Info
Suma podjazdów to 814121 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Listopad4 - 0
- 2026, Październik31 - 16
- 2026, Wrzesień30 - 11
- 2026, Sierpień31 - 24
- 2026, Lipiec31 - 19
- 2026, Czerwiec31 - 60
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 51.00km
- Czas 01:50
- VAVG 27.82km/h
- VMAX 40.50km/h
- Temperatura 2.0°C
- Podjazdy 310m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Powrót do żywych trwa :)
Niedziela, 2 lutego 2014 · dodano: 02.02.2014 | Komentarze 5
Odzwyczaiłem się przez te dwa tygodnie od roweru na tyle, że jakieś takie dziwne i nienaturalne wydaje się zamiast dosypiania przed pracą wczesne wstanie, ubranie się w cały niezbędny rynsztunek i wyruszenie w dal. No ale nie będę narzekał - póki jest w miarę pogoda (jutro ma być podobno już gorzej) to z dziką rozkoszą będę czynił ten jakże przyjemny wewnętrzny obowiązek :)
Dziś wyjazd nastąpił kilka minut po 8, więc ponownie jak wczoraj asfalt był jeszcze zmrożony, ale przejezdny. Kierunek: Żabno i Sulejewo, przez Puszczykowo i Mosinę, a potem nawrót. Jechałem znów bardzo ostrożnie, oczywiście tylko po szosie Czemu?
Oto odpowiedź: obrazek z najnowszej designerskiej kolekcji "Polskie ścieżki rowerowe - sezon 2014".

A ja niniejszym składam na siebie oficjalne zawiadomienie w temacie popełnienia wykroczenia w ruchu drogowym, gdyż z powodu zupełnie niezrozumiałego widzimisię wybrałem zamiast niej jazdę po drodze, która ma pięknie oznakowany zakaz jazdy rowerem :) CBŚ-u czy inny gadzie - przybywaj!
Jazda bez szaleństw, na spokojnie, bez prędkościowej spinki. Oj, zapomniałem jakie to fajne :)
- DST 51.20km
- Czas 01:52
- VAVG 27.43km/h
- VMAX 41.60km/h
- Temperatura 1.0°C
- Podjazdy 362m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
No wreszcie!
Sobota, 1 lutego 2014 · dodano: 01.02.2014 | Komentarze 3
Stało się. Po dwóch tygodniach rowerowej prohibicji wymuszonej przez pogodę mogłem dziś choć na chwilę wrócić do nałogu :)
Ruszyć mogłem tylko rano, więc warunki nie były jeszcze zanadto sprzyjające - temperatura około zera, asfalt mokry, momentami błotnisty, ale na szczęście już bez lodu. Jechałem więc bardzo zachowawczo, co widać po średniej. Wiatr silny, ale tak się cieszyłem, że jadę, że postanowiłem nie traktować go dziś jako wroga, a jako towarzysza podróży, a że męczącego i upierdliwego to już inna sprawa.
Najbardziej zabolał pierwszy kontakt ze ścieżką r. (bo pisanie "rowerowa" to nadużycie) na Hetmańskiej - prawdziwe mtb, choć nawet z jednym plusem - leżący tam śnieg równiutko przykrył dziury i nierówności. Dziękuję w tym momencie władzom miasta, że nie dopuściły do odśnieżenia tej i innych dróg. A jeszcze bardziej dziękuję, że na Starołęckiej w ogóle się nie ścieżkę nie dało wjechać, bo lód leżał jak równiutko jak na lodowisku. Dzięki temu mogłem bez myślenia, że ktoś mi zaraz zatrąbi delektować się jazdą po ciemnej, niekostkowanej szosie :)
Tak wyglądał asfalt około 9 rano, gdy jechałem pod wiatr (piszę o tym, żeby wytłumaczyć słabą średnią widoczną na liczniku :) proszę nie śmiać się z rękawiczek z widocznym motywem śnieżynki - są ciepłe):

- Aktywność Ciężary
"Drobny" spacerek i pożegnanie z siłką
Środa, 29 stycznia 2014 · dodano: 29.01.2014 | Komentarze 0
Tak, tak, stało się - kończę swoją przygodę z siłownią, chyba że pogoda będzie wciąż tak paskudna, że wrócę w podkulonym ogonem niczym syn marnotrawny i wydam te koszmarnie nieatrakcyjne pieniądze na karnet. W każdym razie dziś ostatni dzień, gdyż dwa najbliższe upłyną mi upojnie w pracy.
Na zakończenie postanowiłem poszaleć i wyszła mi średnia 33,5 km/h na dystansie ponad 33 km. Czyli łatwo wyliczyć, że zakładałem godzinkę treningu i poszło całkiem ok, choć poty wylałem chyba wszystkie możliwe, a z obciążenia wcale tak lekko nie ustawiałem (160-220 W z małymi przerwami na "z górki"). Mam nadzieję, że w tzw. "sezonie" (chore słowo) to zaprocentuje.
A na deser... jako że miałem dzień wolny to postanowiłem zrobić sobie spacerek na Franowo. Błąd logiczny polegał na tym, że założyłem, że skoro
w jednym miejscu jest dużo sklepów to zapewne uda mi się tam dostać coś
sensownego, czyli fajną i porządną kurtkę oraz rozsądny rowerek
treningowy, względnie trenażer. Udało mi się nie kupić NIC, a nie,
przepraszam, w drodze powrotnej nabyłem drożdżówkę i rogalika. Uważam
ten jeden dzień w roku, którego nienawidzę, a ma związek z szopingiem za
zamknięty i całkowicie bezsensowny. Za pokutę za głupi pomysł
wyznaczyłem sobie powrót na piechotę, szkoda że nie zakupiłem łopaty do
odśnieżania, bo może byłbym ciut szybciej. Wyszło tego równiutko 20 km, co chyba jakimś tam osiągnięciem jest. Prawda? :)
A tak to pięknie nam się Warta prezentuje zimą:

Oto zapis GPS "spacerku":
- Aktywność Ciężary
Znów siłownia, czyli desperacja całkowita
Wtorek, 28 stycznia 2014 · dodano: 28.01.2014 | Komentarze 2
Powoli zaczynam zapominać jak wygląda rower. Przynajmniej ten z prawdziwymi kołami. Jak zrobiło się ciut cieplej to zaczął się silny wiatr oraz przelotne opady śniegu. Z desperacji nawiedziłem więc znów siłownię, chcąc wycyckać z niej jeszcze resztki karnetu.
Dziś zaopatrzyłem się w ubiegłotygodniowy numer "Polityki", który rozłożyłem sobie jak panisko na kierownicy, co pewnie wyglądało mało profesjonalnie, ale było konieczne, gdyż moja psychika wyczerpała już swój limit nudzenia się na chomiku na cały rok. Brakowało mi tylko kawusi i byłby pełen lansik.
Tak sobie czytając wypedałowałem spokojnym tempem moje klasyczne jak na siłkę 33 km w czasie godziny i 41 sekund. Średnia wyszła 32,6 km/h, w sumie nie obraziłbym się na taką podczas prawdziwej jazdy :)
Do tego jeszcze spacerek do pracy, ponad 7 kilometrów. Desperados kompletny.
NIE-NA-WI-DZĘ już tej zimy.
- Aktywność Ciężary
Co robię jak nie robię
Sobota, 25 stycznia 2014 · dodano: 25.01.2014 | Komentarze 10
To nie tak, że jak nie ma roweru to mnie nie ma :)
Pogoda jaka jest wszyscy wiemy, od niedzieli mam traumę, ale już lekko przechodzi. Został tylko jeden tik, pracuję nad nim :)
Po pierwsze: spacery do pracy. Mam do niej około 5 km i jak tylko się da to pokonuję ten dystans na piechotkę, szybkim, zgrabnym krokiem, udając, że nie zauważam niebieskich rysuneczków z narysowanym rowerkiem, bo to boli gdzieś na dole serducha. W sumie przez ten tydzień zrobiłem ponad 50 kilometrów. Sorry, wyślizgałem.
Staram się codziennie też godzinkę popedałować na "rowerku" kupionym kiedyś w jakimś markecie, o napędzie mechanicznym, czyli żadnym, służącym mi tylko do uspokojenia sumienia oraz nogom, żebym nie zapomniały w którym kierunku się kręci :)
Natomiast wczoraj i dziś skorzystałem z okazji, że do końca miesiąca mam jeszcze wstęp do Fabryki Formy i zrobiłem sobie dwa konkretne treningi. Od razu mówię, że wytrzymanie więcej niż godziny na chomiku nie wchodzi w grę, bo budzą się demony, więc starałem się działać krótko, ale intensywnie. I tak:
- wczoraj: 33 km - 1h00m08sek, średnia 32,9 km/h, obciążenie zmienne co kilka minut od 130-140 W do 205-220 W ze skokami do 250 W. Wyszedłem zmasakrowany;
- dziś: 33 km - 1h00m32sek, średnia 32,7, już na spokojnie, obciążenie 150-180 W, kilka razy skacząc na max minutę do ponad 300 W.
Jeździłem na czymś takim:

A jutro praca, więc znów zapowiada się spacerek.
Aha, jeden JEDYNY pozytyw zimy i takiej pogody. W końcu można się bez przeszkód, że coś zostanie w organizmie delektować TYM :) :

- DST 27.60km
- Czas 01:09
- VAVG 24.00km/h
- VMAX 30.90km/h
- Temperatura -2.0°C
- Podjazdy 118m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Epoka lodowcowa
Niedziela, 19 stycznia 2014 · dodano: 19.01.2014 | Komentarze 6
Taka kilometrówka i taka średnia to u mnie rzadka sprawa. Biorąc pod uwagę jednak to, jakie były warunki –
nawet nie jest mi wstyd :) ale po kolei. Rano – wbrew zapowiedziom – nie
padało, więc stwierdziłem, że jednak ruszę, obiecując Żonie, że zapasy
rozsądku zabiorę ze sobą.
No i co? Kilka minut po starcie oczywiście
pojawiła się mżawka, ale delikatna, która połączona z temperaturą
poniżej zera i mocnym wiatrem nie wróżyła fajnie. Rozpakowałem rozsądek i
postanowiłem, że zamiast jechać poza miasto pojeżdżę dokoła Malty, a
jeśli zacznie być nieciekawie to zawrócę. To był zdecydowanie najlepszy
mój ruch na przełomie lat 1876-2014 :) już pod koniec pierwszego kółka
zaczęło być ślisko. Przy drugim zaczął się drift na zakrętach.
Stwierdziłem: dość! Dokręciłem jeszcze na prostej, patrzyłem na
ślizgających się biegaczy i zjechałem z Malty – i tu się dopiero
zaczęło. Szklanka była taka, że po prostu... zszedłem z roweru i
przeszedłem w sumie jakieś 2-3 kilometry od Malty na drugą stronę Warty.
Potem powoli ruszyłem, choć z duszą na ramieniu, kilka razy ponownie
schodząc z bicykla. Mijałem łyżwiarzy, bo pieszymi nazwać ich nie można
było, którzy ledwo trzymali się nogach. Ja przy nich na tych moich
oponkach musiałem wyglądać jak kamikadze-amator. W końcu udało mi się
dotrzeć do domu - ze skorupami lodu na stroju, kasku i okularach. Nigdy
więcej - „trening” zaliczony częściowo, fajnie że bez ofiar.
- DST 54.00km
- Czas 01:59
- VAVG 27.23km/h
- VMAX 41.40km/h
- Temperatura 1.0°C
- Podjazdy 261m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Nieważne jak źle, byle nie na siłownię!
Sobota, 18 stycznia 2014 · dodano: 18.01.2014 | Komentarze 2
Niech wbrew logice wiatr wieje mi ciągle w twarz -
tak jak dziś. Niech tak jak dziś mgła osadza szadź, cokolwiek to
znaczy. Niech błoto wchodzi mi w zęby, uszy i lewe ucho - jak dziś.
Niech nawet żeńskie troglodytki wjeżdżają samochodami z podporządkowanej
bez zerknięcia przed siebie (jak dziś). Byle - jak dziś - udawało się
unikać chomikowania na siłowni! :)
Kółeczko zaliczone - spięte korkami, mimo soboty, na Starołęckiej. Jechało się dziwnie, bo tak jak napisałem wiatr nie pomagał. Tulce, Dachowa, Koninko - te okolice mam już zjeżdżone wzdłuż i wszerz, ale zazwyczaj są to osobne wycieczki, dziś je spiąłem. 
Rowerzystów mało, miałem okazję pozdrowić tylko parę w kominiarkach, w bluzach Corrateca.
Niestety jutro od rana podobno
szklanka (na drogach, nie że popadnę w alkoholizm), a potem co najmniej
do piątku praca od rana, więc uśmiech po treningu mi lekko blednie
- DST 51.30km
- Czas 01:54
- VAVG 27.00km/h
- VMAX 40.20km/h
- Temperatura -2.0°C
- Podjazdy 239m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Marny lodowcowy horror
Czwartek, 16 stycznia 2014 · dodano: 16.01.2014 | Komentarze 5
Za mną trzy dni bez roweru, z czego wczoraj udało mi się zmobilizować - byłem na siłowni i wykręciłem z nienawiścią do tego miejsca na chomiku 30 km ze średnią lekko ponad 30 km/h. Dziś już na to zdrowia nie miałem i z rana przed pracą ruszyłem w trasę, łudząc się, że pomimo przymrozka jechało się będzie w miarę bezpiecznie. Oj, myliłem się...
Jak to zazwyczaj bywa w najlepszych horrorach klasy C wszystko zaczęło się niemal sielankowo. Główne drogi w Poznaniu prawie suchutkie, ścieżki obowiązkowo oblodzone (co pozwalało mi je omijać jeśli tylko się dało), słowem: no pięknie. To słowo zmieniło się na inne, które nie nadaje się do cytowania, w momencie gdy minąłem tablicę z napisem [POZ/NAŃ]. W załączeniu dokumentacja fotograficzna, bez oczekiwania na premierę kinową! :)

Co prawda nie było tak cały czas, ale uwieczniłem jeden moment, w którym bardziej przydatne byłyby łyżwy - z ich braku ruchem jednostajnie przyspieszonym pokracznym podreptałem na nogach. Sam horror zakończył się happy endem, co tym bardziej świadczy o jego marnej jakości :)

Plus jest taki, że po raz pierwszy od dawna gdzieś miałem średnią. Chciałem po prostu przeżyć... :)
- DST 52.20km
- Czas 01:56
- VAVG 27.00km/h
- VMAX 42.10km/h
- Temperatura 6.0°C
- Podjazdy 420m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Pod wiatr (pot, wiatr) :)
Niedziela, 12 stycznia 2014 · dodano: 12.01.2014 | Komentarze 0
Olaboga i olaszatana! Każdy kto wyściubił choć na chwilę dziś nos i choć kawałek dolnej wargi na zewnątrz wie, co dziś się działo. Może to nie Ksawery, ale na pewno jego jakaś polska odmiana, jakiś Ksawerski albo Kaczyński. Wiało tak, że dziękowałem sam sobie rozsądku w wyborze roweru - jednak co ciężkie bydle to ciężkie bydle. Na prostym tak słabej średniej (na połowie dystansu 23,7 !) nie pamiętam od czasów pierwszych klasówek z chemii, kilkanaście lat temu :) Za to czuję się jakbym zrobił porządny trening w górach.
Najbardziej dobił mnie objazd Fabianowa - przez to dwukrotnie jechałem po kilka kilometrów z bocznym wiatrem, który
to mnie wpychał albo pod koła samochodów, albo na pobocze. W ogóle ten remont jest ciekawy - montują tam kanalizację od jakichś 3-4 miesięcy, zamykając dwie ulice na raz, a z tego co wiem potrwa to jeszcze kilka miesięcy. A Biedronkę w okolicy można było postawić w całości w jakiś miesiąc. Można? Moszna :)
Największą za to mam satysfakcję, że się jednak zwlokłem - teraz dwa dni przede mną gnicia w pracy.
- DST 51.40km
- Czas 01:41
- VAVG 30.53km/h
- VMAX 45.60km/h
- Temperatura 4.0°C
- Podjazdy 296m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Za wczorajszy zaniedbania grzech... :)
Sobota, 11 stycznia 2014 · dodano: 11.01.2014 | Komentarze 0
Szybka szosa przed pracą. Jako że wczoraj mnie mentalnie zmasakrował i pokonał wiatr, dziś postanowiłem zrekompensować swoje tchórzostwo... wyszło chyba nieźle jak na styczeń :)
Parę razy wiaterek co prawda mnie bujnął, ale żadna tragedia, nawet lekkość szosy to przeżyła. Trasa jedna z moich klasycznych, ale tym razem zrobiona od czterech liter strony, czyli Mosina pod koniec zamiast z początku. Łódź i obydwa Dymaczewa (a co, nie bójmy się mówić głośno tej nazwy! :P ) na swoim miejscu.
No nic, czas do pracy!






