Info
Suma podjazdów to 791222 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec23 - 49
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 52.70km
- Czas 01:49
- VAVG 29.01km/h
- VMAX 52.00km/h
- Podjazdy 156m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Zas(a)pany
Piątek, 18 maja 2018 · dodano: 18.05.2018 | Komentarze 17
Jeśli ktoś jest mi w stanie powiedzieć, kiedy do cholery w końcu uda mi się wyspać, będę dozgonnie wdzięczny, przygotuję się do tej daty, kupię kwiaty, wino, takie tam :) Dziś nad ranem wszystko szło ku dobremu, pies o dziwo nie szalał, Żona do pracy szła dopiero na dziewiątą, śniłem całkiem smacznie, a tu nagle za dwadzieścia siódma (!)... upojny dźwięk kosiarki zza okna. W półśnie zamknąłem ów łącznik ze światem zewnętrznym, ciesząc się przytłumieniem dźwięku koszenia. Piętnaście minut później... wiertarka, bo piętro niżej zaczął się remont. Gdy Kropa zaczęła szaleć, a potem nadleciało F16, wiedziałem już, że to nie będzie TEN dzień, gdy pójdę wyspany do pracy. No nie tym razem.
Dziś już nie padało, więc spokojnie mogłem na rower ruszyć szosą. Niestety wiało z północnego zachodu (mocno, a nawet bardzo mocno), co oznaczało dla mnie kurs przez miasto, do tego przez tę jej część bez Wartostrady. A nawet bez Warty, co może i jest jakimś wytłumaczeniem :) Najpierw więc z korków na Dębcu ruszyłem przez korki na Górczynie do korków na Grunwaldzie, gdzie wpiąłem się w DDR-kę przy Bułgarskiej, zatrzymując na chwilę przy stadionie i cykając fotkę jednego z niewielu pozytywnych elementów tyczących się poznańskiego Lecha, przynajmniej w tym sezonie :)
Kawałek dalej, na skrzyżowaniu Polskiej z Dąbrowskiego, napotkałem na taką oto sympatyczną naklejkę. Wspieram w stu procentach :)
Następnie już drogą mniej zapuszkowaną, ale też praktycznie nieosłoniętą od podmuchów, dotarłem przez Przeźmierowo i Swadzim do Sadów, gdzie z daleka uwieczniłem przerażający mnie mentalnie widok amerykańskiego obozu koncentracyjnego, tego na "A" :)
W Tarnowie Podgórnym zrobiłem kursik przez miasteczko, wciąż dając plusa tamtejszej asfaltowej ścieżce, szkoda tylko, że jest ona ostatnimi czasy widocznie zaniedbana. I tak jednak to nic wobec koszmaru, który jest kawałek dalej, na odcinku do Lusowa. Nazwany jest on na Stravie obrazowo jak "płyty z gównolitu, 2,5 km", a ja tu nie mam więcej do dodania :) Szkoda, że akurat tutaj chwilę miałem z wiatrem, bo średnio skorzystałem.
Dalej o wiele lepiej nie było, bo jeszcze czekała mnie kostkowa lusowska śmieszka, a dopiero od Zakrzewa przez serwisówki i Plewiska do Poznania było w miarę sympatycznie. A sumarycznie wyszło "tak se".
Tyle... idę spać. A nie, jestem w pracy. To... idę spać ;)
Aha,tu Relive za dziś.
- DST 56.80km
- Czas 02:10
- VAVG 26.22km/h
- VMAX 45.50km/h
- Temperatura 16.0°C
- Podjazdy 203m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Nieglutochomikodystans
Czwartek, 17 maja 2018 · dodano: 17.05.2018 | Komentarze 11
I znów będzie, że pisałem, że nie pojeżdżę, a pojeździłem :) Ale już się tłumaczę, zanim spadną na mnie gromy z jasnego BS-a!
Od rana - zgodnie z prognozami - padało. Generalnie dość mocno, więc nawet usiadłem na chomika, ale jak się okazało mam jeszcze pewną misję wychowawczą do wykonania - nauczenia psa, że te moje kręcące się w powietrzu nogi nie są najlepszym obiektem do zabawy. Po jakichś pięciu minutach więc zszedłem, spojrzałem za okno, a tam już "jedynie" mżawka. No to... stwierdziłem, że spróbuję testowo wykręcić gluta crossem.
Ulicę po wyruszeniu byłem już cały mokry. No ale przecież nie po to startowałem, żeby się cofać. Pojechałem wzdłuż ulicy Ostatniej, gdzie bym został skasowany na rowerowo przejazdowym zielonym przez jakiegoś strzałkowca, oczywiście w BMW. Gnój jeszcze mi poklaksonił, więc zacząłem go gonić, ale puszka ma tę jedyną przewagę, że jest szybsza od dwóch kółek, niestety. Jakoś opłotkami dotarłem do Junikowa i wzdłuż cmentarza dobiłem do Skórzewa.
Tam niemal dostałem choroby morskiej od jazdy po tamtejszej "płyń oceanie, płyń" DDR-ce, zakręciłem się przed Dąbrówką i serwisówkami ruszyłem do Plewisk, skąd już najkrótszą drogą dojechałem do domu. Glut został zrobiony, ale jakoś było mi mało, tym bardziej, że przestało lać. Wymyśliłem więc sobie, że ogarnę co trzeba psiego w domu i wyjdę do pracy o tyle wcześnie, żeby dokręcić do pięciu dych. Czasu było niewiele, więc wybrałem najmniej kolizyjną z wersji, czyli kurs Wartostradą do końca, nawrotkę, powrót znów tym samym szlakiem i dokrętkę do centrum. Tym samym z niczego wyszedł najpierw chomik, który zamienił się w gluta, a finalnie - w miarę normalną jazdę, choć przy jak zwykle upierdliwie gnojącym północnym wietrze.
Rrelive inny niż inne - tu.
PS. Dodałem do całości dystans wieczorny praca - dom.
- DST 52.00km
- Czas 01:45
- VAVG 29.71km/h
- VMAX 52.80km/h
- Temperatura 19.0°C
- Podjazdy 217m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Po niemiecku
Środa, 16 maja 2018 · dodano: 16.05.2018 | Komentarze 16
Pogoda trochę wyluzowała, czyli wiatr się minimalnie uspokoił, za to przyszło zagrożenie burzami. Póki co, jak się okazało, na razie teoretyczne, choć kilka razy po drodze zachmurzyło się na tyle, że spodziewałem się już, iż wrócę mokry.
Wiało wciąż ze wschodu, więc jak zwykle ruszyłem właśnie w kierunku "pod wmordewind". I znów doceniłem błogosławieństwo nowego odcinka Wartostrady, do którego niełatwo jest się dostać z mojej strony, ala jak już się to zrobi, to jest po niemiecku - boSSko :) Szkoda jedynie, że póki co nie ma opcji przemieszczenia się przy każdym moście z jednego na drugi brzeg, przez co musiałem jednak trochę miejskich rozkoszy zaliczyć.
Kawałek wzdłuż Malty, aż do Warszawskiej, był w miarę dziś przejezdny, ale po raz kolejny widziałem kilkanaście przykładów tego, że zrozumienie znaku zakazu ruchu pieszych przekracza mentalne zdolności niektórych rodaków. Za to głos wyborczy zapewne posiadają i jest jak jest :)
Po wydostaniu się z Poznania i Swarzędza można było w końcu zacząć kręcić, więc zrobiłem co mogłem, żeby nadrobić to, co straciłem na światłach i w korkach. W Paczkowie skręciłem na Siekierki i Gowarzewo, gdzie zakwitłem na sygnalizacji tymczasowej przy budowanym rondzie. Nie sam, bo pojawił się po chwili jeszcze jeden kolarz, z którym pojechałem kawałek do Tulec, gdzie każdy skręcił w swoją stronę. Szkoda, że kolega nie pojawił się wcześniej, tylko na odcinku teoretycznie z wiatrem, a praktycznie - z podmuchem bocznym.
Powrót przez Żerniki, Jaryszki, Krzesiny, Starołękę i Lasek Dębiński. Całość w wersji Relive o tu tu :)
Jutro raczej przerwa, bo wszystkie pogodynki solidarnie zapowiadają deszcz od samego rana przez cały dzień. A liczenia na to, że tym razem pomylą, byłoby bezsensowną naiwnością.
- DST 51.15km
- Czas 01:44
- VAVG 29.51km/h
- VMAX 52.40km/h
- Temperatura 18.0°C
- Podjazdy 205m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
PoWolnie
Wtorek, 15 maja 2018 · dodano: 15.05.2018 | Komentarze 21
Dzisiaj wiatr przez prawie całą drogę mi pomagał...
...a potem się obudziłem :)
Oczywiście realia były... realne. Wmordewind o solidnej mocy i tyle. Do tego rano jakieś dziwne chmury, które nawet przerodziły się w mało upierdliwy deszcz. Plusem dnia było za to to, że nie musiałem iść dzisiaj do roboty, więc wyjazd nastąpił grubo po dziesiątej, po śniadaniu.
Trasa to - podobnie jak wczoraj - "zmodyfikowany muminek", ale tym razem w drugą stronę, czyli z domu przez Lasek Dębiński, Starołękę, Krzesiny, Koninko, Kamionki, Daszewice, Babki, Czapury, Wiórek, Rogalinek, Puszczykowo, Łęczycę oraz Luboń do Poznania.
Na hopce pomiędzy Łęczycą a Wirami zobaczyłem motywatora. A w sumie nawet dwa :) I... udało się. Miny wyprzedzanych prowadzących skutery - bezcenne. No i dogonić się nie dałem. Lekko mi to poprawiło morale, bo średnia ogólna przez ten cholerny wiatr znów średnia.
Wczoraj skończyłem słuchać audiobooka "Był sobie pies" W. Bruce Camerona. Rewelacyjna książka, mam podejrzenia, że autor w przeszłości miał cztery nogi i długie uszy :) Bobiko - wielkie dzięki za polecenie!
A skoro już jesteśmy przy psach - po południu odbył się jeszcze spory, kilkukilometrowy spacer po Lasku Dębińskim. W sumie chyba mimo wszystko wolę to robić w wolne dni niż pykanie większych dystansów rowerem. Starzeję się?
No to jeszcze chwila Kropagandy :)

- DST 51.20km
- Czas 01:47
- VAVG 28.71km/h
- VMAX 51.40km/h
- Temperatura 24.0°C
- Podjazdy 240m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Wiet-cz-rz-nie
Poniedziałek, 14 maja 2018 · dodano: 14.05.2018 | Komentarze 10
Powtórka z wczorajszej rozrywki. Bardzo marnej jakościowo rozrywki. Czyli znów wietrznie, a i chyba niestety wiecznie, bo końca tych podmuchów w prognozach nie widać.
Starałem się wymyślić trasę na wschód jak najbardziej osłoniętą, ale jak zwykle nie wyszło. Wydmuchało mnie za wszystkie czasy, a pomocy nie odczułem praktycznie w ogóle. Finalnie na mapie (tu Relive) wyszedł lekko zmodyfikowany "muminek": Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Rogalinek - Wiórek - Czapury - Babki - Daszewice - Kamionki - Koninko - Jaryszki - Krzesiny - Starołęka - Lasek Dębiński - dom.
Pomiędzy Koninkiem a Poznaniem postawiłem pociągnąć za sobą ambitnie kręcącego rowerzystę, który jak sam przyznał jeździ rowerem do pracy, bo samochodem by nie zdążył :) Poza tym gdy zapytałem dokąd podąża, odpowiedział, że na komendę, a na moje pierwsze skojarzenie czy jest policjantem, odrzekł, że wręcz przeciwnie - strażakiem. W tym momencie moja sympatia do niego wzrosła o jakieś 353528% :) Ponarzekaliśmy - a jak - na wiatr i każdy rozjechał się w swoją stronę. Ja do roboty na swoje osiem godzin, kolega na... dwadzieścia cztery.
W Kamionkach natrafiłem na sympatyczne wodne miejsce, o którym nie miałem pojęcia. Przy okazji znalazłem kolejne praktyczne zastosowanie do kupionego nie tak dawno temu litrowego bidonu :)
Natomiast na śmieszce w Puszczykowie, po której jechałem chcąc irracjonalnie być grzecznym, w pewnym momencie prawie zapadłem się pod ziemię na jakiejś dziurze. Od razu się zatrzymałem, bo mam przykre doświadczenia w tym temacie, na szczęście mocne koła w nowym rowerze póki co spisują się bez zarzutu. Uff. A że już się zatrzymałem, to cyknąłem fotę.
Dziadyga wrócił do Łęczycy, to z newsów :)
- DST 52.00km
- Czas 01:47
- VAVG 29.16km/h
- VMAX 51.40km/h
- Temperatura 25.0°C
- Podjazdy 223m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Antyspin
Niedziela, 13 maja 2018 · dodano: 13.05.2018 | Komentarze 7
Wczorajsza wieczorna wizyta znajomych u nas lekko się, hmm, upłynniła i przedłużyła, więc dzisiejszy wyjazd siłą rzeczy nastąpił dość późno, bo koło południa, gdy już byłem pewien, że resztki... eeee.... kawy i herbaty wyparowały. Z teiną i kofeiną nie ma żartów! :)
Pogoda wydawała się piękna, niepokoiło mnie tylko jedno - to, że gałęzie drzew próbowały wlecieć mi do okna. Taaa, już wiedziałem, że dziś nie ma sensu się spinać, bo tak czy siak wiatr mnie uwali. No i niestety się nie zawiodłem. Planowałem wstępnie kurs we wschodnie rejony, żeby mieć choć iluzoryczne szanse na podmuch w plecy podczas powrotu (czyli zgodnie z wewnętrznymi zasadami, które najczęściej przeradzają się w kwasy), ale gdy po dojechaniu do Mosiny czułem i tak ataki z każdej strony, stwierdziłem, że nie będę kopał się z kobyłą i kręciłem dalej "kondominium" przez Dymaczewo, Łódź, Stęszew i Komorniki do domu, czyli kompletnie jak nie ja. W efekcie wmordewind mi nie pomógł, gdy mógł, za to solidnie wymęczył na ostatnich dwudziestu kilometrach. No i finalnie jest, jak jest.
Nawet specjalnie motywów do zdjęć nie było, więc jedynie jedno pro forma.
Nie zabrakło tylko tego, co zakwita w dwie środkowe niedziele każdego miesiąca, czyli niedzielnych kierowców, niedzielnych rowerzystów oraz niedzielnych pieszych. Jednak w galeriach stwarzają mniejsze zagrożenie :)
Tu Relive.
- DST 54.25km
- Czas 01:46
- VAVG 30.71km/h
- VMAX 52.00km/h
- Temperatura 25.0°C
- Podjazdy 233m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Niemarud :)
Sobota, 12 maja 2018 · dodano: 12.05.2018 | Komentarze 8
Po raz kolejny prognozy na szczęście zostały zaburzone, czyli: miały być burze, a ich nie było. Super :)
Poza tym znów chciałem podziękować za Wartostradę, dzięki której sporą część miasta udało mi się pokonać całkiem płynnie, choć już podczas powrotu i tak zakwitłem dobrych kilka razy na światłach tam, gdzie jej nie było, co mi lekko zaburzyło w miarę przyzwoitą średnią. Wyjątkowo jednak nie zamierzam dziś marudzić (spokojnie, nic mi nie dolega, nie mam gorączki ani nie miałem wypadku, przez który upadłem na łeb). Nawet wiatr, mimo że zmienny i momentami upierdliwy, jakoś dziś był do ogarnięcia.
Trasę wykonałem dziś sprawdzoną, północno-wschodnią, w wariancie: Dębiec - AWF - Wartostrada - Bałtycka - Bogucin - Kobylnica - Wierzonka - Karłowice, tam nawrotka - Wierzonka - Mielno - Kicin - Koziegłowy - Chemiczna - Warostrada - AWF - Dębiec. O tak, jak na Relive.
Na wspomnianej Wartostradzie oznaczono punkty kluczowe dla życia :)
Na wsiach wszystko się wciąż pięknie barwi...
A i w mieście dzieją się cuda - na budynku po prawej, czyli Collegium Altum Uniwersytetu Ekonomicznego, zagnieździły się niedawno najprawdziwsze sokoły z małymi!
Raz zostałem srogo zawstydzony, gdy wyprzedziło mnie Ferrari 126p :) W sumie dawno go na drogach nie widziałem.
Natomiast przed samym wyjazdem nastąpiła próba dywersji :)
"Czyżby było ci to potrzebne na rower? Kurczę, co za przypadek, że akurat znalazło się w moich zębach, mimo że znajdowało się po drugiej stronie pokoju, na krześle. Upsi" :)
- DST 52.15km
- Czas 01:58
- VAVG 26.52km/h
- VMAX 50.50km/h
- Temperatura 20.0°C
- Podjazdy 190m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Zew i ziew :)
Piątek, 11 maja 2018 · dodano: 11.05.2018 | Komentarze 4
W związku z faktem, że osobisty pies (a to suka!) stwierdził dziś, że okolice godziny trzeciej w nocy to najlepszy moment na pozbycie się z organizmu pewnego balastu, a czas na powtórkę z rozrywki to coś pomiędzy szóstą a siódmą, delikatnie mówiąc nie do końca się wyspałem. Doszła do tego nocna burza, która obudziła mnie po raz trzeci, więc jako taki lekko niedorobiony zombie ruszyłem na rower, ciesząc się jednak, że w ogóle jest na to szansa, bo spodziewałem się rannych opadów.
Na wycieczkę zabrałem crossa, bo drogi były jeszcze mokre, a i ciemne chmury wiszące nad Poznaniem sugerowały, że jednak mogę zmoknąć. Jak zwykle po długiej przerwie od usadzania tyłka na wygodnym siodełku doznania były całkiem całkiem, choć przyjemność z jazdy została szybko skorygowana przez wiatr, który znów pozwalał sobie na zdecydowanie za dużo.
Ruszyłem najpierw do Lubonia, potem do Wirów, gdzie opanowała mnie nagła potrzeba zaliczenia choć kawałka terenu, więc dojechałem do granic WPN-u, kierując się piaszczystą, ale na szczęście ułagodzoną przez deszcz leśną drogą do Komornik. Oj, to było kilka kilometrów czystej (choć w sumie brudnej) radochy, nawet na tych moich wąskich oponkach. I nawet momenty kałużowego duathlonu mnie nie zirytowały.


Na chwilę przycupnąłem przy, a w sumie to nad, pięknie zrewitalizowaną trasą kolejową do Wolsztyna, którą w końcu muszę się przejechać (najlepiej parowozem), a ciągle nie mam czasu. Wspomnę jedynie, że to ta zła Unia, co to nas pozbawia suwerenności i każe klęczeć na kolanach przed Andżelą Thusk, nam sfinansowała w większości (bodajże 70%) ten śliczne jednotorowe cudu, które jeszcze niedawno lepiej było omijać.
Gdy wyjechałem gdzieś na końcówce Greiserówki wróciłem do rzeczywistości, czyli na pola, pola i pola, po których przez podmuchy momentami poruszałem się wolniej niż po lesie. I tak dokręciłem do tych założonych pięciu dych, z Komornik kierując się na Głuchowo, Gołuski, Palędzie, zrobiłem kółko dokoła Dopiewa przez Konarzewo, by znów zaliczyć Palędzie oraz Głuchowo i wrócić przez Plewiska do Poznania. O dziwo i wbrew moim obawom nie zmokłem, choć pod sam koniec chmury prawie dotykały mi kasku :)
Udało mi się też nie zasnąć na trasie :)
Tu Relive.
- DST 54.10km
- Czas 01:48
- VAVG 30.06km/h
- VMAX 52.20km/h
- Temperatura 23.0°C
- Podjazdy 283m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
RaPort
Czwartek, 10 maja 2018 · dodano: 10.05.2018 | Komentarze 6
Znów za gorąco, choć po nocnych opadach rano początkowo wydawało się, że będzie rześko. No nie było.
Były za to korki na Starołęckiej. Ja się pytam: kto ustala te zasady i czemu wydają mi się średnio sprawiedliwe? :)
Wiało ze wschodu i wyjątkowo byłem z tego w miarę zadowolony, bo planując trasę (dom - Lasek Dębiński - Rondo Starołęka -Starołęka - Czapury - Wiórek - Rogalinek - Rogalin - Świątiniki - Radzewice - Rogalinek - Puszczykowo - Mosina - Luboń - Poznań) wybrałem smakowite leśne kąski, czyli Wielkopolski Park Narodowy i Rogaliński Park Krajobrazowy, dające cień, poza tym cień, a dodatkowo trochę cienia. Miałem też w głowie pewną misję, którą jakiś czas temu sam sobie wymyśliłem, a zapytania o jej wynik pojawiły się nawet ze Śląska :)
Tematem, który tak nurtuje połowę Polski... no dobra, może ze dwie osoby:), było: czy w porcie rzecznym w Radzewicach powstała infrastruktura do napicia się browara, zrobienia ogniska, kulturalnego wydalenia płynów ustrojowych i takich tam. Informuję z radością, że jest, więc moje ulubione Radzewice wciąż trzymają poziom. Powstał nawet zgrabny pomost, impreza jak widziałem zaliczona w sezonie już tu została niejedna, ale mimo wszystko woń toi-toia nie dominowała :) Chwilę posiedziałem, popatrzyłem, powzdychałem i zawróciłem do domu, który był tylko przystankiem przed kolejnym dniem w robocie. Eh :/


Zawsze mnie intrygował ten kościół w Rogalinie, sugerujący, że jedyna słuszna wiara to ta w Hefajstosa, Zeusa i inne Podejdony. Ładny on czy nie, kwestia gustu, ale ciekawie wpasował się w intrygujący klimat nadbrzeża Warty.
Na koniec jak zwykle Relivik.
- DST 52.10km
- Czas 01:47
- VAVG 29.21km/h
- VMAX 51.40km/h
- Temperatura 25.0°C
- Podjazdy 236m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Dziś w ciepłocie
Środa, 9 maja 2018 · dodano: 09.05.2018 | Komentarze 5
Dziś, nawet rano, gdy wyjeżdżałem, było mi już zdecydowanie za ciepło. Moje optimum, czyli przedział 15 - 20 stopni, został przekroczony, a rozpoczął się segment: zdychaj. No to zdychałem :)
Nie mogę powiedzieć, że odpuściłem sobie walkę o średnią, ale już od samego początku zostałem storpedowany przez korki, zamknięte przejazdy kolejowe, światła i oczywiście wmordewind, który najpierw był ze wschodu, gdy jechałem właśnie w tym kierunku, a pod koniec, gdy liczyłem na jego pomoc, radośnie powiewał sobie z prędkością plus minus 5 m/s z północnego zachodu. Czyli normalka :) Wynik więc przemilczę, bo wstyd.
Trasa to "muminek" w wersji klasycznej i standardowej: dom - Lasek Dębiński - Starołęka - Krzesiny - Koninko - Głuszyna - Babki - Czapury - Wiórek - Rogalinek - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Wiry - Luboń - Poznań. I tyle. wyjątkowo bez przygód i zamachów na moje życie, a nawet z uroczymi podziękowaniami klaksonem od kierowcy TIR-a, którego przepuściłem zjeżdżając na bok na wąskiej szosie w Puszczykowie. 
Na słuchawkach katuję solową płytę Arka Jakubika. Nie jest to może "pełny" Dr Misio, ale jest godnie. Jak zwykle przy sztuce autorstwa tego artysty - pod prąd wobec rzeczywistości.Uwielbiam.






