Info
Suma podjazdów to 791323 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec25 - 51
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 55.30km
- Czas 01:56
- VAVG 28.60km/h
- VMAX 52.80km/h
- Temperatura 9.0°C
- Podjazdy 177m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Porannie, WPN-nie i kormorannie :)
Poniedziałek, 22 lutego 2021 · dodano: 22.02.2021 | Komentarze 15
Wolny, czyli aktywny dzionek za mną. Lubię takie.
Na początek rower. Zanim wyruszyłem podjechałem do serwisu po nowe klocki hamulcowe do szosy, bo te aktualne robiły mi już niezły szlaczek na feldze. Gdybym ich nie wyrzucił, mógłbym używać zamiennie z maszynką do golenia :)
Potem wyjazd właściwy na ulubionej trasie pod kryptonimem "kondominium": Poznań - Luboń - Łęczyca - Mosina - Puszczykowo - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Trzebaw - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Poznań.
Jechało się przyzwoicie, muszę przyznać, choć zmiany kierunku wiatru z południowo-wschodniego na północno-zachodni zdecydowanie nie szanuję. Grr :)
W Trzebawiu zrobiłem skok w bok i połączyłem dwa najlepsze środki transportu w jednym :)
Słoneczna pogoda w lutym ma u mnie zdecydowanego plusa :)
Widoczna śmieszka jest nawet spoko (choć zawsze będę powtarzał, że zrobiona bez sensu), ale niektórzy jej użytkownicy upierdliwi :)
Łącznie z dojazdami po klocki wyszło około 55 kilometrów. Może być.
A po południu wypad do WPN-u. Wczoraj odpuściłem, bo mijanka z miliardami ludzi w parku narodowym budzi u mnie agresję, za to dzisiaj była bajka. Spotkałem (liczyłem!) na całym Szlaku Nadwarciańskim trzech rowerzystów oraz pięciu spacerowiczów. Jak na około dziewięć kilometrów idealnie :)
O tej drodze wijącej się malowniczo wzdłuż Warty pisałem już wiele razy, więc po prostu skupię się na zdjęciach. Mam nadzieję, że pokażą one, iż te tereny są świetne o każdej porze roku.








Kropa zachwycona, jak zwykle :) Na początek wybrała sobie taki oto pierwszy z brzegu kijek...
...który nie tylko nie mieścił się na większości ścieżek, ale i w końcu pękł. Zabrała się więc za szukanie alternatywy :)
Namówiłem ją jednak, żeby akurat ten egzemplarz odpuściła, co łatwe nie było. W końcu skończyło się na czymś bardziej kompaktowym.
Chyba spotkałem wielkopolską wersję potwora z Loch Ness :) Patrzył na mnie przejmująco.
Z innych zwierzaków - stadko gągołów...
...oraz przede wszystkim creme de la creme wypadu: dwa dorodne kormorany. Szukałem ich ostatnio bezskutecznie kilkanaście kilometrów dalej, w Grzybnie, a tu proszę, siedzą sobie prawie pod moim nosem :) Szkoda tylko, że zdjęcia są pod światło, niestety innego punktu do ich zrobienia nie miałem.




Piękne to smoki. To znaczy ptaki :)
Z rzeczy codziennych taki kadr... :/
Na ten widok chciało mi się wyć do księżyca. Nawet tego widzianego w dzień.
Od jutra już normalny tryb, czyli robota, robota, robota...
- DST 61.60km
- Czas 02:11
- VAVG 28.21km/h
- VMAX 51.60km/h
- Temperatura 10.0°C
- Podjazdy 155m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Bieliki i upierdliwe ludziki
Niedziela, 21 lutego 2021 · dodano: 21.02.2021 | Komentarze 17
Pięknie dziś było. Dość wietrznie, ale pięknie, tym bardziej, że mamy, jakby nie patrzeć, wciąż miesiąc luty. I pomyśleć, że jeszcze kilka dni temu łaziłem w zaspach...
Oczywiście ma to swoje minusy. Ale o tym pod koniec.
Sama jazda po wyspaniu się i wyczekaniu, aż zrobi się ciepło. Miłe to było wyczekiwanie :)
Trasa południowa: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Drużyna - Nowinki - Pecna - Grzybno - Żabno - Baranowo - Sasinowo - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.
Specjalnie pojechałem do Grzybna, mając chętkę na sfocenie jakiegoś ptactwa wodnego. A tu kicha - lód na stawach, obiektów okrągłe zero. Postanowiłem więc lekko poszerzyć codzienny dystans i użyć koła ratunkowego, kierując swoje koła w okolice Żabna i Baranowa. Oj, opłacało się. Bowiem na starym drzewie ujrzałem drugi raz w życiu parę bielików. Wdzięcznie mi zapozowały :)



Zauważyć je nie było jak zwykle łatwo - gdybym nie wiedział gdzie patrzeć, pewnie bym przeoczył. To te dwie kropki prawie na samej górze. Dodam, że już samo drzewo jest na tym zdjęciu na sporym zoomie.
Niestety już uchwycenie w locie mi nie wyszło :/
Inne fotki. Polska klasyka...
...stojący jeszcze las w okolicach Pecny...

...sójka na krzaku...
...oraz jedna wielka masakra. Ludzkość dostała, przepraszam za wyrażenie, sraczki. A w sumie to nie przepraszam. Oto okolice WPN-u.
Wszędzie, dosłownie wszędzie, tłok. Oczywiście odpuściliśmy wyjazd z psem w te okolice, poszliśmy na spacer na Dębinę. I przyznam szczerze, że błoto było tam najmniejszym problemem. Ja, jako osoba tolerująca ludzi dookoła siebie w umiarkowanej ilości, do tego uczulona na niedzielnych spacerowiczów z pyskami w smartfonach, wróciłem niemal z depresją. Gdzie ten mój ukochany las, po którym jeszcze niedawno chodziłem mijając się z dzikami i podpatrując drobne ptaki? :/ Oto kadry z najbardziej cywilizowanych fragmentów. Słów mówionych przeze mnie pod nosem tu nie zacytuję. 

Oto właśnie wspomniany minus. Tylko ludzie potrafią spowodować, że zatęskniłem za zimą... :)
Aha, a koronka pewnie zadowolona, nie tylko z zachowania bydła tydzień temu na Krupówkach w Zakopanem, ale i z powyższego. Dystans? Jaki dystans? - kupą najlepiej! Znów nas zamkną, jak nic.
- DST 62.50km
- Czas 02:13
- VAVG 28.20km/h
- VMAX 50.60km/h
- Temperatura 3.0°C
- Podjazdy 141m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
"Chodnik jest do jazdy!"
Sobota, 20 lutego 2021 · dodano: 20.02.2021 | Komentarze 12
W ruch poszła znów dziś szosa. Kurde, jak ja tęskniłem za tą lekkością pod tyłkiem... :)
Ładnie się zrobiło. I nawet ciepło. Podobno. Bo przekonać się o tym nie za bardzo miałem jak, gdyż wyruszałem rano, gdy na termometrze było "plus zero" :) Dopiero podczas powrotu poczułem, że mogę na chwilę zdjąć rękawiczki, co oznaczało, że jest dobrze.
Dzionek zrobił mi pewien troglodyta. Jechałem sobie grzecznie przez Mosinę, gdy nagle poczułem, że wyprzedza mnie ktoś na gazetę. Nie na żaden szacowny gruby miesięcznik, ale na taką cieniutką "Gazetę Polską Codziennie", czyli tak, że mogłem paznokciem podrapać lusterko albo rzęsą umyć prawy reflektor. Oczywiście najpierw puściłem w świat przekaz werbalny, ale po chwili, gdy okazało się, że zapala się czerwone, miałem okazję na podjechanie do gazeciarza. Ten nawet mnie nie zauważył, więc musiałem zapukać i pokazać sprawdzony od dawna gest zbliżenia kciuka i palca wskazującego, mający sugerować szerokość wyprzedzania, a dla niektórych w podtekście jeszcze mieć przekaz tyczący się pewnych ukrytych kompleksów adresata.
Za kierownicą Polak w pigułce: twarz nalana, wąs sumiasty, mięsień piwny zdecydowanie wytrenowany. Brakowało mi tu jedynie flinty i kapelusza z piórkiem. Spojrzał, kiwnął głową. Sądziłem, że to przeprosiny, więc się wycofałem. Lecz po chwili zobaczyłem, że szybka się otwiera i już wiedziałem, że będzie ciekawie. Oto co usłyszałem:
- Chodnikiem!
Na chwilę mnie zamurowało, ale szybko zebrałem się w sobie:
- Co chodnikiem?
- No chodnikiem się jeździ!
- Słucham?
- Rowerzyści mają chodniki, nie powinni się pchać na ulice!
- A pan zna przepisy? Wie, że jest zakaz jazdy chodnikiem? Ma pan w ogóle uprawnienia do prowadzenia jakiegokolwiek pojazdu?
- Ne!
- No tak właśnie sądziłem, patrząc na pana jazdę...
Oj, chciałem jeszcze podyskutować na wysokim poziomie abstrakcji, ale zapaliło się zielone. Usłyszałem jeszcze tylko jednym uchem coś o tym, że nie wolno wyprzedzać z prawej, ale być może to, że prawo o ruchu drogowym zmieniło się dekadę temu w tym względzie też mogło szanownemu panu umknąć. I jak ten kraj ma być normalny? :)
Jechało mi się potem jakoś takoś lżej :) Trasa: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - Baranowo - Sowiniec - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.
Na odcinku Mosina - Żabinko można wezwać człowieka-zająca zamiast Batmana :)
Lasy się powoli cywilizują. I dobrze :)

Kącik ornitologiczny skromny - jedna dzierlatka (choć jest ona tak podobna do skowronka, że cholera wie, czy to ona):

...jeden mazurek-himalaista na samym czubku...
...oraz myszołów, z bardzo daleka.

Reszta dystansu to dojazd do pracy. W końcu szosą!
- DST 52.90km
- Czas 02:03
- VAVG 25.80km/h
- VMAX 42.20km/h
- Temperatura 5.0°C
- Podjazdy 128m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Kolejna wiosna tej zimy :)
Piątek, 19 lutego 2021 · dodano: 19.02.2021 | Komentarze 16
Na taki dzionek jak dziś czekałem. Bez przymrozków, bez deszczu, a nawet (choć dopiero wczesnym popołudniem) z suchymi drogami. Tylko solidny wiatr dokazywał, ale póki temperatura jest na plusie to boli to jakoś mniej :)
Ruszyłem dopiero po jedenastej, bo - hip, hip - miałem wolne. Wyspany, najedzony, czyli w stanie dla mnie nienaturalnym :)
Trasa zachodnia: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Poznań.
Myślałem o szosie, ale w momencie wyjazdu zalegał jeszcze syf, więc znów aktywowałem Czarnucha. Dzisiaj miał zdecydowanie lżej.
Za Palędziem przyuważyłem taki oto a-no(n)s :)
Biedny w sumie ten słonik. Albo świnka. Albo chomik :)
Ładnie było, muszę przyznać.
Czas na zwierzaki. Udało mi się natrafić na kilka mniejszych lub większych stad saren. Więc mały przegląd w skrócie:


Aktywizowały się również żurawie. I to hurtowo.
Skorzystałem więc :)



Gdzieś na niebie latał sobie myszołów...
...a na ziemi rządziła jedna z wielu polno-wiejskich panter :)
Spoko było. W końcu nie zmarzłem, nie zmokłem lub się nie ślizgałem. A że mnie przewiało? Oj tam. A że jutro znów pogoda ma niby być ok, to... idę do pracy.
- DST 62.45km
- Czas 02:24
- VAVG 26.02km/h
- VMAX 42.20km/h
- Temperatura 3.0°C
- Podjazdy 162m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Zimowe Radzewice
Czwartek, 18 lutego 2021 · dodano: 18.02.2021 | Komentarze 10
Miało być tak pięknie, a wyszło jak zwykle.
Pogodynki-fusosynki zapowiadały na dziś piękną pogodę i słońce, prócz bardzo wczesnego poranka. Wtedy jeszcze mogło delikatnie kropić. Tymczasem wyruszyłem po dziewiątej w szarzyźnie, a w połowie drogi zaczął padać deszcz, który towarzyszył mi już do końca. Fakt, zrobiło się sporo cieplej, ale mokre obuwie jakoś niespecjalnie poprawiały komfort jazdy.
Trasę więc po prostu wymęczyłem - z Poznania przez Luboń, Łęczycę, Puszczykowo, Mosinę, Rogalinek, Rogalin i Świątniki do Radzewic, gdzie zawróciłem i z grubsza poczłapałem swoimi śladami, skracając jedynie drogę poprzez ominięcie Mosiny i skrót przez Puszczykowo.
Mój ulubiony port w Radzewicach wyglądał dzisiaj paskudnie. O tak:


Kilka miesięcy temu do miejsca, gdzie lód styka się z wodą, można było dojść po łasze. Teraz - jak widać.
W rejony Puszczykowskich Gór można się było dostać jedynie na łyżwach. Nie posiadałem takowych, więc tylko wykonałem pamiątkową fotę :)
A przy nowej, oczywiście kostkowej, śmieszce znów zawisły szarfy. Czyżby ponownie istniało ryzyko wycinki? Myślałem, że temat jest nieaktualny po przebudowie...

Generalnie było kijowo. Ale stabilnie :)
Reszta dystansu to dojazd do pracy.
Widzianych dziś ptaków (prócz oczywiście gawronów, wron czy srok): okrągłe zero. Wklejam więc zaległą sójkę z bodajże niedzieli.

- DST 31.10km
- Czas 01:14
- VAVG 25.22km/h
- VMAX 42.40km/h
- Temperatura 0.0°C
- Podjazdy 115m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut paskudnodeszczowy
Środa, 17 lutego 2021 · dodano: 17.02.2021 | Komentarze 9
Specjalnie narzekał nie będę, bo wczoraj spodziewałem się, że w ogóle dziś nie pokręcę. A darowanemu glutowi w zęby się nie zagląda :)
Alert o oblodzeniu i gołoledzi obowiązywał do godzin porannych, potem niby miał odpuścić, ale w zamian nadejść deszcz. Super. Spróbowałem znaleźć lukę między jednym i drugim, co oczywiście mi się... nie udało. Dlatego gdy na dziesiątym kilometrze zaczęło mi kapać na kask, zdecydowałem się skrócić dystans.
Trasa dokładnie taka jak wczoraj: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Komorniki - Poznań.
O tak dzisiaj uroczo było. Ino się pochlastać :)
Z braku motywów do focenia skupiłem się na debilnej śmieszce w Komornikach. Drogowy płakali, jak ją projektowali. Nie dość, że kostka, to droga dla rowerów kończy się przed zjazdem i zamienia w chodnik. Czyli dalsza jazda przez ten kawałek na nielegalu. Ot ,szczegół. Ale kto by się przejmował logiką? :) Najgorsze, że wzdłuż straszy zakaz jazdy rowerem, więc w ogóle jest dupa.
Żeby nie było tak szaro-buro, na koniec rudzik w trzech pozach. Klasycznej...
...patrzącej mi (prawie) w oczy...
...oraz zamyślonej.
Do pracy rowerem oczywiście nie pojechałem. A co będzie jutro? Jak zwykle cholera wie.
- DST 31.44km
- Czas 01:13
- VAVG 25.84km/h
- VMAX 42.00km/h
- Temperatura -2.0°C
- Podjazdy 103m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut warduński
Wtorek, 16 lutego 2021 · dodano: 16.02.2021 | Komentarze 15
W nocy znów solidnie nasypało śniegu. Na szczęście w pracy mogłem stawić się dziś trochę później, udało mi się więc odczekać aż drogi staną się przejezdne i około dziesiątej wyruszyć na gluta.
Pogoda oczywiście nie zachwycała - wciąż zimno, z wczorajszego słońca nic nie zostało. a zamiast niego dominowała lekka mgiełka i spora szarzyzna. Na plus (ostatnio panicznie takiego szukam) można zaliczyć dużo słabszy wiatr.
Trasa to glutowy klasyk: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Komorniki - Poznań. Jechałem ostrożnie, bo co prawda główne asfalty były całkiem zacne, ale już boczne dróżki stanowiły zagadkę - będzie poślizg na zakręcie czy nie będzie?:)

Jako muzykę na ten krótki wypad wybrałem sobie nową płytę norweskiej Warduny. Idealne tło do aury - mroczne skandynawskie folkowe dźwięki genialnie współgrały mi z otoczeniem.
A tak w ogóle to się rozmarzyłem myśląc o tym, co by było, gdyby wciąż silne były wyznania rdzennych mieszkańców danych regionów: Skandynawii, Europy Wschodniej czy państw bałtyckich (bez idiotycznego podziału na narody) zamiast jedynej słusznej wiary, narzuconej albo siłą, albo dlatego, że opłacało się to regionalnym kacykom, którzy dzięki temu mogli awansować wyżej w hierarchii. Na pewno nie byłoby gorzej, a bajeczki wynikające z mitologii bardziej trzymają się kupy niż te kościelne, zaprzeczające najczęściej same sobie. Wtedy raczej nikt by się nie modlił do bóstwa, który przez swoje widzimisię zatapia istoty, które najpierw stworzył, w tym niewinne zwierzęta, zachowując tylko ich garstkę.
A tak w ogóle to się pochwalę :) Rośnie w siłę moja kolekcja ksiąg wydawnictwa BOSZ, opisjących wierzenia Słowian, w tym genialny Bestiariusz Słowiański. Polecam!

Do pracy rowerem nie pojechałem, bo wieczorem miało zamarznąć to, co się roztopiło. Wolałem nie ryzykować.
No i jeszcze fotki Kropy w śniegu. Mam nadzieję, że ostatnie w tym roku :)


Aha, udało mi się ostatnio - po raz pierwszy - przyuważyć pełzacza leśnego. Niełatwa to sztuka, bo prawie go nie widać, do tego to ptak z największym ADHD, jakie poznałem :) Fotki więc nieostre, ale są.



A od jutra ma padać. Znów przerwa? :/
- DST 62.60km
- Czas 02:29
- VAVG 25.21km/h
- VMAX 43.60km/h
- Temperatura -5.0°C
- Podjazdy 171m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Mroźne kondominium
Poniedziałek, 15 lutego 2021 · dodano: 15.02.2021 | Komentarze 7
Dzisiaj wiatr się w końcu w miarę ogarnął i można było kręcić bez walki o każdy kilometr. W zamian temperatura poleciała w dół - w nocy było grubo poniżej dziesięciu stopni na minusie, a podczas jazdy mogłem się cieszyć wzrostem do minus pięciu. Szaleństwo.
Trasa to dawno niezaliczane "kondominium": Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Trzebaw - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Poznań.
Sama jazda najgorsza nie była, ale do komfortu termicznego sporo brakowało. A wiatr, mimo że już dużo słabszy, swą niesprawiedliwością w wyborze kierunku nie motywował.
Muszę przyznać, iż DDR-ka wzdłuż Wielkopolskiego Parku Narodowego w większości godnie się prezentowała. 

No ale bez niespodzianek się nie odbyło. Szosą byłoby ciężko :)
Natomiast kawałek dalej stało się zajemgliście :)
Po lewej kostkowa śmieszka w Witoblu. Stan jak widać. Szkoda, że tym razem nie trafił się żaden Nikoś, bo byłoby jeszcze ciekawiej niż ostatnio :)
Na krajówce zarówno malowniczo, jak i przejezdnie. Super.

Zaś Puszczykowskie Góry w zimowej wersji miło zobaczyć.
Ze zwierzakami dziś skromnie, tylko dzierlatki się po drodze pojawiły. Jedna całkiem dziarsko maszerująca.

Więc jeszcze z weekendu. Śmieszka robiona z okna, ze sporej odległości...
...oraz dzięcioł duży dobierający się do żarcia.
Przy okazji jeszcze obrazek, którego nie da się opisać inaczej niż "Bezmózgowie". Ok, kumam, że na łyżwy się chce, ale przynajmniej lód by się do tego przydał, a nie woda...
Reszta dzisiejszego dystansu to dojazd do pracy.
- DST 51.70km
- Czas 02:04
- VAVG 25.02km/h
- VMAX 42.20km/h
- Temperatura -2.0°C
- Podjazdy 165m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
DraKońsko
Niedziela, 14 lutego 2021 · dodano: 14.02.2021 | Komentarze 7
Kolejny dzień odsypiania. Poproszę takie codziennie :)
Wyjazd na rower w okolicach południa. Pogoda podobna jak wczoraj - słonecznie, bardzo wietrznie, choć minimalnie zimniej. Komfort więc dość średni.
Trasa zachodnia: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Jechało się ciężko. Szukałem więc okazji do przystanków. W Luboniu oczywiście nie musiałem, bo tam się staje na czerwonym średnio co pół kilometra, a nawet częściej. Ale już w Wirach znalazłem bardziej sympatyczny pretekst, czyli dokarmienie koni, początkowo przestraszonych (bo się poślizgnąłem i pod wybiegiem zameldowałem się na dupsku), a potem już zdecydowanie zadowolonych z trawki, którą wyskrobałem im spod śniegu :)



Okazało się, że przy okazji poznałem jakiś nowy gatunek tapira, arcypolsko czysto białego :)
Obowiązkowa rowerowa fota dzisiaj z zasypanego lasu.
Opisywane przeze mnie przedwczoraj wierzby dzielnie stoją, gałęzie zniknęły.
Koziołkom sarny ładnie rośnie poroże. Może jelenie to nie są, ale zające też nie :)
Udało się uchwycić w locie dwa myszołowy:

A tu już z popołudnia. Z daleka przyuważyłem jakiegoś niespotykanie spokojnego ptaka na krzaku. W te pędy za aparat, zbliżenie, a tu... liść. Nie powiem, zrobił ze mnie durnia, spryciarz :) O ptakach udających elementy drzew słyszałem, o wersji odwrotnej nigdy. 
To był znów powolny wyjazd, z większą ilością przystanków niż jazdy. Ale skoro rowerowanie sprawia przyjemność dość średnią, jest przynajmniej na czymś się skupić. A od jutra znów do roboty :/
- DST 54.20km
- Czas 02:10
- VAVG 25.02km/h
- VMAX 41.20km/h
- Temperatura -1.0°C
- Podjazdy 126m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Odwiedzić Paździocha
Sobota, 13 lutego 2021 · dodano: 13.02.2021 | Komentarze 15
Wolna sobota. Wiadomo, co to oznacza.
Tak, spanko :)
A po spanku, śniadanku i kawusi, oczywiście rower. Słońce zachęcało, temperatura również - zaledwie minus jeden, co na aktualne warunki oznaczało niemal upał. Tylko wiatr nie dawał złudzeń - nie będzie lekko. I nie było.
Trasa północno-zachodnia: Poznań - Plewiska - serwisówki - Zakrzewo - Sierosław - Lusówko - Lusowo - Baranowo - Wysogotowo - Skórzewo - Plewiska - Poznań.
Jechało się najpierw ciężko, potem już z podmuchami w plecy, więc znakomicie. Najfajniejsze były śmieszki poza miastem - takie intuicyjnie nieobowiązkowe :) Zostawić takie na cały rok poproszę.
Gdy jechałem przez Lusowo, przypomniałem sobie, że niedawno został na tamtejszym cmentarzu pochowany aktor Ryszard Kotys, czyli znany wszystkim Paździoch ze "Świata według Kiepskich". Zajrzałem więc tamże, szukając jego grobu. Znalazłem. Żegnaj, Panie Paździoch!

Przy okazji pozwiedzałem nekropolię, małą, ale klimatyczną i bardzo ciekawą. Leżą tam wielkopolscy powstańcy, jest też i Maryja bez głowy.





Podjechałem sobie również kawałek dalej, nad Jezioro Lusowskie. A tam pełno ludzi... po nim spacerujących.
Zachęciło mnie to do rozsądnej mikrowersji chodzenia po wodzie. Blisko pomostu, żeby nie ryzykować. Rzadko bowiem ma się okazję do zobaczenie tamtejszej plaży "z zewnątrz" bez zamoczenia stóp :) No i wpadła przy okazji zamaskowana, czyli bezpieczna, sesja :)


Z innych motywów: moje ulubione drzewo stoi. Może ten stan się utrzyma jeszcze długo?
Zamarzł nawet kanałek prowadzący do wspomnianego już jeziora.
Tu musiała odbyć się jakaś arcyciekawa, choć smutna historia :)
Oj, tęskno mi za takimi barwami. Przynajmniej na reklamie cieszą.
Jeszcze zwierzaki, takie same jak wczoraj. Czyli sarenki w liczbie olbrzymiej...
...oraz zimowe żurawie.
Leniwy, a jednak ciekawy poznawczo wypad. Lubię takie.






