Wyjazd szosoposzukiwawczy
A teraz o mniej przyjemnych rzeczach. Tak jak pisałem już wcześniej, moja szosa poszła do serwisu z dość banalną sprawą, czyli wymianą napędu. W teorii nic nowego, kilka razy już tak robiłem, ostatnio ze dwa lata temu. Jak się jednak okazało, w branży rowerowej to coś na kształt wieczności, szczególnie, gdy ma się kupiony rower pięć lat wstecz. Dostanie blatów do posiadanej korby bezpośrednio u Shimano graniczy już z cudem, chyba że ma się czas na szukanie na Alledrogo i czekanie na przesyłkę. Stwierdziliśmy więc z chłopakami, że nie ma się co bawić, tylko czas zmienić całą korbę, z tym, że chciałem trójrzędową, co wiązało się z wymianą suportu - trudno, raz się inwestuje i jest spokój. Dzień później przyszły wszystkie zamówione części, rower został rozebrany i.. .zonk. Suport, który trzymał mi od momentu zakupu i nie był zmieniany (no bo po co, skoro działał?), tak się zapiekł, że podczas próby wykręcenia go pękł młotek, który służył do jednej możliwej, czyli siłowej, interwencji. Oczywiście ani rusz. Został zalany wszelkimi dostępnymi specyfikami i zostawiony na noc, a mi pozostała nadzieja, że istnieje na górze jakaś moc, która pomaga nawet agnostykom. No nie istnieje. Dziś podczas jazdy odebrałem telefon z informacją, że na tym moim suporcie poszło tym razem... imadło. I że jak już to może pomóc jedynie warsztat samochodowy, jeśli w ogóle.
Lekka załamka mnie trafiła, ale w końcu zaproponowano patent, że żeby rower w ogóle jeździł, to zamontujemy inną korbę na tym samym, z dwoma zębami na największym blacie mniej, kasetę, kółka i łańcuch, jakoś to pociągnie póki support całkowicie nie padnie, a i tak zasugerowali rozglądać się za nową szosą, co i tak miałem w planach, ale za rok... Bo marzyło mi się mtb lub cross. Finalnie odebrałem dziś rower, na razie pojechałem jedynie do pracy (kręci się i póki co płynnie działa), chłopakom z Mróz Rowery na Półwiejskiej dodałem jeszcze przy rozliczeniu czteropaka za zaangażowanie i za to, że musieli się babrać w tym syfie, który myjka może z góry czyściła, ale w środku była masakra. Co będzie dalej - zobaczymy.
A co do nowej - potencjalnej na razie - szosy, to już bardziej skomplikowana sytuacja. Jeśli (a tego jeszcze nie wiem) mogę przeznaczyć na to środki, to są to maks (maks!) trzy koła na dwa koła :) Choć oczywiście wolałbym mniej. Akurat w miejscu serwisowania nie było nic pode mnie (z ciekawości zerkałem już wcześniej), więc będąc w Mosinie zajrzałem do sklepu znajomego. Ceny niestety wszędzie poszły w górę, a ja nie chcę się cofać z osprzętem, więc to Fuji na Tourney odrzuciłem od razu, choć mógłbym mieć od ręki za dwójkę:

Mega podoba mi się malowanie, a i Fuji jako markę cenię, bo ma dobre opinie, ale te ceny... Kolega może dać mi i tak sporą zniżkę, więc wstępnie myślę o modelu Sportif 2.1 z tego roku, który jest na zamówienie, już na nowej Sorze, z tym że rabat z 3900 na 3200 i tak przekracza mój budżet. Choć nie ukrywam, że jego niebieskość poraża :)
Wracając wstąpiłem jeszcze od rowerowego w Luboniu i wypatrzyłem tam take cuś, na Clarisie z tyłu i przodu. Po rabacie byłby za niecałe 2100. Tyle że to model z 2015 i jakby nie patrzeć osprzęt z grubsza podobny do tej mojej starej Sory, więc sorry. Sam nie wiem.

No nic, biję się z myślami, pozostaje mi jeszcze przekonać Żonę. Wstępnie plan jest taki, że ta moja dogorywająca szosa ląduje w piwnicy w Jeleniej Górze, jeśli w ogóle dożyje tego czasu. Miejsce w kuchni się zwolni, więc jakiś argument to jest :)
Jakby ktoś miał info o w miarę tanim rowerze, który mogę kupić na terenie Poznania lub w najbliższej okolicy - będę wdzięczny. W sumie nie wiem czy kupię, ale rozglądać się już można.
PS. Aha, w crossie też już kaseta powoli umiera. Aż się boję co będzie, jak ktoś się za niego zabierze.








