Info
Suma podjazdów to 791284 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec24 - 50
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 53.60km
- Czas 01:47
- VAVG 30.06km/h
- VMAX 57.80km/h
- Temperatura 30.0°C
- Podjazdy 155m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Przed-nie-burz
Niedziela, 26 lipca 2020 · dodano: 26.07.2020 | Komentarze 14
Wróżki od pogody na popołudnie zapowiadały coś na kształt końca świata. Spoko, mi to tam nie przeszkadzało, byle zdążyć pojeździć przed spodziewaną likwidacją tego łez padołu za pomocą burzy. Udało się :) Finalnie spodziewanych wyładowań atmosferycznych nie było, co nie oznacza, że nie miałem bliższego spotkania z deszczem, ale o tym później.
Najpierw o rowerze. Tu udało się plan wykonać w warunkach nawet aż za bardzo suchych, wręcz upalnych. Wpadło znana i lubiana (przeze mnie) wisielcza pętelka: Poznań - Luboń - Łęczyca - Mosina - Sowiniec - Baranówko - Żabno - Żabinko - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Wiry - Luboń - Poznań.
Skoro jechałem przez okolice Rogalińskiego Parku Krajobrazowego, nie mogłem się nie zatrzymać i nie sztachnąć zielenią. Oraz innymi barwami przy okazji :)




Oj, zimą będę za tym tęsknił. W sumie już tęsknię :)
Jechało się ciężko - to nie moje temperatury, a wiatr współpracować nie chciał. Udało się jednak jakoś uzyskać wynik na granicy przyzwoitości. Nie pomagał też opisywany już obowiązkowy spacerek na granicy Mosiny i Sowińca.
A po południu trzeba było wybiegać psa. Myślałem, że zdążę przed naciągającymi chmurami, ale dokładnie gdy zameldowaliśmy się na Dębinie, nastąpiło urwanie chmury. Efekt? Szybka ewakuacja. Kijek mimo to na sekundę nie został wypuszczony :)
Kropie było mało, więc wieczorem nastąpiła powtórka, już w normalnych warunkach. Łącznie wyszło ponad 10 kilometrów, udało się też "upolować" w trawie panią kosową....
...oraz pana (lub panią) dzięciołka.
- DST 52.80km
- Czas 01:47
- VAVG 29.61km/h
- VMAX 53.00km/h
- Temperatura 25.0°C
- Podjazdy 206m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Z ukosa
Sobota, 25 lipca 2020 · dodano: 25.07.2020 | Komentarze 9
Kwestie rowerowe dzisiaj skromne. bo tak trasa, jak i warunki nijakie. Zaliczone kilkanaście kilometrów po mieście to żadna przyjemność (z Dębca przez Górczyn, Grunwald, Jeżyce i Golęcin), czerwonego światła mimo soboty sporo, tak samo jak ruchu samochodowo-rowerowego na kolejnym odcinku (Strzeszyn - Psarskie - Kierz). Luźniej zrobiło się dopiero w Rogierówku, z którego przez Kobylniki, Sady, Swadzim, Batorowo, Lusowo, Zakrzewo i Plewiska dotarłem do Poznania, ale za to to, na co liczyłem, czyli wiatr w plecy, się nie pojawił (swój limit szczęścia wykorzystałem wczoraj), więc wynik dość średni. No ale pięć dych wpadło (TUTAJ Relive) - dzionek można było uznać za odbyty ;)
Brakowało nawet motywów do zdjęć. Sytuację jako tako uratowały żurawie, na arcypolskim tle, czyli ambony. Niestety, były bardzo daleko, więc jakość słabiutka.
Zatrzymałem się w Kobylnikach, żeby w końcu zrobić fotę pewnego trupa. Żółtych blach już chyba raczej nie dostanie :)

Tyle z dwukołowych wątpliwych atrakcji :) Na szczęście po południu pies doczekał się w końcu porządnego wybiegania (cały tydzień był pracujący), więc była okazja do rekonesansu Dębiny. Kilka fotek wpadło, oto część z nich. Tu Kropa szuka żaby (pojawiła się na chwilę, ale tym razem nie chciała współpracować i uciekła)...
...gdy nad głową coś ruszało śmigłami...
...a na Warcie pływały radiowozy :) I nie tylko.

Mnie natomiast najbardziej urzekł kos, który zerkał na mnie zdecydowanie z ukosa :)
To wbrew pozorom też on, tylko w trakcie suszenia piórek. Trzeba mi wierzyć na słowo :)
- DST 64.10km
- Czas 02:05
- VAVG 30.77km/h
- VMAX 51.10km/h
- Temperatura 21.0°C
- Podjazdy 160m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
S(ar)ennie
Piątek, 24 lipca 2020 · dodano: 24.07.2020 | Komentarze 13
Miło mi jest oświadczyć, że po miesiącach poniżeń, walki z wiecznym wmordewindem, wkurzania się na niesprawiedliwość dziejową, marną ludzką egzystencję i odczuwania bólu istnienia, dzisiaj w końcu, po raz pierwszy od niepamiętnych czasów, trafił mi się SPRAWIEDLIWY wiatr. Czyli taki, który wieje w pysk w jedną stronę, a pomaga w drugą. Do tego z południa, czyli z kierunku, który lubię i szanuję wielce, gdyż prócz Lubonia i Mosiny nie ma wąskich gardeł (te oczywiście były i skopały wynik) oraz konieczności pchania się przez cały Poznań. Cóż mogę napisać w tym wyjątkowym momencie? Po prostu dziękuję i padam do nóżek :)
Może była to jakaś rekompensata za niewyspanie? Bowiem nie dane mi było odespać tego, co należne - bowiem Kropa przez połowę nocy polowała na muchę, bezskutecznie. Prócz tego, że budziła nas co chwilę.
Trasa: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Sowiniec - Baranowo - Żabno - Żabinko - Mosna - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań, dokładnie tak jak na Relive.
Ważne info dla miłośników tej wariacji - odcinek przy wyjeździe z Mosiny do Sowińca jest nieprzejezdny. Rozkopane na całego, zakaz wjazdu, zorganizowany objazd przez dziurawą piaskową drogę. Wybrałem spacer chodnikiem, a na pytanie, jak długo potrwa rozpierducha, otrzymałem odpowiedź "łoooo, lepiej nie pytać". Super :/ Wielka szkoda, bo to jedne z moich ulubionych terenów, na co potwierdzenie otrzymałem również dzisiaj. Najpierw przeleciała mi przed nosem jedna sarna, więc dałem po hamulcach, żeby uchwycić chociaż jej tylne kopyta. Finalnie udało się dwie w całej okazałości, jedną z zooma, nawet w pozycji "na kleszcza"...

...a drugą niemal pysk w pysk, bo gapa się cofnęła, myśląc, że już pojechałem. Nie wiem, kto był bardziej zaskoczony :)

Popatrzyłem sobie w te niewinne ślepia, spojrzałem na grację ruchów i od razu myśli poleciały mi w kierunku rzeźników, czyli myśliwych. Jakim trzeba być mentalnym zwyrolem, żeby z własnej woli wybierać sobie pasję polegająca na mordowaniu niewinnych zwierząt, które jedyne czego pragną, to mieć święty spokój? Jak trzeba mieć nasrane we łbie, żeby się tym szczycić i uznawać to za sport? Tego nigdy nie ogarnę. A skoro jesteśmy przy temacie, to tutaj link do wywiadu z pewnym tłuścioszkiem, któremu pomyliły się ambony. Warto posłuchać "argumentów" za "pozyskaniem", czynieniem sobie ziemi poddanej i tym, że cierpienie jest częścią życia, a w sumie to ludzie odczuwają je bardziej, więc o co chodzi? Normalnie etiuda bezmózgowia.
Jeszcze tylko obowiązkowa fota z rowerem...
...info, że znów do pracy na dwóch kółkach, i można kończyć wpis :)
- DST 63.40km
- Czas 02:08
- VAVG 29.72km/h
- VMAX 51.70km/h
- Temperatura 19.0°C
- Podjazdy 132m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Owocowo
Czwartek, 23 lipca 2020 · dodano: 23.07.2020 | Komentarze 10
Nie ma (wyjątkowo) się co rozpisywać, bo... mi się (wyjątkowo) nie chce :) Nastąpiła dziś szybka (choć w sumie dość wolna) wizyta na owocowej plaży w Zborowie. Miejsce to, już kilkukrotnie tu omawiane, cenię sobie za ciszę, spokój, małą ilość robactwa (tego ludzkiego), a do tego czystą i ciepłą wodę. Normalnie miejsce idealne.
Trasa to prawie w tę i z powrotem, choć nie do końca, bo w jedną stronę jechałem w wersji: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewo - Dopiewiec - Zborowo, a podczas powrotu zrobiłem brzuszek (niech to się tylko niepoprawnie nie kojarzy), poszerzając o Głuchowo i Komorniki. TUTAJ Relive.
Nie wiało mocno, ale też pomagać nie chciało. Więc troszkę do przyzwoitej średniej zabrakło. Chęci do walki również :)
Gdy dotarłem do celu, nie zmieniłem o nim zdania - zaledwie kilka osób, parę namiotów i kempingów. Błogość. I owocki, oczywiście ;)





Po terenie kręcił się groźny drapieżnik, nad wyraz ostrożny. Podejść się go nie dało, bo czujny wielce, zasłużył więc tylko na niewyraźną fotę z daleka. 
Przygód brak, ani nikt nie chciał mnie zabić, ani ja nie miałem okazji na nieplanowane samobójstwo na jakiejś dziurze, tak jak choćby wczoraj. Nuuuuda :)
Dystans z dojazdem do pracy.
- DST 64.35km
- Czas 02:14
- VAVG 28.81km/h
- VMAX 51.40km/h
- Temperatura 20.0°C
- Podjazdy 153m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Tańcząc w pionie
Środa, 22 lipca 2020 · dodano: 22.07.2020 | Komentarze 15
Fajna temperatura, niefajny wiaterek - ot, mój typowy sympatyczno-upierdliwy poranek przedpracowy. Wyruszyłem mega zaspany, ale już na pierwszym kilometrze się zagapiłem i wpadłem w małą, ale skuteczną dziurę w jezdni na ulicy Opolskiej. Koło mi wybiło, ja nagle znalazłem się gdzieś w okolicach środka drogi (na szczęście nic za mną nie jechało), gleba była blisko, ale jakoś udało mi się zatańczyć i utrzymać pion. Wężykiem, bo wężykiem, ale jednak. Skuteczniejszej pobudki nie mogłem sobie zażyczyć :)
Dzisiejsza trasa to północno-zachodnia walka z podmuchami, przegrana: Poznań - Plewiska - Zakrzewo - Sierosław - Lusówko - Lusowo - Batorowo - Wysogotow - Skórzewo - Plewiska - Poznań.
Prócz gazeciarzy i wspomnianego drogowego wężyka, przygód i motywów do uwiecznienia zabrakło. Będą więc konie :) Piękne, zadbane, ze stajni w Lusowie. Lekko dokarmiłem, ale tym razem na odległość, bo trawki z ręki jeść nie chciały.


Udało się nawet spojrzeć w oczy. Proszę słonia... to znaczy konia :)
Jednak wpis bez motywu roweru nie byłby wpisem, więc symbolicznie T-rek(s) na tle plaży w Lusowie...
...oraz figurka przy tamtejszym OSP. Święty Florian zapewne zapłakał, jak zobaczył :)
Dojazd do pracy na Czarnuchu.
- DST 62.50km
- Czas 02:07
- VAVG 29.53km/h
- VMAX 51.60km/h
- Temperatura 20.0°C
- Podjazdy 180m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Opryskliwie
Wtorek, 21 lipca 2020 · dodano: 21.07.2020 | Komentarze 16
Muszę przyznać, że jeśli chodzi o temperaturę była dziś znakomita znakomitość. Dwadzieścia stopni pomniejszane przez chłodny wiatr to coś, co szanujące się trolle (w sumie innych nie ma, prócz oczywiście tych internetowych, ale one nie są prawdziwe) lubią najbardziej. Niech takie wartości będą przez cały rok - wtedy nawet ja nie będę marudził.
Nooo, chyba że na wiatr, ale to już inna bajka :) Dzisiaj zachowywał się jak zwykle klasycznie, intensywnie próbując wepchnąć mi powietrze do gardła gdziekolwiek bym nie skręcił. Na szczęście nie jakoś specjalnie mocno, ale na tyle skutecznie, że myśli o dobrej średniej poszły w las. Którego nie było za wiele, bo odwiedziłem zachodnie rubieże na trasie z Poznania przez Luboń, Łęczycę, Wiry, Komorniki, Szreniawę, Rosnowo, Chomęcice, Konarzewo, Trzcielin, Dopiewo, Dopiewiec, Palędzie, Gołuski i Plewiska do domu. TU Relive,
W Konarzewie przyuważyłem takie oto monstrum opryskujące pole:


Z tego, co wiem - czyli niewiele, bo rolnikiem nie jestem, więc bazuję na tym, co wyczytam - tego typu działania w dzień są zakazane, a dopuszczone wieczorami lub nocą, gdy choćby pszczoły już nie bawią się w zapylanie. Jak widać, poszanowanie prawa w tym kraju średnio wychodzi. I wyjątkowo nie wspominam tu u polskich władzach, choć by wypadało :)
Jeszcze jak zwykle motyw WPN-owski...
...oraz codzienność w Luboniu. Udało mi się nawet stworzyć mini reportaż, uświadamiający czemu tę wieś powinno się zaorać. Abstrahując od typowo polskich DDR-ek, jest tam bowiem na ulicy Żabikowskiej pewien odcinek, liczący całe 350 metrów...
...gdzie stoi się na czerwonym trzy razy. Prawie nie ma wyjątków od tej reguły - hamowanie co niecałe 117 metrów, jakkolwiek i czymkolwiek by się cisnęło.


Dalej jest tylko trochę lepiej. To znaczy wydłużają się odległości między światłami. Luboń - powinni tego zabronić :)
Do pracy dojechałem sobie Czarnuchem. Moje ostatnie przygody z rowerem miejskim (między innymi trafienie na egzemplarz z działającą tylko jedną, najlżejszą przerzutką, przez co wyglądałem zapewne jak struś pędziwiatr) przypomniały mi bowiem, czemu już mi z nim nie po drodze :)
- DST 58.10km
- Czas 01:58
- VAVG 29.54km/h
- VMAX 51.40km/h
- Temperatura 25.0°C
- Podjazdy 150m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Rodzina dziobem silna
Poniedziałek, 20 lipca 2020 · dodano: 20.07.2020 | Komentarze 9
Poranek odbywał się pod hasłem połączonym z pytajnikiem: będzie burza czy burzy nie będzie? Pogodynki jak zwykle były w tym temacie precyzyjne: będzie. Albo jednak nie. Moje oko człeka wychowanego jakby nie patrzeć w górach mówiło mi, że zdążę zrobić pięć dych i wrócić na sucho. Choć istniała opcja, że nie zdążę :)
Okazało się, że na szczęście wpadła bramka numer jeden. Co prawda chmurzyło się, było duszno, ale żadna kropla nie spadła. Hura.
Trasa z początku wybrana była jako "kondominium", ale gdy przypomniałem sobie, że łączy się to z ponownym spojrzeniem na wycinkę przed Łodzią, zdezerterowałem i wybrałem opcję w tę i z powrotem: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo - Będewo, gdzie nastąpiła nawrotka.
W samym Będlewie wieża starej kaplicy ma wymiar praktyczny: służy jako podkładka pod bocianie gniazdo. A w nim samym rządzi rodzina dziobem silna.

Jakby ktoś chciał perfekcyjne meble, to mam żywą reklamę :)
Generalnie jechało się spoko, choć za często musiałem hamować - czy to przez czerwone, czy przez debili na drogach, usilnie chcących sprawdzić mój poziom bluzgów podczas wpieprzania się z podporządkowanych. Aha, no i wiatr się zmienił z południowego na północny dokładnie wtedy, gdy i ja to zrobiłem. Nie było sensu walczyć.
Do pracy dojechałem nie Czarnuchem, ale mieszczuchem. Kilka razy wracałem już w tym roku w deszczu, wolałem więc nie ryzykować z ewentualną powtórką z tej rozrywki.
Na koniec klimaty przydomowe, czyli wczorajszy wypad przez Dębinę nad Wartę. 
Było tak gorąco, że kosy szukały kawałka cienia gdzie popadnie...
...a napotkana żaba wodna była tak rozleniwiona, że pozwoliła sobie bez problemu zrobić zdjęcia, tak w zanurzeniu, jak i w staniu czuwania :)

- DST 52.70km
- Czas 01:45
- VAVG 30.11km/h
- VMAX 51.40km/h
- Temperatura 30.0°C
- Podjazdy 187m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Trzykolnie i dwuocznie
Niedziela, 19 lipca 2020 · dodano: 19.07.2020 | Komentarze 11
Mimo wolnej niedzieli, za dużo czasu - jak zwykle - nie miałem. Najważniejsze, że udało się wyspać - połowa dnia ustawiona :)
Ruszyłem trochę po dziesiątej i od razu poczułem, że jednak mamy lato. Na liczniku temperatura przekraczała trzydziestkę, czyli dla mnie masakra. Jednak jakoś przeżyłem.
Wiało z południowego wschodu, co oznaczało, że mogę odwiedzić swoje ulubione podpoznańskie okolice, czyli to, co wewnątrz i dookoła Rogalińskiego Parku Krajobrazowego. No dobra, nie ma co ukrywać - głównie chodziło o Radzewice :)
Trasa w skrócie: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Rogalinek - Rogalin - Świątniki - Radzewice - Trzykolne Młyny - Radzewice - Śwątniki - Rogalin - Rogalinek - Sasinowo - Wiórek - Czapury - Starołęka - Las Dębiński - dom. TUTAJ Relive.
Po drodze nie mogło zabraknąć przybysza z Afryki.
Lekko niewyraźnego, bo widziałem go w takie perspektywie, z mostu w Rogalinku:
Dojechałem do Trzykolnych Młynów (jedna z bardziej lubianych przeze mnie nazw), mijając się z czworokolnym Jelczem :)
Mogłem na staruszka zresztą spojrzeć z bliska, bo zaparkował sobie w porcie w Radzewicach, gdzie dziś niestety nie poszalałem, bo było sporo ludzi - organizowano jakiś spływ kajakowy. Znajomego kotka też nie przyuważyłem.


Zrekompensowałem sobie to... w pobliskim kościele. Noo, w sumie obok. Korzystając z otwartej bramy, zawitałem bowiem w okolice specyficznego budyneczku, nawet ciekawego wizualnie.

Pozwiedzałem sobie parczek - poczuć się można było jak w Grecji...
...lub w Niemczech.

Nie zabrakło klimatycznych bezimiennych nagrobków.
Jednak celem głównym była chęć spojrzenia w oczy Chrystusowi. Nie z powodów religijnych, ale poznawczych. Bowiem, jak można zobaczyć w tym wpisie, jeszcze kilka lat temu miał oko zaledwie jedno. Ale cuda się zdarzają i braki zostały w międzyczasie uzupełnione.

Generalnie miejsce jest klimatyczne - cisza, spokój, ludzi brak. To, co lubię.
Od jutra obniżenie temperatury (super!), ale zapowiedzi burz (nie super). Się zobaczy.
- DST 63.10km
- Czas 02:06
- VAVG 30.05km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 26.0°C
- Podjazdy 186m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
(Ch)ICHOT oraz sceny z życia
Sobota, 18 lipca 2020 · dodano: 18.07.2020 | Komentarze 20
Sobota pracująca, więc również dzisiaj czasu na wyspanie się nie było. Tym bardziej, że zamiast łapać ostatnie minuty drzemki, musiałem ratować telefon, który wpadł Żonie do zlewu (a w sumie do garnka z wodą, który w nim się znajdował) podczas wypakowywania zakupów. Akcja suszenia chyba się udała, ale testy jeszcze trwają :)
Gdy już ruszyłem, stwierdziłem, ze znów robi się ciepło. Za ciepło. Ale jeszcze do przeżycia. Wiało niby z północy i wschodu, choć i tak gdy wracałem było zupełnie odwrotnie. Jak zwykle frontem do klienta :)
Trasa całopoznańsko-prawiezielonkowa, czyli po prostu "pietrucha": Dębiec - Wartostrada - Śródka - Chemiczna - Gdyńska - Koziegłowy - Kicin - Kliny - Mielno - Dębogóra - Karłowice - Wierzonka - Kobylinca - Janikowo - Bogucin - Miłostowo - Główna - Hlonda - Jana Pawła - Wartostrada - dom.
Radosna nowina - w końcu da się przejechać przez Śródkę pod mostem, a nie po bruku, górą. Jupi! Niestety, jest jedno "ale" - co prawda masa bitumiczna cieszy, jednak w kilku miejscach jest przerwa na jakieś dziwne białe płyty. Nie wiem, czy ma tak zostać (oby nie), lecz nawet jeśli tak, to trudno - wszystko jest lepsze niż perspektywa wypadnięcia plomb podczas kręcenia "górną" wersją. Przy okazji fajnie jest zobaczyć Bramę Poznania, czyli ICHOT (Interaktywne Centrum Historii Ostrowa Tumskiego), Śluzę Katedralna oraz samą Katedrę z innej perspektywy.



Tyle architektury na dziś :) W ramach kontrastu sceny z życia istot żywych, czyli "znajomych" z Mielna. Dzisiaj niestety kończyły śniadanie i nie miałem okazji dokarmić ich zza płotu trawką, ale kilka ujęć zrobić się udało. Tutaj szal ciał...
...tu drapanko o drzewo...
...tu bieganie w celu zrzucenia oponki :)...
...tu być może odbył się brutalny dialog ("Mogę się przytulić?" "A kopa nie chcesz?")...
...natomiast tutaj ktoś mnie chyba przedrzeźniał :)
Dystans zawiera dojazd do pracy.
- DST 62.20km
- Czas 02:06
- VAVG 29.62km/h
- VMAX 52.20km/h
- Temperatura 17.0°C
- Podjazdy 126m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
U-ROD-zić wpis
Piątek, 17 lipca 2020 · dodano: 17.07.2020 | Komentarze 14
Dzisiaj krótko, bo prócz upierdliwego wiatru, korków oraz zaskakującego wahadła w Sierosławiu nie wydarzyło się absolutnie nic :)
Schemat jak zwykle w dzionki robocze niczym w Dniu Świstaka (a może i Świra): wstać niewyspany, wypić kawę, ogarnąć psa i piekarnię, wyruszyć, wrócić, pojechać do pracy. Że ja jeszcze nie zwariowałem... :)
Trasa zachodnia: Poznań - Plewiska - serwisówki - Zakrzewo - Sierosław - Więckowice - Fiałkowo - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Goluski- Plewiska - Poznań. Relive o dziwo jest i znajduje się TUTAJ.
W Sieroslawiu przykuł mą uwagę szyld reklamujący... kaplicę na Rodzinnych Ośrodkach Działkowych. Ciekawostka. nie powiem :)
Jakby ktoś chciał mieć parafię nie tylko w sercu, ale i w smartfonie, może ściągnąć sobie apkę. Świat się kończy.
O tym, że nie działo się kompletnie nic interesującego, niech świadczy fakt, iż nawet bociany w Palędziu bawiły się z nudów z jerzykami w unikanie nalotów ;)
Na koniec, jako zapychacz, resztka fot w WPN-u. 


Tutaj moja wyobraźnia widzi ośmiornicę, z oczami i otworem gębowym...
Dystans zawiera dojazd do roboty.






