Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 242779.75 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.47 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 791371 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 64.20km
  • Czas 02:15
  • VAVG 28.53km/h
  • VMAX 54.70km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Podjazdy 206m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Przed i po potopie :)

Środa, 23 czerwca 2021 · dodano: 23.06.2021 | Komentarze 6

Dzisiaj miałem taki zapieprz, że za wpis zabieram się dopiero wieczorem. Po meczu Polski ze Szwecją. Brawo Szwecja, moje drużyny z grupy wyszły zgodnie z oczekiwaniami. Niech tylko jeszcze szybko odpadną Włochy oraz Portugalia z żelusiem na czele i będzie pięknie :)

Wypad poranny, przedpracowy, już w normalnej temperaturze. Niestety w zamian był mocny wiatr, a do tego znów kurs częściowo po mieście, co wpłynęło na wynik.

Trasa: Dębiec - Górczyn - Plewiska - Junikowo - Skórzewo - Wysogotowo - Batorowo - Lusowo - Lusówko - Sierosław - Zakrzewo - serwisówki - Plewiska - Poznań.

Na chwilę zatrzymałem się nad Jeziorem Lusowskim. Czyściutkim wybitnie. Nawet rybki było widać, o kaczkach nie wspominając :)
Kaczor z profilu
Płukanie piórek
Gadatliwy kaczor
Na pomoście w Lusowie
Czyste wody Jeziora Lusowskiego
Rybki w Jeziorze Lusowskim
Przed pracą jeszcze krótko na Dębinę, zobaczyć szkody po wczorajszej burzy. Na szczęście małe, dwa powalone drzewka. Po drodze spotkałem polskiego piłkarza w wersji na dopalaczach :)
Jeden z polskich piłkarzy, wersja na dopalaczach :)
Dystans zawiera dojazd do roboty.




  • DST 61.30km
  • Czas 02:09
  • VAVG 28.51km/h
  • VMAX 55.30km/h
  • Temperatura 29.0°C
  • Podjazdy 186m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Zamiastowany (chwilowy koniec parówy)

Wtorek, 22 czerwca 2021 · dodano: 22.06.2021 | Komentarze 10

Wyjazd poranny, przedpracowy, jeszcze w ukropie. Słowo "jeszcze" jest tu kluczowe.

Start około 8:30 na trasę północną, czyli niestety miejską. Odcinek z Dębca przez Górecką, Hetmańską, Przybyszewskiego, Jeżyce i Golęcin do Koszalińskiej to koszmar. Aut od cholery, jak zwykle w 90% z nich jedna osoba, korki, światła, wszechobecny dźwięk klaksonu... Normalnie Indie. A było tak pięknie w tym temacie podczas lockdownów...

Potem już zdecydowanie lepiej, jednak strat nie miałem jak nadrobić, bo wiatr sprawy nie ułatwiał. Jednak w porównaniu z resztą i tak miodzio. Przejechałem Koszalińską, następnie przez Psarskie, Kiekrz, Rogierówko, Kobylniki, Sady, Swadzim, Batorowo, Lusowo, Zakrzewo, Dąbrowę, Wysogotowo, Skórzewo i Plewiska do domu.

Zdjęć nie miałem czasu robić, obiektów w sumie też brakowało. Skupiłem się więc jedynie na nowych muralach w tunelu między Sołaczem a Golęcinem. Spoko są, takie wiewiórcze, lecz nie tylko. Jest klimacik, a na pierwszej fotce sowa wyglądająca jak ja godzinę wcześniej :)
Zaspana sowa
Znajdź 15 wiewiórów w tunelu między Golęcinem a Sołaczem, Poznań
Jeżyk, lekko senny
Intensywny wiewiór
Pod łabędziami
Łoś & go
Dzieci lasu?
Wiewiórowy badminton
Kolejna znaleziona wiewióra
Sroka złodziejka
Dystans zawiera dojazd do pracy. Na luzie, bo pogodynki mówiły o jakiejś tam burzy koło osiemnastej. Tymczasem jakoś około czternastej czy piętnastej Poznań kompletnie zalało - utopiło się kilka samochodów, ulice przypominały koryta rzek, zapadł się nawet dach jednej ze szkół... Miałem to szczęście, że wtedy już siedziałem w robocie. Podobno przez dwie godziny spadło tyle deszczu, ile średnio przez cały czerwiec. Najważniejsze jednak jest to, że upały w końcu pójdą precz.




  • DST 62.40km
  • Czas 02:13
  • VAVG 28.15km/h
  • VMAX 51.40km/h
  • Temperatura 31.0°C
  • Podjazdy 168m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Parówa 2021, część 5 - dzika dzikość :)

Poniedziałek, 21 czerwca 2021 · dodano: 21.06.2021 | Komentarze 10

Musiałem dzisiaj wstać wcześniej, żeby zdążyć do pracy. I tylko w takie dni cenię sobie podobnego motywatora, bo jakoś udało mi się dzięki temu wrócić do domu przed największym upałem.

Mimo to lekko nie było. Trzydzieści na plusie w momencie startu potrafi nieźle zdemotywować, i tak się właśnie stało. Przez całą drogę zamulałem, nie chciało mi się, wolałem pozostać w cieniu... A perspektywie to samo, tylko że w robocie :)

Trasa południowa: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - Baranowo - Sowiniec - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.

Fotek rowerowych mało, bo tak jak wczoraj wolałem się nie zatrzymywać (w Luboniu to oczywiście nierealne), więc dzisiaj proponuję inne gwiazdy. Włochate :) Tak jak wspominałem, w niedzielę Kropa była tak zmasakrowana temperaturami, że odprowadziłem ja do domu i sam zrobiłem szybką rundkę po Dębinie. Jak się okazało, idealnie w czas, bowiem akurat trafiłem na moment, gdy coś mi zaczęło chrumkać w krzakach. Chwilę poczekałem, spodziewając się kto zacz i się nie zawiodłem - najpierw wyszła locha, sprawdzić kim jestem. Spotkał mnie ten honor, że widzieliśmy się już wielokrotnie, więc stwierdziła, że nie ma zagrożenia. Dodam, że to ujęcie zrobiłem z komórki.
Locha mnie
Po chwili dała znać swojej rodzinie, że mogą wychodzić. Najpierw nieśmiało, a potem już nawet zadziornie, przeparadowało obok mnie pięć ślicznych warchlaków, co skończyło się kilkoma ujęciami.
Nieśmiałe wyjście dziczej rodzinki
Na rodzinnym spacerku :)
Warchlaczki w zbliżeniu
Warchlaczek w cieniu
To naprawdę genialne uczucie, gdy nie boją się ciebie, jakby nie patrzeć przedstawiciela gatunku mającego zdecydowanie nie tak pod sufitem, dzikie zwierzęta. Co więcej, na tyle mi zaufały, że matka spokojnie machała ogonkiem, młode z ciekawością na mnie zerkały, a przestraszyły się dopiero, gdy nadszedł ktoś inny. Udało mi się nawet nakręcić tę scenę:

Jednym słowem: cudo :)

Fota z rowerem być musi, więc "mój" las...
We właściwym miejscu
..a w nim pierwsze jagódki. Jeszcze bałem się próbować, ale wiem, gdzie się wybiorę na wyżerkę :)
Pierwsze jagody już dojrzewają
Dystans zawiera dojazd do pracy.




  • DST 53.30km
  • Czas 01:55
  • VAVG 27.81km/h
  • VMAX 51.80km/h
  • Temperatura 33.0°C
  • Podjazdy 162m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Parówa 2021, część 4 - jak zostać słonecznikiem

Niedziela, 20 czerwca 2021 · dodano: 20.06.2021 | Komentarze 14

Wczoraj zawitali do nas znajomi i tak byliśmy zdziwieni wynikiem meczu Polski z Hiszpanią, że zasiedzieliśmy się do trzeciej. W nocy.

Wszystko fajnie, ale ale dzisiaj była kontynuacja sagi-horroru o nazwie "parówa", nie mogłem więc za bardzo zwlekać ze wstawaniem. Spałem może ze cztery godziny i się ogarnąłem na tyle, żeby ruszyć na rower. I tak było już dość późno, bo żar masakrował. Niestety nie tylko on, bo najgorszy był wiatr - nie tylko silny, wiejący ciągłe w pysk, ale przede wszystkim gorący, powodujący, że czułem się jak w nagrzanym piekarniku. Do tego zamkniętym.

Nie miałem siły walczyć. Nawet nie próbowałem - pobawiłem się nowym napędem, ale skupiłem na przeżyciu. Jakoś się udało. Pewnie lepiej by było wyjechać po południu, ale na to czasu nie miałem.

Trasa wschodnia: Poznań - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Głuszyna - Sypniewo - Szczytniki - Koninko - Gądki - Robakowo - Gądki - Borówiec - Kamionki - Szczytniki - Koninko - Jaryszki - Krzesiny - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - Dębiec.

Z atrakcji wymienić mogę zamknięte dwa razy rogatki. Super sprawa tak kwitnąć w pełnym słońcu przy temperaturze plus 35. Naprawdę, kupa zabawy, z przewagą kupy :)

Zdjęć z oczywistych względów ilość minimalna - każde zatrzymanie sporo mnie kosztowało. Zrobiłem tylko trzy wyjątki. Pierwszy w Borówcu, żeby uchwycić przesłanie sugerujące, iż najlepiej, żebym został... słonecznikiem...
Bądź... słonecznikiem. Hm :) Borówiec
...drugi przy znanym bocianim gnieździe w Szczytnikach. Akurat pani matka była w fazie "co to ja miałam...?"...

...a trzeci na Dębinie. Tam zresztą jeszcze na chwilę się pojawiłem po południu, ale na krótko, bo Kropa ma tak jak ja: upałów nienawidzi i każdy krok ją męczył. Nie miałem sumienia jej katować, odprowadziłem do domu i sam zrobiłem rundkę. Warto było, ale o tym szerzej chyba jutro.
Kawałek cienia na Dębinie
Pod domem uchwyciłem jeszcze Ciasteczkowego Potwora, czyli wronę siwą. Mam nadzieję, że taka dieta ptakom aż tak bardzo nie szkodzi.
Wrona znalazła ciasteczko
Ciasteczkowy potwór :)




  • DST 56.50km
  • Czas 02:12
  • VAVG 25.68km/h
  • VMAX 41.70km/h
  • Temperatura 32.0°C
  • Podjazdy 147m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Parówa 2021, część 3 - szukając cienia

Sobota, 19 czerwca 2021 · dodano: 19.06.2021 | Komentarze 12

Sobota pracująca, co miało jeden plus - zmotywowało mnie do wcześniejszego niż zazwyczaj weekendowego wyjazdu. Wyruszyłem już o ósmej, co w aktualnych warunkach i tak oznacza, że zrobiłem to gdzieś o pięć godzin za późno. Ale wtedy spałem, ewentualnie mógł mi się śnić rower, lecz jak zwykle snów nie pamiętam :)

Trasa południowa: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - Baranowo - Sowiniec - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.

Tak jak w tytule - szukałem cienia panicznie. Na szczęście sporo z drogi to tereny WPN-u oraz Rogalińskiego Parku Krajobrazowego, więc coś tam znalazłem. Jak zwykle zawitałem do "swojego" lasu, dzisiaj wybitnie zapaprociowanego.
O takie barwy w lesie walczylim :)
Jaśnie oświecona paproć
Na prześwietleniu
W lesie za Żabnem
Odcinki nasłonecznione to oczywiście rzeź. Ale jakoś wyszedłem z niej cało.

Wracałem przez Liban, sorry, Luboń, wyjątkowo ulicą Armii Poznań. Dawno mnie na niej nie było, więc z podziwem po raz kolejny zatrzymałem się, żeby ująć klasykę tamtejszych standardów antyrowerowych. Tak, to jest oficjalny wjazd na śmeszkę. Wciąż robi wrażenie, wiem :)
Lubońskie standardy antyrowerowe
Klasycznie miałem ją olać, ale na horyzoncie zauważyłem radiowóz. Cholera, trzeba było cierpieć. Ale postanowiłem nie marnować okazji i zapytałem parę policjantów czy według nich naprawdę trzeba według nich jeździć tym gównem. Mężczyzna z szuszarką stanowczo stwierdził, że trzeba, ale pani była bardziej nastawiona na dialog, więc wytłumaczyłem na przyszłość, między innymi pokazując powyższą fotę, że na mtb owszem, może się da, ale szosą nie, nie i jeszcze raz nie. Poradziła pisać do zarządcy drogi, żeby jak najszybciej zrobili coś z tym żałosnym czymś i życzyła miłego dnia. A, zapytałem czy dają mandaty jak kogoś złapią za "niejazdę" - odpowiedź brzmiała "wie pan, wszystko zależy na kogo się trafi". Jak to Polsce :)

A po południu jeszcze kawałek zielonego cienia na Dębinie...
Zielne odstępy poznańskiej Dębiny
...i do pracy. Nie rowerem, bo liczyłem na to, że jakimś cudem odbiorę szosę z serwisu. I cud się stał - około południa dostałem info, że mogę przybywać, a zamówione części pasowały. Wszystkie :) Nowy napęd zawsze cieszy. Przy okazji wyszło, ile rzeczy jeszcze jest w nim do wymiany, z kołami na czele. Ale to później.
Szosa po serwisie
Kaseta aż straszy nowością :)




  • DST 54.10km
  • Czas 02:08
  • VAVG 25.36km/h
  • VMAX 51.80km/h
  • Temperatura 32.0°C
  • Podjazdy 186m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Parówa 2021, część 2 - padam na ryj, nie przez rower

Piątek, 18 czerwca 2021 · dodano: 18.06.2021 | Komentarze 15

Generalnie po napisaniu tytułu mógłbym zakończyć, bo jest w nim większość tego, o co mi chodzi :)

Rower był, oczywiście, ale tylko rano. Wykonałem Czarnuchem wschodnią pętelkę, z Dębca przez Las Dębiński, Starołękę, Czapury, Babki, Głuszynę, Sypniewo, Szczytniki, Koninko, Gądki, Robakowo, Gądki, Borowiec, Kamionki, Szczodrzykowo, Koninko, Sypniewo, Głuszynę, Minikowo, Starołękę i Las Dębiński do domu.

Grzało tak, że dwa razy musiałem stanąć w terenie leśnym, żeby dojść do siebie. Problem w tym, że coraz mniej jest gdzie się zatrzymywać :/ Po raz kolejny nie pozdrawiam w tym miejscu rzeźników z Lasów Państwowych.

Fotki upalne.
Sahara w Polsce
Chwila ochłody na poznańskiej Dębinie
Czekanie przez pięć minut w pełnym słońcu, żeby zobaczyć samą lokomotywę... Hm, dobrze, że w ogóle coś przejechało :)
Samotna lokomotywa po pięciu minut oczekiwania w upale
A po południu wypad z Kropą na Dębinę, gdzie pies wykonał czynność jedyną słuszną...
Jedyna słuszna czynność :), poznańska Dębina
...natomiast potem już tylko załatwianie spraw, czyli moje "wolne". Między innymi czekała mnie wizyta w Ikei po nowy stolik pod TV. Dawno mnie tam nie było, nawet nie wiedziałem, że wprowadzili poznańską gwarę jako obowiązującą. Miło :)
Taśtaj klunkry obok, tej!, czyli zapraszamy do kasy obok w gwarze poznańskiej. Szacun dla Ikei :)
Aaaa, jeszcze boćki :) Dzisiaj ze Szczytnik, matka z aż trzema małymi. Znam ich historię, bo zagadał mnie pan, który mieszka naprzeciwko ich gniazda, z czego jest bardzo dumny. Mówił, że szwagier wybudował nawet wypasioną platformę, bo też chciał, ale i tak przylatują do "niego" :)Głodne dzioby
Matka z trzema maluchami




  • DST 55.60km
  • Czas 01:58
  • VAVG 28.27km/h
  • VMAX 51.80km/h
  • Temperatura 31.0°C
  • Podjazdy 158m
  • Aktywność Jazda na rowerze

Parówa 2021, część 1 - dobicie napędu

Czwartek, 17 czerwca 2021 · dodano: 17.06.2021 | Komentarze 13

Dzisiaj w końcu przyszedł blat, więc ten wypad był pożegnalnym dla aktualnego napędu. Rower wylądował w serwisie, gdzie byłem umówiony na zasadzie "do wciśnięcia" gdy już będę miał komplet części. Więc wersja optymistyczna: odbiór w sobotę. Bardziej realna - w poniedziałek. Oczywiście jeśli wszystko będzie pasować, a co do tego jak zwykle pewności mieć nie można.

Jazda była ciężka, nie tylko ze względu na napęd (to naprawdę było wyzwanie), ale oczywiście z powodu temperatury. Sezon na parówę czas rozpocząć, niestety, za mną odcinek pierwszy :(

Trasa południowa: Dębiec - Las Dębiński - Minikowo - Starołęka - Czapury - Wiórek - Sasinowo - Rogalinek - Rogalin - Świątniki - Radzewice, tam nawrotka - Świątniki - Rogalin - Rogalinek - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.

Nad głową latał mi F16...
F16 ponad lasem
...a skoro Radzewice, to obowiązkowo port.
Kultowa fota z Portu w Radzewicach
Letni brzeg Warty
Łódeczka w Radzewicach oczywiście nawiedzona
...gdzie rządziły ciekawskie dymówki.
Ciekawska dymówka
Higiena to podstawa
Odlotowa parka dymówek
Kawałek dalej, w Śwątnikach, ujrzałem wzruszającą scenę, na której bocian-rodzic troskliwie chronił malucha przed upałem. Szkoda, że było pod światło i zdjęcia wyszły nieostro, ale coś tam widać.
Troskliwa matka w gnieździe
Buzi w główkę :)
Spojrzenie pełne miłości
Bociania matka chroniąca młodego przed słońcem
Swoje odstałem na wahadle w Rogalinku. Ale nowy most pięknie rośnie.
Wzdłuż budowy nowego mostu w Rogalinku
A to piekielna temperatura :/
Masakra... :(
Reszta to dojazd do pracy, rowerem dzisiaj w jedną stronę, bo - tak jak wspominałem - żegnam się z nim na kilka dni.
Ostatnie spojrzenie na szosę przed oddaniem na sewis
Oto skompletowane (mam przynajmniej taką nadzieję) części. To na ten cholerny mały blat tyle czekałem. W końcu przyjechał z Niemiec.
W końcu pełen komplet do przeszczepu
A po drodze "wyprzedziłem" takie oto BMW jakieśtam.
Jakieś wypasione BMW




  • DST 56.10km
  • Czas 01:52
  • VAVG 30.05km/h
  • VMAX 51.60km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Podjazdy 154m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Przedkurierowo

Środa, 16 czerwca 2021 · dodano: 16.06.2021 | Komentarze 10

Dzisiaj wypad dość ekspresowy. Dostałem bowiem info, że w okolicach 10:30 będzie u mnie kurier z pewnym domowym sprzętem, nie było więc czasu na marudzenie.

Trasa w tę i z powrotem: z Dębca przez Las Dębiński, Starołękę, Minikowo, Krzesiny, Jaryszki, Żerniki, Tulce, Gowarzewo i Siekierki do Skałowa, gdzie zawróciłem kawałek przed torami.

Napęd jest już na końcówce końcówek. Na 99% jutro dojedzie do mnie blat, więc można będzie zabierać się za wymianę. Jest jakaś nadzieja, że jeśli wszystko będzie pasowało (a jak wiemy to zagadka) to w przyszłym tygodniu będę mógł jeździć jak człowiek, a nie jak... cholera, nie wiem... nieczłowiek :)

Lepsza niż ostatnio średnia byłaby nie do osiągnięcia z takim stanem sprzętu, ale na szczęście przez kilka kilometrów, od Tulec do połowy Gowarzewa, miałem przed sobą kolegę. Wielkiego i zielonego. Czyli ciągnik John Deere. Baaaaardzo go szanuję za te 40+ pod wiatr :) Co prawda szybko mnie opuścił, a po nawrotce jakoś w plecy wiać nie chciało, ale generalnie było ok.

Zdjęcia w ilości minimalnej, bo czas naglił, a i obiektów jakoś nie było. Więc jedynie symboliczne zdjęcia sprzed schroniska dla zwierząt w Skałowie...
Wjazd do schroniska w Skałowie
...oraz już z drogi do pracy wycieczkowa zabytkowa "zerówka" telepiąca się przez Poznań.
Zabytkowa
A, żeby były jakieś zwierzaki, to niedawne zdjęcie kosa, a w sumie to maszyny KOS-16 wzbijającej się do lotu :)
Kos-16 odlatuje :)




  • DST 56.15km
  • Czas 01:59
  • VAVG 28.31km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Podjazdy 143m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Odwiedzić Trzcielonardo

Wtorek, 15 czerwca 2021 · dodano: 15.06.2021 | Komentarze 11

Wypad bez historii. Ot, przedpracowy kursik na rozklekotanej szosie.

Wyjazd przed dziewiątą, generalnie ciut później niż planowałem, ale miałem nadzieję, że rano zmieni się status przesyłki, na którą czekam. Nic z tego, kurier się obija, więc niepotrzebnie zwlekałem.

Rowerowo wpadł zachodni polny klasyk: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin -Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Nie jechałoby się źle, gdyby nie napęd. Ale o tym już pisałem, dalej będę cierpiał w milczeniu :) Nie za bardzo chciałem się zatrzymywać, bo każde stąpnięcie na pedały po ruszeniu to mały stresik. Fotki więc tylko klasyczne-symboliczne. Jak zwykle Lisówki i Trzcielin na tapecie, a żółw (Trzcielonardo, tak go nazwałem) już przede mną w ogóle nie ucieka :)
Kolorowy świat
Ulubiony widok w Lisówkach
Żółw z Trzcielina już się mnie nie boi. Miło :)
Przy polu w Rosnowie
Dystans zawiera dojazd do pracy.




  • DST 56.30km
  • Czas 01:58
  • VAVG 28.63km/h
  • VMAX 51.70km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Podjazdy 125m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Hamerykańsko

Poniedziałek, 14 czerwca 2021 · dodano: 14.06.2021 | Komentarze 16

Pogoda trochę zluzowała, nie wiało już tak koszmarnie, postanowiłem więc zaryzykować i pokręcić dzisiaj szosą. Blat jeszcze do mnie jedzie, za szybko na sprawnym lekkim rowerze nie usiądę, więc póki co muszę sobie radzić. 

Kręciłem powolutku, krokiem jeżdżącej baletnicy, byle nie zostać zaskoczonym przeskokiem napędu. Oczywiście zaskoczony zostałem, nie raz i nie dwa. Co najmniej trzy. A nie więcej niż tysiąc :)

Trasa zachodnia: Poznań - Plewiska - serwisówki - Zakrzewo - Sierosław - Więckowice - Fiałkowo - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Nie było lekko, nie tylko w temacie technicznym. Również mentalnym. Najpierw na serwisówce mało brakowało, a zostałbym skasowany przez gazeciarza w ciężarówce z firmy "Dolata", a kawałek dalej przez troglodytkę z telefonem przy ryju na rondzie. Gdybym nie wrzasnął, byłbym rozjechany mając pierwszeństwo. Ot, Polska.

Taki ładny "hamerykański" autobus dowozi klientów szkoły na poznańskim Fabianowie. Fajny. Tym bardziej jeśli się jest miłośnikiem South Parku :)

Tutaj kolejny dowód wyższości roweru nad samochodem. Myk myk i korek w Plewiskach przed przejazdem ominięty.
Kolejny dowód na to, że rower jest lepszy niż samochód :). Plewiska
Obowiązkowa fota z rowerem znów wypadła przy stawie w Więckowicach.
Nad stawem w Więckowicach
Przed pracą (dystans zawiera dojazd do niej) udało mi się jeszcze polecieć z Kropą na szybko na Dębinę, gdzie spotkałem ładnie współpracującą żabkę wodną. Chyba już mnie zaczynają poznawać, bo z reguły ostatnio są nad wyraz grzeczne i spokojne :)
Żaba w pozycji
Ładnie współpracująca żaba wodna
Cóż, a mistrzostwa trwają. Patrząc na pierwszą połowę meczu ze Słowacją (w przerwie kończę wpis) wszystko jest w normie :) A tak przy okazji... to faktycznie jest wyzwanie...