Wyjazd poranny, przedpracowy, jeszcze w ukropie. Słowo "jeszcze" jest tu kluczowe.
Start około 8:30 na trasę północną, czyli niestety miejską. Odcinek z Dębca przez Górecką, Hetmańską, Przybyszewskiego, Jeżyce i Golęcin do Koszalińskiej to koszmar. Aut od cholery, jak zwykle w 90% z nich jedna osoba, korki, światła, wszechobecny dźwięk klaksonu... Normalnie Indie. A było tak pięknie w tym temacie podczas lockdownów...
Potem już zdecydowanie lepiej, jednak strat nie miałem jak nadrobić, bo wiatr sprawy nie ułatwiał. Jednak w porównaniu z resztą i tak miodzio. Przejechałem Koszalińską, następnie przez Psarskie, Kiekrz, Rogierówko, Kobylniki, Sady, Swadzim, Batorowo, Lusowo, Zakrzewo, Dąbrowę, Wysogotowo, Skórzewo i Plewiska do domu.
Zdjęć nie miałem czasu robić, obiektów w sumie też brakowało. Skupiłem się więc jedynie na nowych muralach w tunelu między Sołaczem a Golęcinem. Spoko są, takie wiewiórcze, lecz nie tylko. Jest klimacik, a na pierwszej fotce sowa wyglądająca jak ja godzinę wcześniej :) Dystans zawiera dojazd do pracy. Na luzie, bo pogodynki mówiły o jakiejś tam burzy koło osiemnastej. Tymczasem jakoś około czternastej czy piętnastej Poznań kompletnie zalało - utopiło się kilka samochodów, ulice przypominały koryta rzek, zapadł się nawet dach jednej ze szkół... Miałem to szczęście, że wtedy już siedziałem w robocie. Podobno przez dwie godziny spadło tyle deszczu, ile średnio przez cały czerwiec. Najważniejsze jednak jest to, że upały w końcu pójdą precz.
Komentarze (10)
Kolzwer - Poznań bywa słynny z różnych, czasem dziwnych rzeczy :) Teraz znów jakieś burze zapowiadają, póki co można oddychać.
Lapec - z zegarkiem, akurat tu mój rejestrator, więc pilnowałem :) Co do takiej prognozy to jestem za :)
Meteor - nawet nie próbowałem, ale raczej by nie było problemu, bo pomysłowo poukrywane, ale jednak do wypatrzenia :) Tak, lepiej nie patrzeć, po co się denerwować...
Murale nieźle wyglądają. Poznań słynny się zrobił po tym opadzie, a do Częstochowy nie dotarła ani kropla, temperatura niby niższa, ale przez wilgotność efekt sauny pozostał.
JPbike - mnie broniły grube mury, ale nie runęły :) Widząc to, co na fotkach i filmach, uznaję Cię za osobę wybitnie odważną (wiem, nie miałeś wyjścia), skoro jechałeś autem. Rowerem było bezpieczniej :)
Oj, popadało tak że w moim przypadku w pracy musieliśmy usuwać nadmiar wody z namiotowej hali magazynowej, a w trakcie popołudniowego powrotu z pracy (niestety autem) w wielu miejscach wody do krawędzi drzwi, na skrzyżowaniach potopy takie że bujało uderzaniem "falami" o karoserię, ... Faktycznie grubo było :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"