem już czasu poprawić, ruszyłem mając nadzieję, że będzie ok i było. Do ostatnich dwóch czy trzech kilometrów, gdy poczułem jak koło mi pływa, ale postanowiłem już dopłynąć niczym Robinson do celu. W domu po raz drugi wymieniłem dętkę, w duchu ciesząc się, że jakoś tam pokonałem system, gdyż do pierwszej operacji użyłem nie nowej, a już lekko używanej gumy, która gdzieś mi tam zalegała. Zawsze to jakiś substytut zwycięstwa :)

Wykonałem "kondomika" od strony Komornik, Szreniawy, Stęszewa, przez Dymaczewo, Mosinę, Puszczykowo i Luboń. Złem dawało, zimnem gnoiło, wiatr wyrywał plomby z zębów... Czyli nic nowego. Sama jazda jak jazda - powolna, bo po co cisnąć, skoro i tak się nie dociśnie? :) Za to skończyłem "Pragnienie" Nesbø (polecam jak zwykle) i zacząłem zgodnie z daną sobie niedawno obietnicą słuchać "Na zachodzie bez zmian" Remarque'a, książkę klasycznie antywojenną, napisaną w latach dwudziestych i zakazaną później przez nazistowskie władze. Co ciekawe, już na pierwszych stronach pojawia się pewien dowódca, najbardziej cwany ze wszystkich,  który niby zna się na wszystkim i zna wielu, więc warto być w orbicie jego znajomych. Nazywa się... Kaczyński :) Cholera, prorok z tego Remarque'a czy co?