Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 242709.15 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.47 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 791323 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 53.30km
  • Czas 01:54
  • VAVG 28.05km/h
  • VMAX 50.60km/h
  • Temperatura 23.0°C
  • Podjazdy 176m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Urwołeb

Środa, 26 sierpnia 2020 · dodano: 26.08.2020 | Komentarze 11

Jeśli ktoś mi napisze, że znów dzisiaj sobie wiatr wymyślałem, to "nie wytrzymię":) Duło tak, że ledwo się momentami przemieszczałem, a też nie zawsze udawało się w pożądanym kierunku, szczególnie przy bocznych podmuchach, których nie brakowało. Nie było tylko tych fajnych, w plecy.

Wcześnie rano padało, a mi udało się wbić na okres między kolejnym oberwaniem chmury. Trasa to znów zachodnie "polowanie" po otwartych terenach: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. TUTAJ Relive.

Trafił się jeden pozytyw: w Plewiskach, gdy wpuściłem przed siebie jednego kierowcę ruszającego z posesji, ten podziękował mi ładnie, ale nie światłami, tylko machając ręką wysoko wyciągniętą nad dach.

W Wirach zatrzymałem się na placyku manewrowym. Urocze toto :) Są nawet dziury, w której zbiera się woda i tworzy kałuże. Pełen autentyzm :)
Placyk manewrowy, fajna zabawa, Wiry
Odwzorowanie idealne - jest nawet kałuża :), Wiry
Po drodze znów trafiła się czapla, ale również w locie, więc niewyraźna.
Czapla w locie, ledwo złapana
Tyle o jeździe. Tak będzie lepiej :) A jutro podobno będzie gorzej, bo lać ma przez cały dzień, więc może być przerwa :/

Wczoraj wybraliśmy się na Szachty. Wciąż się ładnie, letnio prezentują.
Wieża na Szachtach w pełnym słońcu, Poznań
Widok z instrukacją obsługi, Szachty, Poznań
Sierpniowe Szachty, Poznań
Kropka na sierpniowym pejzażu
Podejście do lądowania, Poznań
Staw Edy, Szachty, Poznań
Poza naturalna
Najsmutniejsze jest to, że zniknęło ptactwo :( Jeszcze miesiąc temu wydzierały się tu mewy i gaworzyły perkozy, teraz jest cisza. Były tylko nieśmiertelne łabędzie, również te młode.
Glonojad :)
Młode łabądki
W zamian na cypelkach dało się znaleźć takie pirackie skarby :/ Jak widać przynieść było można, wynieść już nie.
Takie tam pirackie skarby na Szachtach :/
Był i kotek. Tak leniwy, że na widok psa wykonał jedynie taką aktywność :)
Ot, i cała reakcja na widok psa :)




  • DST 51.60km
  • Czas 01:50
  • VAVG 28.15km/h
  • VMAX 52.60km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Podjazdy 118m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Dworsko

Wtorek, 25 sierpnia 2020 · dodano: 25.08.2020 | Komentarze 5

Raz jeszcze brawa dla aktualnej temperatury. Szacun dla niej :)

Raz jeszcze nienawiść do wiatru. Kij mu w oko :)

Kręciłem dzisiaj po zachodnich polach, więc przewiało mnie solidnie i skutecznie. Walczyć przestałem gdzieś na dwudziestym... metrze :) Tyle w temacie motywacji.

Trasa: Poznań - Plewiska - Skórzewo - Wysogotowo - Dąbrowa - Sierosław - Więckowice - Fiałkowo - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. TUTAJ Relive.

Miejscem dnia był stary, zrujnowany, XVIII-wieczny dwór w Więckowicach, wraz z przyległym parkiem. Za każdym razem, gdy tam jestem, szkoda mi tego terenu, które zniszczyły: komuna (PGR) oraz współczesny polski kapitalizm (jakieś spory spadkowe). Podobno prawomocnie właścicielami są Niemcy, co sprawy w dzisiejszych czasach nie ułatwia. A szkoda, bo pewnie zrobiliby z tego perełką. A tak mamy to, co mamy.
Przód dworu w Więckowicach
Tylna fasada dworu w Więckowicach
Część centralna, dwór w Więckowicach
Udało się zajrzeć przez tak prezentujące się wrota...
Zamknięte nie tylko na trzy spusty, dwóc w Więckowicach
...i klimat jest. Nic więcej.
Udało się zajrzeć do środka, dwór w Więckowicach
Chyba tylko pająk krzyżak jest zadowolony z istniejącego stanu.
Krzyżak - jedyny stały mieszkaniec dworu, Więckowice
W parku też dziko - między innymi huba gigant.
Daszek rowerowy? :)
Huba-gigant z bliska
To drzeewo przynajmniej miało to szczęśćie, że upadło ze starości, Więckowice
W samej wsi raz jeszcze mogłem pochwalić włodarzy za zrobienie czegoś naprawdę rozsądnego: nie śmieszki, a chodnika z dopuszczeniem. Brawo.
Jedyne słuszne rozwiążanie - chodnik z DOPUSZCZONYM ruchem rowerowym, Więckowice
No i jeszcze ptaszyska. Coś dziwnego leciało, ale oczywiście zanim stanąłem i wyjąłem aparat, była już tylko smuga. Może to błotniak? Ciężko stwierdzić.
Cokolwiek to było, było zbyt szybkie do wyraźnego zdjęcia
Ze zdziwieniem za to na polu, gdzie nie ma ani kawałka oczka wodnego, zauważyłem czaplę. Bardzo daleko.
Czapla z daleka, na baczność
Lądująca na polu czapla
Jutro ma podobno lać :/




  • DST 57.70km
  • Czas 02:01
  • VAVG 28.61km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura 21.0°C
  • Podjazdy 194m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Ła(d)nie. I muflonowo-filmowo

Poniedziałek, 24 sierpnia 2020 · dodano: 24.08.2020 | Komentarze 12

Oj, jaki przyjemny poranny "chłodek" mnie przywitał - 19 stopni na starcie, 22 w momencie powrotu. Lubię to, poproszę tak przez cały okrągły rok. Olać zimę, olać upały, niech po prostu będzie pozytywnie umiarkowanie.

Gorzej z wiatrem - ten dziś znów zaczął sobie na za dużo pozwalać. I w przeciwieństwie do wczorajszego dzionka, ani przez chwilę nie zamierzał być sprawiedliwy. Wynik więc jest, jaki jest.

Trasa to odwrócone "kondominium": Poznań - Luboń - Komorniki - Szreniawa - Rosnówko - Trzebaw - Dębienko - Stęszew - Witobel - Dymaczewo - Krosinko - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.  TUTAJ Relive.

Było ładnie, dlatego zapewne wypatrzyłem dziś w oddali łanię :)
W coś zapatrzona łania
Zawsze w stanie czuwania
Wypasiona była. Sama o to dbała :)
Łania na wypasie :)
Z rzeczy mniej fajnych: prócz destrukcji mojej ulubionej trasy, wykańczają jeszcze kostkowe gówno na odcinku Stęszew - Witobel. Do tej pory to cholerstwo miało zbyt wiele miejsc nieutwardzonych, żeby urzędasy myślały o umieszczeniu znaku DDRiP-a, teraz niestety jest to już kwestia czasu :( Po raz kolejny: DE-BI-LIZM!
Tak, to będzie śmieszka :/ Koszmar w Witoblu
Wpadły oczywiście klasyczne motywy:
Trasa na Stęszew, jeszcze przed wyłysieniem
Rozpierducha nad Jeziorem Dymaczewskim
Trafiłem też na SA-132 na stacji Rosnówko-Trzebaw.
SA132 na stacji Trzebaw-Rosnówko
Reszta dystansu to dojazd do pracy.

Udało mi się w końcu zrobić filmik z  tego niedawnego spotkania z muflonami. Jakość tragiczna, wiatr wiał, łapy się trzęsły przy maksymalnym zoomie, ale mam udokumentowane, że nie ściemniam :)




  • DST 52.60km
  • Czas 01:45
  • VAVG 30.06km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Podjazdy 175m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Sezon ogórkowy

Niedziela, 23 sierpnia 2020 · dodano: 23.08.2020 | Komentarze 9

Dzisiaj wyjechać mogłem dopiero po jedenastej. Trochę się wyspałem (bo tego nigdy za dużo), ale też musiałem pozałatwiać sprawy rodzinne, stąd tak dziwna jak na mnie pora.

Wyszło na to, że nie było to najgorsze rozwiązanie. Nadszedł w końcu dzionek, gdy można ruszyć bez obaw, iż słońce spali człowieka gdzieś po drodze. Było dp przyjęcia, a nawet sympatycznie - około 25 stopni to wartość do przeżycia dla każdego. Trochę wiało, ale o dziwo sprawiedliwie, więc nie narzekam.

Trasa zachodnia: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Gołuski - Plewiska - Poznań. Udało mi się w końcu okiełznać burzę, czyli Xiaomi vs Endomondo, więc jest i Relive.

Takiego wysypu żurawi jak dziś, nie było. Spotkałem "zaledwie" trzy. I pomyśleć, że zimą człowiek dałby się pokroić za takie widoki, a teraz mu powszednieją... :)
Wymiana żurawich myśli
Plantacja żurawiny? :)
Trzech żurawich muszkieterów
Obol leciał myszołów, bardzo wysoko, więc zdjęcie nad wyraz niewyraźne...
Niewyraźny, ale na pewno myszołów
...a kawałek dalej mijałem się z (chyba) kanią.
Prawdopodobnie kania
Jazda generalnie była jak w sezonie ogórkowym.
Parkowanie na trasie
Te zresztą nawet spotkałem przy drodze. Nie mam pytań :)
Komuś może... eeee.... kiszonego przydrożnego ogórka z trasy? :)
Smakowo tak sobie. No dobra, oczywiście nie ryzykowałem, przecież mógł tam być jakiś kiszonkowirus :)




  • DST 57.10km
  • Czas 02:00
  • VAVG 28.55km/h
  • VMAX 50.80km/h
  • Temperatura 26.0°C
  • Podjazdy 165m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Deszczowa żurawina

Sobota, 22 sierpnia 2020 · dodano: 22.08.2020 | Komentarze 13

Mimo że miałem dziś dzionek pracujący, musiałem odespać. Wyjazd zaplanowany więc był na tak zwany styk. Jak zwykle jednak rzeczywistość a teoria nie do końca są kompatybilne.

Wyspać się nawet udało. Bez stresu, bo pogodynki mówiły o opadach, ale gdzieś dopiero przed południem. No to luz.

Ruszyłem około dziewiątej. Zdążyłem wyjechać z osiedlowej uliczki i... lunęło. Nie miałem zamiaru wracać, więc stanąłem sobie pod drzewkiem i wziąłem temat na przeczekanie. Pięć minut później już kręciłem dalej, żeby po kolejnych pięciu minutach... stanąć ponownie, tym razem pod wiatą. Czas mi się zaczął kurczyć.

Jednak nastąpiło kolejne przejaśnienie, a ja postanowiłem, że już więcej się nie zatrzymuję. Zmoknę, ale najwyżej skrócę dystans do gluta. Finalnie tego nie zrobiłem, walcząc przez 2/3 drogi z deszczem, ale ciepłym i takim nawet zaskakująco pozytywnym względem ostatnich upałów. Olałem wiatr, olałem średnią, po prostu bawiąc się (choć to nie jest dobre wyrażenie, znam ciekawsze zabawki) kroplami na rowerze, drodze, kasku i ryju.

Trasa: Poznań - Plewiska - Komorniki - Głuchowo - Chomęcice - Konarzewo - Dopiewo - Lisówki - Trzcielin - Konarzewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Wyjazdu nie żałuję pod jednym względem: zakwitło żurawiami! :) Nie skłamię, jeśli napiszę, że widziałem ich dzisiaj co najmniej dwadzieścia, jedne w grupach, inne w duetach, jeszcze inne solo. Szkoda tylko, że dość daleko, bo mogłyby być dobre zdjęcia. A tak - tylko lekka pikseloza,
Spacerujące w deszczu żurawie
Dość spore stadko żurawi
Dość spore stadko żurawi © Trollking
Żerowały również dzikie gęsi.
Szybujące stado gęsi
Gęsie stadko pikuje nad polem z dobrą wyżerką
A na jednym z balotów siedział sobie samotny... kruczy Balotelli :)
Samotny kruk na balotach
Balotelli :)
A poza tym było szaro, buro, ponuro i tak... po polsku :)
A to Polska właśnie...
Mały promyk nadziei
Chwilowe przejaśnienie na drodze między Dopiewem a Trzcielinem
Przy klimatycznej bramie DPS-w w Lisówkach jak zwykle zrobiłem nawrotkę...
Brama DPS-u w Lisówkach
...przy okazji podziwiając piękno tamtejszego lasu.
Las w okolicach Lisówek
Do pracy - o dziwo - zdążyłem. Dystans zawiera dojazd do noej.

Relive jest, o TU. Zabawa ustawieniami telefonu dała tyle, że Xiaomi nie gubi i wyłącza sygnału podczas korzystania z Endomondo, ale wciąż nie włącza się autopauza. W sumie nie jest to nic szokującego - ona nawet w "normalnych" warunkach tego nie robiła w tej apce :)




  • DST 58.10km
  • Czas 02:00
  • VAVG 29.05km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 30.0°C
  • Podjazdy 168m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Ko(s)zmarnie

Piątek, 21 sierpnia 2020 · dodano: 21.08.2020 | Komentarze 21

Kolejny (mam nadzieję już jeden z ostatnich) wypadów w ukropie. Dzisiaj w Poznaniu w cieniu było ponad 33 stopnie, na szczęście rano ciut mniej. Co nie zmienia faktu, że nastawiłem się na wykonanie tylko jednego celu: po prostu dotarcia z powrotem.

Pełen sukces. Jak ślimak po udarze wykręciłem swoje pięć dych na trasie z Poznania przez Luboń, Łęczycę, Puszczykowo, Mosinę, Sowiniec, Baranowo, Żabno, Mosinę, Puszczykowo, Łęczycę i Luboń do domu. Nawet nie próbowałem walczyć, tym bardziej, że wiaterek też zdecydowanie tego ode mnie nie chciał :)

Powyższa wariacja jest jedną z moich ulubionych, ale powoli zaczynam się poddawać. Objazd przy wyjeździe na Sowiniec to jedno (nie ma sensu korzystać, bo piach tam masakruje, lepiej zrobić sobie krótki spacerek między koparkami), ale doszedł do tego jeszcze remont w okolicach przejazdu kolejowego, więc jest objazd, który objazdem prowadzi do objazdu. Koszmar...

Mimo wszystko warto się pomęczyć, bo gdy zaczyna się kawałek lasu, można się (póki co) zatapiać w zieleni. Podczas roztapiania :)
Piękna zieleń lasu w okolicach Żabna
Na wielkopolskich polach też wciąż fajny klimat.
Chociaż rower miał swój kawałek cienia
Widok z baletów... to znaczy balotów
Relive nie ma, tak jak wczoraj. Czemu? Ano bo zachciało mi się nowego telefonu. Mój Huawei P20 lite już po dwóch latach zaczął mieć coraz więcej fochów, chciałem być wierny tej naprawdę zacnej marce, ale przez pewnego mentalnego barbarzyńce zasiadającego na stolcu w USA (mam nadzieję już niedługo), musiałem ją zdradzić. Bo co z tego, że seria P40 ma świetne bebechy, jeśli nie ma dostępu do usług Google (są obejścia, ale nie rozwiązują wszystkich problemów), a ubiegłoroczna seria P30 właśnie straciła możliwość aktualizacji... Wielka szkoda. Po wielu analizach wybrałem coś, co ma niemal wszystko czego potrzebuję: legitnego Andka z apkami, potężną baterię, dobry aparat, amoledowy wyświetlacz, sporo RAM-u i ROM-u, przyzwoity procek), czyli Xiaomi Note 10 Lite. Stosunek jakości do ceny (akurat spadła) jest naprawdę dobry.

Wszystko śmiga super, z jednym wyjątkiem: Endomondo. Wczoraj zarejestrowało mi jakieś 35 kilometrów, dziś całe 15 :) Ze Stravą nie ma żadnych problemów, ale Relive mam połączone własnie z Endo. W sumie tragedii nie ma, bo wożę ze sobą jeszcze drugi fon oraz zegarek, ale sama sytuacja tylko jeszcze zwiększa moją niechęć do wspomnianej treningowej apki. Pokombinuję jeszcze z ustawieniami telefonu, zwiększeniem uprawnień dla GPS-a działającego w tle oraz oszczędzaniem energii, może to pomoże. Pewnie nie, ale spróbować warto :) Kiedyś tak miałem w starym Huaweiu i po wykonaniu kilku kombinacji alpejskich się udało.

Na koniec uchwycona jakiś czas temu na Dębinie ptaszyna. Długo się zastanawiałem, co to, bo nie pasowała mi do niczego znanego (najbardziej z ubarwienia ewentualnie do szpaka), teraz już chyba wiem (tak na 99,38%): to młoda samica kosa.
Młoda samica kosa (na 99,38%)
Dystans zwiera dojazd do pracy.




  • DST 57.40km
  • Czas 02:00
  • VAVG 28.70km/h
  • VMAX 50.80km/h
  • Temperatura 27.0°C
  • Podjazdy 174m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Katastrofonożnie

Czwartek, 20 sierpnia 2020 · dodano: 20.08.2020 | Komentarze 11

Rano przed wyjazdem jak zwykle sprawdziłem, skąd będzie wiało. Wszystkie pogodynki solidarnie wskazywały... inny kierunek. I o dziwo - jak pokazała praktyka - nie pomyliły się :)

Jednego byłem pewien: z wiatrem to ja nie będę miał. Też się nie pomyliłem :) Wyjazd dzisiejszy to więc nic więcej jak powolne człapanie.

Trasa znów klasyczna: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Plewiska - Gołuski - Poznań. Relive nie będzie, bo Endomondo zaszalało.

Przynajmniej upału JUŻ, a bardziej JESZCZE nie było. To za, jak i przed nami.
Droga pomiędzy Trzcielinem a Dopiewem
Kiedyś już u mnie temat był, ale postanowiłem po czasie odświeżyć historię, którą mało kto zna. Otóż w 1992 roku, na polu przy wsi Palędzie, rozbił się MIG, a młody pilot zginął na miejscu. Powodem była zarówno awaria oświetlenia samolotu, jak i błąd ludzki. Działo się to niemal przy samych zabudowaniach, więc cud, że nie skończyło się gorzej. Do dziś pozostaje tam prawie niezauważana przez kierowców i rowerzystów tablica pamiątkowa. Dla miłośników geocacingu news: podobno jest tam jakaś skrzynka (tu info).
Pomnik ku pamięci pilota MIG-a, który rozbił się w 1992 roku na polu w Palędziu
Tablica pamiątkowa zmarłego pilota, Palędzie
Z innych ciekawostek: znów bocian z białymi nogami. Chyba udało mi się rozwiązać zagadkę, skąd one - okazuje się, że ta barwa pochodzi z... odchodów, którymi te ptaki się "smarują", żeby odnóża szybciej oddawały ciepło. Coś jak u ludzi jasne koszulki. Sprytne :)
Znów bociek z białymi nogami
Dystans zawiera dojazd do pracy.




  • DST 53.20km
  • Czas 01:50
  • VAVG 29.02km/h
  • VMAX 52.60km/h
  • Temperatura 27.0°C
  • Podjazdy 149m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Na luzie Lusowo

Środa, 19 sierpnia 2020 · dodano: 19.08.2020 | Komentarze 13

Dzionek wolny. Czyli tak zabiegany, że wpis powstaje po godzinie 21.

Więc krótko: znów wiało (minus), ale upału zbyt wielkiego nie było (plus). Najważniejsze, że zapowiadano burze, a znów z nich nici - brawo.

Trasa północno-zachodnia, wykonana tempem spacerowym: Poznań - Plewiska - Zakrzewo - Sierosław - Lusówko - Lusowo - Batorowo - Wysogotowo - Plewiska - Poznań. Dawno (ze dwa dni) nie umieszczałem Relive (skleroza), dziś za to jest. O tu.

Skoro Lusowo, to jeziorko. Nie mogłem odpuścić i zrobiłem sobie mały spacerek wzdłuż.
Zatoczka na Jeziorze Lusowskim
Z najlepszej perspektywy na jezioro
Na pomoście, Jezioro Lusowskie
Łodka w szuwarach
Landszafcik z Lusowa
Ta kaczka była leniem wybitnym...
Kaczka-leń, nawet się nie ruszyła
...a ta w środku miała dziwny wyraz dzioba :)
Kaczka w środku ma dziwny wyraz dzioba :)
Zauroczyło mnie jedno martwe drzewo. Fajnie, że go nie usuwają.
Martwe drzewo
Z rzeczy mało cieszących: ukończono DDR-kę na odcinku Sierosław - Lusówko. Przejechałem się poznawczo. Trochę wbrew sobie muszę przyznać, że nie jest źle. Szerokość niemal taka, jak drogi, asfalt równy (pod warunkiem, że w końcu posprzątają piach). Nie zmienia to faktu, że jest ona tu bez sensu.
Nowa DDR-ka z Sierosławia do Lusowa. O dziwo nawet ujdzie
A tak w ogóle to takie coś mi się o koła zaczepiło :)
Takie coś mi się przyczepiło do roweru :)




  • DST 62.50km
  • Czas 02:04
  • VAVG 30.24km/h
  • VMAX 54.00km/h
  • Temperatura 26.0°C
  • Podjazdy 193m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Oddechowe kondominium

Wtorek, 18 sierpnia 2020 · dodano: 18.08.2020 | Komentarze 12

Dało się dziś żyć. Wiatr się uspokoił (choć bez cudów), ale przede wszystkim temperatura lekko zluzowała. Supcio.

Miało padać, a się rozmyśliło. Spoko.

Słońce nie grzało tak, jak ostatnio. Uff.

Tyle pochwał :)

Trasa to stare i sprawdzone "kondominium": Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo ,- Mosina - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Trzebaw - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Poznań.

Niestety, jeśli chodzi o psucie mi ulubionego szlaku, to idzie w najlepsze :/ Coraz bliżej chwili, gdy skończą kompletnie bezsensowną (dzisiaj widziałem na odcinku Stęszew - Dymaczewo łącznie może z dziesięć aut) śmieszkę i będzie się klaksoniło. 
Chwila odpoczynku na wahadle w wielkopolskiej Łodzi
Budowa kompletnie niepotrzebnej śmieszki na odcinku Stęszew - Dymaczewo
Już nie mówiąc o wycince z tym związanej, która wciąż straszy.

Trochę ptactwa, ale banalnego dość, widziałem. Tutaj kruk najpierw udawał, że nie ma go na drzewie...
Kruk udaje, że go nie ma
...potem uciekł...
Szybujące kruczysko
...by pozować w klimatach niczym z jakiegoś horroru o Cyganach :)
Kruk na tle cygańskiego (załóżmy) taboru
Były ptasie pogaduchy między szpakiem a wróblem...
Wróblo-szpacze dyskusje na wysokościach
...oraz jaskółcze trio.
Jaskółki robią na drutach
Nie zabrakło bociana.
Jeszcze raz bociani klasyk z wielkopolskich pól
A taką scenkę rodzajową widziałem w centrum... miasta. Niedużego, bo Stęszew ma zaledwie 6 tysięcy mieszkańców, ale jednak.
Obrazek z (niewielkiego) miasta - centrum Stęszewa
Po drodze, na równoległym szutrze, wyprzedzałem też taki zapsięg. Silny ten czworonóg, dzielnie cisnął 30+, przez chwilę równo ze mną :)

Dojazd do pracy rowerem.




  • DST 62.20km
  • Czas 02:04
  • VAVG 30.10km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 27.0°C
  • Podjazdy 180m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Tiromotywacyjnie

Poniedziałek, 17 sierpnia 2020 · dodano: 17.08.2020 | Komentarze 15

Niestety, znów wróciła konieczność wczesnych wyjazdów. Nie ma wyjścia - w pracy kiedyś pojawić się trzeba. Plus z tego jest jeden - unikam największego gorąca.

Wiało dziś ze wschodu, tam więc pokręciłem, robiąc jedną z klasycznych pętelek: z Dębca przez Wartostradę, Jana Pawła, Maltę, Miłostowo, Antoninek, Swarzędz, Jasin, Paczkowo, Siekierki, Gowarzewo, Tulce, Żerniki, Jaryszki, Krzesiny, Minikowo, Starołękę i Las Dębiński do domu.

Popełniłem jeden taktyczny błąd. Nie sprawdziłem, że od Antoninka do hen, hen, hen daleka (w sumie nie wiem dokąd) wyłączony jest jeden pas DK92. No cóż, nie trzeba było lepszej motywacji do ciśnięcia pod wiatr niż jazda wąską krajówką bez pobocza ze sznurem tirów sapiących mi za plecami, które nie miały jak mnie wyprzedzić ;) 

Wcześniej na chwilę zatrzymałem się na Malcie. Lubię te jezioro, gdy jest niemal puste, co dzieje się tylko z rana lub u szczytu jakiejś pandemii :)
Szosowe zerknięcie na Jezioro Malta. Poznań
Odnowione trybuny prezentują się całkiem ładnie...
Trybuny na poznańskiej Malcie
...senne kaczki nic sobie nie robią z towarzystwa ludzi...
Kaczka po poznańsku
...a Poznań pokazuje z punktu startu tak swoje ładne, jak i brzydkie atuty.
Kawałek centrum Poznania z toru startowego Jeziora Maltańskiego
Od lewej: budynek Uniwersytetu Ekonomicznego, kładka i okolice Galerii Malta, Nowy Bałtyk, Akumulatory
Jako bonus miałem okazję podziwiać czaplę, która akurat leciała znad jeziora.
Pełnoskrzydłe wydanie czapli siwej lecącej nad Poznaniem
Czapla siwa bierze zakręt
Przed Tulcami trafiłem jeszcze na jakieś bocianie niedobitki. Ten miał o dziwo białe nogi. Pierwszy raz widziałem takiego albinosa.
Bocian-albinos, przynajmniej na nogach
A w samych Tulcach... dziewicza dożynka 2020! :) Ciężko z nimi będzie w tym roku, z powodów oczywistych, więc biorę bez wybrzydzania wszystko do kolekcji :)
Pierwsza tegoroczna dożynka!, Tulce
Dystans zawiera dojazd do roboty.


Kategoria Dożynki!!! :)