Czytanie Óczy
Sobota, 11 lipca 2015
· Komentarze(9)
...a szczególnie czytanie Bikestatsa. Gdyby bowiem nie dowiedział się od Remika, który z kolei dowiedział się od StarszejPani, która z kolei... (tu już nie wiem), że jest droga do Rokietnicy przez Starzyny (i że w ogóle jest taka miejscowość), która pozwala ominąć wahadło w Kiekrzu, które jak dowiedziałem się od Dariusza zostało już opuszczone nawet przez drogowców, to... bym nie wiedział :) A jeśli ktoś pogubił się w poprzednim zdaniu to już tłumaczę - okazuje się, że można sobie jednak ułatwić życie, przy okazji zwiedzając nieznane wcześniej rejony, po gładziutkim asfalcie, przerywanym niestety co jakiś czas progami zwalniającymi - no ale nie ma co narzekać. Problem miałem tylko w praktycznym zastosowaniu instrukcji "w Kiekrzu nie skręcaj, tylko jedź prosto". Bo jak się okazało "prosto" było dwa razy - raz bardziej w lewo, raz bardziej w prawo :) Wybrałem bramkę numer dwa i o dziwo trafiłem. Chwilę później miałem jeszcze za sobą hopkę (jupi) i radośnie kręciłem aż do Rokietnicy, mijając innych rowerzystów, którzy też jakimś cudem znali ten objazd (też czytają BS?).
Potem szło (jechało) już standardowo, do Mrowina, następnie Napachanie, Baranowo i powrót wzdłuz Bułgarskiej na Dębiec. Wiatr w końcu trochę odpuścił, ale nie przesadzajmy z pochwałami - do lekkiego zefirku delikatnie smagającego lico sporo mu brakowało. Za to w końcu - mimo jazdy w znacznej części po mieście - udało się wykręcić średnią, przy której się nie czerwienię ze wstydu.
Na odcinku między Mrowinem a Napachaniem jak zwykle niemal zmiażdżył mnie kretyn wyprzedzający z naprzeciwka jakbym nie istniał. Kilkadziesiąt metrów później minąłem samochód, do którego wsiadał mężczyzna z dzieckiem na ręku. Chwilę wcześniej stawiali znicz przy przydrożnym krzyżu. Moje przygnębienie tym widokiem trwało tylko moment, bo kolejne kilkadziesiąt metrów dalej... niemal zmiażdżył mnie kolejny kretyn wyprzedzający z naprzeciwka jakbym nie istniał. No ludzie.......
Potem szło (jechało) już standardowo, do Mrowina, następnie Napachanie, Baranowo i powrót wzdłuz Bułgarskiej na Dębiec. Wiatr w końcu trochę odpuścił, ale nie przesadzajmy z pochwałami - do lekkiego zefirku delikatnie smagającego lico sporo mu brakowało. Za to w końcu - mimo jazdy w znacznej części po mieście - udało się wykręcić średnią, przy której się nie czerwienię ze wstydu.
Na odcinku między Mrowinem a Napachaniem jak zwykle niemal zmiażdżył mnie kretyn wyprzedzający z naprzeciwka jakbym nie istniał. Kilkadziesiąt metrów później minąłem samochód, do którego wsiadał mężczyzna z dzieckiem na ręku. Chwilę wcześniej stawiali znicz przy przydrożnym krzyżu. Moje przygnębienie tym widokiem trwało tylko moment, bo kolejne kilkadziesiąt metrów dalej... niemal zmiażdżył mnie kolejny kretyn wyprzedzający z naprzeciwka jakbym nie istniał. No ludzie.......


















