Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 249968.23 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.44 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 812542 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 52.30km
  • Czas 01:52
  • VAVG 28.02km/h
  • VMAX 50.70km/h
  • Temperatura 26.0°C
  • Podjazdy 198m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wypad na Babki

Czwartek, 22 czerwca 2017 · dodano: 22.06.2017 | Komentarze 8

Nadleśnictwo Babki, oczywiście. Żeby nie było niedomówień. Bowiem założenie kasku na głowę po zmasakrowaniu jej patelnią może być bolesne :)

Dziś, mimo prognoz wskazujących na wiatr zachodni, postanowiłem po raz kolejny sprawdzić co będzie jak postaram się go oszukać i pokręcić najpierw na wschód, licząc, że skoro zawsze zmienia kierunek przy moim nawrocie i takie tam bla bla bla, to tym razem... No cóż, liczyć to ja mogę. Dziury w asfalcie, których było na trasie sporo. Finalnie zafundowałem sobie większość drogi z mocnym wmordewindem, za to nawiedziłem dawno nie wykręcane rejony, w sumie to moje ulubione na południe od Poznania - Krzesiny, Koninko, Szczytniki, Babki, Czapury, Rogalinek, Puszczykowo i wyjątek od całości, czyli znienawidzony Luboń. W nim zaobserwowałem klasyczne zachowanie kierowcy autobusu nr 611, obsługiwanego przez TransLub, który ani myślał o dziękowaniu światłami kierowcom (i raz mi) za ułatwienie wyjazdu z zatoczek (niby nie obowiązek, ale w poznańskim MPK to już praktycznie miły standard), by na rondzie wymusić na chama pierwszeństwo, na zasadzie "duży może więcej". Człowiek ze wsi wyjedzie (przynajmniej na kilkanaście minut kursu), wieś z człowieka nigdy :)

Fotki z Babkami w tle:




Z dzisiejszych, a w sumie już kilkudniowych atrakcji: gnoje z dwóch infolinii uparły się, żeby skutecznie mi coś wcisnąć, a że na rowerze sobie nie pogadamy, to bombardują i bombardują, co najgorsze - zawsze w najciekawszym momencie audiobookowej akcji. Ja nawet chętnie bym ich spuścił na drzewo, ale nie mam jak, bo jak już jestem w trybie dostępności to jak na złość nie dzwonią. Choć mam nadzieję, że w końcu będę miał okazję :)




  • DST 52.50km
  • Czas 01:52
  • VAVG 28.12km/h
  • VMAX 50.10km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Podjazdy 242m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Od d...dr-ki strony

Środa, 21 czerwca 2017 · dodano: 21.06.2017 | Komentarze 3

W końcu na jeden dzień odżyłem, a może nawet i odoarciłem pod względem temperatury. Grzało bowiem całkiem rozsądnie, na poziomie dwudziestu stopni, które są moim optimum, choć już blisko maksimum. Z paskudztw pozostał jeszcze mocny wiatr, a także ciągnąca się za mną jak smród po gaciach emeryta wracającego z kolacji, na której głównym daniem była fasolka po bretońsku, jazda miastem. Generująca jak zwykle ostateczny, masakryczny wynik.

Wyruszyłem z Dębca przez Junikowo, potem Wysogotowo, Przeźmierowo, Baranowo, znów Poznań, Sady, Chyby, Napachanie, Rokietnica, Starzyny, Kiekrz, Słupska, Wola, Bułgarska, Górczyn i Dębiec, Trasa była skonstruowana odwrotnie niż zazwyczaj, gdyż chciałem przetestować procentową ilość omijanych DDR-ek w takiej wersji. Jest ich mniej, to znaczy tyle samo, ile w drugą stroną, ale położone są głównie nie w moim kierunku jazdy, więc i wada wzroku nie musi być aż tak duża jak w wersji "klasycznej" :) Za to z ciekawości wjechałem na jedną, która powstała tylko w celu objechania rowerem ronda w Skórzewie i... dwukrotnie bym wylądował pod kołami. Bo w przeciwieństwie do jazdy przez samo rondo, gdzie czułbym się bezpiecznie, tu jestem bardziej zagrożony. Dziwne, bo przecież ścieżki buduje się po to, żeby było nam bezpieczniej, prawda...?

No dobra, sam się roześmiałem jak to przeczytałem :))))

A tak poza tym to o dziwo dziś nawet z kierowcami się dogadywałem. Jeden gdy zobaczył mnie podczas wyjazdu ze stacji paliw przy Bułgasrkiej to nawet się cofnął, inny zrobił mi miejsce w korku, zjeżdżając bardziej w lewo... Fiu fiu. Starczy mi do końca roku tego szczęścia :) Aha, chciałem dziś końcówkę wykonać inaczej, ale przy wyjeździe z Kiekrza zatrzymała mnie tablica z informacją, że remont torowiska na Koszalińskiej, który miał się skończyć przedwczoraj, potrwa jeszcze dwa dni. I nawet mnie to nie zdziwiło, co  świadczy o fakcie, że mimo wewnętrznego oporu jestem chyba jednak rasowym Polakiem :/




  • DST 54.20km
  • Czas 01:54
  • VAVG 28.53km/h
  • VMAX 64.80km/h
  • Temperatura 28.0°C
  • Podjazdy 270m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Saharoza

Wtorek, 20 czerwca 2017 · dodano: 20.06.2017 | Komentarze 6

Dalszy ciąg jazdy ruchem jednostajnie nieprzyspieszonym. Wczoraj było gorąco, ale dziś nastała już prawdziwa, koszmarna parówa, która motywowała mnie do ruchu jak widok zostawionego w pełnym słońcu wygazowanego browara do jego konsumpcji. Moje założenie było tylko jedno: poruszać się do przodu i jak najmniej zatrzymywać, bo każdy stop oznaczał wewnętrzny prysznic. Częściowo się udało. To znaczy poruszać, bo na przymusowe pauzy patentu nie mam :) A mimo wczesnego wyjazdu (bo praca się sama nie wypracuje) czułem się po powrocie jak po kursie przez Saharę.

Wykręciłem "kondomika" w wersji od Poznania przez Luboń, Komorniki, Szreniawę, Stęszew, Łódź, Dymaczewo, Mosinę, Puszczykowo i Luboń. Wyjątkowo wmordewind, który był niewyjątkowo wmordewindowy, stał się momentami błogosławiony, bo schładzał me lico. Lub po prostu pysk :) A ja, żeby katusze awansowały na jeszcze wyższy level, wsapałem się na Osową Górę, w sumie głównie po to, żeby doznać przyjemności zjazdu i rozkrętki do dość miłej prędkości, na granicy 65 km/h. Tak, tak, w tej płaskiej Wielkopolsce takie cuda!




  • DST 51.45km
  • Czas 01:49
  • VAVG 28.32km/h
  • VMAX 52.00km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Max kolanko

Poniedziałek, 19 czerwca 2017 · dodano: 19.06.2017 | Komentarze 24

Nadeszły dni upalne, na razie umiarkowanie, ale już jest dla mnie blisko granicy. Jechałem więc tempem emeryckim i niewyszukanym, tym bardziej, że coś ostatnio mi strzyka i lekko pobolewa w prawym kolanie, więc starałem się go nie obciążać, tylko jechać na wysokiej kadencji, wiosłując nogami niczym sezonowiec podczas pierwszego w roku czerwcowego wyjazdu. Kolano muszę poobserwować, mam nadzieję, że samo przejdzie. A poza tym to jestem przerażony, że znam już takie wyrażenia jak "wysoka kadencja", bo jeszcze kilka lat temu kojarzyło mi się to jedynie słusznie, aczkolwiek obleśnie - z wyborami :) Co rower+internety robią z człowiekiem... :)

Trasa: Poznań - Plewiska - Zakrzewo - Sierosław - Więckowice - Dopiewo - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Wiatr: no comments :) Średnia: no comments :) Any comments? No comments :)




  • DST 54.00km
  • Czas 01:53
  • VAVG 28.67km/h
  • VMAX 44.90km/h
  • Temperatura 21.0°C
  • Podjazdy 268m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Gdy puszki śpią...

Niedziela, 18 czerwca 2017 · dodano: 18.06.2017 | Komentarze 10

...miejskie światła są w najlepszej formie. Dziś z powodu pólnocno-zachodniego wiatru musiałem zaliczyć solidną rundkę przez miasto, spodziewając się co mnie czeka, lecz mając irracjonalną nadzieję na w miarę płynny przejazd. Tymczasem, mimo prawie zerowego ruchu w okolicach dziewiątej rano, czułem się dzięki sygnalizacji jak w piątek pomiędzy piętnastą a szesnastą. Na ponad dwadzieścia (z nudów liczyłem) mijanych świateł, kręcąc praktycznie tylko i wyłącznie główną drogą z Dębca na Golęcin te 9,5 kilometra, zielone trafiło mi się jedynie sześć razy. A na czerwonym mogłem podziwiać wspaniały widok opustoszałego Poznania, bojąc się ryzykować nadużywania przepisów. I jak tu czuć miętę do miejskiego monitoringu, który czuwa tylko na mój niewinny portfel? :)

Gdy już dopchałem się do wysokości Strzeszyna to przypomniałem sobie, że przecież przejazd na Koszalińskiej jest do jutra zamknięty i w sumie cała moja misja była bez sensu, bo i tak się muszę cofnąć na Wolę. Zrobiłem to wbrew swojej woli :) Choć dzięki temu przypomniałem sobie jedno z wesel, na którym byłem w tych okolicach jakieś dziesięć lat temu. Hmm, w sumie słowo „przypomniałem” z pewnych względów może być traktowane jako nadużycie :)

Jadąc naokoło, w tym kilkaset metrów po najbardziej lubuskim z wielkopolskich lubuskich bruków, dokręciłem do Słupskiej, potem Kiekrz, hopka w Rogierówku, płytami do Sadów, kawałek śmieszką w Lusowie (stali przy niej miłośnicy paralizatorów, więc nie ryzykowałem), by wrócić kawałek, dosłownie kawałeczek z wiatrem w plecy przez Zakrzewo oraz Plewiska. Tam zakwitłem na sygnalizacji remontowej, która nie przewiduje zaskoczeń w postaci: „o, podjeżdżam i zielone”, by finalnie doczłapać się do domu, z którego wystartowałem do pracy. Jak widać codzienna egzystencja z tym ostatnim elementem rządzącym człowiekiem to emocje wprost niewyobrażalne, niczym w wenezuelskim tasiemcu :)




  • DST 52.20km
  • Czas 02:02
  • VAVG 25.67km/h
  • VMAX 43.00km/h
  • Temperatura 13.0°C
  • Podjazdy 165m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Z deszczu pod serwisówkę

Sobota, 17 czerwca 2017 · dodano: 17.06.2017 | Komentarze 6

Wczoraj się udało, dziś już nie. Niestety, widocznie mój limit pogodowego szczęścia został wyczerpany, a jak już został to z przytupem :) Cały weekend mam pracujący, więc jedyną okazją do pokręcenia był jak zwykle poranek - dzisiaj deszczowy. Jednak około dziesiątej kałuże przestały wykazywać "aktywność kropelkową", więc wyczułem szansę. Zapakowałem się na crossa i ruszyłem.

Początkowo nawet nie było źle. Wiało koszmarnie, ale mokro było tylko pod kołami. Jednak gdzieś po minięciu Plewisk i Skórzewa zaczęło skromnie kropić, więc wymyśliłem sobie, że "cofnę się do przodu" i skręcając na Dąbrówkę zrobię sobie bazę na potencjalny szybszy powrót. Stawał się on coraz bardziej realny, bo deszcz się nasilał. Już byłem mentalnie gotowy na zakończeniu dystansu na poziomie skromnego gluta (30+), ale coś mi we łbie się pokiełbasiło (na sojowo) i postanowiłem skorzystać z uroków dróg serwisowych, które jakiś czas temu testowałem prawie we wszystkich kierunkach, prócz jednego. Wyłączając na chwilę logikę sam siebie przekonywałem, że dobrze jadę, co prawda lekko się dziwiąc czemu zamiast wiać mi w plecy, wieje w pysk, ale jak już tu wielokrotnie wspominałem - nie było to szokiem względem codzienności :) Wszystko skończyłoby się może zgodnie z zamiarami, gdyby ktoś raczył tam GDZIEKOLWIEK postawić JAKIKOLWIEK kierunkowskaz. A że nie raczył to... zamiast w Poznaniu znalazłem się w Dąbrówce, czyli praktycznie w punkcie zero, za to posiadając na sobie ciuchy o znacznym stopniu zawilgocenia. Jako że ów stan nie rokował na nagłe wysuszenie, postanowiłem zrezygnowany pójść za ciosem i dokręcić do pięciu dych, przez Dąbrowę, Wysogotowo, Skórzewo i Plewiska. Dzięki tamu moja mapa z wyjazdu wygląda w ten oto sposób

Trochę jak uniki platfusów na pytania u uchodźców lub pisiorów na zagadnienie: ile jeszcze kompletnych mentalnych zer znajdzie się w państwowych spółkach za ich rządów :)

Gdy odważyłem się wyjąć telefon z kieszonki, było już lajtowo:

Korzystając więc z okazji zrobiłem jeszcze dokumentację zdjęciową przy Szachtach, mającą ukazać co rozumiemy pod pojęciem "szarość"...


...by w końcu pojawić się w domu. A w sumie do niego wpłynąć :)

W sumie... bawiłem się nieźle :) Nawet nieprzemakalna Sigma zamokła dziś tylko raz :)




  • DST 54.00km
  • Czas 01:59
  • VAVG 27.23km/h
  • VMAX 41.80km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Podjazdy 235m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Nie żebym żałował :)

Piątek, 16 czerwca 2017 · dodano: 16.06.2017 | Komentarze 7

Co jest cięższe od pójścia do pracy po dniu ustawowo wolnym? Mobilizacja do wstania na rower o takiej godzinie, żeby zdążyć wykonać ciężką misję pójścia do pracy po dniu ustawowo wolnym... Zaprawdę, to niemal niewykonalne. Ale... znowu się udało :) Choć po nocnych opadach wstępnie wydawało się, że będzie mi dane dłużej pospać... Nie tym razem. Nie żebym żałował :) 

Wybrałem dziś crossa, gdyż pogoda mimo wszystko była niepewna. Jak się okazało śmiało mogłem szosować, bo nie spadła ani kropla deszczu, jednak momentami zerknięcia na solidnie zachmurzone niebo dawały złudną nadzieję na to, żeby wewnętrznie usprawiedliwić swoją decyzję. Nie tym razem. Nie żebym żałował :)

Za to trochę pokombinowałem z trasą. Teoretycznie wykonałem "kondomika"  z Poznania przez Stęszew, Łódź, Dymaczewo, Mosinę, Puszczykowo i Luboń do domu, ale rozbudowałem go na tyle, że na mapie bardziej przypomniał słonicę w ciąży urojonej. Przetestowałem bowiem nowe-stare drogi w Luboniu i Komornikach, zaliczyłem bonusowo dziury w serze, czyli drogowy koszmar w Rosnówku, a także kilka polnych dróżek WPN-u. No a wiatr wszedł na kolejny poziom perfidii, bo tak jak zmienia kierunek za każdym razem na wmordewind wtedy, gdy kręcę szosą, to dziś, gdy miałem z grubsza gdzieś patrzenie na licznik oraz na średnią, okazało się, że tym razem był przewidywalny. Nie żebym żałował :)




  • DST 53.30km
  • Czas 01:46
  • VAVG 30.17km/h
  • VMAX 50.20km/h
  • Temperatura 23.0°C
  • Podjazdy 170m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Boże cioły

Czwartek, 15 czerwca 2017 · dodano: 15.06.2017 | Komentarze 32

Z pewnych powodów, niezależnych od dodającego ten wpis rowerzysty, wyruszyć mogłem dziś dość późno, czyli w samo południe. Nie narzekam, bo przynajmniej zdążyłem zjeść coś na kształt śniadania oraz wypić coś na kształt kawy. To drugie było zdecydowanie płynne, czyli wszystko w porządku :)

Pogoda w końcu nastała wyśmienita. Może już ciut za ciepło, ale słońce świeciło nienachalnie, aczkolwiek konkretnie, a wiatr był solidny, lecz już spokojniejszy niż przez ostatnie... półtora roku. Z grubsza :) Ruszyłem i już w Luboniu przypomniałem sobie czego powinienem dziś unikać jeszcze bardziej niż codziennie - kościołów. A już na pewno kierowców spod nich startujących, bo ciężko jest spotkać coś bardziej bezmyślnego niż Polak-katolik świeżo po rozgrzeszeniu. Tym samym najpierw stałbym się paćką dzięki troglo, który moją wyciągniętą lewą rękę, mającą na celu zasygnalizowanie ominięcia zaparkowanego na połowie ulicy auta, potraktował jako zachętę do wyprzedzania, a następnie zostałbym ładnie wprasowany w chłodnicę mistrza kierownicy wyprzedzającego z naprzeciwka na trzeciego. To dostałem na starcie, potem już było spokojniej, pewnie dlatego, że udało mi się znaleźć lukę pomiędzy procesjami.

Wykręciłem jedno ze stałych kółek z Dębca przez Luboń, Wiórek, Komorniki, Szreniawę, Rosnowo...

...gdzie zatrzymałem się na chwilę, żeby sfocić widoczek na WPN, potem Konarzewo, Trzcielin, Dopiewo, Palędzie, Dąbrówka, Plewiska i do domu. Wcześniej jednak namachałem się za wszystkie czasy podczas pozdrawiania setek tysięcy kolarzy, kilku wyprzedziłem i zabawiłem w ucieczkę przed skromnym peletonem (skutecznie), natomiast przed Plewiskami zostałem zatrzymany przez patrol w cywilu, złożony z Dariusza oraz jego M. :) Częściowo na rowerach, tyle że zgrabnie spakowanych w aucie, którym podążali na długi weekend w lubuskie. Chwilę pogadaliśmy, m.in. o mordowaniu stworzeń morskich i zawiłościach przepustowości internetu mobilnego, na tyle sympatycznie, że łaskawie wybaczyłem lekkie oskubanie mojej średniej. A co, stać mnie :)




  • DST 52.70km
  • Czas 01:54
  • VAVG 27.74km/h
  • VMAX 51.30km/h
  • Temperatura 17.0°C
  • Podjazdy 314m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Sorry!

Środa, 14 czerwca 2017 · dodano: 14.06.2017 | Komentarze 12

Kolejna odsłona MSW bez "S". M jak miasto było, bo ominąć się go za cholerę nie dało, w łącznej ilości około 30 kilometrów, z całym dobrodziejstwem inwentarza - korkami, światłami i smrodem spalin. W jak wiatr był, może ciut słabszy niż wczoraj, ale wciąż solidny. Na "dream" jeszcze trzeba będzie poczekać. S-ki, czyli słoty nie doświadczyłem, choć zapobiegliwie założyłem sobie błotnik, bo jeśli są chmury, a w prognozach nie ma ani słowa o opadach, to jest duża szansa, że będzie lać :) Ale nie tym razem, na szczęście.

Prócz miasta (odcinek od Dębca do Golęcina, następnie Strzeszyn oraz Kiekrz, a podczas powrotu kawał drogi Wolą, Grunwaldem i Górczynem) odwiedziłem jeszcze Rokietnicę, Napachanie, Kobylniki oraz Rogierówko, czyli trasa jak na wielkopolskie standardy rzeźnicza. A jak na standardy sudeckie - płaska niczym obiekt westchnień niejednego proboszcza. Cóż, finalnie więcej stałem niż jechałem, ale w sumie wiedziałem na co się piszę decydując na kursik przez Poznań.

A skoro miasto to musi być scenka rodzajowa. Z okolic ronda Nowaka-Jeziorańskiego, gdzie już bywało wesoło, a raz nawet opisałem moją namiętną dyskusję z beneficjentem klaksonowego rozwolnienia, związaną z może pięćdziesięciometrowym kawałkiem DDR-ki, który kończy się po chwili na środku chodnika. Tym razem również usłyszałem uwielbiany przez wszystkich na dwóch kółkach dźwięk, wydobywający się z szoferki dostawczaka z logo firmy Atlas. Jednak tym razem, ku mojemu zdziwieniu, gdy tylko zrównałem się z nim na światłach, zanim zdążyłem jak zwykle kulturalnie użyć kilku potocznych słów z mocnym akcentem na "r", zobaczyłem otwierającą się szybę i słowo... "przepraszam". Rozszerzone o "nie zauważyłem jak to wygląda, sorry, tego nie było. Zresztą sam jeżdżę rowerem i to tu jest bez sensu". Zdębiałem pozytywnie. Chwilę jeszcze pogadaliśmy o dwukołowych absurdach tej okolicy, życzyliśmy sobie szerokiej drogi, a ja dalej jechałem mimo wszystko zszokowany. Jak to? Przyznanie się do błędu? Samoistnie, bez przymusu? Przez polskiego kierowcę w rozmowie z cyklistą? Co by nie pisać - brawo!




  • DST 51.55km
  • Czas 01:50
  • VAVG 28.12km/h
  • VMAX 51.40km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Podjazdy 165m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

I have a dream...

Wtorek, 13 czerwca 2017 · dodano: 13.06.2017 | Komentarze 6

Ten "dream" nie jest wcale skomplikowany czy wymagający. Można by rzec - banalny. Po prostu któregoś dnia obudzić się, spojrzeć za okno i powiedzieć: "Oh your God, nie wieje!". Niby tak niewiele, a jednak jak się okazuje niewykonalne. Bo mam wrażenie, że od jakiegoś półtora roku - wtedy były wybory, przypadek? :) - wietrzna menda pozwala sobie na zdecydowanie za dużo, do tego robi to non stop, bez przerwy. Ciekawostka, ale nie zamierzam się tu wymądrzać, bo jak wiadomo całkowicie obiektywny jestem jedynie w tematach politycznych, a nie wietrznych. I proszę mi tu w tym momencie nie robić podśmiechujek :)

No więc wiało. Urywało. Zgniatało. I tak dalej. Klasyczne kółeczko z Dębca przez Plewiska, Dąbrówkę, Dopiewo, Trzcielin, Konarzewo, Rosnówko i znów Plewiska kosztowało mnie dziś o wiele więcej sił, choć nie nerwów, bo te już dawno mi się skończyły. Po prostu człapałem przed siebie, marząc o drodze powrotnej, gdzie przecież w teorii powinno być dużo łatwiej, a oczywiście nie było. Za to największe emocje były na wiaduktach - boczne powiewy powodowały, że poznałem co to sprawiedliwość (na szczęście prawo się w to nie mieszało). Raz bowiem by mnie zwiało na A2, a raz na S11. Piękna idea zrobienia ze mnie placka jednak nie wyszła, głównie dzięki osobistej umiejętności płynnej zmiany pozycji z "I" na "/" oraz ". Testuję je od tak dawna, że staję się ekspertem :)