Info
Suma podjazdów to 791701 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec30 - 59
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 53.30km
- Czas 01:48
- VAVG 29.61km/h
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Dyszcz
Wtorek, 3 czerwca 2014 · dodano: 03.06.2014 | Komentarze 2
Od rana chmurzyło się i chmurzyło, do pracy miałem na 13-tą, więc w półśnie obserwowałem co się dzieje za oknem. I tak jedno oko na Maroko, drugie w letargu egzystowały sobie do grubo po ósmej, kiedy to w końcu się zwlokłem i skoro nie raczyło nawet kropić to założyłem, że już tak będzie. Oczywiście błąd. Ubrałem się, przygotowałem szosę, ruszyłem, dzięki wiatrowi tradycyjnie już na północ. Wymyśliłem sobie dziś trasę przez Morasko, bo cholera brakuje mi górek, a tam jest tych pożal się Boże kilka wzniesień, na których mogłem się trochę pomęczyć.
Pierwszy deszcz złapał mnie w jednym z miliarda korków. Kolejne opady, z małymi przerwami, towarzyszyły mi już praktycznie przez cały czas, więc ani się rozpędzić, ani poszaleć, a jeśli ktoś by mi zaproponował na trasie wycieraczki do okularów to bym go ozłocił :) No ale się nie poddawałem, odpuściłem średnią, bo wiedziałem, że nic rozsądnego nie wykręcę, pobawiłem się trochę na podjazdach, dojechałem do Złotkowa i zawróciłem.
Samej jazdy po mieście wyszło 2x15 km. Już nawet przestało mnie to irytować, jak baranek na rzeź po prostu poruszałem się noga za nogą, nie denerwując się na światła i standardowo nieodpowiedzialnie zachowujących się kierowców. Swoje zrobiłem, a nawet jestem zadowolony, że mimo deszczu się nie poddałem. Morale +2 :)
- DST 58.40km
- Czas 01:54
- VAVG 30.74km/h
- VMAX 51.40km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 211m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Lebensraum
Poniedziałek, 2 czerwca 2014 · dodano: 02.06.2014 | Komentarze 2
Z każdym dniem gdy jadę w północnym (nieważne czy zachodnim czy wschodnim) kierunku coraz bardziej odczuwam kurczącą mi się rowerową przestrzeń życiową. Koszmar jazdy przez zakorkowane miasto to jedno, ostatnio jednak też robi się problem poza nim. Dziś na przykład miałem ochotę pojechać w kierunku Tarnowa Podgórnego, ale nie mogłem, bo z powodu nie wiem czego jest i będzie tam pewnie jeszcze długo praktycznie na całej trasie tarka, czyli perfidnie zryty przez drogowców asfalt tak, że jadąc rowerem po czymś takim czuję jedno wielkie "bybybybyryryryry". Tak obrazowo opiszę stan swojego organizmu po kawałeczku przebytej dziś w ten sposób "92" :)
Na szczęście miałem plan awaryjny, czyli skręt w Baranowie w kierunku na Napachanie (kto wymyśla te nazwy?). Dawno tędy nie jechałem, pamiętam, że były tu jakiś czas temu remonty. No były. W ich wyniku powstała ścieżka rowerowa. To kolejny etap, który przekonał mnie, żeby więcej już tędy nie jeździć. Bo z czego buduje się w drugiej dekadzie XXI wieku drogę dla rowerów? Niezmiennie od 25 lat z kostki! Do tego oczywiście ścieżka jak narąbana zmienia swoje położenie z lewa na prawo, tak że gdybym nią jechał to pewnie szybciej wpadłbym pod samochód próbując jechać zgodnie z naszymi kretyńskimi przepisami niż czuł się bezpiecznie. Ale temat olałem, sorry, wolę mandat niż zagrożenie życia.
Cudem nie napotkałem żadnego patrolu, minąłem Napachanie, dojechałem do Mrowina i zacząłem nawracać. Jednak w pewnym momencie stwierdziłem, że nie, bunt, nie chcę raz jeszcze czuć się jak kretyn i wracam przez Rokietnicę, dobrze znaną mi trasą. Nadrobiłem kilka kilometrów, ale już bez śmieszek rowerowych i ryzyka kłótni z jakimś nadgorliwym użytkownikiem puszek chorego na Zespół Mentalnego Klaksonu.
Tak to mi rano przebiegł trening, niech ten wiatr już się zmieni na południowy - moja psychika o to błaga! :)
- DST 53.40km
- Czas 01:46
- VAVG 30.23km/h
- VMAX 51.30km/h
- Temperatura 19.0°C
- Podjazdy 230m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
A jednak :)
Niedziela, 1 czerwca 2014 · dodano: 01.06.2014 | Komentarze 4
Wiem, wiem, obiecywałem, że nie będzie jowejka.
Ale skoro powierzchnia zwiedzalna Torunia, gdzie zawitaliśmy, skądinąd pięknego miasta,
okazała się mniejsza niż myśleliśmy to nastąpił wcześniejszy powrót, a
mój wzrok kota ze Shreka podczas drogi pozwolił wynegocjować u Żony dwie
godziny warunkowego zwolnienia :)
Ale zanim o rowerze to jeszcze obrazek z Torunia, który najbardziej mi się spodobał, czyli reklama nad jedną z knajp:

Wiatr dość silny, więc namęczyłem się nieźle, no ale cóż - darowanemu wyjazdowi w zęby się nie zagląda, więc raźno pedałowałem przed siebie, minąłem Suchy Las, Złotniki, a w Chludowie zawinąłem się z powrotem. Ruch wcale niemały jak na niedzielę, więc nie poszalałem, a średnia mieści się w tej miejskiej.
Przy okazji przetestowałem nową kolekcję a'la Lidl, zakupioną cudem kilka dni temu, tym razem opatrzoną w barwy narodowe. Jest postęp, bo spodenki w rozmiarze M pasują, a nawet wydają się za krótkie. Za to koszulka to chyba XXXM, bo jakbym się postarał to bym mógł ją sobie do kolan rozciągnąć. Przez to robi mi się podczas jazdy wirtualny brzuszek, bo marszczy się toto nieziemsko. No ale lepiej mieć taki niż prawdziwy :)

- DST 53.40km
- Czas 01:42
- VAVG 31.41km/h
- VMAX 46.70km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 195m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Ekspres
Sobota, 31 maja 2014 · dodano: 31.05.2014 | Komentarze 3
Za chwilę czeka mnie dwudniowy turystyczno-weekendowy wyjazd bez grama roweru, więc trzeba było się postarać. Żałosny
ze mnie leń, zaspałem na rower na trzecią, zaspałem na piątą, w końcu
wyjechałem lekko po banalnej 6 rano. Swój wstyd chciałem jakoś ukryć,
więc musiałem lekko przyspieszyć, choć wiaterek miał zupełnie inne
zdanie :)
No dobra, z głową nie mam - wyjechałem zgodnie z planem :) fajnie się kręciło, pusto na drogach - chciało się żyć. Trasa "samochodzikowa" - przez Komorniki i Dopiewo do Skórzewa i Poznani. Wrażenie popsuły tylko sunące koło siebie parki biegających istot, same w sobie pewnie pozytywne, ale czemu tarasujące asfaltowe odcinki rowerowe skoro obok tak lubiana przez wszystkich kosteczka?
- DST 51.40km
- Czas 01:42
- VAVG 30.24km/h
- VMAX 50.70km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 339m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Rokietnica - uciekając przed miastem
Piątek, 30 maja 2014 · dodano: 30.05.2014 | Komentarze 2
Fajnie by się dziś jechało, gdyby nie standardzik: miasto, korki, trzy zamknięte przejazdy kolejowe i - jako nowość - interwencja strażaków na środku ścieżki na Golęcinie (chyba jakiegoś kota z drzewa zdejmowali, ja dzięki temu miałem spacerek z rowerem na plecach). No a poza tym reszta do rany przyłóż - kilkanaście stopni, niemęczące słońce, wiatr maksymalnie umiarkowany i pięknie lśniąca w słońcu zieleń w mijanych lasach.
Po pierwszej połowie dojazdu do Rokietnicy, gdzie musiałem minąć Jeżyce (brrrr) miałem dość tej stresogennej trasy i postanowiłem wrócić wzdłuż Jeziora Kierskiego, co ciekawe nie widząc go ani przez sekundę. Pełnię szczęścia miałem na odcinku od okolic Baranowa do Ogrodów - prosta droga, wiaterek w plecki, szum pędzących samochodów gdy jadę szerokim poboczem - marzenie każdego rowerzysty. No, prawie każdego, myślę, że mijani przeze mnie dziś non stop miłośnicy rowerowej turystyki uskutecznianej na chodnikach popukaliby się w tym momencie w czoła, choć tak szczerze to jako również pieszy sam często mam ochotę im w tym pomóc, tylko że mocniej :)
Weekend wyjazdowy, raczej nie będę miał jak wsiąść na rower, bo znikam z Poznania na dwa dni.
- DST 52.20km
- Czas 01:53
- VAVG 27.72km/h
- VMAX 43.10km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 293m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Przerąbana Murowana
Czwartek, 29 maja 2014 · dodano: 29.05.2014 | Komentarze 2
Wczorajsze ulewy na szczęście w końcu ustały, dziś pozostały po nich jedynie kałuże, ciemne chmury oraz bonusowa mżawka, która zaczęła się obowiązkowo kilka minut po tym, jak ruszyłem (przed dziewiątą). Życie mnie nauczyło, że prognozom i politykom się nie ufa, więc ogarnąłem się na crossie, a nie na szosie. Dobrze zrobiłem. Choć nie powiem, delikatny chłodek mnie ucieszył.
W tym miejscu mógłbym zrobić ctrl-c + ctrl-v z mojego poprzedniego wpisu. Znów jazda na północ, znów przez całe miasto, znów ta sama chryja. Cóż, dziś nawet udało mi się uwiecznić typowy obrazek z kolejnego codziennego dnia:
No comments :) Tak było praktycznie non stop aż do wyjazdu na Koziegłowy, gdzie mogłem się delikatnie rozkołysać - pod wiatr do Murowanej Gośliny i z czymś na kształt podmuchu sprzyjającego z powrotem. Miałem przy sobie kamerkę, więc może kiedyś (raczej nieprędko) obrobię filmik z zachowaniem niektórych kierowców, bo na opisanie tego brakowało by mi słów, szczególnie tych uznanych potocznie za wulgarne :)
Średnia grobowa. No ale ważne, że po dniu przerwy znów mogłem dumnie zasiąść na siodle.
- DST 57.30km
- Czas 01:53
- VAVG 30.42km/h
- VMAX 51.30km/h
- Temperatura 22.0°C
- Podjazdy 281m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Rowerowy Freddie Krueger
Wtorek, 27 maja 2014 · dodano: 27.05.2014 | Komentarze 2
Generalnie podczas tych dni, gdy podmuchy są z północnego wschodu, a ja w związku z tym decyduję się jechać przez Poznań, żeby wracać z wiatrem, moja miłość do jazdy rowerem spada o jakieś 23,57%. No, może nawet o kolejne 0,02% :) Czemu? Bo czuję się w jakimś koszmarnym filmie z codziennym motywem deja vu, który wygląda mniej więcej tak: startuję z Dębca i pierwsze 4 kilometry wzdłuż Drogi Dębińskiej pędzę w okolicach 30 km/h. To jak w horrorze klasy C, gdzie wszyscy są na samym początku szczęśliwi i radośni, a my już wiemy, że za chwilę zostaną zmasakrowani przez jakiegoś Freddiego Kruegera albo zjedzeni przez nisko przelatującego pterodaktyla. Moim Kruegerem jest odcinek między AWF-em a wyjazdem za Maltę. Korki - raz. "Ścieżki" - dwa. Piesi na nich - trzy. Hipsterzy w rurkach na swoich miejskich rowerkach mający mózgi służące do włączenia ajfona i niczego więcej, a już na pewno nie do przyswojenia przepisów ruchu drogowego - cztery. Światła - pięć. Mógłbym tak jeszcze wyliczać i wyliczać, ale po co? Chyba każdy z nas to zna. Tu mam jednak kwintesencję, a są to dla mnie chyba najgorsze 3 kilometry w Poznaniu.
Jak już jestem "za" to czuję się jak zgwałcony przez Korwina. Chłonę każdy element asfaltu, gdzie nikt mnie nie zmusza do jazdy po kostce lub między korzeniami, jedyne co muszę kontrolować to trzymanie prawej strony i zerkanie co jakiś czas za siebie na samochody. Dziś tak właśnie robiłem jadąc do Kostrzyna przez Swarzędz, wiatr wiał mi dość mocno w twarz, ale cieszyłem się, że tylko to mi w jeździe przeszkadza. No, ewentualnie zwężenia spowodowane rozbudową "92", które jednak motywują do naciśnięcia na pedały w momencie gdy za sobą słyszę nerwowe parskanie silników. Generalnie miałem wracać wstępnie tą samą trasą, jednak wciąż z tyłu głowy miałem wizję ponownej jazdy przez to, co opisane akapit wyżej. W Kostrzynie szybka decyzja - w celu zachowania resztek równowagi psychicznej dezerteruję, odbijam w bok i wracam przez Siekierki i Tulce, co prawda robiąc 6 kilometrów więcej, ale za to między polami, wsiami i moimi obowiązkowymi towarzyszami- latającymi nad głową F-16-tkami. Była to decyzja najlepsza, jaką mogłem podjąć, mimo ostatniego kawałka przez Starołękę która jest zupełnie osobną bajką do opowiedzenia, ale to może w przyszłości :)
- DST 51.20km
- Czas 01:43
- VAVG 29.83km/h
- VMAX 51.70km/h
- Temperatura 21.0°C
- Podjazdy 285m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Miastodoncji ciąg dalszy
Poniedziałek, 26 maja 2014 · dodano: 26.05.2014 | Komentarze 2
Sprytny plan, żeby się wyspać został zburzony w zarodku przez brak porannej burzy, którą zapowiadano w kilku prognozach. No cóż, nie dziś, skoro tak ładnie za oknem świeciło a do pracy na dwunastą to nie było innej opcji jak załadować sobie pięćdziesiątkę :)
Niestety ten, jak i kilka następnych dni to wiatr z północy i wschodu. Będę nudny, ale szczerze nienawidzę tego kierunku - dopiero po kilkunastu kilometrach mogę znaleźć się poza miastem, a po drodze czekają mnie obowiązkowo: korki na skrzyżowaniu Drogi Dębińskiej i Królowej Jadwigi, tłumy rowerzystów wokół Mostowej, miliardy ludzi koło Malty i jazda po ścieżce wzdłuż niej, gdzie dziś znów bym poleciał zgrabnie jak narąbany Batman na korzeniach przebijających asfalt... itd... itp... Masakra.
No ale. W końcu znalazłem się na trasie do Gniezna, gdzie pomknąłem średnio szybko, bo zmęczenie jazdą po Poznaniu zawsze u mnie robi swoje, a do tego wiaterek niby niezbyt silny, ale dawał się we znaki na otwartym terenie. Bez przygód dojechałem (jak to na tej drodze głównie pod górkę) do Jerzykowa i zawróciłem, tu już nadrabiając pierwszą połowę. Niestety poszaleć mogłem tylko chwilę, bo najpierw musiałem omijać pozostałości jakiejś kraksy, a potem zaczęło się MIASTO. Postałem sobie na światełkach, poopalałem się, pełen chillout. Rodem z piekła :) Miałem dylemat czy jechać przez Rondo Rataje czy przez Mostową, wybrałem drugą opcję i o dziwo zrobiłem dobrze, bo jak potem przeczytałem na Jadwigi była kraksa, która zablokowała ruch.
Czas się odmóżdżyć - ruszam do pracy.
- DST 51.40km
- Czas 01:42
- VAVG 30.24km/h
- VMAX 53.40km/h
- Temperatura 20.0°C
- Podjazdy 307m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela. Sobota.
Niedziela, 25 maja 2014 · dodano: 25.05.2014 | Komentarze 5
Na taki układ, że w nocy leje, a nad ranem jest fajne, świeżutkie powietrze zdecydowanie idę. Jakby ktoś mnie pytał i ode mnie to zależało :) Tak właśnie było dziś, a że ruszyć musiałem wcześnie (chroniczny brak czasu) to po ósmej warunki byłe idealne. Minusem był znów północny wiatr, czyli MIASTO. Na szczęście niedziela, czyli ruch niewielki, tylko światła ustawione zupełnie tak samo jak w tygodniu. Specjalnie sprawdziłem, jazdę przez Poznań jako spor ekstremalny mam idealnie opanowaną - stałem dziś dokładnie na tych samych światłach, w tych samych odstępach czasu, hamując na żółtych tak samo jak w inne dni. Bo to takie skomplikowane zmienić tryb na weekendowy zapewne...
Trasą - gdy już wyjechałem poza tereny zabudowane - za każdym razem się delektuję Strzeszyn, Kiekrz, Rokietnica, potem skręt przez Sobotę i powrót "11" przez Suchy Las. Kręciło się fajnie, wiało tak sobie, więc jechałem równo trzymając poza miastem tempo powyżej trzydziestki. Oczywiście średnia ostateczna została zmasakrowana przez pierwsze i ostatnie kilometry, czyli "interwały światłowe".
Tu na zdjęciu ciekawa reklama ośrodka tenisowego w Sobocie, a w tle jak dla mnie obiekt, który powinien być celem dla wszelkiej maści terrorystów - może jak zabraknie surowca to zacznie się budować ścieżki (skoro już być muszą) z asfaltu, a nie z tego badziewia :) 
Na drogach sporo rowerzystów - i tych stricte niedzielnych, jadących parkami koło siebie z prędkością 10-12 km/h, i tych posiadających mózgi. Na wysokości ronda na Obornickiej machałem (kilka razy, bo gdybym machał wszystkim to bym wylądował w rowie) sporej, zwartej grupce szosowców, nie jestem w temacie za bardzo, ale domyślam się, że była to słynna Ustawka Obornickie.
Na najbliższe dni zapowiadają burze, więc istnieje duże ryzyko, że z jazdą będzie cienko. Ale zobaczymy.
- DST 51.20km
- Czas 01:38
- VAVG 31.35km/h
- Temperatura 19.0°C
- Podjazdy 454m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Nienormalnie :)
Sobota, 24 maja 2014 · dodano: 24.05.2014 | Komentarze 1
Od rana miały być jakieś burze i w ogóle prawie koniec świata, a tu proszę - wczesnym rankiem za oknem piękne słoneczko, chmurki niewielkie, temperatura nie wyższa niż 20 stopni - po prostu ideał. Do pracy miałem na jedenastą, więc chcąc nie chcąc zwlokłem się z łóżka i po siódmej siedziałem już na siodełku. Nałóg zobowiązuje :)
Jechało się - w przeciwieństwie do wczoraj - rewelacyjnie. Wiatr spokojny, żaru nie odnotowano, było czym oddychać - no aż mi głupio bo nie mam na co narzekać :) "Kondomową" trasę pokonałem w miarę szybko, pewnie, że można było jeszcze szybciej, ale po co? Zamiast tego delektowałem się otoczeniem i w miarę małym ruchem.
Jakoś tak głupio jak nie ma się na co złościć :) ale oby było więcej takich poranków.






