Od razu wytłumaczę tytuł: wczoraj wieczorem to, co zastanę rano za oknem, było dla mnie sporą zagadką. Można się było spodziewać śnieżyc, jak i słońca. Postanowiłem jednak sobie, że jeśli nie będzie padać, to przed planowaną wizytą u Teściowej na śniadaniu (hip, hip...!) spróbuję pokręcić choć na glutowym dystansie. Oznaczało to dość wczesne wstawanie, ale skoro Prima Aprilis, to można i taką głupotę wykonać.
Udało się - zarówno wstać, jak i ruszyć. Potem już było jednak tylko pod górę. Wszystko za sprawą wiatru, który... a zresztą, nie chce mi się znów pisać o tym samym. Gnoił solidnie, chwilę minimalnie pomógł, więcej mu w tym wpisie czasu nie poświęcę, bo nie zasłużył. Krótko więc o trasie: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Komorniki - Plewiska - Poznań. W końcu - jako że ruch niewielki - udało mi się na chwilę zatrzymać przy... areszcie śledczym w Rosnowie. Wciąż nie wiem, czy zacznę kolekcjonować takie miejsca, ale odnotować nie zaszkodzi :) Rano mijałem jeszcze kilka wozów transmisyjnych telewizji oraz radia, relacjonujących mszę i śniadanie dla rodzin, którzy przeżyli wybuch kamienicy na Dębcu, zafundowanej przez miasto.
Do Teściowej zdążyliśmy na czas. Hip, hip...!
Komentarze (2)
Niby od wtorku raj! :)
Oczywiście zupełnie przypadkiem wracam wtedy do pracy.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"