DożynKa(zach)
A nie. Jednak nie.
To na początek kilka słów o jeździe na rowerze :)
Moja trasa była nieskomplikowana jak gra Polski z Kaza...
Wróć.
Wykonałem dziś prostą trasę :) Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Palędzie - Dąbrówka - Plewiska - Poznań. Z, a właściwie pod, solidny(m) wiatr(em), ale przy niedzielnie pustych drogach, więc sympatycznie.
Dorwałem dwie Dożynki. Zacznę od drugiej, z Dopiewa, bo ładniej wygląda w okienku :)

Natomiast pierwsza miała tę zaletę, że przy jej wykonywaniu dostałem pomocną stopę. A nawet dwie :) Konarzewo:

Jeśli chodzi o raport z frontu dożynkowego to - o dziwo! - rower-damka z instalacji w Trzcielinie wciąż stoi. Ja tu widzę tylko jedną możliwość - musi tam działać naturalny monitoring, porównywalny z tym z mojego osiedla (wiek 70+, poduszka na stałe przybita do parapetu), który zareagował dziś na próbę wrzucenia styropianu do niewłaściwego kosza (okazuje się, że to nie papier) szybciej niż zdrowy, rasowy pitbull przegryza gardło osobnika, który pomylił posesje :)
Jutro ma podobno padać, a ja zaczynam remont. Naprawdę nie mam pojęcia czy w najbliższym tygodniu uda mi się pokręcić, a jeśli tak to będą to skromne ilości, do tego biorąc pod uwagę jeszcze weekendowy wyjazd na wesele swój wynik widzę optymistycznie jak wynik meczu Polski z Kazach...
O tak. Dokładnie tak go widzę.








