Info
Suma podjazdów to 800373 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Sierpień31 - 24
- 2026, Lipiec31 - 19
- 2026, Czerwiec31 - 60
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 53.30km
- Czas 01:46
- VAVG 30.17km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 5.0°C
- Podjazdy 375m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Rendez-vous z wiatrem
Poniedziałek, 5 maja 2014 · dodano: 05.05.2014 | Komentarze 2
Wiatr zastosował dziś wobec mnie przemoc domową - gdziekolwiek jechałem było w pysk. Niespecjalnie mocno, ale jednak. I piszę to bez ściemy, bo nawet gdy według łopoczących flag powinno wiać mi w plecy to na poziomie gruntu powiew był dokładnie przeciwny - zadziwiające zjawisko.
Wyjechałem oczywiście rano, bo popołudnie pracodawca zaplanował mi w pewnym uroczym budynku. Nawet nie myślałem o krótkim rękawku i dobrze zrobiłem, bo jeszcze lekko po ósmej nawet w bluzie rowerowej było mi chłodnawo. Łudziłem się, że wyczuję wiatr i zaplanowałem trasę z kilkoma zmianami kierunku, czyli "samochodo-rybkę": Dębiec - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Trzcielin - Dopiewo - Skórzewo - Dębiec. Jak było - stoi akapit wyżej :) Dawno się tak nie namęczyłem, żeby osiągnąć tę banalną trzydziestkę średniej. Za to w końcu odpocząłem od kierunku północnego, dzięki czemu Miastu Poznań mogłem pokazać cztery litery.
- DST 53.50km
- Czas 01:49
- VAVG 29.45km/h
- VMAX 51.60km/h
- Temperatura 6.0°C
- Podjazdy 409m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Brr...
Niedziela, 4 maja 2014 · dodano: 04.05.2014 | Komentarze 2
Uprzejmie informuję, że jeśli dalej będzie tak wiało
to zamontuję sobie na plecach mały zgrabny wiatrak i w wolnych chwilach
podczas stania na światłach (tak jak dziś, non stop, w końcu niedziela)
będę zajmował się hobbistycznie wyrabianiem mąki pszennej luksusowej o
zawartości popiołu ponad 0,78%. I taka będzie moja zemsta!
Ten długi weekend to jakiś pogodowy koszmar, może wyparłem poprzednie ze świadomości, ale tak paskudnego nie pamiętam. Zapewne jednak jest nadzieja - od jutra do pracy, więc znając życie będzie pięknie, słonecznie i bezwietrznie. A dziś - wyjazd zrobiony, zaliczony i tyle. Dziękuję głosowi rozsądku, no dobra, Żonie, że w ostatniej chwili przed wyjazdem przebrałem się z krótkiego rękawka na bluzę, bo teraz pewnie by mnie ktoś odkuwał z lodu gdzieś na trasie :) Zmyliło mnie słoneczko, bo tak mniej więcej do godziny dziesiątej wszystko wyglądało tak:
Czyli słonecznie, miło i sympatycznie. Tylko ten wiatr, pędzący minimum 20 km/h z "kierunków zmiennych" (czyli wszyscy wiemy o co chodzi) oraz chłód - zdecydowanie nie jechało mi się dziś komfortowo. Z każdą kolejną minutą pogoda była mniej przyjemna, zrobiłem więc swoje klasyczne 50 km z nakładką do Rokietnicy, przy okazji testując alternatywną trasę dojazdu do okolic Rusałki - zawsze jeżdżę przez Przybyszewskiego, dziś spróbowałem naokoło, przez Grochowską i św. Wawrzyńca. Wniosków na razie nie mam, prócz jednego - zrobiłem sobie niepotrzebnie kawałek drogi powrotnej pod górkę i wiatr.
Rowerzystów całkiem sporo, a jako plus wspomnę, że mimo tragicznej średniej połknąłem w
różnych miejsach na trasie łącznie trzech szosowców, całkiem ambitnie
pedałujących. A organizm, mimo że do mięska nieprzyzwyczajony póki co
przyjął to w miarę spokojnie :)
- DST 53.00km
- Czas 01:48
- VAVG 29.44km/h
- VMAX 46.20km/h
- Temperatura 5.0°C
- Podjazdy 440m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Paw pogodowy
Sobota, 3 maja 2014 · dodano: 03.05.2014 | Komentarze 6
Wczoraj dzięki rodzinnym obowiązkom nie wyrobiłem się z wyjściem na rower, ale może i dobrze, bo to, co działo się za oknem można opisać tytułowym przedstawicielem ptactwa, które udało mi się wczoraj sfotografować w poznańskim zoo:
Dziś już mnie telepało po tym dniu abstynencji i zwlokłem się na start o 8 rano. No i nie wiem, może po ostatnim remoncie ktoś ma mnie za eksperta od
takich spraw, ale tego kto ustawił mi dziś ściankę działową z wiatru w
jedną i w drugą stronę powinno się za karę skazać na wieczne potępienie
wewnątrz kolanka hydraulicznego typu KBB M12x1,5/M12x1,5. Lub innego :) Wiatr megaupierdliwy, zimny i niezdecydowany, jednym słowem z kierunków (teoretycznie) północno-wschodnich. Całą trasę do Murowanej i z powrotem było tak, że najlepszy jaki mi się trafił to boczny, choć i tak na wykresie widać różnicę między jedną a drugą "połową".
Ważne, że zrobiłem swoje, samopoczucie się mimo wszystko poprawiło, mogę egzystować :)
- DST 51.40km
- Czas 01:37
- VAVG 31.79km/h
- VMAX 50.60km/h
- Temperatura 14.0°C
- Podjazdy 274m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
ONR :)
Czwartek, 1 maja 2014 · dodano: 01.05.2014 | Komentarze 2
Czyli Obowiązkowy Najazd Rodziny. Wszelkie skojarzenia z radykalnym ruchem, przed którym należy uciekać jak najdalej uprawnione :)
Więc dziś tylko szybki opis. Jako że remont skończył się wczoraj to dziś od rana czekało nas ogarnianie mieszkania, tak żeby na 14 być ready na apokalipsę. Wstałem więc po siódmej, a po ósmej siedziałem już na siodełku. Od razu postanowiłem depnąć, bo czas naglił i utrzymywać prędkość koło trzydziestu, co się w miarę udawało. W końcu jechałem na południe, mając nadzieję, że wiatr będzie z tego kierunku cały czas. Oczywiście nie był i parę razy zmienił się podczas powrotu na ten przeciwny. Standard. Ruch mały, w końcu to Pierwszy Grilla :) Obowiązkowo jednak zaliczyłem stanie na przejeździe między Luboniem a Łęczycą.
Trasę zrobiłem "kondomową" - przez Mosinę, Łódź, Stęszew i Komorniki. Kilka razy skropił mnie deszcz, ale raczej ten przyjemny niż upierdliwy. Było git :) A średnia jak dla mnie całkiem spoko.
A apokalipsa nadchodzi....
- DST 51.20km
- Czas 01:42
- VAVG 30.12km/h
- VMAX 50.80km/h
- Temperatura 13.0°C
- Podjazdy 395m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Miastodont
Środa, 30 kwietnia 2014 · dodano: 30.04.2014 | Komentarze 0
W końcu! Juhu! W końcu wiatr się zmienił! Co prawda w zupełnie niepożądany przeze mnie kierunek północno-zachodni, który również wymaga ode mnie przetransportowania tyłka przez całe miasto, ale w końcu nie muszę mijać jego wschodniej części, z Maltą i tłumem pędzących tam sezonowców oraz obrzeży Rataj, na których korki byłyby pewnie nawet gdyby wybuchła tam bomba nuklearna.
Ruszyłem dziś jak zwykle przed pracą, mając do dyspozycji te swoje dwie godzinki. Na wykresie z Endomondo widać jak to wyglądało, w sumie z tego co na nim widać można by zrobić całkiem zgrabne łoże dla fakira :) To wszystko pokłosie świateł i oczywiście korków - no ale nie narzekam za bardzo, bo to były już "swojsze" korki. W końcu udało mi się wyjechać w kierunku na Rokietnicę, minąłem Strzeszynek, gdzie już widać piwne przygotowania do majówki, oraz Kiekrz. W Rokietnicy stwierdziłem, że zaryzykuję i nie będę wracał tą samą trasą, tylko pojadę przez Sobotę. W sumie nie narzekałem, jechało mi się płynnie. No ale przecież byłoby zbyt pięknie.... Gdyż...
...pojawił się Suchy Las i sznur tirów. Miałem nadzieję że przed długim weekendem będzie już z tym spokój, ale gdzie tam! Jak już minąłem Suchy Las pojawił się mój koszmar - Obornicka. Ulica do zaorania, w sumie nawet gdyby tak się stało to byłaby bardziej przejezdna, a już na pewno byłaby bardziej płaska, bo teraz można by wkomponować w niektóre koleiny trochę wody i stworzyć kolejny akwen jako atrakcję dla turystów :)
Walczyłem... wywalczyłem średnią w okolicach trzydziestu i już wiem - jestem zwycięzcą!:)
- DST 51.00km
- Czas 01:41
- VAVG 30.30km/h
- VMAX 50.20km/h
- Temperatura 8.0°C
- Podjazdy 224m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Godzina piąta, minut trzydzieści...
Wtorek, 29 kwietnia 2014 · dodano: 29.04.2014 | Komentarze 2
...to precyzyjna godzina mojej dzisiejszej pobudki :) czemu - nie będę się zagłębiał, w każdym razie myślę o pewnej zmianie, kroku w przód i to był w tym kierunku pierwszy step, czy słuszny - się zobaczy. Czy je zrealizuję - też. Ale nie zmienia to faktu, że żeby być na 10-tą w pewnym miejscu musiałem zapodać sobie hardkora z porannym wstawaniem
Jestem z siebie dumny, bo raz że wstałem, dwa że nie zniechęciłem się tym (znowu) cholernym północno-wschodnim wiatrem. Ile można? Któryś dzień telepię się kilkanaście kilometrów przez miasto, bo inaczej się nie da, żeby mieć trochę normalnej drogi (dziś znów Biskupice-Jerzykowo), a potem znów miejska rzeźnia. Dziś o 6 rano jechało się co prawda jeszcze całkiem spoko, ale powrót? Prawdziwa księga dżungli, bydło w samochodach między 7:30 a 8 jest zaślepione pospiechem i dziś gdyby nie moja uwaga to miałbym co najmniej dwie kolizje. Nie lepiej było z bydłem rowerowym na ścieżkach - jedzie taka paniusia z siodełkiem ustawionym tak, że zębami zahacza o kolana, z prędkością ćwierci pluja, na całej szerokości - i nic, jej się nie spieszy, słuchaweczki w uszach i zero reakcji. Takich paniuś było dziś kilka, mam nauczkę - jeśli mogę to zawsze będę ruszał po ósmej. Szkoda mojego zdrowia na modę jazdy do pracy rowerem wśród rodaków, którzy prócz tego, że potrafią nim ruszyć to mózg w całej operacji nie uczestniczy.
Podsumowując - zdążyłem gdzie miałem zdążyć, wstałem o godzinie, za którą powinni karać. Dałem radę :)
- DST 51.40km
- Czas 01:42
- VAVG 30.24km/h
- VMAX 50.10km/h
- Temperatura 14.0°C
- Podjazdy 400m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Zielonkowy relaksik
Poniedziałek, 28 kwietnia 2014 · dodano: 28.04.2014 | Komentarze 2
Do pracy miałem dziś na aż na 13-tą, więc przede wszystkim się porządnie (porządnie!) wyspałem, co zdecydowanie było mi potrzebne. Jednak w końcu się trzeba było zwlec z łóżka, rower się sam nie ujeździ, a pogoda za oknem wydawała się zacna. Jedyne co irytowało to znów silny północno-wschodni wiatr, przez który już po raz kolejny musiałem jechać przez miasto, żeby nie wracać z podmuchem w pysk. Ostatnio przetestowałem chyba wszystkie znane mi trasy w tym kierunku, więc dziś dla odmiany postanowiłem polecieć w okolice Puszczy Zielonka.
Jazda przez Poznań była już przeze mnie wielokrotnie opisywana i dziś było tak jak zwykle - korki, nieprzejezdne ulice i smaczki dnia codziennego. Gdy już na 12-tym kilometrze minąłem znak z przekreśloną ikonką z budynkami i skręciłem w Koziegłowach w prawo poczułem, że żyję... Dawno tu nie byłem, głównie przez remont nawierzchni, który ciągnął się tu w tamtym roku niemiłosiernie, ale dziś zostałem mile zaskoczony w Kicinie - ładniutki asfalt, co prawda z jakimiś kamulcami po bokach, ale nie ingerującymi w trasę.
Minąłem Mielno, podziwiając piękną zieleń puszczy, zachwyciłem się dachem z kwitnących drzew na trasie, obserwowałem na ile się da przyrodę - genialnie. Z rzadka mijał mnie jakiś samochód, więc mogłem jechać środkiem i nikomu nie przeszkadzałem - no istny raj dla rowerzysty... Tak to wyglądało:

I tak:

Moje nadzieje, że asfalt będzie cały czas dobrej jakości prysły przed Wierzonką. Od tego momentu był tak "doskonały", że rozważałem momentami czy nie skręcić w las w jakieś błocko i hałdy piachu w celu poprawy komfortu jazdy :) Ale za to wciąż było ładnie, zieleń, ptaszki, pszczółki i rozjechany jeż.
W Wierzonce zaciągnąłem się wonią tutejszego post-pegeeru, czy cokolwiek to jest, w każdym razie nie da się ukryć, że rolnictwo w tym miejscu na swój namacalny dla nosa wymiar :) Dojechałem na samą górę Karłowic, odetchnąłem i zawróciłem, wreszcie mogąc się rozpędzić, choć skakanie po dziurach w tym nie pomagało. Powrót to jednak była istna przyjemność, nawet w "biegu" udało mi się zrobić chyba całkiem klimatyczną fotkę (nie wiem, nie znam się ;) ):

Oczywiście na koniec znów miasto, ale byłem naładowany "puszczowymi" klimatami i nawet nie narzekałem, musiałem tylko lekko mocniej depnąć na miliardzie świateł, żeby osiągnąć te okolice trzydziestkowej średniej.
A w pracy taki gnój i ruch, że wpis mogłem dodać dopiero teraz, po 22. Szkoda, bo miałem kilka wrażeń do opisania na bieżąco, a tak to już mi zgasły :)
- DST 53.10km
- Czas 01:43
- VAVG 30.93km/h
- VMAX 46.30km/h
- Temperatura 14.0°C
- Podjazdy 261m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Murowana Go-go-go-ślina :)
Niedziela, 27 kwietnia 2014 · dodano: 27.04.2014 | Komentarze 3
Wczorajszy dzień to pokaz bohaterstwa i poświęcenia z mojej strony. Bo musicie mi chyba przyznać, że wstanie rano, ubranie się w strój rowerowy, spojrzenie z desperacją na podłogę zawaloną odpadami poremontowymi (który to remont już na szczęście na finiszu) i... przebranie się w domowe ciuchy, a następnie sprzątanie przed pracą tego całego kataklizmu zamiast zrobienia treningu zasługuje na takie miano.
To było wczoraj. Dziś już wróciłem do normalnego stanu umysłu i delikatnie po ósmej (bo znów dzień pracujący) wyruszyłem w kierunku Murowanej Gośliny, bo tam mnie skierował instynkt "podwiatrowy" i jak zwykle haniebnie oszukał, bo wiało z boku, ale na szczęście niezbyt mocno. Przejazd przez całe miasto o dziwo przebiegł sprawnie i za to kocham niedzielne poranki - w moim wymarzonym świecie istniałyby tylko takie, a dni robocze byłyby ustawowo zakazane. A co :)
Pogoda geniaaaalna - kilkanaście stopni, mroczno, bo słońce schowane za chmurami, w uszach kryminał - tylko kręcić.
Planowałem dziś w Owińskach standardowo "nie widzieć" opisywanej już wcześniej kostkowanej ścieżki (sztuk dwie), ale niestety ciut wcześniej stały miśki w radiowozie i bałem się, że spryciarze będą zaraz ruszać i ukłoni się mandacik za ignorowanie zakazów, więc z rezygnacją poklekotałem się po tym wynaturzeniu drogowym (sztuk dwie).
Do średniej 31 km/h zabrakło niewiele, ale nie mam do siebie pretensji, bo każda jazda miastem, nawet w niedzielę, skazana jest na jakieś "prawie"...
- DST 51.00km
- Czas 01:42
- VAVG 30.00km/h
- VMAX 44.60km/h
- Temperatura 14.0°C
- Podjazdy 258m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Rzepak powiem...
Piątek, 25 kwietnia 2014 · dodano: 25.04.2014 | Komentarze 2
...aj, sorry, miało być "że tak powiem", ale dziś zachwyciłem się kolorystyką wielkopolskich pól obsianych rzepakiem :)
Miejscami czułem się jakbym przyroda specjalnie istniała dla kibiców Falubazu Zielona Góra lub np. Norwich City - żółć wspomnianego rzepaku pięknie przeplatała się ze świeżą, głęboką zielenią trawy - no istne miodzio. Cyknąłem tylko na szybko zdjęcie jednego z mniejszych pól, nie oddaje ono nawet ułamka kolorystyki, ale za to nie przenosi też na szczęście zapachu rzepaku, bo on jest już mniej zachwycający :)
Sama jazda dziś nie miała specjalnej historii - szlak na Siekierki przez Tulce i z powrotem. Wiaterek robił się już upierdliwy, a trasę miałem zakręconą, więc trochę się z nim nawalczyłem, żeby wywalczyć tę równiutką trzydziestkę średniej. Aha, jeszcze wspomnę, choć to się już robi nudne - ostatnio pisałem, że na ścieżce w Krzesinach od lutego leży to samo rozbite szkło na całej szerokości.
No to... wciąż leży.
- DST 51.10km
- Czas 01:49
- VAVG 28.13km/h
- VMAX 43.10km/h
- Temperatura 12.0°C
- Podjazdy 270m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Crossowo i deszczowo
Czwartek, 24 kwietnia 2014 · dodano: 24.04.2014 | Komentarze 7
Po wczorajszym zastoju spowodowanym pracą oraz porannymi opadami wróciłem dziś do rowerowej rzeczywistości. W sumie to mało brakowało a bym nie wrócił, gdyż oczywiście co pojawiło się kilka minut po obudzeniu? Taaak, deszcz. Ale twardym trzeba być, nie miętkim i przetrzymałem z nosem przy szybie najgorsze. Deszcz się generalnie wypadał i lekko po ósmej ruszyłem.
Z natury jestem dobrym człowiekiem, więc z troski o stan crossa, który poprzez trwający wciąż remont łazienki i unoszący się pył nabrał biało-sinej barwy niczym głowa emerytki z Ciechocinka, postanowiłem zafundować mu oczyszczający kontakt z kroplami deszczu, które jeszcze pojawiały się w atmosferze.
No dobra. Nie chciałem pobrudzić szosy. Jestem złym człowiekiem.
Czasu miałem mało, bo na 12 do pracy, wiatr miał być północno-wschodni, więc wybrałem trasę przez miasto do Kobylnicy, a potem Jerzykowa. Jechało się fajnie, mimo że wiatr był TYLKO północny, więc jechałem z bocznym podmuchem, cały czas ani wolno ani szybko - typowo crossowo. Jako że rzadko jeżdżę ostatnio tym sprzętem to zrobiłem jeszcze pamiątkową fotkę na tle jeziorka Kowalskiego i tyle było z dzisiejszych atrakcji :)






