Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 242716.25 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.47 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 791323 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 57.20km
  • Czas 02:15
  • VAVG 25.42km/h
  • VMAX 42.20km/h
  • Temperatura 7.0°C
  • Podjazdy 155m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Antyglut wigilijny

Czwartek, 24 grudnia 2020 · dodano: 24.12.2020 | Komentarze 12

Dzisiaj musiałem być w pracy, ale w końcu nie na dwunastkę, tylko na zaledwie kilka godzin, do tego nie musiałem się specjalnie spieszyć. Tak pracować to ja mogę codziennie :)

Oczywiście skorzystałem i wykonałem antygluta. Anty, bo normalnie byłby tylko glut, więc ta nadbudowa jest jego zaprzeczeniem. A mówiąc po ludzku: wpadło normalne pięć dych. Do tego bez specjalnych problemów, bo tylko na samym początku lekko mnie zaatakował deszcz, ale nawet nie na tyle. żeby zawiesić "wodoszczelną" Sigmę. Czyli musiały to być wartości naprawdę minimalne :) No i znów wiało całkiem solidnie.

Trasa to "słonik": Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Głuchowo - Plewiska - Poznań i do centrum.

Fotki dzisiaj tylko symboliczne. Na początek ciemne chmury nad Morodrem Luboniem. To tam (no bo gdzie?) mnie skropiło. A i tam (no bo gdzie?) już na czwartym kilometrze miałem za (a potem przed) sobą czterech gazeciarzy.
Ciemne chmury nad Mordorem. Eee... to znaczy Luboniem
Za Szreniawą było już nawet całkiem ładnie.
Jednokołowe spojrzenie na WPN
Z ptactwa wpadł dzisiaj tylko pingwin :)
Z ptactwa dzisiaj tylko pingwin :)
Za to w Komornikach mogłem poczuć się jak prawdziwy za-konnik :)
Za-konnie :)
Tyle. Oczywiście życzę wszystkim solidnej porcji odpoczynku, spokoju, umiejętności korzystania z techniki w kontaktach z bliskimi (ja z Rodzicami zobaczę się dzisiaj za pomocą internetów, takie mamy czasy) i wszystkiego co najlepsze. Życzeń religijnych u mnie się nie uświadczy, przepraszam :) A żeby tradycji stało sią zadość, jak prawie zawsze nutka z refrenu, która chodzi mi co rok po głowie. Mało optymistyczna, ale pozwalająca pamiętać, że gesty - tak wobec ludzi, jak i przede wszystkim zwierząt - powinno się mieć na co dzień, a nie tylko od święta.









  • DST 36.02km
  • Czas 01:17
  • VAVG 28.07km/h
  • VMAX 50.40km/h
  • Temperatura 4.0°C
  • Podjazdy 101m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Na rogatości - glutem w mordę #22

Środa, 23 grudnia 2020 · dodano: 23.12.2020 | Komentarze 14

Kolejny życiowy sukces: znów udało się wstać na tyle wcześnie, żeby zdążyć do roboty. Jupi.

Wykonałem nawet małego przedpracowego (i przeddwunastkowego) gluta, na styk, bo na styk, ale jednak. Nawet szosą, gdyż już nie padało, a że walcząc z wiaterkiem i z syndromem mokrej dupy (kałuże jeszcze zalegały), to już inna sprawa.

Trasa: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Plewiska - Poznań.

Było ciemno i ponuro, więc sfociłem jedynie wystawkę świąteczną w Komornikach. Nawet pomysłowa, nie powiem. W sumie prezent wydaje się konkretny, więc może zawiera w sobie taki, jaki chciałbym dostać: rozsądek i dawkę mózgu dla sporej części rodaków poruszających się po drogach, bo dzisiaj na przykład chciano mnie zabić "zaledwie" trzy razy.
Prezent-gigant, Komorniki
Świąteczna wystawka, Komorniki
Jeszcze zaległości z wczoraj. Trafiłem w ten szary, deszczowy dzionek na... stado danieli. Tyle że niestety nie na wolności, tylko w ramach jakiejś dziwnej hodowli, jakby zostawionych bez opieki. Niestety nie miałem przy sobie konkretnego aparatu, jedynie kompakt, więc dobrze, że w ogóle cokolwiek widać.
Całe stado jeleniowatrych
Dorodny daniel pilnujący stada
Do wyboru, do koloru
Trafiła się nawet gratka - pojedynek gigantów (ma się to szczęście), z... uszatym kibicem gratis :)
Walka gigantów oraz uszaty kibic :)
Juro też na kilka godzin do roboty, do tego ma padać. Może być kiszka :/




  • DST 54.10km
  • Czas 02:08
  • VAVG 25.36km/h
  • VMAX 42.80km/h
  • Temperatura 7.0°C
  • Podjazdy 126m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Ekstremalnie :)

Wtorek, 22 grudnia 2020 · dodano: 22.12.2020 | Komentarze 18

Pobudka sponsorowana przez krople deszczu jest średnio lubiana przez rowerzystów, a już na pewno przeze mnie. Jednak wyjątkowo się nie obrażałem: po pierwsze chciałem się wyspać (miałem wolne), po drugie czekała mnie masa porannych rzeczy do ogarnięcia. Porobiłem zakupy, jedną sprawę załatwiłem telefonicznie, a nawet udało mi się zawitać na pocztę, żeby odebrać paczkę. Za trzy dziesiąta, czyli na sekundy przed godziną zero, czyli zmasowanym (a realnie: nieistniejącym, bo emeryci byli już wszędzie od kilku godzin) atakiem seniorów.

Wciąż padało, ale jakoś byłem spokojny, że w końcu przestanie. I tak się - o dziwo - stało. Mogłem więc przygotowywać tak siebie, jak i Czarnucha.

Finalnie wykonałem trasę: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosno - Borkowice - Bolesławiec - Dymaczewo Stare - Krosinko - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań. TUTAJ Relive.

Na początek motyw świąteczny...
Grudniowy motyw obowiązkowy, Puszczykowo
...a teraz do sedna. Są osoby, które lubią wejść sobie nago zimą na K2, ponurkować z rekinami bez klatki czy zrobić przegląd uzębienia dzikiego lwa bez znieczulenia. Jednak to ja dziś dopiero pozwoliłem sobie na wyzwanie ekstremalne i skorzystałem ze WSZYSTKICH (!) możliwych DDD-rek po drodze. Wiem, jestem hardkorem :) Jednak raz w życiu, mając pod sobą ciężki sprzęt, można sobie pozwolić. Najciekawszym - i największym - wyzwaniem był przejazd przez centrum Puszczykowa. Zawsze jechałem drogą i już wiem, że wiele straciłem. Ten metr szerokości, kostka oraz wysokie krawężniki to nie wszystko. Są jeszcze fajne podpórki pod rower :)
Na MTB jeszcze się jakoś da, tylko po co? Puszczykowo
Tak, to naprawdę ciąg pieszo-rowerowy, Puszczykowo
Takie fajne podpórki pod rower na śmieszce :). Puszczykowo
Przeleciałem jeszcze to coś między Mosiną a Krosinkiem, oczywiście Łęczycę, jak i nowy wynalazek przy wjeździe (znów) do Puszczykowa. Jakiś czas temu było tam wiele protestów, bo według wstępnych założeń drzewa miały być wycięte w pień, na szczęście opór okazał się skuteczny. Powstało kostkowe gówno, ale przynajmniej zieleń ocalała.
Ta kostka już powoli odlatuje..., Puszczykowo
Kolejny szajs z terenów pozamiejskich, ale przynajmniej drzewa ocalały, Puszczykowo
Nie skorzystałem jedynie z gościnności śmieszki w Luboniu. Na to już nie miałem zdrowia :)

Gdy wracałem, nawet zaczęło się wypogadzać.
Droga w kierunku WPN
Na koniec jeszcze szaraczek...
Szaraczek
...oraz osiołki, lekko niewyraźne, bo z telefonu. Aparatu do zwierzaków dziś nie brałem.
Zaciekawione osiołki
Lekko niewyraźna miłość :)
Aha, dystans dziś z zegarka. Bo po raz kolejny "wodoszczelna" Sigma okazuje się badziewiem - sam licznik może faktycznie można wyprać (zdarzyło mi się niedawno), ale już styki nie. Tym samym mogłem oglądać, jak pędzę z prędkością... 0 km/h. Szajs jakich mało.
Jadę, a licznik stoi. Czyli
Jutro znów dwunastka :(




  • DST 36.40km
  • Czas 01:26
  • VAVG 25.40km/h
  • VMAX 42.00km/h
  • Temperatura 2.0°C
  • Podjazdy 119m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Zaskok - glutem w mordę #21

Poniedziałek, 21 grudnia 2020 · dodano: 21.12.2020 | Komentarze 17

Wczoraj wieczorem przygotowałem sobie szosę do porannego wyjazdu na przedpracowego gluta. W teorii wszystko fajnie, wróżki od pogody pokazywały, że z rana przywita mnie słoneczko (no dobra, nie do końca, bo jak się budzę jest jeszcze ciemno) i ładna aura. W sumie nawet tak było, przez jakieś pół godziny. Wypiłem kawkę, zacząłem się oporządzać, praktycznie już wychodzę, zerkam za okno, a tam... deszcz. Łot dle f(l)ak?

Wolałem nie ryzykować gleby na wąskich oponach, tym bardziej, że było niewiele powyżej zera, nastąpiła więc szybka akcja pompowania kół w Czarnuchu, sprawdzenie czy coś od stania przez dobrych kilka dni z niego nie odpadło, transfer lampek z bolidu na bolid i w końcu wyjazd. Lekko po czasie, ale jednak. 

Trasa: Poznań - Luboń - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Komorniki - Plewiska - Poznań, a finalnie dojazd do centrum.

Nie padało na szczęście jakoś mocno, bardziej było to jakieś narodowe mżenie plus, ale upierdliwe :) Zdarzały się jednak i momenty suchości, o na przykład tu:
Juliusz Cezariusz Łabędzius... Eee...?
Juliusz Cezariusz Łabędzius... Hm. Ktoś przedawkował? :) Kawałek dalej jednak dowód na to, że autor jest jakimś bezmózgowcem, bo tym samym "szprejem" nawalono obok takie gówienko:
A fuuuuuuj!
Dla niewtajemniczonych: to krzyż celtycki, zwany roboczo c(w)eltykiem, symbol ulubiony przez skrajną prawicę, od niektórych z naszych szanownych posłów z Konfederacji przez część bardziej nawiedzonych kiboli, po łysych dżentelmenów, którym patriotyzm myli się z czczeniem pana Adolfa. A ONR to Obóz Narodowo-Radykalny, takie dziubaski wieszające (symbolicznie, póki co) na szubienicach europosłów i wszędzie widzących żydowskie (a i niemieckie) spiski. Podsumowując: równie dobrze można było na tę ścianę narobić i byłoby podobnie :)

O tak było paskudnie:
A wczoraj było tak ładnie... :/
W ramach kontrastu więc zaległość z wczoraj. Z Lubonia :) Powstała tam bowiem szopka, 
Szopka bożonarodzeniowa w Luboniu
W prezencie poproszę o darmowe części przez cały rok
Całkiem nawet sympatyczna. Przyciągająca miłośników (jak to w Luboniu) sebixowych świąt :)
Sebixowych świąt! :)
Najfajniejsze w teorii jest to, że szopka jest "żywa", czyli są zwierzaki - króliki oraz kozy. Problem w tym, że jakieś takie mało szczęśliwe, a i trzymane na postronku. Po co? 
Wszystko fajne, tylko po co ten postronek? Luboń
Panienka z okienka :) Luboń
Kierowniku, a sianem poratujesz? :)
Akurat mina powyższa kojarzy mi się z "kierowniku, a sianem poratujesz?" :)

No nic, mam nadzieję, iż sebixowe pociechy się za bardzo nie rozwiną i czworonogi wrócą całe i zdrowe w miejsce, skąd pochodzą.




  • DST 52.80km
  • Czas 01:48
  • VAVG 29.33km/h
  • VMAX 52.40km/h
  • Temperatura 3.0°C
  • Podjazdy 141m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Mysz(ołow)kując :)

Niedziela, 20 grudnia 2020 · dodano: 20.12.2020 | Komentarze 15

O taki grudzień walczylim!

W końcu wyszło słońce - to jedno. Nie wiało jakoś specjalnie mocno - to drugie. Nie było mrozu - trzecie (upału też, jako trzecie i pół, hehe). Mgły w końcu odpuściły - czwarte. W sumie same plusy, oczywiście jak na zimę.

Wyjazd trochę po jedenastej, na jedną z ulubionych tras: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - Baranowo - Sowiniec - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.

Prócz tego, że jechało się całkiem sympatycznie, trafiło się to, co lubię najbardziej: okazja do cyknięcia jakiegoś drapieżnika. Dzisiaj - zupełnie jakby się już do mnie przyzwyczaiły - ładnie pozowały dwa myszołowy (zwyczajny oraz włochaty) z okolicy między Żabnem a Baranowem. Chyba bycie upierdliwym się sprawdza :)
Ostre lądowanie myszołowa
Grudniowe wyczekiwanko
Chwila odpoczynku wśród rosy
Odlot myszołowa
Myszołów na profilowo
Z innych motywów. Było dziś zarówno wiosennie...
Wiosenna strona grudnia
...jak i zimowo.
Zimowa wersja grudnia
No i wróciło to, co najlepsze: słoneczne refleksy między drzewami. Jeszcze jakieś stoją.
O takie zimowe przebłyski walczylim :)
Była jeszcze jedna atrakcja w... Luboniu, ale o tym już jutro.

Fajny dzionek. Niestety przed jutrzejszą kolejną dwunastką w robocie :/




  • DST 54.10km
  • Czas 01:51
  • VAVG 29.24km/h
  • VMAX 50.20km/h
  • Temperatura 2.0°C
  • Podjazdy 176m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

W nowych kapciach

Sobota, 19 grudnia 2020 · dodano: 19.12.2020 | Komentarze 13

Wolna sobota, czyli w wolnym tłumaczeniu: padam na ryj :) Jak zwykle.

Musiałem pozałatwiać kilka pierdół, na co miałem cały dzień, ale na rower oczywiście czas się musiał znaleźć. Jednak przypadkiem spojrzałem na swoją przednią oponę (Maxxis Detonator - nie narzekałem) i stwierdziłem, że jej czas nadszedł. W jednym miejscu pojawił się jakiś bąbel, przetarcia w innych były znaczne, ryzykować nie było sensu. Ostatnio zmieniłem kapeć z tyłu (na Continentale), teraz trzeba było z przodu. A że podczas ostatniej bytności w Jeleniej Górze nabyłem sobie testowo zwijaną gumę nieznanej mi firmy Panaracer, będącej zresztą częścią... Panasonica, na nią padł wybór. Jak testować to na kole, które szybciej się zmienia, w razie gdyby się nie sprawdziła :) Miałem sprytny plan, żeby użyć tej samej dętki, ale okazało się, iż... przykleiła się do wnętrza starej opony. Ponad rok bez pany ma swoje minusy :)

Gdy już się uporałem z serwisem, mogłem ruszać. Niestety mgła, która zalegała rano, nie chciała zniknąć. Mimo wszystko wziąłem ze sobą aparat, licząc na jakiś cud.

Trasa to ukochane "kondominium": Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Trzebaw - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Poznań.

Wspomniany aparat przydał się chociaż do uchwycenia w tej paskudnej szarości stada saren...
Stado saren we mgle
Czujność przede wszystkim
...oraz "znajomych" kormoranów.
Znajome stadko kormoranów
A oponki? Ładnie się toczą. Tak tył, jak i przód przeżył nagły atak rozbitego szkła na poboczu przed Komornikami. A jak się w dłuższej perspektywie sprawdzi Panasonic? Się okaże :)
Z tyłu Continental, z przodu Panaracer. Testowanie trwa
Oponka od... Panasonic :)
Wpadłem jeszcze na chwilę z życzeniami do znajomego prowadzącego rowerowy w Mosinie, u którego często się bardzo zacnie serwisowałem, ale przez ostatni rok nie miałem czasu przez pandemię umówić się na przegląd, naprawiałem tylko pod domem na szybko to, co padało. Niestety, z branżą jest coraz gorzej - podobno z zamawianiem komponentów masakra, część firm zapewnia dostawę nowych rowerów na... lato, a po krótkim boomie letnim znów siadło, bo jesień i zima. Ratunkiem miał być serwis nart, ale... nie będzie można na nich jeździć, bo stoki to prawie jak lasy: główny rozprowadzacz koronawirusa. Tragedia.




  • DST 39.40km
  • Czas 01:24
  • VAVG 28.14km/h
  • VMAX 50.10km/h
  • Temperatura 4.0°C
  • Podjazdy 122m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Trwałość - glutem w mordę #20

Piątek, 18 grudnia 2020 · dodano: 18.12.2020 | Komentarze 9

Ta cholerna dwunastkowość trwa. Schemat również: pobudka-kawa-wyjazd-robota. A wieczorem powrót, w stanie już lekko agonalnym. 

Dawno nie kręciłem na zachód i prawie się spóźniłem, bo zapomniałem jak zaplanować poranny kurs, żeby wyszło trzydzieści kilometrów. Nie pamiętałem, czy jechać skrótem czy naokoło, finalnie wyszło więc kilka kilometrów więcej, na szczęście dzięki wyjątkowo zielonym światłom w Poznaniu udało się zdążyć.

Trasa: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Komorniki - Plewiska - Poznań. Dość ciepło, więc miło, ale po drodze trafił mi się jakiś mały niezapowiedziany deszczyk.

Co prawda fajne wschody już zniknęły, ale przynajmniej wyszło choć trochę słońce i cokolwiek było widać na niebie. Dobre i to.
Wschodu dziś ładnego nie było, ale chociaż słońce wyszło
Mijałem jakieś sarenki, ale nie miałem czasu się zatrzymywać, do tego w szarudze i tak by nie wyszły. Za to mam osła. Takiego, który bezmyślnie zostawia hulajnogę na środku śmieszki. Polska.
Pozostawiona hulajnoga na środku DDR. Klasyk
No i jeszcze "zaległa" czapla z Dębiny. Prawie bym ją przeoczył, tak było ostatnio ciemno i buro. Jednak coś tam widać, choć słabo. Najpierw należało znaleźć dziub-dziuba...
Czy ktoś widział dziub-dziuba? Czyli znajdź czaplę. Las Dębiński, Poznań
...wytrzymać jego spojrzenie...
Z czaplą face to face
...i można było robić profilowe :)
Czapla ustawia się do profilowego




  • DST 36.60km
  • Czas 01:20
  • VAVG 27.45km/h
  • VMAX 50.20km/h
  • Temperatura 3.0°C
  • Podjazdy 82m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pokrucznie - glutem w mordę #19

Czwartek, 17 grudnia 2020 · dodano: 17.12.2020 | Komentarze 14

Zgodnie z zapowiedziami znów dwunastka. Cudu nie było, nie nastąpił jakiś kilkudniowy lockdown i - cholera jasna - trzeba było się pojawić w pracy. Czyli obudzić w środku nocy, wypić kawę, ogarnąć, ruszyć i dojechać do miejsca, gdzie spędzi się połowę doby. Same minusy. No, może prócz tej kawy :)

Wyjazd - jak to ostatnio - po ciemku. Dobrze, że przynajmniej jego druga połowa odbywała się przy świetle. Bo o słońcu nie ma co nawet marzyć- dominowała oczywiście szarość i burość.

Trasa: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Głuszyna - Babki - Daszewice, nawrotka i kurs na Dębiec, a następnie do centrum.

Foty tylko takie, żeby były. Z drogi na Babki, ale po stronie Poznania. Czyli jeszcze z szansą na ujrzenie jakichś drzew.
Droga w kierunku Babek
Szarość i burość
Podpoznańskie uroczysko
Jako że dzionki wyglądają ostatnio tak samo, kruki dwa z wczoraj. Rzadko je widuję na drzewach, głównie pojedynczo dziobią sobie coś na polach, więc tym bardziej musiałem cyknąć te niewyraźne zdjęcie z oddali.
Kruki na drzewie
A teraz czekam na konferencję (niby o piętnastej) naszych magów od obostrzeń. A jak wiadomo, spodziewać się można wszystkiego. 100% dostępnych miejsc w kościołach, a w zamian zakaz wychodzenia z psem na tereny zielone w dni nieparzyste, za wyjątkiem pełni księżyca? Się zobaczy.




  • DST 53.20km
  • Czas 01:52
  • VAVG 28.50km/h
  • VMAX 51.40km/h
  • Temperatura 6.0°C
  • Podjazdy 171m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Stylowo :)

Środa, 16 grudnia 2020 · dodano: 16.12.2020 | Komentarze 10

Mały sukces - zdążyłem przed godziną dla seniorów nabyć pieczywo, a i zamówić makowca na święta. Jeszcze kilka wolnych dni i może bym nawet był w stanie zwlec się z łóżka koło ósmej :) No ale nie ma lekko - od jutra znów dwunastki w robocie :/

Pogodowo zrobiło się nawet spoko. Na termometrze całe sześć (!) stopni, wiatr jakoś nie miażdżył, można było kręcić. Oczywiście bez szaleństw. Jedynym problemem była widoczność. Taka zdecydowanie niewysublimowana. A wprost: przez jakąś połowę drogi otaczała mnie mgiełka.

Trasa to dawno niezaliczane "kondominium": Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Trzebaw - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Poznań.

Jedynym wartym odnotowania momentem było napotkanie myszołowa na ambonie. I tak powinno zostać - byle nie udostępniać tego miejsca ludzkim mendom z piórkiem na łbie.
Jedyny słuszny użytkownik ambony
Zbliżenie na myszołowa na ambonie
A poza tym oto typowy widoczek z dzisiejszego wypadu. W tle - jak (nie)widać - Jezioro Witobelskie oraz WPN.
Z tyłu Jezioro Witobelskie oraz WPN. Trzeba mi uwierzyć na słowo :)
W związku z powyższym to ja musiałem wziąć na siebie ciężar kolorowania świata. Oto moja dzisiejsza świąteczna stylówa :)
Świąteczna stylówa :)
Na światłach w Komornikach odnotowałem sympatyczne uśmiechy, czyli warto było :)




  • DST 53.20km
  • Czas 01:52
  • VAVG 28.50km/h
  • VMAX 50.80km/h
  • Temperatura 3.0°C
  • Podjazdy 136m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Południówka

Wtorek, 15 grudnia 2020 · dodano: 15.12.2020 | Komentarze 10

Trzy dni pod rząd w robocie, ze zdecydowanie zbyt dużą ilością godzin i koniecznością wstawania o godzinie, która nie powinna istnieć w połączeniu ze słowem "pobudka". Tak, zdecydowanie musiałem to dzisiaj odespać. Udało się!

Znów nie zdążyłem po chleb przed godziną dla seniorów, więc wybrałem się po niego w samo południe, rowerem. A że do najbliższej z dziesięciu piekarni mam jakieś pięćdziesiąt metrów maks, najpierw zrobiłem pięćdziesiąt, ale kilometrów :) Padło na trasę południową: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - Baranowo - Sowiniec - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.

Jechałoby się nawet ok, gdyby nie wysyp gazeciarzy. Pierwszy trafił mi się na leśnym odcinku z Mosiny do Żabinka. Leśny oznacza, że należy zachować szczególną ostrożność na wypadek napotkania zwierzyny. Więc? Na moje oko jakieś 120 km/h, w tym wyprzedzenie mnie na centymetry. Samochód? BMW, a jak. Oj, chyba najlepszym wyjściem byłoby, gdyby kierowca zapoznał się z najbliższym drzewem. Może dzięki temu nie zabije nikogo niewinnego. Ale jak wiadomo sprawiedliwości nie ma, więc pewnie za jakiś czas taki bezmózg kogoś zlikwiduje. Podobną sytuację miałem jeszcze podczas powrotu przed Puszczykowem, a w Mosinie - już przy dużo mniejszej prędkości - trafił się kolejny miłośnik przytulania. Tutaj przynajmniej mogłem zareagować i poszło sporo edukującej łaciny. Aha, o wyprzedzających na podwójnej ciągłej nie ma sensu wspominać, bo to przecież norma.

Były też i korki. Wyjątkowo nie narzekałem, bo w Luboniu, zamiast w nich kwitnąć bez sensu, nabyłem od przydrożnej sprzedawczyni zestaw świąteczny :)Jedyny plus stania w korkach - można nabyć świąteczne gadżety u przydrożnych handlarzy :)
A poza tym - nawet na chwilę wyszło słońce!
Choć przez chwilę widać było kawałek słońca...
Ulubiony las póki co wciąż stoi i oby obszar Natura 2000 go ochronił.
W ulubionym lesie
Trafiło się stado sarenek, niestety bardzo daleko.
Stado sarenek, niestety bardzo daleko
Zbliżenie na sarenki
W mojej ptasiej miejscówce dziś skromnie - zaledwie jeden trznadel, do tego nie chciał się ładnie zaprezentować, tylko krył za gałęziami, uniemożliwiając ostre ujęcie.
Schowany za gałęziami, niewyraźny trznadel
Tyle na dziś. Czas dalej się regenerować :)