Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 242779.75 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.47 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 791371 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 57.20km
  • Czas 01:59
  • VAVG 28.84km/h
  • VMAX 50.40km/h
  • Temperatura 19.0°C
  • Podjazdy 162m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Szprycha w głowie

Poniedziałek, 24 maja 2021 · dodano: 24.05.2021 | Komentarze 12

Ponownie poranna rundka. Jakich wiele już za mną, a mam nadzieję i wiele przede mną.

Na początek mały zonk - przed wyjściem postanowiłem sprawdzić przyczynę lekkiego falowania przedniego koła. Stawiałem na wypaczającą się oponę (ma już od października swoje przejechane, w tym paskudną zimę), ale okazało się, że poluzowała się jedna szprycha. Na moje oko tylko poluzowała, nie pękła, ale i tak wyjazd miałem ciut spieprzony myślą, że na pewno zaraz czeka mnie awaria. To jak z poradami Doktora Google - zostają w głowie na zawsze :) Na szczęście nic takiego się nie stało, a po powrocie od razu poleciałem oddać koło do serwisu - jest jakaś nadzieja, że jutro odbiorę je wycentrowane.

Trasa południowa: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - Baranowo - Sowiniec - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.

Czasu za wiele nie miałem, ale na boćka na polu zawsze czas znajdę :)
Bociek w czasie przyczujki
Sielski polski klimacik
Tym razem bociek trafił jedynie na drugi plan
Podjechałem też do swojej "czatowni". Nic wyraźnego się nie trafiło, ale z daleka wpadła kania ruda (chyba, naprawdę ciężko jednoznacznie ocenić) podczas lotu i polowania.
Punkt widokowy na ptaki
Kania ruda (na 90%) w odległym locie
Niewyraźna kania w locie
Chyba udane polowanie
Wiało wciąż paskudnie, ale przynajmniej obyło się bez opadów.

Potem do pracy (dystans zawiera dojazd), na Dębinę nie zdążyłem, ale Kropa swoją porcję codzienności otrzymała :)
Chwila psiego relaksu przed pracą :)




  • DST 52.60km
  • Czas 01:47
  • VAVG 29.50km/h
  • VMAX 52.60km/h
  • Temperatura 19.0°C
  • Podjazdy 207m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Al-pakino :)

Niedziela, 23 maja 2021 · dodano: 23.05.2021 | Komentarze 18

Wolna niedziela. Fajna rzecz. Oczywiście wewnątrz niej masa planów, więc odpoczynku nie odnotowano :)

Część rowerowa nastąpiła bez zakłóceń, zgodnie z planem, czyli rano. Motywacją były opady, które zapowiadano na wczesne popołudnie. Oczywiście pudło - pojawiły się jakoś koło siedemnastej.

Trasa to w końcu ulubione "kondominium": Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Trzebaw - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Poznań.

Zaczęło się średnio - na Opolskiej, na wysokości "Sielanki" poruszenie, autobus w bezruchu, karetka na sygnale, korek oraz człowiek przykryty folią termiczną na chodniku. Mam nadzieję, że nie ostatecznie.

Potem już bez przygód, prócz walki z wiatrem. Przegranej :) Za to dzień zrobiło mi przyuważone dziś po raz pierwszy stado alpaków w Trzebawiu. Fajne miejsce, choć dziś zamknięte - musiałem radzić sobie przez płot, żeby cokolwiek sfocić, czyli wersja na cebulę :) Kiedyś muszę wybrać się w dzień, kiedy będzie można zapłacić i wejść do środka. Łatwo nie było, ale sesję udało się wykonać, jako motywatora wykorzystując "koński" patent, czyli kuszenie trawką zza ogrodzenia :) Warto było.
Pełen luuuuz :)
No i jest radocha na twarzy :)
Pełna skupienia konsumpcja
Palca nie straciłem :)
Konkurencja w temacie jedzenia
Samo miejsce daje radę, WPN w tle dodaje uroku.
Stado alpaków w Trzebawiu
Białe i czarne
Alpaki wszelkiej maści
Ciekawski diabełek :)
Najbardziej ciekawska dwójka
Jak widać żarcie się przydało :)
Coś tam się jeszcze znajdzie :)
No i jeszcze widok na WPN z wysokości Łodzi.
Widok na WPN od strony wielkopolskiej Łodzi
Do asfaltowej części DDR-ki nie mam większych zastrzeżeń, z tą kostkową jakoś wciąż mi - dosłownie - nie po drodze :) Co zresztą logiczne.
Wciąż  jakoś nie idzie mi jazda tym szajsem :), Stęszew




  • DST 56.10km
  • Czas 01:58
  • VAVG 28.53km/h
  • VMAX 50.80km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Podjazdy 190m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pogodowo-zagadkowo

Sobota, 22 maja 2021 · dodano: 22.05.2021 | Komentarze 11

Pogodynki jak zwykle zaproponowały mi zagadkę. Bowiem z grubsza każda pokazywała to samo, ale jakoś każda inaczej. Sedno było wspólne: ma padać. Ale kiedy i z jaką intensywnością? Na to każdy miał swój pomysł. Ja zaś za bardzo wybrzydzać nie mogłem, bo sobotę spędziłem najsłodziej jak można, czyli w pracy. Postanowiłem więc ruszyć ot tak, po prostu, licząc się z tym, że w każdej chwili będę musiał zawracać i skończyć co najwyżej z glutem w garści. Jakkolwiek to brzmi :)

Finalnie faktycznie dopadł mnie lekki deszcz, gdzieś między piętnastym a dwudziestym kilometrem, jednak nie na tyle mocny, żeby się poddać. Udało się więc zgarnąć pełną codzienną pulę, i to nawet na szosie.

Trasa zachodnia, wietrzna, polna: Poznań - Luboń - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - DPS Lisówki - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

W Lisówkach bywam ostatnio bardzo często, ale dawno nie byłem w okolicach DPS-u. Pięknie położonego w środku lasu, nieopodal pól, gdzie często słuchać żurawie, z mega klimatyczną bramą.
Klimatyczna brama DPS-u w Lisówkach
Prawie nieskalany las w okolicach Lisówek
Z chęcią bym tam się zaszył na jakiś czas, ale ten DPS, mimo że przyjmuje gości z zewnątrz (oczywiście nie w czasach pandemii), ma jeden wielki minus: nie można zakwaterować się z psem. Szkoda :(

Aura była o taka:
Pochmurne rzepakowe klimaty
Na ziemi bardziej słonecznie niż na niebie :)

No i zwierzaki. Myszołów w locie (choć też zastanawiałem się, czy to nie przypadkiem kania)...
Myszołów w locie
Zwalniający w powietrzu myszołów
...ładnie pozujący potrzeszcz...
Spokojny potrzeszcz
...oraz zając, który usilnie starał się udawać, że jest polem uprawnym :)
Zając szarak udający pole :)
Nie chciałem go straszyć, ale się nie udało. Szarak po moim jednym niechcącym bardziej gwałtownym ruchu poleciał w szarakową dal.
Ucieczka zająca
O dziwo udał się całkiem fajny, choć powolny, wypad. Reszta to już dojazd do pracy.

Aaaa, jeszcze jeden motyw. Tak jak już wspominałem, uczę od dawna rowerzystów, co to jest droga jednokierunkowa. Każdy, kto idzie ze mną na czołówkę, dostaje info, że powinien na ulicy Bohaterów Westerplatte skierować się na drugą stronę, bo tam jest część DDR-ki zgodna z ich kierunkiem jazdy. Chyba kiedyś przesadziłem, bo teraz tam jeżdżą pod prąd. Widocznie muszę złagodzić przekaz :)




  • DST 62.50km
  • Czas 02:09
  • VAVG 29.07km/h
  • VMAX 55.80km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Podjazdy 192m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Gęsiego

Piątek, 21 maja 2021 · dodano: 21.05.2021 | Komentarze 13

W związku z celebracją Międzynarodowego Dnia Dojazdu Rowerem do Pracy oczywiście dojechałem rowerem do pracy. Nawet międzynarodowo, bo kilku z Uber Eats widziałem :) W sumie to jedno z niewielu świąt, któremu nie odmawiam racji bytu :)

Wcześniej oczywiście rundka przedpracowa. Wiało naprawdę solidnie z południa, więc oczywiście w tym kierunku się wybrałem, wykonując jedną z fajniejszych pętelek: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - Baranowo - Sowiniec - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań,

Jechało się nawet spoko, choć bez ciśnienia. Walczyć z podmuchami jak zwykle sensu nie było. Jednak bardziej niż nim zmęczony zostałem podwójną rundką przez Luboń, gdzie stałem na dosłownie wszystkich światłach. A jak wiadomo jest tam gdzie stać, oj jest...

Gdy jechałem drogą między Żabnem a Żabinkiem, nagle zobaczyłem, że ktoś szybko wybiega z pola. Początkowo myślałem, że to jakiś biegacz i już wystawiałem łapę w pozdrowieniu, gdy zauważyłem, iż ów niedoszły maratończyk schyla się po coś i przebiega na drugą stronę. Zatrzymałem się z ciekawości i przyjrzałem co ma w rękach. A tam... małe dzikie gęsi. Okazało się, że głupole wygrzewały się na samym środku szosy, a ów rolnik o wielkim sercu porzucił ciągnik i poleciał je skierować znów na pole, żeby nikt ich nie przejechał. Szacun, po raz kolejny w tym zalewie ludzkiego zbydlęcenia mentalnego trafiam na kogoś, kogo z dumą można nazwać człowiekiem. Oczywiście pyknąłem telefonem dwie fotki i gąski zostały wypuszczone - a na niebie krążyła reszta, już dorosła część stada.
Dzikie gąski uratowane ze środka szosy przez rolnikaPrzestraszone dzikie gąski
Poza tym ptactwa nie było :( Nawet moja miejscówka idealna do zdjęć myszołowów świeciła pustkami.
Punkt widokowy na ptactwo, niestety dziś pusty
W lesie zaś "tylko" zieleń.
Standardowe parkowanie w lesie
Dębinę też zdążyłem nawiedzić. Tam spokój, typowy odpoczynek przyrody przed weekendem, gdy na bank ludzkość wylegnie...
Zieleń i spokój. Dębina, Poznań
Dojazd do roboty, jak się powiedziało, na rowerze.




  • DST 61.50km
  • Czas 02:07
  • VAVG 29.06km/h
  • VMAX 51.70km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Podjazdy 206m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Kopciuszkowo

Czwartek, 20 maja 2021 · dodano: 20.05.2021 | Komentarze 3

Kolejny z wczesnoporannych wypadów przedpracowych. Kawusia i w drogę, z ziewem na ustach.

Niezmiennie duje, dość solidnie, z zachodu, więc znów wpadł standard: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Konarzewo - Chomęcice - Rosnowo - Plewiska - Poznań.

Były Lisówki, a jak :) Ale dziś bez specjalnego podziwiania, tylko myk myk na koniec świata i z powrotem. Ale za to spotkałem po raz kolejny kolarza, którego opisywałem kiedyś tutaj - człowieka, którego po raz pierwszy widziałem podczas podjazdu pod Przełęcz Karkonoską, a potem właśnie na wspomnianym dziś odcinku. Aleksander (jesteśmy już na "ty") to w ogóle ewenement (pozytywny) jak na polskie warunki: wjeżdża około sto razy rocznie na Przełęcz, robi rocznie rowerem 13 tysięcy kilometrów, a lat ma, jak się dzisiaj przyznał... 72. Mistrz, powiadam! Wielki szacun dla niego. Aha, dowiedziałem się, że na PK jeszcze wjechać się nie da, śnieg leży na ostatnich kilkuset metrach. Niewiele to zmienia w moim życiu, ale informację przekazuję dalej :)

Lisówki dziś skromne.
Koniec świata to Lisówki
Zwierzaków też nie było za wiele. Jedynie samotny kopciuszek odegrał przede mną wszystkie możliwe pozy :)
Pod baczną obserwacją kopciuszka
Kopciuszek w wersji bocznej
Kopciuszek w wersji bojowej :)
Potem jeszcze szybki wypad z Kropą na Dębinę, gdzie przyuważyłem po raz kolejny przyjaźń międzygatunkową...
Spokojna egzystencja międzygatunkowa, Dębina, Poznań
No i do pracy, dziś znów rowerem.




  • DST 61.50km
  • Czas 02:07
  • VAVG 29.06km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Podjazdy 183m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Niepadaka :)

Środa, 19 maja 2021 · dodano: 19.05.2021 | Komentarze 12

Fajnie chłodno było nad ranem - piętnaście stopni to niemalże ideał. Szkoda tylko, że podmuchy robiły swoje i ze "spoko" zrobiło się "tak se". No ale przynajmniej nie było upałów :)

Wyjazd typowo poranny, lekko po ósmej (do końca miesiąca muszę być wcześniej niż ostatnio w pracy, więc wyboru nie mam), znów na zachód. Trasa banalna niczym ciąg myślowy polityków partii rządzącej (nie obrażając trasy): Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Lisówki wciąż mnie zachwycają. Wiem, że podobne ujęcie już było, ale póki jest rzepak, jest impreza. Trzeba korzystać :)
Droga w Lisówkach, ujęcie kolejne. Wiosnę trzeba łapać :)
Kawałek cienia
W międzyczasie nad łbem przeleciał mi żuraw.
Żuraw w locie
Zaś wcześniej spotkałem takiego bardziej "stacjonarnego".
Spacerujący żuraw
Najfajniejsze było to, że miało padać, a nie padało. Jupi.
Klasyk dzisiaj w wersji pogodowo mieszanej
Dzięki temu udało się jeszcze polecieć z psem na krótki spacer na Dębinę. Zamiast ulewy było tak jak na załączonym obrazku. Dobra zmiana, w końcu jakaś :)
Słoneczny (o dziwo) poranek na poznańskiej Dębinie
No i jeszcze zaległość z wczoraj - piękna jaszczurka zwinka, na 99,99% samiec w barwach godowych. O dziwo nawet spokojny, nie zgubił ogona podczas sesji, czego się obawiałem :)
Zwinka w całej swej okazałości
Buzi buzi (prawie) z jaszczurką zwinką :)
Dystans zawiera dojazd do pracy.





  • DST 53.20km
  • Czas 01:50
  • VAVG 29.02km/h
  • VMAX 52.10km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Podjazdy 148m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Posokowcowo :)

Wtorek, 18 maja 2021 · dodano: 18.05.2021 | Komentarze 9

Miało padać, a nawet solidnie lać. Trąbiono o tym od co najmniej wczoraj. Finalnie... lekko pokropiło, na odcinku kilku kilometrów. W sumie spoko zmiana.

Niestety wiało solidnie, więc nie poszalałem. Generalnie nawet nie zamierzałem.

Trasa zachodnia z północnymi elementami: Poznań - Plewiska - Skórzewo - Wysogotowo - Batorowo - Lusowo - Lusówko - Sierosław - Zakrzewo - Dąbrowa - Wysogotowo - Skórzewo - Plewiska - Poznań.

Miałem ciut więcej czasu, więc trochę pomarudziłem przy Jeziorze Lusowskim. Nie tylko odwiedziłem swój ulubiony mostek...
Strumyk prowadzący do Jeziora Lusowskiego
Na mostku w Lusowie
...ale i poznałem Suzi. Ten zwariowany półtoraroczny posokowiec najpierw obszczekał mnie od góry do dołu, by po chwili się ogarnąć i wręcz zacząć łasić. Był z nią rowerzysta, który "wybiegiwał" psa na dwóch kółkach, dookoła jeziora. Pogadaliśmy sobie trochę o szosie (planował nabyć), a tymczasem się działo w czworonożnym świecie. Jedno ujęcie wyszło mi idealnie w punkt :)
Naciśnięcie przycisku aparatu w telefonie w idealnym momencie :)
A poza tym klasyka znana z szaleństwa Kropy :)
Wyjście na ląd. Dość nagłe :)
Pływak idealny
Ratowanie kijka :)
Psiak szalony :)
Poznana dziś Suzi w pozycji modelowej :)
Widziałem też krówki. Takie nawet całkiem szczęśliwe, bo na łące, a nie ustawione jedna przy drugiej w wąskiej oborze.
Krasula w Batorowie
Krowi uśmiech :)
Leniwa krówka
Falująca droga między Lusowem a Lusówkiem miała dziś rzepakowe akcenty.
Falująca droga w Lusówku, tym razem z rzepakowymi akcentami
Od jutra maraton w robocie, praktycznie do końca miesiąca.




  • DST 56.40km
  • Czas 01:52
  • VAVG 30.21km/h
  • VMAX 51.70km/h
  • Temperatura 21.0°C
  • Podjazdy 149m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Mały odlot :)

Poniedziałek, 17 maja 2021 · dodano: 17.05.2021 | Komentarze 13

Dzisiaj przekonałem się, jakie niebezpieczeństwo czyha na miłośnika przyrody. Przynajmniej tego rowerowego.

Jadąc ujrzałem na polu jakiegoś drapieżnego ptaka i nie zastanawiając się ani chwili zjechałem na pobocze. Nie przewidziałem jednego - że pod warstwą piachu jest ukryta dziura. Niewiele, ale wystarczyło - koło w nią wpadło, ja zrobiłem salto przelatując przez kierownicę i po chwili radośnie podziwiałem ów piaseczek z poziomu zero. Na szczęście był to właśnie ten rodzaj podłoża, więc obyło się bez tragedii (lekkie zadrapanie na łokciu), a przede wszystkim rower wyszedł z tego prawie bez szwanku. A ptak? Oczywiście uciekł :)

Poza tym bez przygód. Jedna wystarczy. 

Wyjazd przed pracą, a trasa w tę i z powrotem: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo Stare - Bolesławiec. Tam nastąpiła nawrotka.

W Bolesławcu znów danieli nie było. Za to królik owszem :)
Nagły skok królika
Królik odpoczywający
Poza tym jak zwykle chwilę spędziłem nad Kanałem Mosińkim.
Na mostku nad kanałem
Tama na Kanale Mosińskim
Dobrze się jechało - pogoda niemal ideał. Ciepło, ale nie gorąco, do tego wiatr nawet do ogarnięcia. Poproszę o takie warunki przez 365 dni na rok. A nawet i 366 :)

No i jeszcze zaległość z Dębiny. W sobotę trafiło mi się spotkanie z leniwym, ale naprawdę imponującym zaskrońcem. O dziwo nawet chciał współpracować :)
Zaskroniec zwyczajny, okaz naprawdę imponujący
Do pracy rowerem nie jechałem, bo znów na wieczór zapowiadano burze. A jutro w ogóle ma być jakaś masakra.




  • DST 52.60km
  • Czas 01:48
  • VAVG 29.22km/h
  • VMAX 53.30km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Podjazdy 195m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Kolejne spotkanie z muflonami :)

Niedziela, 16 maja 2021 · dodano: 16.05.2021 | Komentarze 13

Leniwa niedziela. Kolejne połączenie słów, które bardzo lubię :)

Oczywiście rower musiał być. Prócz spaceru to oczywiście wewnętrzny obowiązek.

Wyjazd jakoś przed jedenastą. A zaraz po przelotnych opadach, które przyszły znienacka. W sumie niegroźnych, ale skoro mogłem nie moknąć, to odczekałem.

Trasa zachodnia (Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań), trochę wbrew powiewom, które były z południa. Przez co oczywiście prawie w ogóle nie odczułem ich pomocy. Klasyka :)

Przygód brak, prócz może mojego pełnego zażenowania spojrzenia na łysego dżentelmena, który bawił się w palenie gum starego Mercedesa w centrum Dopiewa. Ale wydarzeniem dnia było coś, do czego powoli się przyzwyczajam, ale wciąż robi wrażenie. Spotkanie z dzikimi muflonami kilkanaście kilometrów od granic Poznania :) Dzisiaj nawet udało się jednej parze spojrzeć spokojnie oczy w oczy.
Parka dzikich muflonów
Spokojna wymiana spojrzeń z muflonem
Do czasu. Bowiem nagle z pola obok wybiegły spanikowane sarny i przestraszyły mi obiekty. Plus taki, że dzięki temu zobaczyłem całe ogromne stado. Niespodzianka, bo prócz powyższych nie wystawał ani jeden :)
Uciekające stado muflonów przestraszonych przez panikujące sarny
Uciekające muflony na maksymalnym zoomie
W końcu wrócił spokój. I integracja międzygatunkowa :)
Muflony oraz sarny, już uspokojone
A poza tym jeszcze wizyta na ambonie w Lisówkach. Trochę terenu więc wpadło. Osy już nie było, na szczęście żadnego gnoja z flintą również. Za to rzepak owszem :)
Polna droga w Lisówkach już w barwach wiosny
Przy znanej już ambonie w Lisówkach
Las w Lisówkach widziany z okienka ambony
Rzepakowo i ambonowo
Rzepakowe pole
Zaorane pole, Lisówki
Tyle na dziś. Mam jeszcze zaległości z wypadów na Dębinę, ale pouzupełniam je w kolejnych dniach.




  • DST 58.20km
  • Czas 01:56
  • VAVG 30.10km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Podjazdy 226m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Misja "pod parą"

Sobota, 15 maja 2021 · dodano: 15.05.2021 | Komentarze 24

Po wczorajszym "wolnym" dniu wieczorem padłem. No ale plus z tego taki, że wyspałem się jak nigdy, bo trafiła się wolna sobota, do tego bez większych planów. To lubię :)

Wyjazd zaplanowałem... Wróć, nic nie planowałem :) Po prostu postanowiłem wyjechać wtedy, kiedy wyjadę. Ale że mam to szczęście mieszkania nie tylko blisko Lasu Dębińskiego, ale i stacji kolejowej, to gdy rano usłyszałem specyficzny dźwięk parowozu, już wiedziałem, gdzie skieruję swe koła.

Musiałem tylko trochę odczekać, poszukać rozkładu jazdy pociągów, z których słynie Parowozownia Wolsztyn, i w drogę. Najpierw jednak podjechałem jeszcze do weterynarza po maść antykleszczową dla Kropy, potem już musiałem jedynie pilnować czasu. Miałem bowiem kilka miejscówek, gdzie mogłem się zatrzymać, żeby uchwycić parowóz na trasie, nie stacji (z tego foty już mam). Na mijane: Luboń, Wiry, Komorniki i Szreniawę było za wcześnie, ale idealnie wyszła mi kalkulacja z ustawieniem się na przejeździe za Rosnówkiem, a przed Trzebawiem. Podjechałem, zaparkowałem rower, odczekałem kilka minut i w końcu pojawił się obiekt. Szkoda tylko, że znów węglarką do przodu, co psuje efekt :(
Przed zakrętemPotwór się wyłania :)
Parowóz z bliska, szkoda, że węglarką do przodu
Parowóz pędzi w kierunku Stęszewa
Chwilę jeszcze postałem, ze zdjęć nie do końca byłem zadowolony, więc cyknąłem obowiązkowo rower...
Przy przejeździe kolejowym przed Trzebawiem
...i popędziłem do Stęszewa. Tam bowiem miał się pojawić ten sam lekko antyekologiczny, ale jakże majestatyczny pojazd za minut kilkanaście. Cóż, fajnie jest być szybszym niż pociąg :) Udało się bowiem ustawić na wiadukcie (w tym celu nawet na chwilę pojawiłem się na gównianej śmieszce z kostki, oczywiście potem ze wstrętem ją opuściłem), a nawet zainteresować sympatycznego kolarza, którego wyprzedziłem, tematem kolejowym. Mam nadzieję, że był to ciekawy przerywnik jego planowej 140-kilometrowej trasy :) No i mam ujęcie z góry.
Parowóz na trasie Poznań - Wolsztyn, zdjęcie robione z waiduktu w Stęszewie
Reszta trasa to już klasyczne "kondominium", czyli Witobel, Łódź, Dymaczewo, Krosinko, Mosina, Puszczykowo, Łęczyca, Luboń i Poznań. Co do warunków to w sumie nie mam się do czego przyczepić - wiało, ale dało się to ogarnąć, było ciepło, ale bez przesady. Naprawdę spoko :)

Mam jeszcze jeden plus dodatni wybranej miejscówki do misji "pod parą" - przyuważone stado jeleni. Bardzo daleko, więc ujęcia słabe. Ale dobrze, że cokolwiek widać.
Stado jeleni na tle drzew
Jelenie w lekkim przybliżeniu
Jelenie ma maksymalnym zoomie, więc niestety niewyraźne
Na szczęście honor ratuje czapla siwa.Czapla siwa na tle drzew Wielkopolskiego Parku Narodowego
No i jeszcze zejście na ziemię. Ten kretyn niemal mnie zmiażdżył podczas wyprzedzania na gazetę. Prawie go dogoniłem, ale niestety trochę zabrakło. Szkoda, że nie zauważyłem z jakiego kraju to rejestracja, myślałem, że zobaczę na zdjęciu, ale za duża pikseloza.
Ten idiota prawie mnie zamienił w miazgę podczas zabawy w gazeciarza. Niestety już nie dogoniłem.
A tu sytuacja z Dębca. Sezon motorowy się zaczął...
Sezon motorowy uznaję za otwarty :/