Info
Suma podjazdów to 783452 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Kwiecień30 - 48
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 64.10km
- Czas 02:30
- VAVG 25.64km/h
- VMAX 51.10km/h
- Temperatura 17.0°C
- Podjazdy 148m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Burzowanie
Poniedziałek, 13 czerwca 2022 · dodano: 13.06.2022 | Komentarze 13
Dziwny to był rowerowy dzionek.
O tym, że ma padać, wiedziałem. Tyle że wróżki nastawiły mnie mentalnie na początek opadów gdzieś grubo po dziesiątej, jak zwykle robiąc mnie w konia.
Założenie było takie, że robię wczesnego gluta Czarnuchem, przed oberwaniem chmury wracam bezpiecznie do domu, a potem teleportuję się do roboty.
Taaa, fajnie mieć założenia :)
Początkowo żarło całkiem spoko. Ruszyłem z Dębca wzdłuż Świerczewa na południe Górczyna, następnie przez Kotowo do Plewisk, skąd zacząłem pedałować w kierunku serwisówek. Dojechałem do wiaduktu nad S11 i... już wiedziałem, że suchy to ja nie wrócę.
Szybka analiza sytuacji i szukanie schronienia. Udało się kilometr dalej, pod całkiem wypasionym przystanku w Gołuskach. Kolejny do kolekcji odwiedzonych :)
Tam spędziłem dobry kwadrans, słuchając grzmotów, bo burza była w pakiecie. W końcu jednak udało się ruszyć.
Dokręciłem do Palędzia i postanowiłem wrócić swoimi śladami do Poznania, dalsze plany uzależniając od aury. Tak zrobiłem.
Pod domem okazało się, że się wypogadza. Postanowiłem więc dokręcić do jedynego słusznego dystansu, trasą na chybił trafił. A że najbliżej był niestety Luboń, to tam ruszyłem z misją samobójczą, najpierw jednak zaliczając poznańskie Szachty. A co! Było... śmieszkowo :)




Żeby wyszło pięć dych, pozwiedzałem takie atrakcje jak: cmentarz (Luboń) i hale magazynowe (Komorniki), po czym wróciłem do domu, a po ogarnięciu się pojechałem do pracy. Wcześniej jeszcze wpadając na Dębinę, gdzie uwieczniłem Strażnika Lasu.
No i tyle. Zamiast gluta udało się wykręcić jego dwukrotność.
- DST 51.75km
- Czas 01:47
- VAVG 29.02km/h
- VMAX 53.80km/h
- Temperatura 25.0°C
- Podjazdy 159m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Zbożowo
Niedziela, 12 czerwca 2022 · dodano: 12.06.2022 | Komentarze 11
Oj, potrzebowałem tej wolnej niedzieli. Znów bowiem pojawiły się u mnie deficytu snu.
Aktualnie ich już nie mam :) Spałem do dziewiątej.
Na rower ruszyłem lekko po jedenastej, mając w głowie ryzyko, że zacznie padać. Finalnie jednak na szczęście zostało mi to darowane, lekki deszcz pojawił się dopiero gdzieś dwie godziny po powrocie.
Trasa to klasyk. A jak. Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice -
Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec -
Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Pola zaczynają się zapełniać zbożem.


Bagienko w Trzcielinie jak zwykle rządziło. Towarzyszyły mi tam żabole i szpaki...


...a przy okazji przywitał się ze mną stary znajomy :)

Na trasie wypatrzyłem jeszcze wronę siwą...
...i sportretowałem boćka. Jak na leniwą niedzielę wystarczy :)

- DST 61.50km
- Czas 02:08
- VAVG 28.83km/h
- VMAX 51.80km/h
- Temperatura 29.0°C
- Podjazdy 176m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Kolejne kondominium
Sobota, 11 czerwca 2022 · dodano: 11.06.2022 | Komentarze 7
Sobota niestety pracująca. Pogoda zacna, a tu trzeba czas tracić. Eh :/
No ale oczywiście pokręcone było :)
Trasa to klasyczne "kondominium", czyli z Poznania przez Luboń, Łęczycę, Puszczykowo, Mosinę, Krosinko, Dymaczewo Stare, Dymaczewo Nowe, Łódź, Witobel, Stęszew, Dębienko, Rosnówko, Szreniawę i Komorniki do Poznania. A potem, po ogarnięciu się, do roboty.
Szkoda, że podmuchy się zmieniły podczas jazdy, bo miałem pod wiatr, a potem pod wiatr. No i jeszcze w międzyczasie pod wiatr :) Ale za to ładnie było. Tylko znów za ciepło :/
Widoczna tu śmieszka, opisywana wielokrotnie, jest niby ok, ale kończy się po polsku, czyli kostką. Dzisiaj specjalnie się zatrzymałem, żeby uchwycić ten abstrakt, czyli brak przejazdu rowerowego, samą konieczność zmiany strony oraz fale Dunaju. Oczywiście wszystko to jak zwykle olałem i pojechałem asfaltem.
A w Stęszewie Światowy Dzień Dziergania, czyli pełna celebracja pod muzeum :) Super sprawa, a uśmiechnięte panie pozwoliły sobie cyknąć fotę.
Żebym nie zapomniał o jeszcze jednym pozytywie - gdy już zaliczyłem iluś tam gazeciarzy, nagle ze zdziwieniem zauważyłem, że jedno auto wyprzedza mnie pięknie, przepisowo, zjeżdżając na drugi pas, upewniając się, że manewr wykonuje bezpiecznie. Najpierw byłem w szoku, a potem zauważyłem, że na haku ma rower. I to szosowy. Wszystko jasne :)
Ptaszki. Potrzeszcz najpierw w wersji napakowanej, potem ustawiającej się do herbu, a na końcu śpiewający hymn :)


Zaraz obok prezentowała się pliszka siwa...

...a powyżej leciała czapla. Niestety nie udało jej się wyraźnie uchwycić.
W centrum Poznania ciszę zakłócali ci od Godek. W sumie może i ona tam była, ale jakoś nie miałem misji sprawdzenia. Szkoda czasu na barbarzyńców.
No i jeszcze kadr z parku przy Starym Browarze.
- DST 64.50km
- Czas 02:18
- VAVG 28.04km/h
- VMAX 51.10km/h
- Temperatura 21.0°C
- Podjazdy 151m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Hugo i Pako :)
Piątek, 10 czerwca 2022 · dodano: 10.06.2022 | Komentarze 10
Dzisiaj na szczęście pogoda się ogarnęła i nie padało. Zawsze to jakiś plus w dniu, w którym znów trzeba się pojawić w robocie.
Z minusów: wiało. Mocno, choć po tegorocznej zimie, gdy drzewa latały po ulicach, mam opory przed używaniem tego typu określenia :) Na pewno jednak duło upierdliwie oraz niesprawiedliwie.
Trasa tym razem zachodnia z lekkim północnym odchyłem: Poznań - Plewiska - serwisówki - Zakrzewo - Sierosław - Lusówko - Lusowo - Batorowo - Zakrzewo - Dąbrowa - serwisówki - Plewiska - Poznań.
Z niespodzianek: drogowcy odcięli ode mnie Skórzewo, przez które zawsze robiłem sobie skrót. Wpadli na genialny pomysł, żeby w tym samym czasie budować w jednym miejscu tunel, a w drugim wiadukt, dookoła tej samej miejscowości, czyli Plewisk. Gratulując inwencji, współczuję mieszkańcom obu tych wiosek, sobie w sumie również.
Gdy jak zwykle zaparkowałem rower na małej plaży w Lusowie, trafił mi się prezent :) Bowiem akurat przechodziła Pani, z którą już kiedyś rozmawiałem, a obok niej radośnie skakały dwa pieski. Jednego z nich już kiedyś opisywałem, choć chyba pomyliłem imię : ) Teraz już wiem - oto Hugo, pies najdzielniejszy i najukochańszy, bo mimo kalectwa radosny niczym szczeniak. Nos mi oblizał :)


Zaraz obok...
...latał Pako. To właśnie ten biedak, którego odebrano po interwencji jakiemuś ludzkiego ścierwu, które gasiło na nim pety, początkowo panicznie bojący się facetów. Na szczęście już jest trochę lepiej, a Pako uczynił mi ten honor, że nawet dał się pogłaskać :) No i rzucić kilka razy piłeczkę, którą mi przynosił pod nogi.



Genialne istoty. I raz jeszcze wielki szacun dla Pani o wielkim sercu, która tak się o nie troszczy. Dowiedziałem się, że jadą w tym tygodniu pod... Karpacz, więc zdałem krótką relację z aktualnej sytuacji w górach.
Inne fotki. Samo Jezioro Lusowskie...

...diabelskie drzewo...
...oraz rodzinka żurawi w zielsku.

Dzisiaj dystans zawiera już dojazd do pracy.
- DST 51.30km
- Czas 01:49
- VAVG 28.24km/h
- VMAX 50.80km/h
- Temperatura 20.0°C
- Podjazdy 172m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Skończeniowo
Czwartek, 9 czerwca 2022 · dodano: 09.06.2022 | Komentarze 10
To, co dobre, czyli wolne, się skończyło, dzisiaj znów trzeba się było zmobilizować i ruszyć do pracy. Powinni tego zabronić, albo przynajmniej między jednym a drugim urlopem dać pół roku na aklimatyzację, oczywiście bez konieczności przebywania w robocie ;)
Wyjazd poranny, co oczywiste. Pogodynki różniły się w temacie opadów, co oznaczało jedno: i tak wygra opcja najgorsza, więc zmoknę. Nie pomyliłem się. Na szczęście nie był to jakiś super mocny deszcz, jednak ponad dwadzieścia kilosów jazdy w tym czymś skutecznie zamieniło mi buty w małe bajorko.
Trasa wschodnia: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Głuszyna - Sypniewo - Szczytniki - Koninko - Żerniki - Tulce - Krzyżowniki - Śródka - Szczodrzykowo - Dachowa - Robakowo - Gądki - Jaryszki - Krzesiny - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom. Do pracy rowerem nie jechałem, bo akurat zaczęło mocniej lać.
Trafiła się jedna gazeciara. Taka wybitna milimetrówa. Co prawda przeprosiła, ale gdybym nawet minimalnie musiał skorygować tor jazdy w lewo, musiałaby te przeprosiny zrobić przez szyberdach. Którego nie miała. Bezmózgowie kompletne.
Fotki szare i ponure, takie jak aura.
W Szczodrzykowie, prócz rodzinki gęgaw płynących gęsiego oraz śmieszek, trafił się młody perkoz oraz czapla biała.



Koło Tulec sfociłem drogę, ekhm, szybkiego ruchu. Wersja PL :)

- DST 56.10km
- Czas 01:58
- VAVG 28.53km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 24.0°C
- Podjazdy 173m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Bielikowo
Środa, 8 czerwca 2022 · dodano: 08.06.2022 | Komentarze 9
Ostatni dzień na wyspanie się już (prawie) za mną. Będę tęsknił :)
Wyjazd lekko po dziesiątej, w całkiem sympatycznej aurze. Na tyle, że nie chciało się za szybko jechać. Więc nie jechałem. Luboń pomógł :)
Trasa jedna z ulubionych, południowa: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - Krajowo - Baranowo - Sowiniec - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.
Niby mało się działo, a jestem zadowolony. Przede wszystkim dzięki "spotkaniu" na niebie bielika. Co prawda krążył bardzo wysoko i krótko, jednak coś tam uchwycić się udało.

Przez leśną drogę przebiegł mi również szarak. Na szczęście dał mi te dwie sekundy, żeby go uchwycić zanim uciekł.


Sam ulubiony las oczywiście nawiedziłem.


Podjechałem sobie do końca wsi Krajkowo. Za tą kapliczką jest już tylko piach, kurz i bagna :)
Po południu jeszcze solidny spacer po Dębinie. Zawędrowaliśmy nad Wartę, gdzie akurat płynęły motorówki. Ulubione zajęcie Kropy nad wodą? Łapanie fal :)

- DST 51.80km
- Czas 01:49
- VAVG 28.51km/h
- VMAX 52.00km/h
- Temperatura 25.0°C
- Podjazdy 160m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Stare śmieci
Wtorek, 7 czerwca 2022 · dodano: 07.06.2022 | Komentarze 9
Dzisiaj na szczęście pogoda mnie nie zaskoczyła. Deszcz nadszedł, ale dopiero po południu, ja pokręciłem na sucho.
Miałem nadzieję, że jazda będzie łatwa i sympatyczna. Złudzenia zniknęły dość szybko, bo gdzieś na trzecim kilometrze, oczywiście w Luboniu. Aktualnie tam trwa jakiś dziwny remont głównej ulicy, przez co przejezdność, do tej pory na poziomie zera, teraz wynosi już zero absolutne. Nie dość więc, że się stoi, to jeszcze trzeba uważać, żeby nie wpaść w jakąś dziurę. A do tego tamtejsi kierowcy... Najczęściej mój limit bluzgów wyczerpuje się już tam, nie mam czego używać do końca dnia :) Dziś też trafił się as w ciężarówce - pędził przez całą wieś z prędkością 15 km/h, a do tego jak miał zielone to stał, natomiast gdy już włączało się czerwone, ruszał. Ot, taka zabawa.
Już więc na starcie byłem w plecy. Nie nadrobiłem, nie dało się.
Trasa klasyczna: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice -
Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec -
Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Fotek dzisiaj mało. Ale kilka jest. Na początek mój budzik, który pojawia się co kilka dni. Nie mam sprzętu, żeby go wyłączyć, poza tym - oby nie - może się przydać.
Wróciłem na stare śmieci. Niestety, psują mi ulubiony widok, bo na górce w tle budują osiedle domków :(
No i zwierzaki. Żółwik...
...samiec głowienki...
...uśmiechnięty żabol...
...lecący żuraw...
...oraz kruki.

- DST 58.40km
- Czas 02:05
- VAVG 28.03km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 25.0°C
- Podjazdy 151m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Pokaranko
Poniedziałek, 6 czerwca 2022 · dodano: 06.06.2022 | Komentarze 14
Dzisiaj - korzystając jeszcze z wolnego dnia - ponownie postanowiłem się wyspać. No i pokarało, bo gdybym spał o godzinę krócej, wróciłbym suchy. A tymczasem całkiem spory deszczyk dopadł mnie w połowie trasy i nie odpuścił już do końca. Miałem więc rower wodny.
Oszukały mnie oczywiście pogodynki, bo o oberwaniu chwili wiedziałem, jednak miało ono zdarzyć się dużo później niż było to w realu. Dzięki!
Trasa południowa: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - Grzybno - Konstantynowo - Nowinki - Drużyna - Krosno - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.
Gdy było jeszcze pogodnie, skorzystałem z okazji i wszedłem do przedsionka drewnianego kościoła w Żabnie. Udało mi się zrobić zdjęcie wnętrza, niestety przez szybkę.


Obok znajduje się jeden z moich ulubionych przystanków autobusowych.

W Grzybnie również fajny, choć nie do końca wiem, co autor miał na myśli :)

Dawno mnie nie było w tych okolicach, z radością więc odnotowałem, że powstało nowe miejsce owieczkowo-kózkowo-lamowe :) I to takie, że można przez płot pogłaskać i podziwiać :)








Zrobiłem sobie spacerek dookoła stawów w Grzybnie. No ale niestety, kiszka. Po pierwsze szuwary są już tak wysokie, że praktycznie niczego nie widać, a po drugie właśnie wtedy zaczęło padać. Jednak coś tam uchwycić się udało: dwie czaple, kanię oraz... kotka :)





Najbardziej z mojego powrotu ucieszyła się pralka :)
- DST 102.60km
- Czas 03:25
- VAVG 30.03km/h
- VMAX 51.70km/h
- Temperatura 28.0°C
- Podjazdy 281m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Płasko na 102 :)
Niedziela, 5 czerwca 2022 · dodano: 05.06.2022 | Komentarze 15
Wczoraj wieczorem zawitałem ponownie w Poznaniu. Kilka fajnych górskich dni za mną, czas wrócić na płaskie.
Jak to po wolnym, najpierw musiałem... odpocząć :) Czyli przede wszystkim się wyspać. Misja się udała. Żona bowiem została jeszcze na jeden dzień w Jeleniej, bo stamtąd łatwiej dojechać było do miejsca, w którym musiała być na początku tygodnia. A pies nie dokazywał.
Ruszyłem bardzo późno jak na mnie, bo lekko po jedenastej. Plan był jeden: nie mieć planów. Kręcić. Pierwotnie miało być jedynie pięć dych, ale na tyle dobrze (względnie, bo jednak trochę wiało oraz było zdecydowanie za ciepło) mi się jechało, że postanowiłem na trzydziestym kilometrze, że zrobię stówę. Wstyd przyznać, ale dopiero pierwszą w tym roku. Sam nie wiem, jak mogłem się tak rowerowo zapuścić :)
Trasa, w związku z brakiem wcześniejszych założeń, okazała się taką dookoła komina, a nawet kurnika :) Różnie pisanego. Czyli: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Czapury - Babki - Głuszyna - Sypniewo - Szczytniki - Koninko - Żerniki - Tulce - Krzyżowniki - Śródka - Szczodrzykowo - Dziećmierowo - Kórnik - Mościenica - Mieczewo - Świątniki - Rogalin - Rogalinek - Sasinowo - Wiórek - Czapury - Babki - Daszewice - Kamionki - Borówiec - Robakowo - Gądki - Koninko - Szczytniki - Sypniewo - Głuszyna - Starołęka - Las Dębiński - dom.
Walka o średnią była ciężka, ale chyba para jeszcze została w nogach po Sudetach i resztkami sił wyciągnąłem te trzy dychy. Aha, być może pomogły też pyszne lody z Borówca :)
Czas na fotki, bo późno :)
Na początek wielkie pole facelii koło Tulec.
A na nim... ule! Po raz pierwszy widziałem je w tym miejscu. Oczywiście nie mogłem nie sfocić. Z daleka, żeby nie było, życie mi miłe :)



Kawałek dalej, w Szczodrzykowie, uchwyciłem gęgawy z młodymi, mniej lub bardziej.




Dalsza część będzie już bardziej industrialna. Przeżyłem między innymi szturm emerytów na zamek w Kórniku...

...na promenadzie cudem znalazłem kawałek bez ludzi...

...a żeby odwiedzić panią Szymborską i kotka musiałem się postarać, bo nadchodziła parka ludzi, którzy Instagrama mieli w oczach. Byłem kilka sekund przed nimi :)



Przy "Tańczących" jak zwykle pustka. Na szczęście. Uwielbiam je.

Od Mościenicy do Mieczewa widać już zarys kolejnej debilnej DDR-ki. Zapewne również powstanie z asfaltu, ok, ale w weekendy podobne atrakcje, wlekące się 5 km/h i reagujące dopiero na piąty alert, będą normą...
Nad Wartą w(e?) Wiórku klasyk...
...oraz wspomniane lody z Borówca. Miałem smaka, naczekałem się dobre dziesięć minut, wydałem 11 zeta, ale zdecydowanie było warto. Miks szarlotki oraz pistacji z nutą mandarynki zrobił mi ostatnie trzydzieści kilometrów :)
Intensywny tydzień za mną. Jestem zadowolony :)
- DST 53.80km
- Czas 02:08
- VAVG 25.22km/h
- VMAX 51.70km/h
- Temperatura 16.0°C
- Podjazdy 342m
- Sprzęt Zimówka - góral (na emeryturze)
- Aktywność Jazda na rowerze
Górska pętla podprogowa :)
Sobota, 4 czerwca 2022 · dodano: 04.06.2022 | Komentarze 15
O dziwo prognozy się sprawdziły – pogoda miała się spieprzyć i
się spieprzyła.
Na szczęście nie
do końca. To znaczy opady były, ale grubo poniżej założeń,
dzięki czemu udało mi się wykręcić prawilne pięć dyszek,
jedynie przez ostatnie dziesięć mając mokro w butach i pod
kaskiem. No i niestety z dobrych widoków nici.
Trasę konstruowałem
na bieżąco tak, żeby mieć szybką drogę ewakuacji w przypadku
nagłego końca świata. Finalnie wyszło takie coś: Jelenia Góra –
Łomnica – Karpniki – Przełęcz Karpnicka – Trzcińsko –
Bobrów – Wojanów – Łomnica – Mysłakowice – Miłków –
Sosnówka – Podgórzyn – Cieplice – centrum Jeleniej.
Tak jak wspomniałem,
uchwycenie sensownie czegokolwiek było w tych warunkach misją
niemal niewykonalną. Ale przynajmniej się starałem :)
Głównym motywem
były oczywiście cycuchy, z kilku miejsc.





Wjechałem sobie na Przełęcz Karpnicką z drugiej strony. Miało to
dwa plusy: minąłem opisywaną wczoraj wycinkę z prędkością 50
km/h, a do tego znalazłem znak ”uwaga koty!” :)

Nad stawami w
Karpnikach cisza i spokój. Ale trafiła się rodzinka łabędzi.

Pałac w Łomnicy jak odnowiony stal, tak stoi...
...rzeka Bóbr płynie przez Bobrów...
...pasażerowie na gapę się kompletnie nie krępują...
...a ja w Trzcińsku
zapoznałem się z genialnymi krówkami. Jednocześnie podglądając
cudowną zwierzęcą miłość cielaczka do matki. To ten, jak to
szło? A, mam – smacznego!






Najgorzej widokowo
było nie w Rudawach, a już w Karkonoszach. Odwiedziłem zarówno
zalew w Sosnówce, jak i stawy w Podgórzynie, jednak wtedy akurat
trafił się wspomniany deszcz. No i kiszka. Przynajmniej czapla dała
się sfocić.







Zanim dojdę do klu programu jeszcze muflon, choć tym razem sztuczny. Bo to nie okolice Poznania, tylko góry :)
A oto hit z Podgórzyna. Próg zwalniający na... drodze pieszo-rowerowej! :) Wiem, wiem, nie jest to pierwszy tego typu wynalazek w Polsce, ale smaczku całości dodaje fakt, iż całe to badziewie ma może ze sto metrów, a do tego kończy się i zaczyna całkiem rozbudowanym systemem zakazów, nakazów oraz ostrzeżeń. Chciałem zapłakać nad tym, jak ktoś tu musi nienawidzić rowerzystów, ale robiło to już za mnie niebo, więc jedynie wspiąłem się na ten szczyt, nie pierwszy dzisiaj. Ale głupoty - jedyny :)


Tyle na dziś. Póki co koniec górskich relacji. Swoje zrobiłem, tym razem się nie rozchorowałem, jestem zadowolony :)






