Info
Suma podjazdów to 813768 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Listopad1 - 0
- 2026, Październik31 - 16
- 2026, Wrzesień30 - 11
- 2026, Sierpień31 - 24
- 2026, Lipiec31 - 19
- 2026, Czerwiec31 - 60
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 52.20km
- Czas 01:51
- VAVG 28.22km/h
- VMAX 47.70km/h
- Temperatura 3.0°C
- Podjazdy 79m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
O bałwanku bez śniegu i mózgu
Czwartek, 4 lutego 2016 · dodano: 04.02.2016 | Komentarze 7
Po wczorajszych wieczornych prognozach pogody spodziewałem się, że rano za oknem przywita mnie sielankowy widok białych dróg i chodników, radośnie rzucających się kulkami szkrabów, dorodnego bałwana oraz sunących po skrzypiącym śniegu sanek. Na szczęście znów szklana kula nie zadziałała w IMGW, dzięki czemu udało mi się nawet ruszyć na swoje pięć dyszek szosą. Bardzo podoba mi się taki kierunek pomyłek :) Oczywiście te nie dotyczą wiatru, bo znów mnie wymęczył strasznie i to dzięki niemu nie mogę dziś się pochwalić przyzwoitym wynikiem.
Choć były dwa elementy z powyżej wymienionych, które jednak wystąpiły na mojej dzisiejszej trasie (od Poznania przez Plewiska, Skórzewo, Dąbrówkę, Dopiewo, Trzcielin, Rosnówko, Komorniki, Luboń po znów Poznań). Pierwszym był śnieżek.Spadło go jakieś 0,000000000047 mm, i to przez chwilę, czyli jak dla mnie idealnie :) Drugim był bałwan. Ale nie ten z marchewką zamiast nosa, a.... No kto zgadnie? Bingo! Za kierownicą.
Bowiem wracając, na granicy Komornik i Wirów, nagle z ciągu samochodów z naprzeciwka wyskoczył jakiś kretyn, imbecyl, palant, debil, frustrat i polski kierowca. W jednej osobie. Z czego ostatni inwektyw uważam za najgorszy. W jakim samochodzie - nie mam pojęcia, bo tego typu pojazdami ostatni raz interesowałem się w dzieciństwie, a potem im więcej kręciłem rowerem tym moja fascynacja zamieniała się w niechęć (by rzec łagodnie). Mogło to być Porsche. Mogło to być jakieś Mitsubishi. Mogło to również być Ferrari. Widziałem go bardzo krótko, za to bardzo blisko. Obok mojego ucha. W każdym razie myślę, że jego wygląd z grubsza nakreśliłem. Jak również to, że MUSIAŁ mnie widzieć na wąskiej drodze, a mimo to zdecydował się zaryzykować swój lakier, a moje życie. Co w jego mniemaniu mogło skończyć się tragedią, bo lakiernik sporo kosztuje. Kurde jego mać, kiedy z dróg znikną takie bezmózgi? Kiedy bezpiecznie będzie mógł czuć się człowiek, który przestrzega przepisów, a w naszych realiach póki co nie ma pewności czy nie zabije go tępak z kompleksem BMW (opisu chyba nie muszę rozwijać, bo akurat nie dotyczy pokrewnej z nim marki)?
Powiało optymizmem, no nie?
- DST 53.35km
- Czas 01:53
- VAVG 28.33km/h
- VMAX 51.70km/h
- Temperatura 5.0°C
- Podjazdy 99m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Korky
Środa, 3 lutego 2016 · dodano: 03.02.2016 | Komentarze 4
Jeżeli ktoś dziś przejeżdżając lekko po godzinie ósmej przez Poznań doszedł do wniosku, że My, Naród Polski (i takie tam) poszliśmy masowo po rozum do głowy i zamiast puszek wybraliśmy rowery oraz miejską komunikację, bo było zapewne puściutko, to sorry - mylił się. Samochodów było, i to w nadmiarze, ale wszystkie zostały na Dębcu. Tam bowiem nagle zaatakował - niczym biskup ministranta - kolejny etap opóźnionej o zaledwie rok budowy tunelu pod przejazdem kolejowym. Wróciło wahadło na Opolskiej (bo spece od dróg uszkodzili kanalizę), panowie na torowisku robili jakieś magiczne wygibasy, a zamknięte rogatki spowodowały kilometrowe korki po dwóch stronach Dębca. Przez to ja również przypomniałem sobie jak wyglądało moje ostatnie 12 miesięcy, postałem sobie jak idiota (no dobra, jak się dało to nie stałem) i już po 10 minutach od wyjścia z domu byłem 500 metrów dalej, czyli po drugiej stronie trasy kolejowej Poznań - Wrocław. Uff.
Jak już się wydostałem to stałem się ofiarą pogody, która jak to u nas - normalna być nie może. Na szczęście w przeciwieństwie do wczoraj (tylko chomik, 32 km, średnia - 31,9 km/h) nie padało, za to znów urywało łeb. Tak więc 2/3 trasy (Poznań - Komorniki - Rosnowo - Szreniawa - Stęszew - Dymaczewo - Mosina - Luboń - Poznań) kręciłem sobie jak Flinston, byle tylko poruszać się do przodu. Za to 1/3 była milusia, ale niestety nie pozwoliła na nadrobienie emeryckiego tempa.
Drugi kurs w lutym - i to szosą! - zaliczony. Sehr gut! :)
- DST 51.20km
- Czas 01:45
- VAVG 29.26km/h
- VMAX 52.40km/h
- Temperatura 3.0°C
- Podjazdy 60m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Lutujemy. Plus podsumowanie stycznia
Poniedziałek, 1 lutego 2016 · dodano: 01.02.2016 | Komentarze 10
Pierwszy dzień lutego tym się różnił od ostatniego w styczniu, że wiatr postanowił sobie trochę odsapnąć, co oznacza, że był silny, upierdliwy, ale przynajmniej nie zatrzymywał mnie w miejscu. Mała rzecz, a cieszy. No dobra - to wielka rzecz :) Mimo wszystko i tak do dobrego wyniku sporo zabrakło, ale cóż, na to może jeszcze przyjdzie czas w tym roku.
Dzisiejsze kółeczko: Poznań - Plewiska - Palędzie - Dopiewo - Więckowice - Sierosław - Wysogotowo - Plewiska - Poznań uznaję po prostu za odhaczone. Nie opiszę dziś żadnej historii, bo chęć zrobienia ze mnie pasztetu przez kierowców wyprzedzających z naprzeciwka nie zasługuje nawet na wzmiankę. Rzecz to bowiem oczywista niczym oddychanie.
Krótkie podsumowanko specyficznego miesiąca, jakim był styczeń. Nie wykręciłem może w nim jakiegoś dystansowego kosmosu, bo wyszło marne 865 kilosów z masakrującą średnią 27,2 km/h, ale mimo wszystko uznaję pierwsze 31 dni tego roku za moralnie pozytywne :) Udało mi się bowiem na wszystkich trzech (zombie-góral, cross oraz trzy i pół wyjazdu szosą) rowerach zaliczyć kursy po górach, po płaskim, w śniegu, w deszczu i po lodzie. Bez patrzenia na wynik, z czystą radością jazdy w głowie. I tak szczerze - każdy wyjazd uważam za swoje małe zwycięstwo, bo zwlec cztery litery było czasem niełatwo. Aha, do tego ponad 450 kilometrów wyrzygałem jeszcze na chomiku (nie dodaję tego do statystyk), co już w ogóle uważam za sprawiedliwą karę za wszystkie swoje grzechy w życiu (nie wiedziałem tylko, że aż tyle ich mam). Jak znów trzeba będzie nań wsiąść (a to może być nawet jutro, bo na kilka najbliższych dni zapowiadają deszcze) to zrobi się problem, bo kończy mi się piąty sezon "Gry o tron"... A nowego ani widu, ani słychu.
- DST 51.00km
- Czas 01:48
- VAVG 28.33km/h
- VMAX 54.20km/h
- Temperatura 3.0°C
- Podjazdy 96m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Wietrznie i zupełnie niepolitycznie :)
Niedziela, 31 stycznia 2016 · dodano: 31.01.2016 | Komentarze 16
Jeśli wczoraj wiatr masakrował to brakuje mi synonimów opisujących to, co robił ze mną dziś. Były fragmenty, gdy naprawdę się wysilając ledwo wykręcałem kilkanaście kilometrów na godzinę (szosą!) oraz takie, że miałem ochotę zejść z roweru i zmienić sposób spędzania wolnych chwil. Przyszła mi na myśl filatelistyka ze specjalizacją "patyczaki i straszyki" lub uprawa kiełków metodą behawioralną. Na razie biję się z myślami, o swej decyzji poinformuję w nieokreślonej przyszłości.
Przyznać jednak trzeba, że powrót był już przyjemniejszy i jakąś 1/3 wiało mi nawet w plecy. I tak: w połowie trasy miałem średnią w okolicach 24 km/h (czułem się jakbym znów wsiadł na rower marki Reksio), a finalnie odrobiłem ponad cztery tego typu jednostki. Na tak krótkim dystansie jak pięć dych mówi to samo za siebie. Komuś. Pewnie :)
Plus jest taki, że nie padało. Jak już staramy się być aż nadto optymistyczni :) Za to niebo robiło się raz sine, raz niebieskie, raz szare. Lubię to.
Jak zwykle wykręciłem któryś ze standardów, dziś był nim mapowy samochodzik: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Na trasie mijałem kilku rowerzystów w paru konfiguracjach i widziałem cierpienie na twarzach. Wymieszane z radością. I o to chodzi w tym wszystkim :)
Na koniec mała wstawka okołorowerowa. Wczoraj jadąc do pracy zauważyłem w kiosku taką oto ogólnopolską okładkę weekendowej "Gazety Wyborczej" (zwanej w niektórych kręgach "GW"-nem oraz "Gazetą Żydowską". Mimo że mnie za to zaraz internet zje - zakupłem):
I cóż... jako że kryteria spełniam (jedno od dziecka, drugie od kilkunastu lat) to gdybym tu nie mieszkał to bym się poczuł zaproszony. A tak zupełnie prywatnie - mimo, że od partii bezideowych cwaniaków i karierowiczów (platfusy), z list których startował prezydent, bardziej nie trawię tylko aktualnie panujących nam frustratów robiących z Polski poligon do leczenia swych kompleksów (nazwy chyba nie muszę wymieniać) - warto przeczytać wywiad (pewnie jeszcze do dostania w jakiejś Żabie). I wyrobić sobie własną opinię. Jak dla mnie - szacun za walkę z polskimi wiatrakami. Głównie mentalno-rowerowymi. Oby tak dalej.
Przecież pisałem, że nie będzie o polityce, prawda? :)
- DST 52.40km
- Czas 01:48
- VAVG 29.11km/h
- VMAX 62.20km/h
- Temperatura 7.0°C
- Podjazdy 117m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Spotkanicznie :)
Sobota, 30 stycznia 2016 · dodano: 30.01.2016 | Komentarze 11
Zwyczajowo ludkom od prognozy pogody coś nie wyszło. Na szczęście dziś owo "coś" okazało się pozytywem, bo zamiast zapowiedzianych opadów deszczu miałem przyjemność zaznać delikatesów, czyli ponownie osiodłać szosę i pokręcić po suchych drogach. Nie pomylono się niestety co do jednego, niezwykle upierdliwego elementu - tak, tak, oczywiście chodzi o wiatr. Przepraszam, nie bądźmy zbyt uprzejmi dla tej cholery - paskudnego wiatrzyska!
Łatwo nie było, ale mus to mus. Pierwotnie chciałem zrobić prostą trasę w tę i z powrotem, przez Luboń i Mosinę do Będlewa, ale zapomniałem o planach i pojechałem kawałek dalej, robiąc standardowe "kondomowe" kółeczko przez Stęszew i Komorniki. Chyba miałem jakiegoś nieuświadomionego czuja, o czym później.
Najpierw jednak krótko o wybitnie polskiej naleciałości, czyli braku mózgu użytkowników czterech kółek. Żadne słowa nie powiedzą tego, co opisze obraz, więc proszę:
Zastanawiające, że pewnie jakbym ja olał widoczną na fotce DDR-kę to znalazłby się pewnie od razu jakiś zagubiony patrol i wlepiłby mi mandat. A czy są jakieś kary za ustanowienie ścieżki nieprzejezdną? Pewnie nie, choć już wyobrażam sobie tłumaczenie - "bo przecież było jeszcze miejsce!" :) Skończyło się na tym, że zawołałem jednego z widocznych na zdjęciu robotników, wytłumaczyłem co oznacza niebieski znak z narysowanym rowerem, po kilku sekundach dostrzegłem w oczach coś na kształt zrozumienia, usłyszałem "ok" i pojechałem dalej. Czy coś z tym zrobili - nie mam pojęcia. Choć chyba znam odpowiedź...
A gdy sobie tak jechałem i jechałem, najpierw walcząc z mega silnym powiewem w ryj, a potem z boku, na wysokości Witobla (Witobela?) standardowo pozdrowiłem się z mijanymi z naprzeciwka rowerzystami. I już bym kręcił dalej, gdy nagle nastąpiła z obydwu (a w sumie oby-tru) akcja-reakcja. Przecież my się chyba znamy? :)
A skąd? Ano wirtualnie - z BS. Po zmasakrowaniu klocków hamulcowych i nawrocie witałem się i poznawałem chwilę później StarsząPanią oraz Jurka, jadących... (a, nie będę zdradzał, coby zabawy nie psuć. W każdym razie wyraziłem niemy podziw dla planów przy takiej wichurze). Po krótkim gadu-gadu, m.in. o zawartości lodówki, sorrrry, sakw Starszej (szpinak, makaron + kuchenka i grill - choć co do tych dwu ostatnich pewności nie mam) i mitycznego wyścigowego roweru Jurka na kołach 26" cyknięta została pamiątkowa fota z poziomu jurkowej szosy jurkowym telefonem (miałem chyba najmniej profesjonalny strój w historii, o wszystkich możliwych i wykluczających się barwach). Pożegnaliśmy się i rozjechaliśmy. Miło się było poznać, drodzy Państwo. Dzięki za sympatyczne spotkanie :)
Wracając musiałem lekko przyspieszyć, bo czas przed pracą naglił. O dziwo po wmordewindowej masakrze były chwile, gdy wiało też w plecki, dzięki czemu udało mi się dwukrotnie przekroczyć sześć dych na liczniku. Praktycznie na płaskim. Milusio. Za wiele w finalnej średniej nie pomogło, ale poczułem, że żyję.
- DST 52.30km
- Czas 01:47
- VAVG 29.33km/h
- VMAX 53.20km/h
- Temperatura 3.0°C
- Podjazdy 162m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Szosa - wersja (prawie) virgin
Piątek, 29 stycznia 2016 · dodano: 29.01.2016 | Komentarze 34
W końcu nadeszło błogosławieństwo pogodowe i można było wziąć dziś szosę na prawie dziewiczą przejażdżkę w 2016 roku, większą niż jeden jedyny dotychczasowy trzydziestopięciokilometrowy glut do serwisu i z powrotem. Z czego skrzętnie skorzystałem, choć lekko się zszokowałem po wyruszeniu, bo przy wczorajszych prawie dziesięciu stopniach marne plus dwa na starcie niespecjalnie były pozytywem. Łagodnie rzecz ujmując.
Wiało delikatnie słabiej niż wczoraj, co oznaczało, że wiało mega. Ruszyłem na południowy zachód, w kierunku Stęszewa i pierwotnie w planach miałem kółko powrotne stałą trasą przez Mosinę, ale po smsie od Żony, że podobno na tym odcinku jest lodowisko (info ze strony epoznan.pl, ile w tym było prawdy - nie sprawdziłem) skorygowałem kierunek i kontynuowałem jazdę "piątką" przez Zamysłowo i na wysokości parkingu przy Srocku Małym (uwielbiam tę nazwę) zawróciłem. W uszach miałem motywatora, bo akurat w TOK FM leciało na żywo expose mojego ulubionego ministra Waszczykowskiego i spodziewałem się czegoś nowego w temacie pałowania cyklistów i zagładzania wegetarian, ale się zawiodłem, bo był tylko Smoleńsk. Kicha :)
Finalnie trip uważam za udany, choć średnia jeszcze nie taka, jaka być powinna. Jako stary wyjadacz sprytnie ominąłem obwodnicę Stęszewa, coby nie połamać sobie kół na tamtejszej kostkowej DDR-ce. Zadowolony dotarłem do Zamysłowa, przez który jadąc nagle wyskoczył mi taki niebieski wypierdek. Ok, wcześniej znaku nie było, podjazdu w tym miejscu prócz krawężnika również... I co w takiej sytuacji można zrobić? Odpowiedź jest prosta: stanąć, cyknąć fotkę na BS i... olać ścieżkę jadąc drogą. Co niniejszym z przyjemnością wykonałem :)
- DST 51.00km
- Czas 02:01
- VAVG 25.29km/h
- VMAX 52.00km/h
- Temperatura 8.0°C
- Podjazdy 180m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Rzeź
Czwartek, 28 stycznia 2016 · dodano: 28.01.2016 | Komentarze 5
Kto rano wstaje ten leje jak z cebra. Jest takie przysłowie. A może i nie? :) W każdym razie ja wstałem rano, ale nie tak wcześnie jak zamierzałem i dostałem za swoje. Ja nie lałem, ale za to mnie zlało.
Gdy przed dziewiątą spoglądałem za okno chmury wydawały się solidne, ale niespecjalnie groźne. Wydawały się. Przezornie jednak mimo suchych dróg nie wybrałem szosy, co było najlepszą decyzją dzisiejszego dnia. Po pierwsze - ciężkość crossa dawało mi kilka punktów więcej w kategorii "nie zostać zwianym", co przy dzisiejszych warunkach pogodowych wcale skomplikowane nie było. Po drugie - z tyłu miałem błotniki, ten najgenialniejszy z genialnych wynalazków.
Ruszyłem na zachód (trasa przez Plewiska, Palędzie, Dopiewo, Trzcielin, Szreniawę, Komorniki oraz Luboń) i początkowo myślałem, że uda mi się przejechać suchą stopą. Gdzie tam. Na dziesiątym kilometrze niebo się rozstąpiło i się zaczęło. W parę sekund z małego opadu zrobiła się ulewa, a z ulewy - megaulewa. Miałem dwa wyjścia - jechać do przodu i zmoknąć albo zawrócić i zmoknąć. Jako że w drugim przypadku nie zrobiłbym nawet 30 kilosowego gluta, postanowiłem zacisnąć zęby i kręcić dalej. Co nie było łatwe, bo wichura zatrzymywała mnie praktycznie w miejscu. Nawet gdy (a jednak!) się kilkanaście minut później rozpogodziło, podmuchy nie odpuściły, a wręcz się wzmogły. Przykładowo za Dopiewem, gdzie na wiadukcie zazwyczaj się rozpędzam do prawie pięciu dych dziś prychając udało mi się wywalczyć zacne... 23,5 km/h. A co najgorsze - po nawrocie było tylko ciut lepiej, bo oczywiście kierunek zmienił się na boczny.
Finalnie - zostałem zmasakrowany, o średniej nawet nie chcę myśleć, czułem się jak tłusty prosiaczek po wizycie w rzeźni, ale za to niech nikt mi nie mówi, że się poddałem. Ewentualnie można powiedzieć, że mam problemy umysłowe. O :)
- DST 35.28km
- Czas 01:13
- VAVG 29.00km/h
- VMAX 44.20km/h
- Temperatura 8.0°C
- Podjazdy 104m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
"Wolna" środa: Misja II (serwis)
Środa, 27 stycznia 2016 · dodano: 27.01.2016 | Komentarze 14
Jakieś pół godziny po misji pierwszej rozpocząłem misję drugą. Tym razem polegała ona na zmotywowaniu się i wymianie napędu w szosie. Temat ugadałem jeszcze pod koniec ubiegłego roku z chłopakami z rowerowego w Mosinie, przyjechały części, tylko pogoda się skisiła. Wybierałem się wiec jak sójka za morze i dotrzeć nie mogłem. Do dziś - bowiem w drugiej połowie dnia aura się wyklarowała i można było zaryzykować jeszcze jeden kurs.
Po raz pierwszy w 2016 zaprzęgłem więc szosę, z lekką obawą czy pamiętam jak się nią jeździ. To pamiętałem, ale zapomniałem w jakim jest stanie. Kilka przeskoków łańcucha i już mi pamięć wróciła :) Tym bardziej poczułem się zmotywowany i wolno około czternastej dotarłem do sklepu. Tam ruszyła maszyna - do wymiany były blaty, kaseta, łańcuch, kółka od przerzutek, jedna z linek. Roboty od cholery. No i chłopaki na cztery ręce wyrobili się w półtorej godziny, mając kilka przerw na szanownych klientów, którym w związku z nagłym ociepleniem przypomniało się co to są dwa kółka. Tym samym stałem się świadkiem tego, z czym muszą borykać się sprzedawcy/serwisanci w rowerowym i niniejszym jestem w stanie potwierdzić każde ze słów pisanych tak często w tym temacie przez Księgowego.
I tak: wparowała nagle paniusia z synkiem, on na pełnych dwudziestu calach, ona na jakiejś "dumie marketu" w kolorze czarny róż. "Panowie, ratujcie, coś mi słabo działa tylny hamulec...". Łaskawie pozwoliłem połowie obsady zająć się tą tragedią, pani ruszyła do Tesco, a tymczasem spojrzeliśmy na stan sprzętu. Linka - pęknięta. Koła - scentrowane. Klocki - po wyjęciu można się było nimi golić. Ładne mi "słabo działa" :) Potem rozdzwonił się telefon, jakiś klient pytał o konkretne parametry jakiegoś roweru, model i takie tam. Słuchałem jednym uchem, ale kwintesencja była taka, że zaraz przyjdzie. Kilkanaście minut później pojawił się - kolejny z dzieckiem - tatuś napakowany teorią. Bo to dla synka sprawdzane były te wszystkie parametry. Szczegół, że ten ledwo wsiadał na siodełko, ale musiał mieć amora najwyższej klasy. Pan obejrzał, pomarudził, krytycznie stwierdził, że "jak tu była ostatnio żona to mówiła, że ten rower jest zielony, a ja tu widzę, że przeważa czerń" i pożegnał się informując, że oni to muszą jeszcze przemyśleć. Oczywiście przez całą wizytę latorośl, przyszły ujeżdżacz, nie miał nic do powiedzenia w temacie :) Trzecia - i ostatnia - wizyta to była już prawdziwa pielgrzymka, oczywiście znów po sprzęt dla kolejnego kurdupla. Dziadek, babcia, ojciec, mama, syn (choć dowodów nie sprawdzałem, więc mogę się mylić). Babcia nadawała: "A jakie panowie tu mają błotniki?". "No różne, zależy od modelu". "Aha". "Ale za ile?". "No od takiej do takiej". "Aha". "A światełka, oświetlenie jakieś?". "No mamy - tu jest cała półka, jak państwo wybiorą już rower to coś dobierzemy". "Aha". Dziadek w międzyczasie penetrował kawałek sklepu z karbonem zadając miliard pytań, mamusia ogarniała kolory rękawiczek. Kolejny synek milczał. W końcu wyszli, oczywiście niczego nie kupując.
Całość mojego krótkiego pobytu najlepiej podsumował kurdupel (ten pierwszy, od pani z hamulcami): "mamo, śtlaśne łatwe jeśt śpsiedawanie jowejów - dajesz jowej i dostajesz pieniążki". Taaaaaa... :)
Finalnie - serwis w wersji ekspres poszedł sprawnie, za naprawdę niewielkie pieniądze, tym bardziej biorąc pod uwagę stan mojej szosy. Dzięki chłopaki - jak zwykle profeska! Wracałem już na sprawnym sprzęcie, co prawda nie nadrobiłem czasowo średniej z dojazdu, ale jakże przyjemne było kręcenie bez sprzętowego stresu!
Tym samym pyknęło mi dziś 87 kilometrów. Kusiło dobić do stówy, ale już nie było kiedy, bo zaczynało robić się szaro. Jutro niby ma znów padać, się zobaczy.
- DST 52.00km
- Czas 01:54
- VAVG 27.37km/h
- VMAX 54.40km/h
- Temperatura 7.0°C
- Podjazdy 249m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
"Wolna" środa: Misja I (lapek)
Środa, 27 stycznia 2016 · dodano: 27.01.2016 | Komentarze 6
Moje wolne dni wyglądają ostatnio w ten sposób, że spędzam poza domem więcej czasu niż gdybym siedział te osiem godzin w robocie. Zawsze jest coś do zrobienia, załatwienia, naprawienia, zapłacenia, kupienia i jeszcze innych "-nia". Czasem się zastanawiam czy nie dałoby się podzielić sekund na jeszcze mniejsze cząsteczki.
Pierwotnie dzień dzisiejszy miał być luźny i leniwy, a przynajmniej na taki zapowiadał się kilka dni temu. Niestety - w weekend wydarzył się mały wypadek i Żonie udało się zalać swojego laptopa. O dziwo póki co działa, ale kilka klawiszy odmówiło posłuszeństwa, stąd pomysł na wymianę klawiatury. Klikanie na Alledrogo pozwoliło mi wyszukać sklep z Poznania, który ma odbiór osobisty, więc ominąłem w/w portal i bezpośrednio przez telefon ugadałem, że odbiorę zamiennik właśnie w środę. Wszystko fajnie, ale był tylko jeden szkopuł - sklep znajduje się na Starołęckiej, Tak, tej mojej "ukochanej" Starołęckiej. Tej, właśnie tej :) Żeby było jeszcze fajniej to w punkcie będącym na wysokości 2/3 jej długości, zaraz przed A-2. No cóż, przeanalizowałem sobie wszelkie "za" oraz "przeciw" i podjąłem wyzwanie.
Było to o tyle łatwiejsze, że od rana jeszcze padało i mżyło, więc kurs szosą znów odpadał. Crossem jakoś łatwiej pokonuje się polskie abstrakcje, więc jak już się wyspałem to właśnie nim ruszyłem, tak planując trasę, żeby wracając mieć odpowiedni azymut. Realnie wyszła z tego droga w tę i we wte - Starołęka (dziś do standrdowych korków doszły jeszcze korki związane z wymianą asfaltu), Czapury, Wiórek, Rogalinek, Mosina (która będzie jeszcze dziś wspomniana, ale później, przy Misji II), gdzie wtoczyłem się po raz pierwszy w tym roku ślimaczym tempem na Osową Górę i wróciłem. Odnalazłem sklep, co super intuicyjne nie było, i w miłej atmosferze odziany jak jakieś dziwadło w kask i strój rowerowy odebrałem klawiaturę. Samo miejsce polecam, zdecydowanie, sprawnie wszystko poszło, co do serwisu to nie mam czego ocenić, bo próbę przywrócenia lapka do pełni używalności podejmie jutro kumpel.
Mokro, wietrznie, ale ciepło. Fajnie było. Tak oto skompletowałem jedną z misji. Druga była przeze mną. Opiszę ją trochę później.
- DST 52.25km
- Czas 01:54
- VAVG 27.50km/h
- VMAX 51.70km/h
- Temperatura 7.0°C
- Podjazdy 141m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Frühling - noch einmal :)
Wtorek, 26 stycznia 2016 · dodano: 26.01.2016 | Komentarze 5
Siedem stopni! Taki komunikat wyświetlił mi się na mijanej dziś tablicy pokazującej temperaturę. Nie pamiętam kiedy ostatnio widziałem taką wartość. Albo inaczej - pamiętam kiedy widziałem, tyle że na minusie :) Żeby jednak nie było za fajnie to prócz wszechobecnej mokrości na drogach (ale na szczęście już bez deszczu w wersji active) dostaliśmy w pakiecie znów silny wiatr. Miodzio. A że przy okazji takich zmian aury można nie tylko ześwirować, ale również się rozchorować to już inna sprawa (coś mnie faktycznie boli gardło).
Cieszy mnie, ze znów po dwóch dniach chomikowania (niedziela - 33 km, średnia 32,5 km/h; poniedziałek - 33 km, średnia 32,7 km/h) udało mi się łyknąć troszkę świeżego powietrza. Nawet więcej niż troszkę, bo wiatrzysko przez połowę jazdy nieźle mnie wymęczyło. Kręciłem dzielnie crossem, który powoli staje się moim rowerem podstawowym, bo na szosie jeszcze nie siedziałem w tym roku ani razu.
Historii żadnej dziś nie będzie, nie będzie też żadnego nawiązania do polityki, Ot, taki nietypowy wpis :)






