Info
Suma podjazdów to 784700 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Maj9 - 14
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 54.00km
- Czas 02:04
- VAVG 26.13km/h
- VMAX 50.50km/h
- Temperatura 3.0°C
- Podjazdy 120m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Tknięty
Niedziela, 25 grudnia 2016 · dodano: 25.12.2016 | Komentarze 2
Wczoraj zostałem tknięty przeczuciem. Mimo że wszystkie prognozy jak jeden mąż (lub jak kto woli: małżonka) pokazywały, że będzie lać od samego rana, położyłem się wyjątkowo jak na mnie wcześnie, czyli około północy. Ułatwiło mi to pobudkę, nagrodzoną porannym zdziwieniem - póki co nie pada!
Jako że Żonę mam tolerancyjną, a może już po prostu wiedzącą, że z głupotą uparciucha się nie wygra, dostałem zgodę na wyjazd, ale pod warunkiem, że jak tylko zacznie kropić to zawrócę. Spełniłem ów wymóg w stu procentach - zaczęło w okolicach połowy jazdy :) Początkowo pojedyncze krople powoli zamieniały się w regularny opad, ale i tak udało mi się dotrzeć do domu przed regularną ulewą, która zaczęła się chwilę po zaparkowaniu w domu i trwała już cały dzień.
Trasa: Poznań - Plewiska - Dąbrówka - Palędzie - Dopiewo - Trzcielin - Konarzewo - Szreniawa - Komorniki - Luboń - Poznań. Mimo aury i mocnego wiatru jechało się super, bo zobaczyć puste od samochodów i korków Komorniki czy Luboń to widok bezcenny. I w ogóle ruch bliski zeru absolutnemu to coś, co chciałbym widzieć na co dzień. A że kręciłem dziś crossem, do tego ubrany jak to w grudniu, to z grubsza wyglądałem tak jak poniżej. Choć wunderbauma, wąsów i brody wyjątkowo nie zamontowałem :)
Jutro już nie mam zamiaru być ofiarą tknięcia. Chcę się wyspać. Jeśli przez to nie wsiądę na rower - życie. Raz (nie) można.
- DST 31.50km
- Czas 01:12
- VAVG 26.25km/h
- VMAX 52.00km/h
- Temperatura 1.0°C
- Podjazdy 43m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut mżalny
Sobota, 24 grudnia 2016 · dodano: 24.12.2016 | Komentarze 19
Żeby nie było niedomówień –
mżalny, nie mszalny :) Zgodnie z planem minimalnym założonym
wczoraj jedyne co udało mi się dziś wykręcić to właśnie kolejny
około trzydziestokilometrowy glut, początkowo w umiarkowanych
warunkach, a od połowy drogi w mżawce przechodzącej w deszcz. No
cóż, na szczęście nie dożyliśmy jeszcze czasów, w których
święta są zgodne z linią rządzącej partii, czyli polskie, czyste i białe,
więc miną one pod znakiem opadów.
Trasa: Dębiec – Luboń – Wiry –
Komorniki – Szreniawa – Rosnowo – Komorniki – Plewiska –
Poznań. W którym, w tym samym miejscu co poprzedniej niedzieli, na
odcinku Głogowskiej wzdłuż Szachtów usłyszałem klakson. Może
nawet od tego samego osobnika, prawdopodobnie myślącego, że jak
jakaś droga prowadzi nad autostradą, mimo że nie ma z nią nic
wspólnego, jest jakimś jej przedłużeniem... Nie ma to jak
nastrojowa atmosfera. Ale przynajmniej gardło mogłem rozgrzać :)
Po powrocie szybko na krótko do pracy,
dziś na szczęście tylko na kilka godzin. A tu przedwigilijny sort
Polaków (wymieszanych z naszymi wschodnimi sąsiadami) – od samego oddechu znacznego (dosłownie) procenta z nich
mam obawy czy w razie kontroli nie będę pod wpływem :) Do tego
klasyczne „wiepancomamtakiproblem”-y w ilościach hurtowych. Na
szczęście przede mną dwa dni bez ludzkości „zewnętrznej”...
potrzebuję tego.
Wesołych świąt życzę! Niech wierzący przeżyją je tak, jak powinni i pamiętają, że bycie miłym dla siebie powinno być codziennością. Ateiści niech się skupią nad tym, że bycie dobrym, a nie gnojem dla drugiego jest podstawą bycia człowiekiem przyzwoitym (też na co dzień). Kicz tych kilku dni minie, pozostanie codzienne życie, tylko że bez etykietki sztucznej miłości dla bliźniego. Pamiętajmy o tym i nie niszczmy innych.
Mało optymistycznie? Ups, to przecież tylko święta :)
A tymczasem, jak co roku... niezawodny w trudnych tematach Hasiok.
- DST 32.50km
- Czas 01:14
- VAVG 26.35km/h
- VMAX 44.00km/h
- Temperatura 2.0°C
- Podjazdy 92m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut zamachowy
Piątek, 23 grudnia 2016 · dodano: 23.12.2016 | Komentarze 12
Gołoledzi nie było. Zamiast tego od rana kropiło, siąpiło i generalnie było mało komfortowo pod względem pedałowania. Znalazłem jednak moment, gdy mokro było jedynie pod kołami, a nie nad kaskiem i zrobiłem glutowe trzy dyszki przed pracą. Oczywiście crossem.
Zagadka - co mnie spotkało pół kilometra od domu? Ano korek spowodowany opisywanymi wczoraj "usprawnieniami" ze strony PKP. Dziś już nawet się nie łudziłem, że szlaban otworzą szybciej i w porywie kreatywności znalazłem kawałek dalej - co prawda strasznie oblodzone, ale zawsze - przejście pod torowiskiem, dzięki któremu oszczędziłem pewnie dobre pół godzinki.
Wydostałem się z Dębca i ruszyłem w kierunku Plewisk, w nich skręciłem na Skórzewo, dotarłem do ronda przed Dąbrówką, gdzie zawróciłem znów na Plewiska serwisówką wzdłuż S11. Zjechałem sobie spokojnie z wiaduktu nad torowiskiem, a za mną sapał sobie TIR. Poczekał aż przejadą samochody z naprzeciwka i zaczął manewr wyprzedzania. Tylko że w jego przypadku niczym się on nie różnił od zwykłej jazdy prosto, więc słowo "wyprzedzanie" nie jest tu odpowiednie. Z przerażeniem stwierdziłem w pewnym momencie, że jak nie zjadę na pobocze to mnie zgniecie - praktycznie zabrakło może centymetra od tego. Ja rozumiem, że mordowanie za pomocą ciężarówek jest inspirujące, ale jednak wolałem nie zostać kolejną ofiarą tej mody. Udało się przeżyć, ale to, co wydobyło się z moich ust chwilę później w kierunku szoferki słyszano pewnie w Berlinie. Oczywiście troglo się nawet nie zatrzymał, a miałem wyjątkową ochotę wytłumaczyć mu dobitnie zasadę wyprzedzania w odległości co najmniej jednego metra od rowerzysty. Próbowałem jeszcze dogonić go na kolejnym wiadukcie, ale się nie udało. Zrobiłem tylko zdjęcie z rąsi, mając nadzieję, że będzie na nim rejestracja, jednak był już za daleko. Zanotowałem jedynie nazwę firmy, w której jechał ów mistrz kierownicy - DB Schenker. Żałuję, że nie wziąłem kamerki, oj, żałuję...
Ze zdartym gardłem pokręciłem do domu. Już na Dębcu... ano korek. Ano przez PKP. To się już staje nudne. Jednak od strony Opolskiej jest od niedawna coś, co cieszy me oczy - osobny, współdzielony pas dla rowerzystów i autobusów, kosztem puszek. Jest sprawiedliwość na tym świecie :)
Jutro znów do roboty, na szczęście krótko, a w święta deszcz. Jupi!
- DST 56.70km
- Czas 02:00
- VAVG 28.35km/h
- VMAX 50.70km/h
- Temperatura -0.5°C
- Podjazdy 106m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Przed-swąd
Czwartek, 22 grudnia 2016 · dodano: 22.12.2016 | Komentarze 2
Jeszcze trochę... wytrzymać te dwa i pół dnia i wolne... Bez wczesnego wstawania, co ostatnio jest u mnie torturą...
Na razie jednak klasycznie - wyjazd po dziewiątej rano, jeszcze przy minusowej temperaturze. Po wczorajszych atrakcjach lodowych zastanawiałem się przez chwilę (jakieś dwie do trzech sekund) czy może nie wybrać dziś crossa, ale nieeee... Bo nie :)
Pełen optymizmu wystartowałem i... po pięciuset metrach stanąłem przed zamkniętym przejazdem kolejowym. Ostatnimi czasu na Dębcu jest z nim prawdziwy hit, gdyż (powtarzam niepotwierdzone plotki, bo jak jest naprawdę w tym burdelu ze skrótem PKP nikt z zewnątrz się nie dowie) podobno szlaban jest najpierw zamykany przez dróżnika, który informuje o tym kogoś na dworcu Poznań Główny lub w Luboniu i dopiero wtedy skład stamtąd rusza. Przez te kilka kilometrów stoją piesi, samochody, rowerzyści, nie ma zmiłuj. Pociąg po około dziesięciu minutach przejeżdża, a szlaban... pozostaje zamknięty. Bo nadjeżdża kolejny. I kolejny. Biorąc pod uwagę, że w godzinach szczytu przez tę trasę przejeżdża ich kilkanaście - korki sięgają kilku kilometrów, a czas oczekiwania nawet do pół godziny. Tak oto polskie koleje testują nowy system powiadomień... Ręce opadają. Jeśli do tego dodać, że jest już praktycznie wykończony tunel pod tą newralgiczną trasa, ale zapomniano wcześniej zgłosić terminy jego odbioru to... A. co się będę wyrażał.
Więc: z przyzwyczajenie postałem sobie kilka minut, ale do pracy nie miałem na osiemnastą, a na trzynastą, więc zawróciłem i pokręciłem w kierunku Lubonia, gdzie niedawno dzięki temu, co w akapicie powyżej, odkryłem nowe drogi, w tym jedną (a nawet dwie) z objazdem pozwalającym ominąć tory. Potem już klasycznie - do Wirów, Łęczycy, Puszczykowa, Mosiny, Dymaczewa, Łodzi, Stęszewa... Tam stanąłem w kolejnym korku, oczywiście związanym ze świąd... swąd.. świątecznym szałem. Po tym koszmarze wiedziałem już, że w Komornikach czeka mnie to samo, więc przed nimi skręciłem na Rosnowo i objazdem przez Komorniki oraz Plewiska dotarłem do domu.
Na jutro nasi kochani synoptycy zapowiadają gołoledź. Oby tym razem się mylili, tak jak to mają najczęściej w zwyczaju, bo przy niej nie pokręcę...
- DST 52.50km
- Czas 01:52
- VAVG 28.12km/h
- VMAX 50.20km/h
- Temperatura 0.0°C
- Podjazdy 245m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Na banana
Środa, 21 grudnia 2016 · dodano: 21.12.2016 | Komentarze 4
Stęskniłem się przez te kilka dni szosowej posuchy za wąskimi kółkami. Dziś już była okazja, bo rower w końcu wrócił do stanu używalności, ale za to z warunkami do jazdy już tak słodko nie było. Ruszałem lekko przed dziewiątą rano, gdy na termometrze było minus jeden, a drogi poza miastem fragmentami jak się okazało bardziej przypominały jednolitą skórkę od banana w formie asfaltowej niż nawierzchnię zdatną do użytku przez dwukołowców. W samym Poznaniu było trochę lepiej, ale... było to w Poznaniu, czyli o rozpędzeniu się można było zapomnieć. A na przykład na Starołęckiej wyjątkowo zdecydowałem się na jazdę śmieszką, bo żal mi się zrobiło wlokącego się za mną autobusu, jednak w związku z tym, że zgodnie z wieloletnią polską tradycją była ona położona po lewej stronie ulicy to przy manewrze skrętu poślizgnęło mi się tylne koło i gdyby nie moje doświadczenie byłaby gleba przed kołami miejskiego grubasa. Przypominam - zgodnie z teorią owa ścieżka jest po to, żeby poprawić moje bezpieczeństwo. Taaaaa.... :)
Pokręciłem sobie na południe przez Czapury, Wiórek, Rogalinek i Rogalin do Radzewic, gdzie zawróciłem i popędziłem swoimi śladami. Mimo "wesołych" warunków raz przykręciłem na jednej z górek do oszałamiającej prędkości 50 km/h, ale przy tej nawierzchni czułem się jakbym ślizgał się co najmniej dwukrotnie szybciej. Jechałem spokojnie i bez ciśnienia, słuchając sobie raz muzyczki, raz książki, a w końcu coś mnie naszło i włączyłem radio. A tam... Jaruś w tym samym czasie zaczął konferencję i podawanie łapy, przy jednoczesnym obracaniu kota kością ogonową. To było lepsze niż aktualnie konsumowany kryminał :)
- DST 33.36km
- Czas 01:12
- VAVG 27.80km/h
- VMAX 41.00km/h
- Temperatura 1.0°C
- Podjazdy 111m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Drugi pół-nie-glut serwisowy
Wtorek, 20 grudnia 2016 · dodano: 20.12.2016 | Komentarze 4
Po zostawieniu koła w domu zmieniłem rower i ruszyłem szosą do Mosiny, gdzie byłem już po słowie w temacie serwisu. Lekko się obawiałem czy piasta wytrzyma lubońskie atrakcje na trasie, więc jechałem bardzo ostrożnie, a że wiatr dawał mi kuksańce z boku to tym bardziej nie miałem motywacji do szybkiego kręcenia.
W sklepie pojawiłem się później niż zamierzałem, bo około drugiej, więc trzeba było szybko zakasać rękawy i zabrać za to rowerowe truchło. Było to moje pierwsze podejście do serwisowania u nowego właściciela przybytku, ale że dostał pochlebne opinie od poprzedniego to nie miałem obaw. I jak najbardziej jestem na tak! Darek, bo tak nazywa się ów człowiek, zdecydowanie zna się na rzeczy, szybko zdiagnozował problem i wymienił mi łożyska, ośkę w przednim i zamontował nowe tylne koło, już dawno czekające na mnie w tym miejscu. I co najlepsze - wziął za to duuuużo mniej niż się spodziewałem, mimo kilku problemów z moim (jak zwykle) sprzętem. A że sam jest praktykiem rowerowym to i gadało się ciekawie. Brawo, polecam!
Ruszyłem już w lekkiej szarówie, co było mało fajne, tym bardziej, że powoli z naprzeciwka tworzył się już długaśny sznurek "pezetów", którzy jak zwykle zamiast wybrać dojazd w 15 minut do centrum Poznania pociągiem zafundowali sobie komfortową godzinkę w puszkach. Po dotarciu do domu łączny dystans wyszedł mi dziś tylko lekko ponad 66,6 km, więc jest najlepiej jak tylko można :P A sprzęt działa na razie bez zarzutu, więc aktualnie jeszcze pomęczę stare koło ile się da.
- DST 33.60km
- Czas 01:16
- VAVG 26.53km/h
- VMAX 42.50km/h
- Temperatura 1.0°C
- Podjazdy 75m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Pierwszy pół-nie-glut serwisowy
Wtorek, 20 grudnia 2016 · dodano: 20.12.2016 | Komentarze 6
Jako że pojęcie "wolny dzień" jak zwykle oznacza u mnie ganianie z wywieszonym ozorem w celu pozałatwiania zaległych spraw, dzisiejsze wolne postanowiłem poświęcić na sprawy rowerowe. Zmotywowała mnie do tego opisywana wczoraj awaria w przednim kole.
Plan wymyśliłem sobie tak 50 na 50. A konkretnie - podzielić sobie rowerowanie na pół, czyli klasyczne glutowanie. Etap pierwszy to wycieczka crossem, tak zaplanowana, żeby do miejsca oddalonego ode mnie o dwa kilometry dołożyć brakujące trzydzieści. Prawda, że to rozsądne? :) Pojechałem więc najpierw na południe, do Lubonia, potem w Wirach skręciłem na Komorniki, potem Szreniawa, Rosnowo, znów Komorniki, Plewiska i dalej już przykry dla psychiki kurs przez zakorkowany Poznań ulicami: Grunwaldzką, Grochowską i Hetmańską, tak żeby dotrzeć do sklepu rowerowego na Traugutta. Tam specjalnie dla mnie ściągnięto na dziś zupełnie niedrogie koło, co prawda marki "takiej se", ale już dawno stwierdziłem, że nie ma co specjalnie inwestować w drogie rzeczy do taniej szosy. Kupiłem je na zaś, bo wciąż miałem nadzieję, że uda się jeszcze naprawić dotychczasowe. A zrobić sobie prezent zawsze można ;) Jedyny minus, którego nie przyuważyłem wcześniej to mocowanie na śruby, a nie na samozamykacz, co zmusi mnie do wożenia ze sobą kolejnego elementu.
Podziękowałem za szybką interwencję (szacun!) i z kołem w jednej ręce ruszyłem do domu. Zapomniałem tylko, że w crossie mam niesprawny jeden z hamulców. Szybko sobie przypomniałem na pierwszych światłach, dzięki czemu pewnie szybciej przyjdzie mi decyzja o kupnie nowych butów :)
- DST 55.00km
- Czas 02:02
- VAVG 27.05km/h
- VMAX 52.00km/h
- Temperatura 3.0°C
- Podjazdy 245m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Piastą po oczach
Poniedziałek, 19 grudnia 2016 · dodano: 19.12.2016 | Komentarze 10
Wczoraj wieczorem po powrocie z pracy ze zdziwieniem stwierdziłem brak powietrza w przednim szosowym kole. Mimo chęci do zabawy gumami i łyżkami zbliżonej do zera absolutnego zabrałem się do wymiany. Poszło w miarę sprawnie, ale gdy już zamontowałem koło to przy kontrolnym kręceniu zaczęły się z niego wydobywać dziwne stuki i chroboty. Upewniłem się jeszcze czy wszystko jest dobrze zrobione w nieskomplikowanym jakby nie patrzeć procesie - było - więc mina mi zrzedła. Jak na moje w końcu siadła piasta lub coś bliżej w niej nieokreślonego. W sumie miała prawo - zrobiłem na niej ponad 42 tysiące kilometrów, we wszystkich możliwych w naszym kraju warunkach. Ale w perspektywie najbliższych dni, które pogodowo zapowiadają się całkiem całkiem, jest to lekka kiszka. Co prawda jak zwykle po zapytaniu dostałem wstępną ofertę pomocy w wypożyczeniu zastępczego (dzięki Dariusz), ale po przemyśleniu i ogarnięciu tego logistycznie postanowiłem dzisiaj rozejrzeć się za szybkim zakupem nowego sprzętu. A kluczowym argumentem było to, że szprychy były inne i nie dałoby się zamontować mojego aktualnego licznika :)
Temat zostawiłem na dziś, a na rano przygotowałem sobie crossa, z bólem serca, który jednak mi przeszedł gdy zobaczyłem mokre drogi i pochmurne niebo. Psychice było łatwiej. Ruszyłem na południe, przez zakorkowany Luboń, Puszczykowo, Mosinę, Sowiniec, przejechałem obok Baranówka, gdzie znajduje się Fundacja Stworzenia Pana Smolenia, potem na Baranowo, za którym wkroczyłem na leśny dukt asfaltowy, który po chwili jeszcze zamieniłem na leśno-leśny i nasycony przyrodą wróciłem na szlak.
W Żabnie skręciłem na Mosinę, gdzie zawitałem do rowerowego i umówiłem się na jutro na wizytę w celu sprawdzenia czy uda się koło uratować. I tak już wstępnie zamówiłem nowe, ale może będę miał rezerwę. A czy dotrzeć tam pozwoli mi zdezelowany sprzęt - się okaże. Jednak na jutro tak czy siak swoje wykręcić będę musiał znów crossem.
PS. Znalezienie pod koniec grudnia niedrogiego koła do szosy "od ręki" to misja nierealna. Wyjaśniło się czemu Mikołaj jest grubym oblechem :)
- DST 32.10km
- Czas 01:14
- VAVG 26.03km/h
- VMAX 42.00km/h
- Temperatura 1.0°C
- Podjazdy 51m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glucik szklany
Niedziela, 18 grudnia 2016 · dodano: 18.12.2016 | Komentarze 3
Pierwotnie według prognoz miał w nocy padać śnieg, potem wersja zmieniła się na marznący deszcz. Cokolwiek miało być - nastawiałem się dziś na solidną porcję snu, spodziewając się, że rano przywita mnie za oknem albo bałwanek, albo karambol złożony z plus minus miliarda samochodów, sponsorowany przez szklankę na drodze.
Tymczasem... Śniegu nie było, za to faktycznie drogi nie należały do tych z gatunku "lider bezpieczeństwa drogowego namawia - ruszaj". Gdy już się zwlekłem z łóżka (nałóg zobowiązuje) to najpierw postanowiłem zrobić kontrolną rundkę spacerkiem, pod pretekstem wyrzucenia śmieci. Organoleptycznie stwierdziłem, że jechać się pewnie da (byle unikać kostki, bo to cholerstwo było najbardziej śliskie), ale dopiero jak temperatura przekroczy "plus zero". Nie ma co ukrywać, że do takiego wniosku doszłem również dzięki magicznemu przyciąganiu przez pewien mebel służący najczęściej do spania :)
Gdy po jakimś czasie nastąpiło powstanie 2.0 była już jedna kreska na plusie, ale też grubo po dziewiątej, więc mając w perspektywie dzionek w robocie musiałem okroić swoją dzisiejszą jazdę do krótkiego, trzydziestokilometrowego gluta z Dębca przez Luboń, Wiry, Komorniki, Szreniawę, Rosnowo, Komorniki, Plewiska i do domu. Jechałem bardzo ostrożnie, do tego crossem, więc wynik nie powala. Ale psychika dzięki temu została utrzymana w jako takim porządku.
Obyło się bez przygód, a nawet w wyjątkowej zgodzie z innymi na drogach. Dostałem kilka podziękowań za wpuszczenie innego użytkownika do ruchu, jak również uśmiechy za zapobiegliwe zatrzymanie przed przejściem dla pieszych. Ale nie ma tak pięknie - na ostatnim odcinku, podczas jazdy poboczem szeroką na maksa ulicą Głogowską na odcinku między Komornikami a Poznaniem, usłyszałem klakson, ten z tych agresywnych. Nie żeby to było coś zaskakującego w naszym kraju, ale zacząłem się mimowolnie zastanawiać o co szanownemu kierowcy chodziło. Czy wydawało mu się, że ta zwykła, choć wypasiona ulica jest jakimś przedłużeniem autostrady? Czy może ma jakieś problemy z żoną i chciał mi w ten sposób to pokazać? Czy zachwycił go widok mojego tyłka? Jak brzmi odpowiedź - nie wiem. Wiem za to jedno.
Był debilem.
- DST 52.30km
- Czas 01:52
- VAVG 28.02km/h
- VMAX 51.20km/h
- Temperatura -0.3°C
- Podjazdy 84m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Zjawa (?)
Sobota, 17 grudnia 2016 · dodano: 17.12.2016 | Komentarze 13
Wczoraj (a w sumie dzisiaj), gdy wracałem z firmowej (laickiej, bo już czuję w powietrzu niezadane pytanie) wigilii była taka mgła, że taksówkarz wysadzał mnie na "czuja", bo nie było widać mojego bloku w momencie gdy praktycznie byłem kilka metrów od niego. Ciut mniejsze mleko w powietrzu utrzymało się aż do rana. Ja zamiast jednak pójść spać nieopatrznie włączyłem telewizor. I tak do drugiej w nocy, gdy już padłem na ryj, zmieniałem sobie kanały pomiędzy TVN, TVP Info i Polsatem, ze zdumieniem stwierdzając, że nie jest AŻ tak źle z tym naszym narodem, skoro już po roku potrafi pokazać prawie bezpośrednio wybranym wcześniej klakierom pewnego zakompleksionego frustracika, że dość, że te małpy nie pasują do tak zarządzanego cyrku...
Nazajutrz ze wstaniem miałem lekkie problemy :) Ale mocna kawka i upewnienie się, że nie zagrażam sobie oraz ludzkości spowodowała, że po dziesiątej mogłem ruszać. Wybrałem szosę, ale już po chwili miałem wątpliwości czy decyzja była słuszna. Po prostu fragmentami było bardzo ślisko - minimalnie poniżej zera oraz delikatna warstwa lodu na drodze to nie jest idealne połączenie. Pierwotnie chciałem jechać trasą "kondomikową". ale gdy przypomniałem sobie o wyskakujących tam co jakiś czas ddr-kach, na sto procent usyfionych, zmieniłem zdanie i pokręciłem po prostu na zachód, przez Plewiska, Dąbrówkę, Palędzie, Dopiewo, Trzcielin, Konarzewo, Rosnowo, Komorniki i znów Plewiska. Nie powiem, ciekawie było, a szczególnie na zakrętach, rondach i wiaduktach zadawałem sobie pytanie natury filozoficznej: wykopyrtnę się w końcu czy nie? Na szczęście odpowiedź była optymistyczna - nie :)
A w ogóle to było też całkiem ładnie. Szron na drzewach jak zwykle urzekał, a mrozek przy niebieskim niebie zawsze mnie nastrajał lepiej niż upał przy niebieskim niebie. Ot, takie zboczenie :)

Podczas zjazdu Chomęcic do Rosnowa znów (ostatnio to norma) aż się musiałem zatrzymać i cofnąć. Ja rozumiem, że temat opłat za parkowanie od niedawna irytuje kierowców, ale jak widać niektórzy nie wiedzą, że strefa obowiązuje tylko w mieście. A przyzwyczajenia do "nielegali" zostają :)
Co najlepsze - upewniłem się, że nikogo w środku nie ma, co prawda nie chciałem być ciekawski i oglądać samochodu dokładnie, tym bardziej, że chwilę przede mną jechała tędy policja, która (jak zakładam) jeśli się nie zatrzymała to znała temat. Jednak gdy w domu powiększyłem sobie to zdjęcie to okazało się, że w za kierownicą jest jakieś odbicie, jakby ducha, zjawy? Bo gdyby to był człowiek to zgodnie z prawami fizyki głowa osoby nieprzytomnej nie mogłaby być skierowana do góry... No i teraz mam mroczną zagwostkę czy to złudzenie czy może... :)
Do pracy się lekko spóźniłem, bo wiatr w ogóle nie chciał współpracować, ale to już znamy. Za to nie padało, czego powiedzieć nie mogę o prognozach na jutro. Zresztą już jak widzę sypie za oknem, więc na 99% nie pokręcę ;/






