Zostałem smarkaczem

Sobota, 22 lutego 2014 · Komentarze(0)
Akurat gdy mam wolne dorwał mnie jakiś paskudny katar. Bez szczegółów, ale momentami mimo braku opadów czułem, że mam mokro pod kołami. Fuj :)

W związku z tym trening dziś bez szaleństw, klasyczna pięćdziesiątka z okładem. Wiatr jak zwykle nieprzewidywalny, w sumie mój mózg nie zarejestrował momentu, w którym by mi sprzyjał.

A trasa pełna dziur, nieźle mnie dziś wytrzęsło. Szczególnie w okolicach Chomęcic, Trzcielina, Plewisk... Cholera. w sumie wszędzie :)

Rogaliński prostokącik z ogonkiem i wiatrem w tle ;)

Piątek, 21 lutego 2014 · Komentarze(4)
Jedynym plusem pracy w systemie dwuzmianowym jest to, że dość często ma się do pracy np. na 13-tą. Tak jak ja dziś. Można więc wykorzystać ten czas na walkę ze snem i w miarę wczesne, ale bez przesady, wyjazdy na trening. Z czego skrzętnie korzystam.

Dziś opatentowana już wcześniej przeze mnie "prostokącikowa trasa" z Dębca przez Mosinę, Rogalinek, ze skrętem (to ten ogonek) z Rogalina do Radzewic, nawrót do Rogalina i powrót przez Czapury do Poznania. Wychodzi pięćdziesiątka z małą nakładką. Minus jest taki, że znaczny kawałek jest z bocznym wiatrem, co nie pomaga w dobrych wynikach, tak było też dziś. Marne 29,8 nie jest powodem do chwały, ale wiało dziś bardzo silnie, więc nie mam do siebie specjalnych pretensji i nie dokonam samobiczowania :)

Cyknąłem kilka fotek, m.in. na przejeździe przez Wartę koło Rogalinka.


No i szosa przyłapana z tęsknym wzrokiem w kierunku wody :)

Świeciło dziś całkiem przyzwoite słoneczko, a jako że tereny są wybitnie leśne to nie brakowało mi tlenu z naszych zielonych płuc. Neutralizację od spalin miałem za free.

Aha, i jeszcze przykład barbarzyństwa. To po lewej to jeszcze niedawno był las.... Teraz? Czyżby teren pod osiedle lub jakiś nową Żabkę w środku parku krajobrazowego? :/



Pięć dych bez historii i telepaniem w szczęce

Czwartek, 20 lutego 2014 · Komentarze(3)
Znów kursik przed pracą. Wiaterek oczywiście wciąż upierdliwy, ale z tych, na które mam jeszcze tolerancję.

Trasa wyszła lekko zygzakowata, z Dębca przez Wiry, Komorniki, Szreniawę, Stęszew do Dębna, gdzie nad jeziorkiem chwilę posiedziałem. Dokładnie minutę :)

Próbowałem nakręcić jeszcze filmik swoim LG L7 II, ale jeśli można pochwalić w tym sprzęcie genialną baterię oraz jakość zdjęć, to filmiki wychodzą masakrycznie. Oto print screen z video (oszałamiające 720x480):



Średnią lepszą niż 30 km/h zabiła dziś wioska, sorrrryyy, miasteczko Luboń. Najpierw bałem się, że będę zbierał spod łańcucha swoje zęby, latające na masakrycznej ilości dziur umieszczonych na kilometrze kwadratowym. A potem korki. Luboń mnie naprawdę fascynuje :)

Powrót do żywych po dwóch dniach odchamiania

Środa, 19 lutego 2014 · Komentarze(0)
Wczoraj późnym wieczorem wróciłem z karkołomnej dwudniowej eskapady do Krakowa, z czego pół dnia jechaliśmy, pół dnia wracaliśmy, a sam pobyt to półzawodowo-hobbistyczne podejście do jednego z artystycznych jubileuszy, połączone z bankietem. Skutek konkurowania w tym ostatnim temacie z przedstawicielami krakowskiej bohemy czułem jeszcze wracając :)

Dziś już normalny dzień pracy, więc na rower ruszyć musiałem z rana, lekko obawiając się, że wiszące chmury zamienią się w deszcz, ale na szczęście nic takiego się nie stało. Kursik zaplanowałem do Będlewa przez Mosinę i powrót własnymi śladami. I wszystko byłoby super, fajnie i w ogóle positive, gdyby nie klasyka gatunku sztuk dwa, czyli: 1. zmiana kierunku wiatru podczas powrotu, na 15 km przed końcem, ze sprzyjającego na boczny; 2: piękny, rozległy, imponujący korek w Luboniu.Dokładnie w momencie, gdy średnia zaczęła już dobrze rokować...

Boga nie ma.

:)

Wiatr - zamordować, zaorać, spalić! :)

Niedziela, 16 lutego 2014 · Komentarze(4)
Jedno już wiem na pewno - żeglarzem to ja nie zostanę. Bo chyba tylko ja potrafię sam sobie skomplikować sprawę i tak zaplanować trening, żeby mieć wiatr przez 2/3 w twarz, dużo bocznego, a tylko kawałek w plecy. A jaki on dziś był, każdemu kto dziś popedałował po Wielkopolsce nie muszę tłumaczyć. Kilka razy tak mi zawirował pod kołem, że czułem się jak po - nie przymierzając - pół litra :)

Żeby nie marudzić - jednak ta końcówka sprawiła mi satysfakcję. Dość powiedzieć, że na 30-tym kilometrze miałem żałosną średnią 27,2, a udało mi się jakimś cudem wyciągnąć te 30,5.

Teraz znów minimum dwa dni pod znakiem braku roweru - szybki wyjazd do Krakowa.


Dzień Radosnego Traktorzysty

Czwartek, 13 lutego 2014 · Komentarze(2)
Trafić na trzy traktory podczas jednego treningu, za którymi wlokłem się z prędkością co najwyżej jednego, lekko ułomnego pluja - to jest to! Uderzyło dziś mnie to niebywałe szczęście w Puszczykowie, Mosinie i w Wiórku. Żadnej opcji wyprzedzenia, a za mną średnio zapewne radosny sznureczek samochodów, nic tylko się cieszyć :)

A na deser zakorkowana Starołęcka. Jeśli są jeszcze jakieś pytania co do uzyskanej średniej proszę ich głośno nie zadawać, bo będzie mało parlamentarnie.

Miasto - Masa - Mosina :)

Poniedziałek, 10 lutego 2014 · Komentarze(0)
Nie, nie będzie to jakiś kolejny artystyczny manifest, a jedynie krótki opis cierpień, do jakich poniekąd zostałem zmuszony poprzez jazdę przez Poznań. A przejechać musiałem, bo mimo wolnego dnia jak zwykle miałem do pozałatwiania Ważne Sprawy, tym razem w okolicach Śródki. Robiłem wszystko, żeby uniknąć konfrontacji z sercem miasta, nawet zamiast jechać trasą najkrótszą zrobiłem kółko przez Franowo, ale i tak moja psychika przeżyła ciężkie chwile A już gdy zobaczyłem na samym środku ścieżki rowerowej obok Malty w dwóch miejscach przepięknie kwitnące tulipany z butelek, miałem dość.

Tak upłynęło mi ponad 20 km, na szczęście w planach miałem dobicie do pięćdziesiątki, więc przejechałem przez Starołękę i ruszyłem w kierunku Rogalinka. Co ciekawe, na pewnym miejskim portalu wyczytałem, że kilka minut później na Starołęckiej miały miejsce dwie kolizje. Choć szczerze mówiąc korki są tam zawsze, więc może przynajmniej jednego z wypadków mimowolnie nie zauważyłem :)

Potem już sama przyjemność - ostro pod wiatr, w Rogalinku skręt na Mosinę przez most nad Wartą, powrót już z wiaterkiem przez Puszczykowo i Luboń. Jazda przez miasto - co normalne - zmasakrowała mi średnią, więc musiałem się sporo napocić, żeby dobić do tej trzydziestki. Ale się udało, przez co na mecie, czyli pod domem czułem się jak jakiś powiatowy Wiggins :)

Teraz co najmniej dwa dni przerwy, pozostaną spacery do pracy.


FILMY

Niedziela, 9 lutego 2014 · Komentarze(4)
Nie miałem na to czasu wcześniej, więc teraz jest chwila na nadrobienie kategorii.

Od czasu do czasu zdarza mi się podczas treningów zarejestrować coś kamerką. Kamerka to stara i zasłużona HD GoPro 2, strasznie niewygodny kawałek sprzętu, wyglądający na kasku jak antenka do komunikacji z niezbadanymi przestrzeniami kosmosu.

W tym miejscu umieszczam tylko kilka z filmików zamieszczonych na Youtube, gdyż przeglądając archiwum pierwsze uważam za nieudane. Zachęcam za to do obejrzenia poniższych, a jeśli się spodobają to proszę o komentarze. Negatywne też przyjmę na klatę :)

WRZESIEŃ 2017 - Wielkopolski Park Narodowy, czyli wycieczka wynikająca z głodu. Terenowego :)



LIPIEC 2017 - się było w Sudetach i nagle się najechało na szkło. Powrót do bazy i zmiana kierunku na bezpieczny. I się film zrobił z Perły Zachodu :)



CZERWIEC 2017 - krótki i kompletnie niemerytoryczny test chińskiej kamery SJCam SJ 4000.



SIERPIEŃ 2016 - relacja z majowego wypadu do miasteczka-trupa, czyli Miedzianki w Rudawach Janowickich.



KWIECIEŃ 2016 - 200 km na raz, czyli z Poznania do Torunia w 11 minut :)



LUTY 2016 - krótko o tym, jak szybko można by zostać plackiem, Zaległość z października 2015.



WRZESIEŃ 2015 - wspomnienie koszmaru z końcówki sierpnia, czyli stówki do Kościana. Nigdy więcej!



MAJ 2015 - retrospekcja z uroczego pogodowo weekendu majowego w Karkonoszach :)



KWIECIEŃ 2015
1. Się Polska buduje. Bez głowy, jak zwykle :)



2. Tym razem na krótko, tym razem dodane tego samego dnia. W ramach zemsty za to, że kilka tygodni wcześniej zostałem "sprawcą kolizji" rowerem (!), bo nie wyhamowałem, gdy koleś w puszcze zajechał mi drogę podczas dyskusji na temat DDR-ów:



LUTY 2015 - Znów spóźniona, bo zarejestrowana w drugiej połowie 2014 roku, a obrobiona w 2015 roku prawdziwa szkoła życia prosto z Poznania.



MAJ 2014 - Spóźniona relacja z marcowego testowania ścieżki wzdłuż Bukowskiej. Ze smaczkami pieszo-konstrukcyjnymi.



LISTOPAD 2013 - Rzeźniczy podjazd do Karpacza Górnego.




PAŹDZIERNIK 2013 - Wyprawa z Jeleniej Góry do czeskiej granicy w Jakuszycach. I z powrotem.




SIERPIEŃ 2013 - Objazdówka dokoła moich ukochanych Rudaw Janowickich.



LIPIEC 2013 - Krótki kursik po podpoznańskich wodnych metropoliach.




CZERWIEC 2013 - Lasek Dębiński, czyli mam takie fajne zielone "cuś" kilometr od domu.



I Ty możesz zostać synoptykiem

Niedziela, 9 lutego 2014 · Komentarze(0)
Gdyby to synoptycy nami rządzili to zamiast Kaczora Donalda za premiera byśmy mieli Wróżbitę Macieja. Tak mi dziś południowy wiatr przewidzieli, że był idealne zachodni, czyli cały czas boczny i mocny. No i przez to średnia jak czwarte miejsce - najgorsza z możliwych.

No nic, koniec tego co miłe, czas do pracy :)


Nie-na-wi-dzę ścieżek!

Sobota, 8 lutego 2014 · Komentarze(4)
Znów szosa. Apetyt miałem na jakąś fajną średnią, bo mimo silnego wiatru pogoda genialna. No i żarło dobrze. Do momentu gdy dojechałem do potworka, czyli "ścieżki" pomiędzy Mosiną a Krosnem. Kto tędy jechał chyba wie, o czym piszę.

Urzędasy, które ją projektowały mogą śmiało otrzymać zarzuty podżegania do zabójstwa. Albo zginę ja, albo oni, jeśli uda mi się ich znaleźć. Punisher przy mojej zemście poczuje się niczym dzidziuś. Oczywiście wzdłuż owej śmieszki jest zakaz jazdy normalną drogą, więc mknąc szosą jestem skazany na falujący asfalt płynnie przechodzący w hałdy błota, miejsca parkingowe na samym środku oraz - co najlepsze - co chwilę wyjeżdżające z posesji i bocznych uliczek samochody, dla których kosmosem jest przyjęcie do wiadomości, że to irytujące co śmiga w poprzek też ma prawo do życia. Gdyby nie moja osobista ostrożność to dziś co najmniej trzy razy mógłbym organizować swój własny pogrzeb. Mój gorący apel: trogloprojektanci: odczepcie się od ludzi, którzy chcą mieć przyjemność z jazdy i nie zmuszajcie nas do korzystania z dróg, które może przydają się panu Józkowi do przetransportowania bełta i kilku browarów do swojej meliny, a pani sołtysowej do nabycia pietruszki z nacią oraz 1,5 kg fasolki szparagowej, a nie nam!

Przez to wszystko marzenia o rewelacyjnej średniej prysły, z ledwością udało mi się dojechać do równych trzech dych . Grrr! :)