Info
Suma podjazdów to 800373 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Sierpień31 - 24
- 2026, Lipiec31 - 19
- 2026, Czerwiec31 - 60
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 51.20km
- Czas 01:43
- VAVG 29.83km/h
- VMAX 51.70km/h
- Temperatura 21.0°C
- Podjazdy 285m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Miastodoncji ciąg dalszy
Poniedziałek, 26 maja 2014 · dodano: 26.05.2014 | Komentarze 2
Sprytny plan, żeby się wyspać został zburzony w zarodku przez brak porannej burzy, którą zapowiadano w kilku prognozach. No cóż, nie dziś, skoro tak ładnie za oknem świeciło a do pracy na dwunastą to nie było innej opcji jak załadować sobie pięćdziesiątkę :)
Niestety ten, jak i kilka następnych dni to wiatr z północy i wschodu. Będę nudny, ale szczerze nienawidzę tego kierunku - dopiero po kilkunastu kilometrach mogę znaleźć się poza miastem, a po drodze czekają mnie obowiązkowo: korki na skrzyżowaniu Drogi Dębińskiej i Królowej Jadwigi, tłumy rowerzystów wokół Mostowej, miliardy ludzi koło Malty i jazda po ścieżce wzdłuż niej, gdzie dziś znów bym poleciał zgrabnie jak narąbany Batman na korzeniach przebijających asfalt... itd... itp... Masakra.
No ale. W końcu znalazłem się na trasie do Gniezna, gdzie pomknąłem średnio szybko, bo zmęczenie jazdą po Poznaniu zawsze u mnie robi swoje, a do tego wiaterek niby niezbyt silny, ale dawał się we znaki na otwartym terenie. Bez przygód dojechałem (jak to na tej drodze głównie pod górkę) do Jerzykowa i zawróciłem, tu już nadrabiając pierwszą połowę. Niestety poszaleć mogłem tylko chwilę, bo najpierw musiałem omijać pozostałości jakiejś kraksy, a potem zaczęło się MIASTO. Postałem sobie na światełkach, poopalałem się, pełen chillout. Rodem z piekła :) Miałem dylemat czy jechać przez Rondo Rataje czy przez Mostową, wybrałem drugą opcję i o dziwo zrobiłem dobrze, bo jak potem przeczytałem na Jadwigi była kraksa, która zablokowała ruch.
Czas się odmóżdżyć - ruszam do pracy.
- DST 51.40km
- Czas 01:42
- VAVG 30.24km/h
- VMAX 53.40km/h
- Temperatura 20.0°C
- Podjazdy 307m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela. Sobota.
Niedziela, 25 maja 2014 · dodano: 25.05.2014 | Komentarze 5
Na taki układ, że w nocy leje, a nad ranem jest fajne, świeżutkie powietrze zdecydowanie idę. Jakby ktoś mnie pytał i ode mnie to zależało :) Tak właśnie było dziś, a że ruszyć musiałem wcześnie (chroniczny brak czasu) to po ósmej warunki byłe idealne. Minusem był znów północny wiatr, czyli MIASTO. Na szczęście niedziela, czyli ruch niewielki, tylko światła ustawione zupełnie tak samo jak w tygodniu. Specjalnie sprawdziłem, jazdę przez Poznań jako spor ekstremalny mam idealnie opanowaną - stałem dziś dokładnie na tych samych światłach, w tych samych odstępach czasu, hamując na żółtych tak samo jak w inne dni. Bo to takie skomplikowane zmienić tryb na weekendowy zapewne...
Trasą - gdy już wyjechałem poza tereny zabudowane - za każdym razem się delektuję Strzeszyn, Kiekrz, Rokietnica, potem skręt przez Sobotę i powrót "11" przez Suchy Las. Kręciło się fajnie, wiało tak sobie, więc jechałem równo trzymając poza miastem tempo powyżej trzydziestki. Oczywiście średnia ostateczna została zmasakrowana przez pierwsze i ostatnie kilometry, czyli "interwały światłowe".
Tu na zdjęciu ciekawa reklama ośrodka tenisowego w Sobocie, a w tle jak dla mnie obiekt, który powinien być celem dla wszelkiej maści terrorystów - może jak zabraknie surowca to zacznie się budować ścieżki (skoro już być muszą) z asfaltu, a nie z tego badziewia :) 
Na drogach sporo rowerzystów - i tych stricte niedzielnych, jadących parkami koło siebie z prędkością 10-12 km/h, i tych posiadających mózgi. Na wysokości ronda na Obornickiej machałem (kilka razy, bo gdybym machał wszystkim to bym wylądował w rowie) sporej, zwartej grupce szosowców, nie jestem w temacie za bardzo, ale domyślam się, że była to słynna Ustawka Obornickie.
Na najbliższe dni zapowiadają burze, więc istnieje duże ryzyko, że z jazdą będzie cienko. Ale zobaczymy.
- DST 51.20km
- Czas 01:38
- VAVG 31.35km/h
- Temperatura 19.0°C
- Podjazdy 454m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Nienormalnie :)
Sobota, 24 maja 2014 · dodano: 24.05.2014 | Komentarze 1
Od rana miały być jakieś burze i w ogóle prawie koniec świata, a tu proszę - wczesnym rankiem za oknem piękne słoneczko, chmurki niewielkie, temperatura nie wyższa niż 20 stopni - po prostu ideał. Do pracy miałem na jedenastą, więc chcąc nie chcąc zwlokłem się z łóżka i po siódmej siedziałem już na siodełku. Nałóg zobowiązuje :)
Jechało się - w przeciwieństwie do wczoraj - rewelacyjnie. Wiatr spokojny, żaru nie odnotowano, było czym oddychać - no aż mi głupio bo nie mam na co narzekać :) "Kondomową" trasę pokonałem w miarę szybko, pewnie, że można było jeszcze szybciej, ale po co? Zamiast tego delektowałem się otoczeniem i w miarę małym ruchem.
Jakoś tak głupio jak nie ma się na co złościć :) ale oby było więcej takich poranków.
- DST 52.00km
- Czas 01:46
- VAVG 29.43km/h
- VMAX 53.20km/h
- Temperatura 28.0°C
- Podjazdy 475m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Parówa
Piątek, 23 maja 2014 · dodano: 23.05.2014 | Komentarze 5
Nauczony wczorajszą wpadką z pustynią na środku trasy dziś już nie kombinowałem i pojechałem dobrze znanym kursem, delikatnie tylko zmodyfikowanym na bardziej leśny. Zamiast jechać na południe i wschód przez Starołękę lub Mosinę, wybrałem środeczek między nimi, czyli Puszczykowo. Lubię tę trasę, bo jest ocieniona i pełna zieleni, a do tego niezbyt ruchliwa. Przemknąłem szybko i dojechałem do skrętu na Rogalin. W planach było znów tylko pięćdziesiąt, ale jako że wybrałem sobie skrót to finisz musiał być dalej niż zazwyczaj, więc minąłem Świątniki, Radzewice i popędziłem lekko w górę rozsypującym się asfaltem (tak to nazwijmy, trzeba być tolerancyjnym) do Trzykolnych Młynów. Kto wymyślił tę nazwę - nie mam pojęcia, ale musiał regularnie coś przedtem zażywać ;) W sumie do podziwiania tam była jakaś szkółka leśna i sam pięknie pachnący las iglasty, do którego nawet wjechałem i chciałem chwilę posiedzieć, ale okazało się, że zaparkowałem na mrowisku, więc wyjechałem szybciej niż wjechałem.
Wracając zrobiłem zdjęcie takiego oto spotkanego na słupie drobiu: :)
Jechałem dokładnie tą samą trasą, tym razem jednak w Puszczykowie odpuściłem jazdę wąską ścieżyną przeznaczoną dla rowerów, która co prawda jest z asfaltu, ale nie spełnia żadnych wymogów co do mijania się dwójki ludzi, a po drugie jest już tak rozorana przez korzenie, że gdyby leżała pod jakimkolwiek kątem to byłaby idealna dla narciarzy do skakania po muldach. No i nie musiałem długo czekać - oczywiście na niemal pustej drodze panisko w samochodzie musiało mi klaksonem przypomnieć, że w Polsce jazda rowerem to przecież nie przyjemność, a walka o przetrwanie.
A pogoda? Gdybym znalazł się w menu jakiejś restauracji typu fusion dla kanibali-hipsterów to byłbym tam dziś pod nazwą: "7. Spieczona parówa, usmażona w gorejącym słońcu, owiana pyłem monsunu". Póki będzie tak gorąco i będzie tak wiało to moje średnie będą na poziomie rekordów statecznego emeryta. Bo wiało masakrycznie i gorąco jak na maj było masakrycznie.
- DST 62.30km
- Czas 02:07
- VAVG 29.43km/h
- VMAX 43.00km/h
- Temperatura 25.0°C
- Podjazdy 229m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Przez pustynię
Czwartek, 22 maja 2014 · dodano: 22.05.2014 | Komentarze 3
W sumie dzień zapowiadał się całkiem całkiem. Ruszyłem lekko przed 9, gdy nie było jeszcze za gorąco, a w planie miałem pięćdziesiątkę i z powodu gorąca oraz późniejszej pracy ani kilometra więcej. Z rzeczy sympatycznych: na wysokości przejazdu nad Wartą na Hetmańskiej podczas walki z dziurami na ścieżce nagle spojrzałem w bok, a tam cały autobus wycieczkowy z dzieciakami mi macha i kibicuje. Ale tak miło, nie jak to niektóre bachory potrafią :)
Jako że trasy mi się już nudzą postanowiłem dziś pokombinować coś z wymyśleniem czegoś nowego. Ruszyłem jednak przez obowiązkową Starołękę, gdzie postałem w korkach, dotarłem do Głuszyny, gdzie postałem na światłach spowodowanych remontem i w końcu dotarłem do Koninka. I tu właśnie postanowiłem podziałać z nową trasa, bo skręciłem na Borówiec. Z tego co pamiętałem z dawnych czasów to były tam dziury na dziurze, więc byłem pozytywnie zszokowany początkowym etapem - asfalcik równiutki, czarny i w ogóle ach! Prułem dumnie przez siebie, dojechałem do kolejnego ronda i postanowiłem ruszyć w kierunku Kamionek, mając już w myślach dalszą komfortową jazdę. ale... no właśnie. Prawdopodobnie drogowcy, proste istotki o bardzo małych rozumkach, wydedukowali sobie, że skoro żar leje się z nieba to automatycznie trzeba zamontować mi gdzieś na trasie pustynię. Taką oto:
Nie będę ukrywał: mając w perspektywie nie wiadomo ile jeszcze tego przed sobą, po 1,5 kilometrze zdezerterowałem. Wróciłem przez te piachy i na rondzie pojechałem prosto, w kierunku na Skrzynki. A tam... kolejny surprise. Stare poniemieckie płyty i znów jakiś remont. Stwierdziłem, że przejadę, najwyżej stracę zęby i wszystko co między nimi się znajduje, ale gdy pomyślałem, że miałbym tędy wracać to zrobiło mi się słabo. Ale wpadłem na "genialny" pomysł, że nadrobię drogi i dojadę do Kórnika i wrócę naokoło. No i sobie zafundowałem 12 kilosów więcej, a trasa okazała się w 3/4 pod wiatr i to znów megasilny. Wróciłem zły, przegrzany i z bolącą od wiatru i gorąca głową. O średniej szkoda gadać.
- DST 52.40km
- Czas 01:43
- VAVG 30.52km/h
- VMAX 44.90km/h
- Temperatura 21.0°C
- Podjazdy 412m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Ciepło... + nowy filmik
Środa, 21 maja 2014 · dodano: 21.05.2014 | Komentarze 7
Wczoraj chyba musiałem przejść etap szybkiej aklimatyzacji do wysokiej temperatury, bo dziś już jechało mi się o wiele lepiej. Pewnie dlatego, że wyjechałem wcześniej (8:20) i wiatr był już spokojniejszy. Obserwuję swoje ręce i kontrast między nimi a samymi dłońmi wyraźnie mi mówi, że zaczyna się sezon na wyglądanie jak zebra, bo bez rękawiczek czuję się jak kibol Lecha bez Legii - czegoś by zdecydowanie brakowało :)
Wiatr miał być południowo-wschodni i w sumie był, problem w tym, że nie ma w Poznaniu dróg asfaltowych stricte w tym kierunku. To znaczny są, na Kamionki i Borówiec, ale ostatni raz gdy tamtędy jechałem jakość asfaltu powodowała, że mój dentysta już zaczynał zacierać ręce. Pojechałem więc na południe i w Rogalinku skręciłem na Świątniki, za którymi zawróciłem. Trasa nieskomplikowana, dużo pomiędzy lasami, więc było git. Średnia zaniżona dzięki Starołęce, ale tego przeskoczyć nie potrafię,
Wczoraj wieczorem udało mi się obrobić marcowy film z wyjazdu crossem do Sadów. Siedziałem do 1 w nocy, z ponad godziny wyszło mi 7 minut, a jeśli są jakieś błędy czy nieścisłości to sorry, ale było już późno. Specjalnie jechałem wtedy ścieżkami, żeby pokazać ich jakość, a że po raz pierwszy zdecydowałem się pojechać Bukowską na całej długości to miałem misję. Jak komuś się chce obejrzeć to zapraszam, przynajmniej na tym filmiku jeszcze jest chłodek :)
- DST 54.20km
- Czas 01:47
- VAVG 30.39km/h
- VMAX 43.20km/h
- Temperatura 24.0°C
- Podjazdy 333m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Dzięki!
Wtorek, 20 maja 2014 · dodano: 20.05.2014 | Komentarze 4
W pierwszych słowach mego wpisu (he he)... no dobra. Po prostu dzięki za miłe słowa, głównie w komentarzach na temat moich pięćdziesiątek. Jakoś tak mi się zakodowało od jakiegoś czasu, że w zależności od pogody i pory roku postaram się jeśli tylko będzie możliwość wygospodarować te max 2 godzinki dziennie na taki dystans. No i.. tak mi już zostało - pozwala na wyczyszczenie umysłu przed pracą w korporacji (baaaaaardzo to potrzebne, bo inaczej bym już dawno na łeb dostał), posłuchanie audiobooka lub ulubionego Tok Fm, nadrobienie zaległości w nowościach muzycznych... Po prostu jest to niezbędny element mojego cyklu życiowego. Nałóg? Zapewne, ale chyba lepszy taki niż inne. Miewam jednak też odwyki, ale muszą one być spowodowane czymś istotnym.
No to... dziś pięćdziesiąt :) Oczywiście przed pracą. Niestety zaczyna się już robić dla mnie za gorąco - temperaturę do 20 stopni jeszcze toleruję, wszystko ponadto powoduje, że się przegrzewam, a jeśli dochodzi do ostrego słońca tak jak dziś wiaterek to głowa mi niemal eksploduje. Cóż, idealnie już było w kwietniu, ten maj jakiś dziwny - do połowy temperatura typowo pode mnie, ale wiatr masakrował. Teraz, gdy już się uspokoił, zaczyna się parówa. No cóż, nie będę już wygłaszał komunałów, że taki mamy klimat, po prostu muszę jakoś to przetrzymać.
Znów zafundowałem sobie trasę, gdzie w 1/5 miałem wiatr w plecy, a całą resztę w pysk lub z boku. Ma się ten talent :) Czyli: Dębiec - Starołęka - Krzesiny - Tulce - Śródka - Robakowo i powrót przez Głuszynę. Nawet rozpędzić się nie mogłem, bo jak było z górki to mnie podmuch zatrzymywał! Mam propozycję dla tych, którzy tak jak ja planują trasy pod wiatr, a potem z nim: dajcie mi znać, ja Wam ją wymyślę, a potem jedźcie zupełnie odwrotnie - będziecie mieli komfortowe warunki :)
- DST 53.00km
- Czas 01:47
- VAVG 29.72km/h
- VMAX 43.00km/h
- Temperatura 14.0°C
- Podjazdy 150m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Normalka
Poniedziałek, 19 maja 2014 · dodano: 19.05.2014 | Komentarze 6
Wszystko było dziś normalne. Co oznacza, że było zupełnie odwrotnie niż miało być :)
Rano nie miało padać, więc padało. Wiatr miał być słaby, więc było co najmniej umiarkowany. Kierunek miał być południowo-wschodni, a był z czterech stron świata. Endomondo szalało, co chwilę gubiąc sygnał i pokazując kosmiczną wartość podjazdów: 703 m. Kompletna normalka.
Ruszyłem jak już przestało kropić, co prawda chętnie bym sobie jeszcze pospał, ale świadomość popołudnia w pracy wymusiła wewnętrzną mobilizację. Jechałem ziewając jak smok, co w sumie można było uznać za sygnał ostrzegawczy dla innych użytkowników ruchu. Wiatr mnie strasznie męczył, tak jak pisałem był nieprzewidywalny, co nie motywowało do bicia rekordów. Co widać po średniej. Zrobiłem kółeczko przez Mosinę do Rogalina, potem odskoczyłem na Radzewice, a wróciłem przez Wiórek.
Wcale nie czuję się obudzony, choć znając życie kilka chwil w pracy i ciśnienie mi na tyle podskoczy, że wróci do normalności :)
- DST 52.10km
- Czas 01:43
- VAVG 30.35km/h
- VMAX 51.90km/h
- Temperatura 18.0°C
- Podjazdy 238m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Syndromowo :)
Niedziela, 18 maja 2014 · dodano: 18.05.2014 | Komentarze 2
Rano padało. I dobrze, bo po wczorajszym chrzczeniu ze znajomymi wyglądu naszej łazienki po remoncie mógłbym raczej brać udział w slalomie gigancie, a nie normalnie trenować :) Tak zwany syndrom dnia poprzedniego nie odpuszczał, tak że spaliśmy do 12-tej. W końcu jednak doszedłem do siebie i mogłem myśleć o przekonaniu Żony, że objaw pogodowy w postaci schnącego asfaltu powoduje u mnie pewną nerwowość i jedynym lekarstwem jest szybka pięćdziesiątka. Jakoś się udało, choć opór był znaczny :)
Wiatr w końcu z południa i tak ma póki co zostać, co jest najlepszą informacją tego dnia. Od razu stał się przyjemniejszy, słabszy, choć jak zwykle upierdliwy. Znów zauważyłem fascynujące zjawisko - na poziomie pierwszego piętra flagi pokazują, że powinno wiać mi w plecy, a na poziomie roweru wieje mi prosto w pysk. No i przez to z mojego smaczku na połowie trasy (średnia 29,3) na jakiś rekordzik wyszło słabiutkie 30,3 km/h. Wiem, średnia nie jest najważniejsza, ale nie przeszkadza jak jest dobra.
Z trasą nie kombinowałem - przez Mosinę do Żabna i potem Sulejewa. No właśnie. Taki był plan. Gdy dojechałem do Żabna zauważyłem, że mieszkańcy wioski co drugi dom wystawiają czujki i komunikują się za pomocą kursujących emerytów. "O co chodzi?" myślałem, no ale spoko, poczułem się jak na Tour de Pologne, tyle miałem przy okazji widzów podczas jazdy :) A gdy już sobie ostrzyłem plomby w zębach na górkę przed Sulejewem zagadka się wyjaśniła, bo zobaczyłem taki widoczek:
Wypadek, z tego co udało się zaobserwować to co najmniej jeden samochód znalazł się w rowie, ale chyba bez tragedii. Postałem, stwierdziłem, że nie ma sensu czekać i musiałem zmienić plany. Lekko się cofnąłem i pokręciłem do miejscowości Brodniczka, gdzie zawróciłem.
A tak w ogóle to alkohol to zło :)
- DST 56.10km
- Czas 01:51
- VAVG 30.32km/h
- VMAX 50.50km/h
- Temperatura 12.0°C
- Podjazdy 357m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Turystyka biedruskowa
Sobota, 17 maja 2014 · dodano: 17.05.2014 | Komentarze 2
Od rana, zaraz po obudzeniu, zacząłem nerwowo zerkać za okno. Chmury były dość ciężkie, ale póki co bez opadów, więc największym dylematem było czy wyruszyć od razu czy zafundować sobie jeszcze obowiązkową kawkę przed wyjazdem, bo śniadania jadam raczej po, ale kawusi odmówić sobie nie mogę. Postanowiłem pokazać, że życie bez ryzyka to nie życie i jako prawdziwy twardziel zaaplikowałem sobie tę niezbędną dozę kofeiny :)
Oprócz deszczowych chmur za oknem dało się wyczuć (jakby to była jakaś nowość) silne podmuchy wiatru, a z prognozy pogody można było wywnioskować, że motywem przewodnim będzie moja znienawidzona północ, co oznaczało znów MIASTO. Zawsze ta perspektywa odejmuje mi na starcie znaczną ilość sił, a do tego dwa ostatnie dni już to przerabiałem. Wymyśliłem sobie dziś więc trasę kombinowaną, do Biedruska i powrót przez Koziegłowy.
Mimo że mamy sobotę to ilość samochodów i czerwonych świateł wybił mi z głowy jazdę przez Obornicką, więc skręciłem sobie w Piątkowo, gdzie zrobiłem fotkę wież telewizyjnych. Szkoda, że nie można już ich zwiedzać, bo podobno z samej góry widać nie tylko okoliczne blokowisko, ale jest świetny widok na cały Poznań.


Przy wjeździe do Biedruska (bo rzadko tam bywam) napotkałem nowy widok. Przyzwyczajony do koszarowych klimatów, jakże się zdziwiłem widokiem polskiej stonki naszych czasów, czyli Biedronki. Pasuje to do otoczenia jak kij do oka, no ale cóż... Zatrzymałem się też na chwilę przy zameczku, gdzie trwają intensywne prace remontowe, głównie w jego otoczeniu. Ładnie tu będzie, oczka wodne, dużo zieleni, no i moja ulubiona świątynia dumania:

A oto sam zameczek:

Niestety większość Biedruska wyposażona jest w paskudną kostkową ścieżkę, dziś przypomniałem sobie czemu jej nienawidzę. Nie dość, że jest tam wspomniana kostka, to jest ona tak ułożona, że koła wchodzą między szpary pomiędzy nimi i ma się wrażenie ślizgania. A chwilę później, w Promnicach, zakazów jazdy rowerem więcej niż Azjatów na polskich uczelniach. Bez komentarza, tak się turystyki rowerowej raczej robić nie powinno.
Dotarłem do wyjazdu w Bolechowie i ruszyłem z powrotem. Myślałem, że będzie z wiatrem i... mogłem sobie dalej myśleć, bo życie jak zwykle postanowiło zaskoczyć i wiało z boku. Na trasie miałem jakiś szósty zmysł, bo mimo że jechałem szosą to postanowiłem uszanować zakazy jazdy rowerem w Owińskach i pojechać po kostce. No i... mogłem z uśmiechem odmachać parce policjantów (płci obojga), którzy mnie pozdrowili kawałek dalej :)
Dojechałem do domu, a 15 minut później pojawił się deszcz z gradem :)
Endomondo mi się zwiesiło, sam nie wiem kiedy, więc trening jest raz że pozbawiony kilku kilometrów, dwa że w dwóch odcinkach.






