Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 243020.05 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.47 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 791701 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 56.35km
  • Czas 01:48
  • VAVG 31.31km/h
  • VMAX 45.50km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Podjazdy 99m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

PEKA, czyli komuno wróć

Środa, 16 lipca 2014 · dodano: 16.07.2014 | Komentarze 4

Pierwszy raz zaczynam pisanie wpisu do Bikeloga z... kolejki. I to nie byle jakiej, bo kolejki w oczekiwaniu na doładowanie słynnej karty PEKA. Kto jest spoza Poznania i jeszcze nie słyszał o tym megabublu, który zakorkował wszystkie dostępne w mieście punkty obsługi klienta ZTM ten niech wklepie sobie w góglu te słynne cztery litery i spośród steków całkowicie uzasadnionych bluzgów wybierze sobie pierwsze tysiąc punktów spod znaku "co zostało spieprzone". Ja napiszę tylko tyle: kartę do przejazdów komunikacją miejską wyrobiłem sobie ponad rok temu, świadomy, źe kiedy będzie to juź obowiązkiem to będę musiał pewnie sobie postać wśród tłumów rodaków oblegających punkty obsługi. Jeździłem więc sobie rok wedle starego systemu z czystym sumieniem, źeby teraz dowiedzieć się, że moja karta nie będzie od czasu wyłączenia starej KomKarty działać, bo ma... za starą wersję oprogramowania! Żeby doładować bilet miesięczny muszę czekać z ręką na zegarku ponad 1,5 godziny, przy okazji dostając nowy soft. O tym, że spóźniam się właśnie do pracy nic nie mówię, bo szkoda nerwów. Pani stojąca trochę przede mną i tyle samo czekająca po odbiór karty dowiedziała się, że jeszcze za wcześnie, a w związku z tym, że nie posiada maila i siłą rzeczy nie podała go we wniosku o wydanie PEKI to nie ma innej możliwości dowiedzenia się czy jest po co przychodzić, bo telefonicznie o tym nie poinformują. Masakra. Na plus można wymienić tylko panie w okienkach, które dwoją się i troją, żeby wszystkich obsłużyć, no i może pomysł na rozdawanie wody czekającym w kolejkach. Jeśli w wyborach samorządowych na jesień Poznaniacy nie wywalą w końcu Grobelnego i jego zastępcę odpowiedzialnego za wdrożenie PEKI na zbity pysk i czuprynę i nie wybiorą KOGOKOLWIEK innego to po raz kolejny upewnię się, że żyję w narodzie ślepych idiotów... Sorry za tę polityczną wstawkę, ale nerwy puszczają nie tylko mnie...

Aha, to blog rowerowy... sorry, zapomniałem się :) Dziś rundka do Rokietnicy i powrót przez Napachanie. Po przepchaniu się przez miasto jechało się całkiem spoko, szkoda tylko że ten pierwszy i ostatni etap zabrał mi tak dużo ze średniej, bo mógł być całkiem zacny wynik. Skończyło się w miarę spoko, jedyne co mi zaburzyło dobry nastrój do fakt, że chcąc ominąć korki spowodowane remontem wjechałem na część ulicy ze świeżo wylanym asfaltem, wpadłem w jeszcze ciepłą smołę i... aż do domu miałem zdecydowanie lepszą przyczepność :) Mam nadzieję, że te pozostałości smoły i żużlu na oponach, całkiem spore, szybko się zetrą. I że w ogóle się zetrą...




  • DST 52.20km
  • Czas 01:41
  • VAVG 31.01km/h
  • VMAX 43.40km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Podjazdy 51m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Po-pomorski powrót do żywych

Wtorek, 15 lipca 2014 · dodano: 15.07.2014 | Komentarze 2

Wróciłem z krótkiego wypadu do Trójmiasta, gdzie jedynym co łączyło mnie ze sportem to spacery, których w sumie mało nie było, bo wyszło mi przez trzy dni ponad 30 kilometrów. Żonie ciut mniej, ale i tak szacuneczek, że dała radę. Oprócz wybitnie turystycznego w negatywnym rozumieniu Sopotu, gdzie bydło przewalało się falami, a za wejście na kawałek drewna zwanego molo życzą sobie dobrych kilka złotych ogarnęliśmy też głównie atrakcje Gdańska, a także tamtejsze ZOO (to już tradycja każdego wyjazdu). Zboczenie zawodowe kazało mi obserwować i oceniać stan infrastruktury rowerowej, tak chwalonej przez wszystkich speców od tej tematyki. I powiem, że prócz zaniedbanego pod tym względem centrum to wszystkie dzielnice poboczne z tego co widziałem mają naprawdę genialne ścieżki, nie takie barachło jak u nas, tylko z gładziutkim asfaltem, wydzielone od pasa dla pieszych zielenią, są też kontrapasy, no miodzio... Nie wiem co prawda jak to się sprawdza w praktyce, tego jak zweryfikować nie miałem, może w przyszłości. 

Dziś już wróciłem do rowerowego życia, dwa dni pozwoliły na mały głodek, więc jechało mi się niezwykle przyjemnie, pomimo wiatru zmieniającego kierunek z pasją schizola oraz znów już dość wysokiej temperatury. Zrobiłem "samochodzika" przez Skórzewo, Dopiewo, Trzcielin i Luboń, cisnąłem tak sobie, bez specjalnej spinki, wyszło w miarę ok. Ciśnienie podniosło mi się tylko raz na końcu, gdzie na wiadukcie nad A-2 jacyś zapuszkowani nadgorliwcy uwiesili się na klaksonie, tak czysto po polsku, żeby pokazać mi moje getto na pasie pieszo-rowerowym... Na światłach zatrzymałem się przy nich i niezwykle kulturalnie (o dziwo) wytłumaczyłem, że mają spadać na drzewo i kolejny dźwięk klaksonu nad uchem może skończyć się moim nerwowym tikiem na wysokości lusterka. Eh, dobrze wrócić do normalności :)

Na koniec zdjęcie znad morza - opisująca w jakich warunkach czuję się jak ryba w wodzie:




  • DST 53.10km
  • Czas 01:45
  • VAVG 30.34km/h
  • VMAX 43.40km/h
  • Temperatura 23.0°C
  • Podjazdy 161m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wypoczyn przed wypoczynem

Sobota, 12 lipca 2014 · dodano: 12.07.2014 | Komentarze 0

Wyjazd lekko po siódmej rano, na szybko - przede mną wyjazd na północ Polski i co najmniej dwa albo trzy dni bezrowerowe, więc można się było poświęcić :)

Prosta droga na Murowaną, zrobiona na tyle wcześnie, że jeszcze samochody nie przeszkadzały za bardzo, za to wiaterek i ścieżki - owszem. Klasycznie na tej najgorszej, kostkowej między Owińskami a Bolechowem znów paniusia z trzema pekińczykami rozbijała się na całej szerokości, w panice zwijając pętlę ze smyczy w momencie gdy mnie jednak raczyła zauważyć. Eh, ten podmiejski folklor.

Jazda bez spinki, ale za rowerem już tęsknię :)




  • DST 52.20km
  • Czas 01:45
  • VAVG 29.83km/h
  • VMAX 50.70km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Podjazdy 102m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Puszcza Antyzielonka

Piątek, 11 lipca 2014 · dodano: 11.07.2014 | Komentarze 0

Zachciało mi się dziś romantycznej, pełnej kwitnącej zieleni, śpiewu ptaków i pachnących kwiatków wycieczki asfaltem przez Puszczę Zielonka. Zew natury godny polecenia, do tego jeszcze chciałem zrobić jakieś fajne zdjęcie, żeby Bikestats tak łyso nie wyglądał. No, to szosa w ruch, przyrodo i przygodo przybywaj!

Etap pierwszy - miasto. Do AWF-u jeszcze jakoś płynnie żarło, potem zaczęło się classico - ścieżki, koreczki, światełka. Co najmniej 15 minut sobie łącznie postałem na skrzyżowaniach, wdychając wszystko to, co wydobywa się z rur wydechowych, ale w końcu udało osiągnąć się wymarzony punkt, czyli znak graniczny miasta Poznań. To teraz poszaleję, pomyślałem, mamy w końcu świeżo wyremontowany asfalt od Koziegłów w górę, będę miał co pochwalić na blogu i jechało się będzie przyjemnie. Asfalt faktycznie przez chwilę był bardzo och i ach. Przez chwilę... Bo w Kicinie zaczęło być normalnie. Mijanki, żużel, wszystko rozryte i ręczne sterowanie ruchem. Potem: to "coś" co zaczyna się w Mielnie i ciągnie aż do Wierzonki, co być może przy dużej ilości dobrej woli i łapówki od tutejszego sołtysa dałoby się nazwać asfaltem... Miałem tak serdecznie dość, że nawet nie chciało mi się stawać na trasie i gdzieś wjeżdżać w las, bo przez korki i stanie w Kicinie straciłem masę czasu, a jeszcze czekała mnie tego dnia praca. Dojechałem więc na górkę do Karłowic, odkryłem że Endomondo na dobitkę zamiast przejechanych 26 kilometrów pokazało mi niecałe 17, zmieniłem radio na agresywną muzę i zawróciłem. 

Z wycieczki przyjemności nie miałem żadnej, zostałem dobity jeszcze miastem w drodze powrotnej, raz bym wpadł w szczelinę między torami tramwajowymi i po tym już straciłem serce do szybkiej jazdy, co widać po średniej.

Tak więc moja fotorelacja z Puszczy Zielonka, gdyby ktoś mnie zgłosił do jakiegoś konkursu fotograficznego dla przedszkolaków wyglądałaby tak:


Romantycznie, prawda? :)

Teraz trzydniowy bezrowerowy wyjazd na północ Polski, może jutro uda mi się rano coś jeszcze wykręcić, ale się jeszcze okaże. 

Na koniec, dla ukojenia nerwów - widok z daleka na Dziewiczą Górę.





  • DST 52.20km
  • Czas 01:43
  • VAVG 30.41km/h
  • VMAX 55.40km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Podjazdy 70m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Standardowo

Czwartek, 10 lipca 2014 · dodano: 10.07.2014 | Komentarze 0

Kolejny poranek, podczas którego na szczęście jeszcze nie padało, za to wiało na potęgę. Z kierunków wschodnich i północnych, więc w gratisie jazda miastem, jednak prócz świateł i DDR-ów mało problemowa. Temperatura już normalna, więc wyglądałem dziś na rowerze jak człowiek a nie jak czerwone monstrum z wywieszonym jęzorem :)

Trasa - bez kombinowania, bo do pracy na dwunastą: Kobylnica i Biskupice, powrót swoimi śladami. Wiatr mnie nieźle zmęczył, więc kosmicznych prędkości dziś brak.

Jako ciekawostka: Rowerowy patrol wziął się za opisywanie poznańskich absurdów. Jakoś dziwnie mi się to wszystko składa w całość z własnymi spostrzeżeniami... W sumie to smutne. Tu link, między innymi z moim ulubionym smaczkiem, czyli ścieżką przy Przybyszewskiego: http://www.tvn24.pl/poznan,43/skrzyzowanie-absurdow-najgorsza-sciezka-w-polsce-rowerzysci-skontrolowali-jezyce,447933.html.




  • DST 52.00km
  • Czas 01:44
  • VAVG 30.00km/h
  • VMAX 52.00km/h
  • Temperatura 26.0°C
  • Podjazdy 169m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Sauna z nawiewem

Środa, 9 lipca 2014 · dodano: 09.07.2014 | Komentarze 0

Temperatura powoli wraca do jako-takiej przyzwoitej normy, co prawda i tak dla mnie wciąż zdecydowanie za ciepło, ale przynajmniej można oddychać. Tym bardziej, że dziś wiatrzysko godne, powiewy ze wschodu zdecydowanie powyżej 20 km/h, więc miało co chłodzić. Choć i tak czułem się jak w saunie z nawiewem.

Akcja "Uwalić Zdulskiego Przez Remonty" trwa. Teraz żeby jechać na wschód i uniknąć objazdów i innych tego typu atrakcji mogę jechać właściwie tylko w dzisiejszym kierunku, czyli przez Krzesiny, Tulce i Gowarzewo do Siekierek i z powrotem. Alternatywy? Na północy droga "92" rozkopana w Swarzędzu i koło Paczkowa. Na południu Głuszyna - aktualnie tarka, która zamiast się zwiększać to się powiększa. Najchętniej bym jeździł A-2, bo z zazdrością patrzę na idealną prostą, no ale niestety - nie nam rowerzystom dany taki komfort..

O średnią łatwo dziś przez wiatr nie było, ale jakoś udało mi się z dość dużym wysiłkiem wyrzygać te 30 km/h :)




  • DST 56.32km
  • Czas 01:49
  • VAVG 31.00km/h
  • VMAX 51.50km/h
  • Temperatura 26.0°C
  • Podjazdy 147m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Przed ukropem

Wtorek, 8 lipca 2014 · dodano: 08.07.2014 | Komentarze 0

Nauczony wczorajszym błędem polegającym na wyruszeniu już w momencie gdy piekarnik grzał całą parą (czyli po ósmej :/) dziś udało mi się zwlec z łóżka wcześniej i po odprowadzeniu Żony na transport publiczny kierujący do pracy ruszyłem piętnaście po siódmej, czyli wtedy, gdy wspomniany piekarnik został dopiero podłączony i się rozgrzewał. To zdecydowanie był strzał w dziesiątkę, bo słońce po wczorajszych wieczornych burzach bało się chyba jeszcze wpaść w swój klasyczny rytm i chowało się za chmurami. Nie, nie było lekko, ale w porównaniu z wczoraj jechało się zdecydowanie lżej.

Kierunek wschód, czyli obowiązkowa rundka przez miasto. Jednak widać te wakacje, bo korki niewielkie, oczywiście swoje na światłach musiałem odstać, ale jakoś bez stresu. Gorzej zaczęło być w Swarzędzu, gdzie drogowcy podłączyli się pod sezon remontowy i w jedną i drugą stronę zrobili wąskie gardła, a nie ma to jak mieć na zwężeniu za plecami oddech kilku TIR-ów. Udało się w końcu dojechać do Kostrzyna, tam skręciłem na Siekierki i Tulce i dojechałem do Krzesin, gdzie minąłem podzieloną na pół jakąś wielgachną, kilkudziesięcioosobową wycieczkę rowerową. Wszyscy uśmiechnięci jak nie Polacy, radośnie machający w pozdrowieniu, w przedziale wiekowym od późnej gimbazy po beneficjentów emerytury sprzed reformy wiekowej :) Miło było zobaczyć tyle istot, którym widoczną przyjemność daje jazda, bo jak spoglądam na niektórych "pro" bikerów na trasie, szczególnie tych, dla których pomachanie do kogoś to strata tych cennych 0,0003 sekund, z zacięciem na twarzach widzących tylko słupki średniej to mam szczere wątpliwości czy to jeszcze relaks czy już mentalny rowerowy sadomasochizm.

Aha, jest jeden jedyny plus tych upałów - wystarczyły dwa dni jazdy bez rękawiczek i już kontrast między dłońmi a rękami przestał tak wyraźnie przypominać Michaela Jacksona sprzed i po operacji :)




  • DST 54.20km
  • Czas 01:48
  • VAVG 30.11km/h
  • VMAX 43.40km/h
  • Temperatura 30.0°C
  • Podjazdy 140m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Piekarnik + neverending story

Poniedziałek, 7 lipca 2014 · dodano: 07.07.2014 | Komentarze 4

Jezu... Jak się wyłącza ten piekarnik? Mimo że ruszyłem dziś lekko po ósmej rano to śmiało mogłem opakować się w jakiś celofan i zostać po powrocie podany z frytkami i keczupem jako danie dnia. Masakra. 30 stopni było luzem, jak dla mnie o około 10 za dużo.

Jechałem jak ślimak w amoku, naćpany słońcem i gorącem. W pewnym momencie pod koniec myślałem tylko o tym, żeby jechać do przodu, nieważne jak szybko, byle przed siebie. Trasę zrobiłem przez Starołękę, Krzesiny, Tulce, Śródkę i nawrót przez Dachową, Robakowo (tradycyjnie już mijając transport świń do rzeźni) i Koninko.

W Krzesinach stara bajka pod tytułem neverending story, czyli rozbite szkło na ścieżce rowerowej. Jakiś czas temu cieszyłem się, że w końcu po kilku miesiącach rowerzystom udało się rozjechać to, co zostało rozbite w lutym, a teraz? Szczelny dywanik na całej długości. Zdjęcie umieszczam po to, żeby mieć dowód - ostatnio nie było czyszczone w ogóle przez prawie 4 miesiące. Zobaczymy co będzie tym razem...




  • DST 53.30km
  • Czas 01:43
  • VAVG 31.05km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura 28.0°C
  • Podjazdy 106m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Upał z upałem

Niedziela, 6 lipca 2014 · dodano: 06.07.2014 | Komentarze 4

Oj, przygrzało dziś, nie ma co. Mimo że wyjechałem w okolicach 9:30 to i tak już stopień roztapiania zaczął zbliżać się do czerwonej kreski. Nie egzystuję praktycznie przy takich temperaturach, więc każdy wyjazd, jeśli się zdarzy przez najbliższe dni traktował będę jako kolejny wygrany etap szkoły przetrwania.

Wiatr zachodni, więc nie chciało mi się kombinować z wyborem trasy i pojechałem "samochodzik" przez Dopiewo, Trzcielin i Szreniawę. Ostatnio z powodu kolejnego remontu w Luboniu zmodyfikowałem końcówkę i zjeżdżam w Wirach na Łęczycę, gdzie zaliczam kawałek przez ścieżkę rowerową. Dziś to był chyba najbardziej zakorkowany element aglomeracji poznańskiej - mijałem rodzinki, singli, emerytów, rencistów i co tam jeszcze zawsze w niedziele odświeża swój skrzypiący sprzęt i rusza na podbój świata, przy okazji znacznie zwiększając niebezpieczeństwo na DDR-ach.

O średnią walczyłem, ale bez specjalnego zapału, bo ile motywacji może mieć kurczak na rożnie? :) Po powrocie Żona zafundowała mi reanimację w postaci bezalkoholowego browara i to był najlepszy lek na dziś. Lepszym jest tylko ten z procentami :)




  • DST 54.25km
  • Czas 01:45
  • VAVG 31.00km/h
  • VMAX 50.60km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Podjazdy 120m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Upał bez upału

Sobota, 5 lipca 2014 · dodano: 05.07.2014 | Komentarze 0

Zapowiadano w Polsce na ten weekend zamiast drugiej Irlandii drugą Afrykę a tu proszę - koło 9 rano za oknem była  jeszcze całkiem przyjemna temperatura oscylująca koło 20 stopni, duże zachmurzenie i chłodzący silny wiatr, który tym razem nawet za to polubiłem. Ruszyłem więc na trening przed pracą z perspektywą, że jednak z niego wrócę, a nie skończę gdzieś w rowie z udarem słonecznym. Na trasie trafił się nawet lekki deszczyk, co nie tyle mnie zdziwiło, a ucieszyło.

Wiatr tak jak pisałem był silny, południowo-wschodni, którego to kierunku w linii prostej dzięki A-2 dla rowerów nie ma, więc muszę kombinować jak koń pod górę. Dziś wybrałem opatentowaną trasę przez Mosinę i Rogalin do Mieczewa, nawrót i powrót przez Wiórek. Podmuchy dawały o sobie znać, ale mimo wszystko jechało się tak dziwnie, bo po prostu sympatycznie. Rowerzystów na drogach mnóstwo, minąłem chyba z pięć czy sześć ustawek oraz ze trzy dwupłciowe pary, wszyscy z uśmiechem odmachiwali i pozdrawiali - jakoś tak nienormalnie :)

Gdy wjeżdżałem na podjazd w Rogalinku miałem okazję obserwować karkołomną wspinaczkę po chodniku samotnego wędkarza, zawianego tak, jakby znajdował się na jakieś łajbie na środku morza. Rzucało panem od lewa na prawo i z powrotem, w pewnym momencie bałem się, że wyleci za burtę, czyli na szosę, ale na szczęście z błogim uśmiechem na twarzy utrzymał azymut. I pewnie dotarł do celu, gdziekolwiek on był, bo wracając zwłok na drodze nie odnotowałem :)