Info
Suma podjazdów to 791701 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec30 - 59
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 52.10km
- Czas 01:42
- VAVG 30.65km/h
- VMAX 51.70km/h
- Temperatura 24.0°C
- Podjazdy 198m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Aklimatyzacja wsteczna
Piątek, 4 lipca 2014 · dodano: 04.07.2014 | Komentarze 0
Po tych dwóch dniach w górach powrót na płaszczyzny nie był łatwy. Jednak głowa podczas pobytu w chmurach wypoczęła, umysł się lekko oczyścił i z dystansem patrzyłem nawet dziś na remont i objazd koło Lidla na pierwszym i korki w Luboniu na drugim kilometrze oraz czerwone-czerwone-czerwone na całej trasie do Łęczycy. Jedyne co mnie irytowało to wiatr, który jak zwykle przechodził syndrom przedmiesiączkowy i nie wiedział czego chce i skąd wieje.
Pojechałem bez spinki do Sulejewa i z powrotem. Lekko ciepło już się robi i zaczynam zdychać, choć jeszcze źle nie jest, złoooooo dopiero nadejdzie. Spokojnym rowerowym krokiem zrobiłem co moje, aklimatyzacja rozpoczęta ;)
- DST 51.10km
- Czas 02:01
- VAVG 25.34km/h
- VMAX 54.50km/h
- Temperatura 20.0°C
- Podjazdy 497m
- Sprzęt Zimówka - góral (na emeryturze)
- Aktywność Jazda na rowerze
Ot, Szklarska
Czwartek, 3 lipca 2014 · dodano: 03.07.2014 | Komentarze 0



P.S. Przy okazji - jeśli jeszcze ktoś nie wie gdzie znajduje się granica ludzkich nerwów to zapraszam do pisania notek takich jak ta na tablecie, w trasie, przy zanikającym sygnale sieci, z doklejaniem mapki, np.z Endomondo. To jest właśnie ta granica.
- DST 52.70km
- Czas 01:54
- VAVG 27.74km/h
- VMAX 44.30km/h
- Temperatura 18.0°C
- Podjazdy 389m
- Sprzęt Zimówka - góral (na emeryturze)
- Aktywność Jazda na rowerze
Kowary - Karpacz - Jelenia z farbą w tle
Środa, 2 lipca 2014 · dodano: 02.07.2014 | Komentarze 0

Potem już Sosnówka, Podgórzyn i droga wjazdowa do jeleniogórskiego Sobieszowa, na której doszedł mnie jakiś szosowiec, którego jednak od razu dogoniłem i trzymałem z nim równe tempo, co jak wiem z doświadczenia potrafi nieźle zirytować, więc po dwóch kilometrach pod pretekstem lewoskrętnego zrobienia zdjęcia zamkowi Chojnik zlitowałem się nad kompanem, ale z formy byłem dumny. Zdjęcie powstało i tak :)

- DST 52.57km
- Czas 01:41
- VAVG 31.23km/h
- VMAX 50.50km/h
- Temperatura 16.0°C
- Podjazdy 242m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Poranno
Wtorek, 1 lipca 2014 · dodano: 01.07.2014 | Komentarze 4
Wyjeżdżam poza Poznań na trzy dni z misją specjalną, więc musiałem się zmobilizować i wstać w miarę wcześnie, żeby sobie popedałować. No i się udało, pobudka o 6 (!!!!!) i start 30 minut później. Warto sobie raz na jakiś czas zapodać takiego hardkora, żeby docenić jak to jest jechać przez pół godziny (tak do 7) prawie pustymi ulicami. Co prawda potem zaczyna się już klasyczny koszmar, ale co moje to moje. Trasę wybrałem "samochodzikową": Poznań - Skórzewo - Dopiewo - Trzcielin - Szreniawa - Poznań. Miłym zaskoczeniem było zakończenie remontu na Fabianowie, tylko 2 miesiące później niż zaplanowano, Jak nie w Polsce :)
Jakbym był seksistą to bym się dziś w tym umocnił - jeden babsztyl, mimo że widział mnie z naprzeciwka oczywiście musiał wyprzedzić inny samochód na wąskiej drodze, otrzymując ode mnie soczystą, wyuczoną dzięki naszym politykom reakcję, druga, jak to często bywa, wyjeżdżając z posesji i mając pół auta już na asfalcie dopiero w drugiej kolejności zdecydowała się spojrzeć na lewo, gdzie ja byłem. Priorytetem była prawa strona. Eh, i jak tu być kulturalnym na drogach?
- DST 56.20km
- Czas 01:50
- VAVG 30.65km/h
- VMAX 43.40km/h
- Temperatura 18.0°C
- Podjazdy 219m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Miejski koszmar powraca + podsumowanie czerwca
Poniedziałek, 30 czerwca 2014 · dodano: 30.06.2014 | Komentarze 0
No i moje marzenia o tym, że skoro zaczęły się wakacje to przez miasto będzie się jechało miło i sympatycznie legły w gruzach. Samochodów może i jest mniej, ale co z tego, skoro w zamian za to wykwitły jak grzyby po deszczu kolejne remonty i objazdy, przez które tworzą się koszmarne korki, nawet dłuższe niż te przy regularnym i dużo większym ruchu. Dziś wszystko przebił objazd na skrzyżowaniu Hetmańskiej z Arciszewskiego spowodowany remontem torowiska. Sznureczek za nim spowodował, że jedynym rozsądnym dla mnie kursem stał się ten między jakimiś śmietnikami i garażami, a potem spacerek po torach. Masakra.
No ale w końcu udało mi się wydostać z miasta i zrobiłem kursik na Murowaną i powrót przez Napachanie. Starałem się nie odpuszczać, ale po którymś z kolei zapalającym się mi przed pyskiem czerwonym w końcu się poddałem i jechałem bez spinki, byle trafić do celu. Wiedziałem, że z i tak to, co uda mi się wyciągnąć ze średniej i tak stracę w mieście, więc włączył mi się pełen chilloucik i skończyło się delikatnie powyżej trzech dych na godzinę.
Kończy się czerwiec, generalnie rowerowo dla mnie miesiąc raczej udany. Przejechałem, nie mając ani dnia urlopu, ponad tysiąc sześćset kilometrów, ze średnią 31 km/h. Musiałem odpuścić z powodu pogody tylko jeden dzień, resztę udało się ogarnąć. Lipiec to u mnie czas krótkich, raczej bezrowerowych wyjazdów turystycznych oraz praca, więc to chyba mój max w tym roku. W końcu nogi muszą kiedyś odpocząć, bo dziś poczułem coś na kształt małego skurczu. Mam nadzieję, że nie przerodzi się w jakiegoś wielkiego skurczybyka :)
- DST 52.00km
- Czas 01:39
- VAVG 31.52km/h
- VMAX 52.20km/h
- Temperatura 22.0°C
- Podjazdy 180m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Relaksik przed Teściowoarmageddonem :)
Niedziela, 29 czerwca 2014 · dodano: 29.06.2014 | Komentarze 2
Mimo wolnej niedzieli trzeba się było zwlec z łóżka dość wcześnie jeśli chciało się mieć chwilę relaksu przed uskutecznianą raz na jakiś czas wizytą teściowej. Ruszyłem więc po dziewiątej, w końcu mając w perspektywie, po tylu czerwcowych dniach z wałęsaniem się po mieście, ukochaną "kondomową" trasę przez Mosinę i Stęszew. O dziwo jeszcze nie padało, tu pochwalić muszę pogodę za wyrozumiałość, jeśli chodzi o wiatr było już gorzej, bo dmuchało nieźle. Droga do etapu wjazdu do Krosinka była bez przeszkód, niestety w samej wiosce remont czegoś co wymaga rozkopania połowy asfaltu trwa w najlepsze (oczywiście nie dziś, bo w polskim drogownictwie pracuje się pon-pt 8-16 z opcją wcześniejszego zwolnienia, bo żona czeka, puści mnie kiero, dziękuję, a nie tak żeby remont zakończyć jak najszybciej) i poczekałem sobie na mijance. Już wiem, że jechać w drugą stronę nie ma sensu, bo jeden cały pas, przeciwny od tego, którym dziś kursowałem to przepiękny szuter z ozdobami wulkanicznymi. No nic, aż tak specjalnie do domu pełnego teściowej mi się nie spieszyło :)
Potem szło już gładko, powiewało mi raz z boku, raz w pysk, raz nawet w plecy. Między jednym a drugim Dymaczewem znów wyhaczyłem bociana, tym razem żerującego i zatrzymałem się, żeby zrobić mu zdjęcie, ale chłopak się przestraszył i odleciał, zdążyłem więc tylko zrobić mu fotkę podczas startu. Kto wie, może dzięki mnie przeżyła jakaś niewinna żaba albo ryjówka? :)
Jako że zaczęły się z powodu wakacji częstsze kontrole drogowe to nie ryzykowałem i zamiast jechać "5"-tką, gdzie na odcinku między Stęszewem a Dębienkiem jest kretyński zakaz jazdy rowerem (a z drugiej strony klasyczna, kostkowo-krawężnikowa ścieżka) przejechałem przez centrum, gdzie o mało nie uszkodziłbym parki nieuznających pasów emerytów.
Średnia wyszła w końcu w miarę, w miarę, przyzwoita, z czego się cieszę, bo powoli zacząłem wątpić w swoją formę. A pobyt teściowej przebiegł bez większych szkód na psychice :)
- DST 52.00km
- Czas 01:42
- VAVG 30.59km/h
- VMAX 53.30km/h
- Temperatura 21.0°C
- Podjazdy 221m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Google-Spisek-View i ja ;)
Sobota, 28 czerwca 2014 · dodano: 28.06.2014 | Komentarze 2
Dobra. To teraz wszyscy, którzy widzieli we mnie Macierewicza lub innego schizola za każdym razem gdy pisałem o wszechogarniającym mnie spisku poproszeni są o karne klaskanie uszami albo skonsumowanie powideł z musztardą. Gdyż... gdyż... gdyż! Wczoraj wieczorem przeglądaliśmy sobie zdjęcia Dębca na Google Street View, jadąc ulica po ulicy. Nagle usłyszałem od Żony: "ej, to nie Ty?". E tam, no gdzie ja? No... jednak ja. Niezwykle niekorzystne fotki sprzed roku wiszą tam sobie i są ewidentnym DOWODEM, że ani wciąż przeciwny wiatr, ani permanentne korki, ani deszcz zacinający sekundę po starcie NIE SĄ PRZYPADKIEM. A to, że ma się zdiagnozowaną paranoję nie oznacza, że cię nie śledzą :)
Abstrahując od tego, że nikt mnie nie pytał o zgodę, to jeszcze - szczególnie dolne - zdjęcia wyszły mało profesjonalnie :) No cóż, chce się być celebrytą to się nie marudzi, że paparazzi nie domagają. Szkoda, że rok temu jeszcze nie posiadałem szosy, szkoda, bo byłoby może bardziej pro :)
Wracając do teraźniejszości - dziś znów tylko rundka przed pracą ze zmiennym wiatrem do Sulejewa i z powrotem. Generalnie mimo przelotnego deszczu jechałoby się w miarę ok, gdyby nie znów koszmarnie zakorkowana Mosina - sznureczek ciągnął się w obydwie strony praktycznie przez całą miasto-wieś, ja do tego jeszcze trafiłem na wężyk po traktorze, którego za cholerę nie dało się wyprzedzić, bo z naprzeciwka ani momentu przerwy. W końcu udało mi się to zrobić chodnikiem, a właściwie trzema, bo to bardziej rozwalone wysepki niż jeden ciąg. Ile na tym straciłem ze średniej nie wiem, ale nie było to mało. Wakacje się zaczęły, korki się na wsie przenoszą, zawsze za mną. I tu trzeba wrócić do pierwszego akapitu :)
- DST 52.10km
- Czas 01:41
- VAVG 30.95km/h
- VMAX 44.60km/h
- Temperatura 21.0°C
- Podjazdy 230m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Boćkiem :)
Piątek, 27 czerwca 2014 · dodano: 27.06.2014 | Komentarze 2
Jako że dziś podobno ostatni dzień szkoły to istnieje nadzieja, że od poniedziałku miasto się trochę wyludni i będzie można po nim jeździć w normalnych warunkach. Oby. Na to poczekamy, natomiast dziś w końcu udało mi się ruszyć w kierunku południowym, łudząc się, że skoro prognozy pokazują kierunek SE/S to taki będzie. Zupełnie niezaskakujące zaskoczenie - wcale nie był :)
Zrobiłem sobie klasyczną rundkę przez Luboń i Mosinę do Rogalina, potem zakręt na Radzewice i nawrót przez Wiórek i Czapury. Wiatr oczywiście wciąż w pysk, ale na szczęście nie był zbyt silny, więc jechałem praktycznie cały czas równiutko, miało być średnio 31 km/h, ale końcówka przez Starołękę spowodowała, że skończyłem z wynikiem na poziomie pierwszego poza podium.
Radosną, a jednocześnie smutną wiadomością jest ta, że skończyła się faza grupowa mistrzostw świata - może w końcu będzie mi dane dzięki temu bardziej się wysypiać i rano przed startami będę bardziej przytomny.
W Radzewicach miły widoczek - sfotografowane przeze mnie miesiąc temu gniazdo już staje się za małe z powodu powiększenia się bocianiej familii. Przy okazji znalazłem niedaleko dalej drugie, co świadczy o wyjątkowo korzystnej atmosferze w tej okolicy. A ja podążam w kierunku wręcz przeciwnym, czyli do pracy, rozmawiać z naszymi kochanymi rodakami.
- DST 52.40km
- Czas 01:44
- VAVG 30.23km/h
- VMAX 45.60km/h
- Temperatura 20.0°C
- Podjazdy 67m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Były sobie plany...
Czwartek, 26 czerwca 2014 · dodano: 26.06.2014 | Komentarze 0
Pierwotnie miałem dziś mieć wolny dzień i w planach być może jakąś dłuższą trasę, skoro pogoda dopisuje. Miałem.... Ale nie mam. Czemu? Bo: mieliśmy w naszym zespole w pracy przez jakieś cztery miesiące nową dziewczynę, oczko w głowie szefostwa i w ogóle och, ach, jaki to sprzedawca. I fakt, siedziała non stop jak na grzędzie w części sprzedażowej, niemal skakała wokół klientów, co niby się chwali, ale przez to nie robiła nic poza tym, bo nie miała czasu. Bo walczyła o sprzedaż. A zadań do wykonania na zapleczu poza tym jest naprawdę sporo, ogarnianie dokumentów, przeróżne specyfikacje, itp itd. Nic do niej w tym temacie nie docierało, więc po kilku scysjach z resztą z nas we wspomnianym temacie oraz niezrozumieniu o co chodzi we wzajemnej współpracy nasz pupilek złożył wypowiedzenie. Nikt specjalnie nie darł szat, tym bardziej, że miała dwa tygodnie wypowiedzenia, podczas którego miała dokończyć to, co po niej zostało. Niestety, zupełnym "przypadkiem" dzień po zrobieniu swojej części planu, za co miała dostać jeszcze kasę, biedactwo się nagle rozchorowało i zostało nas z sześciu osób do końca tygodnia w pracy cztery, bo jedna jest na zasłużonym urlopie na innym kontynencie, więc raczej ciężko by było ją z niego ściągnąć. I w ten oto sposób musieliśmy przerobić grafik, ja zamiast dłuższej wycieczki mam wygrzane miejsce w fotelu w pracy w ramach nadgodzin, a reszta robi po 12 h. Takie mamy skutki nagłej, typowo polskiej choroby masakrującej tak duże rzeszy naszych rodaków na wypowiedzeniu. A że my mamy teraz gnój? Przecież to nie jej sprawa.
Siłą rzeczy mogłem dziś więc zrobić max 50 kilometrów, wiatr w północy, więc mój wybór padł na Murowaną Goślinę. Biorąc pod uwagę, że czekała mnie przeprawa przez miasto, która zajmuje połowę z całej trasy, to już na start miałem palpitacje serca, ale jakoś udało mi się przebrnąć przez ten koszmar. Nawet zatrzymałem się specjalnie w jednym miejscu, które mnie od niedawna bardzo nurtuje, czyli na ulicy Hlonda, a konkretnie na wybudowanej tu nie tak daleko wstecz ścieżce. Ja wiem, że rowerzyści to pryszcz, który albo trzeba wycisnąć, albo jak już być musi to uwalić go z całej siły, ale - do cholery - kto zezwolił na budowę DDR z czegoś takiego:?
Jedzie się po tym koszmarnie, może użytkownicy MTB sobie chwalą taką nawierzchnię, ale ja jadąc szosą i nie mając alternatywy, bo ścieżki to u nas obowiązek karany prawnie, a nie udogodnienie, mam wrażenie, że gdyby wysypano tu piasek to byłoby mi wygodniej... No nic, to kolejny poznański potworek, pewnie za mało istotny dla jakiejś Masy Krytycznej, więc cierpieć będę w milczeniu i samotności :)
Jak już minąłem miasto to okazało się, że koleje zorganizowały mi dziś indywidualnie Dzień Podziwiania Szynobusów Zza Szlabanów. A w sumie to prawdziwy festiwal - trzy pod rząd - dwa razy na przejeździe przy Gdyńskiej, raz w Bolechowie.
Całą trasę w tę i we wte z przyczyn niezależnych zamknąłem słabą średnią, ale po prostu szybciej się nie dało. Nerwy puszczały mi jeszcze dwa razy na ścieżkach przed i za Owińskami, ale to historia na zupełnie osobną opowieść. A żeby zachować choć kawałek normalności i ładnego widoczku z dziś to jeszcze fotka pałacu we wspomnianych przed chwilą Owińskach, któy powoli chyba wraca do swej świetności.
Na koniec - z dedykacją dla naszej - na szczęście już zawodowo świętej pamięci - koleżanki. Być może odsłucha, jeśli tylko choroba na to pozwoli :) Generalnie hip hop to zdecydowanie nie moje klimaty, ale poniżej wybitny jego przedstawiciel z chyba znaną już przez wszystkich, jakże prawdziwą piosenką:
- DST 57.30km
- Czas 01:52
- VAVG 30.70km/h
- VMAX 46.00km/h
- Temperatura 21.0°C
- Podjazdy 127m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Polactwo ze mnie wylazło
Środa, 25 czerwca 2014 · dodano: 25.06.2014 | Komentarze 2
Zacząłem się wpatrywać w kształt mojej dzisiejszej trasy i nurtowała mnie myśl: "cholera, z czym to mi się kojarzy?". Nie jestem naszym rodzimym politykiem, więc nie było to skojarzenie ani z seksem, ani z Murzynami, więc miałem lekko pod górkę. W końcu - bingo! Przecież to zarys granic Polski! Lekko spłaszczony, ale jednak. Polecam otworzyć wykres z GPS.
W tym momencie włączył mi się powiatowy filozof, jak na studiach przy piwku, i doszedłem do wniosku, że ma to głębszy sens, a całość jest emanacją polskości. Jadę przez centrum sporego miasta, mijam w niedalekiej odległości kolebkę państwowości - Ostrów Tumski z historyczną katedrą, gdzie leżą truchła pierwszych władców, mknę obok Malty - koszmarnie komercyjnego oczka wodnego ze świątynią próżności - kolejną galerią, pruję ulicą nazwaną od miasta stołecznego - Warszawską, a w połowie drogi wjeżdżam w świat pełen przaśności, uprawy ziemniaka i furmanek, gdzie słowo KRUS wywołuje drżenie serca, czyli w polskie wsie. Wszystko w takiej małej pigułce! Nieświadomie zadbałem nawet o szczegóły w południowo-zachodniej części :)
Dobra, koniec z filozofowaniem godnym przedszkolaka repetującego u starszaków. Jechało się dziś ciężko, bo wiatr wiał ze swojej ulubionej strony - każdej. Czuć było może tendencję wschodnią (znów skojarzenie polityczne), ale reszta - czysta (jak polska wódka) zagadka. Wykręciłem co mogłem, smak miałem na średnią ponad 31 km/h, ale standardowo Starołęka zrewidowała marzenia.
Aha, na koniec - jechałem dziś w biało-czerwonym stroju. A myślałem, że nie ma we mnie krzty patriotyzmu :)






