Info
Suma podjazdów to 800203 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Sierpień29 - 23
- 2026, Lipiec31 - 19
- 2026, Czerwiec31 - 60
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 54.35km
- Czas 01:56
- VAVG 28.11km/h
- VMAX 52.00km/h
- Temperatura 21.0°C
- Podjazdy 129m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Its rejni dej...
Wtorek, 25 sierpnia 2015 · dodano: 25.08.2015 | Komentarze 11
O tym, że moje wolne od roboty z automatu powoduje w pogodowym łebku akcję-reakcję pod tytułem "deszcz" już pisałem. Dziś jednak Pan Pogodynek/Pani Pogodynka/Coś Pogodynek (w końcu mamy czasy poprawności politycznej) grubo się pomylił/-ła/-ło myśląc, że mi zaszkodzi. Wręcz przeciwnie - wyspałem się, doświadczony życiem po wstaniu wystawiłem łeb za okno oceniając sytuację, stwierdzając stoicko, że kiedyś musi przejść.
Przeszło lekko po 11-tej. W praktyce oznaczało to, że zanim uzbroiłem crossa, zebrałem się i minąłem pierwsze 500 metrów (zamknięty szlaban oraz dwa wahadła - 2015 zdecydowanie nie zostanie zapamiętany przez mieszkańców Dębca jako Rok Bez Bluzgów)... zaczęło kropić. No ale skoro powiedziało się "a" to trzeba też "ą", a do tego twardym trza być nie miętkim, więc kręciłem dalej. Kierunek zachód, pod bardzo silny wiatr, z mniej lub bardziej zacinającym deszczykiem, który na szczęście w końcu odpuścił.
W sumie jechało się sympatycznie. Każda przerwa od szosy o dziwo mnie cieszy (może to jakiś znak do zmian?), a kompletne olanie kwestii średniej oczyściło umysł. Trasa to kopia tych codziennych: do Dopiewa przez wahadło - a jakże - w Skórzewie oraz Palędzie i powrót przez Trzcielin, wyjątkowo po tarce w Walerianowie i już (dopiero) z wiatrem "piątką".
Po południu skoczyłem jeszcze do rowerowego, bo kupiona na szybko opona Vittoria Zaffiro zaczęła się dziwnie wybrzuszać i ostatnio czułem się jakbym jechał na permanentnej muldzie z tyłu :) Poszła na reklamację, nową dostałem od ręki i nawet doznałem zaszczytu skorzystania z haków do serwisu i wymieniłem ją sobie na miejscu.
Upolowałem dziś kolejną tegoroczną "dożynę". Tym razem w Rosnówku.
- DST 53.00km
- Czas 01:46
- VAVG 30.00km/h
- VMAX 50.40km/h
- Temperatura 21.0°C
- Podjazdy 195m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Jechać, nie skręcać
Poniedziałek, 24 sierpnia 2015 · dodano: 24.08.2015 | Komentarze 0
Chyba ostatni - mam szczerą nadzieję, bo ledwo powstrzymuję już odruchy wymiotne kręcąc wciąż z jednym azymutem - dzień z wiatrem wschodnim, oczywiście silnym. Obowiązkowo zaliczona Starołęka, gdzie jak się okazuje gdy ostatnio chwaliłem decyzję o wykonaniu remontu w tempie ekspresowym zdecydowanie przesadziłem z optymizmem, bo "fachowcy" co prawda może i szyny wymienili, ale uzupełnić i wyrównać przestrzeń między nimi już nie raczyli, więc tylko czekać na kolejną szprychę, która mi tam pójdzie. Potem już w ramach odpoczynku dla mojej pseudszosy trasa bez specjalnych wertepów, czyli odkryta niedawno asfaltowa poezja przez Daszewice do Borówca, a potem Gądek, gdzie zawróciłem. Cała ta droga przypomina mi ulicę Piotrkowską w Łodzi albo Półwiejską w Poznaniu - główna jest pięknie odrestaurowana i niemalże komfortowa, ale gdziekolwiek skręci się w bok - syf. Miałem bowiem chrapkę zabawić się dalej w odkrywcę i zachęciłem się kierunkowskazem na Mrowino - nic z tego, w pewnym momencie droga się kończy, a zaczyna leśna ścieżka, nie do przejechania na moich kółkach. Coś jak drzwi do lasu. Musiałem obejść się smakiem.
Pod domem zlał mnie zupełnie niespodziewanie lekki deszczyk. To ostatnio tak rzadko spotykane zjawisko pogodowe, że cieszyłem się jak niegdyś piłkarze upolowani gdzieś w Afryce na widok śniegu - gdy jeszcze ów w Polsce istniał, bo ostatnio z tym też krucho :)
- DST 52.10km
- Czas 01:42
- VAVG 30.65km/h
- VMAX 50.40km/h
- Temperatura 25.0°C
- Podjazdy 154m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Wy%centowanie
Niedziela, 23 sierpnia 2015 · dodano: 23.08.2015 | Komentarze 10
Wczoraj bezpośrednio po pracy wylądowałem na kawalerskim kumpla (przy okazji zaliczając jeszcze na jego inaugurację dwudziestominutową wyciskającą siódme poty rundkę ganiania między wrakami i starymi oponami, mającą na celu wymordowanie pozostałych laserową giwerą, a następnie grilla nad Wartą), który mimo wewnętrznych samoograniczeń skończył się dość późno. Rano po obudzeniu zdecydowanie nie powinienem się ruszać czymkolwiek poza dwoma nogami (a i to z pewną dozą niepewności), w zamian za to się nawet wyspałem.
Miałem jeszcze jednak jeszcze w perspektywie zaniedbaną (ojej) wizytę u Teściowej w celach obiadowo-obowiązkowych, trzeba się było więc spiąć. To, co miało wyparować wyparowało, mogłem więc lekko przed południem ruszyć w trasę. Mój męczący towarzysz ostatnich dni, czyli wschodni wiatr stawał się coraz silniejszy, więc łatwo nie było, ale mimo zmęczenia materiału o dziwo nie było też jakiejś tragedii. Trasa - przez Głuszynę i Tulce do Gowarzewa, tam nawrót i podczas powrotu lekka korekta, bo przez Krzesiny ze skokiem w bok do granicy Gądek.
Ciężki wyjazd. Niekoniecznie z powodów sportowych :)
- DST 53.40km
- Czas 01:46
- VAVG 30.23km/h
- VMAX 50.40km/h
- Temperatura 23.0°C
- Podjazdy 202m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Chrap
Sobota, 22 sierpnia 2015 · dodano: 22.08.2015 | Komentarze 0
Dziś musiałem wdrapać się na szczyty weekendowego absurdu i wstać o 6:30. Rano. Do pracy rodacy, cześć i chwała zawodowym bohaterom oraz takie tam pierdoły. Żeby zdążyć na 11-tą i zaliczyć pięć dyszek trzeba się było zmobilizować - nałóg to nałóg.
W półśnie pokręciłem przez jeszcze dość pustą Starołękę i Tulce do Krzyżownik, gdzie postanowiłem nie kombinować i zawrócić swoimi śladami. Na wszelki wypadek, żeby się nie zgubić gdybym się zdrzemnął podczas pedałowania. O dziwo, mimo wczesnej pory, towarzystwo kolarskie było już całkiem aktywne i co kilka minut w ramach budzika mogłem machnąć łapą z pozdrowieniami.
Jeśli w robocie nie zasnę to uznam to za skromne zwycięstwo silnej woli nad czynnikiem ludzkim.
- DST 57.20km
- Czas 01:54
- VAVG 30.11km/h
- VMAX 51.40km/h
- Temperatura 25.0°C
- Podjazdy 205m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Magicznie
Piątek, 21 sierpnia 2015 · dodano: 21.08.2015 | Komentarze 2
Kolejny dzień z kierunkiem: wschód. Wiatr dość mocny, ale póki temperatura nie masakruje to nie narzekam. Ot, jedzie się w jedną wolniej, w drugą szybciej. Cholera, sam się nie poznaję :) Trasa dzisiejsza: przez cały Poznań (m.in. Maltę) do Swarzędza, DK-92 do Kostrzyna, potem skręt na Siekierki, Tulce, Jaryszki i Krzesiny.
Jechałem powolutku i bez przygód. Chyba że za takowe uznać spotkanie obok Polibudy dwóch wróżek, jedną elfkę oraz maga. Szli sobie grzecznie pieszą częścią drogi pieszo-rowerowej. Dziwne? E tam. W Poznaniu już się przyzwyczailiśmy - najpierw Pyrkon, teraz Polcon. Momentami łatwiej tu o minięcie zbłąkanego hobbita niż klasycznego żula. Ma to swój koloryt :)
Wpis krótki, bo wenę to ja może miałem w tym wolnym dniu, ale zanim zasiadłem do wpisu to postanowiłem sobie zaktualizować Windowsa do dziesiątki. "Może to potrwać kilkanaście-kilkadziesiąt minut". Yhm... Bite trzy godziny, jak nie więcej. Ale chyba było warto, bo póki co jest całkiem ok.
- DST 51.20km
- Czas 01:42
- VAVG 30.12km/h
- VMAX 50.90km/h
- Temperatura 24.0°C
- Podjazdy 187m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Misja Szprycha
Czwartek, 20 sierpnia 2015 · dodano: 20.08.2015 | Komentarze 4
Dzisiaj cel był jeden - wymienić szprychę! Temat wcześniej ugadany telefonicznie, lekko po 10-tej miałem być w Mosinie, A że siedzieć w domu przed pracą nie zamierzałem to wcześniej, pomimo scentrowanego koła, pyknąłem sobie jeszcze spokojnym tempem drogą prostą i nieskomplikowaną do Rogalina, a nawet kawałeczek dalej, do Świątnik, tam zawróciłem i o określonej godzinie byłem w serwisie.
Tam.. kolejka. Ja - jak się dowiedziałem na trasie - musiałem być dziś w pracy wcześniej, bo na 12-tą. A przede mną parka, czyli koleś z dziewczyną, której ów "pan-fachowiec" wybierał rower. Z gadki wynikało, że ona będzie jeździć typowo rekreacyjnie,raz na jakiś czas, a chłopak miał chyba misję puszczenia jej w pierwszej dziesiątce TdF. Takie a takie siodło, wspornik kiery, pełna specyfikacja napędu, rodzaj łańcucha, o takich banałach jak dostosowanie opon do rodzaju nawierzchni nie wspominając. No cóż, mieli prawo, byli pierwsi, ale poczekałem sobie grzecznie w kolejce prawie pół godziny. Przynajmniej dostałem ciacho :) Sam serwis długo nie zajął, co nie zmieniło faktu, że wyruszyć z Mosiny mogłem dopiero przed 11-tą i czekała mnie ciężka misja dojechania do Poznania, dotarcia do domu, ogarnięcia się, przebrania i dotelepania się miejską komunikacją do pracy. O dziwo się udało - w godzinę! A że raz w życiu można zrobić za hipstera i przyjść do roboty nieogolony... Kiedyś trzeba.
Na koniec, hip hip hurra - zaczęły się moje ukochane DOŻYNKI!!! Zacznie się dokumentacja! Początek z Rogalinka:
- DST 60.00km
- Czas 01:58
- VAVG 30.51km/h
- VMAX 50.40km/h
- Temperatura 24.0°C
- Podjazdy 206m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
WielBłąd
Środa, 19 sierpnia 2015 · dodano: 19.08.2015 | Komentarze 5
Zachciało mi się, kurde, objazdowej
trasy. I mam za swoje. Postanowiłem w ramach w walki z nudą, czyli
wciąż takim samym, wschodnim wiatrem, podjechać przez Puszczykowo,
Rogalin i Mieczewo do granic Kórnika. I do tej pory wszystko było
ok. Do momentu, gdy nie przyszło mi do łba, żeby skręcić w ramach ponownego rekonesansu na
Skrzynki, a potem na Borówiec. Mój błąd. A nawet wielbłąd. Miałem nadzieję, że drogowcy ruszyli jakimś cudem ten fragment. Niestety, jest jak było. Ktokolwiek tamtędy jechał ten wie,
że nie da się tego przeżycia zapomnieć. Na tych przeciwpancernych
asfaltowych blokach poprzecinanych kilkoma Rowami Mariańskimi
straciłem nie tylko czucie w dłoniach, komunikację między jednym
zębem a drugim, ale też – po raz kolejny – szprychę. Tylną.
Początkowo nawet w poprzejazdowym szoku tego nie zauważyłem, tak
byłem zadowolony, że w końcu pojawił się zwykły, płaski
asfalt. Jednak koło zaczęło się dość dziwnie kręcić i
pozostało mi skłonić głowę w dół, przyznać się do swej
głupoty i rozpocząć żałobę. Dokręciłem przez Szczytniki i
Koninko do domu, fundując dziś sobie we wściekłości dyszkę
ponad zamierzony codzienny standard.
Jutro może uda mi się podjechać do jakiegoś serwisu, ale znając życie od ręki w temacie pomogą mi tylko w
Mosinie (szkoda, że wykurzył ich z Dębca tutejszy remont). A
jak nie to pozostanie cross. Powoli też myślę o zakupie nowych
kół, tylko że nie uśmiecha mi się ot tak wydawać dobrych kilku
stów w wakacyjnym okresie... Się zobaczy.
Jeden jedyny plus z dzisiejszego
dzionka – ku mojemu szczeremu i nieskrywanemu zdziwieniu zniknęło
powalone drzewo ze ścieżki na Hetmańskiej! Zasługuje to nie na
jeden, ale na dużą ilość wykrzykników (!!!!!!). Po zaledwie
trzech dniach! Podejrzane... :)
- DST 53.20km
- Czas 01:47
- VAVG 29.83km/h
- VMAX 54.60km/h
- Temperatura 20.0°C
- Podjazdy 148m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Wiatrooptymistycznie
Wtorek, 18 sierpnia 2015 · dodano: 18.08.2015 | Komentarze 2
Sam się sobie dziwię, ale póki co mam jeszcze tolerancję dla wiatru. Co z tego, że zatrzymywało mnie w miejscu na odsłoniętych terenach, że momentami ledwo wyciskałem 26-27 km/h, że jakbym chciał jechać do tyłu to wystarczyłoby, że przestałbym pedałować? Ważne, że skończył się ten cholerny upał!
Wiało ze wschodu, w tym więc kierunku ruszyłem - przez Starołękę i Krzesiny do Tulec, stamtąd do Gowarzewa i Siekierek, gdzie zawróciłem tą samą trasą. Nie da się ukryć, gdy duło w plecy było ciut przyjemniej :) Nie udało się niestety wycisnąć trzech dych średniej, ale i tak sporo nadrobiłem względem pierwszej połowy.
Dżungla z wczorajszego wpisu ma się (jakby to było jakiekolwiek zaskoczenie) bardzo dobrze. Jako że na tej ścieżce rowerzystów zawsze jest dość sporo to zaobserwowałem dziś kilka technik pokonania tej przeszkody - od ryzykownego wślizgu przez zejście z roweru aż do wjechania na żywca, co kończyło się jak widziałem lekkimi zadrapaniami. Ja wybrałem wersję środkową, choć nie będę ukrywał - próbowałem zrobić nura, ale na szczęście zrezygnowałem w ostatniej chwili, bo z gałęzią w bebechach ciężko by było kontynuować zabawną przygodę zwaną życiem :)
- DST 52.35km
- Czas 01:44
- VAVG 30.20km/h
- VMAX 52.20km/h
- Temperatura 24.0°C
- Podjazdy 184m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Piekarnik - ostateczne rozwiązanie?
Poniedziałek, 17 sierpnia 2015 · dodano: 17.08.2015 | Komentarze 3
Chyba się doczekałem. Temperatura już dziś znacznie odpuściła i mam nadzieję, że niniejszym zakończona została smutna seria wpisów pod tytułem "piekarnik". W zamian za to na stałe zagościł umiarkowany i dość silny wiatr, ale z dwojga złego to właśnie jego mam zamiar traktować jako dobrego kumpla. Wrednego, ale jednak :) Po drodze jeszcze zlał mnie lekko deszczyk, ale było to bardziej przyjemne niż upierdliwe.
Trasa: Dębiec - Malta - Swarzędz - Paczkowo - Siekierki - Tulce - Jaryszki - Starołęka - Dębiec. Przed wiaduktem za Tulcami zatrzymał mnie sympatyczny starszy pan, który próbował dostać się samochodem do Nagradowic. Nazwa co prawda coś mi mówiła, ale nie obyło się bez smartfonowej pomocy. Przy okazji pan przypomniał mi naocznie, jak to kiedyś jeździło się z karteczką z rozpisanymi punktami na trasie - kurde, to były czasy. Ale jak my dawaliśmy radę? :) Udało się wspólnie znaleźć właściwy azymut, pan podziękował i przeprosił, że mnie zatrzymał gdy jechałem pod górkę, bo jak sam powiedział też często jeździ i wie co to znaczy, i się pożegnaliśmy.
Na końcu, jadąc drogą pieszo-rowerową na Hetmańskiej, zjeżdżając z górki omal bym nie wjechał pełnym impetem w takie oto coś:
Na szczęście udało mi się wyhamować. Ciekawe ilu rowerzystom nie uda się ta sztuka. A ja od teraz z ciekawości będę sprawdzał kiedy ten element Księgo Dżungli zniknie z drogi. Mam dziwne podejrzenie, że nie nastąpi to za szybko...
- DST 56.30km
- Czas 01:50
- VAVG 30.71km/h
- VMAX 51.40km/h
- Temperatura 27.0°C
- Podjazdy 202m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Dzień po Końcu Świata
Niedziela, 16 sierpnia 2015 · dodano: 16.08.2015 | Komentarze 4
Wczorajsza wieczorna burza (a właściwie Burza), spowodowała znaczne straty w dużej części Poznania (m.in. na Rynku i w ZOO) oraz - jak się przekonałem naocznie - również daleko od niego. Miałem nawet dylemat jaki rower wybrać na poranną przejażdżkę, bo co prawda już nie padało, ale zalegające błoto sugerowało użycie sprzętu ciężkiego, a nie szosy. Zdecydowałem się jednak finalnie na tę drugą.
Już na ścieżce w Łęczycy czekał na mnie taki oto pieszczoszek:
W ogóle cała DDR-ka wyglądała jakby stała się obiektem zabawy jakiegoś bachora-olbrzyma - do tego stopnia, że wracając tą samą trasą zwyczajnie odpuściłem sobie jazdę przez nią, ignorując zakaz jazdy rowerem po zwykłej drodze. Na ścieżkę, tym razem typowo kostkową wjechałem dopiero w Luboniu, bo nie chciałem być zawalidrogą dla podmiejskiego autobusu. Okazało się, że dobre uczynki czasem popłacają, bo kawałek dalej stał radiowóz i na 99,9% by mnie zatrzymali. A tak mogłem z z wrednym uśmiechem na pysku ich minąć :) Kawałek dalej ostrzegłem jeszcze kolarza jadącego z naprzeciwka - czy słyszał nie jestem pewien, ale raczej tak.
A cała trasa przez Mosinę, Rogalinek do Mieczewa obfitowała w slalomy między powalonymi krzakami i drzewami. Potem przeczytałem, że zamknięto park i pałac w Rogalinie, co po tym, co zobaczyłem obok nich nie jest dziwne. A i tak sytuacja już była w miarę opanowana przez straż pożarną, która to mijała mnie co chwilę (widziałem nawet wóz OSP z Pecnej, która geograficznie nijak mi pasowała do przejeżdżanych terenów).

Tak sobie przejechałem Dzień Po Końcu Świata, z mroczną muzyką w uszach. I w sumie... było fajnie. Podobno wieczorem znów czeka nas powtórka. Oby spokojniejsza...






