Info
Suma podjazdów to 783662 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Maj2 - 3
- 2026, Kwiecień30 - 49
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 51.10km
- Czas 01:53
- VAVG 27.13km/h
- VMAX 50.80km/h
- Temperatura 11.0°C
- Podjazdy 199m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Rower wodny
Czwartek, 16 maja 2019 · dodano: 16.05.2019 | Komentarze 10
Na początek chciałem gorąco pozdrowić wszystkich ludzików zajmujących się prognozowaniem pogody. Tak Was lubię, że chętnie znalazłbym Wam nową pracę, najlepiej z daleka od tego, co robicie dotychczas. Będzie to zapewne mniej szkodliwe dla osób trzecich :)
Do czego piję? Ano do solidarnej wersji autorstwa powyższych, według której gdzieś od dziesiątej rano nie miałem się co martwić opadami. Spokojnie więc odczekałem swoje do tej godziny, zjadłem śniadanie, a gdy ledwie kropiło o wspomnianej porze, ruszyłem. Szosą...
Początkowo było całkiem ok - niebo nawet chwilowo się przejaśniło, kręciłem więc pełen optymizmu. Z Dębca wyruszyłem przez Las Dębiński, Starołękę, Krzesiny, Jaryszki, Koninko do poznańskiego Sypniewa, gdzie... No właśnie. Lunęło. I nie przestało. I nie była to mżawka, tylko konkretna ulewa. Po paru kolejnych minutach miałem już w butach ocean, a strój mogłem wyżymać. Postanowiłem więc zamiast planowanego "muminka" skrócić trasę, kierując się przez Głuszynę i Starołęcką znów na Dębinę. Tam miałem skończyć, ale stwierdziłem, że już bardziej mokry nie będę, a glutów mam dosyć, więc przemęczę się i zrobię pełne pięć dych. Tym samym zaliczyłem jeszcze Wartostradę oraz kółeczko dookoła Malty, by w końcu przypłynąć do domu. Tu trasa z Relive, a poniżej kilka zdjęć, które udało się zrobić, gdy akurat deszcz na chwilę odpuszczał.



Również przez synoptyków (kolejne gorące pozdro!) nie pomyślałem, żeby obudować swój wodoszczelny super hiper gówniany licznik Sigma folią, żeby był faktycznie wodoszczelny. Efekt? Proszę bardzo:
Pędziłem gdzieś przez dwadzieścia kilometrów z prędkością... zero na godzinę. A według owego sprzętu zrobiłem jednak zaledwie gluta. Dobrze, że jako tako działają jeszcze Endo i Strava...
Gdyby nie ten BS-owe obowiązki, pewnie o dzisiejszym wypadzie wolałbym zapomnieć. Jedynie pralka była zachwycona.
A po południu czekała mnie wizyta w... Sądzie. Nie, nie dopadła mnie Dupna Zmiana, spokojnie. W końcu - po czterech latach! - zakończyła się wojna, którą wytoczyłem pseudo firemce o nazwie PGT, działającej pod szyldem Telefonii Polskiej Razem, która naciągnęła moją Teściową na przeniesienie do nich numeru przez podszycie się pod Orange. Batalia polegała na korespondencji liczonej w dziesiątkach, próby telefonicznego załatwiania sprawy (burdel, niekompetencja, kłamstwa - tyle mogę napisać) oraz aktywizacji Miejskiego Rzecznika Praw Konsumenta (brawa za chęć pomocy!) i UOKiK-u (w 2017 poszło nawet ostrzeżenie w temacie PGT). Efektem było wycofanie się firemki poprzez próbę wmówienia nam zerwania umowy, sprzedanie domniemanych roszczeń firmie windykacyjnej, która się też (po kilkunastu oficjalnych listach) poddała i sprzedała domniemane roszczenia... innej firmie windykacyjnej. Ta wystosowała pozew, który doprowadził mnie do szału, poszło więc grube pismo do Sądu, a dziś wraz z Teściową pojawiłem się na rozprawie jako świadek. Nie nagadałem się za dużo, bo windykator wycofał pozew, dostając jeszcze w prezencie koszty postępowania (tu miałem największą radochę).
Cała sprawa nie rozchodziła się o jakąś wielką kasę, bo w grze było 1,5 tysiaka, ale chodziło o zasadę. Mam wielką satysfakcję, że nie odpuściłem gnojom, którzy bazują na naiwności starszych osób. Wygrałem swoją pierwszą walkę sądową, mam nadzieję, że więcej ich nie będzie :)
- DST 30.90km
- Czas 01:14
- VAVG 25.05km/h
- VMAX 42.00km/h
- Temperatura 7.0°C
- Podjazdy 142m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut klemensowy
Środa, 15 maja 2019 · dodano: 15.05.2019 | Komentarze 13
Jak tak dalej pójdzie, to w samym maju będę miał więcej glutów niż przez całą zimę... No nie ma lekko :)
Dziś było podobnie jak wczoraj, przedwczoraj, przed-przedwczoraj, bla bla bla-wczoraj, z tą różnicą, że tym razem nie było złudzeń - lało już w momencie, gdy się obudziłem. Poza tym zimno, mega wietrznie - normalnie monotonny się robię :)
Tak jak wczoraj, pseudo przerwę w opadach znalazłem po dziewiątej rano, a że w pracy musiałem być w południe, pozostał jeno czas na gluta. Oczywiście chwilę po ruszeniu znów witałem się z deszczem, ale skoro siedziałem już na siodle, to... kopiuj-wklej z wczoraj.
Nie chciało mi się wymyślać cudów z trasą, bo północne powiewy skazywały mnie i tak na rundkę po mieście, wykonałem więc rundkę kombinacyjną zawierającą Wartostradę, Maltę, Śródkę oraz ulicę Hlonda w różnych wariacjach, co widać na Relive.
Licznik z autorską funkcją wodoszczelność+ wciąż działa nawet-nawet :) A przy okazji - mogę pocieszyć tych krytyków Wartostrady, którzy boleją nad tym, że miało co roku być zalewana, a nie jest. Można uznać, że dziś tonęła :)

Jak widać - puściutko, ale towarzystwa (i to tego najlepszego) nie zabrakło, gdyż przed nosem przebiegła mi sarna. Niestety zanim zdążyłem wyjąć telefon, pognała już w siną dal, czyli w zielone krzaki, więc uchwyciłem jedynie kadr jakby robiony kalkulatorem. Jeśli komuś się nudzi, mam zagadkę na popołudnie - gdzie jest czworonóg? :)
Na Śródce nie ma już niestety Cafe La Ruina (przenieśli się na Świętego Marcina), ale słynny mural został - jednak oszpecony elementami remontowymi.
A nad Maltą udało mi się w końcu dopchać do Klemensa, zazwyczaj obleganego w dni każde inne niż taki jak dziś. Klemens miał na nazwisko Mikuła i to głównie jemu zawdzięczamy aktualny wygląd Malty. Brawa dla tego pana. Szkoda tylko, że nie przewidział tłumów w weekendy - ja bym proponował dla każdego na początek tor przeszkód jako bilet wstępu, może wtedy dałoby się tu wtedy bywać bez chęci zamordowania gatunku ludzkiego :)


I na koniec Maltanka. Niestety w bezruchu. 
Prognozy na kolejne dni? Deszcz, wiatr, zimno... Aha, z nowości - mają być jeszcze burze!
- DST 32.10km
- Czas 01:17
- VAVG 25.01km/h
- VMAX 42.00km/h
- Temperatura 6.0°C
- Podjazdy 170m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut mutant
Wtorek, 14 maja 2019 · dodano: 14.05.2019 | Komentarze 17
Przedwczoraj jesień, wczoraj zima, dzisiaj za to zaszczycił nas mutant - miks jednego i drugiego.
Wstałem koło siódmej trzydzieści i ze zdziwieniem stwierdziłem, że świeci słońce. Żona pojechała do pracy, ja pełen optymizmu zacząłem się ogarniać, a w momencie gdy wyszedłem z psem... lunęło. Normalnie jak górach - pół godziny i kompletnie inny świat.
Mina mi zrzedła, ale dawałem sobie jeszcze nadzieję na wyjazd. Jednak aura nie pomagała, a czas naglił. W końcu udało znaleźć się (jak sądziłem) lukę w opadach i ruszyłem, jak zwykle w takich przypadkach crossem. Perspektywa była jedna - dystans okrojony, bo inaczej bym nie zdążył do pracy.
Wiało (a jak!) mocno (czyli monotematycznie), było zimno (pięć-sześć stopni w momencie startu, może jeden więcej przy powrocie - czyli monotematycznie), do tego już na drugim kilometrze znów zaczęło lać. I tak już zostało niemal do końca, skoro jednak już siedziałem na siodle, postanowiłem być twardy, a nie "mientki".
Jako człowiek doświadczony, sprawiłem, że mój wodoszczelny super-hiper licznik Sigma stał się takim naprawdę. To znaczy wodoszczelnym, bo jak gównianym był, tak jest :) A że minus sto do estetyki i miałem po drodze szumidła? Trudno :)
Wykonałem gluta w tę i z powrotem, z Dębca przez Drogę Dębińską włączając się do Wartostrady, docierając najpierw na Śródkę, gdzie w końcu miałem okazję sprawdzić, co słychać, gdy "zielona symfonia" ma swój pokarm, czyli wodę cieknącą z nieba. Zdradzam tajemnicę - nic nie słychać :) Nawet jak się zdejmie słuchawki z uszu.

Kawałek dalej cyknąłem jeszcze ICHOT oraz Katedrę w deszczu...

...i pokręciłem dalej. O dziwo nie byłem sam.
Nie brakowało też jednego obrazkowego analfabety, tym razem nie pieszego, a rowerzysty.
Lubię jeździć Wartostradą, zawsze tam coś ktoś... :)
Przez Gdyńską doczłapałem do Koziegłów (wpadł kolejny powstańczy mural do kolekcji)...
...które postanowiłem pozwiedzać, docierając aż do granicy z Czerwonakiem. Tym samym odkryłem nową drogę, którą widziałem wcześniej u Kamila, z widokiem na Dziewiczą Górę.

Przy okazji dopytałem panią inżynier wraz ze świtą, z czego będzie droga rowerowa. Usłyszałem tryumfalne "z asfaltu!" i poleciał kciuk w górę :)
Gdzieś tu zawróciłem i ślizgając się w większości po swoich śladach przypłynąłem do domu. Co łatwe nie było, bo czasem nie tylko krople utrudniały widoczność, ale i coś większego na przejazdach rowerowych... Wewnętrzna wróżka podpowiedziała mi, że tu akurat mam czerwone :)
Jak na złość, chwilę po wylądowaniu lać przestało i już nie zaczęło. Mogłem co prawda na siłę dokręcać do pięciu dych, ale wolałem polecieć jeszcze na skrócony spacer z Kropą po Dębinie - to jednak bardziej przyjemne niż walka w średnio atrakcyjnych warunkach.
Na jutro prognozy są równie nieciekawe (a może nawet bardziej?) - zobaczymy czy też się uda coś wyglucić.
TUTAJ Relive.
- DST 53.60km
- Czas 01:56
- VAVG 27.72km/h
- VMAX 53.30km/h
- Temperatura 8.0°C
- Podjazdy 225m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Zima!
Poniedziałek, 13 maja 2019 · dodano: 13.05.2019 | Komentarze 9
Nie wiem czy to z powodu premiery kolejnego odcinka "Gry o tron", czy z innych względów (kościelna klątwa za ujawnienie prawdy?), po wczorajszej jesieni nadeszła dziś zima. Co prawda taka łagodna, bezśnieżna, nawet bardzo słoneczna, ale męcząca głowę całkiem solidnie. No i z elementem niezbędnym, czyli arktycznym, zimnym wiatrem z północny, który tak mnie zdemotywował, że zamiast jakiejś żywej muzyki zapuściłem sobie "Lśnienie" Stephena Kinga, snujące się niczym flaki z olejem, żeby każdą myśl o mocniejszym tąpnięciu zdusić w zarodku :) Udało się, co widać po wyniku.
W sumie to nawet jakby mi się chciało, to by się nie dało, dzięki temu, że kilkanaście kilosów jazdy przez miasto głównie polegało na staniu i interwałach. Korki były tak koszmarne, jakby faktycznie zasypało Poznań śniegiem i nie było innej możliwości przemieszczania się. Efekt widać na początkowych fotkach zamieszczonych na Relive.
Trasa to kółeczko: Dębiec - Górecka - Górczyn - Jeżyce - Golęcin - Strzeszyn - Psarskie - Kiekrz - Kobylniki - Sady - Swadzim - Batorowo - Lusowo - Zakrzewo - serwisówki - Plewiska - Poznań.
Na obrazkach wygląda to całkiem, całkiem. Obrazki kłamią :)

Tutaj mój "ulubiony" fragment przed Sadami. Oczywiście było na nim pusto DO momentu, gdy się na nim pojawiłem :)
W Plewiskach spotkałem dawno niewidzianego Dariusza vel Lipcia71, który powoli odżywa rowerowo, ale już nie BS-owo (a szkoda). Pogadaliśmy chwilkę i każdy w swoją stronę - ja z wywieszonym jęzorem do pracy, kolega dopiero w trasę. Wyjątkowo się cieszyłem, że ja już mam ten drugi etap prawie za sobą :)
Aha, jakby ktoś pytał, czy policja łapie za niejeżdżenie po abstrakcyjnej śmieszce położonej pośrodku ulicy Przybyszewskiego, to odpowiedź brzmi: nie. Mimowolnie się dziś o tym przekonałem :)
- DST 33.20km
- Czas 01:18
- VAVG 25.54km/h
- VMAX 41.50km/h
- Temperatura 12.0°C
- Podjazdy 211m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut maltański
Niedziela, 12 maja 2019 · dodano: 12.05.2019 | Komentarze 16
Jak było dziś w większości kraju, chyba każdy widział - od rano padało, potem lało, następnie padało, a w końcu lało. I tak dalej. Bez zaskoczenia - przecież była wolna niedziela :)
Z jednej strony nie narzekałem, bo po pierwsze się wyspałem, a po drugie nadrobiliśmy zaległości serialowe (prawie cała pierwsza seria rewelacyjnego hiszpańskiego "Domu z papieru" na Netflixie), lecz jak wiadomo nałóg nie pozwala zapomnieć :) Gdzieś tak koło piętnastej na szczęście zaczęło się lekko przejaśniać, jednak na tyle zaledwie, żeby pójść z Kropką na spacer po Dębinie. Tam pusto, dziko, bez ludzi - tak jak uwielbiam, podobnie jak przyroda (tu pozdrawiam przepiękną czaplę, której nie zdążyłem sfocić).
Gdy wróciłem, o dziwo nie padało. Udało się więc wynegocjować o półtorej godziny (kompromisowy glut) późniejszy obiad i myk na rower :) Kałuż było jeszcze pełno, więc oczywiście crossem. Tak się cieszyłem, że udało się w ogóle ruszyć, iż postanowiłem całkowicie olać średnią (jednak przy zachowaniu minimum przyzwoitości), więc prawie cały czas kręciłem na środkowym blacie z przodu i nie zamierzałem tego zmieniać. No a poza tym wymyśliłem sobie wypad lekko turystyczny.
Celem była Malta. Nieprzypadkowo - bałem się, że z grubsza do października nie znajdę już okazji do pojeżdżenia po niej bez masy bydł... to znaczy kochanych rodaków. W związku z tym z Dębca ruszyłem wschodnią częścią Wartostrady i przez Jana Pawła dotarłem nad jezioro, które okrążyłem dwukrotnie. Towarzyszyli mi w tym kajakarze, którzy rozgrywali akurat jakieś mistrzostwa.
Prócz samych okrążeń...



...zaliczyłem jeszcze górskie tereny i Polanę Harcerzy...



...oraz moje ulubione polskie ZOO, przynajmniej od czasu, gdy dyrekcja stawia tam nie na zysk, ale na ratowanie zwierząt i pełnienie misji edukacyjnej.
Tu przy okazji udało mi się upolować Jelcza, kursującego na turystycznej linii numer 100. Niestety nie miałem za to szczęścia do Maltanki.
Oczywiście nie zabrakło codzienności, czyli istot ludzkich nieogarniających pisma obrazkowego. Kilka przykładów:


Nie spieszyłem się, więc każdy dostał krótką, lecz kulturalną werbalną lekcję kierującą na część dla pieszych :)
Do gluta trochę zabrakło, z związku z czym doczłapałem do wysokości Hlonda, którą to ulicę objechałem i przy okazji znalazłem siedzibę "Barki", a następnie Wartostradą przez Śródkę wróciłem do domu.
Mimo zaledwie glutowania oraz nawet nie ruszenia tyłka poza granice Poznania, wróciłem zadowolony. Fajnie jest zrobić sobie czasem taki popołudniowy wyłom w zwyczajności, pokręcić się w kółko bez sensu i pozwiedzać... swoje (jedno z dwóch) miasto. Naprawdę fajne miasto :)
TUTAJ Relive.
- DST 52.65km
- Czas 01:50
- VAVG 28.72km/h
- VMAX 51.30km/h
- Temperatura 12.0°C
- Podjazdy 148m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Upierdliwerek
Sobota, 11 maja 2019 · dodano: 11.05.2019 | Komentarze 6
Atrakcją dzisiejszego dnia był upierdliwerek. To taki wiaterk-wmordewind w wersji light (nazewnictwo własne), który niby nie powinien mieć wpływu na jazdę (bo nie był jakoś specjalnie silny), ale oczywiście ma, i to całkiem niemały. No bo jeśli gdziekolwiek się człowiek obróci, tam ma w pysk, zaczyna mieć też gdzieś chęć do jazdy i człapie nóżka za nóżką, niczym niepełnosprytny żółw.
Przekonałem się o tym, gdy po dwudziestu kilometrach jazdy pod wiatr postanowiłem zawrócić i pokombinować z trasą. A tu... pod wiatr. Więc znów nawrotka. A tam... pod wiatr! I tak przez całą drogę.
Trasa: Dębiec - Górczyn - Kopanina - Junikowo - Skórzewo - Wysogotowo - Batorowo - Lusowo - Zakrzewo - serwisówkami do Skórzewa - Dąbrowa - Zakrzewo - serwisówki - Plewiska - Poznań. Z tego błądzenia wyszła personalizacja upierdliwerka na mapie - oto on (musiałem jedynie dorysować łapki i lewą nóżkę):
Kilka fotek z trasy:


Tutaj Polska w wiosennej pigułce, czyli życie rowerzysty mieszczące się między rzepakiem a gównianą DDR-ką...
...a tu dowód na to, że z wiatrem nie ściemniam. W tym momencie robiłem zakręt na wschód, a według prognoz wiało z zachodu, więc teoretycznie w plecy. Jak było - widać po flagach.
Tak poza tym jeszcze jedynie akcja na ulicy Ostatniej, gdzie ja oraz jadący z naprzeciwka kolarz zostalibyśmy skasowani przez jakiegoś torglo, dla którego nasze pierwszeństwo na DDR-ce kontra jego skręt w przecinającą ją uliczkę oznacza klasycznie polskie "mam to gdzieś, bo jestem cięższy". W zamian za to dowiedział się solidarnie z dwóch gardeł kilku łacińskich słów o sobie.
Jutro ma lać cały dzień, więc zapowiada się chomik. Normalka, przecież wolny dzień :/
PS. Od dziś do obejrzenia za darmo i w całości dokument Tomasza Siekielskiego "Tylko nie mów nikomu" (tutaj link) o pedofilii wśród polskiego kleru. Na razie obejrzałem dopiero kilkanaście minut, ale już wiem, że to mocna rzecz i zdecydowanie prawdziwa (niestety).
- DST 54.65km
- Czas 01:55
- VAVG 28.51km/h
- VMAX 50.40km/h
- Temperatura 10.0°C
- Podjazdy 208m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Mgiełko w tunelu
Piątek, 10 maja 2019 · dodano: 10.05.2019 | Komentarze 5
Dzisiaj w przeciągu (w sumie dosłownym, bo znów towarzyszył mi non stop wmordewind) zaledwie dwóch godzin zaliczyłem pogodowe dwa światy.
Świat pierwszy ujawnił mi się w chwili ruszenia, czyli po ósmej rano. I trwał z grubsza przez połowę drogi. Jego dominującym elementem była mgła, która typowo wiosennie zaległa nad okolicami Poznania, dając jednocześnie wybitnie zimową wartość temperatury na start - sześć stopni.
Oznaczało to dwie rzeczy - ponowne odkopanie grubszej warstwy ciuchów oraz motywację do sprawdzenia, czy działają lampki przód-tył. Działały, śmiało mogłem więc marznąć i świecić jak grudniowa choinka :)
Trasę wykonałem w tę i z powrotem, ale z pętelką pośrodku. Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Sowiniec - Baranowo - Żabno - Żabinko - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.
Najfajniej było, gdy między Baranowem z Żabnem mgły zaczęły parować. Zabrakło mi jedynie zombiaków w tle, wychodzących z lasu i pełznących w moim kierunku :)
Nawet Luboń prezentował się dzisiaj całkiem uroczo - tu akurat im mniej widać, tym bardziej na plus :)
Drugi świat to świat z powrotu, gdy nagle zrobiło się przejrzyście, słonecznie, no i zdecydowanie za ciepło jak na zestaw zimowy - skończyło się to lekkim przegrzaniem.
Gdy jechałem przez Mosinę, byłem pewien, że swój obowiązek w postaci wykręcenia fałmaksa na poziomie równym lub większym niż 50 km/h spełnię bez problemu w tamtejszym tunelu. Niestety - tak jak już pisałem, wmordewind miałem w obydwie strony, więc gdy zobaczyłem na liczniku 49,4 km/h, postanowiłem zawrócić i raz jeszcze pyknąć sobie kursik w tunelu. Tym razem się udało, a manewr widać dobrze na Relive.
No i na sam koniec jeszcze jedno zdanie o moim "ukochanym" Luboniu. Wiem, nie jestem obiektywny, bo jak na moje posiada on tylko jedną, acz istotną zaletę - kiedyś się kończy, jednak zawsze mnie śmieszyły miejscowości, które muszą udowadniać, że są miastami, a nie wioskami, bo inaczej nikt by w to nie uwierzył. I tym samym nie zaprasza nas z kilku stron po prostu "Luboń", ale "MIASTO Luboń" :)
- DST 52.00km
- Czas 01:50
- VAVG 28.36km/h
- VMAX 50.80km/h
- Temperatura 12.0°C
- Podjazdy 197m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Nałogowo
Czwartek, 9 maja 2019 · dodano: 09.05.2019 | Komentarze 6
Co robi rowerowy nałogowiec w swój wolny od pracy dzień? Wstaje między siódmą a ósmą rano, ogarnia się, oporządza psa i godzinę później rusza. Wszystko po to, żeby zdążyć przed deszczem, który wszystkie możliwe prognozy pogody solidarnie zapowiadały na punkt jedenastą.
A co robi wspomniany wyżej deszcz? Ano zaczyna padać przed dziesiątą. Dzięki czemu jakieś dwadzieścia z pięćdziesięciu kilometrów mokłem, a w zestawie atrakcji był jeszcze wiaterek, może nie najmocniejszy, ale w 99% wiejący w pysk. No i jest jak jest.
W sumie nie zaczęło się najgorzej, bo na szarym niebie były czasem widoczne jaśniejsze fragmenty. I rzepak, choć ten nie na niebie :) Dopiero później pojawił się rower wodny.
Trasa dzisiejsza to "muminek": Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Krzesiny - Jaryszki - Koninko - Świątniki - Sypniewo - Głuszyna - Babki - Czapury - Wiórek - Sasinowo - Rogalinek - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań. Zaliczone Babki pojawiły się jako echo wczorajszej dyskusji w temacie nazw polskich miejscowości. Tu z całym nadleśnictwem.
Grunt, że się udało wykręcić kolejne pisiont. Można spokojniej patrzeć za okno, za którym już regularnie leje.
- DST 53.85km
- Czas 01:47
- VAVG 30.20km/h
- VMAX 51.80km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 218m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Trzykolny Klemens
Środa, 8 maja 2019 · dodano: 08.05.2019 | Komentarze 35
Trochę pogoda wyluzowała - wiało dziś ciut słabiej, rozpogodziło się, zrobiło się nieco cieplej. Super.
Więc? Od jutra deszcze! Super :/
Jednak udało się dzisiaj jeszcze pokręcić w miarę przyzwoicie. No i w ogóle pokręcić, bo co będzie jutro i pojutrze, ciężko powiedzieć :)
Wiatr zmienił kierunek na południowo-wschodni, co mnie niezwykle ucieszyło, gdyż w końcu mogłem ruszyć przez szosowe części WPN-u i Rogalińskiego Parku Krajobrazowego. Mają one ten plus, że są zadrzewione i urokliwe, czego o częściach zachodnich za cholerę napisać się nie da.
Trasa: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Rogalinek - Rogalin - Świątniki - Radzewice - Trzykolne Młyny - Radzewice - Rogalin - Rogalinek - Sasinowo - Wiórek - Czapury - Starołęcka - Las Dębiński - dom.
Tak, Radzewice :) Nie mogłem sobie odmówić - jak zwykle - chwili relaksu w porcie. Dziś towarzyszył mi... Klemens, bo tak nazywała się łódka (łódek?) tam zacumowana/y :)



Poza tym podjąłem dość karkołomną - ze względu na koszmarny asfalt - decyzję o dokręceniu do Trzykolnych Młynów. To jedna z lepszych nazw miejscowości w Wielkopolsce, przynajmniej jak na moje :)
A w Świątnikach przyuważyłem, że w końcu "oddano do użytku" Matkę Boską, po długim remoncie. Zamontowanej tęczy nie odnotowałem :)
Na koniec mini konkurs bez nagród: która ze śmieszek jest bardziej gówniana? :) Czy ta przy Armii Poznań w Luboniu...
...czy może ta słynna ze Starołęckiej w Poznaniu?
Jak się po nich jeździ? Nie pamiętam :)
TUTAJ Relive.
- DST 53.25km
- Czas 01:54
- VAVG 28.03km/h
- VMAX 52.50km/h
- Temperatura 4.0°C
- Podjazdy 142m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Paskud
Wtorek, 7 maja 2019 · dodano: 07.05.2019 | Komentarze 8
Jak w tytule - to, co mogłem zawrzeć w nim pieszczotliwego, zawarłem :)
Z grubsza było tak jak wczoraj, tylko jeszcze zimniej, wietrzniej i wmordewindziej. Dośc napisać, że gdy tylko koło ósmej wróciłem z krótkiego spaceru z psem, od razu zabrałem się za odkopywanie zimowych ciuchów, które - niepoprawny ze mnie optymista - schowałem głęboko do szafy. Oj, przydał się ten manewr.
Wykonałem zachodnie w tę i z powrotem z wariacjami, czyli: Poznań - Plewiska - Wysogotowo - Dąbrowa - Sierosław - Więckowice - Drwęsa - nawrotka do Dąbrowy i powrót serwisówkami od Zakrzewa przez Plewiska do domu. Tak jak na Relive.
Gdy w Plewiskach stanąłem w korku-gigancie, który udawało mi się jedynie zneutralizować poprzez ostrożne wyprzedzanie stojących aut lewym pasem i wykonywanie żabich skoków co kilkadziesiąt metrów, wiedziałem, że już dalej nie mam się co spieszyć. I się nie spieszyłem. Tym bardziej, że jak to zazwyczaj bywa - jak tylko siadam na rower, to jakbym uruchamiał jakieś prywatne call center - telefony dzwonią jeden za drugim, oczywiście wszystkie ze sprawami niecierpiącymi zwłoki. A że rozmowa przez słuchawki przy dującym wietrze to pomysł z góry skazany na porażkę, z lekka pięć razy musiałem się zatrzymać i odebrać. Suuuper :/
Podsumowanie wypadu może być tylko takie:
A tak poza tym standardowo i rzepakowo.
Z atrakcji wymienić mogę jednie dziadka, który najpierw wpieprzył mi się z podporządkowanej na rondo, oczywiście wtedy, gdy ja już się na nim znajdowałem, a potem tak się włączał do ruchu, że gdy już się znalazł na środku skrzyżowania, stwierdził, iż warto się zatrzymać, żeby sprawdzić, czy nic nie jedzie. Więc się zatrzymał, a ja prawie na niego wpadłem. Tak więc, drodzy poznaniacy, gdy zobaczycie na horyzoncie takiego oto merca, lepiej miejcie się na baczności :)






