Info
Suma podjazdów to 784210 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Maj6 - 9
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 33.00km
- Czas 01:18
- VAVG 25.38km/h
- VMAX 41.50km/h
- Temperatura 4.0°C
- Podjazdy 126m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut solno-dziadowski
Wtorek, 8 stycznia 2019 · dodano: 08.01.2019 | Komentarze 14
Miała być pogodowa kicha i.. była. Ale taka, że w porównaniu z ostatnimi kichami, była to kicha lepszego sortu :) Najważniejszym jej elementem był brak zalegającego białego ścierwa na drogach, z prostej przyczyny - w nocy i nad ranem lało i było na plusie, dzięki czemu zostało ono spłukane niemal do zera.
Deszcz nie był jakoś specjalnie mocny, ot, zwykły kapuśniak+, ale wyszedł dziś jedynie glut, bo po pierwsze rano czasu nie miałem za wiele (robota wzywała), chciałem jeszcze z psem zaliczyć spacer przed jutrzejszym ciężkim dla niej dniem (udało się), poza tym wiało. No i po prostu więcej mi się nie chciało - czasem trzeba wiedzieć, kiedy z roweru zejść, mniej usyfiony :)
Trasa to pętelka dokoła Puszczykowa, z zaliczeniem jeszcze obowiązkowo Lubonia i Łęczycy, w wersji takiej jak na Relive. Tempo znów ślimacze, bo chlapało (nawet jak przestawało padać) i duło nieprzyjemnie.
Jak zwykle nie obeszło się bez śmieszek, w tym tych umiarkowanych..
...debilnych, czyli bez wjazdu i wyjazdu...
...oraz tych, które już dawno powinny być skasowane i zalesione, ale w zamian szykuje się ich remont i dewastacja przyrody...
Po takim kursie i tonach błocka oraz solanki, które pochłonął rower (niedawno czyszczony), mój łańcuch śmiało może brać udział w castingu do drugiej części filmu "Pustynna burza", a napęd i jego okolice - do konkursu na najbardziej usyfione dwa kółka stycznia... :/
Na koniec zdjęcie, które zapewne ucieszy grono fanek i fanów pewnego tajemniczego jegomościa z DDR-ki w Łęczycy, co to pojawia się i znika... :) "Dziadyga z solanką w tle" - dzieło współczesne, w stylu brutalnego realizmu.
Na najbliższe dni pogodę sprawdziłem raz, i więcej ochoty na to nie mam. Wiatr, śnieg, deszcz, a w związku z tym zapewne w końcu znów chomik.
- DST 51.55km
- Czas 01:48
- VAVG 28.64km/h
- VMAX 50.80km/h
- Temperatura -1.0°C
- Podjazdy 198m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Zimnominium
Poniedziałek, 7 stycznia 2019 · dodano: 07.01.2019 | Komentarze 16
Przed dzisiejszym ruszeniem w drogę w mej głowie zakwitł ten sam dylemat co wczoraj, tylko że bardziej :) Chodzi oczywiście o wybór sprzętu do kręcenia - przy lekkim minusie i pozamarzanej jeszcze na poboczach wodzie, intuicyjny wydawał się cross, ale że dopiero na szosie czuję, że żyję, to z lekkim drżeniem serca wybrałem jednak bramkę numer dwa.
I... chyba dobrze zrobiłem. Poruszałem się co prawda ostrożnie niczym człony pewnej partii pod drzwiami prezesa, ale wróciłem w jednym kawałku, bez zaliczonej gleby. Do tego pod koniec wypadu na termometrze było już prawie-prawie zero, więc nawet mogłem się lekko rozkręcić i wycisnąć średnią choć minimalnie graniczącą z tą, którą uznaję za mniej wstydliwą.
Trasa wyszła na spontanie, bo pierwotnie chciałem dostać się na południe, ale "się mi" skręciło na zachód i wyszło "kodnominium": Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Poznań.
Najgorzej było... No gdzie? Oczywiście, na śmieszkach :) Łęczyca jak zwykle niezawodna. Choć przyznać trzeba, że troszkę solą napierdziano..
A na Świerczewie w Poznaniu... nie napierdziano :) Za to prócz śladów kół wyraźnie wyodrębniają się na części rowerowej odciski stóp i psich łap.
Natomiast w temacie domniemanej śmieszki na odcinku Dymaczewo Nowe - Stęszew wciąż znak zapytania, na razie jedynie straszy rozkopane pobocze. Jednak miałem dziś już siłą rzeczy wizualizację, jak zimą będzie się ona prezentowała - i miałem w uszach ten przyszłościowy dźwięk klaksonów... :)
Fajnie dziś było. I nawet nie wiało mocno. Niestety - zerkam na prognozy jutrzejsze i dalsze, a tam... chomik welcome to :/
Relive TUTAJ.
- DST 52.30km
- Czas 01:54
- VAVG 27.53km/h
- VMAX 51.40km/h
- Temperatura 0.0°C
- Podjazdy 258m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Ślimacznie
Niedziela, 6 stycznia 2019 · dodano: 06.01.2019 | Komentarze 13
Gdy ruszałem dziś koło dziesiątej rano, miałem pewną obawę, czy szosa jest odpowiednim sprzętem na tę eskapadę. Nie padał śnieg, nie walił deszcz, ale jednak drogi się lekko szkliły. Postanowiłem, że jednak zaryzykuję, ale poruszać się będę wolno i kompletnie bez ciśnienia, żeby nie prowokować bliższego spotkania pierwszego stopnia z glebą. Uprzedzając dalszą relację - udało się.
Wiało niby z północy, a jak się okazało podczas powrotu - ze wschodu (dziękuję w tym miejscu pogodzie za znakomity miks wmordewindu ze zboczkiem, pochlastać się było można), wykonałem więc trasę (o) pietruszkę: Dębiec - Hetmańska - Wartostrada - Śródka - Chemiczna - Gdyńska - Koziegłowy - Kicin - Mielno - Wierzonka - Karłowice - Wierzonka - Kobylnica - Janikowo - Główna - Malta - Wartostrada - Dębiec.
Chyba po raz pierwszy w życiu cieszyłem się, gdy wyjechałem z Wartostrady i pojawiłem się na normalnych drogach - powodem była solanka, która na tych drugich została już całkowicie wchłonięta, a na rowerówce wciąż zalegała tonami. A przecież wystarczyłoby zamontować na niej ogrzewanie podłogowe i nie byłby tematu. Czy coś tam :)
Podsumowaniem dzisiejszej średniej jest ślimaczek na Gdyńskiej, a w sumie jego środek. Kto jechał, ten wie, że projektanta powinno się w nim zamurować za karę :)
Na trasie Wierzonka - Kobylinica wciąż trwa dobra zmiana. Trwa i trwa, a zamiast się zwijać, wciąż poszerza... :/
Tu dowód koronny w temacie wiatru. Wrrr :)
Pozytywy? Zdecydowanie brak białego ścierwa na drogach oraz temperatura "plus zero". Zobaczymy jak będzie jutro.
Relive TUTAJ.
- DST 54.20km
- Czas 01:55
- VAVG 28.28km/h
- VMAX 52.40km/h
- Temperatura 5.0°C
- Podjazdy 225m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Szosa!
Sobota, 5 stycznia 2019 · dodano: 05.01.2019 | Komentarze 20
No proszę. Wczoraj
wieczorem i w nocy roztopiło się całe białe gów..., to znaczy
puszek, a nad ranem ”jedynie” padało, ale z potencjałem na
późniejszą jazdę. Spokojnie więc poszedłem z psem na
sześciokilometrowy spacer, a po powrocie zacząłem się
przygotowywać do rowerowania.
Główną
wątpliwością było to, który rower wybrać. Lekko bowiem już
rzygałem jazdą starym crossowym trupem i pojawił się głodek
szybszego tempa. W związku z tym, po raz pierwszy w tym roku,
zasiadłem na szosie. Hurra :)
Wiało z NW, co
oznaczało jak zwykle jedno – przepychanie się przez miasto.
Zaliczyłem więc kilkanaście kilometrów czerwonej fali z Dębca
przez Górczyn, Grunwald, Jeżyce, Golęcin do Koszalińskiej, gdzie
cyknąłem zwyczajową fotę. Dokładnie w tym miejscu mój napęd
już charczał od ton syfu, który przyczepił się doń na
wspomnianym dystansie.
Przy okazji…



I to wszystko na
odcinku zaledwie kilometra.... Sorry za jakość, ale ledwo toto wszystko powyprzedzałem i powymijałem :) Znalazł się też jeden, jedyny osobnik, do którego się uśmiechnąłem :)
Potem było już
luźniej, bo zniknęła DDR-ka, a ja poleciałem już stałym
szlakiem, przez Strzeszyn, Psarskie, Kiekrz, Rogierówko, SS-kę
(Sady i Swadzim), Lusowo, Zakrzewo, serwisówki i Plewiska do domu.
Pod koniec
odczekałem jeszcze swoje pod myjką, zanim na nią wjechałem. W
międzyczasie pooglądałem paniusię, która ewidentnie
wrzuciła za dużo pieniążków, więc po dwudziestym okrążeniu
czerwonego Punto zajęła się intensywnym pucowaniem kołpaków.
Zaległości na BS
nadrobię później. Relive i korekta ewentualnych błędów nastąpi również wtedy, bo lecę - zaprzyjaźnionej parce urodziło się dziecko,
więc jedziemy się, ekhm, pozachwycać. To będzie impreza, hehe :)
A na koniec... hmmm :)
"Już" jest Relive - o TUTAJ.
- DST 32.50km
- Czas 01:17
- VAVG 25.32km/h
- VMAX 41.50km/h
- Temperatura 0.0°C
- Podjazdy 101m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut prószący
Piątek, 4 stycznia 2019 · dodano: 04.01.2019 | Komentarze 10
Wczoraj rano napadało tyle białego gów... to znaczy puszku, że się poddałem. Wpadł jedynie chomik (32 kilometry w godzinę z małym dodatkiem oraz kolejny odcinek Westworld), a przedtem sześciokilometrowy spacer w Kropą po Dębinie (oraz jeden istotny wniosek - ciężko zimą o dobre patyki, bo namoknięte pękają zbyt łatwo. Ciekawe, czy można gdzieś to reklamować?).
Dzisiaj było z grubsza podobnie, więc rano wystartowałem z psem na jeszcze dłuższą wycieczkę (osiem kilometrów), z przystankiem i u Teściowej. W międzyczasie - niczym doświadczony globtroter - analizowałem sytuację na miejskich szlakach. Powiało optymizmem, bo temperatura urosła do zera stopni, dzięki czemu główne drogi wydawały się całkiem przejezdne. A że miałem do odebrania sporo nadgodzin i do pracy mogłem nie iść, skorzystałem z okazji i koło trzynastej ruszyłem, oczywiście crossem.
No i początkowo było nawet sympatycznie. Błocko co prawda właziło mi w każdą nieosłoniętą część pyska, ale że głodek po jednym dniu już się pojawił, to nie marudziłem :) Z Dębca skierowałem się do Lubonia, Wirów i Komornik. Tam mina mi zrzedła, bo znów zaczęło padać, początkowo lekki deszczyk, a po chwili już konkretny śnieg z deszczem. Przyspieszyło to moją pierwotną decyzję, iż glut to na dziś najlepszy dystans, tym bardziej, że im więcej syfu sypało z nieba, tym bardziej kierowcom zaczynało odbijać - trafił mi się nawet całkiem ładny zestaw bezmózgów: kilka niemieckich aut na polskich blachach plus frustrat w tirze. W Rosnowie więc zakręciłem się na pięcie i zawróciłem przez Komorniki i Plewiska do domu, tak jak na Relive. W międzyczasie przestało sypać, ale jak już wróciłem, znów zaczęło, co trochę zmniejszyło moje wyrzuty sumienia :)
Zanim przyjdzie czas na podsumowanie roku (a kiedyś przyjść musi, tylko jakoś nie idzie), parę słów o grudniu. Oj, ciężki to był miesiąc, oczywiście z powodu warunków pogodowych. Wyszło 1472 kilometrów, z nieciekawą średnią - 26,7 km/h. Jednak biorąc pod uwagę aurę - wiatr, deszcz i śnieg - uważam, że jestem wytłumaczony :)
- DST 53.40km
- Czas 02:08
- VAVG 25.03km/h
- VMAX 50.50km/h
- Temperatura 1.0°C
- Podjazdy 142m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Hurra(gan)!
Środa, 2 stycznia 2019 · dodano: 02.01.2019 | Komentarze 18
Hurra! jest w tytule - bo udało się na jeden dzień odroczyć wyrok skazujący mnie na chomika. A reszta - bo wiadomo. To, co dziś dmuchało, nie było zwykłym wiatrem - to był wściekły, agresywny gnój, który każde stąpnięcie na pedały zamieniał w mordęgę i walkę niemal o życie, a już na pewno o utrzymanie w pionie.
Gdy budziłem się nad ranem, jeszcze lało. Jednak jakimś cudem trochę później przestało, na co byłem średnio przygotowany psychicznie. Ale skoro dano mi szansę, to do dzieła :) Wystartowałem po dziewiątej, mając w planach zaledwie gluta (bo praca sama do mnie nie przyjdzie), a finalnie wyszło całe pięć dych, głównie dzięki temu, że niebo zrobiło się dziwnie niebieskie.
Gdy z Dębca przez Górczyn dotarłem do Bułgarskiej, postanowiłem wykonać crossowi fotkę przy Ty-51. Ustawiłem rower, zrobiłem kilka kroków wstecz, nacisnąłem odpowiednie miejsce w telefonie i cyk.
Sekundę później obrazek wyglądał niby podobnie, ale zmienił się jeden detal.
Dziękuję, wietrze :/ Najgorsze jest to, że zapewne podczas upadku uszkodził się albo pedał, albo - co gorsza - ośka, bo zaczęło mi coś stukać w okolicach suportu pod koniec jazdy (a może i wcześniej, ale zagłuszały to podmuchy i muza w uszach). Przy kolejnej okazji (kiedykolwiek będzie, bo na noc zapowiadane są śnieżyce) postaram się to zweryfikować.
Trzasnąłem jeszcze zdjęcie chrabąszczowi...
...i pokręciłem dalej, do Bukowskiej, którą po minięciu Ławicy dotarłem do Wysogotowa, a stamtąd zachciało mi się skręcić na Batorowo. Hmm. Człowiek czasem popełnia błędne decyzje :) I tak, to był jeden z niewielu momentów, kiedy dopuściłem u siebie jazdę chodnikiem :)
Dopłynąłem do S11, którą okrążyłem od zachodu, zaliczając Lusowo, Kobylniki i Sady...
...oraz wracając przez Zakrzewo, Dąbrowę, znów Wysogotowo, Skórzewo i Plewiska do domu.
Dotarłem zmasakrowany, bo oczywiście wiatr tak jak uwalał w jedną stronę, tak nie pomagał w drugą. Mimo wszystko uznaję dzisiejszy wyjazd za udany, z jednego podstawowego powodu - bo w ogóle do niego doszło, w co jeszcze wczoraj w ogóle nie wierzyłem. Chomik zapewne ucieszy się jutro, niestety.
Relive TUTAJ.
Powoli trzeba się brać za podsumowanie poprzedniego roku. Jak dobrze pójdzie, spokojnie uporam się z tym jakoś do kwietnia :)
- DST 53.60km
- Czas 02:08
- VAVG 25.12km/h
- VMAX 42.50km/h
- Temperatura 7.0°C
- Podjazdy 202m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Tęczowo i rzeźniczo :)
Wtorek, 1 stycznia 2019 · dodano: 01.01.2019 | Komentarze 15
No
to mamy ten 2019 rok. Udało się wejść weń spokojnie, w
kameralnym gronie, bo skoro to pierwszy Sylwester psa, to trzeba się
było nad nim (psem, nie Sylwestrem) pochylić z większą troską.
Jak się okazało – Kropa jest hardkorem. Debilną tradycję,
każącą spędzić wieczór na wyczekiwaniu na popierdywanie pirotechniką, im
głośniejsze, tym lepsze, miała głęboko w zadzie, raz tylko na
chwilę chowając się pod łóżkiem z zabawką, a tak to
ewentualnie sporadycznie poszczekując na petardowe porzygiwania osiedlowych
troglodytów pod oknem. Resztę przespała :)
Generalnie
rano mógłbym wystartować na rower wcześnie, ale – pisząc
delikatnie – nie za bardzo było jak, bo oczywiście padało.
Pozostałem jednak przy nadziei :) No i w końcu – gdy już zjadłem śniadanie i wypiłem dwie kawy – zaczęło się delikatnie
przejaśniać. Na to czekałem, bo jak to tak nie przywitać nowego
roku na rowerze, jeśli się da?
Ruszyłem
lekko przed południem, na wszelki wypadek ubierając deszczówkę,
no i oczywiście zabierając ze sobą crossa. Początkowo szło
całkiem, całkiem – mimo że urywało łeb (momentami ledwo
wyciągałem 14-15 km/h), to mokro było jedynie na ziemi, a nie na
niebie. Po wyjeździe z Poznania pierwszą miejscowością, którą
odwiedziłem w 2019 był… Luboń. Średnia to wróżba :)
Doczłapałem
przez Komorniki i Szreniawę do granic Rosnówka z Trzebawem i…
musiałem się na chwilę poddać, bo na piętnastym kilometrze
zaczęło lać. Schowałem się więc w te pędy pod najbliższą
wiatę, jednak coś mi nie pasowało, bo niby pod daszkiem, a
zacinało jak bez niego. Przyjrzałem się swojemu schronieniu i…
no tak. Jak starałem się pokazać na fotach – zapewne tutejsi specjaliści od wystroju
byli czynni :)

Po
chwili pogoda trochę zluzowała, postanowiłem więc kawałek
podjechać, ale dość szybko znów musiałem sobie zrobić pauzę,
bo ulewa zrobiła się jeszcze większa – a ja wylądowałem po
drugiej stronie drogi, gdzie już kiedyś byłem, wspominając na BS o
radosnej twórczości rodzimych miłośników białej kiły i
Kolejorza :)
Perspektywy
na dalsze kręcenie wyglądały średnio:
Jednak
kilkunastu minutach podjąłem decyzję, że jeśli mam
marznąć, to lepiej w ruchu, a że cofać się nie było sensu, to
wróciłem na szlak. Dojechałem do Stęszewa, stamtąd zaś
skręciłem na klasyczny szlak, przez Witobel, Łódź i Dymaczewo. 
W
tym czasie znalazłem się w… innym świecie. Pięknym.


Mijając oczywiście ten brzydszy :)
Trafiła się i tytułowa tęcza :)
Niestety,
po dotarciu do Mosiny sytuacja wróciła do normy – i znów czekała
mnie pauza, tym razem pod sklepowym pasażem. 
Postanowiłem
wykorzystać ją na sprawdzenie swojego nowego patentu, czyli zmianie
rękawiczek na trasie w czasie deszczu – wziąłem bowiem zapasowe, bo doświadczenie nauczyło
mnie, iż nogi jak nogi, ale najbardziej demotywują mnie
przemoknięte ręce. Podziałało - wróciła mi chęć do jazdy i
jakoś dopełzłem do domu, przez Puszczykowo, Łęczycę i znów
Luboń. Po powrocie zżarłem pół słoiku miodku, wypiłem proszek
na grypę i zaliczyłem gorącą kąpiel – oby to wystarczyło na
to, co mnie mogło dziś złapać po tym wypadzie.
Oj,
ciężkie to było rozpoczęcie. Postanowiłem się jednak nie
poddawać, gdyż prognozy na następne dni mówią jedno: chomik,
chomik, chomik. Bo tercetu: huragan + deszcz + śnieg okraszonego
przymrozkami nie zamierzam testować, chyba że trafi się jakaś
wyjątkowa przerwa w ich koncercie.
Niniejszym
uznaję 2019 za rozpoczęty, psychicznie mi lepiej :) Teraz tylko
odczekać na lepsze warunki i spokojne nabijać kilometraż na ten
rok już bez żadnego ciśnienia.
Relive z "kondominium" TUTAJ - ale oczywiście zaczęli coś pieprzyć z tą apką (czytaj: "ulepszać") i aż się odechciewa z nią dalej współpracować :/
- DST 57.50km
- Czas 02:05
- VAVG 27.60km/h
- VMAX 52.40km/h
- Temperatura 2.0°C
- Podjazdy 283m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Nadbudowa
Poniedziałek, 31 grudnia 2018 · dodano: 31.12.2018 | Komentarze 15
Ostatniego dnia roku udało mi się jeszcze wyskoczyć na dwa kółka, do tego szosowe, za co chciałem podziękować pogodzie, która okazała się łaskawa i nie zafundowała rano deszczu, śniegu, zasp i innych swoich ulubionych atrakcji.
Wiało z północy i zachodu, szprychy skierowałem więc najpierw przez miasto, na szczęście wyludnione i przejezdne, choć jak zwykle sygnalizacja wszędzie ukazywała jedyną barwę - krwistą. O dziwo też przy względnie niewielkim ruchu miałem największą od dawna ilość sytuacji, które podniosły mi ciśnienie. Najpierw na Góreckiej na bezczelnego wjechał przede mną z podporządkowanej bezmózg, przez którego musiałem ostro hamować - oczywiście nawet nie raczył przeprosić, ba!, nawet spojrzeć w moim kierunku, więc dla poprawienia wzroku poleciała w jego kierunku wiązanka składająca się z kilku nierządnic. Dwa razy zostałem potraktowany z klaksonu - raz na Obornickiej (i choć długo zastanawiałem się, o co chodzi, nie mam pomysłu), drugi - na Woli, do której dojechałem DK92. Tu zapewne chodziło o śmieszkę, którą możne nawet bym zaliczył, ale nie zrobiłem tego z dwóch banalnych powodów: nie miałem jak na nią wjechać od strony, z której się pojawiłem (bo zaczynała się na osiedlu, a od głównej oddzielały mnie a to pas zieleni, a to wysoki krawężnik), poza tym kończyła się kilkaset metrów dalej. Tu już nie wytrzymałem i puściłem kierowcy sugestię, hmmm, prawie dosłownie taką: "oddal się w te pędy, męski organie płciowy jeden!".
Doszedł jeszcze do tego dziadek na Górczynie, który wyprzedził mnie tylko po to, żeby... po chwili zatrzymać się gwałtownie i zjechać na chodnik. No i paniusia z czworonogiem na Jeżycach, która sobie wymyśliła, że przejdzie na czerwonym, bo nic nie jedzie (czytaj: tylko pędzi rowerzysta), ale nie przewidziała, że piesek okręci smycz wokół jej nóg - tym samym ja musiałem wykonać gwałtowny stop, odczekać aż kobieta skończy swój taniec na zebrze, a potem... czekać na czerwonym, które się w międzyczasie włączyło. Już nie wspominając o pieszych i biegaczy na śmieszkach. Grrrr!!!... :)
Trasa to "duszek": Dębiec - Górecka - Grunwald - Jeżyce - Golęcin - Obornicka - Morasko - Suchy Las - Jelonek - Złotniki - Sobota - Rokietnica - Starzyny - Kiekrz - Słupska - Dąbrowskiego - Wola - Bułgarska - Górczyn - Dębiec.
Jak na warunki poznańskie to wariant był wybitnie górski - prawie 300 metrów przewyższeń to tu szał ciał :)


Na Morasku zrobiłem fotę pomnika... Jaśkowiaka :) Ale nie, nie tego :)

Znów nie trafiłem z dniem :)
No i na koniec migawki z Bułgarskiej jako ostatnie zdjęcia 2018 roku.

Rok ów kończę z wynikiem 19 100 km - miał być ładny i pełny, bo mi przez ostatnie dni kolega Huann siadł na psychikę z cyferkami :) Co prawda nie jest to jakaś kombinacja w stylu 321123, ale jest okrągła :) To znaczy by była, gdyby baton się nie zaokrąglał przy niepełnej liczbie o jeden kilometr na górkę, ale cóż, z tym już nic nie zrobię.
Pierwotne prognozy mówiły, że początek 2019 będzie ładny i słoneczny. Po dwóch dniach (brawo synoptycy!) już wiemy, iż będzie wręcz przeciwnie - ma wiać i lać. Czyli jutro się wyśpię, bo rowerowo wygląda to dość średnio.
W roku kolejnym życzę wszystkim bezpieczeństwa na drogach i większej ilości szarych komórek w głowach spotykanych tam rodaków i nie tylko (kierowców, rowerzystów, pieszych, rolkarzy). Bo tego wciąż jest zdecydowany deficyt. Szczęśliwego nowego! :)
- DST 33.50km
- Czas 01:18
- VAVG 25.77km/h
- VMAX 41.00km/h
- Temperatura 6.0°C
- Podjazdy 131m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Kaczoglut + smaczki
Niedziela, 30 grudnia 2018 · dodano: 30.12.2018 | Komentarze 11
Dziś glut, bo:
a) swoje już w tym roku zrobiłem;
b) w południe musiałem być w pracy;
c) lało;
d) lało;
e) lało.
Cieszę, się, że pomimo punktów c, d oraz e udało się w ogóle coś wykręcić. Nie było to wcale pewne, gdyż gdyby nie chwilowa luka pogodowa, pewnie w ogóle bym się nie zdecydował ruszyć. A tak? Całą jedną trzecią drogi mogłem się cieszyć stabilną, nieprzerwaną... mżawką. A reszta to mocniejsze lub słabsze regularne opady, na szczęście (tu muszę przyznać - miałem trochę farta) jeszcze przed przyjściem wichur, który uatrakcyjniały mi spacer do roboty.
Trasa to glut nawet wizualny, co można zobaczyć na Relive: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo wzdłuż Nadwarciańskiej - do Mosiny ulicą Mocka - Puszczykowo Szosą Poznańską - Łęczyca - Luboń - Poznań.
W Luboniu zahaczyłem o jedną z niewielu tamtejszych miejscówek, które można uznać za w miarę ładne, czyli Kacze Doły. Mają ten dodatkowy plus, ze politologicznie mi się bardzo dobrze kojarzą :) 


Jak to jednak w Luboniu bywa, wjazd na drogę pieszo-rowerową jest dla rowerów, a wyjazd... tylko dla pieszych :) Luboń - i love this game :)
Wracając przez to samo urocze miasteczko chciałem jeszcze na specjalne wczorajsze życzenie upolować przedstawiciela lubońskiego szwadronu Ku Klux Klanu znanego z tego wpisu sprzed roku (w tym spryciarz ustawił się w innym miejscu), ale niestety, spóźniłem się. Został jednie sam szkielet w wersji sauté :) 
Usiłowałem również - z tego samego koncertu życzeń - nadrobić braki w dziadydze, ale wciąż jest to niewykonalne. W ramach pocieszenia więc inny, choć też dwukołowy, ale inaczej, kursant łęczyckiej śmieszki.
Na koniec - bo mam jeszcze trochę transferu, a miesiąc się kończy - trzy smaczki z podróży do pracy.
Smaczek 1:
A ja nie! - chciałoby się odkrzyknąć pełną piersią :)
Smaczek 2:
To reklama jednej z miliarda poznańskich galerii handlowych, pod płaszczykiem dumy powstańczej. Ale mniejsza z tym, ważne, że geniusze marketingu nawet nie są w stanie tak krótkiego komunikatu stworzyć bez błędu: po cyfrze "100" powinna być kropka, bo bez niej całe zdanie brzmi: "Sto rocznica Powstania Wielkopolskiego"...
Smaczek 3:
Bez komentarza.
- DST 30.80km
- Czas 01:11
- VAVG 26.03km/h
- VMAX 43.00km/h
- Temperatura 5.0°C
- Podjazdy 97m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut dziewiętnasTAK :)
Sobota, 29 grudnia 2018 · dodano: 29.12.2018 | Komentarze 13
Od rana kropiło, padało albo lało. Z małymi przerwami na chwile, gdy chmury zastanawiały się, która atrakcja z tych trzech bardziej pasuje aktualnie do układanki. Nie da się ukryć, że taka aura średnio zachęcała do wyściubienia nosa za drzwi, tym bardziej na rowerze.
Ale... Gryzła mnie jedna rzecz, czyli baton. Wiem, najczęściej to je się gryzie, a nie one nas, ale ten smętny wskaźnik przebytych kilometrów umieszczony na stronie BS-a działa na trochę innych, podprogowych zasadach. I mimo że akurat do liczb jestem średnio przywiązany (prócz kilku, typu ulubiona pięćdziesiątka do przebycia), to wewnętrznie raziła mnie świadomość, iż do zrobienia dziewiętnastu tysięcy kilometrów w tym roku brakuje mi ich zaledwie... dwadzieścia jeden, a z kręceniem przez ostatnie dwa dni nie musi być wcale tak różowo.
No to... ruszyłem. Z Poznania przez Luboń, Wiry, Komorniki, Rosnowo, Komorniki i Plewiska, by znów wylądować w Poznaniu, po zrobieniu zaledwie gluta. To jednak wystarczyło - udało się :) To już na pewno moja życiówka, nawet biorąc pod uwagę lata, gdy jako bachor prawie nie schodziłem z roweru, ale nie rejestrowałem wszystkich dystansów. Od razu też odpowiadam na jeszcze niezadane pytania - nie, nie będę próbował dobić do dwudziestu tysięcy w przyszłych latach, a i zapewne już nie uda mi się powtórzyć wyniku tegorocznego. Czas w końcu wyluzować :)
To, jakie były warunki, widać na Relive. Nawet, gdy chwilowo było sucho, to i tak widoki na przyszłość były dość mgliste :)
W Wirach przyuważyłem, że chyba z okazji obchodów rocznicy Powstania Wielkopolskiego stworzono (lub istniało wcześniej, ale przeoczyłem) takie oto coś:
Na mój mało wysublimowany gust samo wykonanie lekko zakrawa kiczem, coś w stylu rozpaćkanych po całej Polsce "potworków" tylko z nazwy przypominających JPII. Czyli rodzime, bez troszczenia się o estetykę, chóralne "hej cokoły!" :) Wiem, liczy się pamięć, ale fajnie by było, gdyby za nią szło i wykonanie. A może to ja się znów czepiam :)
Udało mi się też "z rąsi" (więc niewyraźnie) uchwycić Polskę współczesną :)
I tak samo - Polskę codzienną...






