Info
Suma podjazdów to 791582 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec29 - 59
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 53.35km
- Czas 01:46
- VAVG 30.20km/h
- VMAX 54.30km/h
- Temperatura 14.0°C
- Podjazdy 136m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Dzień Bez Migacza
Środa, 24 czerwca 2015 · dodano: 24.06.2015 | Komentarze 3
Analizując dzisiejsze zachowania kierowców byłem pewny, że taki dzień jak w tytule został na dziś zaplanowany. Jeden traktor, trzy osobówki i TIR jadące przede mną nie raczyły poinformować reszty świata, że zamierzają skręcić - do wyboru: w lewo lub w prawo. Nauczony życiowym doświadczeniem trzymałem jednak przez całą drogę łapy na klamkach, udało się więc uniknąć w konsekwencji celebrowania dzisiejszego prawdziwego święta. Czyli Dnia Przytulania :)
Trasa bez kombinowania: klasyczny "kondomik" od strony Komornik, potem Stęszew, Dymaczewo, Mosina, Puszczykowo (tam moja ulubiona hopka) i Poznań. Średnia - wybitnie średnia. Ale wiało bardzo nieprzyjemnie i momentami kropiło, więc nie ma dramatu.
- DST 31.40km
- Czas 01:06
- VAVG 28.55km/h
- VMAX 50.00km/h
- Temperatura 16.0°C
- Podjazdy 144m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glutoklasyk
Wtorek, 23 czerwca 2015 · dodano: 23.06.2015 | Komentarze 2
Rano (6:30) - deszcz. Rano (8:00) - deszcz. Rano (9:00) - deszcz. Rano (czyli chwilę później, bo ile można spać?) - coś się zaczyna przejaśniać. Hmmm. Wizja chomika zaczyna się oddalać. Do pracy na 13-tą, więc niczym wytrawny myśliwy lub już-niedługo-były-prezydent zajmuję punkt obserwacyjny przy ambonie. Czyli oknie. Ok, chmury jakby jaśniejsze, chodniki lekko schną - ruszam!
Cross już wiernie czekał w gotowości, bo szosą nie miałem zamiaru robić nawet gluta (a tylko na niego miałem czas) w takich warunkach. Kurs "glutowo klasyczny" - do Mosiny przez Puszczykowo i z powrotem. W Luboniu na przejeździe kolejowym jak zwykle popisał się dróżnik, który zamknął go - sądząc po kilometrowym korku - na jakieś pół godziny. Żeby dostać się bliżej zdecydowałem się na heroizm w postaci pokręcenia kawałka ciągiem pieszo-rowerowym, co jak zwykle było decyzją błędną, bo rogatki chwilę później się otworzyły, a ja próbowałem dostać się z powrotem na asfalt (i nie było to moje widzimisię, tylko konieczność, bo trwa tam remont). Zgadnijcie ilu z kochanych kierowców pomyślało sobie: "o, widzę że rowerzysta próbuje się włączyć do ruchu. Może zatrzymam się i go przepuszczę, bo widzę, że się męczy"? Zgadliście - dokładne, okrągłe, pełne zero. Po dwóch czy trzech minutach musiałem wymusić co moje - po raz kolejny przekonując się, że żyję w uroczym kraju. Aha, chyba nie muszę dodawać, że podczas powrotu przejazd znów był zamknięty :)
Na trasie trochę mnie zmoczyło, ale nie jakoś specjalnie mocno. Dość fajnie wjeżdżało mi się i zjeżdżało na hopce w Starym Puszczykowie, gdzie udało się nawet rozpędzić crossem do pięciu dych, i to nawet mimo tego, że w pewnym momencie spadł mi łańcuch podczas zmiany przełożeń. Jak widzę górki problemy techniczne nie istnieją. Takie moje zboczenie.
- DST 52.20km
- Czas 01:45
- VAVG 29.83km/h
- VMAX 60.30km/h
- Temperatura 16.0°C
- Podjazdy 319m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
W zadumie
Poniedziałek, 22 czerwca 2015 · dodano: 22.06.2015 | Komentarze 5
Nie miałem dziś nastroju na jakieś szybkie kręcenie. Smutne info, które otrzymałem wczoraj od kumpla "po kole" (trzymaj się, Chłopie!) spowodowało, że bliżej mi było do tytułowej jazdy w zadumie niż typowego dla mnie bezsensownego szarpania się z tematem.
Pojechałem najpierw na Luboń, co okazało się strasznym błędem, bo zakwitł tam jakiś remont, wraz z obowiązkowym objazdem. Oczywiście drogą szutrową, pełną dziur - bowiem w Luboniu asfalt cały czas pozostaje luksusem i towarem high level, na który można sobie pozwolić tylko w przypadku najbardziej istotnych ulic. Nigdy więcej - przejechanie dwóch kilometrach jak w Rajdzie Dakkar szosą mnie przerosło. Jak już się wydostałem na wolność to poszło lepiej - Wiry, zjazd do Łęczycy i Puszczykowa. Tam zostałem pozdrowiony radosnym machaniem przez jakieś dziewczyny czekające na przystanku - miło. Potem klasycznie wjazd na górkę w Starym Puszczykowie, a w Mosinie zaliczenie Osowej Góry - bo postanowiłem się dziś trochę bardziej zmęczyć. Podczas zjazdu wyszła mi prędkość max powyżej sześciu dych, mimo wiatru uderzającego w pysk.
Z Mosiny skierowałem się na Rogalinek i Rogalin, w którym zawróciłem i zafundowałem sobie powrót przez Wiórek i Czapury. Patrząc na żałosną średnią na liczniku i czując, że wiatr zgodnie ze świecką tradycją wieje mi z boku zamiast w plecy, bez większych nadziei na jakiś dobry wynik dotarłem do Starołęckiej, gdzie zostałem już całkowicie przyblokowany. Ale - tak jak pisałem - dziś wykręcenie przyzwoitych osiągów nie było istotne.
Przez wjazdy, zjazdy i objazdy urodziłem dziś UFO:
- DST 54.10km
- Czas 01:47
- VAVG 30.34km/h
- VMAX 53.10km/h
- Temperatura 12.0°C
- Podjazdy 202m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Na bezdeszczu
Niedziela, 21 czerwca 2015 · dodano: 21.06.2015 | Komentarze 2
Od rana niebo było zachmurzone, bure i jakieś takie niespokojne. Czas na poranne wypicie kawy nie pozwolił jednak na wyjaśnienie sprawy podstawowej: będzie czy nie będzie padać? Odczekałem jeszcze kilka minut i jako człowiek pogodowo doświadczony przez życie postanowiłem wziąć sprawę na klatę. Bo istnieje jedna niepisana zasada: jeśli deszcz nie może się zdecydować na to czy lunąć czy nie to zrobi to na 99% chwilę potem jak wyruszę na rower.
Nastawiony mentalnie jak Macierewicz do ruskich kontrolerów lotu ruszyłem, co chwilę zerkając na przelatujące mi nad głową chmury. Kilometry leciały, a tu nic. Ciekawostka. Minąłem Skórzewo, minąłem Dąbrowę, dotarłem do Drwęsy i do Kalw, gdzie miałem zamiar zawrócić. Dalej nic. Chwilę po nawrocie, gdy wiatr zaczął mi pomagać (oczywiście w teorii, bo realnie dawał boczne kuksańce) poczułem krople deszczu na nosie. Ha! Mówiłem! Spisek międzynarodowy! Putin!!! Konglomerat radziecko-faszystowski!!! I takie tam.
Dumny, że WIEM już miałem w głowie pierwsze słowa listu do "Naszego Dziennika" i artykułu do "Gazety Polskiej", gdy... padać przestało. W sumie to nawet nie był opad, a jedynie jakieś pojedyncze kropelki. Cholera, znów życie mi się skomplikowało :/
Kręciłem z powrotem z nadzieją na może coś, jednak, jeszcze... No ale nie. Wróciłem swoimi śladami, tym razem jednak omijając elementy DDR-ki, dzięki której pozbyłem się wczoraj dętki. Przy okazji - czy to naprawdę był PRZYPADEK? :)
- DST 52.10km
- Czas 01:42
- VAVG 30.65km/h
- VMAX 52.00km/h
- Temperatura 13.0°C
- Podjazdy 92m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Pan's not dead
Sobota, 20 czerwca 2015 · dodano: 20.06.2015 | Komentarze 0
Codziennie przejeżdżając przez remonty na Dębcu, które trwać będą co najmniej do końca roku, pokonuję dziesiątki metrów rozwalonych asfaltowych płyt i uskoków, do tego mam na trasie dwa kompletnie zdezelowane przejazdy kolejowe. Zagadka pierwsza: czy zdarzyło mi się na nich złapać gumę? Zagadka druga: czy zdarzyło mi się dziś złapać gumę na ścieżce rowerowej?
Wiem, zbyt łatwe. Jakbym organizował "Milionerów" to byłbym już bankrutem. Ale pro forma powiem, że odpowiedź na pytanie pierwsze brzmi: NIE, a na drugie: oczywiście, że TAK. Na szczęście pana zakwitła na dwa kilometry przed domem, więc jakoś dotelepałem się na miejsce z półkapciem. A wszystko zdarzyło się na ulicy Ostatniej, na której co prawda jest ddr-ka z asfaltu, całkiem przejezdna, ale za to z momentami ukrawężnikowania. I to właśnie tam dętka odeszła do krainy wiecznych łowów - sprawdziłem, dziura od wewnątrz, ewidentnie spowodowana uderzeniem o felgę.
Ale w sumie jechało mi się dziś całkiem przyzwoicie. Pokręciłem na zachód, przez Plewiska i Dąbrówkę do Dopiewa, potem Fiałkowo i w Więckowicach skręt na Poznań i powrót "drogą krzyżową" nr 307, czyli poletkiem dla bezmózgów w puszkach, koniecznie chcących zakończyć swój żywot na którymś z drzew podczas wyprzedzania na trzeciego. Mi też udało się dziś zaliczyć mijankę - za Sierosławem dogoniłem dwóch szosowców, których pozdrowiłem i tyle się widzieliśmy. Miałem nadzieję na jakąś emocjonującą gonitwę, ale chęci widocznie nie było. W ten sposób zostałem Kwiatko-Majko-Armstrongiem, Przynajmniej w swoich oczach :)
Aaa, i najdziwniejsze - w ogóle nie padało! A byłem psychicznie przygotowany, żeby nie było :)
- DST 53.00km
- Czas 01:46
- VAVG 30.00km/h
- VMAX 52.70km/h
- Temperatura 13.0°C
- Podjazdy 121m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Nogi zastępcze
Piątek, 19 czerwca 2015 · dodano: 19.06.2015 | Komentarze 6
Dziś rano, hmm, nie padało bardziej niż nie padało wczoraj :) Czarne chmury i jakieś pojedyncze krople co prawda nie nastrajały zbyt dobrze do potencjalnej jazdy, ale jednak podjąłem męską decyzję o wyjeździe szosą, co generalnie błędem się nie okazało, bo wróciłem do domu suchy. Za to przewiany z każdego możliwego kierunku, bo duło mocno, niby z zachodu, a realnie zewsząd.
Trasę wykonałem zgodnie z zaleceniami dyżurnego ichtiologa kraju, wykręcając "rybkę", czyli skromniejszą wersję ostatniego plezjozaura: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Trzcielin - Dopiewo - Palędzie - Skórzewo - Plewiska - Poznań (opis byłby krótszy gdyby działały mapki z Endo, ale to już chyba pieśń przeszłości. Dziękuję). A pogoda - jeśli odrzucić ryzyko opadów - baaaaardzo mi odpowiada. Takie lato - w to mi graj :)
A za chwilę idę na piechotę do pracy. Zaledwie pięć kilometrów. Czemu? Bo od soboty przez dwa tygodnie trwa remont pętli na Dębcu. Na ten czas MPK tak sprawnie skonstruowało komunikację zastępczą, że nie wiadomo czemu przejeżdża ona sobie przez przejazd kolejowy, zamykany 5-6 razy na godzinę. Przecież to logiczne rozwiązanie, skoro wcześniej tramwaj nawet nie miał jak do niego dojechać, bo pętla kończyła się wcześniej, prawda? Autobus zastępczy w związku z tym stoi sobie po kilka minut na wspomnianym przejeździe te 5-6 razy na godzinę. Trzy razy próbowałem zdążyć do pracy, wychodząc piętnaście minut wcześniej niż zazwyczaj. I trzy razy byłem piętnaście minut spóźniony. Od dwóch dni chodzę piechotą, wychodząc dokładnie w tym samym czasie i jestem pięć minut przed rozpoczęciem dyżuru w swoim obozie pracy. Proszę, nie pytajcie gdzie tu logika :)
- DST 54.30km
- Czas 01:53
- VAVG 28.83km/h
- VMAX 50.50km/h
- Temperatura 14.0°C
- Podjazdy 120m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Crosssssssssssss
Czwartek, 18 czerwca 2015 · dodano: 18.06.2015 | Komentarze 5
O 6:30 rano, gdy się obudziłem (sorry, gdy mnie obudzono) za oknem padał deszcz. Żona wyruszyła do pracy, a ja wyruszyłem z powrotem do łóżka, będąc pewien jednego: wyśpię się. Dwie godziny później, po obudzeniu w wersji 2.0, ze zdziwieniem stwierdziłem, że już nie pada, jest co prawda mokro, ale kręcić dwoma kółkami się da. Długo się nie zastanawiałem, znalazłem w szafie najgorszy zestaw rowerowych ciuchów i zabrałem za odgrzewanie crossa. Bo właśnie nim postanowiłem się telepać, mając wreszcie pretekst do zapewnienia swoim czterem literom siodełkowego komfortu względem szosy.
Pierwotnie myślałem, że wyjadę dziś jedynie przeciętnego trzydziestokilometrowego gluta, ale w miarę pokonywania kolejnych odcinków coraz mniej wyglądało, że będzie lać. Dotarłem do Mosiny i lekki zonk, bo nie miałem przygotowanej planu na trasę 30+. Wpadłem na pomysł zrobienia eksperymentu na żywym organizmie i zobaczeniu na czym polega objazd tamtejszego remontowanego torowiska, który do tej pory zazwyczaj po prostu przeskakiwałem na nogach. Skręciłem więc na Krosno, przez kartoflową ddr-kę, którą na szczęście crossem da się jakoś pokonać bez utraty zębów. A finalnie okazało się, że objazd jest całkiem całkiem, z dobrym asfaltem i przez spokojne rejony. Do powtórzenia.
Potem wykombinowałem sobie trasę do Żabna, w którym wjechałem sobie na hopkę, która w wielkopolskich rejonach jest prawdziwym K-2, a w moich rodzinnych rejonach uznana zostałaby maks za mocniej wybrzuszony krawężnik, i zawróciłem, ale tym razem skierowałem się na Baranowo. I wylądowałem w pięknie, cudownie pachnącym jeszcze deszczem lesie - gdybym mógł to przesłałbym ten zapach na bloga i może nawet bym się za węchowe zasługi ZNALAZŁ NA GŁÓWNEJ STRONIE BS, bo to jak się okazuje jest ostatnio całkiem modne i stanowi cel sam w sobie (a kto nie wie o co chodzi tego zapraszam na bloga Księgowego - a konkretnie do komentarzy pod Maratonem Podróżnika) :)
Jechało się świetnie, a do tego w pewnym momencie usłyszałem nad sobą świst skrzydeł i przeleciało nade mną coś wielkiego - niestety nie zdążyłem zauważyć co - w każdym razie chwilę jechałem z rozdziawioną gębą jak gumowa lala ze sklepów o pewnym profilu :)
Przez Sowiniec dotarłem znów do Mosiny, gdzie centralnie przed pyskiem zamknął mi się szlaban, a kilka sekund później spadł deszcz, na szczęście tylko lekki kapuśniaczek, który zanikał i pojawiał się już do samego końca.
Naprawdę lubię jazdę crossem - od czasu gdy mam szosę zapominam jak bardzo. Nie wiem, może mam w sobie jakieś geny Rudego 102, bo poruszanie się tym ciężkim bydlakiem mnie naprawdę cieszy. Nie tylko głowę, ale też inne elementy :) A średnia jak na ten rodzaj transportu też mnie ucieszyła.
- DST 52.20km
- Czas 01:42
- VAVG 30.71km/h
- VMAX 53.40km/h
- Temperatura 14.0°C
- Podjazdy 98m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Hipika stosowana
Środa, 17 czerwca 2015 · dodano: 17.06.2015 | Komentarze 20
Czy ja już kiedyś pisałem, że nienawidzę hipsterów, tego ludzkiego komercho-wynaturzenia? Nie pisałem? To w sumie dobrze, bo od dziś jest mi ich tylko szkoda :) A to za sprawą jednego z nich, którego mijałem na trasie, gdzieś na ulicy Wołczyńskiej gdy męczył się niezmiernie próbując pokonać resztki chodnika, na którym ostatki asfaltu mieszały się z piaskiem, trawą i kamieniami. No ok, jazdy po chodniku nie pochwalam, a wręcz tępię, ale skoro to nasze jeżdżące nieszczęście boi się asfaltu to niech kupi sobie jakiegoś pseudo górala w markecie, a nie super modne ostre koło z oponkami cienszymi niż te w mojej szosie... Tak sobie analizowałem ten cały jego imidż, te jego (zakładałem płeć męską, ale w tych czasach...) rurki, czapeczkę i wypasione słuchawki w połączeniu z całą abstrakcją jego zachowania i myślałem ze smutkiem w jakim kierunku zdąża umiejętność używania mózgu w tych czasach... Zresztą - jakiego mózgu? On przecież miał w zamian gadżety :)
- DST 54.60km
- Czas 01:46
- VAVG 30.91km/h
- VMAX 50.70km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 138m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Anty-centralne planowanie
Wtorek, 16 czerwca 2015 · dodano: 16.06.2015 | Komentarze 6
Wczorajszy kurs przez calutkie miasto uszkodził mi kilkaset włókien nerwowych i zaszkodził zdecydowanie synapsom mózgowym. Gdy zobaczyłem dziś rano kierunek wiatru - znów północno-zachodni - uruchomiłem więc ostatnie zasoby działających jeszcze komórek w łepetynie i przed wyjazdem, uzbrojony w kubek kawy, spojrzałem na gógel-mapę i uknułem szatański plan - jak dojechać do Rokietnicy omijając stolec Wielkopolski :)
Nie było to łatwe, ale jednak wykonalne - trzeba było tylko zacząć od jazdy na... południe, przez Górczyn i Plewiska, z których wjechałem znów do Poznania, na Junikowo. Chwilę później opuściłem granice miasta, znajdując się najpierw w Wysogotowie, a potem w Przeźmierowie, gdzie wyhaczyłem sprytny skręt w prawo, który raz że pozwolił mi uniknąć unikania tamtejszej ddr-ki (he he), a dwa że wyprowadził do Baranowa, za którym... znalazłem się w Poznaniu. A konkretnie na wiadukcie nad DK-92. Potem już prościutko przez Słupską do Kiekrza i Rokietnicy. Prawda że nieskomplikowane? :) Ale czego się nie robi, żeby zachować spokój psychiczny.
Wróciłem swoimi śladami, jednak podczas nawrotu nie miałem już jakoś cierpliwości czekać na wahadle w Kiekrzu. Iiiiii... no nie miałem cierpliwości :) Do domu dotarłem bezpiecznie, a średnia wyszła o wiele bardziej przyzwoita niż w przypadku telepania się przez okolice centrum. A że żeby dostać się z południa na północ Poznania wyjeżdżałem i wjeżdżałem do niego trzy razy to już tylko zasługa mojego geniuszu taktycznego :)
- DST 54.00km
- Czas 01:47
- VAVG 30.28km/h
- VMAX 50.90km/h
- Temperatura 18.0°C
- Podjazdy 94m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Północnik
Poniedziałek, 15 czerwca 2015 · dodano: 15.06.2015 | Komentarze 5
Dziś postanowiłem wrócić do swoich starych, kompletnie niedobrych zasad, które mówią, że jak wieje z północy to jadę na północ, a wracam sobie do domu w cieplarnianych warunkach zwanych potocznie "powiewem w plecy" (choć ta kategoria w przyrodzie występuje równie często jak Yeti).
Piętnaście kilometrów później minąłem "już" tablicę z napisem "Poznań" uroczo przekreślonym kreseczką, a przede mną było 20 kilometrów czystego piękna, czyli kręcenia bez świateł, ddr-ek i przeróżnych czopów drogowych. Dojechałem do Chludowa, zakręciłem i za Suchym Lasem minąłem tablicę z napisem "Poznań" już bez kreseczek, czyli miałem przed sobą światłą, ddr-ki i przeróżne czopy drogowe :) Pierwszy z nich zakwitł na Obornickiej, na wysokości wiaduktu. Lekko się zdziwiłem, bo w tamtą stronę ta ulica była nawet przejezdna, a teraz korek nad korkami?
Co takiego wydarzyło się w w Poznaniu na ulicy Obornickiej pomiędzy godziną 9:30 a 10:15? - zapytałby Bogusław Wołoszański.
Otóż wydarzył się wypadek, a może bardziej kolizja, podczas wyjazdu ze stacji benzynowej - w tych osobliwych wyścigach starł się TIR ze śmieciarką, ze skutkiem, który na pewno ucieszy znajomych lakierników obu kierowców, jak również budżet policji, która dokumentowała wszystko skrupulatnie. Przecisnąłem się jakoś z gracją baletnicy z płaskostopiem i od tego momentu mogłem kręcić niemal pustym pasem.
Przedarłem się przez resztę miasta i jak zwykle zmasakrowany psychicznie dotarłem do domu, gdzie już oczyma wyobraźni widziałem parującą kawę. A potem do roboty, żeby nie było, że przysługuje mi tylko jedna miazga mentalna dziennie :)






