Złomas
Postanowiłem tym razem olać wschodni kierunek wiatru, bo szczerze mówiąc już nim rzygam, i wykonać dawno niewidziane "kondominium", czyli Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Dymaczewo - Łódź - Stęszew - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Poznań. Wietrzysko było tym widocznie zaskoczone, bo najpierw mnie gnoiło, ale potem zgłupiało, dzięki czemu nawet jakieś dziesięć kilosów łącznie miałem go w plecy. reszta oczywiście leciała z boku lub prosto w pysk.
Jednak dzisiejsza średnia wyszła całkiem przyzwoicie, mimo temperatury. W sumie to zmotywowała mnie grupka szoszonów, która doszła mnie podczas postoju na światłach w Puszczykowie, a pod którą się podczepiłem i odczepiłem kawałek dalej, w Mosinie - skoro bowiem już mnie pociągnęli ten fragmencik, to dalej jakoś poleciało. A pewnie gdyby nie ta solowa przepychanka z podmuchami, od wysokości Stęszewa, jak i jakiś wysyp pierwszokomuchów, których rodziny zablokowały mi puszkami ostatni odcinek, byłoby bardziej godnie.
Zaraz przed Łodzią natrafiłem na taki oto polski pejzażyk:


Brak słów... Chętnie bym znalazł autora tej instalacji i kazał gnojowi w zębach przytaszczyć to na najbliższe legalne śmieciowisko i złomowisko.
A dla kontrastu: widoczki ze spaceru po "moim" Lasku Dębińskim, dziś dość pustym, bo przecież niedziela "zwykła", więc było co robić po galeriach. W sumie dobrze, Kropa się mogła spokojnie wybiegać, bez obijania o narąbanych rodaków i sąsiadów ze Wschodu, którzy już zaczęli kolonizować i to miejsce.










