Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 239987.50 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.49 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 784507 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 52.00km
  • Czas 01:55
  • VAVG 27.13km/h
  • VMAX 51.60km/h
  • Temperatura 3.0°C
  • Podjazdy 159m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Virgin hunter

Poniedziałek, 2 kwietnia 2018 · dodano: 02.04.2018 | Komentarze 7

Z wiatrem jest jak z tytułowym łowcą dziewic - nigdy nie oddaje tego, co odebrał. O taka głęboka myśl a la Paulo Coelho lub Małgorzata Rozenek przyszła mi na myśl podczas dzisiejszej walki z tym gnojem, który miażdżył i miażdżył, a gdy już zawróciłem (nie nawróciłem, nie mylić) pomagać nie chciał praktycznie w ogóle. No dobra, może kilka razy dmuchnął mi w plecy, ale niech te plusy nie przysłaniają nam minusów :)

Trasa była zachodnia, typowo międzyśniadaniowa: Poznań - Plewiska - Skórzewo - Dąbrowa - Sierosław - Więckowice - Fiałkowo - Dopiewo - Palędzie - Dąbrówka - serwisówki - Plewiska - Poznań. W skrócie: rzeź. W pewnym momencie, gdy wiatr szarpał mi szprychami jak chciał, a ja z wiaduktów, z których normalnie bez pedałowania rozpędzam się do wartości 50+, dziś ledwo dobijałem do 25 km/h, po prostu stwierdziłem, że luzuję, odpuszczam, zmieniam blat i przestaję się irytować. I tak już było do końca.

Terenów zielonych miałem po drodze łącznie może z pięć kilometrów, m.in. ten przed Sierosławiem. Poza tym - pustynia.

Jest jeden plus: to chyba ostatni taki dzień, od jutra spokojniej i cieplej. Czyli: czas do pracy :/ Świąt mi nie szkoda, wolnego owszem. A w ogóle to znów miałem niewątpliwą przyjemność obejrzenia pod rząd kilku wydań "Dziennika Telewizyjnego" czy jak się tam nazywa to coś nadawane o 19:30 w Telewizji Partyjnej, i jestem jak zwykle pod wrażeniem (byłby pewnie tak Gomułka, jak i Goebbels). Polecam szczególnie tę analizę z soboty - sam nie wiedziałem, że podwyżki cen przed świętami to... dobra wiadomość :)




  • DST 32.70km
  • Czas 01:12
  • VAVG 27.25km/h
  • VMAX 51.80km/h
  • Temperatura 4.0°C
  • Podjazdy 102m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Prima glut #2

Niedziela, 1 kwietnia 2018 · dodano: 01.04.2018 | Komentarze 8


Jako że rano wykonałem już tego gluta, ciśnienia jakiegoś wielkiego na dalsze kręcenie po południu nie miałem. Ale... :)

Wystarczyło kilka godzin w ciepełku i katar, z którym męczę się od kilku dni wrócił ze zdwojoną siłą. Tak jakoś mam, że jedyne, co u mnie działa, jest zamrożenie choróbska. A przynajmniej tak sobie to tłumaczę :)

W związku z tym po śniadaniu u Teściowej (hip hip!), jak zwykle pysznym, postanowiłem jeszcze ruszyć.

Jakby co - to nie Teściowa! :)

Różnice były dwie główne - zabrałem tym razem szosę oraz, w co ciężko uwierzyć, ale jednak... wiało jeszcze mocniej. Momentami mój maks to było 17-18 km/h, a na wiaduktach przy bocznych podmuchach przestawiało mnie w prawo lub w lewo. Jako że gnój był z zachodu, to czekała mnie pustynna mordęga, praktycznie bez fragmentów z osłoną w postaci drzew (z chęcią zaprosiłbym po te doznania morsopodobnych miłośników cięcia zieleni). Oto typowe perspektywy, pochlastać się można.

Ten glut to: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dąbrówka - Plewiska - Poznań. Brr...

Podsumowując: bałem się, że będzie dziś zero, wyszło 60+. Jak na Prima Aprilis - spoko :)

Jutro... wiać ma co najmniej podobnie.




  • DST 31.60km
  • Czas 01:14
  • VAVG 25.62km/h
  • VMAX 50.60km/h
  • Temperatura 1.0°C
  • Podjazdy 103m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Prima glut #1

Niedziela, 1 kwietnia 2018 · dodano: 01.04.2018 | Komentarze 2

Od razu wytłumaczę tytuł: wczoraj wieczorem to, co zastanę rano za oknem, było dla mnie sporą zagadką. Można się było spodziewać śnieżyc, jak i słońca. Postanowiłem jednak sobie, że jeśli nie będzie padać, to przed planowaną wizytą u Teściowej na śniadaniu (hip, hip...!) spróbuję pokręcić choć na glutowym dystansie. Oznaczało to dość wczesne wstawanie, ale skoro Prima Aprilis, to można i taką głupotę wykonać.

Udało się - zarówno wstać, jak i ruszyć. Potem już było jednak tylko pod górę. Wszystko za sprawą wiatru, który... a zresztą, nie chce mi się znów pisać o tym samym. Gnoił solidnie, chwilę minimalnie pomógł, więcej mu w tym wpisie czasu nie poświęcę, bo nie zasłużył. Krótko więc o trasie: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Komorniki - Plewiska - Poznań.

W końcu - jako że ruch niewielki - udało mi się na chwilę zatrzymać przy... areszcie śledczym w Rosnowie. Wciąż nie wiem, czy zacznę kolekcjonować takie miejsca, ale odnotować nie zaszkodzi :)

Rano mijałem jeszcze kilka wozów transmisyjnych telewizji oraz radia, relacjonujących mszę i śniadanie dla rodzin, którzy przeżyli wybuch kamienicy na Dębcu, zafundowanej przez miasto.

Do Teściowej zdążyliśmy na czas. Hip, hip...!




  • DST 55.00km
  • Czas 02:00
  • VAVG 27.50km/h
  • VMAX 50.60km/h
  • Temperatura 2.0°C
  • Podjazdy 221m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Brawo ja(ja)

Sobota, 31 marca 2018 · dodano: 31.03.2018 | Komentarze 8

O dziwo wpadło dziś te pięć dych. O dziwo, bo od rana miało padać (zaczęło dopiero po piętnastej), a tymczasem udało mi się przejechać całość o suchym kasku. Za to miało wiać. Wiało. I to jak!

Od kilku dni męczy mnie lekkie przeziębienie, a że nie potrafię siedzieć bezczynnie w domu, to po raz kolejny zapodałem sobie jedyną słuszną kurację: ruch. Od dawna działa, mam więc nadzieję, że i tak będzie teraz. Ja jedynie do obowiązkowego zestawu rowerowego dołożyłem dziś kilka paczek chusteczek higienicznych, cobym nie zasmarkał okolicy. Przydały się :)

Trasa dzisiejsza z założenia miała być prosta i opanowana, wschodnia. Przez dość puste miasto dostałem się do ronda Rataje, potem do Malty, która po tej ósmej rano była jeszcze cudownie przejezdna...



Następnie Atoninek, Swarzędz, Paczkowo, tam skręt na południe do Siekierek, gdzie przypomniałem sobie, że Gowarzewo jest rozkopane, więc warto by było je jakoś objechać. Problem w tym, że najczęściej mam swoją stałą trasę i tylko kilka razy zachciało mi się po tych polach jeździć gdzieś dalej, więc musiałem zaufać intuicji. Jakby ktoś na przyszłość usłyszał ode mnie na takie słowa, proszę mi przypomnieć, żebym jednak zajrzał do mapy :) Najpierw bowiem dotarłem do miejscowości Trzek (w sumie ładnie się rymuje z Trek), potem gdzieś na jakimś wiadukcie, z którego niemal mnie zwiało, więc wykoncypowałem, że jeśli miało być z wiatrem, to zdecydowanie nie ten kierunek, w związku z czym cofnąłem się do serwisówek, ronda, a finalnie wylądowałem na... wspomnianym remoncie w Gowarzewie. Tyle że wcześniej czekało mnie jeszcze jedno dodatkowe wahadło (więcej na Relive). Brawo ja - tak sobie zorganizować objazd, żeby wylądować w oku cyklonu, do tego trzeba mieć wyjątkowe zdolności :)

Końcówka przez Tulce, Żerniki, Krzesiny, Starołękę oraz Lasek Dębiński to kilkanaście kilometrów odpoczynku od wiatru - miła odmiana od rzeźni, którą mi zafundował wcześniej. Finalnie wynik żałosny, ale grunt, że powstał. Jutro za to od rana śniadanie u Teściowej i znów opady plus jeszcze mocniejsze podmuchy. Uroczy zestaw :) Istnieje więc duże prawdopodobieństwo, iż kwietnia rowerowo nie zacznę.

Nie jestem hipokrytą, więc nie będę życzył wesołych świąt, za to rodzinnej atmosfery i smacznego ciasta - owszem. Natomiast warto wiedzieć, że dziś jest pogrzeb genialnego agnostyka Stephena Hawkinga. Przy tej okazji przypominam pewnego mema... Z którego jak sądzę i śp. bohater by się szczerze uśmiał :)





  • DST 51.80km
  • Czas 01:49
  • VAVG 28.51km/h
  • VMAX 55.60km/h
  • Temperatura 4.0°C
  • Podjazdy 218m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Zmyła

Piątek, 30 marca 2018 · dodano: 30.03.2018 | Komentarze 7

Tytułowa zmyła to jednodniowa przerwa w pogodowej masakrze, która przed, a i częściowo za nami. Dzisiaj było nawet słonecznie, przyzwoicie jeśli chodzi o temperaturę (po ósmej rano, gdy ruszałem, około czterech stopni), wiatr silny na nieosłoniętych przestrzeniach, ale nie tak jak wczoraj. Dało się kręcić, nawet szosą, choć już walka z podmuchami szła momentami ciężko, więc wynik mocno średni.

Trasa to nic odkrywczego, klasyczne "kondominium" w wersji: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Dymaczewo - Łódź - Stęszew - Szreniawa - Komorniki - Poznań. Oczywiście w Luboniu, Komornikach i Mosinie odcierpiałem swoje w korkach z powodu przedświątecznej sraczki zakupowej, no ale co z tym zrobić, polski klasyk :)

Widoki ze śmieszki w Łęczycy coraz bardziej łyse - dość fajny kiedyś zagajnik wygląda już powoli jak pustynia, za to z dogodnym widokiem na puszki. Supcio.

Z kolei na ddr-ce wzdłuż Świerczewa...

Ok, niech będzie, rolkarze w sumie nie za bardzo mają tam gdzie się rozwinąć, więc zacisnąłem zęby i spokojnie wyprzedziłem z prawej po części dla pieszych, ale gdy kilkaset metrów dalej prawie rozjechałem jakiegoś ćwoka idącego po pasie rowerowym, oddzielonym wyraźnie od chodnika zielenią, z pyskiem w telefonie, już mi się brzydko mówiąc ulało i równie brzydko zwerbalizowałem konieczność wykonania owej czynności. W tym kraju i za sto lat ludzie się nie nauczą odróżniać piktogramu z ludzikami od tego z niemechanicznym pojazdem o dwóch kołach...




  • DST 51.30km
  • Czas 02:03
  • VAVG 25.02km/h
  • VMAX 44.00km/h
  • Temperatura 3.0°C
  • Podjazdy 151m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Ręce opadają

Czwartek, 29 marca 2018 · dodano: 29.03.2018 | Komentarze 3

Rozwinięcie tytułu: zimno, wiatr, mokro... Ile można? A przed nami podobno jeszcze białe święta...

Dobrze, że w ogóle dziś pokręciłem, bo od rana padał (tylko) deszcz. "Tylko", bo podobno w sporej części kraju nasypało białego gów... puszku, więc w sumie mogę uznać się za szczęściarza, około dziesiątej bowiem się lekko rozpogodziło i mogłem pomknąć w trasę.

Napisałem: pomknąć? Zgrywus ze mnie. Ledwo trzymałem pion, tak wiało. Nawet jadąc crossem miałem czasem wrażenie, że jakaś siła stara się mnie zepchnąć z drogi, a poruszanie się do przodu było niezłym wyzwaniem. Biorąc pod uwagę, że wczoraj mnie przewiało - co ciekawe, nie na rowerze, a przez częste wysiadanie i wsiadanie z/do puszki (nie chodzi o zakład zamknięty) - i czuję się tak sobie, nawet nie chce mi się drążyć tematu dzisiejszej rzezi.

Trasa to w tę i we wte na zachód: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Chomęcice - Głuchowo - Dąbrówka - Palędzie - Gołuski - Głuchowo - Komorniki - Plewiska - Poznań.

Pod koniec wjechałem sobie jeszcze na myjkę, przy okazji instruując pewnego starszego pana, o co kaman, bo pierwszy raz zawitał na ten wynalazek. W momencie, gdy już skończyłem pucować grata i ruszyłem, zaczął... padać deszcz. Ma się to szczęście w życiu :)




  • DST 53.10km
  • Czas 01:55
  • VAVG 27.70km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura 1.0°C
  • Podjazdy 228m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

A-dresik

Środa, 28 marca 2018 · dodano: 28.03.2018 | Komentarze 5

W sumie całkiem ładny ten grudzień - na granicy zera, póki co śnieżyce nie miażdżą, brakuje co prawda słońca, ale... Wrrróććć. Przecież mamy już prawie kwiecień. Ups, jakoś nie zauważyłem :)

Rano byłem pełen obaw przed spojrzeniem za okno, ale o dziwo przynajmniej pod względem opadów było czysto (ten szajs ma się zacząć od jutra), ruszyłem więc szosą. Pierwsze jednak, co mnie zatrzymało w miejscu, to wiatr, może nie mega mocny, ale znów zimny i przejmujący. Już wiedziałem, że będzie dziś pełzanie, a nie jazda. Ech.

Ale cóż było robić - wykonałem zrezygnowany "muminka": dom - Lasek Dębiński - Starołęka - Krzesiny - Jaryszki - Koninko - Głuszyna - Babki - Czapury - Wiórek - Rogalinek - Mosina - Puszczykowo - Luboń - dom. Pierwszy, środkowy i ostatni odcinek - pod wiatr. Choć nie, kłamię - czasem gnoił z boku, żeby mi ulżyć :/

Było już prawie świątecznie (ten motyw nad szyldem):

Na poznańskich Krzesinach "zauroczyła" mnie za to współczesna poezja. Jest to wiesz połowicznie biały, o treści:

BRS
Na glowie czapka
Na dupie dres.

Jak sądzę, porusza on temat podstawowych potrzeb egzystencjalnych anonimowego Poety. Może jest błaganiem, może wręcz przeciwnie - pełnym dumy potwierdzeniem (chęci) posiadania? Natomiast kompletny brak interpunkcji wskazuje, iż Autor prawdopodobnie jest młodym polskim patriotą z kręgów krzyżyka w kółeczku, w którym jak wiadomo do tej tematyki podchodzi się nieortodoksyjnie. Tu jednak pewności nie mam, gdyż tekst jest nie tylko krótki, że praktycznie nie jak w nim zrobić błędu.

Tyle pytań, tyle inspiracji! :)





  • DST 51.40km
  • Czas 01:54
  • VAVG 27.05km/h
  • VMAX 52.50km/h
  • Temperatura 1.0°C
  • Podjazdy 265m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Jeden z pięciu

Wtorek, 27 marca 2018 · dodano: 27.03.2018 | Komentarze 9

Na pytanie: czy dziś padał deszcz, czy nie padał, odpowiem klasycznie - tak :) Bo rano obudziły mnie krople deszczu, a nieco ponad godzinę później już kręciłem o prawie suchym kole. Brakowało jeszcze tylko śniegu, ale spokojnie, to jeszcze przed nami.

Wybrałem się w związku z powyższym crossem - również dlatego, że z okazji północnego wiatru czekała mnie przeprawa przez calutkie miasto. Już samo to jest mordęgą, a wykonywane na szosie - epickim koszmarem. A tak? Spokojnie i powolutku zaliczyłem te miliardy czerwonych świateł, nawąchałem się smrodu z podobnej ilości puszek i postałem sobie w korkach. Ale za to pojawiła się nagroda, która zawsze czeka na mnie za Golęcinem, czyli skręt w Koszalińską, gdzie zaczyna się inny świat.

Nią właśnie doczłapałem się do dawno nieodwiedzanej miejscówki, której byt skojarzył mi się z powieścią "Gniew" Zygmunta Miłoszewskiego. Jej bohater, prokurator Szacki, wylądował z musu w Olsztynie, wedle jego oceny mieście koszmarnym pod każdym względem, czego jakby nie zauważali autochtoni-lokalni patrioci, jak jeden mąż informujący go za każdym razem, gdy przyznawał się, iż nie jest stąd;, że "nie wiem czy pan wie, ale na terenie miasta jest aż jedenaście jezior". W książce ten motyw pojawia się dobrych kilkanaście razy. 

No więc... Nie wiem, czy wiecie, ale na terenie miasta Poznania jest aż pięć jezior :) A wspomnianą miejscówką jest jedno z nich, czyli Strzeszyńskie. Trochę się działo tu podczas mojej nieobecności - wyremontowano pomost, dobudowano kolejne kawałek dalej, oznaczono drogi dla rowerów i pieszych, estetycznie zamontowano ławeczki... Fiu fiu :)



Po chwili kontemplacji ruszyłem w dalszą drogę, już trasą niemal klasyczną: przez Psarskie, Kiekrz, Rogierówko, Sady, Lusowo, Dąbrowę, Skórzewo i Plewiska do domu. O taką właśnie.

Całkiem spoko się jechało, jak na crossa wyszła ok średnia, zdążyłem do roboty...  Same plusy. Piszę o tym, bo od jutra wraca wietrzny, a może i deszczowy armagedon, więc będę marudził :)

Aha, co jeszcze dziś robiłem? Ano to... Bite piętnaście minut!




  • DST 52.00km
  • Czas 01:50
  • VAVG 28.36km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 4.0°C
  • Podjazdy 139m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Barbarzyńsko

Poniedziałek, 26 marca 2018 · dodano: 26.03.2018 | Komentarze 14

Powoli kończy się już wiosna i nadchodzi zima – na środę oraz czwartek synoptycy zapowiadają deszcz ze… śniegiem. Bosko.
Póki co dzisiaj nastąpił okres przejściowy – rano, gdy wyruszałem, niebo było zachmurzone i istniało ryzyko opadów, jednak podjąłem męską, żeńską, a może i nijaką decyzję o zabraniu szosy. Nie żałowałem, bo gdzieś w połowie nawet się wypogodziło, o dziwo.

Trasa dzisiejsza… hm. Napisać, że na własne życzenie zafundowałem sobie jakiegoś wizualnego potworka plus korki, to mało napisać. Zachciało mi się przetestować nowy wariant zachodni i mam za swoje. Nie dość, że na odcinku między Poznaniem, Luboniem, Plewiskami a Komornikami więcej stałem niż jechałem, to jeszcze co moja zmiana kierunku, to gnój wiaterek mi leciał naprzeciw. Finalnie wynik więc nie powala, a na mapie wyszła jakaś przeżarta w kilku fragmentach gąsienica. W szczegółach składa się ona ze wspomnianej rzeźni Poznań – Komorniki, następnie z wkładki: Gołuski, Głuchowo, Palędzie, Dopiewiec, Konarzewo, Trzcielin, Dopiewo, znów Dopiewiec, Palędzie, Gołuski oraz Plewiska do domu.

W Konarzewie chciałem zrobić zdjęcie tamtejszego pałacyku, po w końcu chyba dokończonej renowacji dachu, ale jak się okazało wstępu na jego teren już ogólnodostępnego nie ma. Od tych Napoleonów odwiedzających te mury w 1806 się widocznie w czterech literach przewraca :)

A kawałek dalej, za Trzcielinem, ponownie opadły mi witki na kierę i tak już zostały.

Wiem, jestem nudny w tym temacie, ale wciąż nie potrafię się uodpornić na tę masakrę, która odbywa się od jakiegoś czasu. I ok, stare drzewa trzeba wycinać, ale czy ktoś jest mi w stanie racjonalnie wytłumaczyć konieczność dokonania tego?

Spoko, zamieńmy wszystko w pustynię, niech na tych polach jeszcze bardziej hula wiatr, tłumaczmy barbarzyństwo kornikami i innymi bajkami. Wszystko, żeby nie powiedzieć wprost, o co chodzi: kasa, kasa, kasa...




  • DST 52.85km
  • Czas 01:45
  • VAVG 30.20km/h
  • VMAX 52.00km/h
  • Temperatura 4.0°C
  • Podjazdy 225m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Motywatory

Niedziela, 25 marca 2018 · dodano: 25.03.2018 | Komentarze 13

Planując grafik na ten miesiąc zrobiłem jeden poważny błąd - zabukowałem siebie tę niedzielę, kompletnie nieświadomy, iż to TEN dzień. Jeden z najbardziej traumatycznych w roku, niemal na poziomie sylwestrowego poranka :) Niestety nie dało się już nic z tym zrobić, więc ukradzioną godzinę musiałem wziąć na klatę, choć wstawanie o siódmej (czyli szóstej!) to przyjemność wątpliwa. A w ogóle to jestem za zmianą czasu (już kiedyś chyba o tym pisałem), jedynie w tę drugą stronę - za 24 lata wrócimy do punktu wyjścia, a za lat 12 będzie sytuacja idealna: cały dzień na jazdę rowerem, a noce pracujące :)

Wróćmy na ziemię - ruszyłem, gdy dzionek się jeszcze nie rozpoczął na dobre, a co za tym idzie temperatura oscylowała na zaledwie małym plusie. Jednak i tak już było blisko tego, o co mi chodzi: nie za zimno, nie za ciepło, klimat po prostu umiarkowany. Pierwotnie planowałem wykonać trasę na wschód, bo taki kierunek wiatru pokazywały pogodynki, ale już podczas jazdy okazało się, że to ściema - duło jak chciało, a że chciało głównie w pysk (ale niespecjalnie mocno), to stwierdziłem, iż z koniem kopał się nie będę i wykonam "kondominium" (Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Dymaczewo - Łódź - Stęszew - Szreniawa - Komorniki - Poznań) świadom, że cokolwiek zrobię i tak łatwo nie będzie. Sprawdziło się :)

W Łodzi (tej "naszej") chwilka zadumy przy świętym (a w sumie to dzisiaj - śniętym). Jakim? Pewny nie jestem - mijamy się dość często i wygląda mi na Nepomucena, ale daleko mi do eksperta w "tych" sprawach.


Gdzieś od tego momentu stwierdziłem, że jednak muszę lekko nadrobić średnią i zapodałem sobie sprawdzoną już w tym temacie Hańbę! :)... 

...natomiast koło godziny dziesiątej (czyli dziewiątej, grr!) przełączyłem się na TOK, gdzie jak co niedzielę bywają politycy większości opcji - i to był strzał w (nomen omen) dziesiątkę. Nic mnie bowiem tak nie motywuje jak oni - bo choć już lekko osłuchała i opatrzyła mi się bezczelność oraz cynizm PiS-u, amatorszczyzna oraz samooranie się PO i Nowoczesnej, czy bezradność PSL-u, to do tępoty Kukizowców przyzwyczaić się nie mogę. Chyba muszę ich sobie ponagrywać na zaś :)

Fajnie mi się jechało - a, i nawet do pracy zdążyłem.