Lód, pot i ZŁY (to nie literówka)

Sobota, 21 grudnia 2013 · Komentarze(2)

Sobotę mój kochany koropopracodawca zaplanował mi oczywiście jako pracującą, do tego na popołudnie. Wczoraj padało, w nocy lekko przymroziło, więc rano na asfalcie wykwitła szklaneczka, ale taka bez przesady. Postanowiłem, że zaryzykuję poranny wyjazd, a jeśli będzie niebezpiecznie to po prostu zawrócę, samemu co prawda nie wierząc w taki zasób własnego rozsądku :)

Było... hmm.... różnie. Jechałem niezwykle ostrożnie, nie rozpędzałem się, w każdy zakręt wchodziłem jak żużlowiec debiutant z urazem przedwypadkowym. Do tego nie pomagał narastający wiatr, który jednak był najmniejszym tego dnia problemem. Wiedziałem, że dziś średniej nie wyciągnę nawet w przybliżeniu przyzwoitej, bo w crossie bieżnik mam typowo letni, praktycznie bez wypustek.

Dojechałem do Stęszewa i żeby uniknąć kostkowanego ścieżkowego koszmarka, który wykwita na trasie zaraz obok zakazu jazdy rowerem po asfalcie, skręciłem na prawo do Krąplewa, a potem objechałem dokoła jeziorko w Dębnie i zawróciłem.

Na zdjęciu widać stan szosy, już doschniętej na szczęście lekko:

A tak mało reprezentacyjnie prezentowało się w grudniu samo jeziorko:


Wracało już się znośnie, ale wciąż ostrożnie. Na uszach miałem słuchawki i nie słyszałem, że obluzował mi się tylny (jedyny) błotnik, co zdecydowanie nie pomagało mi w poprawianiu średniej. Zorientowałem się na 45-tym kilometrze. Ot, szatyn na drodze :)


A dobił mnie już całkowicie wjazd do wsi o nie wiadomo czemu przyznanych prawach miejskich, czyli Lubonia. Nikogo nie urażając, zawsze jak przez tę miejscowość przejeżdżam czekają mnie jakieś smaczki - a to ktoś nie ustąpi pierwszeństwa, a to wjedzie z podporządkowanej - no masakra. Dziś czekał mnie uroczy korek na rozjeździe między Komornikami a centrum Pajo - jakby dzisiaj głównym sensem istnienia dla całego Lubonia było dostanie się samochodem do marketów. Tak więc postałem sobie, od czasu do czasu skacząc po kawałku aż osiągnąłem rondo, potem już mi było wszystko obojętne i spokojnie dojechałem na Dębiec.

Po takiej jeździe jak dziś po raz pierwszy od dawien dawna poczułem się dobrze w pracy. Może o to chodziło? :)

Czas się wyciszyć, bo nerwy puszczają :) Poznań - Sulejewo + powrót

Piątek, 20 grudnia 2013 · Komentarze(5)

Oficjalnie ustanawiam grudzień miesiącem nie martwienia się średnią. Bo gdybym wstrzymał się z tym ruchem to już byłbym w stanie przedzawałowym :)

Cieszy mnie za to każdy moment, gdy mogę dopedałować jeszcze coś do tegorocznego wyniku. Na BS jestem od niedawna, ale w tym roku w sumie na wszystkich rowerach wykręciłem ponad 12,5 tysiąca km, z tym że to dane wg Endomondo, które z każdym treningiem oszukuje mnie in minus o około kilometr.

Dziś wiatr nie był specjalnie męczący, z kierunków jak zwykle wg każdej prognozy innych. Wybrałem więc trasę przez Mosinę i Żabno do Sulejewa z nawrotem na górce. Przy średniej na połówce 28,5 km/h planowałem średnią w okolicach 30-tki i nawet dobrze żarło, mimo bocznych powiewów. Żreć przestało w Mosinie - nie wiem co ostatnio dzieje się tam na tym pożal się Szatanie rondzie, ale dziś sznureczek był taki, że musiałem zjechać na chodnik, skruszony poprzepraszać pieszych (no bo to była wiocha co zrobiłem, ale inaczej się nie dało) i powoli slalomem przez owo rondo przejechać. Jak już się udało to światła, które NIGDY (NIGDY!!) na odcinku między Puszczykowem a Poznaniem nie palą się na czerwono, dziś w tej barwie mieniły się WSZYSTKIE (WSZYSTKIE!!).

Skończyło się zdecydowanie jak na szosę średnią średnią. Ale - jak napisałem w pierwszym akapicie - stoicki spokój to od dziś moje czwarte imię :)

Szczodrzykowo w grudniu, czyli powoli mam dość

Czwartek, 19 grudnia 2013 · Komentarze(0)
Każdy, również ja, ma swoje ulubione ścieżki czy trasy. Dziś jechałem jedną z nich, która kończy się całkiem solidną i długą jak na wielkopolskie warunki górką w Dachowie/Szczodrzykowie. Jej minusem jest fatalny stan nawierzchni pod koniec oraz to, że nie ma opcji jazdy tak jak preferuję, czyli pół trasy pod wiatr, a powrót już na relaksie. W tym przypadku zawsze, ale to zawsze wieje z boku i nigdy nie mogę zrobić tu przyzwoitego wyniku.

Dziś też msakra - przy temperaturze około zera i sfrustrowanym wietrze nie dało się więcej wycisnąć. Tzn. by się dało, gdyby w Gądkach stado nieprzewidywalnych tirów nie zrobiło sobie zabawy w lokomotywę. Zjazd z górki z prędkością jednego pluja na kilometr bolał bardziej niż zły dotyk. Nawet szosa nie pomogła...
/2935873

No zimno było! Poznań - Rogalin - Radzewice i wstecz

Środa, 18 grudnia 2013 · Komentarze(2)
Dziś już tak różowo jak wczoraj nie było. W sumie to może i dobrze, bo świat w barwach rose wywoływałby u mnie permanentne torsje. Zimny, może niespecjalnie silny, lecz przede wszystkim zmienny wiatr zrobił swoje. Miałem wrażenie, że wciąż jadę albo pod albo z bocznym podmuchem. Skończyło się bez rewelacji, ale biorąc pod uwagę, że strasznie marzłem i nawet nie miałem się jak rozpędzić, może być.

Na pocieszenie zrobiłem instalację pt. "Szosa na tle rododendronów". Wszelkie copyrajty zastrzeżone. Miłośników sztuki współczesnej zainteresowanych wypożyczaniem instalacji do Zachęt i innych National Gallery proszę o kontakt przez BikeStats :D


/2935873

Bo jak idzie za dobrze, to jest to podejrzane. Poznań - Mosina - Stęszew - Poznań

Wtorek, 17 grudnia 2013 · Komentarze(2)
Pogoda jak na grudzień kosmicznie pozytywna, ale z wielu względów ten trening był dziwny - pierwsza połowa to uruchomienie na moim rowerze jakiegoś przenośnego call center, jakby wszyscy tylko czekali na to kiedy ruszę i upewnili się, że nie wziąłem słuchawek z mikrofonem. Co chwilę więc stawałem i knułem, i psioczyłem, i szlag mnie trafiał podczas dyskusji o macierzystej korporacji, bo to był temat główny. Być może to mnie tak zirytowało, że przydepnąłem z wściekłością, co dało na 30-tym kilometrze średnią w okolicach 30,4. A jechało się tak: :)



No to, pomyślałem, będzie jakiś rekordzik. Mam nauczkę - myślenie zostawiam myśliwym. Czemu? Bo natrafiłem na TO:



Była to perfidnie zmontowana blokada moich marzeń o średniej. Korki w Komornikach to rzecz normalna, ale dziś przerosły wszystko, co do tej pory tam widziałem. Sznureczek ciągnął się i ciągnął, wyminąć nie było jak, do tego trafiło mi się towarzystwo dwóch tirów transportujących żywy inwentarz (niestety pewnie już niedługo :/) w postaci świnek. Kto jechał kiedyś obok wie jakie to doznania dla nosa.

O rekordzie zapomniałem, ale że poszło mi na ambicję to postanowiłem dokręcić do równych 31 km/h - i tu sukces, udało mi się to na ostatniej prostej, bo myślałem, że znów zakończy się na jakimś 30,99... :)
/2935873

Poznań - Żabno, Żabno - Poznań i potwierdzona nienawiść do słowa o nazwie "traffic"

Poniedziałek, 16 grudnia 2013 · Komentarze(2)
Po trzech dniach wegetacji w korporacji udało się w końcu znaleźć chwilę na życie. Oczywiście przed wizytą w pracy, bo w tym miesiącu innej opcji praktycznie nie ma.

Jechało się fajnie i nawet spodziewałem się dobrego wyniku, ale ta nieszczęsna, pożądana średnia lepsza o 0,2 km/h została zamordowana przez korki, brutalnie zgwałcona przez wyjeżdżające z podporządkowanej tiry oraz pogrzebana bez szacunku przez ronda w Luboniu i Mosinie. Świeć bananie nad jej tuszą :)
/2935873

...i jeszcze jeden dzień wśród żywych, czyly trening anty-przed-świąteczny. Poznań - Mosina - Stęszew - Poznań

Czwartek, 12 grudnia 2013 · Komentarze(0)
Udało się wydziergać w tym zawodowo masakrycznym przedświątecznym okresie jeszcze jeden dzionek na rower. Bądźcie błogosławione niebiosa! Czy ewentualnie wrota piekielne, co kto woli.

Ten grudzień jakiś mało grudniowy jednak się okazuje, więc nie było przeciwwskazań, żeby osiodłać Szosę. Nie powiem, żeby jechało mi się komfortowo, bo jednak zimno, ale tak, tak... niech już będzie ta wiosna, będę mógł przetestować, na ile pozwoli mi ona rozwinąć skrzydła. Dziś klasyczna pięćdziesiątka z małą dokładką, średnia jak na zimę ok. Jestem happy :)

No, już nie jestem. Przypomniałem sobie o najbliższych trzech dniach w pracy, bez możliwości treningu...
/2935873

Okołorogalińska pętelka, czyli powrót do żywych :)

Wtorek, 10 grudnia 2013 · Komentarze(4)
Najpierw Xavier, potem deszcz i praca - no zdecydowanie miałem ostatnio pod górkę jeśli chodzi o uprawianie jedynie słusznego sportu. Dwa razy wylądowałem na siłowni, ale po 30-tu kilometrach (średnia odpowiednio: 27,2 i 31 km/h) miałem odruch wymiotny po siedzeniu na tak bezdusznych urządzeniach. Za to spociłem się za wszystkie czasy, co skończyło się lekkim katarem. Aha, wczoraj zrobiłem jeszcze 20 km na piechotę po Poznaniu. Wiem, to normalne nie jest...

Dziś w końcu odżyłem - nie przeszkadzała mi ani temperatura, ani wczesna pora, ani wiatr, który faktycznie tylko średnio dokuczał. Tradycyjna pięćdziesiątka zrobiona z bananem na gębie, bo w końcu! Znów! W swoim żywiole :)

Z ciekawostek - okolice Rogalińskiego Parku Narodowego przywitały mnie zagadką. O co kaman naszym ukochanym drogowcom? Test - tylko czego?


/2935873

Orkan Xavier a sprawa polska, czyli ostatni trening przed armageddonem :) Poznań - Mosina - Będlewo & back

Czwartek, 5 grudnia 2013 · Komentarze(0)
W sumie to spodziewałem się, że ulewy i huragany przyjdą do nas dziś, ale meteorolodzy jak zwykle zostali zaskoczeni przez rzeczywistość i wczorajsze prognozy się nie sprawdziły. Tak więc zamiast smacznego wylegiwania się przed pracą w łóżeczku, lekko po 9-tej wystartowałem. Cross otrzymał już nową dętkę (z płynem antyprzebiciowym, zobaczymy ile to warte), więc jedynym zmartwieniem był wiatr. "Jedynym", ale też poważnym, bo wiał około 30 km/h, więc jak już pojawiłem się na 25-tym kilometrze i postanowiłem, że zawracam, byłem nieziemsko szczęśliwy. Miałem wtedy - do pary - masakryczną średnią: równe 25 km/h i czekało mnie niełatwe zadanie "dorobienia" chociaż do 27, bo jakby było poniżej to chyba musiałbym wykonać rytualne seppuku. Łatwo nie było, ale zameldowałem sobie wykonanie zadania, nawet z małą górką. Choć i tak to wstyd - gdzie te czasy, gdy przy ładnej pogodzie udawało się Crossem uzyskać około trzydziestki średniej? Łezka w oku... :)
A teraz czekamy na słynny orkan. Powrót na rower - kto to wie kiedy?
/2935873

Niesucha Szosa z przymusu - kółeczko: Poznań - Mosina - Łódź - Stęszew - Poznań

Środa, 4 grudnia 2013 · Komentarze(0)
Wczoraj wieczorem sprawdzając rytualnie stan opon w Crossie zostałem trafiony kapciem. I nie chodzi o taki rzucony w moją stronę przez Żonę, tylko o klasycznego, wrednego dętkowego pustego balona w przednim kole. Zabrałem się za wymianę, a jako że na stanie od pół roku miałem dwie dętki to spokojnie na klatę przyjąłem, że jedna z nich ma dziurę. Ale żeby druga też??? Trzeciej o godzinie 21-ej raczej w monopolowym bym nie dostał, więc na dziś pozostał dylemat: albo nie jechać wcale, albo ruszyć Szosą.

Na szczęście okazało się, że ze ślizgawicy póki co matka natura na jeden dzień zrezygnowała, choć żebym czuł się pewnie to nie powiem, tym bardziej, że fragmentami jechałem niedaleko od jeziora w Dymaczewie, co miało swoje przełożenie na te radośnie zamarzające wodne elemenciki w koleinach :)

Przejechałem swoje (jedno z ulubionych) kółeczko ze średnią jak na warunki według mnie przyzwoitą. To jednak już chyba ostatni kurs w najbliższym czasie - od jutra mają być podobno mega wichury, a potem już śnieg, śnieg, śnieg. I zgrzytanie zębami.
/2935873