Info
Suma podjazdów to 783546 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Maj1 - 1
- 2026, Kwiecień30 - 49
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 52.30km
- Czas 02:02
- VAVG 25.72km/h
- VMAX 55.00km/h
- Temperatura 10.0°C
- Podjazdy 185m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Jak sójka za... Osową Górę :)
Poniedziałek, 29 marca 2021 · dodano: 29.03.2021 | Komentarze 11
Zbierałem się rano na rower jak tytułowa sójka za morze. Aż w końcu zaczęło padać. W sumie i tak miało, więc była to jedynie odroczona egzekucja :)
Na szczęście deszcz nie był jakiś wielki - raz kilka kropel, raz mżawka plus, raz opad mocniejszy, jednak mimo wszystko Czarnuchowi niestraszny.
Trasa to południowo-zachodnie w tę i z powrotem: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo Stare - Bolesławiec. Tam nastąpiła nawrotka.
Wjechałem sobie od strony Puszczykowa na Osową Górę. Dawno mnie tam nie było. Na miejscu czekała na mnie wspomniana w pierwszym akapicie sójka, próbująca ukryć się za gałęziami. Nie ze mną te numery :)

A po drugiej stronie , na szczycie budki, obserwowała mnie pliszka siwa. Fajnie, że znów ją/je widzę :)


Chwilę sobie postałem...
...i ruszyłem na Pożegowską wykonać zjazd. Lubię to :)

Specjalnie skierowałem swe koła do Bolesławca, wciąż licząc na podejrzenie stadka danieli. Niestety, wciąż ich nie ma :/ Znów musiały wystarczyć króliki. Jeden znów małpujący Krppę :)

W trakcie powrotu wpadły sarenki...

...i czapla biała. Dzień doberek pani :)
Jak na deszczowy dzionek jestem zadowolony. Ale do pracy już rowerem nie jechałem.
- DST 56.50km
- Czas 02:01
- VAVG 28.02km/h
- VMAX 52.40km/h
- Temperatura 5.0°C
- Podjazdy 159m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Złodzieje czasu
Niedziela, 28 marca 2021 · dodano: 28.03.2021 | Komentarze 14
Nadszedł jeden z najbardziej znienawidzonych przeze mnie dni w roku. Ten, w którym złodzieje zabierają mi godzinę cennego snu w imię przywracania nienaturalnego dla naszej szerokości geograficznej czasu letniego. Żeby nie było - do zmiany w drugą stronę nic nie mam :)
Dzisiaj dodatkowo skumulowały się nieszczęścia, bo wyjątkowo niedzielę miałem pracującą, czyli tragedia podwójna. No ale jakoś radzić sobie trzeba, więc wstałem o kosmicznej 6:30 (bo taka de facto była, nie ma się co oszukiwać, nawet jeśli na zegarku było o jedną godzinę do przodu) i trochę później wyruszyłem na rower. W poczuciu niesprawiedliwości :)
Trasa zachodnia: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Wiało mocno, co prawda słabiej niż wczoraj, ale na polach wystarczyło do zmasakrowania, więc średnia była dziś nieistotna. Tak samo jak ziewanie podczas jazdy :)
Fotek mało, bo kiedy je robić, jeśli złodzieje grasują? :) Wpadł zawiany trznadelek...
...kolejny potrzeszcz...
...oraz sarenki.
Na chwilę zatrzymałem się dłużej jedynie na ten widok, może mało zachęcający. Ale tam właśnie ukrył się myszołów-sadownik :)


Dojazd zawiera dojazd do pracy. W półśnie :)
- DST 52.25km
- Czas 01:48
- VAVG 29.03km/h
- VMAX 61.00km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 176m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Wietrznie i przeddrezynowo
Sobota, 27 marca 2021 · dodano: 27.03.2021 | Komentarze 13
W całej Polsce dziś zapewne wiało jak cholera, więc mam nadzieję, że nie będę musiał się tłumaczyć, że tak było i pod Poznaniem :)
Tyle wstępu. Jak się jechało przez dwie trzecie drogi można się domyślać - najpierw wiatr w pysk, a potem z boku, zdecydowanie zbyt spychająco. Dopiero od Stęszewa było zdecydowanie lepiej, dzięki czemu udało mi się sporo nadrobić. Ale i tak kilka razy mną rzuciło.
Trasa to dawno nie wykonywane "kondominium": Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Trzebaw - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Poznań.
Ku mojemu zadowoleniu przyuważyłem przygotowania do otwarcia sezonu Mosińskiej Kolei Drezynowej. Na razie ekipa udrażnia szlak (a podobno jest co robić, podpytałem), ale na okres poświąteczny będzie już można szykować mięśnie nóg i rąk. Na razie miałem tylko okazję cyknąć fotkę przy szopie.

Chcąc nie chcąc musiałem się potelepać śmieszką od Dymaczewa do Witobla. Oczywiście zakaz jest obowiązkowym elementem polskiego krajobrazu.
Do zwierzaków nie miałem szczęścia. Tylko "polne" łabędzie patrzyły na mnie z wyrzutem, że je podglądam :)

Tyle o jeździe, lepiej tematu dalej nie rozwijać, tym bardziej, że ledwo zdążyłem przed deszczem. Więc jako uzupełnienie spacer po Dębinie z Kropą. Dobrze, że padało, bo przynajmniej było pusto. Weekendowe spieprzenie się pogody ma swoje plusy :)
Ptasi kącik na dziś. Jeden, jedyny samiec gągoła...

...zięba, ledwo widoczna w szarzyźnie...
...nieśmiała bogatka, najpierw kryjąca się w płocie, a potem robiąca na drutach...

...oraz kowalik. W końcu na jakimś kolorowym tle.
- DST 63.20km
- Czas 02:05
- VAVG 30.34km/h
- VMAX 52.70km/h
- Temperatura 13.0°C
- Podjazdy 142m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Ładniusio, ale i gazeciarsko
Piątek, 26 marca 2021 · dodano: 26.03.2021 | Komentarze 13
W końcu pogoda dała żyć. Dzisiaj nie mam na co narzekać, piszę to z pełną odpowiedzialnością, proszę zanotować :)
Wyjazd poranny, przed pracą. Wiatr z południa, o dziwo sprawiedliwy, za co mu chwała. No i ciepło, nawet trochę za ciepło ja na strój, który sobie wybrałem. Ciężko się póki co ogarnąć w temacie.
Trasa południowa: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - Baranowo - Krajkowo - Baranowo - Sowiniec - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.
Dobrze się jechało jak na marzec, muszę przyznać. Oby częściej tak bywało.
Opisywałem ostatnio sytuację z gazeciarzem w Mosinie, dziś mam podobną, ale z Lubonia (no bo skąd?). Cała akcja wyprzedzania z zachowaniem odległości równej szerokości zagłodzonego pantofelka (pierwotniaka, nie buta) odbyła się przed głównym rondem, a że jechałem szosą to się spiąłem i dogoniłem zabójczy obiekt na światłach. Myk na sąsiedni pas, klasyczny, lekko sugerujący dwuznaczność gest kciukiem oraz wskazującym i czekam, aż waćpan zareaguje. Za kółkiem znów wąsacz, na oko wiek gdzieś między AstraZeneca a Pfizerem. Dobre pół minuty zajęło mu odnalezienie przycisku do otwierania szyby. Ale w końcu się udało. Z tyłu rozparta wygodnie matrona. Zagaduję przyjaźnie:
- Wyprzedził mnie pan przed chwilą tak, że mało nie zginąłem.
Cisza. Oczka patrzą, szukając inspiracji. Zwoje mózgowe zapewne parują. No to dodaję pytanie ratunkowe:
- W jakiej odległości powinno się wyprzedzać rowerzystę?
Coś załapało. Nastąpiła riposta:
- A jaka to jest droga?
- Jak to jaka? Publiczna.
- Ale nie dla rowerzystów!
Tym razem to mnie zatkało. Stwierdziłem, że dalsza wymiana argumentów nie ma sensu, kazałem zamknąć szybkę, puknąłem się w czoło i odpuściłem. Z mentalnością troglodyty się nie wygra. Mam nadzieję, że chociaż dałem mu do myślenia i przynajmniej nikogo nie zabije. No i ile można takich sytuacji w życiu zaliczać?
Czas na fotki. Mój las wciąż stoi. Z akcentem na "wciąż", bo żyjemy w Polsce.

To samo z ulubionymi terenami zalewowymi w Baranowie i Krajkowie.

Żadnych nietypowych ptaków dzisiaj nie wypatrzyłem. A rozglądałem się wszędzie, kilka razy nawet zatrzymując niepotrzebnie, co wpłynęło negatywnie na średnią, w sumie dziś nienajgorszą. Klasycznie żurawie...


Myszołów też ledwo uchwycony, bo był daleko, a poza tym akurat zaszło słońce,
Co chwilę nad kaskiem latały mi stada szpaków...
No i w końcu udało mi się przyjrzeć bliżej potrzeszczowi. Poznałem go tylko po dziobie, bo z tymi wróblowatymi, trznadlami, drozdami i innymi słowikami zgłupieć można, tak ciężko je odróżnić. Ten ma przynajmniej fajne oczka i się ładnie uśmiecha :)


Dystans zawiera dojazd do pracy.
- DST 61.80km
- Czas 02:11
- VAVG 28.31km/h
- VMAX 52.00km/h
- Temperatura 7.0°C
- Podjazdy 175m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Nijakość
Czwartek, 25 marca 2021 · dodano: 25.03.2021 | Komentarze 18
Dzisiaj tylko w tę i z powrotem, bo dzień zalatany i czasu na kombinacje nie było.
Trasa południowo-wschodnia: Dębiec - Las Dębiński - Minikowo - Starołęka - Czapury - Wiórek - Sasinowo - Rogalinek - Rogalin - Świątniki - Radzewice, gdzie jak zwykle nastąpiła nawrotka.
Pogoda dziwna - niby wiatr się uspokoił, ale ani przez sekundę pomóc nie chciał, niby słonecznie, a zalegała jakaś warstwa mgiełki albo smogu, która powodowała, że widoczność była taka sobie.
Nawet zwierzaki się gdzieś pochowały. A specjalnie, mając chrapkę na jakieś foty, jak zwykle zaparkowałem sobie w porcie w Radzewicach.

Tam jedynie bardzo wysoko na niebie latała sobie kania ruda, ale nie udało mi się wykonać żadnego dobrego zdjęcia. Złośliwa ustawiła się centralnie pod samym słońcem i nawet nie widziałem czy ją widzę :)

No i jeszcze obowiązkowe obrazki z wycinki. Szykują się gnoje na kolejne rzuty. Przy okazji znów zauważyłem, że walcząc z monokulturą, sadzą kolejne monokultury, kolejnych iglaków. Ma to sens.

No i jeszcze słówko o konferencji - póki co nie jest źle, bo nie zakazano nam oddychać. Można to wciąż robić, nawet w lasach. Jednak najbardziej mnie ujął nasz kochany jedyny na świcie premier, który wygrał z koronawirusem, zwracający się najpierw do opozycji, żeby nie toczyła walk politycznych, żeby po chwili jechać z nią równo podczas tego samego wystąpienia. Nie ma co, takich dyplomatów nam trzeba :)
Dystans zawiera dojazd do pracy.
- DST 61.50km
- Czas 02:05
- VAVG 29.52km/h
- VMAX 51.80km/h
- Temperatura 6.0°C
- Podjazdy 158m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Bezróżnicowo
Środa, 24 marca 2021 · dodano: 24.03.2021 | Komentarze 14
Czym się różnił dzisiejszy wypad przedpracowy od wczorajszego? Tylko jednym debilem, który w Rosnowie wjechał mi dostawczakiem pod koła. Dopiero moje głośne "motyla noga, co za prezydent RP!" go zatrzymała i w ostatniej chwili mnie przepuścił. Poza tym niczym. No dobra, słowa nie były dokładnie te, ale zadziałało :)
Różnicą był jeszcze środek transportu - T-rek(s), wciąż lekko poobijany, zamiast Czarnucha.
Trasa znów zachodnia: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcoelin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Goluski - Plewiska - Poznań.
Skromnie ze zwierzakami. Zresztą wszechobecna szarość nie zachęcała i nie motywowała do specjalnego rozglądania się. Udało się wypatrzyć jedynie jednego samotnego żurawia.

No a tak brzydko było:
A rano podczas wyprowadzania psa udało mi się jeszcze znaleźć Kropie bratnią duszę :) Kawka wyszła niewyraźnie, ale uchwycić się jakoś dała.
Jutro mają być ogłoszone nowe obostrzenia. Najważniejsze już wiadomo - kościoły pozostaną otwarte. A reszta? Kto by się tym przejmował...
Dystans zawiera dojazd do pracy.
- DST 61.50km
- Czas 02:25
- VAVG 25.45km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 6.0°C
- Podjazdy 130m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Ambonalnie
Wtorek, 23 marca 2021 · dodano: 23.03.2021 | Komentarze 9
Ranek przywitał mnie opadami. Wiosna, znaczy się, odsłona kolejna.
Na szczęście nie był to jakiś upierdliwy deszcz, a zaledwie mżawka zamienna z kapuśniaczkiem. Do ogarnięcia. Ale oczywiście na Czarnuchu.
Ruszyłem przed dziewiątą, wykonując jedną z klasycznych pętelek: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewo - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Prócz tego, że wiało mocno, nic nowego nie napiszę. Czyli w sumie nic nowego nie napiszę :) No więc fotki. Skromnie dziś było nawet ze zwierzakami, łącznie z sarenkami, których widziałem łącznie sztuk zero. Za to wypatrzyłem kruka na ambonie. Prawie jak człowiek wyglądał, też padlinożerca :)
Przy autostradzie trafił się myszołów. Cwaniak żeruje i czeka, aż coś wpadnie pod koła, dzięki czemu ma obiad gratis, bez wkładu własnego. Nie ruszają go nawet mknące tiry :)
Ładnie mi się zaprezentował z każdej strony. Zasada jest jedna: jeśli patrzysz na tył myszołowa, on i tak to widzi :)


Trafił się jakiś dluuugi sznur, tylko nawet nie wiem czego.
Jeszcze sympatyczny kanałek w Trzcielinie. 
No i na koniec kolejny odcinek walki na ideologicznym froncie. Znów w punkt, tylko ta literówka ("e" zamiast "ę")...
Reszta to dojazd do pracy.
- DST 63.10km
- Czas 02:13
- VAVG 28.47km/h
- VMAX 53.30km/h
- Temperatura 5.0°C
- Podjazdy 181m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Orzeł z Dębca
Poniedziałek, 22 marca 2021 · dodano: 22.03.2021 | Komentarze 17
Latał kiedyś orzeł z Wisły, dzisiaj ja osobiście poszedłem w jego ślady, dzięki czemu sam sobie nadałem tytuł orła z Dębca. Ale po kolei.
Na rower ruszyłem koło dziewiątej rano, gdy nocny przymrozek znikał, a pojawiała się normalna temperatura. Drogi jednak były czarne, więc bez obaw wybrałem szosę.
Początkowo wszystko szło nawet zgrabnie. Wiało solidnie z północy, więc ruszyłem przez Poznań, z Dębca przez Górecką, Grunwald, Jeżyce i Golęcin, o dziwo nawet kilka razy trafiając na zielone światła. W ten sposób dotarłem do Koszalińskiej, i wjechałem na tamtejszą DDR-kę, asfaltową i na tyle szeroką, że nie mam oporów moralnych, żeby z niej korzystać.
I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie jej styk z Biskupińską. Przy prędkości na moim liczniku lekko ponad 30 km/h nagle ziemia postanowiła zmienić ustawienie wobec moich kół, czy jakoś tak. W nanosekundę, jaka pozostała mi do decyzji, co robić, postanowiłem wybrać upadek na prawy bok i jako tako bezpieczne lądowanie na zwiniętym intuicyjnie ramieniu. Po kolejnej mikrosekundzie leżałem już sobie grzecznie na ziemi, starając się zrozumieć, co się stało.
Szybko się wyjaśniło: nie zdążyłem zauważyć zamarzniętej kałuży, A nawet jakbym ją zauważył, nie miałbym jak jej ominąć. Ta gleba była mi pp prostu pisana. I jest to kolejny argument na to, że śmieszki, nawet najbardziej wypasione, są największym zagrożeniem dla rowerzysty. Bowiem gdybym jechał drogą, tej kałuży by już nie było, bo zostałaby rozjechana przez auta. A tak? Proszę bardzo, szkody w ciuchach...

...i tak niewielkie jak na to, co mogło się wydarzyć. Do tego lekko wykrzywiona kiera z prawej strony oraz szlify na przerzutce (już nie mam Shimano 105, tylko Shimano 1_5), która na szczęście wciąż działa. Do tego zryte kolano, łokieć i knykcie dłoni. Od razu podbiegła do mnie sympatyczna para, lekko przerażona moim lądowaniem bez telemarka. Podnieśli mi szosę, zasugerowali, żebym rozchodził i się porozciągał, generalnie mega miłe zaskoczenie w ludzkiej znieczulicy. Dziękuję. Uspokoiłem, że to już nie pierwsza moja sytuacja w życiu, kiedyś nawet przejechałem ponad 30 kilometrów z rozwalonym stawem skokowym i zorientowałem się dopiero, gdy zsiadłem i się okazało, że nie mogę chodzić. Ot, życie :) Aha, zapytałem czy bardzo malowniczo wyglądała cała sytuacja i podobno owszem, owszem.
Ruszyłem dalej, przez Psarskie do Kiekrza, gdzie zatrzymałem się przy aptece i nabyłem wodę utlenioną, żeby przemyć rany i nie zostawiać krwawego śladu. Dwa zeta, a czyni cuda.
Potem już powrót przez Rogierówko, Kobylniki, Sady, Swadzim, Batorowo, Lusowo, Zakrzewo, Dąbrowa, Wysogotowo, Skórzewo i Plewiska do domu. A potem do pracy.
Wyjątkowo weny na szukanie obiektów przyrodniczych nie miałem, więc jedynie dwa spore stadka sarenek.

Tyle pisania na dziś. Czas zmienić plaster :)
- DST 32.10km
- Czas 01:15
- VAVG 25.68km/h
- VMAX 52.40km/h
- Temperatura 5.0°C
- Podjazdy 87m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut średniowiosenno-dziki
Niedziela, 21 marca 2021 · dodano: 21.03.2021 | Komentarze 15
Znając życie większość dzisiejszych wpisów będzie zaczynał się od słów, że piękny nam wypadł ten pierwszy dzień wiosny. Tak jesiennie. Albo zimowo.
Więc ja zacznę inaczej - pięknie nam wypadł ten pierwszy dzień wiosny: tak jesiennie i (a nie tylko albo) zimowo :)
Rano padał śnieg. Potem padał deszcz. I to nie przez chwilę, ale non stop. Prognozy stanowczo twierdziły, że około trzynastej będę się pławił w słońcu, więc postanowiłem najpierw pójść z psem na spacer.
Dębina w końcu w niedzielę była taka, jaka powinna - pusta. Deszcz ma swoje plusy. No i natrafiliśmy (nawet dwa razy) na właściwych mieszkańców tego miejsca. Ostatnio jakieś dwie paniusie spanikowane dzwoniły po Straż Miejską, bo podobno zaczęły je atakować, gdy wyczuły jedzenie. I teraz zagadka: co się zabiera ze sobą na spacer po lesie? Ano popcorn. Mam nadzieję, że owe miłośniczki natury dostały nauczkę, że jest delikatna różnica między terenem leśnym a salą kinową. Brawo dziki :)

Kropa już nauczyła się, że do tych dziwnych napakowanych piesków się nie podchodzi, więc ładnie się minęliśmy. Poza tym miała ciekawsze zajęcia :)

Warunki na focenie były takie sobie, ale wpadła na przykład średnio wyraźna zięba...
...a jedna z wielu modraszek w pozach tak klasycznych, jak i wyginających śmiało ciało :)

Oczywiście lać nie przestało ani o trzynastej, ani o czternastej, ani o piętnastej. W sumie tragedii nie było, pojawiła się bowiem okazja do nadrobienia zaległości na Netflixie - polecam rosyjski serial "Ku jezioru". Świetny, do tego o tyle ciekawy, że traktuje o pandemii, tylko że został nakręcony w roku... 2019. Pewnie miłośnicy teorii spiskowych zaraz udowodnią, że Covid został wypuszczony właśnie przez Rosjan, żeby zwiększyć oglądalność... :)
W końcu ruszyć się udało. Ale koło szesnastej, i tylko na gluta. Wykonałem Czarnuchem pętelkę: Poznań - Plewiska - Skórzewo - serwisówki - Plewiska - Poznań. Wiało niestety mocno, więc w sumie się cieszyłem, że mam czas jedynie na krótki dystans.
Przejechałem obok stadionu Canarinhos. Nie, nie byłem przy Maracanie, a jedynie w Skórzewie :)
Tu dowód na to, że wynalazki projektantów-teoretyków nijak się mają do rzeczywistości. Ci bowiem założyli, że najlepszym wyjściem dojazdu do ronda jest jakiś abstrakcyjny ślimaczek, a tymczasem ludzie... :)
Po powrocie udało się jeszcze uchwycić zachód słońca na Dębcu. I przynajmniej wizualnie wieczorem pojawiła się wiosna.

Jutro znów normalnie do roboty... :/
PS. Aha, skoro było jednym słowem o piłce nożnej, jeszcze podziękuję Lechowi za to, że zawsze można na niego liczyć. Wczoraj postawiłem dla zabawy całe 2 złote na to, że przerżną z dołującą w lidze Jagiellonią. Nie zawiedli mnie i jestem dwie dychy do przodu :)
- DST 58.10km
- Czas 02:03
- VAVG 28.34km/h
- VMAX 70.60km/h
- Temperatura 1.0°C
- Podjazdy 107m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Nieplanowany rekord prędkości po płaskim (70+)
Sobota, 20 marca 2021 · dodano: 20.03.2021 | Komentarze 22
Na szczęście nieprzyjemnych pogodowych niespodzianek już dziś nie było. To znaczy były - wstępnie miało padać, a nie padało. Takie zaskoczenia to ja rozumiem :)
Wyjazd o dziewiątej rano, przy pięknym słońcu, choć przy temperaturze bliskiej zera (w zależności od miejsca wahała się od pół do trzech stopni), na zachód. W południe musiałem być w pracy, więc z trasą nie kombinowałem i wykonałem sprawdzoną kombinację: Poznań - Plewiska - serwisówki - Dąbrówka - Palędzie - Dopiewiec - Dopiewo - Fiałkowo - Więckowice - Sierosław - Zakrzewo - Dąbrowa - Wysogotowo - Skórzewo - Plewiska - Poznań.
Zatrzymałem się przy stacji kontroli pojazdów w Fiałkowie, gdzie w końcu jednym rządku ustawiono pełen zestaw atrakcji, z którego ona słynie, łącznie ze znakiem ostrzegającym przed nisko latającymi wiedźmami.


W Dopiewie widok, którego już się spodziewałem: prawie całkowicie zrównany z ziemią budynek, uwieczniony jeszcze dwa dni temu. Szkoda go, ja zresztą miałbym innego faworyta, zresztą sąsiadującego, do zburzenia, bo straszy swoją estetyką. Lub jej brakiem :)
Ze zwierzakami skromnie. Śpiące sarenki...
...oraz żurawie.
Te cztery na tle jakiejś firmy oraz wagonów towarowych mknących na zachód Polski.
Wiatr wciąż nie chciał współpracować. Zdecydowanie nie chciał - gdzie ja się zakręciłem, tam i on, oczywiście czule waląc mnie w pysk. Łatwo nie było. Ale był jeden pozytywny moment (niestety bardzo krótki, za Palędziem, bo motorka w tyłku nie mam), zresztą w sumie już opisany w tytule. Udało mi się na chwilę podłączyć pod ciężarówkę wyjeżdżającą z podporządkowanej i razem z nią kawałek pokręcić. Przy lekko ponad 70 km/h odpuściłem, co jest moim osobistym rekordem podczas jazdy po płaskim. Co prawda w górach na MTB zdarzało się grubo ponad 80 km/h, no ale to nie do porównania. Najciekawszy był moment, gdy straciłem "tunel" i nagle buchnął we mnie podmuch: prawie znalazłem się na drugim pasie :)
A oto dowód :)
Reszta dystansu to dojazd do pracy.






