Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 239634.85 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.49 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 783662 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 80.80km
  • Czas 02:50
  • VAVG 28.52km/h
  • VMAX 60.20km/h
  • Temperatura 23.0°C
  • Podjazdy 173m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Dożynkowo rozpoznawczo oraz dokrętka Nadwarciańska

Wtorek, 3 września 2019 · dodano: 03.09.2019 | Komentarze 10

Skąd dziwny - jak na mnie - dystans? Zaraz wyjaśnię.

Najpierw jednak o warunkach. Tu nie będzie zaskoczenia - wiało :) Mocno, tak jak wczoraj, i tak samo średnio przewidywalnie. No ale w zamian temperatura była całkiem, całkiem, więc... niech będzie. A o tym, że nie ściemniam, niech ponownie poświadczy dzisiejszy fałmaks.

Szosowa trasa: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Dąbrówka - Plewiska - Poznań. Relive TUTAJ.

W Dopiewie zatrzymałem się na chwilę, bo zauważyłem jakąś akcję przy dożynce. Sądziłem, że jest demontowana, więc zapytałem osoby przy niej coś robiące, czy zdążę jeszcze cyknąć zdjęcie. Okazało się, że się pomyliłem, bo właśnie byłem świadkiem powstawania, a nie rozbiórki dzieła. Przy okazji napomknąłem, że mam już sporą kolekcję fotek dożynkowych, na co sympatyczny pan stwierdził: "aaaa, to pan jest tym, który umieszcza je na rowerowym blogu?". No proszę, miło mi się zrobiło (a i się lekko zdziwiłem), że te moje wypociny docierają gdzieś dalej. Chyba że to jednak nie ja, a jeszcze ktoś ma podobną do mnie fiksację :) W każdym razie po uściśnięciu dłoni wspomniałem o chyba najlepiej pamiętanych przeze mnie minionkach, bo choć Dopiewo ma koszmarne śmieszki rowerowe, to za dożynki należy się wielki szacun. Będę musiał obowiązkowo tu jeszcze raz podjechać, jak będzie już całkowicie dokończona tegoroczna - póki co poznałem twórców :) Choć powstawanie na zdjęciach momentami wyglądało... specyficznie, szczególnie w czasach RODO, więc bez wklejania danych wrażliwych, co lekko może zmienić perspektywę (tu pan montował chyba głośnik) :)



Już widać, że ponownie będzie godnie :)

Samego szosowania wyszło nieco ponad 52 kilometry i na tym miało się skończyć. Ale dostałem miły telefon z informacją, że w sumie to dziś mam wolne (cuda się zdarzają), więc na spontanie postanowiłem dobrze wykorzystać jeszcze godzinkę i pokręcić Nadwarciańskim Szlakiem Rowerowym. Wczoraj oceniłem warunki na nim (przyzwoite, choć piachu jak zwykle sporo). Wpadło więc kolejne 28 kilosów, w większości oczywiście w terenie, na trasie z Dębca przez lubońskie Kacze, czy tam Żabie Doły, potem lasem do Puszczykowa, skąd - o dziwo z wiatrem - do domu.

Chciałem temu poświęcić osobny wpis, ale na ósmym kilometrze, na jednym z mostków, wiatr przewrócił mi rower, a przy okazji wypadł licznik, który się zresetował (łącznie z ustawieniami, których nie chciało mi się uzupełniać, więc całkowicie wypiąłem). Dystans szacuję według Endomondo, średniej stamtąd nawet nie próbuję ufać, bo jak wiadomo autopauza to coś, co w tej apce najczęściej nie działa. Podpinam więc pod całość.

Kila fotek...
Prawie w Kaczy Dól - Nadwarciański Szlak Rowerowy
Piaseczek, piaseczek - Nadwarciański Szlak Rowerowy
Mostek nadbagienny - Nadwarciański Szlak Rowerowy
29 cali, a jak mrówka - Nadwarciański Szlak Rowerowy
NIełatwo było ustawić - Nadwarciański Szlak Rowerowy
Pieniacz okołorzeczmy - Puszczykowo
Warta zawsze piękna - Nadwarciański Szlak Rowerowy
...w tym hit, czyli polska specjalność - zakaz jazdy rowerem. Tym razem w... środku lasu. Nie skorzystałem z sugestii :)
Zakaz jazdy lasem... Witamy w Polsce - Nadwarciański Szlak Rowerowy
No i wpadła jeszcze jedna dożynka - z Łęczycy :)
Łęczyca, dożynki - Nadwarciański Szlak Rowerowy
Łożyskowo, dożynkowo
Relive z NSR-u TUTAJ. W końcu jakiś taki bardziej zielony i zakręcony niż zazwyczaj :)

Oczywiście pies też miał spacer, więc dzionek uznaję za całkiem aktywny :)


Kategoria Dożynki!!! :)


  • DST 52.30km
  • Czas 01:48
  • VAVG 29.06km/h
  • VMAX 53.80km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Podjazdy 224m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wietrzsień oraz spacerowo

Poniedziałek, 2 września 2019 · dodano: 02.09.2019 | Komentarze 8

W końcu (wreszcie!) upały się skończyły. Cudownie.

Mniej cudowne jest to, że w zamian zaczęło konkretnie wiać, oczywiście z mało przewidywalnych kierunków, więc zostałem wymęczony za wszystkie czasy. Muszę jednak przyznać, że przez jakieś pięć czy sześć kilometrów (łącznie) miałem wiatr w plecy i wtedy udka kręciły się jak na rożnie. Reszta – niestety masakra, bez szans na nadrobienie. Po drodze dopadł mnie nawet deszczyk, ale na tyle delikatny, że jedynie zmoczył opony.

To, że kierunek podmuchów był północno-zachodni, też nie pomagało, bo musiałem przepchać się przez zakorkowane miasto – na szczęście jeszcze nie jest to regularny rok szkolny, więc do przeżycia.

Trasa: Dębiec – Górecka – Hetmańska – Grunwald - Jeżyce – Golęcin – Strzeszyn – Kiekrz – Rogierówko – Kobylniki – Sady – Swadzim – Batorowo – Lusowo – Zakrzewo – Plewiska – Poznań. TUTAJ Relive.

Klasyk musi być :)

Po południu, po załatwieniu wszystkich niezbędnych i zaplanowanych na dziś rzeczy, udało się jeszcze we trójkę odwiedzić Wielkopolski Park Narodowy i przejść ponad osiem kilometrów między Puszczykowem a Łęczycą, czyli po prostu Nadwarciańskim. Póki co wciąż jest tam godnie, a Kropa w swoim żywiole.
Tu się mało co zmienia, na szczęście - Wielkopolski Park Narodowy
Szlakiem klimatycznych mostków - Wielkopolski Park Narodowy
Przewalone drzewa, czyli nowy mikroklimat - Wielkopolski Park Narodowy
Widok kojący - Wielkopolski Park Narodowy
Nauka wiosłowania - Wielkopolski Park Narodowy
Stójka, może jakaś sójka? - Wielkopolski Park Narodowy
Moczary, bagna... - Wielkopolski Park Narodowy
Kijek o szerokości optymalnej :) - Wielkopolski Park Narodowy
Zza winkla, familijnie - Wielkopolski Park Narodowy
Rodzina łabędzi? Obszczekać! - Wielkopolski Park Narodowy
A niby płasko - Wielkopolski Park Narodowy
Jak zwykle WPN potrafi zadziwić. Oto dziś znalezione ciekawostki, z szubienicą - dość amatorską - łącznie :)
Motyw z horroru czy jakaś akcja? - Wielkopolski Park Narodowy
Jakby ktoś szukał... - Wielkopolski Park Narodowy
Ot, po prostu szubiennica znaleziona przy drodze - Wielkopolski Park Narodowy
Aha, przy okazji, bo zapomniałem napisać wczoraj - w sierpniu tego spacerowania było dość sporo, bo ponad 118 kilometrów, w tym po górkach.




  • DST 53.10km
  • Czas 01:49
  • VAVG 29.23km/h
  • VMAX 53.40km/h
  • Temperatura 31.0°C
  • Podjazdy 185m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

DoŻ(ab)inki

Niedziela, 1 września 2019 · dodano: 01.09.2019 | Komentarze 7

Gdybym dziś chciał jechać gdziekolwiek indziej niż na południe lub południowy wschód od Poznania, to.... bym nie mógł. Czemu? Ano znów zakwitł jakiś amatorski maraton, przez który na większość dnia zablokowane zostało miasto oraz rejony na zachód od niego. Tym sposobem znów kolarze kolarzom zgotowali ten los :) I na tym zakończmy temat, bo swoje zdanie na temat impres kolarskich innych niż te MTB wyrażałem wielokrotnie, i póki co go nie zmieniłem.

Wybrałem ponownie trasę w tę i z powrotem, w związku z upałem najbardziej zacienioną, czyli: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabninko - Żabnko, za nim hopka i nawrotka. Tak jak na Relive.

Miałem nadzieję, że skoro wiało mi w pysk podczas jazdy w jedną stronę, to podmuchy będą pomagały w drugą. Taaa.... Mam poczucie humoru, no nie? :)

Wpadły za to dożynki, z Żabienka i Żabna :)





No i podsumowanie sierpnia, miesiąca dość aktywnego, bo kręciłem i po płaskim, i po górach, i w deszczu, i w upale, prawie wszystkimi rowerami, które mam. Wyszło z tego 1875 kilometrów, ze średnią 28,65 km/h. Ujdzie :)


Kategoria Dożynki!!! :)


  • DST 63.20km
  • Czas 02:05
  • VAVG 30.34km/h
  • VMAX 52.50km/h
  • Temperatura 30.0°C
  • Podjazdy 208m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Ostatni dzień sierpnia...

Sobota, 31 sierpnia 2019 · dodano: 31.08.2019 | Komentarze 9

...był znów upalny, ale gorzej dopiero będzie, między innymi jutro. Dzisiaj rano przynajmniej dało się jeszcze oddychać, choć komfortowe to to nie było.

Wiało momentami konkretnie, na szczęście ze wschodu, mogłem więc udać się w bardziej zalesione rejony, czyli z Dębca przez Luboń, Łęczycę, Puszczykowo, Rogalinek,Rogalin i Świątniki do Mieczewa, gdzie nastąpiła nawrotka i powrót centralnie swoimi śladami.  TUTAJ Relive.

Głównie skupiałem się na zabawach z kamerką, która póki co zdecydowanie spełnia oczekiwania. Muszę tylko mocniej podokręcać mocowania, bo sprzęt lekko lata na kierownicy.

Powoli zaczynają już pojawiać się na ziemi oznaki jesieni...


Jest nadzieja, że dożynkowy rolnik z Rogalinka w końcu znalazł żonę. No chyba że to na razie jedynie uczestniczka kastingu :)

W Rogalinie dopadł mnie dość spory, bo kilkunastoosobowy peleton. Nie namyślając się wiele, oczywiście się podeń podłączyłem, korzystając z dobrodziejstwa inwentarza, ale w pewnym momencie, gdy chciałem dobrze, czyli gdzieś się wcisnąć, żeby może dać jakąś zmianę za jakiś czas, włączył się jeden z kolarzy, informując grzecznie, że prowadzi trening, jadą w grupie i... Tu się domyśliłem, żebym się nie wciskał między wódkę a zakąskę :)

Spoko, zrozumiałem, pretensji nie mam :) Team znam z widzenia, z ciekawości poklikałem sobie gdzie trzeba i wiem, że taki wyjazd ma się w płatnym "abonamencie", więc to nie moje miejsce. Chwilę jeszcze potrzymałem koło, w Mieczewie zwolniłem i zawróciłem, dalej jadąc już swoim tempem.

Do pracy znów rowerem (doliczone do dystansu), prowadząc kolejne testy sprzętu nagrywającego.

A skoro jest okazja do muzycznego zakończenia miesiąca, to raz jeszcze umieszczam piosenkę mojego ulubionego poety współczesnej sentymentalnej rzeczywistości, czyli Pablopavo. Tytuł... jak w tytule :)




  • DST 67.20km
  • Czas 02:19
  • VAVG 29.01km/h
  • VMAX 51.60km/h
  • Temperatura 27.0°C
  • Podjazdy 220m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Kameralnie

Piątek, 30 sierpnia 2019 · dodano: 30.08.2019 | Komentarze 6

Ufff, dzisiaj chwilowo dało się rano oddychać i ruszyć z domu bez ryzyka skończenia z zupą pod kopułą. Co prawda i tak mi było za ciepło, ale jestem w stanie pochwalić ową korektę temperaturową in minus. Niech ma.

Nawet wiało sporo słabiej, ale gdy rano spojrzałem na kierunek wiatru (północno-wschodni), lekko mi mina zrzedła, gdyż oznaczał on kręcenie przez miasto, co finalnie doszło do skutku, uwalając mi koncertowo jakiekolwiek nadzieje na dobry wynik. Do tego szlag mnie trafił, gdy podczas powrotu miałem go ponownie od strony pyska, bo się gnój zmienił na południowo-wschodni. Cóż, szara codzienność kolarza :/

Trasa to "pietruszka", lecz kręcona od d...rugiej strony: Dębiec - Wartostrada - Śródka - Główna - Miłostowo - Janikowo - Kobylnica - Wierzonka - Karłowice - Dębogóra - Mielno - Kicin - Koziegłowy - Gdyńska - Chemiczna - Wartostrada - Dębiec. TUTAJ Relive (znów z wariacjami, nagle mi Endo przestało liczyć kilometry, natomiast czas - a owszem).


W Mielnie, jak to w Mielnie, przyuważyłem plażowicza :) Nawet się zatrzymałem, żeby sprawdzić, czy wszystko ok, ale chłopina (albo sukina?) się przestraszył i uciekł, udowadniając przynajmniej, że z łapami wszystko ok :)

Jeśli zaś chodzi o gatunek ludzki, tu jak to zazwyczaj bywa, było bardziej bezmózgo. Ta oto pannica widocznie nie zna się na przepisach, za to na pewno na zaawansowanej kosmetologii oraz fotkach na Insta, bo pruła hulajnogą po pasie dla rowerów aż miło. Nawet chciałem zwrócić uwagę, że póki co obowiązują ją zasady takie, jak pieszych, więc zapraszam na lewo, ale gdy podczas wyprzedzania zobaczyłem ten błogi, nieskalany myśleniem wyraz twarzy, oraz dyganie do muzyczki sączącej się ze słuchawek, odpuściłem.

Tu już jednak darować nie mogłem :)

Drogę do pracy miałem lekko wydłużoną (oczywiście Czarnuchem), przez Rataje (przypomniałem sobie, czemu tam nie bywam - koszmar), pierwszy raz na oczy widząc tę oto rzeźbę z misioświnką :)

A byłem po to, żeby odebrać trochę wyższy model kamerki niż mam, już ze stabilizacją (jaką - się oceni w praktyce), mającą w swej niewygórowanej cenie bardzo dobre opinie. Biorąc pod uwagę, że kosztował mnie po negocjacjach połowę wartości podstawowej wersji GoPro, cudów na kiju nie potrzebuję, dostałem dodatkową baterię w cenie, a do tego akcesoria są tanie jak barszcz, to maleństwo zapewne spełni moje oczekiwania. Oby. Jedyne minusy to wodoszczelność dopiero po założeniu obudowy oraz kolor (nie chciałem takiego, ale nie było już wyboru). 

A po co mi kamerka? O, na przykład do uwieczniania takich sytuacji, jak dziś ze wspomnianej ratajskiej drogi (tu jeszcze kadr ze starego sprzętu).




  • DST 58.55km
  • Czas 02:01
  • VAVG 29.03km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 30.0°C
  • Podjazdy 197m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Bezwennie

Czwartek, 29 sierpnia 2019 · dodano: 29.08.2019 | Komentarze 8

Dziś wpis bez weny, bo ta się rozpłynęła w afrykańskim upale, który wciąż panuje.

Nawet trasa bez fajerwerków, bo zwykłe "kondominium", czyli z Poznania przez Luboń, Wiry, Łęczycę, Puszczykowo, Mosinę, Krosinko, Dymaczewo, Łódź, Witobel, Stęszew, Dębienko, Trzebaw, Szreniawę i Komorniki do Poznania.

Gdyby mi wartości na termometrze nie robiły spaghetti z zawartości tego, co pod kopułą oraz kaskiem, też jazda by była dość upierdliwa, bo wiatr, który według jednych prognoz miał być wschodni, według innych południowy, w praktyce okazał się... zachodni i północny, więc ani przez chwilę nie chciał pomagać, a w najlepszej wersji wiał z boku.

Od temperatury powariowały dziś nawet... termometry. 

Choć może to jakaś obietnica lepszych czasów? Toż to przecież wartości wręcz wymarzone do jazdy :)

Dystans zawiera kręcenie do pracy. Po drodze miałem zresztą scysję na DDR-ce z żywym zestawem idealnych wyborców partii aktualnie nam rządzącej, czyli Sebixem bez koszulki, obleśną Karyną i pińcetplusem w wózku. Oj, zdecydowanie nasze światy nie są kompatybilne mentalnie :)




  • DST 58.25km
  • Czas 01:58
  • VAVG 29.62km/h
  • VMAX 52.20km/h
  • Temperatura 30.0°C
  • Podjazdy 214m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Poburzowo

Środa, 28 sierpnia 2019 · dodano: 28.08.2019 | Komentarze 19

Po wczorajszych burzach (do których jeszcze wrócę) powietrze się lekko przerzedziło i nawet rano dało się oddychać. Co prawda już po nawrotce znów znalazłem się jak na patelni, więc ponownie odpuściłem jakiekolwiek myśli o ciśnięciu, ale były nawet momenty, gdy chciało się kręcić, a nie zdychać. Cieszyłem się je kochać, tak szybko odeszły :)

Trasa to po prostu w tę i z powrotem: z Poznania przez Luboń, Łęczycę, Puszczykowo, Mosinę, Rogalinek i Rogalin do Mieczewa, a stamtąd z grubsza swoimi śladami do domu. 

Relive TUTAJ - dziś prawie w całości.

Powyższa fotka pochodzi z Puszczykowa, a widoczną śmieszkę (tu jej naprawdę najlepszy fragment, wyjątkowo płaski) znają wszyscy kręcący pod Poznaniem. Dzisiaj przyuważyłem pewien nowy element, którego powstanie wyobrażam sobie z grubsza tak oto: siedzi sobie dwóch urzędasów, jeden zagaduje:

- Tej, Zdzichu, kojarzysz ten ciąg pieszo-rowerowy przy Wczasowej?
- No pewnie. Ten dwukierunkowy, o szerokości metra, gdzie jakiś czas temu robiliśmy remont nawierzchni, ale nam kasy nie starczyło, więc na połowie wystają takie korzenie, że plomby wypadają?
- Tak, dokładnie ten.
- No i co z nim?
- Wiesz, tak sobie myślę, że mi szkoda tych biednych rowerzystów.. Ostatnio jak jechałem i zapytałem jednego takiego, czemu jedzie ulicą, a nie drogą rowerowa, to powiedział, że ma prawo, bo nie prowadzi w jego kierunku jazdy, jest za wąska, więc nie musi i takie tam. Masz jakiś pomysł, żeby nie mieli takich problemów?
- No pewnie, że mam!

No i proszę. 

Brawo! :/

No i jeszcze o burzy. Wczoraj, gdy wracałem z pracy, widziałem już tylko jej skutki - pozalewane drogi, wyrwane drzewa, śmigające w tę i z powrotem wozy strażackie. Gdy wyszedłem z psem, na głównej spacerowej alejce nie dało się przejść, przez trafiony na pół konar. Rano zostało już wszystko w miarę ogarnięte, ale i tak skutki nawałnicy (ja akurat byłem w robocie, ale od kilku osób słyszałem, że w życiu czegoś takiego nie widzieli, aż ciary się pojawiały) były jeszcze wyraźnie widoczne. Cóż, burze były zawsze, ale mam podejrzenie graniczące z pewnością, iż tak ekstremalne wydanie ludzkość zawdzięcza sobie...

Pod domem znalazłem "coś", co spadło z dachu...

Tylko Kropa zachwycona, ba takiego wyboru patyczków nie miała jeszcze chyba nigdy :)


Do pracy - mimo obaw pogodowych - dotarłem rowerem. Dystans doliczony do całości.




  • DST 63.40km
  • Czas 02:11
  • VAVG 29.04km/h
  • VMAX 51.60km/h
  • Temperatura 30.0°C
  • Podjazdy 164m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Rolnik upa(d)ły

Wtorek, 27 sierpnia 2019 · dodano: 27.08.2019 | Komentarze 6

Kolejny wypad z gatunku "byle przeżyć". Mózg mi parował, czacha dymiła, ale kręcić trzeba było. Całość więc to marna człapanina.

Wyruszyłem rano, a i tak pod koniec dotarły do domu zwłoki. No, prawie, bo jakieś tam funkcje życiowe jeszcze zostały. Głównie chęć pochłonięcia studni, ale że akurat żadnej nie miałem w mieszkaniu, to wciągnąłem to, co znalazłem w lodówce. Dobrze, że piwa tam nie było, bo bym nie mógł iść do pracy :)

Trasa to "muminek": Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Krzesiny - Jaryszki - Koninko - Szczytniki - Sypniewo - Głuszyna - Babki - Czapury - Wiórek - Sasinowo - Rogalinek - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.

Relive TUTAJ, ale kompletnie z czapy - Endomondo chyba też się ugotowało i nie tylko zaniżyło dystans oraz średnią o kilka kilosów, lecz jeszcze gubiło co chwilę sygnał.

Klasyczna fota z Dębiny...

...oraz umieszczana tu już dożynka z Rogalina.

Dubluję ją, ponieważ doszedł nowy element - okazuje się, że rolnik szuka żony :)

Ewidentnie zmienił się też wyraz twarzy naszego poszukiwacza, zapewne po wypiciu napoju, który widoczny był jeszcze w tym wpisie :)  Nóżka też jakaś taka luźniejsza... Rodzi się tylko jedno pytanie: jeśli żony nie ma, a potworki obok napłodzone na potęgę, to jaka jest tu prawdziwa historia? Czy to przykładny wdowiec, aktualnie z potężnym pięćsetplusowym posagiem, czy nawrócony hulajdusza, który odpowiedzialnie zajmuje się tym, co przeskrobał (i nie wyskrobał!)? 

Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi... :)

Dystans powiększony jest o dojazd do pracy.


Kategoria Dożynki!!! :)


  • DST 53.20km
  • Czas 01:52
  • VAVG 28.50km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura 30.0°C
  • Podjazdy 220m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Kicajowo

Poniedziałek, 26 sierpnia 2019 · dodano: 26.08.2019 | Komentarze 10

Miałem dziś dzionek teoretycznie wolny, czyli taki, podczas którego musiałem załatwić miliard ważnych spraw. Również teoretycznie miałbym okazję się trochę wyspać, ale w podświadomości miałem świadomość, iż im więcej będę odwlekał wyjazd, tym temperatura będzie rosła, co było najlepszym motywatorem.

I tak od upału nie uciekłem. A już mi się wydawało, że gówniany letni okres z ukropem się skończył, ale niestety... W związku z tym nawet nie walczyłem, bo każde mocniejsze tąpniecie na pedały powodowało, iż pod kaskiem robiła mi się galareta.

Sprawy nie ułatwiało to, że wybrałem sobie dziś do jazdy kierunek północno-wschodni, czyli łącznie grubo ponad dwadzieścia kilometrów miejskich męczarni. Było wszystko - korki, remonty, jakieś policyjne akcje z blokadami na Miłostowie... A przypomnę, że mamy niby lżejszy, bo jeszcze wakacyjny okres.

Trasa to "pietruszka": Dębiec - Wartostrada - Hlonda - Chemiczna - Gdyńska - Koziegłowy - Kicin - Mielno - Dębogóra - Karłowice - Wierzonka - Kobylnica - Janikowo - Miłostowo - Główna - Śródka - Wartostrada - Dębiec.


W Dębogórze czekała mnie miła niespodzianka, czyli zgrabnie spieprzający zając szarak :) Dogoniłem, skierowałem delikatnymi sugestiami na pole, coby nic go nie skasowało i tyle. Sympatyczny kitajec :)


A innych istot lekko kropkopodobnych nie zabrakło :)

Tu z kolei dwójka z gatunku homo owszem, ale sapiens już niekoniecznie.

No i na koniec, żeby znów nie było, że to, z czym walczyłem to pęd, a nie wiatr, dowód flagowy :)




  • DST 62.00km
  • Czas 02:08
  • VAVG 29.06km/h
  • VMAX 52.00km/h
  • Temperatura 26.0°C
  • Podjazdy 177m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Duło-wanie

Niedziela, 25 sierpnia 2019 · dodano: 25.08.2019 | Komentarze 14

Dzisiaj krótko, bo tak mnie wietrzysko wymęczyło, że nie chce mi się rozpisywać nad tym, nad czym i tak się często rozpisuję, tylko mniej :)

Yyyy....

Generalnie w pierwszym zdaniu chodziło o to, że wiało tak, iż nawet nie walczyłem i chcę o tym zapomnieć. O :)

Trasa to wschodnie klimaty: Dębiec - Las Dębiecki - Starołęcka - Czapury - Babki - Daszewice - Kamionki - Borówiec - Gądki - Robakowo - Dachowa - Szczodrzykowo - Śródka - Krzyżowniki - Tulce - Żerniki - Jaryszki - Krzesiny - Starołęka - Las Dębiecki - dom. Relive TUTAJ.


W Szczodrzykowie, zaraz za miejscowością Dachowa, coś mi przestało pasować. Horyzont bowiem jakoś inaczej wyglądał niż przed kilkoma tygodniami, gdy byłem tam ostatnio. Zrobiło się... księżycowo. Dodałem dwa do dwóch, czyli tę drzewną masakrę z przygotowanymi kawałek wcześniej pasami wygładzonego piasku między drogą a polami, i już miałem jasność, co tu będzie - kolejna DDR-ka :( 


Nie wiem, czy będzie to się wiązało z remontem generalnym nawierzchni, ale już samo to, że żeby powstało coś, czego nienawidzę (śmieszki), należało wyciąć coś, co na drodze daje mi zawsze ukojenie (drzewa i błogosławiony cień), każe mi nienawidzić tych pierwszych jeszcze bardziej.

Dystans zawiera dojazdówkę do pracy.