Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 246155.08 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.46 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 799329 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 54.40km
  • Czas 01:48
  • VAVG 30.22km/h
  • VMAX 53.30km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Podjazdy 204m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Posłanniczo

Sobota, 17 sierpnia 2019 · dodano: 17.08.2019 | Komentarze 15

Po wczorajszej panie postanowiłem nie kusić już losu i wymienić oponę w przednim kole. Na szczęście miałem już kupioną ją jakiś czas temu, więc nie musiałem w panice lecieć na zakupy, tylko na spokojnie (jak nałogowo mówią Wielkopolanie - ”ze spokojem”) zrobić to wieczorem, po powrocie z Wrocławia. Stanęło na dość chwalonym modelu Maxxis Detonator, zwijanym i w teorii wytrzymałym. Się okaże, na razie po jednym wyjeździe jestem zadowolony, szczególnie że lekkie bieżnikowanie daje większą stabilność na zakrętach, której mi brakowało przy łysej gumie.

Dzisiejsza trasa to jedno z moich ulubionych ”w tę i nazad”, czyli z Poznania przez Luboń, Wiry, Łęczycę, Puszczykowo, Mosinę, Żabinko i hopkę za Żabnem, gdzie nastąpiła nawrotka. Jechało się całkiem sympatycznie, bo wiatr jak na siebie był dość sprawiedliwy, czyli przeszkadzał tylko przez 2/3 drogi, a temperatura nie miażdżyła.


No i czas na rozwinięcie tytułu. Na światłach w Luboniu, na wysokości Maka, spotkałem znanego z Sejmu Adama Szłapkę wraz z ekipą. Nie omieszkałem zagadać, bo czemu nie, a przy okazji przekonałem się, że okres przedwyborczy to czas cudów, bo kiedy indziej można się spodziewać, że pan poseł przytrzyma komuś rower i wręczy odblaskową opaskę z pewnym specyficznym logo? :) Życzyłem powodzenia, a prezent się przyda, choć nie wiem czy jazda z czymś takim nie wzbudzi agresji u niektórych kierowców :)

No i na koniec mission impossible, czyli wyprzedzanie przygłuchego tłuścioszka. Mój patent, po wykorzystaniu wszystkich możliwości, w tym krzyczenia: wybrać kierunek (lewo lub prawo), zamknąć oczy i ruszyć przed siebie. Udało się :)




  • DST 53.20km
  • Czas 01:46
  • VAVG 30.11km/h
  • VMAX 50.50km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Podjazdy 157m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Panatyk

Piątek, 16 sierpnia 2019 · dodano: 16.08.2019 | Komentarze 11

Wczoraj wieczorem wróciliśmy do Poznania, trochę wcześniej niż było to zaplanowane, z powodów, których nikt nie chciałby ogarniać (a niestety niemal każdy musi), a dziś czeka mnie jeszcze wyjazd do Wrocławia, z tych samych. No niestety, pewnych przykrych rzeczy się nie przewidzi...

Co do kwestii rowerowych – oj, płasko się jakoś zrobiło :) Nie żebym narzekał, bo uważam, że kręcenie po górach lepsze jest jako wisienka na torcie niż sam tort, co stwierdzam jako człowiek doświadczony w temacie. Poza tym bardziej docenia się piękno tej pierwszej wersji, gdy nie staje się ona codziennością. Ale to tylko moje skromne zdanie.

No i jazda szosą – to inna bajka, nawet gdy człowiek jest oszukiwany tak jak na obrazku – nowa śmieszka w Komornikach wydawała się całkiem obiecująca, póki się w nią nie zagłębiłem. Dalej bowiem już fale Dunaju, kostka Downa na podjazdach, no i wszędobylski syf – piasek i przeróżne atrakcje tego typu. Zjechałem na drogę chwilę po zrobieniu tego zdjęcia.
No właśnie – atrakcje… Właśnie za Komornikami, na poboczu krajowej piątki, najpierw zaskoczyło mnie leżące na poboczu szkło, a chwilę później usłyszałem znienawidzone ”pssssss….”, a jedno z kół zaczęło mi falować. Na szczęście przednie, więc wymiana dętki poszła błyskawicznie. Co prawda zapas czasu jeszcze miałem, ale tego typu sytuacje nigdy nie poprawiają psychicznego komfortu, szczególnie gdy trzeba się na którąś wyrobić.

Dobrze zrobiłem, że dokładnie obejrzałem oponę, bo gdybym tego nie zrobił, po chwili znów zabierałbym się za zdejmowanie jej z obręczy. Fabryczna guma Bontragera, po przejechaniu na niej 23,5 tysiąca kilometrów i złapania tylko jednego kapcia, powoli chyba się zaczyna poddawać, a pokonana dziś została przez wielgachny kawał wspomnianego szkła. Będę musiał jak najszybciej ją wymienić, ale za zasługi nie wyląduje na śmietniku, tylko w piwnicy, jako egzemplarz lekkiej, lecz wybitnie wytrzymałej opony szosowej.

No i jeszcze trasa – mimo że plany miałem inne, to nie będąc pewien tego, co może się dziać z kołem, zawróciłem do Poznania, a gdy się okazało, że tragedii raczej nie będzie, dokręciłem do pięciu dych. No i wyszło takie coś: Poznań – Luboń – Wiry – Łęczyca – Wiry – Komorniki – Poznań – Luboń – Wiry – Komorniki – Plewiska – Poznań. Za dwukrotne zaliczenie Lubonia powinni dawać jakiś medal. Albo odszkodowanie :)

BS-a ogarnę wieczorem, jak wrócę.




Turking, czyli usiąść na Okraj :)

Czwartek, 15 sierpnia 2019 · dodano: 15.08.2019 | Komentarze 14

Dzisiaj, ze względów logistycznych, musiałem wyjechać dość wcześnie, bo przed dziewiątą. Najpierw jednak wyszedłem z psem, przy okazji oceniając temperaturę. I  hmmm… po powrocie zdecydowałem się na koszulkę termo jako niezbędnik :) Oj, przydała się.

Za cel wybrałem sobie Przełęcz Okraj, czyli plus minus piętnastokilometrowy podjazd, raz mniej, raz bardziej upierdliwy, ale generalnie do ogarnięcia bez większego problemu. Ruszyłem z Jeleniej Góry najkrótszą drogą: przez Mysłakowice, Kostrzycę i Kowary, a potem już tylko do góry :)

Sama jazda bez specjalnej historii, bo wjazd jest dość popularny i lubiany, również przeze mnie, bo ”rzeźniczych” fragmentów jest tylko kilka, a największym plusem (w przeciwieństwie do Przełęczy Karkonoskiej) jest w miarę równy asfalt, który pozwala rozwinąć się na zjeździe, mimo sporej liczby serpentyn.

Kilka fotek. Najpierw Jelenia Góra i DDR-ka, która w swojej głównej części powstała już dobre kilkanaście lat temu, a jakościowo jest lepsza niż cała masa gówien budowanych tam później. Oczywiście nie brakuje absurdów, takich jak za wysoki krawężnik w miejscu, gdzie styka się z wyjazdem z obwodnicy, lecz to jest właśnie przykład współczesnej (bez)myślni.
Ot, śmieszka :) - Jelenia Góra
Zerknięcie w bok - Jelenia Góra
DDR-ka z klimatem, jakościowo wyjątkowo przyzwoita - Jelenia Góra
Okolice Kowar to już widokowa uczta, oczywiście pod warunkiem, że wytnie się… Kowary :)
Kowary - obwodnica
Jak się wytnie Kowary, to nawet ładnie :)
No i sam podjazd – tu tylko kilka zdjęć, gdyż widoki są skrzętnie ukryte, i bardzo dobrze, bo teren jest pięknie zalesiony i niech tak zostanie. Oczywiście w pewnych miejscach zostało już ”podziałane” :/
Punkt widokowy - trasa na Okraj
Zbliżenie punktowe - trasa na Okraj


Powyżej świata - trasa na Okraj
Najbardziej męczące były… korki. Mometami czułem się jak w Poznaniu na Rondzie Śródka (przypomnę, że jest teraz w remoncie), a analiza tablic rejestracyjnych tylko mnie utwierdziła w tym skojarzeniu :) Kij z tym, że co chwilę ktoś mi siedział na kole, gorsze było to, że podczas powrotu musiałem zwalniać.

Czechy zostały nawiedzone po raz enty, ale wciąż pozytywne emocje budzi we mnie przejazd przez granice bez żadnych kontroli. Pamiętam oczywiście czasy, gdy bez paszportu dało się jedynie pocałować szlaban i trzeba było wracać jak niepyszny. A teraz? Bajka.
Bezgranicznie - Okraj
Poszczerbione, ale jest - Okraj
Pokręciłem się troszkę po terenach przygranicznych, żeby dystans się ładnie zaokrąglił. Przy okazji skorzystałem z wahadła i mam ujęcie bez samochodów :)
Czesię się - OkrajTamże znalazłem tura, a nawet Turkinga :) Z dzwoneczkiem. Tylko te rogi mogliby mu dosztukować, bo jakiś taki otępiały się wydaje.
Turking :) - Okraj
Czas naglił, więc oddałem się rozkoszy zjazdu. Moja ulubiona część tego typu wycieczek :) Gdy poezja się skończyła, pozostało mi już tylko człapanie swoimi śladami do domu, raz pod wiatr, raz z wiatrem, różnie, różniście :)
I jeszcze ze zjazdu - Okraj
Relive TUTAJ.

Zaległości na BS znów będą nadrobione z opóźnieniem, ale póki co w zamian jedna z niewielu Biedronek z dobrą perspektywą :)
Biedronka z perspektywą - Mysłakowice



Kategoria Góry


Jelotek

Środa, 14 sierpnia 2019 · dodano: 14.08.2019 | Komentarze 20

Dzisiejszy wypad nastąpił wyjątkowo późno, bo po jedenastej. Ale mam wytłumaczenie - wczorajsze nadrabianie jeleniogórskich zaległości towarzyskich "lekko" nam się przedłużyło, jednak nie każdego wieczora ma się okazję podyskutować z rzeczniczką prasową jednej z głównych państwowych spółek o jej uzależnieniu od rządzącej nam wszem i wobec partii. Grunt, że przyznała w końcu, że będzie głosowała na nią jedynie dla własnego partykularnego interesu, bo co stołek, to stołek. Ale poza tym dziewczę całkiem sympatyczne i ogarnięte - życzę, żeby utrzymała posadę jako... dobry fachowiec zatrzymany na nim przez nową ekipę :)

Co do rowerowania - na pierwszy ogień poszła dziś Kapella, czyli miejsce, na które wjeżdża się tylko w jednym celu: wykorzystania okazji do zrobienia fotek Kotliny Jeleniogórskiej i okolic, jeśli oczywiście pogoda pozwala. A ta prezentowała się całkiem sympatycznie, choć wiatr na górze był solidny i miałem problemy, żeby podczas zjazdu wycisnąć marne 50 km/h. Tylko ta zalegająca w kilku miejscach od ponad roku tarka już "lekko" irytuje :/

Fotki ze wspomnianej (Kapelli, nie tarki):


Niebiesko! :) - Kapella
Zielono! :) - Kapella


Na szczycie, czyli Łysej Górze, chwila relaksu...
Łysa Góra - Kapella
Uschnąć się nie da - Kapella
...i powrót swoimi śladami na jeleniogórskie Zabobrze. Na dole stwierdziłem, że mimo podmuchów z zachodu jednak ciągnie mnie w ukochane Rudawy, więc tam skierowałem swe koła, przy okazji po raz pierwszy zaliczając w całości obwodnicę Maciejowej - jest godna, ale pobocze to śmiech. Przez łzy.

Potem już klasycznie: Radomierz, Janowice Wielkie, Trzcińsko, Bobrów, Wojanów, Łomnica i do Jeleniej. Wszędzie dokoła - jak zwykle - cycuchy :)
Cycuchy Rudawskie


No i oczywiście nie zabrakło ziomala :)

Relive TUTAJ - na nim trasa wygląda niczym skaczący kotek, a na mapie niczym jelonek. Stąd tytuł wpisu.


Kategoria Góry


Po oscypki

Wtorek, 13 sierpnia 2019 · dodano: 13.08.2019 | Komentarze 7

Po wczorajszych popołudniowych, wieczornych oraz nocnych opadach na szczęście już mało co zostało - nad ranem niebo zaczęło się nawet przejaśniać, do tego nie oznaczało to znacznego zwiększenia temperatury, czyli miodzio - można było kręcić!

Wiatr też jakoś nie miażdżył, ot, chwilowe podmuchy, raz słabsze, raz mocniejsze, ale co najważniejsze - z grubsza z jednego kierunku, czyli rzecz, którą w WLKP spotykam niezwykle rzadko. Trzeba było skorzystać :)

Kierunek był mało ambitny, ale z tytułową misją - po oscypki do Szklarskiej Poręby. Co prawda jak zawsze mam pewne wątpliwości co do ich autentyczności gdziekolwiek poza Podhalem (a nawet i tam), ale skoro smak się z grubsza zgadza, to nie ma co wybrzydzać :)

Trasa: Jelenia Góra - Cieplice - Wojcieszyce - Piechowice - Szklarska Górna (PKP) - nawrotka do Piechowic - Sobieszów - Zachełmie - Podgórzyn - Stawy Podgórzyńskie - Cieplice - Jelenia.
Karkonosze w sercu noszę :) - Trasa Czeska
Na lewo patrz! - Trasa Czeska





Oscypki zostały nabyte i zawiezione na sam dół. Prócz jednego, ale nie mogłem się powstrzymać :) Aha, sporo czasu zajęło mi czekanie, aż bydł... to znaczy kochane dwunożne istoty łaskawie usuną się z kadrów.

Wjazd do Jeleniej od strony Sobieszowa, w tle dumnie trzymający się wciąż Zamek Chojnik.

Nie mogło zabraknąć rzutu okiem na Stawy Podgórzyńskie - tam, mimo koszmarku architektonicznego, który przy nich straszy, jest wciąż pięknie.
Stawy Podgórzyńskie
Zza winkla - Stawy Podgórzyńśkie
Makabryła - Stawy Podgórzyńskie
Oj tak, jestem u siebie :)
U siebie - Szklarska Poręba
Aha, jeśli dobrze odczytałem przesłanie, to w jakimś z niedawnych wpisów Mors sugerował, że na tej dziwnej uliczce o koszmarnej nawierzchni, zaraz obok Bazy Pod Ponurą Małpą, mnie "nie widzi". Otóż sprawdziłem - ja się widzę, wjeżdża się na to bez zatrzymywania, choć średnio przyjemnie. Gorzej się zjeżdża, bo wolniej :)
Iiii tam... A miał być hardkor :) - Szklarska Poręba Średnia
Zjazd z niby
Od wczoraj czegoś mi brakowało z codzienności. Ale nic w przyrodzie nie ginie - gdy wjeżdżałem do Sobieszowa, zaraz przed rondem, usłyszałem klakson. Faktycznie, akurat musiałem lekko skorygować tor jazdy, ale zachowanie ostrożności przy wyprzedzaniu nie należało akurat do mnie, tylko do kierowcy Corsy. Oczywiście nie odnotowano ani połowy z regulaminowej odległości.

Prowadzący auto został przeze mnie dogoniony, ale zanim zdążyłem coś powiedzieć, usłyszałem:

- Po...ało cię?

- Mnie? To chyba nie w tym kierunku przekaz. Przecież widziałeś, że omijam dziurę, więc powinieneś tym bardziej uważać podczas wyprzedzania, już nie mówiąc o podwójnej ciągłej. Poza tym zastanów się lepiej, zanim bezpodstawnie użyjesz klaksonu, bo za to jest mandat.

(tu nastąpiło dobre pięć sekund ciszy, zauważyłem skupienie na twarzy, a potem skinięcie głową i...)

- Przepraszam.

No proszę da się :)

TUTAJ Relive.

A na koniec kadr z popołudniowego spaceru (12 kilosów) pomiędzy Michałowicami a Szklarską. Kropa była w swoim żywiole :)
Bóbr karkonoski :)
Teraz znów wybywamy z domu, więc na wszelkie opinie i uszczypliwości (już się oczywiście pojawiły, te zębate) odpowiem albo dużo później, albo jutro. Wtedy też nadrobię zaległości na BS.


Kategoria Góry


Nieplaning górski

Poniedziałek, 12 sierpnia 2019 · dodano: 12.08.2019 | Komentarze 17

Kilka dni temu nawet nie podejrzewałem, że jeszcze w sierpniu będzie okazja do pokręcenia rowerem po górach. Jednak gdy firma zaczęła sugestywnie chrząkać, przypominając, iż z moim urlopem czas najwyższy coś zrobić, nie trzeba mnie było dwa razy namawiać. W sumie nie trzeba by było nawet pół raza :) Na planowanie jakichś odkrywczych wypadów czasu nie było, padło więc na wakacje u siebie, czyli wypad w Sudety. Ma się ten komfort :)

Wolne krótkie, ale jest, wczoraj udało się przemieścić rodzinnie do Jeleniej, w koszmarnym zresztą upale. Dziś za to... zmarzłem. Taaaa, polski klimat, taki debilny :)

Ruszając rano nie miałem kompletnie pomysłu na to, gdzie jechać. Finalnie stanęło na miksie rudawsko-karkonoskim: start z centrum Jeleniej przez okolice lotniska do Łomnicy, stamtąd do Wojanowa, Bobrowa i Trzcińska, gdzie zacząłem wspinaczkę mniejszą, przez Przełęcz Karpnicką do Karpnik, a z nich już solidniejszą, Przełęczą Pod Średnicą, łykając Strużnicę, Gruszków i Kowary, z których doczłapałem się do dolnych rejonów Karpacza, a po zjeździe zaliczyłem jeszcze Mniszków, Sosnówkę oraz Staniszów, zanim zaparkowałem w Jelonce. Co się zresztą rozpisywać, lepszy jak zwykle jest Relive.

Kilka(naście) fotek:
Wojanów, wersja nadrzeczna
Rzut okiem wstecz
Rudawy w przebłyskach
Bobrowania ciąg dalszy
Sokoliki, rzut niesokolim okiem
Bliższa wersja Sokolików
Bo góry najlepiej ogląda się z góry
Rudawy Janowickie zza winkla
Przełęcz Pod Średnicą z górki
To proste - prosto! :)
Rzut telefonu na Karkonosze
Na Karpacz prosto
Sosnówka, rzut okiem za siebie
Pogoda nie pomagała :/
Nie obyło się bez odwiedzin u koleżanek... :)
U koleżanek, odcinek 1
Część druga wizytacji koleżanek
...choć i kolegów nie zabrakło :)
Końcentracja pełna
Staniszów, muflon kolonizator
Wieś Ścięgny, położona na drodze z Kowar do Karpacza, jeszcze niecałe dwa lata temu nazywała się formalnie Ściegny, bez nóżki przy "e". Jednak dzięki lobby mieszkańców wsi, w końcu udało się uprawomocnić nazwę używaną tu od kilkudziesięciu lat, zamiast tej sztucznej, której używali jedynie turyści oraz istoty napływowe. I to nie nazywa moc samorządu! :)Ścięgny uzyskały w końcu swą właściwą nazwę
Takie OSP, jak w Strużnicy, to ja rozumiem!
OSP w wersji innej
No i coś, co przewidywałem już ostatnio - jak Jelenia buduje asfaltową DDR-kę, to coś będzie musiało być nie tak. No i faktycznie, sporo przewyższeń zdobyłem dziś na nowym wynalazku prowadzącym do Łomnicy...
Przewyższenia ddr-kowe gratis - Łomnicka, Jelenia Góra
Niestety, koniec wypadu to już czysty deszcz, który praktycznie nie odpuścił do końca dnia. W związku z tym zamiast wypadu w góry wpadło tylko jedenaście kilometrów spaceru w tę i z powrotem na Perłę Zachodu, ale wykonane częściowo górą, Ścieżką Poetów. Jako że nie mam siły już dziś wklejać więcej zdjęć, póki co tylko Relive :)


Kategoria Góry


  • DST 54.70km
  • Czas 01:49
  • VAVG 30.11km/h
  • VMAX 52.40km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Podjazdy 217m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Gul gul

Niedziela, 11 sierpnia 2019 · dodano: 11.08.2019 | Komentarze 9

Wpis robiony na szybko. Ostrzegam :)

Wczoraj późnym popołudniem nastąpiła BS-owa integracja z wykorzystaniem niewielkiej ilości procentów z kolegą Marcinem (pozdro!), a dziś wyjazd o dziewiątej rano, bo później się nie dało, a szkoda, bo mam naglącą potrzebę wyspania się.

Trasa - typowe, najbardziej klasyczne z klasycznych "kondominiów", czyli z Poznania przez Luboń, Łęczycę, Puszczykowo, Mosinę, Krosinko, Dymaczewo, Łódź, Wirobel, Stęszew, Dębienko, Szreniawę i Komorniki do domu.

Skoro pojawił się Luboń, to musi być "coś". Tym razem objazd, o którym dowiedzieć się można dopiero, gdy się przed nim pojawi. Gdziekolwiek wcześniej informacji brak.

Na trasie nic nowego...

...a w Mosinie prawdziwy Gul. I Gul :)

No i najważniejszy element wyjazdu: napotkanie dwóch walczących ze sobą jelonków. Niestety, jakoś zdjęć żałosna, bo zanim zdążyłem podjechać, to widziałem już same kupry :/



Relive TUTAJ, a sama jazda przyzwoita, bo wiatr solidny, ale w miarę sprawiedliwy (o dziwo).




  • DST 57.10km
  • Czas 01:56
  • VAVG 29.53km/h
  • VMAX 51.40km/h
  • Temperatura 26.0°C
  • Podjazdy 200m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Żabiennie

Sobota, 10 sierpnia 2019 · dodano: 10.08.2019 | Komentarze 11

Dzisiejszy wypad wypadł (a masło się zmaśliło) na południe, bo stamtąd miało wiać, a ja miałem podczas powrotu delektować się podmuchami w plecy.

No i faktycznie, najpierw wiało z południa. A potem już tylko z zachodu, oczywiście wtedy, gdy zawróciłem. Nawet nie byłem zdziwiony :)

Trasa: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - Grzybno - Pecna - Drużyna - Krosno - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Wiry - Luboń - Poznań.

Tyle razy jeździłem przez Żabno, a do tej pory nie zauważyłem, że mają taki klimatyczny przystanek. Lepiej późno niż wcale :)

Pałac w Grzybnie, jak i cała wioska, położona kompletnie pośrodku niczego, są jednymi z moich ulubionych.

A gdzieś tutaj miałem towarzysza, czyli potężnego kruka, którego krzyki i nawoływania spowodowały u mnie ciary.


Na wysokości OSP w Żabinku przyuważyłem, że właśnie zmienia się wiatr. Szpetna była moja reakcje, przyznaję :)

Wypad, jak i sam wpis, takie se. Miałem chrapkę na fajną średnią, ale skupiłem się na utrzymaniu pionu :)

TUTAJ Relive.




  • DST 59.25km
  • Czas 02:06
  • VAVG 28.21km/h
  • VMAX 51.60km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Podjazdy 200m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Stę(szew)kanie

Piątek, 9 sierpnia 2019 · dodano: 09.08.2019 | Komentarze 9

Wiało dziś tak samo jak wczoraj, jak nie bardziej. Tyle mam do powiedzenia, dziękuję, dobranoc.

No dobra, parę słów wypadałoby jeszcze skrobnąć.

No to... Wiało :) Na tyle, że odpuściłem jakąkolwiek walkę już na starcie, wykonując baaaaaardzo powolne "kondominium" w wersji odwrotnej niż zazwyczaj, czyli: Poznań - Komorniki - Szreniawa - Trzebaw - Dębienko - Stęszew - Witobel - Łódź - Dymaczewo - Krosinko - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.

Zatrzymałem się wyjątkowo w Stęszewie, nie żebym jakoś specjalnie był zachwycony tym zadu... tym miasteczkiem, ale trzeba było znaleźć jakiś motyw do fotek. Efekt mizerny, ale przynajmniej wpis nie wygląda łyso :)


W temacie dość zabawnym, czyli laickości państwa na P., kolejny dowód na to, że.. to naprawdę zabawne :)

Myślę, że Najświętsza Maryja Panna do dziś nie może opanować radości z faktu, że została patronką Stęszewa :)

No i na koniec obrazek z jednej z odnóg ulicy Głogowskiej. Normalnie aż "zatęskniłem" za klimatami, jakie tam można zastać zimą. Powoli zaczynam szukać łyżew pasujących do kół rowerowych :)

Dystans jest poszerzony o odcinek "dopracowy".




  • DST 62.50km
  • Czas 02:12
  • VAVG 28.41km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Podjazdy 114m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Czarodziej UZ

Czwartek, 8 sierpnia 2019 · dodano: 08.08.2019 | Komentarze 10

Pewnie w tym miejscu, żeby zabrzmiało bardziej pro, powinienem napisać, że dzisiaj była luźna rozkrętka po wczorajszej secie, bo nie można codziennie cisnąć, to niezdrowe, bla bla bla.

A prawda jest taka, że żałosny wynik, jaki osiągnąłem, to maks tego, co dało się wymodzić przy tym wietrze, który wrócił na moje nieszczęście na swoje ulubione tory, z których jeden ma na imię Upierdliwość, a drugi Zmienność. Łącznie to prawdziwy Czarodziej UZ. Duło tak, że każdy mijany większy pojazd zmuszał mnie do schowania się głęboko za barankiem, żeby nie zostać zwianym z drogi. Komfortu nie poprawiały też krajobrazy, czyli pola, pola i pola - ani się schować, ani skorzystać, bo w najlepszym wypadku zacinało z ukosa.

No nic, odfajkowane.

Trasa zachodnia: Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.


O dziwo nie stałem dziś na ŻADNYM zamkniętym przejeździe kolejowym. Święto jakieś. Czas, który bym na to stracił, poświęciłem na kupno całkiem dobrej jagodzianki w Strusiu :)

Dystans zawiera dojazd do pracy.