Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 239570.05 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.49 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 783546 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 57.20km
  • Czas 02:00
  • VAVG 28.60km/h
  • VMAX 51.70km/h
  • Temperatura 7.0°C
  • Podjazdy 169m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

S(u)portowo

Wtorek, 26 października 2021 · dodano: 26.10.2021 | Komentarze 14

Dzisiaj już normalny wypad przedpracowy. Czyli w sumie nienormalny :)

Wyjazd lekko po dziewiątej. Miało być wcześniej, ale wstawanie idzie mi coraz ciężej. Jesień...

Trasa zachodnia: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Jechało się przyzwoicie, ale walczyć nie chciałem. W sumie mocniej depnąłem dopiero, gdy mogłem podłączyć się na chwilę przed Dopiewem pod ciągnik. I okazało się, że nie jestem tam sam, bo już "kołował" za nim inny szoszon. Z nim sympatycznie pokręciłem sobie do Gołusek, gdzie każdy udał się w swoją stronę. Aha, sam zagaił, że ciągle wieje w pysk, ja nie poruszałem pierwszy tematu! :)

Zadziwiająco słonecznie było jak na koniec października.
Zanim wyłysieje...
Ptactwo jeszcze średnio się pokazuje. Wpadł tylko jeden niewyraźny myszołów, z bardzo daleka,
Myszołów z bardzo daleka
Odlot myszołowa
Od kilku dno coś mi pływało pod nogami podczas jazdy. Dzisiaj już konkretnie, więc zacząłem się tym interesować - no i proszę, korba miała takie luzy, że można by zorganizować małą huśtawkę. Przed pracą zawitałem więc do niezawodnego serwisu Mroza, żeby sprawdzili czy wystarczy dokręcić, czy do wymiany cały suport. Oczywiście okazało się, że to ta druga opcja. Plus jest taki, że w końcu da się pewne rzeczy załatwić od ręki, więc odebrałem rower tego samego dnia. Podobno wkład był tak zmasakrowany, że wzbudził uznanie nawet doświadczonego serwisanta. Kolejny nieplanowany wydatek tego roku za mną :/
Nowy suport zamontowany
Na koniec kadry z Dębiny z ostatnich dni. Pojawiły się w końcu kosy, co cieszy mnie bardzo, bo to towarzyskie ptaszki.
Jeden z pierwszych jesiennych kosów
Kropa jak zwykle w swoim żywiole...
Kijkowanie - wersja jesienna :)
...a generalnie już bardziej kolorowo w tym roku nie będzie.
Już bardziej kolorowo w tym roku nie będzie..., Dębina, Poznań




  • DST 54.20km
  • Czas 01:59
  • VAVG 27.33km/h
  • VMAX 50.50km/h
  • Temperatura 6.0°C
  • Podjazdy 203m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Porannie i WPN-nie :)

Poniedziałek, 25 października 2021 · dodano: 25.10.2021 | Komentarze 10

Pierwszy - i ostatni w dzionek roboczy - wolny dzień w tym tygodniu. Plany dwa: znów się wyspać i nadrobić jesienne zaległości. Melduję wykonanie zadania :)

Rowerowy wyjazd przed dziesiątą. Dość chłodno, ale słonecznie. Wydawało się, że warunki świetne, ale w praktyce wyszło, iż ciężko się jedzie, bo wiatr kręcił w każdym kierunku, tylko nie tym mi sprzyjającym. Więc nawet nie walczyłem.

Trasa wschodnia: Dębiec - Las Dębiński - Minikowo - Starołęka - Czapury - Babki - Daszewice - Kamionki - Borówiec - Robakowo - Dachowa - Szczodrzykowo - Śródka - Krzyżowniki - Tulce - Żerniki - Jaryszki - Krzesiny - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom.

Poranna Dębina jak zwykle piękna.
Parkowanie na Dębinie
Przelot przez poznańską Dębinę
Na S11 dzisiaj niewyjątkowy korek, ale wyjątkowo spory :)
Korek na S11
Tyle o rowerze. Po południu zająłem się ważniejszą misją, czyli wypadem do WPN-u. Ten ostatni okazał się za wczesny, na Nadwarciańskim nie było jeszcze prawdziwych barw jesieni, dzisiaj za to już narzekać nie mogłem. Oto wycinek z tego, jak wygląda najfajniejszy szlak w najfajniejszym narodowym parku :)
WPN wita!
Warta w Puszczykowie
Złoto przy Nadwarciańskim
Władczyni kijków przy mostku
Mostek na Nadwarciańskim
Wyschnięte koryto strumienia
Złoto z poziomu gleby
Literka N z natury :)
Strumień nadwarciański w jesiennym wydaniu
Strumień z mostkiem w tle
Kolejny WPN-owski kadr
Wykrzywione drzewo
Mostek przy uroczysku
Zatopione drzewo
Zbliżenie na uroczysko
Mam faję i nie zawaham się jej użyć :)
Przy kolejnym uroczysku
Huśtawka albo wielki róg :)
Trakt w WPN-ie
Gnojnik miał swoje pięć minut. W końcu przyjrzałem się jego mordce - nie ma co, istny Venom :) W sumie fajnie, że są takie małe :) A przy okazji polecam "Przemianę" Franza Kafki - kto nie czytał, pilnie musi nadrobić.
Z pyszczka istny Venom :)
Gnojnik w makro




  • DST 53.10km
  • Czas 01:52
  • VAVG 28.45km/h
  • VMAX 51.10km/h
  • Temperatura 10.0°C
  • Podjazdy 173m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wielki powrót jasności :)

Niedziela, 24 października 2021 · dodano: 24.10.2021 | Komentarze 14

Głównym planem dnia było wyspanie się. Misja wykonana, nawet z nadmiarem - spałem do grubo po dziewiątej. Oj, musiałem, bo po wczorajszym dzionku w pracy byłem bez sił.

Wyjazd na rower niespieszny, dopiero w okolicach wpół do dwunastej. Po kawie i śniadaniu, do tego z optymizmem co do jazdy, bo w końcu przestało wiać. A i słońce wyszło. Ono zresztą będzie cichym bohaterem tego wpisu.

Trasa południowa: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - Baranowo - Sowiniec - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.

Jazda emerycka, nastawiona na cieszenie się z aury. A skoro miało być słoneczko, to proszę :)
Prześwietlenie :)
W lesie za Żabnem
Widok na szosę idącą przez Puszczykowo
Przy wjeźzie w Puszczykowskie Góry
Koło Baranowa widziałem parkę kormoranów, ale bardzo wysoko na niebie, więc fotka jedynie symboliczna.
Parka kormoranów
Ruch spory - tak aut, jak i rowerzystów. A ja mam od dziś nauczkę, na szczęście bez konsekwencji. W tym oto miejscu, na granicy Lubonia z Łęczycą, ale uchwyconym już od drugiej strony:
Niebezpieczne przejście dla pieszych w Luboniu
Nie widać tego na zdjęciu, ale do wiaduktu zjeżdża się ze sporej górki (jakieś 6%). Do tego głównym zajęciem jest wpatrywanie się w lustro drogowe, którą jest jedyną możliwością sprawdzenia czy zza łuku ktoś nie nadjeżdża, do tego - jak widać - jest zwężenie i znak ustalający pierwszeństwo przejazdu. No i jak się okazało, jakiś kompletny debil zaprojektował tu przejście dla pieszych tak, że ewentualnego przechodzącego nie ma szansy zobaczyć. I to mi się właśnie zdarzyło - zadowolony z tego, że nic nie jedzie wszedłem w zakręt z prędkością 40+, a tu nagle zonk - pan z psem już na drugim "szczebelku" zebry! Od wypadku brakowało bardzo niewiele, a uratowały nas refleksiki - mój (odbicie w lewo i ostro po hamulcach, które w szosie jak wiadomo służą raczej do zmiany biegów, a nie zatrzymywania się) i przechodzącego, który się cofnął i przyciągnął psa. Oczywiście się zatrzymałem, zawróciłem i zacząłem przepraszać (bo faktycznie, zgodnie z logiką tego, kto to wymyślił, powinienem tamtędy jechać jakieś 0,1 km/h, żeby nie ryzykować), ale pan przyjął to spokojnie, mówiąc, że to nie pierwszy raz w tym miejscu, do tego sam jest rowerzystą. A najciekawsze jest to, że nigdy nie widziałem tu żadnego człowieka (zapewne większość ludzkości również), za to dziś całą dwójkę, dzięki czemu mogłem uchwycić podobną sytuację podczas powrotu - kierowca też w ostatniej chwili się zatrzymał. Brawo dla projektanta - poziom bezmyślności level Luboń...

Po południu jeszcze spacer po Dębinie. Tam też nastąpił wielki powrót światła :)
Wielki powrót światła na poznańskiej Dębinie




  • DST 58.30km
  • Czas 02:13
  • VAVG 26.30km/h
  • VMAX 51.50km/h
  • Temperatura 7.0°C
  • Podjazdy 190m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wywiana pchełka

Sobota, 23 października 2021 · dodano: 23.10.2021 | Komentarze 11

Coś mi się we łbie ubzdurało, że dzisiaj będzie wiać słabej niż wczoraj. Nie wiem czemu.

Oczywiście słowem klucz jest "ubzdurało". Optymistycznie wziąłem pod tyłek szosę, co nie było najlepszym pomysłem. Po pierwsze telepało mnie na wszystkie strony, po drugie cokolwiek bym robił to i tak bym nie był w stanie jechać szybciej, po trzecie wyszła jedna z gorszych średnich w całym moim szosowaniu. Tym bardziej, że wiatr nie chciał współpracować nawet po nawrotce, co chwilę zmieniając kierunek z północnego na południowy i z powrotem. A do tego jeszcze zmarzłem.

To jednak nie był koniec pecha. Na prostej między Plewiskami a serwisówkami bowiem nagły podmuch spowodował, że wyleciała mi jedna słuchawka-pchełka z lewego ucha. Oczywiście od razu dałem po hamulcach, zacząłem przeszukiwać drogę i pobocze, ale na próżno. Nie znalazłem. Za to kamyki, kasztany i pety owszem. To już chyba piata para w przeciągu roku, która przestała być kompletna, pierwszy raz jednak zupełnie nie z mojej winy... No nic, widocznie tego typu sprzęt nie jest mi dany, muszę wrócić do kabla...

Co do trasy. Znów zachodnia: Poznań - Plewiska - serwisówki - Dąbrówka - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Poranne Świerczewo rządzi. Lubię tę alejkę :)
Poranne poznańskie Świerczewo
Rowerowa fota dzisiaj tylko z Trzcielina...
Przy bagienku w Trzcielinie
...oraz znad powalonego drzewa przed Dopiewem. No tak, tu nie ma wątpliwości - takie drzewa (i tylko takie!) nadają się do wycinki. I to tylko przy drogach, nie w lasach.
Upadłe puste drzewo przed Plewiskami
Jadąc do pracy zajrzałem jeszcze na Dębinę, gdzie dzielnie trzymają się resztki barw...
Resztki barw na poznańskiej Dębinie
...oraz nakarmić kiciusia teściowej. Który jest jak zwykle w formie :) To chyba jedyny czworonóg, którego z chęcią wysłałbym do psychiatry. I mu współczuł. Nie, nie kotu :)
Kot teściowej. Jedyny z mi znanych, który ma nierówno pod sufitem :)




  • DST 63.40km
  • Czas 02:32
  • VAVG 25.03km/h
  • VMAX 55.60km/h
  • Temperatura 9.0°C
  • Podjazdy 224m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

No wiało

Piątek, 22 października 2021 · dodano: 22.10.2021 | Komentarze 10

No wiało. Nie ma się co oszukiwać :)

Dzisiaj - mimo że przed południem nie padało - wyjechałem ponownie Czarnuchem. Jednak te kilka kilogramów więcej pod obywatelem dawało mniejszą szansę na to, że odlecę :) W sumie był to dobry pomysł, bo średnia byłaby porównywalnie słaba, a mniej się wkurzałem.

Były momenty, gdy na polach wyciągałem 15 km/h. I to przy mocnym stąpnięciu na pedały :) Jednak trzeba przyznać, że był i moment po nawrotce, gdy na prawie płaskim wyciągnąłem ponad 55 km/h, co w przypadku roweru MTB już coś znaczy.

Trasa zachodnia: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Oświecenie nad WPN-em
W Lisówkach na chwilę zrobiło się nawet słonecznie. A ulubiona droga jeszcze trzyma klimat zieleni.
Droga w Lisówkach
Znów spotkałem kruka. Ale mi zwiał.
Odlot kruka
Na samym starcie zostałem zablokowany przez aspirantów straży. Oj, poleciałyby mandaciki... :)
No i mnie zablokowali. Mandaciki się należą :)
Potem jeszcze dojazd do pracy z zahaczeniem o Dębinę.
Na mostku na poznańskiej Dębinie
Tam też wiało :)
No wiało :)




  • DST 58.40km
  • Czas 02:20
  • VAVG 25.03km/h
  • VMAX 42.80km/h
  • Temperatura 14.0°C
  • Podjazdy 137m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

No jesień...

Czwartek, 21 października 2021 · dodano: 21.10.2021 | Komentarze 8

Zgodnie z zapowiedziami dzisiaj i wiało, i padało. Niestety miłej niespodzianki nie było...

Nie byłem nawet pewien, czy w ogóle pokręcę. W pracy musiałem być w samo południe, a wcześniej jeszcze odwiedzić pewnego uroczego kotka, który najchętniej zrobiłby miazgę z każdego, kto mu się nie spodoba. Czyli z grubsza ze wszystkich :) 

W momencie startu jeszcze nie padało. Oczywiście wiedziałem, że to się zmieni, mimo wszystko jakaś nadzieja gdzieś tam pozostała. A wiadomo, czyją ona jest matką. Głupi ja :)

Lać zaczęło na trzecim kilometrze, czyli dokładnie w momencie, gdy wyjechałem z Dębiny. Na której było jeszcze całkiem malowniczo.
Poranna Dębina, jeszcze przed deszczem
Jak widać pojechałem Czarnuchem. I dobrze zrobiłem, bo grube koła i błotnik pod dupą to rzeczy cenne. Obie się przydały.

Trasa kombinowana, najpierw przez Starołękę, Czapury, Wiórek i Sasinowo do Rogalinka, gdzie wykonałem taktyczną nawrotkę, wróciłem swoimi śladami na Dębiec, a że akurat padać przestało to poszerzyłem gluta o rundkę przez Luboń do Łęczycy i Wirów, a następnie przez Luboń do domu, gdzie się ogarnąłem i pokręciłem do centrum.

Oj, ciężka to była jazda. Momentami wiało tak, że stałem w miejscu. Ale gdy zawiało w plecy... Bajka :)

Fotek praktycznie nie robiłem. Więc za motyw zwierzęcy służą dziś lekko poplątane kaczuchy :)
Poplątane kaczuchy :)
Dystans będzie zawierał dojazd z pracy. Jeśli mnie nie zwieje :)

EDIT: nie zwiało. Choć mało brakowało :)




  • DST 54.20km
  • Czas 01:58
  • VAVG 27.56km/h
  • VMAX 60.80km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Podjazdy 200m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Ledwożyw

Środa, 20 października 2021 · dodano: 20.10.2021 | Komentarze 9

Dzisiaj krótko o rowerowaniu, bo po pierwsze późno, a po drugie ledwo żyję.

Wolny dzionek. Jak zwykle tylko w teorii.

Najpierw wyjazd rowerowy, na zachód. Wiało jak cholera (fałmaks jako dowód), więc nie walczyłem. Za to było ciepło.

Trasa: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Najpierw odwiedziłem owieczki z Łęczycy.
Owieczki z Łęczycy
Owieczka solistka
Ciekawski kopytny
Tę/tego ostatniego dokarmiłem lekko trawką :)

Pogoda dziwna. Głównie pochmurna - wypogodziło się dopiero po południu. Choć były również momenty ładnej przydrogowej jesieni.
W okolicach Lisówek
Przydrożna jesień w wersji ładnej
Z ptaków tylko jeden myszołów, bardzo daleko i wysoko, więc foty jedynie symboliczne.
Myszołów prezentuje się z daleka
Daleki myszołów na płasko
Miałem plan pojechania do WPN-u i łapania jesiennych fotek. Nic z tego. Okazało się, że zadzwoniła pielęgniarka, która zajmuje się teściową, że jest u niej i na jej oko trzeba wezwać pogotowie. W te pędy więc zmieniłem plany, szybki kurs i po chwili dzwoniliśmy na 112. Na szczęście tragedii nie było, ale profilaktycznie wzięto ją do szpitala na obserwację. Co oznacza jedno: znów opieka nad kochanym kotkiem, który dzisiaj prychał na pielęgniarzy. Słodko :/

Po wszystkim wziąłem Kropę na spacer przez Dębinę do centrum odebrać niesprawny telefon i przekazać znajomemu na diagnozę, która ma odpowiedzieć na pytanie: czy to truchło da się jeszcze uratować? Szanse małe, ale za kilka dni będę wiedział.

Dębina na jeden dzień stała się znów pięknie złocista.
Żywe złoto na poznańskiej Dębinie
A pies do liści nic nie ma :)
Potwór z liści :)
Jutro podobno znów ma padać. I wciąż mocno wiać.




  • DST 58.60km
  • Czas 02:05
  • VAVG 28.13km/h
  • VMAX 51.10km/h
  • Temperatura 11.0°C
  • Podjazdy 170m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Powoli (i) kolorowo

Wtorek, 19 października 2021 · dodano: 19.10.2021 | Komentarze 8

Zacznę od smutnej (dla mnie) informacji tyczącej się telefonu, który wysłałem na serwis. Tak jak się spodziewałem, wykryto ciecz na płycie głównej, co skutkowało oczywiście odmową naprawy gwarancyjnej. Przynajmniej wiem dzięki temu, że certyfikat pyło i wodoszczelności IP53 oznacza tyle, że... nie można narażać sprzętu na pył i wodę. W tym drugim przypadku nawet na najlżejszy deszczyk, który generalnie nie powinien być groźny. Ot, ściema.

Wstępna ekspertyza: prawie osiem stów za wymianę płyty. Oczywiście bez sensu, poczekam aż zostanie zwrócony i oddam do zaprzyjaźnionego fachmana, który rozbebeszy smartfona i oceni koszt wymiany po swojemu. No i oczywiście nie jest powiedziane, że to cokolwiek da. Eh, szkoda, bo byłem mega zadowolony z aparatu, a już szczególnie z trybu makro, rzadko dopieszczanego w segmencie telefonów poniżej dwóch tysięcy. Dobrze, że mam jeszcze drugiego fona, bo bym się pochlastał.

No nic, pożaliłem się, czas na rowerowanie. Dzisiaj wyjazd przedpracowy, czyli zaspany. Trasa południowa: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - Baranowo - Sowiniec - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.

W sumie nie jechało się źle. Tak po prostu... jesiennie. Co akurat jest pozytywem, bo piękne barwy w końcu się na drzewach pojawiły.
DDR-ka w Łęczycy w kolorze
Czekałem, aż będę mógł sfocić je również na drezynowej trasie na Osową Górę. W końcu to mam :)
Zamiast drezyny.. . :)
Tunel z liści na drezynowej linii na Osową Górę
Poza tym nawiedziłem do niedawno ulubiony las za Żabnem, za który również wzięły się Lasy PiStwowe... :/ O tym, że wycięli już jego kawałek, pisałem. Ale to nie koniec, o czym świadczą koleiny. Obszar Natura 2000? A kij z nią, kasa się liczy. No i pozyskanie :/
Przy tablicy ochronnej dla lasu. Jeszcze jej nie wycięli.
Obszar Natura 2000? A kij z nią - do wycięcia! :/ Polska A.D. 2021
Dystans zawiera dojazd do pracy. Tym razem Czarnuchem, bo pokręciłem się jeszcze po Dębinie.




  • DST 54.20km
  • Czas 01:59
  • VAVG 27.33km/h
  • VMAX 52.20km/h
  • Temperatura 11.0°C
  • Podjazdy 166m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Rozdziobak

Poniedziałek, 18 października 2021 · dodano: 18.10.2021 | Komentarze 8

Z okazji wyjątkowo wolnego poniedziałku dane mi się było wyspać. Jupi.

Wyjazd bardzo późny jak na mnie, bo koło jedenastej. Postanowiłem nie bić się z wiatrem, tylko kręcić emerycko, tym bardziej, że w Lisówkach miałem kawałeczek terenu do podjechania, więc nie było warto walczyć o średnią. Tak zrobiłem.

Trasa zachodnia: Poznań - Plewiska - serwisówki - Dąbrówka - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

To co najciekawsze czekało na mnie na drodze między Dopiewcem a Konarzewem. Zobaczyłem w oddali kilka kruków, z czego jeden akurat posilał się... borsukiem. Mało apetyczna sprawa, ale typowa, bo te ptaki to głównie padlinożercy. Zastanawiające jest jednak to, co zabiło tego zwierzaka, który nie ma w naturze innych wrogów niż wilk, ryś oraz oczywiście człowiek. Rysia odrzucam. Wilk? Hm, ostatnio to możliwe. No i człowiek - borsuka mogło coś potrącić i zanim odszedł doczłapał na środek pola. Bo mendy myśliwskie raczej by wzięły go na futro.
Kruk podczas obiadu z... borsuka
Krucze zebranie
Podjechałem pod znajomą ambonę w Lisówkach. Ale tam cisza i spokój, zwierzyna poukrywana (i słusznie), więc tylko sobie pooglądałem okolicę z góry.
Droga lekko nie na szosę, ale do ogarnięcia, Lisówki
Pod amboną w Lisówkach
Widok z ambony, Lisówki
Ostatnio ciężko się zmieścić na drogach, nawet rowerem :)
Rowerem było na styk :)
Aha, znów trafił się gazeciarz. Debil śmignął mi koło ucha z prędkością - na moje oko - co najmniej 90 km/h. Nawet nie zdążyłem pozdrowić międzynarodowym gestem, nie wspominając już o werbalizacji.




  • DST 54.20km
  • Czas 01:54
  • VAVG 28.53km/h
  • VMAX 51.40km/h
  • Temperatura 10.0°C
  • Podjazdy 172m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Szturmowo :)

Niedziela, 17 października 2021 · dodano: 17.10.2021 | Komentarze 10

Niedziela oczywiście wolna, ale na popołudnie mieliśmy gości z okazji meczu Legii z Lechem, więc jakieś tam czasowe ograniczenia czasowe były. Nie byłbym w stanie chyba się odnaleźć bez nich :)

Wyjazd w okolicach dziesiątej, w warunkach o dziwo dość przyzwoitych - było chłodno i smętnie, ale przynajmniej już nie wiało tak jak ostatnio, więc można było skupić się na samej powolnej jeździe, a nie na wkurzaniu podmuchami.

Trasa zachodnia: Poznań - Luboń - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Dąbrówka - serwisówki - Plewiska - Poznań.

Dawno mnie nie było na końcu końca świata w Lisówkach. Dziś nadrobiłem :)
Koniec końca świata w Lisówkach
Tam w dali po lewej płonęło ognisko w lesie. Ale raczej zabezpieczone.
Płonęło ognisko w lesie
Z ptakami kiszka. Tylko jeden zmarznięty myszołów został przyuważony hen, hen, na polu.
Zmarznięty myszołów
Z kolei gdy zatrzymałem się na chwilę w Trzcielinie, nagle pojawił się jeden, a potem drugi mieszkaniec (z tych takich, hmm, przysklepowych) i zaczęli mi opowiadać całą historię bagienka, okolic, a nawet zaspoilerowali, że można spotkać tam bobry. Zresztą gdy wracałem, jeden z nich jeszcze na mnie czekał i zatrzymał, żeby specjalnie pokazać fotkę w telefonie tego ssaka, na którego kiedyś natrafił, niestety już nieżywego. Generalnie powoli chyba staję się elementem tamtejszego krajobrazu - kolejne osoby mówią mi tam "dzień dobry" :)

W Plewiskach zatrzymałem się na chwilę przy stadionie. Akurat trwał jakiś mecz, więc sobie kawałek obejrzałem. Jak się okazało, grał Szturm Junikowo z Orlikiem Miłosław w Klasie A. Wynik 9:2 mówi sam za siebie, było ciekawiej niż na Legii z Lechem :)
Mecz Szturm Junikowo - Orlik Miłosław (9:2). Ciekawszy niż Legia - Lech :)
Aha, Sejm dziś obradował na powietrzu :)
Dzisiaj obradowano na powietrzu :)