Info
Suma podjazdów to 791222 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec23 - 45
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 52.30km
- Czas 01:56
- VAVG 27.05km/h
- VMAX 50.80km/h
- Temperatura 13.0°C
- Podjazdy 210m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Ciężkawo
Czwartek, 24 października 2019 · dodano: 24.10.2019 | Komentarze 6
Drugi (i ostatni w tym tygodniu) dzień "wolny". Czyli padam na ryj :)
Jak zwykle bowiem musiałem ogarnąć miliard rzeczy, w tym odebrać paczkę z "ą-ę" żarciem dla psa czy wykonać ulubioną misję feministek, czyli wtargać nową kanapę na drugie piętro ze sklepu po drugiej stronie ulicy. Bo skoro przyjaciel się zaoferował, że pomoże, to zamawianie transportu nie miało sensu. Misja się udała, a przy okazji jeszcze "trzeba" było wykonać spacer po Dębinie, z Kropą oraz... wózkiem zawierającym dziecięcą wkładkę w środku*. Nie, spokojnie, nie moją :) Grunt, że dzięki temu niespełna roczna Hania spała snem sprawiedliwych, a przy okazji przekonałem się, że będą z niej ludzie, bo uspokaja się, a nawet pyszczek jej się radośnie rozjaśnia, na słowa "szatan", "666" oraz "piwo" :)
A wcześniej wpadło rowerowanie, jednak było ono najgorszym elementem dnia. Bowiem jechało mi się jakoś mega ciężko, nie wiem, czy z powodu wiatru, który znów zdecydowanie przyspieszył, zachowując swą wmordewindowość, czy może z powodu gęstego powietrza, a może z powodu dość niskiej temperatury, odczuwalnie jeszcze niższej przez podmuchy? Pewnie chodziło o kumulację tych wszystkich elementów. Na średnią nawet więc nie patrzyłem, kręciłem emerycko, tym bardziej, że sporo razy się zatrzymywałem po drodze, co jak wiadomo zabija wszelkie wyniki.
Trasa to lekko odchudzony "mumin": Dębiec - Hetmańska - Starołęcka - Minikowo - Jaryszki - Koninko - Szczytniki - Sypniewo - Głuszyna - Babki - Czapury - Wiórek - Sasinowo - Rogalinek - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Wiry - Poznań.






A Nadleśnictwo (jak na moje już Pod-ło-leśnictwo) Babki wciąż poszerza nam horyzonty... :(
* - mamusie i tatusie, to tylko figura retoryczna. Nie bierzcie jej do siebie, a już na pewno nie do swoich dzieci :)
- DST 54.35km
- Czas 01:56
- VAVG 28.11km/h
- VMAX 50.80km/h
- Temperatura 16.0°C
- Podjazdy 264m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Turtlesowo
Środa, 23 października 2019 · dodano: 23.10.2019 | Komentarze 20
Wpadł mi dziś dzień wolny, ale jak zwykle szybko wypadł :) Bowiem tu załatwianie kilku rzeczy na mieście, tu wybieganie Kropy, tam (czyli w sumie znów tu) konieczność bytności w domu, bo kładą nam na klatce nowe kable (a przy okazji w końcu mają zamiar ją wyremontować) i bardzo chciano przebić nam ścianę. I tak dzień zleciał.
Pogodowo było całkiem fajnie - prócz wiaterku (niesilnego) trzymającego poziom kręcenia z ostatnich dni. Czyli wryjowind permanentny. Za to temperatura milusia, mgieł chwilowo brak, a słońce przyjazne.
Wykonałem "kórełko", czyli z Poznania przez Luboń, Łęczycę, Puszczykowo, Rogalinek, Rogalin, Mieczewo, Moszczenica, Kórnik, Skrzynki, Borówiec, Koninko, Jaryszki, Minikowo, Starołękę i Lasek Dębiński do domu.
Zaliczyłem miejsca klasyczne, w tym puszczykowską Niwkę, którą wciąż chyba chcą wyciąć, zamiast zgodnie z logiką wyciąć śmieszkę...
...oraz kilometrową Zemstę Adolfa (Skrzynki/Borówiec). Też nie do ruszenia :/
Sezon wciąż trwa, więc grzybiarki nie dziwią. W tle, w osobówce, jakiś mykolog, z którym chwilę wcześniej omawiane były zapewne kwestie przynależności systematycznej grzybów (domena: jądrowce).
A na "mojej" Dębinie...
...wciąż w jednym i tym samym miejscu wygrzewa się zupełnie niewojowniczy żółw. Już go nawet nazwałem - Dębinello :)
- DST 56.10km
- Czas 02:00
- VAVG 28.05km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 11.0°C
- Podjazdy 161m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Kawowo
Wtorek, 22 października 2019 · dodano: 22.10.2019 | Komentarze 13
Gdy spojrzałem rano za okno, zobaczyłem coś w stylu tego, na co woda gotowała mi się w czajniku. Bo dziś miałem ochotę na kawę rozpuszczalną, nie z ekspresu - to dodam od razu, bo już widzę te tłumy odsądzające mnie od czci i (nie)wiary w tematyce jedynie słusznego sposobu na jej przyrządzanie :)
W każdym razie mgła była dość potężna, dość powiedzieć, że - jak się później dowiedziałem - odwołano nawet kilka lotów na poznańską Ławicę. No ale rower to nie samolot, ruszyć musi :) Sprawdziłem więc tylko, czy mam doładowane lampki na przód oraz tył, ubrałem okulary z pomarańczowymi szkłami (i tak w połowie drogi w końcu musiałem je zdjąć) i ruszyłem.
Wykonałem zachodnią pętelkę, z Poznania przez Luboń, Wiry, Łęczycę, znów Wiry, Komorniki, Szreniawę, Rosnowo, Chomęcice, Konarzewo, Trzcielin, Dopiewo, Dopiewiec, Gołuski i Plewiska do domu.
Wiało tak jak wczoraj: niby słabo, a wciąż (dosłownie, wciąż) w pysk. Pomocy nie było ani przez sekundę, nawet żeby rozkręcić się do tych swoich 50 km/h musiałem się ostro napocić tam, gdzie zazwyczaj nie ma z tym żadnego problemu.
Ale i tak głównie skupiłem się na podziwianiu pięknego mglistego klimatu. Nie ma co, uwielbiam taki, byle być w miarę pewnym, że ktoś nie wjedzie nam nagle w dupę. Poniżej kilka fotek (należy pamiętać, że w magiczny sposób one "usuwają" efekt - w realu byo jeszcze fajniej). Aha, a do pracy jechałem już w... pełnym słońcu.












- DST 62.10km
- Czas 02:13
- VAVG 28.02km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 13.0°C
- Podjazdy 230m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Znów kieratowo
Poniedziałek, 21 października 2019 · dodano: 21.10.2019 | Komentarze 16
Niestety, po kilku dniach wolnego trzeba było wrócić do codziennego kieratu. Masakra. Powinni tego zabronić :)
Ruszyć musiałem wcześnie, bo po ósmej, gdy temperatura nie zdążyła się jeszcze rozkręcić, a wiatr - wręcz przeciwnie. Nie był mocny, ale jak to zazwyczaj uwielbia - duł mi prosto w pysk, gdziekolwiek bym się odwrócił. A najmocniej, gdy flagi pokazywały, że... mi pomaga. Stąd typowa jesienna koszmarna średnia. A niech sobie będzie :)
O tym, że nie wymyślam, niech świadczy fakt, iż zrobiłem trasę prawie dokładnie taką jak wczoraj, czyli "muminka" (Dębiec - Las Dębiecki - Starołęka - Minikowo - Jaryszki - Koninko - Szczytniki - Sypniewo - Głuszyna - Babki - Czapury - Wiórek - Sasinowo - Rogalinek - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań), i to nawet w niby "lepszej" wersji (bo więcej z górki), a wynik jest dużo gorszy.
Wypad bez historii, wymyślać ich nie zamierzam, więc tylko kilka fotek z trasy.



Dystans zawiera dokrętkę do pracy.
- DST 51.30km
- Czas 01:44
- VAVG 29.60km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 18.0°C
- Podjazdy 218m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Ujdziość
Niedziela, 20 października 2019 · dodano: 20.10.2019 | Komentarze 10
No proszę, całkiem sympatycznie dziś było. Wiatr taki sobie, momentami trzeba było powalczyć, ale bez przesady, sympatycznie ciepło, słońce raczej pomagające niż przeszkadzające. Tak by być mogło przez całą jesień, ba!, nawet przez cały rok.
Wykonałem "muminka", lecz w wersji odwrotnej niż zazwyczaj: Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Rogalinek - Sasinowo - Wiórek - Czapury - Babki - Głuszyna - Sypniewo - Koninko - Jaryszki - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - Dębiec.
Jechało mi się po prostu fajnie. Udało mi się nawet wyprzedzić trzech ambitnie kręcących kolarzy (generalnie był ich dziś wysyp). Tym bardziej jestem zły, że straciłem całkiem dobrą średnią pod sam koniec, na Dębince, bo dwukrotnie musiałem ostro hamować choćby przez nieogarnięte bąbelki pod "opieką" bezmózgich rodziców, a tak poza tym przecież najlepiej się chodzi po środku leśnej ścieżki ze słuchawkami na uszach, mając resztę ludzkości głęboko. Eh :/

Wciąż nie mogę przeboleć kolejnych wielkich połaci jeszcze niedawno gęstego i pięknego lasu, wyciętych przez Nadleśnictwo Babki między Sasinowem a Wiórkiem. Spuścizna Szyszki będzie jeszcze nas straszyć przez wiele lat...

Aha, rozpoczął się niedawno remont na Minikowie, które jest jedną z mich głównych dróg na wschód. Skończy się za... rok.
Kończę, bo mi się korektor niecierpliwi i chce na spacer :)
- DST 52.00km
- Czas 01:49
- VAVG 28.62km/h
- VMAX 53.00km/h
- Temperatura 14.0°C
- Podjazdy 201m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Apsi(a)ki
Sobota, 19 października 2019 · dodano: 19.10.2019 | Komentarze 15
Miało być dzisiaj ładnie i przyjemnie. W sumie było, ale nie rano, gdy startowałem. Trafiło mi się średnio - wiatr co prawda nie był specjalnie mocny, ale zwyczajowo zmieniał kierunek "pode mnie", a i temperatura jakoś nie porażała. Finalnie więc wyjazd uznaję jedynie z odbyty, ze szczególnym zwróceniem uwagi na "odbyt" ;)
Plus taki, że wykonałem swoje ukochane "kondominium": Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Trzebaw - Szreniawa - Komorniki - Poznań.
Z głównych atrakcji wymienić mogę: korki przedniehandlowoniedzielne w Luboniu, Mosinie i Poznaniu oraz potrąconego dzika. Więc bez szału :) No i wciąż walkę z psikaniem, smarkaniem i takimi tam.


Udało się co prawda wyprzedzić kilku ostrych zawodników...
...ale dobrą średnią też się nie mogę pochwalić.
Za to zaliczyłem kawałek meczu zespołu KS 1920 Mosina (ta data w nazwie o dziwo jest prawdziwa, bo za rok będzie stulecie. Nie powiem, zdziwiła mnie ta informacja, jak również pierwsza nazwa klubu - Venus). Byłem jednym z trzech kibiców, ale to chyba dopiero jakiś występ młodzików był, seniorzy zapewne dobijają do dziesięciu fanów. Tradycja zobowiązuje :)
Zagadka: czy po tej akcji padł gol?
A po południu odwiedził nas mój dobry kumpel ze swoją aktualną miłością życia (niedługo przeprowadza się na stałe do Poznania), mam nadzieję, że ta już będzie ostatnia. A na pewno życzy sobie tego nasz czworonóg, bowiem dziś nastąpił długi spacer zapoznawczy z adoptowaną parą psów:
Po prawej, w najmniej wyjściowej pozie - Kropa. Po lewej - trochę do niej podobny Piorun (nałogowy zabieracz patyczków). A na górze - stateczna Heidi. Dębina została zdobyta, a psie kumpelstwo nawiązane :)
- DST 58.10km
- Czas 02:00
- VAVG 29.05km/h
- VMAX 54.00km/h
- Temperatura 17.0°C
- Podjazdy 237m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
SE-t oraz WPN marginalnie
Piątek, 18 października 2019 · dodano: 18.10.2019 | Komentarze 12
Wstępnie na dziś plany miały być ciut bardziej ambitne, ale rano się okazało, że ich nie ma, hehe :) No nic, przynajmniej się wyspałem, a to zawsze niezwykle pożądany plus dodatni :) No i miałem okazję na dalsze leczenie przeziębienia, które już na szczęście umiera, ale bardzo powoli, gnój jeden.
Ruszałem na rowerowanie bez jakichś większych założeń, prócz jednego - jechać na południe z lekkim wschodnim odchyleniem (czyli na SE), bo stamtąd miało wiać. Jak zwykle jednak "miało" to w jego przypadku zagadka, więc w praktyce podczas nawrotki miewałem i centralne powiewy z... północy.
Finalnie wyszedł taki oto SE-t: Dębiec - Las Dębiecki - Starołęcka - Czapury - Wiórek - Sasinowo - Rogalinek - Mosina - Sowiniec - Baranowo - Żabno - Żabinko - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.
Nadleśnictwo Babki zaprasza...
...chyba z własną piłą. Mendy jedne... :/
A poza tym klasyka jeno.


W sumie wyjazd bez historii. Za to z większej ilości posiadanego czasu bardzo zadowolona była Kropa, z którą zaliczyłem dobre osiem kilometrów spaceru po obrzeżach WPN-u, na granicy Lubonia i Łęczycy. Zdjęcia wykonywane telefonem, bo aparatu nie chciało mi się targać, więc jest "tak se", za to z relacją z polowania na kaczki gratis :)






Taka jesień niech trwa. Tylko bez smarków poproszę :)
- DST 52.15km
- Czas 01:49
- VAVG 28.71km/h
- VMAX 61.40km/h
- Temperatura 17.0°C
- Podjazdy 210m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Płaszczyznowo
Czwartek, 17 października 2019 · dodano: 17.10.2019 | Komentarze 3
Górki górkami, fajnie się kręci, ale skoro ich pod Poznaniem póki co nie zbudowano, trzeba kombinować po płaskim :) Przykro mi, ale w związku z tym kończą się urokliwe fotki.
Udało mi się dzisiaj ruszyć nawet wyspanym, później niż zazwyczaj. Czyli nastawienie było ok, gorzej z... no czym? Oczywiście, wiaterkiem :) Zdecydowanie nie chciał współpracować, prócz ostatniego odcinka, gdy w końcu mi przez chwilę pomógł, a ja na Głogowskiej wykręciłem ponad sześć dych.
Podobno w Trzebawiu miałem mijankę z Jurkiem w samochodzie, ale jak zwykle nie zauważyłem :)
Trasa to znów "kondominium": Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Trzebaw - Rosnowo - Szreniawa - Komorniki - Poznań.
Jak to jesienią bywa, śmieszki stają się dzięki liściom bezgraniczne :)
Drezyny na Osową Górę w pełnej gotowości do działania. Ciekawe z jakiej okazji, bo z tego co wiem, regularnie jeżdżą tylko w weekendy.
Zaległości na BS nadrobię wieczorem.
- DST 55.10km
- Czas 02:12
- VAVG 25.05km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 14.0°C
- Podjazdy 554m
- Sprzęt Zimówka - góral (na emeryturze)
- Aktywność Jazda na rowerze
Chmury, krasule i Nazgule
Środa, 16 października 2019 · dodano: 16.10.2019 | Komentarze 11
Eh… Wczoraj
widocznie przechwaliłem, bo dziś pogoda – na ostatni dzień
pobytu - sprawiła mi przykrą niespodziankę. Zamiast sympatycznego
jesiennego słońca połączonego z fajną temperaturą, dostałem
chmury, momentami deszcz, a w pakiecie jeszcze trochę mocniejszy
wiatr. Szkoda, no ale co zrobić, skoro nic nie można zrobić? :)
Niestety, skutkiem
ubocznym będzie brak jakiegokolwiek ładnego zdjęcia. Szukałem jak
mogłem choć fragmentu, który nie byłby szary i zachmurzony, za to do
przyjęcia, ale się nie udało.
Wiało z zachodu,
taki więc kierunek sobie obrałem. Najpierw skierowałem się do
Cieplic, ale tym razem bocznymi, syfiastymi dróżkami, w które
lepiej się nie zapuszczać. Przypomniałem sobie czemu :) Ale nie ma
tego złego – przy okazji, jakieś trzy kilometry od ścisłego
centrum, napotkałem na bezzębną babcię… wypasającą krowy. O
takie.

Oczywiście najpierw się upewniłem, czy mogę cyknąć co nieco, a po otrzymaniu zgody w rewanżu
zdradziłem tajną informację, którą dysponowałem tu tylko ja. A mianowicie: która jest godzina :) Niepotrzebnie tylko zadałem pytanie o to, ile mleka dają, bo się
okazało, iż one nie są po to, by nim się dzielić, tylko pojawić
się u niektórych na talerzu :/ A mogłem nie pytać.
W Cieplicach odbiłem
na Wojcieszyce, gdzie przywitałem się z mamutem i dwoma Nazgulami.
Ot, zwykła rzecz, nie widzę w tym nic dziwnego :)

Trasą Czeską…


...dotarłem do
Piechowic, gdzie jeden taki już się zabierał za zajumanie mi
roweru (samobójca jakiś?), ale był na tyle nieruchliwy, że nie
miał szans.
Następnie
postanowiłem wykonać ponad siedmiokilometrowy podjazd do
Szklarskiej Poręby…

...w celu zrobienia
zakupów. Oczywiście interesowały mnie tylko i wyłącznie oscypki.
I choć cel osiągnąłem…
...to z wypadu
zadowolony nie jestem. Nie tylko bowiem nie zobaczyłem ani kawałka
Szrenicy tam, gdzie ona zawsze dumnie wystaje…
...ale jak niepyszny
musiałem korygować plany, wracając swoimi śladami zamiast przez
Szklarską Dolną. Powód? Rozpadało się, a wersja ”klasyczna”
była bardziej bezpieczna, gdyż zawierała mniejszą ilość
zakrętów, na których można było rypsnąć. Żeby sobie poprawić
nastrój, dokręciłem jeszcze do wysokości jakiegoś Gargamela
psującego panoramę, oraz zatrzymałem się na chwilę przy Kruczych
Skałach.


W Piechowicach jeszcze jedna pauza, w celu uwiecznienia pewnego przesłania
ludu (nie)pracującego tych ziem. Wbrew pozorom może ono mieć
bowiem wiele interpretacji, od tej dosłownej po takie zahaczające o
tożsamość i walkę klas :)
Zaliczyłem również
świetną, bo oldskulową stację kolejową.

Zjechałem do
Sobieszowa, tam mignął mi zamek Chojnik…
...postarałem się
też wychwycić choć kawałek widoku na Stawach Podgórzyńskich.
Niestety :/

Jak niepyszny przez
Cieplice dokręciłem do domu. 
To właśnie tu wszystko się zaczęło.
I człowiek kształtować się zaczął, i szkoła się zaczęła, i
rowerowanie się zaczęło :) Czy jak to tam szło. Tylko kremówek
(błeeee) nie było, za to pyszne lody włoskie – owszem :)
Sudety pożegnały
mnie pochmurnie i częściowo mokro. Co ciekawe – lekko padało na
samym początku, potem przestało, kumulacja trafiła mi się w
Szklarskiej, w Cieplicach znów było sucho, a w centrum Jeleniej –
mokro. Ot, całe góry.
Ważne, że
pokręcone. Czas wracać do rzeczywistości. A zaległości na BS nadrobię wieczorem.
TUTAJ Relive, ale znów beznadziejne, bo samo mi się "klikło" i weszły tylko fotki, które program z automatu raczył wybrać. A edycja jest tylko w wersji płatnej, i to za niemałe pieniądze jak na apkę, która w sumie nie jest potrzebna do życia :)
- DST 56.30km
- Czas 02:15
- VAVG 25.02km/h
- VMAX 52.50km/h
- Temperatura 17.0°C
- Podjazdy 645m
- Sprzęt Zimówka - góral (na emeryturze)
- Aktywność Jazda na rowerze
Rude Rudawy i łysa Łysa Góra :)
Wtorek, 15 października 2019 · dodano: 15.10.2019 | Komentarze 16
W sumie w tytule zawarłem większość tego, co chciałbym dzisiaj poruszyć :) No ale coś naskrobać trzeba.
Niestety, musiałem ruszyć dość wcześnie, bo koło ósmej, więc widoczki początkowo były jeszcze zamglone, a chmury malowniczo mieszały się ze szczytami. To jednak cale piękno gór - niby te same i takie same, a zawsze inne.
Na początek za swój cel obrałem przepustkę do płaskiej północy, czyli słynną Kapellę. Żeby jednak tam dotrzeć, najpierw musiałem przedrzeć się przez Zabobrze, bo dopadła mnie jakaś pomroczność jasna i zamiast ominąć tę najbardziej gównianą z jeleniogórskich dzielnic objazdem, wybrałem sobie wersję najkrótszą. Do tego jeszcze postanowiłem jechać zgodnie z przepisami, czyli śmieszkami. Oj, nigdy więcej - nie dość, że wytrzęsło, to jeszcze czekały na mnie zawsze czerwone światła, które w Jeleniej ustawione są jeszcze bardziej debilnie niż w Poznaniu. A to już sztuka. Plus jedyny? Widok na centrum z estakady.
No i jeszcze mural klubu mojej młodości - Karkonosze w sercu noszę! :)
W końcu zaczęła się wspinaczka - z domu do szczytu miałem ponad dwanaście kilometrów, z czego jakieś osiem pod górę. Lubię to ;)
Najpierw jednak - ku swemu zaskoczeniu i swej radości - natrafiłem na zapomnianą, przeterminowaną o ponad miesiąc, dożynkę! Dziwiszów, dzięki za sprawienie mi frajdy :)
To zdecydowanie była PANI dożynka :)
O samym podjeździe nie ma co za wiele pisać, lepiej popatrzeć :)




Głównym celem była Łysa Góra. Czemu? A, znów nie będę się rozpisywał :) Aż muszę dodać serię zdjęć podobnych do siebie, bo nie mogę się zdecydować, które wkleić.




Jeszcze rzut okiem na zupełnie niedoceniane Góry Kaczawskie...

...i sru w dół :)
Trochę kilometrów miałem jeszcze do zrobienia, więc kierunek był oczywisty - Rudawy Janowickie.
Najpierw przetestowałem po raz kolejny obwodnicę Maciejowej (świetna sprawa, choć pobocza wciąż brak), by dotrzeć najpierw do Radomierza...

...a następnie do Janowic Wielkich, gdzie zahaczyłem o "mój" leśny strumyk...


...i podrapałem za uszkiem znajomego trolla :)
Potem już nawrotka przez Trzcińsko, gdzie w okolicach najlepszego widoku na Sokoliki...

...czekała mnie niespodzianka. I to jaka! :) Piękno w pełnej krasie.

Potem już nuuudy....
...i do domu.
Oj, piękna mi się jesień trafiła, muszę przyznać. Warto było przełożyć wolne o kilka dni, bo nie widzę tu siebie tydzień wcześniej, gdy lało, wiało i generalnie nap... nooo..., nie było ładnie :) I się nawet dożynka trafiła! A sama trasa powinna zostać przeze mnie opatentowana, bo to istny jelonek :)
TUTAJ Relive.






