Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 250394.13 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.44 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 814121 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 53.10km
  • Czas 01:45
  • VAVG 30.34km/h
  • VMAX 43.40km/h
  • Temperatura 23.0°C
  • Podjazdy 161m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wypoczyn przed wypoczynem

Sobota, 12 lipca 2014 · dodano: 12.07.2014 | Komentarze 0

Wyjazd lekko po siódmej rano, na szybko - przede mną wyjazd na północ Polski i co najmniej dwa albo trzy dni bezrowerowe, więc można się było poświęcić :)

Prosta droga na Murowaną, zrobiona na tyle wcześnie, że jeszcze samochody nie przeszkadzały za bardzo, za to wiaterek i ścieżki - owszem. Klasycznie na tej najgorszej, kostkowej między Owińskami a Bolechowem znów paniusia z trzema pekińczykami rozbijała się na całej szerokości, w panice zwijając pętlę ze smyczy w momencie gdy mnie jednak raczyła zauważyć. Eh, ten podmiejski folklor.

Jazda bez spinki, ale za rowerem już tęsknię :)




  • DST 52.20km
  • Czas 01:45
  • VAVG 29.83km/h
  • VMAX 50.70km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Podjazdy 102m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Puszcza Antyzielonka

Piątek, 11 lipca 2014 · dodano: 11.07.2014 | Komentarze 0

Zachciało mi się dziś romantycznej, pełnej kwitnącej zieleni, śpiewu ptaków i pachnących kwiatków wycieczki asfaltem przez Puszczę Zielonka. Zew natury godny polecenia, do tego jeszcze chciałem zrobić jakieś fajne zdjęcie, żeby Bikestats tak łyso nie wyglądał. No, to szosa w ruch, przyrodo i przygodo przybywaj!

Etap pierwszy - miasto. Do AWF-u jeszcze jakoś płynnie żarło, potem zaczęło się classico - ścieżki, koreczki, światełka. Co najmniej 15 minut sobie łącznie postałem na skrzyżowaniach, wdychając wszystko to, co wydobywa się z rur wydechowych, ale w końcu udało osiągnąć się wymarzony punkt, czyli znak graniczny miasta Poznań. To teraz poszaleję, pomyślałem, mamy w końcu świeżo wyremontowany asfalt od Koziegłów w górę, będę miał co pochwalić na blogu i jechało się będzie przyjemnie. Asfalt faktycznie przez chwilę był bardzo och i ach. Przez chwilę... Bo w Kicinie zaczęło być normalnie. Mijanki, żużel, wszystko rozryte i ręczne sterowanie ruchem. Potem: to "coś" co zaczyna się w Mielnie i ciągnie aż do Wierzonki, co być może przy dużej ilości dobrej woli i łapówki od tutejszego sołtysa dałoby się nazwać asfaltem... Miałem tak serdecznie dość, że nawet nie chciało mi się stawać na trasie i gdzieś wjeżdżać w las, bo przez korki i stanie w Kicinie straciłem masę czasu, a jeszcze czekała mnie tego dnia praca. Dojechałem więc na górkę do Karłowic, odkryłem że Endomondo na dobitkę zamiast przejechanych 26 kilometrów pokazało mi niecałe 17, zmieniłem radio na agresywną muzę i zawróciłem. 

Z wycieczki przyjemności nie miałem żadnej, zostałem dobity jeszcze miastem w drodze powrotnej, raz bym wpadł w szczelinę między torami tramwajowymi i po tym już straciłem serce do szybkiej jazdy, co widać po średniej.

Tak więc moja fotorelacja z Puszczy Zielonka, gdyby ktoś mnie zgłosił do jakiegoś konkursu fotograficznego dla przedszkolaków wyglądałaby tak:


Romantycznie, prawda? :)

Teraz trzydniowy bezrowerowy wyjazd na północ Polski, może jutro uda mi się rano coś jeszcze wykręcić, ale się jeszcze okaże. 

Na koniec, dla ukojenia nerwów - widok z daleka na Dziewiczą Górę.





  • DST 52.20km
  • Czas 01:43
  • VAVG 30.41km/h
  • VMAX 55.40km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Podjazdy 70m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Standardowo

Czwartek, 10 lipca 2014 · dodano: 10.07.2014 | Komentarze 0

Kolejny poranek, podczas którego na szczęście jeszcze nie padało, za to wiało na potęgę. Z kierunków wschodnich i północnych, więc w gratisie jazda miastem, jednak prócz świateł i DDR-ów mało problemowa. Temperatura już normalna, więc wyglądałem dziś na rowerze jak człowiek a nie jak czerwone monstrum z wywieszonym jęzorem :)

Trasa - bez kombinowania, bo do pracy na dwunastą: Kobylnica i Biskupice, powrót swoimi śladami. Wiatr mnie nieźle zmęczył, więc kosmicznych prędkości dziś brak.

Jako ciekawostka: Rowerowy patrol wziął się za opisywanie poznańskich absurdów. Jakoś dziwnie mi się to wszystko składa w całość z własnymi spostrzeżeniami... W sumie to smutne. Tu link, między innymi z moim ulubionym smaczkiem, czyli ścieżką przy Przybyszewskiego: http://www.tvn24.pl/poznan,43/skrzyzowanie-absurdow-najgorsza-sciezka-w-polsce-rowerzysci-skontrolowali-jezyce,447933.html.




  • DST 52.00km
  • Czas 01:44
  • VAVG 30.00km/h
  • VMAX 52.00km/h
  • Temperatura 26.0°C
  • Podjazdy 169m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Sauna z nawiewem

Środa, 9 lipca 2014 · dodano: 09.07.2014 | Komentarze 0

Temperatura powoli wraca do jako-takiej przyzwoitej normy, co prawda i tak dla mnie wciąż zdecydowanie za ciepło, ale przynajmniej można oddychać. Tym bardziej, że dziś wiatrzysko godne, powiewy ze wschodu zdecydowanie powyżej 20 km/h, więc miało co chłodzić. Choć i tak czułem się jak w saunie z nawiewem.

Akcja "Uwalić Zdulskiego Przez Remonty" trwa. Teraz żeby jechać na wschód i uniknąć objazdów i innych tego typu atrakcji mogę jechać właściwie tylko w dzisiejszym kierunku, czyli przez Krzesiny, Tulce i Gowarzewo do Siekierek i z powrotem. Alternatywy? Na północy droga "92" rozkopana w Swarzędzu i koło Paczkowa. Na południu Głuszyna - aktualnie tarka, która zamiast się zwiększać to się powiększa. Najchętniej bym jeździł A-2, bo z zazdrością patrzę na idealną prostą, no ale niestety - nie nam rowerzystom dany taki komfort..

O średnią łatwo dziś przez wiatr nie było, ale jakoś udało mi się z dość dużym wysiłkiem wyrzygać te 30 km/h :)




  • DST 56.32km
  • Czas 01:49
  • VAVG 31.00km/h
  • VMAX 51.50km/h
  • Temperatura 26.0°C
  • Podjazdy 147m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Przed ukropem

Wtorek, 8 lipca 2014 · dodano: 08.07.2014 | Komentarze 0

Nauczony wczorajszym błędem polegającym na wyruszeniu już w momencie gdy piekarnik grzał całą parą (czyli po ósmej :/) dziś udało mi się zwlec z łóżka wcześniej i po odprowadzeniu Żony na transport publiczny kierujący do pracy ruszyłem piętnaście po siódmej, czyli wtedy, gdy wspomniany piekarnik został dopiero podłączony i się rozgrzewał. To zdecydowanie był strzał w dziesiątkę, bo słońce po wczorajszych wieczornych burzach bało się chyba jeszcze wpaść w swój klasyczny rytm i chowało się za chmurami. Nie, nie było lekko, ale w porównaniu z wczoraj jechało się zdecydowanie lżej.

Kierunek wschód, czyli obowiązkowa rundka przez miasto. Jednak widać te wakacje, bo korki niewielkie, oczywiście swoje na światłach musiałem odstać, ale jakoś bez stresu. Gorzej zaczęło być w Swarzędzu, gdzie drogowcy podłączyli się pod sezon remontowy i w jedną i drugą stronę zrobili wąskie gardła, a nie ma to jak mieć na zwężeniu za plecami oddech kilku TIR-ów. Udało się w końcu dojechać do Kostrzyna, tam skręciłem na Siekierki i Tulce i dojechałem do Krzesin, gdzie minąłem podzieloną na pół jakąś wielgachną, kilkudziesięcioosobową wycieczkę rowerową. Wszyscy uśmiechnięci jak nie Polacy, radośnie machający w pozdrowieniu, w przedziale wiekowym od późnej gimbazy po beneficjentów emerytury sprzed reformy wiekowej :) Miło było zobaczyć tyle istot, którym widoczną przyjemność daje jazda, bo jak spoglądam na niektórych "pro" bikerów na trasie, szczególnie tych, dla których pomachanie do kogoś to strata tych cennych 0,0003 sekund, z zacięciem na twarzach widzących tylko słupki średniej to mam szczere wątpliwości czy to jeszcze relaks czy już mentalny rowerowy sadomasochizm.

Aha, jest jeden jedyny plus tych upałów - wystarczyły dwa dni jazdy bez rękawiczek i już kontrast między dłońmi a rękami przestał tak wyraźnie przypominać Michaela Jacksona sprzed i po operacji :)




  • DST 54.20km
  • Czas 01:48
  • VAVG 30.11km/h
  • VMAX 43.40km/h
  • Temperatura 30.0°C
  • Podjazdy 140m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Piekarnik + neverending story

Poniedziałek, 7 lipca 2014 · dodano: 07.07.2014 | Komentarze 4

Jezu... Jak się wyłącza ten piekarnik? Mimo że ruszyłem dziś lekko po ósmej rano to śmiało mogłem opakować się w jakiś celofan i zostać po powrocie podany z frytkami i keczupem jako danie dnia. Masakra. 30 stopni było luzem, jak dla mnie o około 10 za dużo.

Jechałem jak ślimak w amoku, naćpany słońcem i gorącem. W pewnym momencie pod koniec myślałem tylko o tym, żeby jechać do przodu, nieważne jak szybko, byle przed siebie. Trasę zrobiłem przez Starołękę, Krzesiny, Tulce, Śródkę i nawrót przez Dachową, Robakowo (tradycyjnie już mijając transport świń do rzeźni) i Koninko.

W Krzesinach stara bajka pod tytułem neverending story, czyli rozbite szkło na ścieżce rowerowej. Jakiś czas temu cieszyłem się, że w końcu po kilku miesiącach rowerzystom udało się rozjechać to, co zostało rozbite w lutym, a teraz? Szczelny dywanik na całej długości. Zdjęcie umieszczam po to, żeby mieć dowód - ostatnio nie było czyszczone w ogóle przez prawie 4 miesiące. Zobaczymy co będzie tym razem...




  • DST 53.30km
  • Czas 01:43
  • VAVG 31.05km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura 28.0°C
  • Podjazdy 106m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Upał z upałem

Niedziela, 6 lipca 2014 · dodano: 06.07.2014 | Komentarze 4

Oj, przygrzało dziś, nie ma co. Mimo że wyjechałem w okolicach 9:30 to i tak już stopień roztapiania zaczął zbliżać się do czerwonej kreski. Nie egzystuję praktycznie przy takich temperaturach, więc każdy wyjazd, jeśli się zdarzy przez najbliższe dni traktował będę jako kolejny wygrany etap szkoły przetrwania.

Wiatr zachodni, więc nie chciało mi się kombinować z wyborem trasy i pojechałem "samochodzik" przez Dopiewo, Trzcielin i Szreniawę. Ostatnio z powodu kolejnego remontu w Luboniu zmodyfikowałem końcówkę i zjeżdżam w Wirach na Łęczycę, gdzie zaliczam kawałek przez ścieżkę rowerową. Dziś to był chyba najbardziej zakorkowany element aglomeracji poznańskiej - mijałem rodzinki, singli, emerytów, rencistów i co tam jeszcze zawsze w niedziele odświeża swój skrzypiący sprzęt i rusza na podbój świata, przy okazji znacznie zwiększając niebezpieczeństwo na DDR-ach.

O średnią walczyłem, ale bez specjalnego zapału, bo ile motywacji może mieć kurczak na rożnie? :) Po powrocie Żona zafundowała mi reanimację w postaci bezalkoholowego browara i to był najlepszy lek na dziś. Lepszym jest tylko ten z procentami :)




  • DST 54.25km
  • Czas 01:45
  • VAVG 31.00km/h
  • VMAX 50.60km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Podjazdy 120m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Upał bez upału

Sobota, 5 lipca 2014 · dodano: 05.07.2014 | Komentarze 0

Zapowiadano w Polsce na ten weekend zamiast drugiej Irlandii drugą Afrykę a tu proszę - koło 9 rano za oknem była  jeszcze całkiem przyjemna temperatura oscylująca koło 20 stopni, duże zachmurzenie i chłodzący silny wiatr, który tym razem nawet za to polubiłem. Ruszyłem więc na trening przed pracą z perspektywą, że jednak z niego wrócę, a nie skończę gdzieś w rowie z udarem słonecznym. Na trasie trafił się nawet lekki deszczyk, co nie tyle mnie zdziwiło, a ucieszyło.

Wiatr tak jak pisałem był silny, południowo-wschodni, którego to kierunku w linii prostej dzięki A-2 dla rowerów nie ma, więc muszę kombinować jak koń pod górę. Dziś wybrałem opatentowaną trasę przez Mosinę i Rogalin do Mieczewa, nawrót i powrót przez Wiórek. Podmuchy dawały o sobie znać, ale mimo wszystko jechało się tak dziwnie, bo po prostu sympatycznie. Rowerzystów na drogach mnóstwo, minąłem chyba z pięć czy sześć ustawek oraz ze trzy dwupłciowe pary, wszyscy z uśmiechem odmachiwali i pozdrawiali - jakoś tak nienormalnie :)

Gdy wjeżdżałem na podjazd w Rogalinku miałem okazję obserwować karkołomną wspinaczkę po chodniku samotnego wędkarza, zawianego tak, jakby znajdował się na jakieś łajbie na środku morza. Rzucało panem od lewa na prawo i z powrotem, w pewnym momencie bałem się, że wyleci za burtę, czyli na szosę, ale na szczęście z błogim uśmiechem na twarzy utrzymał azymut. I pewnie dotarł do celu, gdziekolwiek on był, bo wracając zwłok na drodze nie odnotowałem :)




  • DST 52.10km
  • Czas 01:42
  • VAVG 30.65km/h
  • VMAX 51.70km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Podjazdy 198m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Aklimatyzacja wsteczna

Piątek, 4 lipca 2014 · dodano: 04.07.2014 | Komentarze 0

Po tych dwóch dniach w górach powrót na płaszczyzny nie był łatwy. Jednak głowa podczas pobytu w chmurach wypoczęła, umysł się lekko oczyścił i z dystansem patrzyłem nawet dziś na remont i objazd koło Lidla na pierwszym i korki w Luboniu na drugim kilometrze oraz czerwone-czerwone-czerwone na całej trasie do Łęczycy. Jedyne co mnie irytowało to wiatr, który jak zwykle przechodził syndrom przedmiesiączkowy i nie wiedział czego chce i skąd wieje.

Pojechałem bez spinki do Sulejewa i z powrotem. Lekko ciepło już się robi i zaczynam zdychać, choć jeszcze źle nie jest, złoooooo dopiero nadejdzie. Spokojnym rowerowym krokiem zrobiłem co moje, aklimatyzacja rozpoczęta ;)




Ot, Szklarska

Czwartek, 3 lipca 2014 · dodano: 03.07.2014 | Komentarze 0

Dziś juź konkret. Drugi i ostatni dzień w górach i drugi sukces - znów z roweru nic nie odpadło. Choć bardzo się starało odpaść wszystko na raz :) Co prawda momentami czułem już podświadome szepty "pull up, pull up", ale po raz kolejny okazało się, że w porównaniu z Tupolewem mój zombie-złom to kawał sukinsyna z charakterkiem.

Trasę zaplanowałem na szybko, bo w końcu do Jeleniej przyjechałem pomagać, a nie wałęsać się po górkach, celebrować widoczki czy odpoczywać :) Poranne rozeznanie kierunku wiatru, oczywiście błędne, wskazały mi jedyny słuszny kierunek - Szklarska Poręba. Ostrzyłem już sobie żółte zębiszcza na ten kilkukilometrowy podjazd bez momentu taryfy ulgowej, ale najpierw musiałem do niego dojechać przez Wojcieszyce oraz górkę na objazdówce Piechowic, która dała mi sporą namiastkę sadomasochizmu, na który sam się zdecydowałem. A potem już orka, orka, orka, ale kurde przyjemna, w cieniu, ze strumyczkiem z boczku, no idylla. Specyficznie rozumiana :)

Już w Szklarskiej skręciłem przy budynku policji w prawo, w kierunku na Świeradów, wspiąłem się pod słynną, prowadzoną kiedyś (nie wiem czy do dziś) przez Ruskich lecznicę OKO i... w końcu mogłem odetchnąć, bo przede mną majaczył zjazd i widoczki takie jak ten:

Zjeżdżało się serpentynkami genialnie, udało się nawet ze złomu wyciągnąć te 50+ km/h, szkoda tylko że wydawało się tak krótko w tę stronę :) Jedyny minus to muldy w asfalcie już w samej Szklarskiej Dolnej, przed którymi na szczęście coś mnie tknęło, źeby zwolnić.. Inaczej pobiłbym pewnie rekord niejednej skoczni...

Wróciłem przez Piechowice, Sobieszów i Zachełmie, robiąc sobie na trasie chwilę relaksu przy Stawach Podgórzyńskich. Oj, ten widok zawsze będzie zachwycał...


Na średnią jak zwykle przy treningach złomem staram się nie patrzeć, żeby nie dostać wrzodów. Ona po prostu była i tyle. Zapominamy :)

To koniec mojego szybkiego wypadu. Misja remontowa wypełniona, minimum zachłyśnięcia górską wolnością zaliczone, czas wrócić do rzeczywistości. Już od jutra znów w pazernych szponach korpo...

P.S. Przy okazji - jeśli jeszcze ktoś nie wie gdzie znajduje się granica ludzkich nerwów to zapraszam do pisania notek takich jak ta na tablecie, w trasie, przy zanikającym sygnale sieci, z doklejaniem mapki, np.z Endomondo. To jest właśnie ta granica.


Kategoria Góry