Info
Suma podjazdów to 811121 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Październik15 - 10
- 2026, Wrzesień30 - 11
- 2026, Sierpień31 - 24
- 2026, Lipiec31 - 19
- 2026, Czerwiec31 - 60
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 53.25km
- Czas 01:54
- VAVG 28.03km/h
- VMAX 50.60km/h
- Temperatura 10.0°C
- Podjazdy 180m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Po-lato-ne
Wtorek, 17 listopada 2020 · dodano: 17.11.2020 | Komentarze 16
Oj, jak fajnie było się wyspać... Świetna sprawa, gorąco polecam :)
Nawet gdyby mi się chciało jednak wstać wcześniej, nie za bardzo miałbym po co. Bo padało. W co pewnie ciężko uwierzyć jeśli spojrzy się na zdjęcia, które dziś wklejam. W ciągu niedługiego czasu bowiem aura zmieniła się nie do poznania - nagle zrobiło się niemal lato. Wszystko to "zasługa" pewnego gnoja o ksywie "wiatr", który znów wrócił do tego, co lubi najbardziej, czyli zabawę w silnego wmordewinda.
Trasa najlepsza z najlepszych - "kondominium": Poznań - Luboń - Komorniki - Szreniawa - Rosnówko - Trzebaw - Dębienko - Stęszew - Witobel - Łódź - Dymaczewo - Krosinko - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Wiry - Luboń - Poznań.
No czyż to nie prawdziwie letnie kadry? :)


Oczywiście znów nie skorzystałem z uprzejmości kostkowego gów.., eee, śmieszki-abstrakcji na styku Stęszewa i Witobla. Jakoś mi to nie idzie. To znaczy nie jedzie :)

Natomiast jej reszta, asfaltowa, jest tak samo ok, jak bez sensu. No i ta nasza płaska Wielkopolska daje radę... :)
Dzisiaj czaple w ogóle, nie w szczególe, czyli te białe koczujące stadnie w koronach drzew. Pierwszy raz widziałem takie ich ilości.

Tyle fajności. Od jutra wracają dwunastki, a ja do maksymalnie mikrodystansów :/
- DST 51.60km
- Czas 01:59
- VAVG 26.02km/h
- VMAX 51.30km/h
- Temperatura 10.0°C
- Podjazdy 157m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Padaka
Poniedziałek, 16 listopada 2020 · dodano: 16.11.2020 | Komentarze 11
Wstępnie dzisiejszy dzionek miał być w miarę luźny, po czekało mnie tylko kilka godzin pracy w domu.
Jak zwykle było wręcz odwrotnie. Dość powiedzieć, że do BS-a zasiadam około dwudziestej, a najczęściej staram się temat mieć załatwiony dużo wcześniej.
Rano miałem misję specjalną, czyli kurs z Teściową do przychodni i z powrotem. A po południu... misję specjalną, czyli kurs z Teściową na prześwietlenie, czego w planach nie było. Za to chciałem ruszyć na rower koło jedenastej, ale lało. Czego również w planach wróżek/Sasinów nie było. Nic nowego.
Chcąc nie chcąc zabrałem się do roboty zamiast kręcić. Zła zmiana :)
Na szczęście koło trzynastej padać przestało, więc skorzystałem z okienka. Czarnuch w ruch i jazda. Finalnie udało się wykręcić zachodni klasyk: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Mokro, wietrznie, w sumie średnio i bez czegokolwiek zasługującego na uchwycenie. Tylko słońce malowniczo walczyło o swoje z chmurami.


Poza tym ulubiony widoczek...
...oraz nieśmiały zachodzik na horyzoncie.
A ja padam na ryj :) Może jutro odsapnę choć na chwilę.
- DST 52.70km
- Czas 01:49
- VAVG 29.01km/h
- VMAX 52.00km/h
- Temperatura 14.0°C
- Podjazdy 181m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Masokracja
Niedziela, 15 listopada 2020 · dodano: 15.11.2020 | Komentarze 25
Spałem dzisiaj do dziesiątej. Musiałem. I choćby mnie wołami z wyra starano się wyciągnąć, bym się nie dał :)
W związku z tym ruszyłem bardzo późno, bo lekko po dwunastej. Miało to jeden plus - świetną pogodę, szczególnie jak na listopad. Gdyby nie data w kalendarzu i wyłysiałe drzewa, spokojnie uważałbym, że mamy jakiś maj. Mimo wszystko cisnąć mi się nie chciało, bo po co?
A teraz największy minus. Tłum. Tłok. Wszędzie. Miliardy niedzielnych rowerzystów, jeszcze więcej samochodów, korki, zapchane leśne parkingi - koszmar. Jakby nagle cała Polska postanowiła ruszyć dupy, dokładnie tam, gdzie ja kręciłem swoimi stałymi szlakami. A gdy dojechałem do Dębiny dziękowałem ustawodawcom, że w Polsce nie jest łatwo o pozwolenie na broń, bo chyba bym nie wytrzymał i z niej skorzystał. Trzy razy musiałem stawać na kładce nad Wartą, bo: mamuśki z dziećmi, niekumaci Ukraińcy i gówniarzeria ze słuchawkami na uszach. Kląłem, na czym świat stoi.
Trasa: Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Puszczykowo - Rogalinek - Rogalin - Świątniki - Radzewice - Trzykolne Młyny - powrót do Rogalinka - Sasinowo - Wiórek - Czapury - Starołęka - Las Dębiński - dom. TUTAJ Relive.
Skoro Radzewice, to oczywiście port. A tam... ludzie... :( Ptaki pouciekały. jakiekolwiek życie plus dwunożnego zamarło... Masakra. Wielka szkoda, bo mogłyby być jakieś zdjęcia przy dobrej widoczności. Musiałem się obejść kilkoma cyknięciami pod światło, żeby cokolwiek było.



Ręce mi opadły na widok auta wciśniętego na dziki półwysep. Nawet nie chce mi się tego komentować.
Inne kadry ukazujące sytuację na drogach:

Fajnie, prawda? :/
No i reszta fotek z dzisiaj. Mało znana hopka w Łęczycy...
...lekko falujące pola...
...polna dróżka w Radzewicach, jedna z eksplorowanych podczas krótkiego urlopu w tym roku...
...dwa kółka w Trzykolnych Młynach...
...oraz stateczek płynący po Warcie na wysokości Wiórka.
Tyle. Niby fajnie, ale ludzkość mnie dziś przeraziła. Nie lubię tłumów, mas, człowieka w nadmiarze, więc czułem się średnio.
- DST 30.85km
- Czas 01:06
- VAVG 28.05km/h
- VMAX 50.60km/h
- Temperatura 8.0°C
- Podjazdy 93m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Mętnieczłowieczo - glutem w mordę #7
Sobota, 14 listopada 2020 · dodano: 14.11.2020 | Komentarze 13
W siódmy dzień glutowania przed dwunastkami w robocie, a trzeci pod rząd, zamieniam się w robocika. Budzę się, wstaję, ruszam, zawracam, dojeżdżam. Równie dobrze można by na moim miejscu postawić średnio ogarnięty kalkulator albo w miarę zaawansowanego w rozwoju pantofelka.
Jednak wyjazd dzisiejszy był o tyle fajniejszy, że w sobotę po siódmej rano Poznań jest w miarę pusty. Normalnie jak w jakiejś pandemii. A nie, sorry :)
Taki klimat, gdy kręci się przez opustoszałe ulice i leśne kawałki, do tego z klimatyczną muzą w uszach, wywołuje refleksje. Jak to u mnie - średnio pozytywne wobec świata. Polecam się :) Tym bardziej, gdy dokręca się do takich Wiórek, gdzie w miejscu lasu widzi pustynię. Refleksja na dziś: człowiek generalnie to gnój, który sam sobie wymyślił, że ma jakieś irracjonalne prawo do porządkowania świata według swoich zasad. Tam, gdzie kiedyś była dzicz, stopniowo postawały osady, wsie, potem miasta, metropolie. Resztki borów uznano za przemysłowe, wymyślając sobie, że należy je regulować, bawiąc się w jakiegoś samozwańczego boga. Tylko ten bóg ma jeden główny cel: kasę. Zresztą też irracjonalny wynalazek autorstwa ludzkości.

Straszący znak od Nadleśnictwa Babki wciąż mnie fascynuje. Dobrze, że nie ostrzegają o kolizjach z duchami pomarłych drzew. 
Inne widoczki już mniej irytujące. Poranna Warta...

...barierkoza antywidokowa na granicy Czapur i Wiórka...

...oraz oczywiście Dębina.

Wspomniałem o muzyce - lepszej na dziś nie mogłem sobie wybrać. Zespół Ulver to klasyka kiedyś muzyki metalowej, aktualnie jeden z najbardziej fascynujących zespołów alternatywnych. A że kupiłem sobie YouTube Premium, to zapodałem ich rewelacyjny koncert w Norweskiej Operze Narodowej. Znany mi od dawna, będący idealnym połączeniem dźwięku i obrazu, do tego odważny w formie, idealnie wpasował się w mój poranny nastrój. Dość napisać, że koncert kończy się słowami: "what kind of animal are you?". Poniżej próbka dla zainteresowanych, choć pewnie chętnych nie będzie, bo to przecież blog rowerowy, nie muzyczny :) Ale i tak sądzę, że dla samych kadrów opisujących człowieczeństwo warto. No i istotna uwaga - są takie cywilizowane kraje, jak Norwegia, gdzie na scenę najważniejszego państwowego teatru zaprasza się osoby zmuszające do myślenia. W polskim grajdołku miele się jak zwykle banały lub popularną papkę. Przykre.
Mówiłem, że nie powinno mi się dawać dwunastek? :)
- DST 36.50km
- Czas 01:16
- VAVG 28.82km/h
- VMAX 51.60km/h
- Temperatura 6.0°C
- Podjazdy 97m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Chmurzastość - glutem w mordę #6
Piątek, 13 listopada 2020 · dodano: 13.11.2020 | Komentarze 12
Zaskoczenia nie będzie - znów tylko przeddwunastkowy glut. Oczywiście zrobiony na styk.
Powoli już się jednak przyzwyczajam. Tak jak lis do klatki albo ludzie do rządów dupnej zmiany. Boli, wali mentalnie w łeb, wkurza, ale niewiele można zrobić.
Trasa dzisiejsza to kurs południowo-zachodni: Poznań - Plewiska - Komorniki - Rosnowo - Szreniawa - Komorniki - Górczyn - Świerczewo - Dębiec - centrum.. TUTAJ Relive.
W końcu zaczęło się przejaśniać, więc nawet można było coś poza szarością uchwycić. Milusio.

Wczoraj był cmentarz, dzisiaj też. Ale taki drzewny. Przyznać trzeba, że to w większości schorowane i stare egzemplarze, ale widok i tak smętny.
No i nagroda dnia: znów żurawie, wersja rodzinna 2+1.

I scenka rodzajowa: "Ja ci dam z kolegami wyjście! Dzieckiem się zajmować, zapasy robić, zima idzie!" :)
Jutro powtórka z rozrywki :/ Tyle że już zapewne bez żurawi.
- DST 36.50km
- Czas 01:18
- VAVG 28.08km/h
- VMAX 50.60km/h
- Temperatura 5.0°C
- Podjazdy 96m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Lotniczo - glutem w mordę #5
Czwartek, 12 listopada 2020 · dodano: 12.11.2020 | Komentarze 11
No i saga się rozpoczęła. Przez najbliższe trzy dni spędzę w robocie łącznie 36 godzin, czyli połowa życia w d...ętkę. Zresztą już w niej jestem.
Sama praca to pół biedy, ale to wstawanie... Eh, masakra. No ale mus to mus, nie ma wyjścia. Jednak późnojesienne zrywanie się z wyra to koszmar. Dobrze, że póki do JESZCZE nie pada.
Wiało ze wschodu, więc siłą rzeczy musiałem wymyśleć trzydziestokilometrowego gluta w tym kierunku. Finalnie wyszło takie coś: z Dębca przez Dębinę, następnie Minikowo, dojazd do Starołęki, potem Czapury, Babki, Daszewice, poznańska Głuszyna, znów Starołęka, Minikowo oraz Dębina i Dolną Wildą do centrum. Tak jak na działającym o dziwo Relive.
Zimno i szaro, czyli nic nowego ostatnio. Nie za bardzo był czas się zatrzymywać, więc przelatujące sarny omiotłem jedynie wzrokiem - niech się nie stresują :) Za to zatrzymałem się na chwilę na poznańskiej Głuszynie, a konkretnie przy cmentarzu, którego głównym elementem są leżące obok siebie dwa pomniki - jeden upamiętniający zmarłych na służbie pilotów 62. Pułku Lotnictwa Myśliwskiego...


...a drugi żołnierzy radzieckich, którzy mieli to nieszczęście stać się mięsem armatnim w nie do końca swojej sprawie podczas II Wojny Światowej. Miło, że ktoś jeszcze o nich pamieta.

Podjechałem jeszcze się podenerwować pod siedzibę Nadleśnictwa Babki. Trzeba przyznać, że w jednym są fair: nie ostrzegają, że na "drodze leśnej" zagrożeniem są drzewa. No bo jakie drzewa?
Tych póki co jest sporo na Debinie. Nawet przewalonych przez czas.

Jutro to samo, czyli w planach krótki wypad bez fajerwerków.
- DST 52.40km
- Czas 01:49
- VAVG 28.84km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 4.0°C
- Podjazdy 174m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Obywatelsko :)
Środa, 11 listopada 2020 · dodano: 11.11.2020 | Komentarze 21
W ciekawych czasach, jak i niezwykle, hmmm... interesującym kraju przyszło nam żyć. Niby jakaś pandemia, niby o krok od kolejnego zamknięcia Polski, a tu najpierw przez jakieś dwa tygodnie masowe protesty (słuszne w idei, według mnie jednak zbyt prymitywne w działaniu), a dzisiaj marsz narodowców, który miał być samochodowy, ale coś, kurde, nie wyszło - cóż za zaskoczenie :) I w zamian pojawił się łysy spacerek, przyszłość narodu zaatakowała policję kamieniami, spalono też mieszkanie, bo jacyś debile rzucali sobie radośnie racami w okna. Milusio.
Ciekaw jestem, jak mentalni troglodyci z Konfederacji będą tłumaczyć, że wszystko było z winy lewactwa oraz co pojawi się w "Wiadomościach" TVP. Już ostrzę sobie szczerbate ząbki :)
Ja, jako osoba, która masowe westchnienia i odruchy, w tym wzdęcia narodowe, ma głęboko gdzieś, spełniłem rano swój obywatelski obowiązek. Czyli poszedłem do piekarni po rogale świętomarcińskie. Pycha. Trochę lukru nawet zeskrobałem już po drodze :)
Żeby nie było, że się nie poświęcam z okazji 11 listopada, to zjadłem półtora, Żona dała radę tylko pół. Czyli wpakowałem w siebie jakieś tysiąc kalorii. Można było ruszać :)
Trasa dzisiejsza to "kondominium", czyli w skrócie: Poznań - Luboń - Puszczykowo - Mosina - Dymaczewo - Łódź - Stęszew - Szreniawa - Komorniki - Poznań.
Było zimno (cztery stopnie), a wiatr, choć niezbyt mocny, zniechęcał do przyspieszenia. Więc nie przyspieszałem :) Zwierzaków też nie było - daleko tylko trafił się myszołów w szarości na drzewie...
...oraz odlatujące stado gęsi.
Aha, trafił się jeden patriota, obwieszony flagami od lusterek po dach. Oczywiście wyprzedził na gazetę, no bo jak? :)
Poza tym sennie, smętnie i zasmarkano. A od jutra maraton dwunastek :(
- DST 54.40km
- Czas 01:56
- VAVG 28.14km/h
- VMAX 52.20km/h
- Temperatura 7.0°C
- Podjazdy 176m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
KKK - Klemens, kormoran, katar
Wtorek, 10 listopada 2020 · dodano: 10.11.2020 | Komentarze 15
Ranek był trochę nie po kolei. Najpierw bowiem podjechałem do serwisu, zostawiłem tam T-rek(s)a, poszedłem z Kropą na spacer, a na rower ruszyłem dopiero koło południa. Miałem już bowiem dość latającego koła wydającego dziwne dźwięki. Pan serwisant jak zwykle uporał się z problemem szybko, oczyścił i nasmarował łożyska, coś tam wymienił, jest ok póki co, ale obawiam się, że bez wymiany piasty się finalnie nie obejdzie, bo to już któraś interwencja po deszczu. Przy okazji zmieniłem łańcuch.
Sama jazda - jak to ostatnio - w szarości i zestawie "jeszcze nie zima, ale coś więcej niż jesień". Czyli bez rewelacji i bez ciśnięcia. Wiatr niezbyt mocny, ale za to wciąż nastawiony na jedno: bycie upierdliwym, czyli wianie w pysk.
Trasa prościutka: Dębiec - Las Dębiński - Minikowo - Starołęka - Czapury - Wiórek - Sasinowo - Rogalinek - Rogalin - Świątniki - Radzewice i z powrotem.
Dawno mnie nie było na odcinku Wiórek - Sasinowo. Tam rządzi Nadleśnictwo Babki. Chyba nie muszę więcej pisać? Miałem ochotę dodać do tytułu jeszcze jedno określenie na "K', ale się powstrzymałem.


I tak kilometrami... A jeszcze nie skończyli :/ Niedługo widok drzewa będzie tam jak spotkanie Yeti...
Musiałem odreagować i posiedziałem sobie chwilę w znanym z tych "łam" Porcie Radzewice. Jak widać zacumował tam gość - Klemens. I to jakiś arystokrata, bo drugi :) Całkiem wypasiony.



Warta rośnie w siłę - tam, gdzie jeszcze niedawno mogłem wleźć suchą stopą, teraz znajdują się barwne rozlewiska i mokradła.

Nad kaskiem przeleciał mi myszołów...
...lecz czekała też inna nagroda za marznięcie (teraz wiem, że inną jest lekki katar, na szczęście bez innych - wiadomo jakich - objawów). Bowiem tam, hen, daleko, gdzie przy brzegu jest niebieska kropka...
...wypatrzyłem kormorana. Czyli nie tylko w Grzybnie da się je spotkać. Żałuję tylko, że światło było tak marne, a i odległość zbyt duża na dobre zdjęcie. Szkoda.
No i jeszcze Dębina.
A jutro może się wyśpię. Czas zbierać siły przed dwunastkami :/
- DST 51.60km
- Czas 01:50
- VAVG 28.15km/h
- VMAX 51.70km/h
- Temperatura 7.0°C
- Podjazdy 149m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Późna żurawinka
Poniedziałek, 9 listopada 2020 · dodano: 09.11.2020 | Komentarze 18
Pochwaliłem wczoraj wiatr za bycie sprawiedliwym i jak zwykle mam za swoje - dzisiaj już walił z każdej strony w ryj. No ale zawsze lepszy jeden dzionek fajności niż brak jednego dzionka fajności :)
A generalnie wciąż szaro, buro, ponuro. Dzień formalnie wolny, ale wstać musiałem wcześnie. Nie ma lekko. Jednak biorąc pod uwagę, że pod koniec tygodnia czekają mnie trzy dwunastki pod rząd, nie będę narzekał.
Trasa wschodnia: Dębiec - Hetmańska - Starołęcka - Minikowo - Starołęka - Czapury - Babki - Głuszyna - Sypniewo - Szczytniki - Borówiec - Kamionki - Szczytniki - Koninko - Jaryszki - Krzesiny - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom. TUTAJ Relive.
Wydarzeń brak, ale mam jeden powód do zadowolenia. Zazdrościłem bowiem innym na BS-ie, że widują jeszcze gdzieś żurawie, które generalnie powinny już dawno odlecieć z Polski, a tu proszę - i ja na takie natrafiłem. Zdjęcia słabe, tak samo jak widoczność, ale ważne, że cokolwiek da się zauważyć.

Niedaleko zauważyłem jeszcze mniej wyraźne w obiektywie sarny.
Poza tym coraz bardziej łysiejąca Dębina...
...oraz koszyk z Biedry na DDR-ce wzdłuż Dębca.
Porzucone hulajnogi widuję codziennie, ale ten typ pojazdu w tym miejscu po raz pierwszy. Dodam, że do najbliższej Biedronki jest jakiś kilometr, może ciut mniej. Mają rozmach... :)
- DST 53.10km
- Czas 01:46
- VAVG 30.06km/h
- VMAX 52.40km/h
- Temperatura 7.0°C
- Podjazdy 135m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Koziołkowanie
Niedziela, 8 listopada 2020 · dodano: 08.11.2020 | Komentarze 20
Dzisiaj spałem prawie do dziesiątej. Ale czuję się wytłumaczony - dwunastki mnie zmasakrowały, deficyt snu należało zniwelować. Udało się.
W związku z tym ruszyłem nieco przed zmrokiem, czyli koło południa :) Siedem stopni na plusie były ok, ale co innego mnie ucieszyło - wiatr. Tak, tak, rzadko się zdarza, że go chwalę, lecz dziś muszę: był słaby, momentami umiarkowany, do tego dość sprawiedliwy. Wyjątkowo brawa dla niego.
Trasa to południowa pętelka: Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - Baranowo - Sowiniec - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Wiry - Luboń - Poznań.
Znów, podobnie jak tydzień temu, samochodów od cholery. Wszystkie leśne drogi zawalone, zapewne przez grzybiarzy. Co za tym idzie, zwierzaki gdzieś pouciekały, więc nawet nie było czego fotografować. Na szczęście przewidziałem to i postanowiłem lekko skorygować stały szlak, odwiedzając pewne miejsce w Łęczycy. mało znane, na szczęście :) No i od razu wzbudziłem zainteresowanie :)





Przy okazji został wykonany wstępny przegląd roweru. Tak, wiem, te łożyska są zapewne do wymiany :)
Z innych motywów: ledwo znaleziony kawałek lasu bez ludzi. Między Żabnem a Baranowem.
Na trasie do Sowińca w Mosinie remonty nie mają końca. Dzisiaj już nie chciało mi się kręcić objazdami, więc część pojechałem na szagę, a część przespacerowałem. Nie było lekko :)
Na Polnej w Luboniu musiałem jeszcze wyjaśnić pewnemu klaksoniarzowi, że przed użyciem sygnału dźwiękowego należy się upewnić, jakie znaki znajdują się przy drodze. Te pionowe, nie poziome. A narysowanie rowerka na chodniku nie obliguje mnie do musu jazdy po czymś, co ma w założeniu dopuszczenie, czyli wolną wolę. No dobra, ten wykład nie trwał tak długo, ale za to był bardzo treściwy :)
No i na koniec, z tych samych okolic (przy granicy z Wirami) - parkowanie po lubońsku :)






