Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 239634.85 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.49 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 783662 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 65.40km
  • Czas 02:15
  • VAVG 29.07km/h
  • VMAX 52.60km/h
  • Temperatura 28.0°C
  • Podjazdy 226m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

U Wisławy :)

Piątek, 26 kwietnia 2019 · dodano: 26.04.2019 | Komentarze 12

Ufff, dziś już było mi zdecydowanie za dużo. Oczywiście stopni na termometrze - w momencie powrotu smażyłem się, gdy było ich już 28, co o jakąś dychę było dla mnie za wiele. Łeb mi pękał, bo ostre słońce skumulowało się z wiatrem, średnio odczuwalnym w mieście, ale już na wielkopolskich polach dającym czadu. Jedyny plus z tego to to, że opaliłem się miesiąc wcześniej niż zwykle. Nie na rowerową zebrę, bo rękawiczek nie założyłem :)

Tempo przyjąłem emeryckie, łamane na turystyczne. Pewnie mógłbym szybciej, ale jak zwykle upał mnie zabija, więc poddałem się na starcie.

Głównym celem były ponownie Radzewice - osobisty Ojciec jutro wraca w moje rodzinne góry, trzeba się było więc pożegnać, a i dostarczyć towar, tym razem musztardę piekielną Pegaza, której zapomniał od nas wziąć, a jest jednym z fanów :)

Ruszyłem po dziewiątej, w temperaturze jeszcze przyzwoitej. Zacząłem od Lasu Dębińskiego...

...następnie Krzesiny i Jaryszki, gdzie zauważyłem kwitnący RzepMac :)...

...potem Gądki, Robakowo, Dachowa, Szczodrzykowo (rzepak właściwy na fotce)...

...a stamtąd skręt na Dziećmierowo, przez które dotarłem do Kórnika. Tam postanowiłem chwilę pobyć, bo od dawna chodziła mi po głowie wizyta u pewnej znanej persony, którą bardzo lubię, a nie miałem okazji jeszcze przy niej usiąść. Tym samym, zaliczając świetną promenadę...

...boczkiem zaś słynny zamek z Białą Damą...

...oraz przystań (dwie dyszki za prawie godzinny rejs nie wydaje się ceną wygórowaną)...

...przywitałem panią Wisławę Szymborską z niemniej ważnym tu uśmiechniętym kotem :)




Wydostanie się z Kórnika to zawsze koszmar, więc pod nosem poszło mało poetyckich słów, jednak w końcu się udało. Obrałem właściwy kurs, docierając główną drogą, przez Mieczewo oraz Świątniki do Radzewic.

Tam herbatka (ostudzona, bo samobójcą nie jestem), coś słodkiego i do domu, zaliczając jeszcze obowiązkowy port.

Końcówka to Rogalin, Rogalinek, Puszczykowo, Łęczyca, Luboń i w końcu Poznań. Czacha dymiła :)

TUTAJ Relive.

Na koniec quiz. Co zrobił w Robakowie kierowca z lewej, widząc mnie, mającego pierwszeństwo?

a) gadał dalej przez komórkę;
b) wymusił pierwszeństwo;
c) prawie by mnie skasował, gdybym nie zachował ostrożności, bo żyjąc w Polsce muszę mieć radar w głowie;
d) odpowiedzi a, b i c są prawidłowe;
e) grzecznie poczekał, aż przejadę, uśmiechnął się, pozdrowił i dopiero ruszył.




  • DST 52.40km
  • Czas 01:43
  • VAVG 30.52km/h
  • VMAX 58.40km/h
  • Temperatura 19.0°C
  • Podjazdy 182m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Kondominium, WPN oraz Szachty

Czwartek, 25 kwietnia 2019 · dodano: 25.04.2019 | Komentarze 17

Rowerowy wyjazd nastąpił w miarę wcześnie rano (po ósmej), bo mimo wolnego dnia musiałem po jedenastej pojawić się w Pewnym Miejscu i załatwić Ważną Sprawę. Mam już odruch wymiotny od pojawiania się w takich PM w temacie WS, no ale samo się nie zrobi :)

Dzięki temu udało mi się pokręcić jeszcze przed skokiem temperatury. Te niecałe dwadzieścia stopni było wartością optymalną, a nawet wiatr już osłabł, czyli wiał solidnie, jednak bez tragedii. W sumie rewela - co pewnie oznacza, że szybko się spieprzy.

Wykonałem tytułowe "kondominium", w wersji klasycznej: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębno - Szreniawa - Komorniki - Poznań. Co tu dużo pisać: znów można było cieszyć się jazdą, a nie walczyć o życie :)


A po południu, gdy już byłem wolny, znów wycieczka krajoznawcza, w miejsca znane i lubiane - najpierw kawałek Nadwarciańskim (Wielkopolski Park Narodowy), a potem jeszcze poznańskie Szachty. Było już zdecydowanie za ciepło, ale wycieczka udana, nawet udało się "upolować" padalca, jednak chłopaka (?) nie chcieliśmy stresować, bo ten gatunek jaszczurek lubi gubić ogony, a szkoda by było :)

Kilka(naście) fotek.

WPN:

Warta zza winkla - WPN
Kąpiel bez kijka odpada - WPN
Prosto? - WPN
Większych nie było, nie ma co marudzić :) - WPN
Zapachem czeremchy można się naćpać - WPN
Padalec - WPN
Przez bagna i moczary - WPN
Tu zostać... - WPN

Szachty:

Wieża z daleka - Szachty
Q goorze - Szachty
Instrukcja obsługi - Szachty
Widok na codzienność - WPN
Poznań mniej typowo - Szachty
Cztery ptice (F16) :) - Szachty
Dwie ptice (mewy śmieszki) :) - Szachty




  • DST 51.60km
  • Czas 01:50
  • VAVG 28.15km/h
  • VMAX 53.20km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Podjazdy 201m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Mumin wietrzny kolejny oraz Krajkowo piechotą

Środa, 24 kwietnia 2019 · dodano: 24.04.2019 | Komentarze 12

Wiatr dziś był ciut słabszy niż wczoraj - czyli zwiewał mnie nie na przeciwny pas, ale tylko na środek drogi :) Poza tym niewiele zmian - temperatura przyzwoita, przyroda kwitnie, prócz powiewów ujdzie więc jako całokształt.

Wykonałem "muminka", ale w wersji odwrotnej niż zazwyczaj: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Rogalinek - Sasinowo - Wiórek - Czapury - Babki - Głuszyna - Koninko - Jaryszki - Krzesiny - Starołęka - Las Dębiński - dom.

Przygód w sumie brak, nawet żaden kretyn w puszce nie chciał mnie zabić - nuuuuuda :)

A nie, jeden kierowca TIR-a zrobiłby ze mnie marmoladę podczas wyprzedzania, zapominając, że ma dwie naczepy, a nie tylko jedną, lecz przecież to banał, bo skoro można jechać czymś takim ekspresówką z 2,5 promilami (tu podano, że było ich prawie sześć, ale ja dziś słyszałem skromniejszą wersję) gorzały we krwi, to przecież moje zdarzenie jest jak pieszczota.


Po południu pojechaliśmy sobie w okolice Krajkowa (zadupie kompletne, koniec świata itp.), szukając tamtejszego rezerwatu przyrody. Lekko się pogubiliśmy i nawet nie liznęliśmy właściwego miejsca, ale i tak jest tam klimat, jaki uwielbiam: mokradła, lasy, ptactwo (ze trzy myszołowy, czaple, masa "drobnicy"), łąki, cisza, dzikość, a co najważniejsze - brak ludzi. Za to ostatnie daję najwięcej punktów :) Szkoda, że było pochmurne i zdjęcia wyszły dość średnio... :/
Zawijamy - Rezerwat Krajkowo
Chodzenie po bagnach wciąga - Rezerwat Krajkowo
Wielkopolski spokój - Rezerwat Krajkowo
Gdzie jest krzyż? :) - Rezerwat Krajkowo
W końcu u siebie - Rezerwat Krajkowo
Pan i władca - Rezerwat Krajkowo
Warto puszczać kijek? :) - Rezerwat Krajkowo
Classico - Rezerwat Krajkowo
Trup, a jako żywy - Rezerwat Krajkowo
Z wiatrem marsz! - Rezerwat Krajkowo
Bagnistości ciąg dalszy - Rezerwat Krajkowo




  • DST 61.45km
  • Czas 02:16
  • VAVG 27.11km/h
  • VMAX 55.00km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Podjazdy 252m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Misja "piwo"

Wtorek, 23 kwietnia 2019 · dodano: 23.04.2019 | Komentarze 27

Zanim do sedna, kilka milusich słówek w kierunku wiatru. O takich: Ty %#@$8!!!!

No, lekko mi ulżyło :) To, co ten gnój robił dziś ze mną i resztą ludzkości, przekroczyło granice przyzwoitości, brutalnie je zmiażdżyło i pomaszerowało z wojenną pieśnią na ustach. Były bowiem momenty, gdy mimo jazdy szosą maksymalne prędkości oscylowały koło 17-20 km/h, a wyciągnięta dziś żałosna średnia i tak była szczytem mojego samozaparcia. Do tego co chwilę z pól zawiewało mi piaskiem, a na drogach pojawiały się dziwne obiekty, takie jak kartony czy kawałki gałęzi. Jednym słowem masakra. Zresztą każdy, kto dziś odważył się wyściubić nos z domu i ruszyć rowerem, miał zapewne podobnie. Koniec tematu.

Teraz wytłumaczenie tytułu. Wczoraj po południu zawitał w Wielkopolsce (i na chwilę w Poznaniu) mój Ojciec, jak zwykle wybierając do relaksu sprawdzoną agroturystykę w Radzewicach. Przy okazji kontaktu z naturą zaplanował rzucanie palenia, za co trzymam kciuki. Jednak zrobił podstawowy błąd, nie zaopatrując się w wystarczającą liczbę zamienników na ten trudny okres, a mówiąc wprost - przywożąc ze sobą na kilka dni "aż" trzy piwa. Postanowiłem - przy okazji odwiedzin - pomóc. Coś tam bowiem było kiedyś o podawaniu szklanki na "starość" :)

W tym celu, niczym rasowy żul, pojawiłem się koło dziewiątej rano w Żabce i nabyłem dwa browary :) Specyficzne (proszę się nie śmiać), bo Tata ma zdiagnozowaną nietolerancję glutenu, takie też muszą być wspomniane napoje - na szczęście ktoś i takie wymyślił, choć o beznadziejnej pojemności 0,33 l. Lepsze to niż nic :) Więcej by mi się zresztą nie zmieściło do rowerowego plecaka.

Ruszyłem oczywiście pod wiatr, z Dębca przez Las Dębiński...


...Starołękę, Krzesiny, Jaryszki, Koninko, Borówiec, adoflową masakrę płytową w Skrzynkach, Kórnik, Mieczewo. by w Świątnikach skręcić na Radzewice, w których najpierw zawitałem w moim ulubionym rzecznym porcie na standardową sesję. Dziś z rekwizytami i z obawą, czy rower mi nie odleci :)




Później zaś zaparkowałem pod agro...


...by przekazać skarby, zjeść ciasto i napić się - paradoksalnie - herbaty :) Tak zeszło kilkadziesiąt minut, a w końcu trzeba było wracać, choć jeszcze wykonałem rundkę po włościach.




Powrót - czasem nawet z wiatrem w plecy - wykonałem przez Rogalin, Rogalinek, Mosinę, Puszczykowo, Łęczycę, Wiórek oraz Luboń do domu.

Misja została wykonana! :) A ja w domu zauważyłem, że przywiozłem pasażera na gapę :)

TUTAJ Relive.




  • DST 51.80km
  • Czas 01:49
  • VAVG 28.51km/h
  • VMAX 51.80km/h
  • Temperatura 13.0°C
  • Podjazdy 164m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Powrót do wietrzności

Poniedziałek, 22 kwietnia 2019 · dodano: 22.04.2019 | Komentarze 9

No i wiatr menda wrócił. Co najgorsze, ma z nami zostać jeszcze kilka dni... Trudno, było fajnie, skorzystałem, czas wrócić do (nie)normalności.

Ruszyłem między dziewiątą a dziesiątą, i już po pierwszych metrach wiedziałem, że będzie ciężko. I było. Cieszyłem się, że nie popełniłem błędu co do ubioru - wczoraj kręciłem w końcu na krótko, dziś zapobiegliwie założyłem zestaw jesienny, zdecydowanie potrzebny na wietrzne warunki. Sprawdził się.

Wykonałem klasyczną wizualnie "polską" trasę: Dębiec - Wartostrada - Malta - Warszawka - Swarzędz - Paczkowo - Siekierki - Gowarzewo - Tulce - Żerniki - Jaryszki - Krzesiny - Starołęka - Dębina - dom. TU Relive.

Gdy przejeżdżałem przez poznańskie Krzesiny, zauważyłem otwarte drzwi do tamtejszego kościoła w stylu norweskim, o którym już kiedyś pisałem - w tym stylu są tylko dwa w Polsce, ten drugi to oczywiście Wang w Karpaczu, co by nie pisać, "ciut" bardziej stylowy :) Postanowiłem wstąpić, ale najpierw cyknąć jego widok z zewnątrz.

Po chwili zmienił się jeden detal. Dzięki, wietrze. A byłem pewien, że oparłem w miarę stabilnie :/

Środek taki sobie:

Jak to w wolne dni, wysyp bezmózgów znaczny. O, na przykład takich:

Jak zwykle swoje pokazali też hulajnogowcy:

Tę parkę zresztą przy okazji oczekiwania na czerwonym poinstruowałem, iż właściwym dla nich miejscem jest chodnik widoczny po prawej, nie droga dla rowerów. Oczywiście kolega studenciak wyraził zdanie odrębne, więc wyłuszczyłem raz jeszcze co i jak. Spokojnie, bez nerwów, choć wewnętrznie już mnie szlag trafia, że w tym kraju ignorancja uznawana jest za normę. A hulajnogi najchętniej bym zlikwidował i wprowadził ponownie do Polski za jakieś sto lat, gdy społeczeństwo może dojrzeje.

Natomiast hitem nad hitami był ten, niedaleko mojego domu:

Czego nie widać między paniusią, pieskiem przy jej lewym kulasie, a pieskiem z prawej? Ano linki, za pomocą której ten ostatni był połączony ze swoją opiekunką o inteligencji ameby. Gdyby nie moja ostrożność, skończyłoby się nieciekawie, choć nie wiem w sumie dla kogo. W każdym razie po mojej słownej reakcji chyba już będzie wiedziała, że nawet mały mózg czasem powinien być używany.

Na koniec jeszcze jeden motyw przyuważony na Dębinie - miłość w czasach smartfonokalipsy :)




  • DST 54.00km
  • Czas 01:44
  • VAVG 31.15km/h
  • VMAX 52.00km/h
  • Temperatura 17.0°C
  • Podjazdy 227m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Rzepak, Dębina oraz sssykacz :)

Niedziela, 21 kwietnia 2019 · dodano: 21.04.2019 | Komentarze 10

Dzisiaj mniej czytania, a więcej zdjęć. Limicik bowiem jakimś cudem się zachował, miejsca na PBS-ie nie brakuje, można szaleć :)

Ruszyłem na rower bardzo niespiesznie, po pysznym śniadanku pełnym między innymi parówek oraz wędlin. Wegetariańskich, oczywiście :) Proszę się nie śmiać, tak jak kiedyś konsumpcja takich wynalazków przypominała wcinanie trocin, tak teraz mają nawet smak, do tego całkiem przyzwoity. Gdyby tylko nie kosztowały tyle, ile cały tucznik przeznaczony do świniobicia... :)

Energii nabrałem, można było przycisnąć. Niestety północny wiatr znów skierował mnie w kierunku kursu przez calutkie miasto, z Dębca przez Górecką, Grunwald i Jeżyce na Golęcin. Ruch nie był duży, ale światła zostały ustawione jak w dzień roboczy, więc postałem sobie na czerwonym jak zawsze. Dopiero na Koszalińskiej odżyłem, bo sygnalizacji już nie było, za to pojawił się las. No i na szczęście jeszcze niewielu rodaków zdecydowało się ruszyć tak wcześnie, więc było całkiem przejezdnie. Tak właśnie minąłem Strzezyn, Psarskie, Kiekrz, Rogierówko, Kobylniki, dotarłem do SS-ki (Sady - Swadzim) i skierowałem się na Batorowo, Lusowo, Zakrzewo, serwisówki, by przez Plewiska dotrzeć do domu.

Temperatura była idealna (17 stopni), no i wiało jeszcze całkiem milusio (choć zmienne), więc średnia - mimo miasta - wyszła sympatyczna. Niestety, od jutra zapowiadają powrót gnoja w wersji hard :/

Jest już rzepak! :)

Koszalińska nabiera kolorów...

...a i selfie można było sobie zrobić z rowerem w oku :)


TUTAJ Relive.

Na deser krótka relacja ze spacerów po "mojej" Dębinie, czyli Lesie Dębińskim, z ostatnich trzech dni. I tak jak wczoraj i przedwczoraj można było tam chodzić całkiem na luzie, dzisiaj była już masakra - nie tylko tłumy spacerowiczów, ale w miejscach zazwyczaj dzikich i pustych zalęgły się stada polskich i ukraińskich (jeden pies, nie obrażając psa) grillowców. zasmradzających świeże powietrze i strasząc zwierzęta przez puszczanie muzyki. Wieś (nie obrażając wsi) się bawi, wieś szaleje :/

Jednak coś tam cyknąć się udało.
Mikro i makro - Dębina
Mleczna droga - Dębina
Octopus - Dębina
W końcu... - Dębina
Piaskarka - Dębina
Bonanza - Dębina
Las koncentracyjny - Dębina
Udało się też zrobić sesję jednemu z tutejszych wężowych ziomków, który wylegiwał się na środku drogi, ale na widok Kropy zaczął ssssssspieprzać niczym prawdziwy sprinter - by finalnie wrócić do swojej bazy. Widać po brzuchu, że niedawno coś zeżarł, więc po cyknięciu kilku fotek zostawiony został w spokoju, niech trawi bez stresu.
Szybka ewakuacja zaskrońca - Dębina
Jak zaskroniec w wodzie - Dębina
Nażarty, zrelaksowany - Dębina
Taki to mam klimacik w odległości plus minus kilometra marszu od domu, a czterech od centrum ponad półmilionowego miasta :) Szkoda tylko, że coraz więcej ludzi tu się pojawia - na szczęście jednak jeszcze (oby nigdy!) nie jest to Malta ani Rusałka.




  • DST 56.10km
  • Czas 01:52
  • VAVG 30.05km/h
  • VMAX 51.60km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Podjazdy 280m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Przyzwoitość

Sobota, 20 kwietnia 2019 · dodano: 20.04.2019 | Komentarze 25

Dzisiaj co prawda nie było już tak świetnie jak wczoraj, bo wiało mocniej i jeszcze bardziej niezdecydowanie, ale ponownie - dzięki przeżyciom ostatnich miesięcy - uznaję dzionek za nie najgorszy :)

Po wczorajszym przyuważeniu dziury w oponie miałem pewne wątpliwości, czy nie będę musiał gdzieś po drodze bawić się w serwisanta-partyzanta, wziąłem na wszelki wypadek plecaczek z zapasową zwijaną gumą, jednak na szczęście chyba aktualny osprzęt jest bardziej pancerny niż myślałem i obyło się bez. Super.

Ponownie - bo duło z północny - musiałem pokonać miasto dwa razy, czyli trauma gwarantowana. Myślałem w sumie, że w związku ze świąteczną sobotą będzie ciut lepiej, ale niestety - cała zachodnia część Poznania to czerwone światła i niewielkie, ale jednak korki. Do tego gdy jechałem przez Przybyszewskiego, trafił mi się klasyczny, rodzimy, stereotypowy użytkownik BMW, czyli łysol z przerostem bebecha, taki z poziomem polskości mierzonej w ilości dymu wydobywającego się z grilla, który raczył otworzyć okienko i machać łapkami, zapewne sugerując mi, że według niego to coś gdzieś na środku ulicy, czyli obowiązujące absolutnie nikogo, to coś, czym powinienem jechać. Napisałem "zapewne", bo nawet nie chciało mi się ściągać słuchawek, życzyłem jedynie burakowi wesołych świąt i szerokiej drogi. Noooo, z grubsza takie było to przesłanie :)

Trasa w całości to: Dębiec - Górczyn - Grunwald - Jeżyce - Obornicka - Suchy Las - Morasko - Radojewo - Biedrusko - Bolechowo - Owińska - Czerwonak - Koziegłowy - Gdyńska - Bałtycka - Wartostrada - Dębiec. Jak na podpoznańskie warunki - całkiem przyzwoita jeśli chodzi o asfaltowe przewyższenia.



Czas na codzienny raport śmieszkowy. Tu druga z moich okolicznych ulubionych DDR-ek, na wiadukcie prowadzącym do Suchego Lasu. Jak zwykle - zgodnie z oznakowaniem - jechałem częścią asfaltową, którą według urzędasów wykonano specjalnie dla mnie (znak ustawiono po lewej części chodnika, co wskazuje, że rowery powinny poruszać się właśnie środkiem). Nie krzyczałem na samochody, bo po co? Trzeba być gościnnym :)

Tu (Biedrusko) po prawej z kolei typowa polska katownia rowerowa.

Oczywiście olałem, a w tym samym czasie wyprzedził mnie... radiowóz. Na szczęście na sygnale. Nie do mnie :)

W Owińskach klasyk... :/

Tak jak na Wartostradzie. Pogaduszki, ploteczki, radość z jazdy obok siebie... 10 km/h. Niestety nie dało się nie naruszyć podwójnej ciągłej.

Tamże - widok na nadbrzeże Warty, po wielkopiątkowej bytności ludzkiego ścierwa. Dodam, że kosze oddalone są stamtąd może w odległości dziesięciu metrów.

TUTAJ Relive.




  • DST 51.70km
  • Czas 01:40
  • VAVG 31.02km/h
  • VMAX 51.60km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Podjazdy 170m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Miodzio!

Piątek, 19 kwietnia 2019 · dodano: 19.04.2019 | Komentarze 10

Ha! Po miesiącach cierpień, walki, wkurzania się, szerzenia mowy nienawiści wobec podmuchów, żmudnego kursowania w tę i z powrotem niczym pszczółka, w końcu mogę śmiało napisać - było dziś prawdziwe miodzio! 

Przede wszystkim doczekałem się na to, co już wydawało się jedynie imaginacją - wiatr był cudownie, genialnie... umiarkowany. Nie słaby, a właśnie umiarkowany, ale to już wystarczyło skatowanemu osobnikowi, takiemu jak ja, żeby uznać to za mega komfort. A że dawał mi głównie po pysku i z boku, zaledwie kilka razy pomagając - nic to, jest super :) Normalnie czułem się jak po zażyciu rowerowego prozacu.

Trasę wykonałem klasyczną w kierunku północno-wschodnim: Dębiec - Wartostrada - Malta - Miłostowo - Swarzędz - Paczkowo - Siekierki - Gowarzewo - Tulce - Żerniki - Jaryszki - Krzesiny - Starołęka - Las Dębiński - dom. O tak jak na Relive.


Przy wjeździe na widoczną tu Maltę, zaraz za przejściem dla pieszych i przejazdem dla rowerów, czaiły się rowerowe smerfy. A w sumie smerfetki, bo patrol policji na rowerach był żeński, sprytnie schowany w cieniu. Jak ja się cieszę, że policja dba nie tylko o moje bezpieczeństwo, ale i o to, żeby funkcjonariuszki nie dostały udaru :) Bo po co je wysłać na przykład kawałek dalej, na wyraźnie wydzieloną część dla rowerów, żeby pouczać biegaczy, spacerowiczów i inne nieogary, które nie potrafią zrozumieć obrazków, już nie wspominając o napisach?

Mimo jazdy po mieście oraz staniu w kilku koreczkach, jechało się wybornie, a i średnia wyszła przyzwoita. Dzień zapisuję w dzienniczku tych, które zdarzają się zdecydowanie zbyt rzadko.

Jednak żeby nie było za różowo - pod sam koniec, na Starołęce, zrobiłem poważny błąd. Chcąc ominąć sznur samochodów, zjechałem na chwilę na DDR-kę, taką jeszcze z mrocznych czasów prezydenta Grobelnego, i co? Oczywiście musiałem tylnym kołek pieprznąć w krawężnik, taki XXL, co wyraźnie odczułem. Od razu sprawdziłem, czy koło jest całe - było, jednak już w domu na oponie zauważyłem taką niespodziankę. Nie wiem w sumie czy to wynik konfrontacji z polskim wynalazkiem antyrowerowym, czy coś, co stało się już wcześniej, jednak cieszę się, że inwestuję od dwóch lat w lepsze opony, z antyprzebicówką - na zwykłych tanich druciakach pewnie co najmniej dwa ostatnie  kilosy szedłbym z buta. 




  • DST 51.80km
  • Czas 01:47
  • VAVG 29.05km/h
  • VMAX 51.40km/h
  • Temperatura 13.0°C
  • Podjazdy 172m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

S(u)portowo

Czwartek, 18 kwietnia 2019 · dodano: 18.04.2019 | Komentarze 8

Kolejny wschodni - ale już mniej północny - kursik za mną. Jeszcze z miesiąc powiewów z tej strony i zacznę zaciągać jak Ukraińcy :)

Najważniejszym elementem był dziś jednak test nowego suportu - to pierwsza zmiana w T-rek(si)u od momentu zakupu, czyli po przejechaniu prawie osiemnastu tysięcy kilometrów, zima nie zima, upał nie upal, Zduńska Wola czy cywilizowane miasta. Stąd traktowałem tę zmianę jak ważny organ u pacjenta specjalnej troski. I muszę przyznać, że jest godnie - fajnie znów po prostu jechać, a nie lekko pływać przy mocniejszym depnięciu.

Trasę, jak napisałem, wykonałem na wschód, ale żeby uniknąć kursu wzdłuż Starołęckiej (ze wzglęDDR-ów wiadomych) wykonałem specyficznego kalosza ze sznurówką: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Krzesiny - Jaryszki - Żerniki - Tulce - Krzyżowniki - Śródka - Szczodrzykowo - Dachowa - Robakowo - Gądki - Koninko - Żerniki - Jaryszki - Krzesiny - Starołęka - Las Dębiński - dom.

Szkoda, że wciąż upierdliwe wiało i że musiałem walczyć z korkami, bo powoli rozkręca mi się znów przyjemność z jazdy.

W Robakowie już jakiś od jakiegoś czasu straszy śmieszka. Nie najgorsza, bo z asfaltu, tylko że zmieniająca kierunek z lewa na prawo i prawa na lewo niczym pijany beneficjent programu 100+ na świnię, a do tego posiadająca z jednej strony taki oto smaczek:

Tu, gdzie stoję, jest wieś Dachowa. Kilka metrów dalej - Robakowo. Jak widać to wystarczy, żeby skończyć budowę dokładnie tam. Nie żebym płakał, bo każda wymówka pozwalająca mi na jazdę drogami, a nie gettami, cieszy mnie niezmiernie, ale jakież to polskie... :)

To też - specjalnie wjechałem, żeby uwiecznić :)




  • DST 55.10km
  • Czas 01:56
  • VAVG 28.50km/h
  • VMAX 52.30km/h
  • Temperatura 13.0°C
  • Podjazdy 261m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pętelka z guzikiem, Lobo, suport i 112

Środa, 17 kwietnia 2019 · dodano: 17.04.2019 | Komentarze 9

Dzisiaj miałem okazję ciut dłużej się wyspać, jednak mimo wolnego dnia komfortu na wylegiwanie się do południa nie było - jak zwykle bowiem miałem masę rzeczy do załatwienia. Ale nawet godzina wylegiwania się w wyrze dłużej niż zazwyczaj to już mega fajna rzecz.

Gdy ruszyłem, byłem w sumie pozytywnie zaskoczony pogodą - co prawda wciąż wiało mocno (a jak!), ale za to temperatura zrobiła się mega sympatyczna, a gdyby nie miasto, które znów pokonałem dwukrotnie, mogło być jeszcze lepiej, na pewno w temacie średniej.

Trasę zrobiłem jak w tytule - pętelka to w tę i z powrotem (Dębiec - Wartostrada - Hlonda - Bałtycka - Gdyńska - Koziegłowy - Kicin - Mielno - Dębogóra - Karłowice - Wierzonka - nawrotka prawie tak samo), a guzikiem była nowa droga w Dębogórze.

W Kicinie zjechałem sobie na chwilę w okolice drewnianego kościoła św. Józefa Oblubieńca - kiedyś co prawda tam byłem, ale na szybko, dziś mogłem zobaczyć ciut więcej. Zbudowano go pod koniec XVIII wieku, aktualnie jest jednym z wielu na Szlaku Kościołów Drewnianych wokół Puszczy Zielonka.


Jak widać, przygotowano już Drogę Krzyżową. Całkiem pomysłowo, muszę przyznać. Mnie jednak przy samym wjeździe zadumał taki oto widok:

Był to tył obrazu, który od razu mi się skojarzył z komiksami o Lobo (czy ktoś je czytał? - aha, i nie jest to obraza religii, ale pierwsze, co mi przyszło na myśl). Sądziłem, że gdy zobaczę przód, będzie łagodniej. Ale... nie :)

Muszę przyznać, że... podobało mi się. Taką wersję graficzną Kościoła zdecydowanie kupuję - makabreska na wysokim poziomie!

Po powrocie zawitałem w serwisie, gdyż - tak jak pisałem wczoraj - czułem już spore luzy w okolicy suportu. Oczywiście całą zimą przejechałem bez większych problemów technicznych, a gdy tylko wybił czas na "sezon", od razu coś się zaczęło sypać. Standard :) Wszystkie miejsca obłożone tak, że nawet po znajomości terminy były kosmiczne. Na szczęście na Dębcu w tamtym roku powstał nowy rowerowy przybytek, którego właściciel wcisnął mnie między jedno a drugie zadanie - tym bardziej, że wymieniany element udało mi się nabyć zapobiegliwie dzień wcześniej w innym miejscu, bo pan działa na zasadzie zamawiania mniej popularnych części jeśli jest zapotrzebowanie (bo to generalnie nie jest sklep). Tym samym w pół godzinki miałem zamontowany nowy suport, a do tego regulację przerzutek gratis :) Polecam serwis Velo 2.0 zdecydowanie, a co, zareklamuję, bo warto :)

No ale - jak to u mnie - nawet pięćset metrów powrotu do domu nie może być normalne. Gdy jechałem DDR-ką przez tunel pod torami, zobaczyłem kilka osób stojących na jedną leżącą w dziwnej pozycji. Zatrzymałem się, pytając, czy jakoś mogę pomóc, no i mogłem, dzwoniąc na ich prośbę na 112. Podczas zgłaszania i oczekiwania na karetkę (i po przeciągnięciu "ofiary" wraz z jeszcze jednym rowerzystą w bezpieczniejsze miejsce) dowiedziałem się, co się stało - jechała sobie niewiasta hulajnogą (zwykłą) z młodym na rowerze, która wpadła jej w widoczną kratkę, tak pechowo, że poleciała na bok (niewiasta, nie kratka), prawdopodobnie skręcając kostkę.

Tym sposobem mój powrót, który powinien trwać dwie minuty, trwał jakieś dwadzieścia. Poinformowałem panów z eRki, gdy już przyjechali, co i jak, oraz wiedząc, że tragedii wielkiej tu nie będzie, ruszyłem do siebie. Jak się skończyła cała sprawa nie wiem. Wiem za to, że pani już będzie uważała podczas jazdy w tym miejscu hulajnogą, a i mam nadzieję, że jednak wybierze część dla pieszych, nie rowerów, bo nie chciałbym się przekonać, co by się stało, gdyby akurat jechał za nią rozpędzony kolarz.

Na koniec Relive oraz rezydenci z Parku Mazowieckiego. Dziś nawet dało się koło nich przejechać bez maski gazowej :)