Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 239518.70 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.50 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 783452 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 64.10km
  • Czas 02:30
  • VAVG 25.64km/h
  • VMAX 51.10km/h
  • Temperatura 17.0°C
  • Podjazdy 148m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Burzowanie

Poniedziałek, 13 czerwca 2022 · dodano: 13.06.2022 | Komentarze 13

Dziwny to był rowerowy dzionek.

O tym, że ma padać, wiedziałem. Tyle że wróżki nastawiły mnie mentalnie na początek opadów gdzieś grubo po dziesiątej, jak zwykle robiąc mnie w konia. 

Założenie było takie, że robię wczesnego gluta Czarnuchem, przed oberwaniem chmury wracam bezpiecznie do domu, a potem teleportuję się do roboty.

Taaa, fajnie mieć założenia :)

Początkowo żarło całkiem spoko. Ruszyłem z Dębca wzdłuż Świerczewa na południe Górczyna, następnie przez Kotowo do Plewisk, skąd zacząłem pedałować w kierunku serwisówek. Dojechałem do wiaduktu nad S11 i... już wiedziałem, że suchy to ja nie wrócę.
Gdzieś tu już wiedziałem, że suchy to ja wrócę
Szybka analiza sytuacji i szukanie schronienia. Udało się kilometr dalej, pod całkiem wypasionym przystanku w Gołuskach. Kolejny do kolekcji odwiedzonych :)
Miejsce przeczekania burzy
Tam spędziłem dobry kwadrans, słuchając grzmotów, bo burza była w pakiecie. W końcu jednak udało się ruszyć.
Na górze sucho, na dole mokro
Dokręciłem do Palędzia i postanowiłem wrócić swoimi śladami do Poznania, dalsze plany uzależniając od aury. Tak zrobiłem.

Pod domem okazało się, że się wypogadza. Postanowiłem więc dokręcić do jedynego słusznego dystansu, trasą na chybił trafił. A że najbliżej był niestety Luboń, to tam ruszyłem z misją samobójczą, najpierw jednak zaliczając poznańskie Szachty. A co! Było... śmieszkowo :)
Pomost na poznańskich Szachtach
Śmieszkowe posiedzenie
Śmieszkowa chwila dla reportera
Śmieszka się melduje
Przy wieży widokowej na poznańskich Szachtach
Żeby wyszło pięć dych, pozwiedzałem takie atrakcje jak: cmentarz (Luboń) i hale magazynowe (Komorniki), po czym wróciłem do domu, a po ogarnięciu się pojechałem do pracy. Wcześniej jeszcze wpadając na Dębinę, gdzie uwieczniłem Strażnika Lasu.
Strażnik Lasu z poznańskiej Dębiny
No i tyle. Zamiast gluta udało się wykręcić jego dwukrotność.




  • DST 51.75km
  • Czas 01:47
  • VAVG 29.02km/h
  • VMAX 53.80km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Podjazdy 159m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Zbożowo

Niedziela, 12 czerwca 2022 · dodano: 12.06.2022 | Komentarze 11

Oj, potrzebowałem tej wolnej niedzieli. Znów bowiem pojawiły się u mnie deficytu snu.

Aktualnie ich już nie mam :) Spałem do dziewiątej.

Na rower ruszyłem lekko po jedenastej, mając w głowie ryzyko, że zacznie padać. Finalnie jednak na szczęście zostało mi to darowane, lekki deszcz pojawił się dopiero gdzieś dwie godziny po powrocie.

Trasa to klasyk. A jak. Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Pola zaczynają się zapełniać zbożem.
Zboże aż po horyzont
Ulubiona droga w Lisówkach
Klasycznie i kolorowo
Bagienko w Trzcielinie jak zwykle rządziło. Towarzyszyły mi tam żabole i szpaki...
Bagno w Trzcielinie, wersja półpochmurna
Jeden z żaboli
Zebranie szpaków
...a przy okazji przywitał się ze mną stary znajomy :)
Gromkie
Stary dobry znajomy
Na trasie wypatrzyłem jeszcze wronę siwą...
Wrona siwa patrzy
...i sportretowałem boćka. Jak na leniwą niedzielę wystarczy :)
Czujna twarz bociana
Bociek portretowo




  • DST 61.50km
  • Czas 02:08
  • VAVG 28.83km/h
  • VMAX 51.80km/h
  • Temperatura 29.0°C
  • Podjazdy 176m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Kolejne kondominium

Sobota, 11 czerwca 2022 · dodano: 11.06.2022 | Komentarze 7

Sobota niestety pracująca. Pogoda zacna, a tu trzeba czas tracić. Eh :/

No ale oczywiście pokręcone było :)

Trasa to klasyczne "kondominium", czyli z Poznania przez Luboń, Łęczycę, Puszczykowo, Mosinę, Krosinko, Dymaczewo Stare, Dymaczewo Nowe, Łódź, Witobel, Stęszew, Dębienko, Rosnówko, Szreniawę i Komorniki do Poznania. A potem, po ogarnięciu się, do roboty.

Szkoda, że podmuchy się zmieniły podczas jazdy, bo miałem pod wiatr, a potem pod wiatr. No i jeszcze w międzyczasie pod wiatr :) Ale za to ładnie było. Tylko znów za ciepło :/
Znów słonecznie w wielkopolskiej Łodzi
Widoczna tu śmieszka, opisywana wielokrotnie, jest niby ok, ale kończy się po polsku, czyli kostką. Dzisiaj specjalnie się zatrzymałem, żeby uchwycić ten abstrakt, czyli brak przejazdu rowerowego, samą konieczność zmiany strony oraz fale Dunaju. Oczywiście wszystko to jak zwykle olałem i pojechałem asfaltem.
Geniusze inżynierii nawet nie pomyśleli o przejeździe rowerowym. Więc jak zwykle olewka tego czegoś po lewej :)
A w Stęszewie Światowy Dzień Dziergania, czyli pełna celebracja pod muzeum :) Super sprawa, a uśmiechnięte panie pozwoliły sobie cyknąć fotę.
Światowy Dzień Dziergania, czyli pełna celebracja pod muzeum w Stęszewie :)
Żebym nie zapomniał o jeszcze jednym pozytywie - gdy już zaliczyłem iluś tam gazeciarzy, nagle ze zdziwieniem zauważyłem, że jedno auto wyprzedza mnie pięknie, przepisowo, zjeżdżając na drugi pas, upewniając się, że manewr wykonuje bezpiecznie. Najpierw byłem w szoku, a potem zauważyłem, że na haku ma rower. I to szosowy. Wszystko jasne :)

Ptaszki. Potrzeszcz najpierw w wersji napakowanej, potem ustawiającej się do herbu, a na końcu śpiewający hymn :)
Napakowany potrzeszcz :)
Potrzeszcz pozuje do herbu :)
Potrzeszcz śpiewa hymn :)
Zaraz obok prezentowała się pliszka siwa...
Obserwująca mnie pliszka
Prezentacja pliszki siewej
...a powyżej leciała czapla. Niestety nie udało jej się wyraźnie uchwycić.
Leci czapla siwa
W centrum Poznania ciszę zakłócali ci od Godek. W sumie może i ona tam była, ale jakoś nie miałem misji sprawdzenia. Szkoda czasu na barbarzyńców.
Darmowa reklama aborcji pod Starym Browarem w Poznaniu
No i jeszcze kadr z parku przy Starym Browarze.
Popołudnie w parku przy Starym Browarze, Poznań




  • DST 64.50km
  • Czas 02:18
  • VAVG 28.04km/h
  • VMAX 51.10km/h
  • Temperatura 21.0°C
  • Podjazdy 151m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Hugo i Pako :)

Piątek, 10 czerwca 2022 · dodano: 10.06.2022 | Komentarze 10

Dzisiaj na szczęście pogoda się ogarnęła i nie padało. Zawsze to jakiś plus w dniu, w którym znów trzeba się pojawić w robocie.

Z minusów: wiało. Mocno, choć po tegorocznej zimie, gdy drzewa latały po ulicach, mam opory przed używaniem tego typu określenia :) Na pewno jednak duło upierdliwie oraz niesprawiedliwie.

Trasa tym razem zachodnia z lekkim północnym odchyłem: Poznań - Plewiska - serwisówki - Zakrzewo - Sierosław - Lusówko - Lusowo - Batorowo - Zakrzewo - Dąbrowa - serwisówki - Plewiska - Poznań.

Z niespodzianek: drogowcy odcięli ode mnie Skórzewo, przez które zawsze robiłem sobie skrót. Wpadli na genialny pomysł, żeby w tym samym czasie budować w jednym miejscu tunel, a w drugim wiadukt, dookoła tej samej miejscowości, czyli Plewisk. Gratulując inwencji, współczuję mieszkańcom obu tych wiosek, sobie w sumie również.

Gdy jak zwykle zaparkowałem rower na małej plaży w Lusowie, trafił mi się prezent :) Bowiem akurat przechodziła Pani, z którą już kiedyś rozmawiałem, a obok niej radośnie skakały dwa pieski. Jednego z nich już kiedyś opisywałem, choć chyba pomyliłem imię : ) Teraz już wiem - oto Hugo, pies najdzielniejszy i najukochańszy, bo mimo kalectwa radosny niczym szczeniak. Nos mi oblizał :)
Oblizujący się, radosny Hugo :)
Hugo - pies ufny
Pies na dwóch kółkach - Hugo
Zaraz obok...
Dwa psiaki po przejściach plus rower
...latał Pako. To właśnie ten biedak, którego odebrano po interwencji jakiemuś ludzkiego ścierwu, które gasiło na nim pety, początkowo panicznie bojący się facetów. Na szczęście już jest trochę lepiej, a Pako uczynił mi ten honor, że nawet dał się pogłaskać :) No i rzucić kilka razy piłeczkę, którą mi przynosił pod nogi.
Pako wyskakuje z jeziora
Piłeczkowa radość :)
Uciekająca piłeczka
Pako bawi się w cyrkowca :)
Genialne istoty. I raz jeszcze wielki szacun dla Pani o wielkim sercu, która tak się o nie troszczy. Dowiedziałem się, że jadą w tym tygodniu pod... Karpacz, więc zdałem krótką relację z aktualnej sytuacji w górach.

Inne fotki. Samo Jezioro Lusowskie...
Słońce nad Lusowskim
Odbudowany pomost na Jeziorze Lusowskim
...diabelskie drzewo...
Pod diabelskim drzewem
...oraz rodzinka żurawi w zielsku.
Lekcja dla młodego żurawia
Rodzinka żurawi
Dzisiaj dystans zawiera już dojazd do pracy.




  • DST 51.30km
  • Czas 01:49
  • VAVG 28.24km/h
  • VMAX 50.80km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Podjazdy 172m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Skończeniowo

Czwartek, 9 czerwca 2022 · dodano: 09.06.2022 | Komentarze 10

To, co dobre, czyli wolne, się skończyło, dzisiaj znów trzeba się było zmobilizować i ruszyć do pracy. Powinni tego zabronić, albo przynajmniej między jednym a drugim urlopem dać pół roku na aklimatyzację, oczywiście bez konieczności przebywania w robocie ;)

Wyjazd poranny, co oczywiste. Pogodynki różniły się w temacie opadów, co oznaczało jedno: i tak wygra opcja najgorsza, więc zmoknę. Nie pomyliłem się. Na szczęście nie był to jakiś super mocny deszcz, jednak ponad dwadzieścia kilosów jazdy w tym czymś skutecznie zamieniło mi buty w małe bajorko.

Trasa wschodnia: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Głuszyna - Sypniewo - Szczytniki - Koninko - Żerniki - Tulce - Krzyżowniki - Śródka - Szczodrzykowo - Dachowa - Robakowo - Gądki - Jaryszki - Krzesiny - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom. Do pracy rowerem nie jechałem, bo akurat zaczęło mocniej lać.

Trafiła się jedna gazeciara. Taka wybitna milimetrówa. Co prawda przeprosiła, ale gdybym nawet minimalnie musiał skorygować tor jazdy w lewo, musiałaby te przeprosiny zrobić przez szyberdach. Którego nie miała. Bezmózgowie kompletne.

Fotki szare i ponure, takie jak aura.
Dębina w deszczu
W Szczodrzykowie, prócz rodzinki gęgaw płynących gęsiego oraz śmieszek, trafił się młody perkoz oraz czapla biała.
Gęsia rodzina płynie gęsiego
Gegawy, śmieszki i perkozy
Młody perkoz dwuczuby
Niewyraźna czapla biała
Koło Tulec sfociłem drogę, ekhm, szybkiego ruchu. Wersja PL :)
Korek na S11
Droga szybkiego ruchu, wersja PL




  • DST 56.10km
  • Czas 01:58
  • VAVG 28.53km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Podjazdy 173m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Bielikowo

Środa, 8 czerwca 2022 · dodano: 08.06.2022 | Komentarze 9

Ostatni dzień na wyspanie się już (prawie) za mną. Będę tęsknił :)

Wyjazd lekko po dziesiątej, w całkiem sympatycznej aurze. Na tyle, że nie chciało się za szybko jechać. Więc nie jechałem. Luboń pomógł :)

Trasa jedna z ulubionych, południowa: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - Krajowo - Baranowo - Sowiniec - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.

Niby mało się działo, a jestem zadowolony. Przede wszystkim dzięki "spotkaniu" na niebie bielika. Co prawda krążył bardzo wysoko i krótko, jednak coś tam uchwycić się udało.
Bielik szybuje na niebie
Odlatujący bielik
Przez leśną drogę przebiegł mi również szarak. Na szczęście dał mi te dwie sekundy, żeby go uchwycić zanim uciekł.
Zajączek na skraju lasu
Uciekający szarak
...i tyle go widziano
Sam ulubiony las oczywiście nawiedziłem.
Klasycznie w ulubionym lesie
Słoneczny las
Paproć coraz wyższa
Podjechałem sobie do końca wsi Krajkowo. Za tą kapliczką jest już tylko piach, kurz i bagna :)
Kapliczka w Krajkowie
Po południu jeszcze solidny spacer po Dębinie. Zawędrowaliśmy nad Wartę, gdzie akurat płynęły motorówki. Ulubione zajęcie Kropy nad wodą? Łapanie fal :)
Polowanie na fale :)
Nie będą mi tu fale szaleć! :)




  • DST 51.80km
  • Czas 01:49
  • VAVG 28.51km/h
  • VMAX 52.00km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Podjazdy 160m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Stare śmieci

Wtorek, 7 czerwca 2022 · dodano: 07.06.2022 | Komentarze 9

Dzisiaj na szczęście pogoda mnie nie zaskoczyła. Deszcz nadszedł, ale dopiero po południu, ja pokręciłem na sucho.

Miałem nadzieję, że jazda będzie łatwa i sympatyczna. Złudzenia zniknęły dość szybko, bo gdzieś na trzecim kilometrze, oczywiście w Luboniu. Aktualnie tam trwa jakiś dziwny remont głównej ulicy, przez co przejezdność, do tej pory na poziomie zera, teraz wynosi już zero absolutne. Nie dość więc, że się stoi, to jeszcze trzeba uważać, żeby nie wpaść w jakąś dziurę. A do tego tamtejsi kierowcy... Najczęściej mój limit bluzgów wyczerpuje się już tam, nie mam czego używać do końca dnia :) Dziś też trafił się as w ciężarówce - pędził przez całą wieś z prędkością 15 km/h, a do tego jak miał zielone to stał, natomiast gdy już włączało się czerwone, ruszał. Ot, taka zabawa.

Już więc na starcie byłem w plecy. Nie nadrobiłem, nie dało się.

Trasa klasyczna: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Fotek dzisiaj mało. Ale kilka jest. Na początek mój budzik, który pojawia się co kilka dni. Nie mam sprzętu, żeby go wyłączyć, poza tym - oby nie - może się przydać.
F16-tka z okna o poranku
Wróciłem na stare śmieci. Niestety, psują mi ulubiony widok, bo na górce w tle budują osiedle domków :(
Powrót na stare śmieci
No i zwierzaki. Żółwik...
No to żółwik :)
...samiec głowienki...
Obserwujący mnie samiec głowienki
...uśmiechnięty żabol...
Uśmiechnięta żaba
...lecący żuraw...
Lecący żuraw
...oraz kruki.
Dwie pary kruków na martwym drzewie
Samotny kruk na krzaku




  • DST 58.40km
  • Czas 02:05
  • VAVG 28.03km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Podjazdy 151m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pokaranko

Poniedziałek, 6 czerwca 2022 · dodano: 06.06.2022 | Komentarze 14

Dzisiaj - korzystając jeszcze z wolnego dnia - ponownie postanowiłem się wyspać. No i pokarało, bo gdybym spał o godzinę krócej, wróciłbym suchy. A tymczasem całkiem spory deszczyk dopadł mnie w połowie trasy i nie odpuścił już do końca. Miałem więc rower wodny.

Oszukały mnie oczywiście pogodynki, bo o oberwaniu chwili wiedziałem, jednak miało ono zdarzyć się dużo później niż było to w realu. Dzięki!

Trasa południowa: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - Grzybno - Konstantynowo - Nowinki - Drużyna - Krosno - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.

Gdy było jeszcze pogodnie, skorzystałem z okazji i wszedłem do przedsionka drewnianego kościoła w Żabnie. Udało mi się zrobić zdjęcie wnętrza, niestety przez szybkę.
Drewniany kościół w Żabnie
Wnętrze kościoła w Żabnie, niestety przez szybkę
Wisząca kapliczka na ścianie kościoła w Żabnie
Obok znajduje się jeden z moich ulubionych przystanków autobusowych.
Przystanek w Żabnie
Czarny kot z przystanku w Żabnie
W Grzybnie również fajny, choć nie do końca wiem, co autor miał na myśli :)
Cokolwiek autor miał na myśli... :)
Bok przystanku w Grzybnie
Dawno mnie nie było w tych okolicach, z radością więc odnotowałem, że powstało nowe miejsce owieczkowo-kózkowo-lamowe :) I to takie, że można przez płot pogłaskać i podziwiać :)
Leci stadko
Rogate drapanko :)
Mina dość specyficzna :)
Owieczka-Lewandowski :)
Zaciekawiona lama
A ten co tu foci? :)
Najodważniejsza owieczka
Podjadanie drzewka
Pędzące kózki
Zrobiłem sobie spacerek dookoła stawów w Grzybnie. No ale niestety, kiszka. Po pierwsze szuwary są już tak wysokie, że praktycznie niczego nie widać, a po drugie właśnie wtedy zaczęło padać. Jednak coś tam uchwycić się udało: dwie czaple, kanię oraz... kotka :)
Jeden ze stawów w Grzybnie
Stare drzewo z Grzybna
Brodząca czapla biała
Czapla w locie
Kania wysoko na niebie
Zaskoczony wiejski kotek
Najbardziej z mojego powrotu ucieszyła się pralka :)




  • DST 102.60km
  • Czas 03:25
  • VAVG 30.03km/h
  • VMAX 51.70km/h
  • Temperatura 28.0°C
  • Podjazdy 281m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Płasko na 102 :)

Niedziela, 5 czerwca 2022 · dodano: 05.06.2022 | Komentarze 15

Wczoraj wieczorem zawitałem ponownie w Poznaniu. Kilka fajnych górskich dni za mną, czas wrócić na płaskie.

Jak to po wolnym, najpierw musiałem... odpocząć :) Czyli przede wszystkim się wyspać. Misja się udała. Żona bowiem została jeszcze na jeden dzień w Jeleniej, bo stamtąd łatwiej dojechać było do miejsca, w którym musiała być na początku tygodnia. A pies nie dokazywał.

Ruszyłem bardzo późno jak na mnie, bo lekko po jedenastej. Plan był jeden: nie mieć planów. Kręcić. Pierwotnie miało być jedynie pięć dych, ale na tyle dobrze (względnie, bo jednak trochę wiało oraz było zdecydowanie za ciepło) mi się jechało, że postanowiłem na trzydziestym kilometrze, że zrobię stówę. Wstyd przyznać, ale dopiero pierwszą w tym roku. Sam nie wiem, jak mogłem się tak rowerowo zapuścić :)

Trasa, w związku z brakiem wcześniejszych założeń, okazała się taką dookoła komina, a nawet kurnika :) Różnie pisanego. Czyli: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Czapury - Babki - Głuszyna - Sypniewo - Szczytniki - Koninko - Żerniki - Tulce - Krzyżowniki - Śródka - Szczodrzykowo - Dziećmierowo - Kórnik - Mościenica - Mieczewo - Świątniki - Rogalin - Rogalinek - Sasinowo - Wiórek - Czapury - Babki - Daszewice - Kamionki - Borówiec - Robakowo - Gądki - Koninko - Szczytniki - Sypniewo - Głuszyna - Starołęka - Las Dębiński - dom.

Walka o średnią była ciężka, ale chyba para jeszcze została w nogach po Sudetach i resztkami sił wyciągnąłem te trzy dychy. Aha, być może pomogły też pyszne lody z Borówca :)

Czas na fotki, bo późno :)

Na początek wielkie pole facelii koło Tulec.
Wielkie pole facelii
A na nim... ule! Po raz pierwszy widziałem je w tym miejscu. Oczywiście nie mogłem nie sfocić. Z daleka, żeby nie było, życie mi miłe :)
Ule na tle pola facelii
Nalot pszczół na ul
Kolejna eskadra doleciała :)
Tłoczno przy wejściu do ula
Kawałek dalej, w Szczodrzykowie, uchwyciłem gęgawy z młodymi, mniej lub bardziej.
Stadko gęgaw ze starszą młodzieżą
Czujna matka-gęgawa
Rodzice z pociechami
Dumna matka ze dwoma pociechami
Brzyyydaaal :) Ale już niedługo będzie piękną gęgawą :)
Dalsza część będzie już bardziej industrialna. Przeżyłem między innymi szturm emerytów na zamek w Kórniku...
Emeryci szturmują Kórnik :)
W końcu chwila spokoju pod zamkiem w Kórniku
...na promenadzie cudem znalazłem kawałek bez ludzi...
Na kórnickiej promenadzie
Nad Jeziorem Kórnickim
...a żeby odwiedzić panią Szymborską i kotka musiałem się postarać, bo nadchodziła parka ludzi, którzy Instagrama mieli w oczach. Byłem kilka sekund przed nimi :)
Pani Szymborska i kotek odwiedzeni, Kórnik
Pani Wisława patrzy krytycznym okiem na zapełniony parking
Pani Wisława z profilu

Przy "Tańczących" jak zwykle pustka. Na szczęście. Uwielbiam je.
Tańczące rzeźby z Kórnika
Spojrzenie na
Od Mościenicy do Mieczewa widać już zarys kolejnej debilnej DDR-ki. Zapewne również powstanie z asfaltu, ok, ale w weekendy podobne atrakcje, wlekące się 5 km/h i reagujące dopiero na piąty alert, będą normą...
Cały urok kretyńskich śmieszek antyrowerowych :/
Nad Wartą w(e?) Wiórku klasyk...
Nad Wartą w Wiórku
...oraz wspomniane lody z Borówca. Miałem smaka, naczekałem się dobre dziesięć minut, wydałem 11 zeta, ale zdecydowanie było warto. Miks szarlotki oraz pistacji z nutą mandarynki zrobił mi ostatnie trzydzieści kilometrów :)
Przerwa na siedemdziesiątym kilometrze. Pyszna ;)
Intensywny tydzień za mną. Jestem zadowolony :)




Górska pętla podprogowa :)

Sobota, 4 czerwca 2022 · dodano: 04.06.2022 | Komentarze 15

O dziwo prognozy się sprawdziły – pogoda miała się spieprzyć i się spieprzyła.

Na szczęście nie do końca. To znaczy opady były, ale grubo poniżej założeń, dzięki czemu udało mi się wykręcić prawilne pięć dyszek, jedynie przez ostatnie dziesięć mając mokro w butach i pod kaskiem. No i niestety z dobrych widoków nici.

Trasę konstruowałem na bieżąco tak, żeby mieć szybką drogę ewakuacji w przypadku nagłego końca świata. Finalnie wyszło takie coś: Jelenia Góra – Łomnica – Karpniki – Przełęcz Karpnicka – Trzcińsko – Bobrów – Wojanów – Łomnica – Mysłakowice – Miłków – Sosnówka – Podgórzyn – Cieplice – centrum Jeleniej.

Tak jak wspomniałem, uchwycenie sensownie czegokolwiek było w tych warunkach misją niemal niewykonalną. Ale przynajmniej się starałem :)

Głównym motywem były oczywiście cycuchy, z kilku miejsc.
Odbijające się cycuchy :)
Platforma widokowa w Karpnikach
Zachmurzone rudawskie cycuchy
Rudawski przystanek
Sokoliki z dołu
Sokolik w szczególe
Wjechałem sobie na Przełęcz Karpnicką z drugiej strony. Miało to dwa plusy: minąłem opisywaną wczoraj wycinkę z prędkością 50 km/h, a do tego znalazłem znak ”uwaga koty!” :)
Uwaga koty! Ostrzeżenie na Przełęczy Karpnickiej
Widok z Przełęczy Karpnickiej
Nad stawami w Karpnikach cisza i spokój. Ale trafiła się rodzinka łabędzi.
Staw w Karpnikach
Rodzinka łębędzi
Pałac w Łomnicy jak odnowiony stal, tak stoi...
Pałac w Łomnicy
...rzeka Bóbr płynie przez Bobrów...
Rzeka Bóbr w Bobrowie
...pasażerowie na gapę się kompletnie nie krępują...
Pasażer na gapę
...a ja w Trzcińsku zapoznałem się z genialnymi krówkami. Jednocześnie podglądając cudowną zwierzęcą miłość cielaczka do matki. To ten, jak to szło? A, mam – smacznego!
Trzcińskie krówki
Buzi buzi :)
Pora na obiadek
Para młodziaków
Zamyślona krówka :)
Cielaczek z mamą
Krowia miłość w zbliżeniu
Najgorzej widokowo było nie w Rudawach, a już w Karkonoszach. Odwiedziłem zarówno zalew w Sosnówce, jak i stawy w Podgórzynie, jednak wtedy akurat trafił się wspomniany deszcz. No i kiszka. Przynajmniej czapla dała się sfocić.
Warzywka z Sosnówki

Zalew Sosnówka w deszczu
Jeden wielki mrok w górach
Zapora na Zalewie Sosnówka
Droga do Podgórzyna
Niewidoczne góry za Stawami Podgórzyńskimi
Czapla ze Stawów Podgórzyńskich
Zanim dojdę do klu programu jeszcze muflon, choć tym razem sztuczny. Bo to nie okolice Poznania, tylko góry :)
Podgórzyński muflon
A oto hit z Podgórzyna. Próg zwalniający na... drodze pieszo-rowerowej! :) Wiem, wiem, nie jest to pierwszy tego typu wynalazek w Polsce, ale smaczku całości dodaje fakt, iż całe to badziewie ma może ze sto metrów, a do tego kończy się i zaczyna całkiem rozbudowanym systemem zakazów, nakazów oraz ostrzeżeń. Chciałem zapłakać nad tym, jak ktoś tu musi nienawidzić rowerzystów, ale robiło to już za mnie niebo, więc jedynie wspiąłem się na ten szczyt, nie pierwszy dzisiaj. Ale głupoty - jedyny :)
Wyjazd z DDR-ki niemal jak z autostrady. Ktoś tu musi nienawidzić rowerzystów. Podgórzyn
Hit - próg zwalniający dla rowerzystów w Podgórzynie
Kolejny szczyt zdobyty. Tym razem głupoty. Próg zwalniający na DDR. Podgórzyn
Tyle na dziś. Póki co koniec górskich relacji. Swoje zrobiłem, tym razem się nie rozchorowałem, jestem zadowolony :)


Kategoria Góry