Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 239634.85 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.49 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 783662 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 63.25km
  • Czas 02:09
  • VAVG 29.42km/h
  • VMAX 51.40km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Podjazdy 162m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Rybołownie

Piątek, 3 lipca 2020 · dodano: 03.07.2020 | Komentarze 7

W nocy i nad ranem padało. Nie narzekałem, tylko trochę dłużej pospałem, czekając, aż deszcz sobie pójdzie precz. Tak się stało, a ja lekko po dziewiątej mogłem ruszać.

Nie była to jazda komfortowa. Wiatr wiatrem (trochę słabszy niż wczoraj), ale chmury przez większość czasu sugerowały, że mogą się "urwać" (na szczęście jedynie raz lekko pokropiło), a ruch aut był jak w "najlepszych" czasach przedpandemicznych. A może już w sumie znów są takie? Przecież siedzący na pewnym stolcu pan Morawiecki wczoraj stwierdził, iż nie trzeba się bać koronawirusa. Za to trzeba iść na wybory, panie i panowie emeryci!

Trasa zachodnia z północnymi odchyłami: Poznań - Plewiska - Zakrzewo - Sierosław - Lusówko - Lusowo - Batorowo - Skórzewo - Plewiska - Poznań. Relive.. Hm. Miało być. Ale coś nie spieszy mu się na świat.

Nad Jeziorem Lusowskim jak zwykle spędziłem chwilę. Nie sam.
Jezioro LusowskieMroczny klimat z popasem na pierwszym planie :)
Cios prosto w pierś :)
Lusowskie z rowerową wkładką
Łyskacz w krzakach :)
Między Lusówkiem a Lusowem, z bardzo daleka, przyuważyłem przyczajonego drapieżnika. Ledwo go widziałem, ale zdjęcie o jakości gazetek robionych na powielaczu w PRL-u jest. Szkoda, że tylko takie, bo akurat widoczny tu rybołów jest nie tylko rzadko spotykany, ale wręcz wpisany do polskiej czerwonej księgi jako zagrożony wyginięciem.
Rybołów z daleka
Rybołów - tak samo rzadki, jak niewyraźny. A szkoda
Odlot (pełen)
Widząc tę parkę na horyzoncie, wiedziałem, że będzie "coś". Zapobiegliwie wyjąłem telefon i zwiększyłem dystans podczas wyprzedzania, co jak się okazało było prorocze, bo waćpanna nagle stwierdziła, że zrówna się z chłopakiem i będą podziwiać... pole. Świat bez hipsterów byłby zdecydowanie lepszy :)

Na koniec reklama tradycyjnego polskiego dania narodowego, wspierającego polskość - hot doga :) Oj, coś mi się wydaję, że Orlen ma tych samych ogarniętych marketingowców co Polska Fundacja Narodowa :)
Hot dog - tradycyjne polskie danie narodowe :)
Dystans zawiera dojazd do pracy.




  • DST 61.20km
  • Czas 02:06
  • VAVG 29.14km/h
  • VMAX 54.40km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Podjazdy 129m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Zachodnie wietrzenie i zaległy Nadwarciański

Czwartek, 2 lipca 2020 · dodano: 02.07.2020 | Komentarze 14

Kolejny typowy dzionek. Ciężko się wstawało, ciężko się jechało, ciężko się ruszało do pracy. Życie :)

Wpis będzie wyjątkowo ubogi jeśli chodzi o tekst, za to będzie sporo zdjęć. O samym rowerowaniu dziś niewiele. Bo pisać nie ma za bardzo o czym. Wiało wciąż mocno, a że z zachodu, to za mną rundka po polach: z Poznania przez Plewiska, serwisówki, Zakrzewo, Sierosław, Więckowice, Fiałkowo, Dopiewo, Dopiewiec, Palędzie, Gołuski i Plewiska do Poznania. TUTAJ Relive.

Zatrzymałem się na dłużej tylko raz (oczywiście nie licząc dziesiątek pauz spędzonych na czerwonym świetle), w Więckowicach. Raz jeszcze pochwalę tę wieś za to, że ktoś tam zrobił asfaltowy chodnik z DOPUSZCZONYM (a nie nakazanym) ruchem rowerowym. Cenię sobie też tamtejszą wylęgarnie komarów, bo jest ładnie utrzymana :)
Wylęgarnia komarów w Więckowicach :)
W środku rośnie jakieś zielsko. Jakie - nie mam pojęcia :)
Jakieś wodne zielsko :)
Dystans zawiera dojazd do pracy.

Czas na drugą część, czyli fotki z wczorajszego wypadu do Wielkopolskiego Parku Narodowego, a konkretnie na dawno nienawiedzany Nadwarciański Szlak Rowerowy. Środek tygodnia, jak się okazało, był ku temu dniem idealnym - cisza, spokój, ruch niewielki. Oto to, co udało się uchwycić. Na początek.. lody z restauracji "Lokomotywa" w Puszczykowie - pycha. Tylko nieświadomie nie trafiłem z kolorystyką :)
Tak to można zaczynać spacer po lesie :) Kolorystyka przypadkowa
Potem było już bardziej klasycznie.
Rzeka Warta - widok z Puszczykowa (Wielkopolski Park Narodowy)
Samotnik wędrowny :) ((Wielkopolski Park Narodowy)
Obalone drzewo i drewniany most ((Wielkopolski Park Narodowy)
Ni pies, ni wydra... :) ((Wielkopolski Park Narodowy)
Kryjących się w korzeniach hobbitów nie zauważono (Wielkopolski Park Narodowy)
Drewnianym szlakiem... (Wielkopolski Park Narodowy)
Zakola Warty ((Wielkopolski Park Narodowy)
Świat harmonii ((Wielkopolski Park Narodowy)
Obrońcy odnóg Warty (Wielkopolski Park Narodowy)
Higiena to podstawa ((Wielkopolski Park Narodowy)
Korzenne single na Nadwarciańskim (Wielkopolski Park Narodowy)
Moczary, wersja letnia ((Wielkopolski Park Narodowy)
Alternatywny ekosystem (Wielkopolski Park Narodowy)
Kolory moczarów (Wielkopolski Park Narodowy)
Akcja zasadź drzewo, a jak się nie da to chociaż patyka :)
Z innych zwierzaków - trafił się dość wyblakły latolistek cytrynek...
Latolistek cytrynek w swoim naturalnym otoczeniu
...odlotowa kaczka...
Odlotowe suszenie piórek
...oraz wbrew pozorom nie taka łatwa do uchwycenia w szuwarach żaba wodna :)
Żaba wodna. wersja pokazowa
Walka na spojrzenia, żaba wodna




  • DST 52.50km
  • Czas 01:50
  • VAVG 28.64km/h
  • VMAX 62.60km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Podjazdy 210m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Czarnowidztwo

Środa, 1 lipca 2020 · dodano: 01.07.2020 | Komentarze 6

Wolny dzionek za mną. Padam na ryj :)

Najpierw poranne załatwianie niezbędnych pierdół. Na rower czas przyszedł więc dopiero przed jedenastą - i tak wcześniej, niż zamierzałem. Pogoda byłaby całkiem do przyjęcia, ale wiatr nie odpuszczał - momentami duł zdecydowanie, zniechęcając do czegokolwiek. Czyli trzyma poziom :) Oj, nie chciało mi się dziś walczyć.

Trasa kombinowana: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Głuszyna - Babki - Czapury - Wiórek - Sasinowo - Rogalinek - Mosina - Krosinko - znów Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.

TUTAJ
Relive.
Tu też była wycinka, ale chociaż widoczek się zrobił, Poznań Głuszyna
Skoro padło słowo "Babki", to... Aaaaa, co będę się szczypał, od razu polecę z grubej rury, wklejając foty. Na początek piknik pod wiszącą wycinką:
Piknik pod wiszącą wycinką
...a reszta bez komentarza. To wciąż trwa. A wedle tablic miało się skończyć wczoraj.
Nadleśnictwo Babki wciąż w
Polska, coraz piękniejsza....................
Się sprzeda i będzie na 500+ :/
Ludzkie monstrum w akcji
Tak się zamienia przyrodę w pieniążek. Ja rozumiem, że głównie iglaki, że jest jakaś "gospodarka leśna", że... A nie, w sumie to nie rozumiem.

Dawno mnie nie było w okolicach Osowej Góry (ostatni raz... drezyną), trzeba było nadrobić. Nagrodą był fałmaks :)
Ulica Pożegowska w Mosinie
Widok na Mosinę z Pożegowskiej - podjazd i zjazd miodzio :)
Na koniec gang czarnuchów :) Po raz pierwszy widziałem kaczki tej barwy, zwane dworskimi. Klimatyczne są :)
Nadchodzi czarna ekipa :)
Czarna kaczka dworka
...iż kaczki nie gęsi....
Po południu wpadł jeszcze WPN piechotką, ale relację z tego zostawię sobie na jutro (prawdopodobnie). Dzisiaj tylko Kropa z okazji Dnia Psa.
Czy taki kijek jest wystarczający? :)




  • DST 62.50km
  • Czas 02:09
  • VAVG 29.07km/h
  • VMAX 51.80km/h
  • Temperatura 21.0°C
  • Podjazdy 206m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Codzienność

Wtorek, 30 czerwca 2020 · dodano: 30.06.2020 | Komentarze 8

Oj, rzadko nie czułem się tak codziennie jak dziś :)

Wrócił solidny wiatr, wiejący zewsząd. Jeden z punktów codzienności spełniony. Na ulicach spory ruch i gazeciarze zewsząd - drugi również. W Luboniu korki masakryczne. Komplecik.

Najbardziej codzienna była trasa, czyli "kondominium": Poznań - Luboń - Komorniki - Szreniawa - Rosnówko - Trzebaw - Dębienko - Stęszew - Witobel - Łódź - Dymaczewo - Krosinko - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.

Jedne, co nietypowe, to dość sympatyczna pogoda - w końcu ani za ciepło, ani za zimno, a nawet nie padało. Dziwne :)

Cały czas boli - i będzie boleć - to, co się wciąż dzieje na mojej ulubionej trasie. Masakrują drzewa, rozrywają pobocze, wszystko pod debilną śmieszkę. Wrrr. Nawet znajomy Nepomucen jakiś taki smutniejszy przez to.
Nepomucen patrzy ze smutkiem na śmieszkę, która ma tu powstać, Łódź (WLKP)
Widok na Jezioro Dymaczewskie

Pomysł jest o tyle chory, że aktualnie "piątka", gdzie będzie zaczynał się ten bubel, jest już praktycznie odciążona, ruch przeniósł się na S5. Kompletny debilizm.
Stara
Tymczasem na innych DDR-kach rodzimy standard, czyli bezmózgowie. Mamusia z synkiem, synek łapki przy pysku, nie na kierze, caaaaałą szerokością, 2 km/h.

Przed Mosiną miałem okazję prawie bliskiego kontaktu z boćkiem. Najpierw udawał, że się przede mną kryje między drzewami, a potem miał już mnie centralnie w d...ziobie i zajął się swoimi sprawami :)
Cwaniak sądził, że jak schowa się za drzewem i w trawie, to nie będzie go widać :)
Dumny, radosny, maszerujący dziarskim bocianim krokiem
W malowniczej pozie i w pełnym skupieniu
Miesiąc uznaję za zakończony :) A dystans zawiera dojazd do pracy.




  • DST 61.70km
  • Czas 02:18
  • VAVG 26.83km/h
  • VMAX 42.20km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Podjazdy 173m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Nieglut kluczowy

Poniedziałek, 29 czerwca 2020 · dodano: 29.06.2020 | Komentarze 12


Miało padać. I padało. Tym razem pogodynki - niestety - nie dały ciała.

Byłem pełen obaw, czy w ogóle dziś ruszę gdziekolwiek poza pracą. Jednak pojawiła się motywacja, dość specyficzna. Wczoraj idąc na wybory dałem Żonie klucze do domu i... zapomniałem ich odebrać. Zorientowałem się, gdy rano chciałem iść z psem. Jakimś cudem zlokalizowałem zapasowy do jednego z zamków, a że jednak wolę drzwi zamykać na dwa, to stwierdziłem, że muszę podjechać do pracy swojej lepszej połowy i odebrać zestaw. Oczywiście rowerem :)

W deszczu, znoju i słocie odzyskałem, co moje :)

A że już byłem na siodle, to bez choćby gluta nie zamierzałem wracać. Postanowiłem, że dokręcę do jego połowy i ocenię warunki atmosferyczne. Tym samym przez Plewiska, Komorniki, Głuchowo i Gołuski dotarłem do Plewisk. Chwilowo przestało lać, więc stwierdziłem, że dobijam do pięciu dych. Tak zrobiłem, zaliczając Dopiewiec, Dopiewo, Trzcielin, Konarzewo, Chomęcice, Szreniawę, Komorniki, Wiry i przez Luboń dotarłem do domu. Chyba nie muszę tłumaczyć, że ostatnie piętnaście kilometrów znów w deszczu? :)

Ani fotek, ani nic... Bida. Wpadły tylko jakieś zmoknięte, niewyraźne żurawie na horyzoncie :)
Niewyraźne żurawie w deszczu
A poza tym było paskudnie. Tu Luboń. Aha, i padało :)

Żeby nie było łyso, jeszcze Kropa. W ogóle...
Największa radocha na świecie!
...i w szczególe :)
Psiortretowo :)
Do pracy udało mi się również dojechać rowerem. O dziwo o prawie suchej stopie.

TUTAJ Relive.




  • DST 51.80km
  • Czas 01:47
  • VAVG 29.05km/h
  • VMAX 51.80km/h
  • Temperatura 31.0°C
  • Podjazdy 183m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Gorączka, niekoniecznie tylko wyborcza

Niedziela, 28 czerwca 2020 · dodano: 28.06.2020 | Komentarze 13

Dzisiejsze rowerowanie niewiele różniło się od wczorajszego - było za gorąco i za wietrznie. To drugie byłoby nawet ok, gdyby nie dmuchało ciepłym powietrzem - w wyniku tego byłem całkowicie zmasakrowany. Nie jest to mój klimat, zdecydowanie. Walki nie było.

Trasa zachodnia, nieułatwiająca życia, bo pustynna: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. TUTAJ Relive.

Skoro wspomniane szlaki, to nie mogło zabraknąć klasycznego widoku na Wielkopolski Park Narodowy z wysokości Rosnowa.
Klasyczny widok na zakręty przed Wielkopolskim Parku Narodowym
Miałem szczęście, bo znów hen, hen, wysoko szybował myszołów.
Myszołów niewyraźny, ale za to na szerokości :)
Tak samo niewyraźny, ale za to chudszy :)
Natomiast w Palędziu spotkałem młode bociany, ewidentnie szykujące się do roli zombie w jakimś horrorze :)
Młode bociany uczą się do roli zombie :)
A w Plewiskach okazało się, że nawet czekanie na czerwonym może być ciekawe. Pod warunkiem, że pod dachem domu obok ujrzy się drącego dzioba mazurka. Po chwili został uciszony przez panią mazurkową :)
Mazurek drze dzioba :)
Nawet podczas czekania na światłach nie da się nudzić :)
Oto dowód na to, że mrozu nie było. Temperatura otoczenia była momentami równa tej wewnątrz mnie :) Za to na jutro zapowiadane są deszcze, więc nie wiem, czy się uda pokręcić. Ot, rodzime realia - jak nie urok...

Po południu na wybory - o dziwo sprawnie poszło. Brawa dla komisji, która sprawnie wychwytywała ludzi "po ulicach", dzięki czemu nie musieliśmy czekać w kolejce. Tym razem nie oddałem głosu kreśląc pentagramik - za duże ryzyko, że ktoś go nie uzna, choć jest zgodny z prawem.

Wpadła jeszcze Dębina. Oto dzisiejsze łupy. Na pierwszy rzut... komar :)
Główny krwiopicja kraju
W końcu udało mi się w miarę przyzwoicie uchwycić czaplę siwą, która mieszka od dawna w "moim" lesie. Jest jeszcze druga, ale dziś gdzieś poleciała. Lepsza jedna niż żadna. W nagrodę otrzymała darmową sesję, w różnych pozach.
Landszafcik z kaczką i czaplą
Najbardziej klasyczna poza czapli siwej - na gargulca ;)
Czapla siwa wyjątkowo wyprostowana
Ewidentnie czapli coś przestało pasować
Po raz pierwszy widziałem też taką ławicę. Trochę to niepokojące, bo nie jest naturalne takie zachowanie, ale mam nadzieję, że martwię się niepotrzebnie.
Marzenie każdego wędkarza - na szczęście akurat żadnego nie było
Cała masa pyszczków
Był i Dębilnello. Znów spojrzał, widocznie poznał, bo wrócił spokojnie do leżakowania :)
Znajomy żółw popatrzył, stwierdził, że poznaje i wrócił do opalania :)
Na koniec przypomnienie o czymś, co przez wybory schodzi na dalszy plan, czyli o obchodach czerwcowego robotniczego zrywu w Poznaniu w roku 1956, gdy władza strzelała do bezbronnych ludzi. Trzeba o nich pamiętać - wyszli z domów z hasłami walki o lepsze życie, a część nie wróciła. Jest mi to o tyle bliskie, że zakłady Cegielskiego mijam niemal codziennie jadąc do pracy, a tam zaczął się ów pierwszy w dziejach PRL prawdziwy protest.




  • DST 53.50km
  • Czas 01:52
  • VAVG 28.66km/h
  • VMAX 51.60km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Podjazdy 198m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Powrotominium

Sobota, 27 czerwca 2020 · dodano: 27.06.2020 | Komentarze 17

Powrót na wielkopolskie płaszczyzny. Lubię je, ale już zbyt dużego ciepełka oraz kręcącego się jak (tu cenzura z powodu ciszy wyborczej) pod gabinetem (tu cenzura z powodu ciszy wyborczej) wiatru zdecydowanie nie. A jedno i drugie występowało w nadmiarze - więc choć jakaś tam moc oraz chęci były obecne, to z koniem nie miałem zamiaru się kopać. Po prostu przejechane, tempem ślimaczym, i tyle.

Ważne, że się w miarę wyspałem. Dzionek zalatany, ale tego odpuścić sobie nie mogłem :) Podjechałem też do weterynarza po maść antykleszczową dla Kropy, bo wczoraj wróciła ze spaceru z niechcianym towarzyszem.

Plusem była trasa, czyli klasyczne "kondominium": Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Trzebaw - Szreniawa - Komorniki - Poznań. TUTAJ Relive.

Wciąż boli wycinka na odcinku Dymaczewo - Witobel :/
Ten widok wciąż boli, tym bardziej, że to pod kretyńską DDR-kę, trasa Mosina - Stęszew
Udało mi się zobaczyć znajomego myszołowa - biedak wciąż nie może się odnaleźć po tym, jak drzewni rzeźnicy wycieli mu jego miejscówkę (dokładnie tę widoczną powyżej). Latał bardzo wysoko i/lub bardzo szybko, więc foty niewyraźne.
Myszołów wysoko na niebie
NIewyraźny myszołów podczas polowania
Z innej beczki: natrafiłem na takie coś:

Czy wystawa się odbyła - nie wiem. Ale nie miała prawa, gdyż nie ma takiej daty jak "18 maj". Maj w roku jest jeden, więc jak już to powinno być "18 maja". No ale nie wymagajmy za wiele - Luboń :)

Żeby nie było, że Wielkopolska taka nudna, kilka motywów z dzisiejszego spaceru z Kropą na Dębinę i nad Wartę. Miałem okazję do zabawy porządnym aparatem, nie kompaktem, więc było trochę kombinowania :) Na pierwszy ogień idą psiaki:
Dwa psiaki pływaki :)
Nawet podczas moczenia łap w Warcie trzeba być czujnym
Trafił się kos, najpierw lekko zdziwiony, a potem już tylko skupiony na obiedzie - jak na moje mało apetycznym.
Lekko zdziwiony kos
Kos znalazł obiad - średnio apetyczny
Daleko w wodzie mignął mi zaskroniec, dopiero pierwszy w tym roku.
Płynący zaskroniec
Dębinello chyba już mnie rozpoznaje, bo patrzył mi dziś prosto w oczy :)
Głębokie żółwie spojrzenie prosto w oczy :)
No i na koniec świtezianka błyszcząca, czyli ważka w szczegółach :)
Ważka (świtezianka błyszcząca) w detalach




Ostatki na dzikim zachodzie

Piątek, 26 czerwca 2020 · dodano: 26.06.2020 | Komentarze 18

Będąc świadom prognoz (czasem się sprawdzają), jak i ograniczeń czasowych, wykonałem ponownie heroiczny wyczyn polegający na wyjściu z łóżka w środku nocy. 6:30 rano zdecydowanie zasługuje na to miano.

Ruszyłem jakoś po siódmej, wyjątkowo najedzony, żeby mieć siłę na szybką ucieczkę przed ewentualnymi piorunami. Uprzedzając fakty – na szczęście nie miałem ku temu okazji. Choć kilka razy sądziłem, że słońce, które co chwilę znikało za czarnymi chmurami, zrobi to na dobre.

Taktyka na wyjazd była jasna: brak taktyki :) Postanowiłem na kręcenie dookoła Jeleniej Góry, tak, żeby w każdej chwili móc zawrócić. Najpierw skierowałem się (przez Łomnicę oraz Miłków) na Karpacz. Co prawda miałem chęć wjechania na samą górę, ale widok na Karkonosze, a w szczególności na zamgloną Śnieżkę, lekko mnie utemperował. Oczywiście z czasem się wypogodziło.
Widok z dojazdu do Karpacza

Szczyty Karkonoszy we mgle
Coś już widać, Karpacz
Szczyt Śnieżki w pełnej krasie
Finalnie dojechałem do wysokości kościoła oraz deptaka (który jeszcze nie tak dawno temu deptakiem nie był) i pofrunąłem w dół, odbijając w pewnym momencie na Ścięgny. Przypomniałem sobie bowiem o jednym z pierwszych w Polsce przybytków z gatunku Western City. Dawno mnie tam nie było, ostatnio na specjalne zaproszenie jakoś w początkach studiów. Oj, pozmieniało się. Czy na lepsze – nie wiem, na pewno na bardziej obszerne :)
Wejście do Western City, Ścięgny
Chwila przerwy przy pustym Western City
Na bank 100% true indian :), Western City
Dwa technologiczne trupy na jednym pejzażu, Western City
Widok taki, że koń by się uśmiał, Ścięgny
Zjechałem do Miłkowa, a że sytuacja pogodowa zaczynała się chwilowo klarować, to wybrałem się jeszcze do Sosnówki…
Wszystko fajnie, tylko do wody człowiek się tu nie dostanie, Sosnówka
Znad Zalewu Sosnówka
...oraz Stawów Podgórzyńskich, gdzie prawie uciekł mi spod nóg perkoz :)
Stawy Podgózyńskie - widok dziś co najwyżej średni
Perkoz pędziwiatr :)
Perkoz dwuczuby przyłapany podczas śniadania
Sunący perkoz na Stawach Podgórzyńskich
Końcówka to Cieplice i dokrętka przez Czarne do centrum. Burzy oczywiście nie było, a jedynie lekko pokropiło kilkanaście minut po moim powrocie.

Koniec tego krótkiego wypadu w rodzinne górki. Swoje zrobiłem, trochę pokręciłem się po starych śmieciach, zaległości rodzinne zostały nadrobione. Jelenia Góra pożegnała mnie dość zabawnie, bo wiecem "do Dudy" na Placu Ratuszowym. Z ciekawości obszedłem go dookoła – a że zapewne nie wyglądam jak typowy zwolennik partii rządzącej, to mam wrażenie, iż jeśli spojrzenia mogą kroić, to aktualnie byłbym już kotletem mielonym :) W sumie szkoda, że póki co idzie cisza wyborcza, bo pooglądałbym sobie jeszcze kilka takich materiałów z ”Wiadomości” (jestem wiernym fanem tego kabaretu z marnymi aktorami i "dziennikarzami") jak ten, który - gdy oglądałem ”na żywo” - prawie skończyłby się interwencją dentysty, tak nisko mi szczęka opadła. A sądziłem, że TVP już dawno przekroczyła ostatnie granice oddzielające dziennikarstwo od partyjniactwa. Jak widać są one szersze niż sądziłem :)

A żeby nie kończyć pesymistycznie, na sam koniec panorama Jeleniej Góry widziana z wieży widokowej na Wzgórzu Krzywoustego. Zawitałem tam wczoraj, po raz pierwszy po remoncie. Kiedyś w tym miejscu były: syf, kiła i mogiła, co nie przeszkadzało w bywaniu tam z różnymi ludźmi w różnych konfiguracjach. A ile osób się z niej rzuciło, kończąc żywot - nie zliczę. Osobiście znałem tylko (czyli aż) jedną taką personę. Eh, a miało nie być pesymistycznie :)
Wieża widokowa na Wzgórzu Krzywoustego, Jelenia Góra
Panorama Jeleniej Góry z widokiem na Karkonosze i Rudawy
Centrum Jeleniej Góry - Plac Ratuszowy i okolice
Tam, gdzieś na drugim tle, się wychowywałem. Nie, nie w kościele! :)

TUTAJ Relive.


Kategoria Góry


Kapella, Sokolik oraz... fabryka trolli :)

Czwartek, 25 czerwca 2020 · dodano: 25.06.2020 | Komentarze 23

Drugi dzień pobytu w Sudetach i wreszcie przyzwoita pogoda. Co prawda w nocy jeszcze padało, ale obudziło mnie świecące słońce, które nawet momentami dało mi do wiwatu, bo z upływem czasu zaczęło mocno przygrzewać.

Wybór trasy - jak to u mnie - zależny był od wiatru. Ten był silniejszy niż wczoraj, ale nie jakoś specjalnie mocny. Odczuwalny i tyle. Gorzej z kierunkiem - raz dmuchał z północny, raz z południa, z grubsza jednak ze wschodu, tam więc się udałem. Jak zwykle z chęcią, bo tam właśnie znajdują się moje ulubione Rudawy Janowickie.

Najpierw jednak skierowałem się przez jeleniogórskie Zabobrze do Dziwiszowa, a następnie - co naturalne i logiczne - zacząłem wspinać się na Kapellę, a na jej szczycie - Łysą Górę. Czemu? Bo tak :) Chciałem sobie popatrzeć na góry (Karkonosze i Rudawy) z... góry, i to się udało. Widoczność w końcu jako taka, choć mogłoby być lepiej. Oto kilka zerknięć:
Wspinaczka na Kapellę
Rudawy Janowickie widziane z podjazdu Kapellą
Słońce dzisiaj miało wenę do cieni ;)
Szczyt Łysej Góry
Śnieżka widziana z Łysej Góry
Zerknięcie na Góry Kaczawskie
Pewnie da się tędy zjechać na sam dół... :), Łysa Góra
Napatrzyłem się i zjechałem, co jak wiadomo jest poezją (jakby ktoś chciał sobie obejrzeć, to proszę kiedyś nagrałem wjazd i zjazd).

Znalazłem się ponownie na Zabobrzu i oczywiście nie mogłem ominąć wspomnianych Rudaw. No to myk - do Maciejowej, potem obwodnicą (fajna jest, tylko to mikroskopijne pobocze...) do Radomierza, gdzie odwiedziłem ziomka... :)
Landszaft z koniem na Cycowisku :), Rudawy Janowickie
Ciekawskie stworzenie :)
...i spojrzałem sobie ciut bliżej na cyc... to znaczy Góry Sokole :) Najpierw z drogi do Janowic Wielkich...

Góry Sokole w pełnej miseczce :), Rudawy Janowickie
...a potem już z Trzcińska. Widok Sokolika zawsze cieszy mnie oczy, w końcu mogłem zrobić mu zbliżenie.
Rowerem na górę pewnie jakoś by się dało wspiąć..., Rudawy Janowickie
Sokolik w pełnej krasie, Rudawy Janowickie
Zbliżenie na mekkę wspinaczy, Rudawy Janowickie
Końcówka jazdy to Bobrów, Wojanów, Łomnica i do domu.

W samych Janowicach trafiło mi się czekanie na zamkniętym przejeździe kolejowym. Postanowiłem wykorzystać pauzę kreatywnie, po raz kolejny odwiedzając "swojegp" pobratymca, jak zwykle go lekko ulepszając :)
Troll niejedno ma imię :)
Zacząłem jednak przyglądać się spokojnie okolicy i trafiłem na... fabrykę trolli :) I nie tylko. Jak się okazało, te rzeźby to część pewnego malowniczego projektu, a w sumie firmy, które robi cuda z betonu. Kilka z nich uwieczniłem, bo udało mi się dostać do biura i na zaplecze firmy Betform Art.
Głowologia w Janowicach Wielkich
Zarośnięty elf, dzieło na wysyłkę (Betform Art)
Półgłowek w trakcie powstawania (Betform Art)
Genialne to. Dowiedziałem się, że trolla można mieć za trzy stówy. Nie powiem, myślę, żeby powoli zacząć odkładać :) Miła pani dała mi katalog, oto jego fragmenty:

Aż chce się mieć ogród, żeby tak go upstrzyć :)

W temacie pokrewnym - po południu czekała mnie jeszcze ogólnororzwojówka, czyli koszenie działki (po to między innymi przyjechałem, w ramach pomocy) kosiarką ręczną :) Miałem wsparcie, tym razem nie Kropy, która została z Żoną w Poznaniu.

Tyle na dziś. Niestety znów zapowiadane są odpady i burze, więc nie wiem czy jutro jeszcze zdążę pojeździć. Mam nadzieję, że tak, a sytuacja nie będzie na tyle poważna, żeby trzeba było zakładać kalosze :)

TUTAJ Relive, w kształcie jelonka.


Kategoria Góry


Zapora Szybowcowa :)

Środa, 24 czerwca 2020 · dodano: 24.06.2020 | Komentarze 33

Krótki międzycovidowy urlop trwa. Udało się w końcu zajrzeć w rodzinne strony, czyli do Jeleniej Góry, ogarnąć kilka rzeczy, a i przy okazji pokręcić się po Sudetach. Dawno mnie tu nie było, więc głodek mielenia korbą był już całkiem mocny :)

Zapewne nie jest przypadkiem, że wczoraj pięknie świeciło słońce, a dziś... nie świeciło :) Po co miałbym sobie patrzeć na widoczki w komfortowych warunkach, skoro mogę robić to ze szczytami przysłoniętymi chmurami? No ale nie czepiajmy się szczegółów - mogło być gorzej. A w sumie pod sam koniec tak było :)

Dobrze, że wyjechałem dość wcześnie (najpierw musiałem odkurzyć zoMTBiaka), jakoś przed dziewiątą, bo coś tam się ze swoich miejscówek udało zobaczyć. Na pierwszy rzut wpadł Jeżów Sudecki i Góra Szybowcowa. Lubię ten sympatyczny wjazd i spojrzenie na miasto ze szczytu.
W dole Kotlina Jeleniogórska i panorama Sudetów
Przy raju dla paralotniarzy, Góra Szybowcowa
Siedziba Aeroklubu Jeleniogórskiego, Góra Szybowcowa
Panorama Jeleniej Góry z Góry Szybowcowej
Niestety widoczność średnia, Góra Szybowcowa
Udało mi się wyzoomować centrum Jeleniej, skąd przyjechałem (7 kilometrów w dół, około 220 metrów różnicy w pionie)...Centrum Jeleniej Góry, zerknięcie z Góry Szybowcowej
...oraz ukochane Rudawy Janowickie, wraz z ich symbolem :)
Wyzoomowane Sokoliki w Rudawach Janowickich
Gdy już się napatrzyłem, zjechałem z powrotem do Jeżowa i skierowałem swe rowerowe kroki do Siedlęcina i w końcu do Pilchowic. A skoro Pilchowice, to nie mogło się obyć bez tamtejszej zapory na Bobrze. Zanim jednak ona, najpierw sama wieś, położona malowniczo wzdłuż rzeki. Trochę straszy tam fabryka tektury, ale śluzy dają radę...
Fabryka tektury, Pilchowice
Jedna ze śluz na Bobrze, Pilchowice
...tak samo jak wiadukt kolejowy na trasie do Lwówka Śląskiego.
Wiadukt kolejowy na trasie do Lwówka Śląskiego, Pilchowice
Sama zapora oraz położona przy niej elektrownia jak zwykle dawały radę. Kawał dobrej roboty :)

Zapora i elektrownia w Pilchowicach
Schodki XXXXXXXXXXXXL :), Pilchowice
Zapora w Pilchowicach wraz z panoramą
Nad Jeziorem Pilchowickim
Jezioro Pilchowickie cieszy oko
Malownicze cyple nad Jeziorem Pilchowickim
W tle nieczynna kolejowa stacja Pilchowice
Po zjeździe zabrakło jeszcze kilometrów, więc postanowiłem nawiedzić mało popularną miejscówkę, czyli położoną wśród Wzgórz Radzionowskich wieś Maciejowiec.
Szeroko to tu nie jest :), most w Pilchowicach
Rzeka Bóbr, widok z Pilchowic
Spojrzenie w dół podczas wspinaczki
Na górze jest kompleks interesujących zabytków (jest potencjał: kościół, dwór oraz pałac), niestety część albo niedostępna, albo w stanie rozkładu. Normalnie Polska w ruinie :)
Riuny zabytkowgo dworu, Maciejowiec
Polska w ruinie :), Maciejowiec
Kaplica w Maciejowcu
Przytuliłem się też do upadłego olbrzyma. Może średnio widać, ale na zdjęciu jest też rower :)
Upadły olbrzym, rower przy nim jest jak mrówka
Powrót do Siedlęcina nastąpił swoim śladem, skorygowałem tylko samą końcówkę, wspinając się przez wieś do krajówki. Gdzieś w połowie zaczęło kropić, a potem centralnie lać, więc do samej Jeleniej dotarłem mokry. Przecież nie mogło być inaczej :)

TUTAJ Relive.


Kategoria Góry