Info
Suma podjazdów to 791582 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec29 - 59
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 52.30km
- Czas 01:54
- VAVG 27.53km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 28.0°C
- Podjazdy 417m
- Sprzęt Zimówka - góral (na emeryturze)
- Aktywność Jazda na rowerze
Rudawy Piekar.... Janowickie :)
Sobota, 4 lipca 2015 · dodano: 04.07.2015 | Komentarze 4
Wpis na szybko, przed wyjazdem na ślub. Dziś więc nie będę nudził. Udało się jednak skorzystać z tego 0,000001% szansy na pokręcenie. Musiałem jedynie: nie dospać; wstać o 6:40 rano; zrobić lekki przegląd trupa mtb w piwnicy; zebrać się w sobie; otworzyć piekarnik, czyli drzwi od mieszkania; wyruszyć. Co to dla mnie :)
Trasa kombinowana: trasą na Wrocław do Radomierza, zjazd do Janowic, potem Trzcińsko i Przełęcz Karpnicka, dotarcie do Łomnicy i skręt na Mysłakowice, skąd powrót trasą z Karpacza do Jeleniej. Piekarnik cały czas ktoś dokręcał, więc gdy wróciłem około 9:30 przypominałem jezioro.
Jutro powrót do Poznania, ale rano siebie nie widzę :) więc naprawdę nie wiem czy się zmobilizuję choć na kilometr.



- DST 55.10km
- Czas 01:49
- VAVG 30.33km/h
- VMAX 51.40km/h
- Temperatura 28.0°C
- Podjazdy 150m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Upalna zwrotka
Piątek, 3 lipca 2015 · dodano: 03.07.2015 | Komentarze 4
Wczoraj było intro, dziś już konkretne pierdyknięcie pierwszej upalnej zwrotki. Boję się refrenu. Choć zapewne nie dane mi go będzie doświadczyć na rowerze, bo weekend (wyjazd dziś po południu) spędzę co prawda pod chmurką, ale na weselu, i to w górach. Nie sądzę, żeby udało się wykaraskać kawałek czasu na jakiekolwiek podejście do kręcenia.
Dziś taktyka była jedna, najprostsza z możliwych - przeżyć. Przed dziewiątą rano jeszcze nie było "aż" tak masakrycznie, a i tak wróciłem w stanie półpłynnym. Albo bardziej religijnie - całopalnym. Każdy kawałeczek cienia był zbawieniem, a każdy odsłonięty na słońce kawałek - niezmierzoną pustynią. Jak ja nie lubię gorąca... Pewnie gdybym miał się urodzić w Afryce to jeszcze w łonie matki sam bym postulował za własną aborcją :)
Z trasą nie kombinowałem - na wschód, przez Głuszynę, Robakowo, Szczodrzykowo, Tulce, Jaryszki i Starołęcką do domu, z błogosławionymi grubymi murami. Uff. Taktyka się sprawdziła - moich zwłok wojsko nie musiało zbierać gdzieś np. w okolicach Krzesin :)
- DST 57.35km
- Czas 01:51
- VAVG 31.00km/h
- VMAX 51.90km/h
- Temperatura 27.0°C
- Podjazdy 175m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
First step to hell
Czwartek, 2 lipca 2015 · dodano: 02.07.2015 | Komentarze 5
"Pogodowa masakra - intro". Tak nazwałbym pierwszy utwór na koncept-albumie dotyczącym najbliższych kilku dni. Niestety w temacie muzyki posiadam dwie lewe ręce, tyle samo lewych nóg oraz zupełnie nieprzydatny organ gębowy. Mogę więc tylko delikatnie zasygnalizować, że to, co w zapowiedzi nadchodzi. Dziś jednak jeszcze między 9 a 11 rano było czym oddychać, choć jeśli wierzyć przydrożnemu termometrowi było już 27 stopni.
Za to od wczoraj miasto jednak jakby się wyludniło. Jechałem w kierunku wschodnim, więc podobnie jak w środę musiałem się dopchać do okolic Malty, ale o dziwo poszło to w miarę sprawnie. Sam byłem zdziwiony, że gdy dotarłem do Swarzędza średnia oscylowała w okolicach ponad 28 km/h, bo najczęściej po jeździe przez Poznań kreska pokazuje minus :) Jazda DK-92 - co wielu dziwi - należy do jednej z moich ulubionych, bo pasy drogi są od siebie oddzielone, co zmniejsza ryzyko zobaczenia przed sobą mijających się na czołówkę ze mną trzech tirów, choć i dziś zdarzył się "puszkin" w osobówce wyprzedzający mnie o milimetry.
Zakręciłem w Kostrzynie na Siekierki, potem Tulce, Żerniki i Starołęcka - o dziwo PRZEJEZDNA!!!!!!!!! I jeszcze raz: PRZEJEZDNA!!!!!!!! Byłem tak zdziwiony, że nie mogłem się odnaleźć, miałem w oczach jakieś powidoki, omamy. Oto skutki terapii szokowej :)
Nad Wartą upolowałem znów stateczek - w tym kierunku jeszcze nie płynąłem, musimy nadrobić przy jakimś leniwym, wolnym weekendzie (taki oksymoron).
A oto dzisiejsza mapka. Każdy, kto zauważy na niej przybliżony kształt dziwnego i dzikiego kraju o nazwie Polska będzie miał zupełną rację.
- DST 53.30km
- Czas 01:48
- VAVG 29.61km/h
- VMAX 46.00km/h
- Temperatura 20.0°C
- Podjazdy 162m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Dziewiczy rejs
Środa, 1 lipca 2015 · dodano: 01.07.2015 | Komentarze 5
Dzięki Bogu od dawien dawna wiatr nie wiał z kierunków północno-wschodnich, co pozwalało mi na unikanie upojnej jazdy przez Poznań trasą Dębiec - Centrum - Malta - ulica Gdyńska. Z tą ostatnią łączy się mój kwietniowy "romans" z puszkowymi mendami, więc od tej pory mam uraz. Dziś już nie było opcji - trzeba było odświeżyć ten przykry azymut. Praktycznie dziewiczy, bo zapomniałem co z czym tam się je.
Jak już znalazłem się na asfalcie to zapytałem sam siebie: gdzie te urlopy? Gdzie te wakacje? Gdzie ta emigracja w turystyczne rejony i odpoczynek od korków? No gdzie? Bo miałem wrażenie, że miasto jest zakorkowane bardziej niż kilka miesięcy temu. Jakoś dopchałem się do ulicy Hlonda i tam miła niespodzianka - "zemsta Grobelnego", czyli tamtejsze kartoflisko na ddr-ce zostało wyremontowane! Piękny czerwony asfalcik cieszył oko, co prawda do czasu, gdy wpadłem na wieńczący go krawężnik w polskim standardzie, ale nie czepiajmy się szczegółów. Chwilę potem stanąłem przed kolejnym dziewiczym wyzwaniem: po raz pierwszy miałem przejechać polecaną mi wielokrotnie ulicą Chemiczną, jako alternatywą dla wspomnianej części Gdyńskiej. Ulica całkiem fajna, spokojna i zupełnie niechemiczna z wyglądu, ale zanim udało mi się pokonać poprzedzające ją skrzyżowanie niemal zakwitłem. Wyspa złożona z trzech świateł, z którego każde włącza się na 15 sekund z regularnością co 5 minut mnie przerosła. I chciałem nawet ją pokonać szybciej. I bym tak zrobił, gdyby nie radiowóz stojący zaraz za nią, co prawda zgłoszony do kolizji autobusu z autem, ale ryzykować się bałem.
Jak już się wydostałem z Poznania to w końcu poczułem, że żyję i dotelepałem się do Murowanej Gośliny, gdzie zawróciłem. Wracając zahaczyłem jeszcze o Owińska i tamtejszy zespół pocysterski - niestety w remoncie.
Łatwiejszy kawałek skończył się za szybko i znów byłem w mieście, gdzie przywitały mnie korki. A jak. Znów Chemiczna, pod koniec której pozdrowiłem wjeżdżającego na nią kolarza we wściekłej pomarańczy CCC. Zanim się zorientowałem już go nie było, a mi mignęło tylko tylne światło. Potem się okazało, że nie poznaliśmy się z Dariuszem, ksywa Lipciu. Eh, ten pęd ;)
Do domu dotarłem zmasakrowany. Średniej nie dało się obronić. Tym samym lipiec zaczynam lekko pod kreską.
A czerwiec? 15,5 tysiaka kilometrów. 30 kursów, tym razem szosą i crossem. Średnia - 30,2.
- DST 53.00km
- Czas 01:43
- VAVG 30.87km/h
- VMAX 51.70km/h
- Temperatura 19.0°C
- Podjazdy 162m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
9k
Wtorek, 30 czerwca 2015 · dodano: 30.06.2015 | Komentarze 6
Dokładnie dziś, ostatniego dnia czerwca, stuknęło mi dziewięć tysiaków w siodle w tym roku. Chyba (a nawet chyba-chyba-na pewno) to jak na razie najwięcej w mojej dotychczasowej przygodzie z rowerem jeśli chodzi o termin półroczny. Złożyła się na to i pogoda, i aktywne zwalczanie porannego lenia, i pewnie motywacja rodem z BS. Cieszę się z wyniku, jednak jednocześnie wiem, że druga połowa nie będzie już taka różowa, m.in. z powodu kilku nierowerowych wyjazdów. Ale póki co - kraśnieję z samozadowolenia :)
Zrobiłem dziś - po prostu - "kondomika", tym razem rozpoczętego od strony Lubonia i Puszczykowa, potem Mosina, Łódź, Stęszew i Komorniki, znów zakorkowane i znów zgrabnie ominięte moim osobistym patentem, czyli ulicą Zakładową. Wiatr był dziś wybitnie całuśny, niczym Borys Jelcyn za swoich najlepszych czasów - kąsał mnie w pysk niemal non stop, bo zmienił się podczas mojej jazdy z południowego na północny. I nie było to moje wrażenie, bo dowody miałem na łopoczących flagach.
Temperatura jeszcze do przyjęcia. Jak na razie mam syndrom wyparcia wobec tego, co ma nas czekać od najbliższego weekendu.
- DST 53.50km
- Czas 01:47
- VAVG 30.00km/h
- VMAX 44.20km/h
- Temperatura 18.0°C
- Podjazdy 128m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Pięć dysz(cz)ek
Poniedziałek, 29 czerwca 2015 · dodano: 29.06.2015 | Komentarze 2
Nauczka - pogody nie należy chwalić. Od tego przewraca się jej we łbie.
Dziś zaczęło padać około 9:30, gdy byłem już kilkanaście kilometrów od domu. Wracać było bez sensu, bo tak czy siak bym zmókł, więc kręciłem dalej. Na szczęście nie była to jakaś ulewa, dało się jechać, musiałem tylko uważać, bo drogi zrobiły się nie tylko standardowo dziurawe, ale też śliskie. Trasa to "rybko-samochodzik" przez Plewiska, Skórzewo, Palędzie, Dopiewo, Trzcielin i Komorniki oraz Wiry. Poszło pięć dysz(cz)ek ze średnią tylko wyłącznie pozwalającą na dojechanie w całości. Kilka minut po tym, jak wszedłem do domu padać przestało, a po południu zaczęła się robić parówa. Która niestety będzie dojrzewać w kolejnych dniach.
Spotkała mnie jedna niespodzianka poznawcza. Jakieś 500 metrów przed rogatkami za Plewiskami zauważyłem, że zamyka się przejazd kolejowy. Chwilę później przejechał pociąg. Sekundę po tym szlaban poszedł w górę. Szok. Wszystko trwało może minutę, a ja nawet nie musiałem się zatrzymać. Nikt nie zginął. Można? Można. Trzeba tylko być dróżnikiem z jajami :)
- DST 52.40km
- Czas 01:48
- VAVG 29.11km/h
- VMAX 51.80km/h
- Temperatura 16.0°C
- Podjazdy 164m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
ITS my life
Niedziela, 28 czerwca 2015 · dodano: 28.06.2015 | Komentarze 1
Dziś powtórzył się scenariusz z wczoraj - czyli jednak Pani Pogoda czyta tego bloga, co bardzo mnie cieszy. Oczywiście do czasu, aż nie zapoda sobie jakiegoś PMS-a czy innego cholerstwa. Póki co system: w nocy leje, nad ranem już nie jest całkiem sympatyczny. Co prawda wczesnymi godzinami kolor chmur nie napawał optymizmem, a kałuże miały rozmiary skromnego oceanu, ale i tak po wczorajszym imprezowaniu ze znajomymi musiałem się, mówiąc delikatnie, "dospać", więc wyjazd nastąpił dopiero grubo po dziesiątej. Wciąż nie wiadomo było czy lunie, czy nie, stąd decyzja o wyborze crossa jako środka transportu.
Nie żałowałem. Co prawda trafiła się jedynie delikatna mżawka, ale drogi były dość śliskie. Wiało z północnego zachodu, co oznaczało dla mnie zawsze uwielbiany (;/) kursik przez miasto. Zdziwiło mnie, że na hardkorowym skrzyżowaniu Hetmańskiej z Arciszewskiego wyłączono zupełnie sygnalizację z powodu budowy systemu ITS, nie zapewniając jednocześnie dyżurów darmoz... to znaczy policji. Poczułem się jak w Indiach, bo mimo że niedziela, to jednak ruch był spory. Potem jeszcze jakieś wahadło na Dąbrowskiego - masakra. Oj, coś mi tu śmierdziało. A o wynikach tego smrodu pod koniec wpisu.
Dopchnąłem się w końcu do Koszalińskiej i poleciałem zgodnie z tradycją na Strzeszyn, Kiekrz (jak zwykle kilka minut pauzy z powodu remontu) i Rokietnicę, gdzie skręciłem na Napachanie. Powrót przez Chyby - ku mojemu wielkiemu zdziwieniu - z wiatrem w plecy. Czyli jednak on czasem istnieje! :) Jechało mi się na tyle dobrze, że przekroczenie Vmaxa na płaskim powyżej pięciu dych nie stanowiło problemu.
Ostatnim etapem była ścieżka wzdłuż Bułgarskiej. Tam, na przejeździe przez Bukowską zerkając w lewo, zauważyłem ostre światła służb wszelakich - w domu wygóglałem co mnie ominęło, bo pierwotnie chciałem jechać właśnie tamtędy. Okazało się, że moje zdziwienie totalnemu olaniu przez (no właśnie kogo? miasto? policję?) opieki nad pozbawionymi czasowo sygnalizacji skrzyżowaniami nie było gdybaniem pesymisty, a kończy się tak jak TUTAJ. Efekt? Trzy rozwalone samochody i siedmiu rannych. Nie dało się przewidzieć planując ten mityczny ITS? No gdzie tam...
Ucieszyła mnie sympatyczna jak na crossa średnia. I nie bolał tyłek jak po szosie. Jedynie uszy, bo moje siodełko aktualnie tworzy osobny ekosystem, wydający dźwięki nieznane ludzkości :)
- DST 54.00km
- Czas 01:46
- VAVG 30.57km/h
- VMAX 61.70km/h
- Temperatura 18.0°C
- Podjazdy 177m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Frruuu... strat
Sobota, 27 czerwca 2015 · dodano: 27.06.2015 | Komentarze 2
Niespodzianka - miało padać cały dzień, a padało tylko całą noc, a z rana odpuściło. Taki układ zdecydowanie mi odpowiada i polecam się na przyszłość jeśli chodzi o pomysły dla pani pogody na planowanie samej siebie. Dzięki temu znów miałem czas pokręcić swoje pięć dyszek, a że nie miałem ochoty specjalnie cisnąć to już mój wewnętrzny rowerowy foch. Przy okazji nie miałem też ochoty kombinować z trasą, więc pojechałem po prostu w tę i we wte, wracając swoimi śladami.
A kierunek był południowy. Najpierw Starołęcka, na której - zgodnie z polską tradycją - usłyszałem przed wiaduktem nad A-2 klasyczny klakson. A nie, sorry, jeszcze bardziej klasyczny klakson-klakson-klakson-klakson, a na końcu klaksoooonnn. To ostatnie pewnie dlatego, że dziś wyjątkowo postanowiłem olewać tego typu frustratów, mając jeszcze lekką traumę po tym kwietniowym, a poza tym stwierdziłem, że w sumie po co? Oczywiście mógłbym użyć argumentu, że ciąg pieszo-rowerowy jest po drugiej stronie, że jest z kostki, a poza tym akurat jeździ po nim zapewne zupełnie niewidoczna dla Kierowcy z Klaksonem Zamiast Mózgu koparka, ale mi się nie chciało. Puszka mnie minęła, a ja najchętniej puścił bym jej właścicielowi utwór "Sen o dolinie" Budki Suflera, która zaczyna się od słów "znowu w życiu mi nie wyszło"...
Wyjechałem z Poznania, dotarłem przez Czapury i Wiórek do Rogalinka, gdzie postanowiłem skręcić na Mosinę i potem do Krosinka. A że już byłem, gdzie byłem to zaliczyłem Osową Górę, podczas zjazdu z której udało się rozpędzić do prawie 62 km/h. W przeciwną stronę się nie udało :) Powrót - co nie dziwne - z wiaterkiem w pysk. Bo jak było w pysk w tamtą, to logiczne, że w drugą też.
Rowerzystów jak mrówków.
- DST 52.40km
- Czas 01:41
- VAVG 31.13km/h
- VMAX 52.80km/h
- Temperatura 17.0°C
- Podjazdy 144m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Puszczony z torbami
Piątek, 26 czerwca 2015 · dodano: 26.06.2015 | Komentarze 4
Żelazna zasada: jak coś
idzie za dobrze to musi się spieprzyć. Dziś szło naprawdę
przyzwoicie – bo pierwszą połowę trasy pod wiatr pokonałem z
sympatyczną średnią ponad 30 km/h. Tylko czekałem co, jak i
kiedy. Doczekałem się w Dopiewie, gdy w konfrontacji z tamtejszym
przejazdem kolejowym poległa moja zasłużona torba podsiodłowa. A konkretnie ze stanem tamtejszego torowiska. Nagle usłyszałem brzdęk i trzask i zobaczyłem kątem oka, że
sypie mi się spod tyłka. Nie, nie dostałem rozwolnienia –
wyleciały mi dętki, klucze, a co najgorsze sprawdzone,
niezniszczalne metalowe łyżki do opon. Po pięciu minutach
poszukiwań i związanych z tym lekkim przyblokowaniu jednej trzeciej miasteczka udało mi się odnaleźć większość z nich – ale
łyżki już nie. Wielka szkoda.
Ruszyłem dalej, objuczony
towarem po kieszonkach jak żona Beduina wlekąca się za wielbłądem.
I z taką samą prędkością się poruszającym. Najpierw zatrzymały
mnie dwa kolejne pociągi na przejazdach, potem wahadło w Skórzewie,
spotęgowane dziś wybitnie przez tatusiów i mamusie, którzy za
punkt honoru założyli sobie dostarczenie latorośli na zakończenie
roku szkolnego w formie zapuszkowanej. Tak zresztą było na całej
dzisiejszej trasie.
No cóż, a miało być
tak pięknie. Life is brutal. Żałuję torebki, bo ten kokon mi się
przysłużył przez kilka dobrych lat. Skończył żywot jako
Wezuwiusz wersja mini, więc miał chociaż efektowne zejście – w
poszukiwaniach kibicowała mi połowa Dopiewa :)
- DST 53.40km
- Czas 01:44
- VAVG 30.81km/h
- VMAX 55.20km/h
- Temperatura 16.0°C
- Podjazdy 137m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
DDNRZLKSMCJDPSS :)
Czwartek, 25 czerwca 2015 · dodano: 25.06.2015 | Komentarze 1
Wczoraj Dzień Bez Migacza, dziś z kolei Dzień Dziadka Na Rowerze Z Lusterkiem, Które Służy Mu Chyba Jedynie Do Poprawiania Sztucznej Szczęki. W skrócie DDNRZLKSMCJDPSS. Dwóch takich delikwentów napotkałem na swojej trasie - jednego na ścieżce w Łęczycy, gdy zajechał mi drogę dokładnie w momencie mojego manewru wyprzedzania, choć do tej pory jechał w miarę prosto, drugiego kawałek za Mosiną, gdy wtelepał się na pałę na przejście dla pieszych bez żadnego sygnału i ostrzeżenia, że zamierza zmienić pas ruchu. Obaj na swoich kozach zamontowane mieli lustra niemal wielkości tych stawianych przy ulicach podporządkowanych. Po co, skoro używać ich nie zamierzają - dobre pytanie. Może jakaś nowa moda wśród emerytohipsterów? W każdym razie znów uratowało mnie rowerowe doświadczenie i obyło się bez tragedii.
Powtórzyłem dziś trasę z wczoraj, ale odwrotnie - najpierw Luboń i Mosina, potem Dymaczewo i Stęszew, skąd prosto na Poznań. No, może nie do końca prosto, bo postanowiłem skorygować trasę w celu uniknięcia korków w Komornikach i pojechałem objazdem przez Rosnowo. Chwilę później stałem w korkach. Ale już innych. Nie do końca o to mi chodziło, ale niech będzie, że oszukałem system.






