Prawdopodobnie miałem w tym tygodniu ostatnią szansę na porządne wyspanie się, a moja dusza sportowca nie pozwala na marnowanie takich sytuacji :) Niczym wytrawny suseł nie dałem przeciwnikowi szans i nie opuściłem łóżka do momentu, gdy poczułem, że zwycięstwo jest moje. Potem małe śniadanie, kawka i można było myśleć o rowerze. Na popołudnie miałem kilka rzeczy w planach do załatwienia, więc w głowie klasyczne pięć dyszek.
Wiatr niezmiennie gnoi ze wschodu, więc trzeba było znów obrać ten kierunek. Tylko że oznaczało to Starołęcką, więc zmodyfikowałem trasę i ruszyłem na południowy zachód, do Lubonia, Wir, Łęczycy i Puszczykowa, gdzie zacząłem się zastanawiać czy w Mosinie wciąż remontują przejazd czy już jakimś cudem skończyli. Tak z ręką na sercu to myślałem o tym jeszcze przed wyjazdem, ale znaleźć jakiekolwiek info na ten temat choćby na stronie owej gminy jak się okazało jest rzeczą niewykonalną. Pozostało mi więc obserwować znaki przy drodze mówiące o objazdach. Znalazłem taki jeden, a jego autorowi dałbym szansę na wstąpienie do komisji Macierewicza, taki był abstrakcyjny. Żółta tablica, z informacją, iż remont jest. Ale nie przekreślony w całości, jak to zazwyczaj się robi gdy takowy się kończy, a jedynie na małym znaku zakazu wjazdu ktoś nakleił czarną linię. Po jego przeanalizowaniu byłem głupszy niż przed tą czynnością. Po prostu więc skręciłem w lewo i z zadowoleniem stwierdziłem, że po prostu można już legalnie jechać, co prawda mijając jeszcze robotników w czymś tam zbliżonym do podkładów sobie grzebiących, ale spacer już nie jest konieczny.
Pokręciłem dalej do Rogalinka, Rogalina i zakręciłem sobie za Świątnikami, wracając swoimi śladami. Niestety już nie było wczorajszych komfortowych warunków co do ruchu drogowego i postałem sobie w kilku korkach. A że mi się nie spieszyło to odpuściłem walkę o średnią, tym bardziej że wiatr pieścił mnie głównie z boku.
Znów deszcze siakieś zapowiadają :/
Komentarze (11)
No to praktycznie tak jak teraz jeśli chodzi o oficjalną linię partii :)
A "my" się gubiliśmy za czasów naszych antagonistów, opierając się na naszych dziennikach zamiast GW. ;))
A tak całkiem serio, to i owszem, była kiedyś afera, że za eselduchów wszystkie newsy jeszcze łapały się na bieżące wydanie GW, a w pozostałych gazetach (lub czasopismach ;) ) pojawiały się dopiero nazajutrz.
Dokładnie. Nawet rano gdy myślę co zjeść na śniadanie idę najpierw do kiosku po "GW", żeby wiedzieć czy mogę to czy inne. Z obiadami jest problem, bo wydanie jest jedno na cały dzień, więc nie dojadam :)
Patrząc na skalę wypowiedzi, to jeśli w tym dniu wiatr gnoił, wówczas słońce musiało niemiłosiernie prażyć. Przypominam, że to koniec października, więc miał prawo być upał ;-) A jeśli tak, to chyba byłem w jekiejś innej Wielkopolsce :)
T-king się wkurza na remonty, bo każdy kolejny to kolejny kamyczek rzucany do ogrodu Dobrej Zmiany, jako te kamienie rzucany na szaniec, czy jak to tam szło. ;]
Jedynie wobec planistów mam kilka "ale", bo tworzą nierealne terminy zakończenia robót, irracjonalnie zakładając, iż robotnicy będą pracować w godzinach ku temu przeznaczonych :)
Tomaszu ! Budowlaniec to sól ziemi , tej ziemi ! Ostatnia opoka , bastion ! Reduta która bohatersko opiera się zgniłemu i krwiożerczemu kapitalizmowi. Jeśli ich nie będzie ... to co na zostanie ? Zbieractwo ? :-)
Nawet niemcy musieli przesuną otwarcie jakiegoś lotniska , chyba o rok ! Imaginujesz ? :-)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"