Info
Suma podjazdów to 785004 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Maj11 - 16
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 52.55km
- Czas 01:44
- VAVG 30.32km/h
- VMAX 48.70km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 124m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Zielono mi!
Środa, 23 września 2015 · dodano: 23.09.2015 | Komentarze 5
Nie, nie paliłem niczego przed wyjazdem, spokojnie :)
Podobno zaczęła się dziś jesień, moja ulubiona pora roku. Jak dla mnie wrześnie i październiki mogą być przez cały rok, a wszystkie inne miesiące można skasować albo dać wilkom na pożarcie. Z zakazem wydalania. Liście walczą ze sobą kolorami, robią się przepiękne mozaiki w prześwitach, a lasy prezentują się przepięknie. Szkoda, że będzie to trwało tak krótko...
Zrobiłem dziś pętelkę na południe od WPN - najpierw przez Puszczykowo do Mosiny, tam skręciłem na Sowiniec, zrobiłem leśne kółeczko z Baranowa do Żabna, skąd zakręciłem znów na Mosinę (tym razem zamiast telepać się na rozpoczętym i zapomnianym dla służb remontowych torowisku zafundowałem sobie objazd) i znów przez Puszczykowo do domu. Niespiesznie, delektując się widokami i zielenią, delikatnie już zupełnie zieleni nieprzypominającej. Żałowałem tylko, że nie miałem przy sobie porządnego aparatu. Choć może i dobrze, bo bym się za często zatrzymywał, a nie robił zdjęć w pędzie :)


- DST 53.50km
- Czas 01:45
- VAVG 30.57km/h
- VMAX 50.70km/h
- Temperatura 14.0°C
- Podjazdy 137m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Dzień bez Dnia Bez Samochodu
Wtorek, 22 września 2015 · dodano: 22.09.2015 | Komentarze 8
Wczoraj w mediach z hukiem ogłaszano dzisiejszy dzionek jako Dzień Bez Samochodu. Na podstawie samego dowodu rejestracyjnego można było jeździć sobie po calutkim Poznaniu za free, wzdłuż i wszerz, wszystkim co jest uznawane za komunikację miejską.
Morda mi się cieszyła na wizję puściutkich dróg, zerowego ruchu i idealnych warunków dla rowerzystów. Oczywiście zrzedła mi mina chwilę po wyściubieniu nosa i prawego ucha za drzwi. Mega korek na wahadle na Dębcu mnie nie zdziwił, ale ten kilometr dalej na Dolnej Wildzie już trochę. A potem?
A potem wyglądało to już tak. Na Hetmańskiej:
Na Starołęckiej:
I te pe, i te de. Przepiękny Dzień Bez Samochodu, prawda? :)
Na szczęście poza miastem było już sympatyczniej. Dokręciłem do Czapur, Daszewic, Borówca, zrobiłem sobie pętelkę pod S-11 i w Robakowie zakręciłem, wracając własnymi śladami. Jechało się fajnie, tym bardziej, że ta nowo odkryta trasa ma tylko kilka fragmentów z gorszym asfaltem, a poza tym - jak po maśle. A nawet udało mi się zaliczyć całkiem fajne Babki. Oczywiście chodzi o nadleśnictwo oraz miejscowość, coby nie było :)
Do domu znów w wybitnie "bezsamochodowych" korkach. Święto pełną gębą :)
I na koniec ciekawostka. Portal www.koscian.net jakimś cudem znalazł mój ostatni filmik sprzed kilku dni i umieścił go na swojej stronie jako główny news (LINK). Miło mi się zrobiło, choć stało się to zupełnie bez mojej wiedzy, a ja byłem w szoku, gdy zobaczyłem, że moja amatorszczyzna, która do dziś rana była obejrzana przez jakieś sto osób, na tę chwilę w ciągu kilku godzin ma już grubo ponad tysiąc odsłon. Zrobiła się przy okazji na portalu mała afera i dorobiłem się swoich hejterów. Koszt "sławy" :) Czuję się jak celebryta :)
- DST 51.50km
- Czas 01:43
- VAVG 30.00km/h
- VMAX 46.50km/h
- Temperatura 13.0°C
- Podjazdy 115m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Cebularz
Poniedziałek, 21 września 2015 · dodano: 21.09.2015 | Komentarze 6
Ale fajnie zimny był dzisiejszy poranek! Lekko ponad dycha na termometrze, więc trzeba było ubrać grubsze ciuchy, znów zachmurzone niebo... No nie mogę się nachwalić :) A że do pracy dziś wcześniej niż zazwyczaj to miałem przywilej podziwiać go w całej okazałości. Wiatr oczywiście mocny, zachodni, więc znacznie spowalniał, ale ze słusznego kierunku.
Pojechałem przez Plewiska i Palędzie do Dopiewa, potem Trzcielin i nawrót przez Komorniki oraz Wiry. Jak to w poniedziałek ruch koszmarnie duży, podobnie jak korki, ale w końcu po to ma się przywilej wyprzedzania na legalu pojazdów z prawej strony, żeby z niego korzystać. I obserwować smętne miny w środku blach. Średnia wyszła mi na styku przyzwoitości, ale narzekać nie mam zamiaru.
Gdyby ktoś chciał sobie zafundować cebulkę Marii Kaczyńskiej lub JP II to służę lokalizacją. Jak widać towar gorący i świeżutki :)
- DST 52.40km
- Czas 01:43
- VAVG 30.52km/h
- VMAX 51.50km/h
- Temperatura 16.0°C
- Podjazdy 133m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Yes(ień)!
Niedziela, 20 września 2015 · dodano: 20.09.2015 | Komentarze 2
No. I taką jesień to ja rozumiem! W nocy deszcz, nad ranem już sucho, ale rześko, chmury przykrywają słońce... Genialna pogoda na kręcenie. Jedynie wiatr, zgodnie z nową świecką tradycją, usilnie starał się odczepić mi daszek od kasku. Na szczęście tylko przez 2/3 dystansu, a nie przez cały :)
Trasę dziś obrałem na Dopiewo, ale zaczynając od strony Lubonia, żeby ominąć wahadła i torowisko na Dębcu. Okazało się jednak, że przejazd obok czegokolwiek co zajmuje się handlem zbytkiem (Factory Outlet) w niedzielny poranek nie jest najmądrzejszym pomysłem, bo koło targowiska próżności samochód na samochodzie. Potem jednak, im dalej od galerii i kościołów było już sympatyczniej, a przede wszystkim bardziej pusto. Za Dopiewem skręciłem na Więckowice i wróciłem "bukową" trasą nr 307, zakręcając się w Wysogotowie.
Jesieni trwaj!
- DST 52.40km
- Czas 01:41
- VAVG 31.13km/h
- VMAX 52.50km/h
- Temperatura 19.0°C
- Podjazdy 231m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Szorty
Sobota, 19 września 2015 · dodano: 19.09.2015 | Komentarze 10
Pierwszy regularny dzień w robocie na "swoim" i już mam dość. Zapieprz taki, że nie ma jak Bikestatsa odpalić. Skandal :)
Ale dla chcącego... Tak więc na szybko krótka relacja z dziś - standardowe pięć dych z małym plusem, na trasie "kondomowej", tylko że tym razem od strony Mosiny, potem Dymaczewo, Stęszew i powrót przez Komorniki. Znów jechało się fajnie, choć już solo, znów można było lekko dokręcić. Wrzesień zdecydowanie baaaaardzo mi się podoba, w przeciwieństwie do sierpnia, który wymazałem ze swej dobrej, acz krótkiej pamięci.
Kręcąc miałem dziś, na zaledwie 50 kilometrach, wątpliwą przyjemność omijania padłych: dwóch kotów. borsuka, wiewiórki oraz sójki. Puszkowcy nocą nie próżnowali...
- DST 51.00km
- Czas 01:37
- VAVG 31.55km/h
- VMAX 60.40km/h
- Temperatura 19.0°C
- Podjazdy 132m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
W towarzystwie + filmik
Piątek, 18 września 2015 · dodano: 18.09.2015 | Komentarze 9
W nocy nad Poznań z kurtuazyjną wizytą zawitały opady i wichura, nad ranem na szczęście było już spokojniej, można więc było ruszyć na podbój kolejnych pięciu dyszek. Mocniejszy wiatr jeszcze się utrzymywał, ale wskazywał mój ukochany, czyli zachodni kierunek, co oznaczało jeden, największy plus - dziś nie będę jechał Starołęcką. Hura :)
Trasę wybrałem znaną i lubianą (przeze mnie) - czyli przez Wiry, Komorniki, Trzcielin, Dopiewo, Palędzie i Plewiska. Kręciłem sobie w miarę spokojnie do Chomęcic, przed którymi podczas wjazdu na górkę ujrzałem cień rowerzysty siedzącego mi na kole. A jak wiadomo nie ma lepszego motywatora, więc chcąc nie chcąc, wiatr nie wiatr, te trzy dychy plus trzeba było utrzymać. W końcu jednak mój cień zamienił się w realnego kolarza, który dawał zmiany i tak w sympatycznej atmosferze, raz cisnąc, raz zwalniając, żeby spokojnie pogadać, przejechaliśmy wspólnie praktycznie połowę mojego dystansu. Zaintrygowała mnie nazwa na stroju kolegi (Kwiatowe Team), która jak się okazało jest inicjatywą czterech szosowców mieszkających na osiedlu o tej nazwie. Fajna sprawa.
Za Gołuskami się pożegnaliśmy, każdy w swoją stronę, mi pozostał jeszcze do pokonania najgorszy kawałek, bo przez zakorkowane Plewiska i południe Poznania. Jako że byłem już w miarę rozgrzany to na kawałku zjazdu na Głogowskiej, w okolicach Szacht postanowiłem się spiąć i udało się wycisnąć Vmaxa lekko ponad 6 dych. A jechało mi się dziś naprawdę fajnie.
Z innej beczki - w końcu udało mi się obrobić filmik z mentalnej masakry, czyli sierpniowej wizyty w Kościanie (
link do wpisu). Sam opis nie pokazywał tego, co przeżyłem, więc w ramach ostrzeżenia zapraszam do wirtualnej jazdy po najgorszej rowerowo gminie w Wielkopolsce. A może i w Polsce?
- DST 53.20km
- Czas 01:46
- VAVG 30.11km/h
- VMAX 56.50km/h
- Temperatura 26.0°C
- Podjazdy 210m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
NNŻ :)
Czwartek, 17 września 2015 · dodano: 17.09.2015 | Komentarze 8
Tak sobie myślę i myślę na co bym mógł dziś ponarzekać. I kicha. Narzekam więc niniejszym na to, że nie mam na co narzekać, coby ze mnie wyssana z genami wielu pokoleń polskość nie wyparowała :)
No bo co. Pogoda ładna, ciepło, ale nie za gorąco. Wiatr wiał, ale nie tak mocno jak ostatnio. Słońce grzało, ale nie przypiekało. Nie usłyszałem ani razu upojnego dźwięku klaksonu. Stałem na światłach tak jak zwykle, ani więcej, ani mniej. Tego, że będę musiał pokonać przejazd kolejowy w Mosinie, nad którym miał być wiadukt, ale chyba ktoś się rozmyślił zaraz po rozryciu wszystkiego co możliwe i zrezygnował, po piachu i w tempie jednego pluja ("jeden pluj" = nawet gorzej niż na polskich ddr-kach) byłem świadomy, więc nie było się co pieklić. Po prostu jechałem, nie cisnąłem. Pełen relaks. I tak do Sulejewa i z powrotem.
Nuuuuuudy, panie, nudy! :)
- DST 52.50km
- Czas 01:45
- VAVG 30.00km/h
- VMAX 50.70km/h
- Temperatura 25.0°C
- Podjazdy 110m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Z eFką :)
Środa, 16 września 2015 · dodano: 16.09.2015 | Komentarze 4
Musiałem wstać wcześniej, bo... za moment lecę do pracy. Ale nie, nie, nie ma tak, ze remont się skończył już po trzech tygodniach. Nie wymagajmy za dużo :) Firma jednak chyba doszła do wniosku, że płacenie nam za siedzenie w domu średnio jej się kalkuluje (dziwne, he he) i zostaliśmy chwilowo (pewnie do czwartku-piątku) oddelegowani do innego oddziału jako mocna grupa wsparcia. No cóż, pozwiedzam sobie, tym bardziej, że oddział jest poza Poznaniem.
O przejeździe koło ósmej rano przez Starołęcką nie będę pisał. Bo nie... :) O samej trasie też nie za wiele - w tę i nazad przez Jaryszki, Tulce do Krzyżownik. Aha, oprócz jednego. Jeśli kiedykolwiek przeczyta ten wpis (płonne nadzieje) ktoś z firmy (aż sobie zanotowałem nazwę) Jar-Do, która jak sprawdziłem zajmuje się robieniem surówek to mam sugestię - kierowcy prowadzącego dostawczaka, który minął mnie dziś na wiadukcie za Żernikami o milimetry około godziny 8:45 proponuję wręczyć awans. Na przykład na stanowisko skrobacza kalarepy. Jeśli to dla niego nie jest zbyt skomplikowane, bo prowadzenie pojazdów mechanicznych na pewno.
W Krzesinach miałem darmowy pokaz możliwości pilota F-16, które nawet ciężko opisać. To co wyrabiał zachwyciło nie tylko mnie, bo gdy zatrzymałem się obejrzeć jego akrobacje to po chwili miałem towarzystwo trzech samochodów. Żałowałem tylko, że nie miałem porządnego aparatu. Za to uchwyciłem kawałek lotu pikującego...
...oraz muchę :) I jeśli ktokolwiek mi powie, że F-16 jest większe od tych owadów to sorry, FAKTY SĄ INNE!
- DST 57.30km
- Czas 01:56
- VAVG 29.64km/h
- VMAX 61.00km/h
- Temperatura 25.0°C
- Podjazdy 154m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Stałoobjazdówka
Wtorek, 15 września 2015 · dodano: 15.09.2015 | Komentarze 8
Dziś wiatr na cały jeden dzionek zmienił kierunek na zachodni i w końcu mogłem przypomnieć sobie jak wygląda moja stała, ulubiona trasa przez Wiry, Komorniki, Stęszew, Dymaczewo, Mosinę i Puszczykowo. Jestem spokojny, nic się nie zmieniło. Drzewa stoją , jeziora leżą (?), park narodowy parkuje, asfalt (jakikolwiek by był) jest na swoim miejscu. W Mosinie załatwiłem dwie rzeczy: po pierwsze obowiązkowo wjechałem na Osową Górę, a Strava pokazała mi, że pobiłem swój rekord. Z ciekawości spojrzałem o ile. Cała jedna sekunda. Nooo, jestem Bogiem ;) A po drugie wleciałem szybciutko do rowerowego i nabyłem klocki hamulcowe (szarpnąłem się na "lepsiejsze" Clarksa i teraz mogę szpanować. A w sumie będę mógł, bo jeszcze nie wymieniam) oraz smarowidło do łańcucha na sezon (w moim przypadku) jesień 2015-jesień 2017 :) No i dostałem gratis zagubioną gdzieś ostatnio sprężynkę do mocowania koła. Tak objuczony, "pro" pełną gębą (przynajmniej w kieszonkach od bluzy), pokonałem ostatni odcinek do domu.
Gdzie na ścieżce (!) w Łęczycy zagadałem się z innym kolarzem (jemu też wiało dziś wciąż w twarz, coś jest na rzeczy), co jak się okazało było zgubne dla mojej średniej, bo trzeba było zwalniać na mijankach itp. Pewnie podobnie jak i wybranie kursu na Osową. Niepocieszony miałem jeszcze nadzieję, że oszukam przeznaczenie i nadrobię jadąc tym "czymś" wzdłuż Dolnej Wildy, ale po kilku "nieomalże" saltach wykonanych na rozwalonych płytach chodnikowych odpuściłem kołom i się poddałem. Życie.
Dzisiaj miałem być w robocie, ale... nie jestem. Wczorajsze "wpadnij wieczorem, pomożemy ekipie dokończyć remont" skończyło się tym, że w domu wylądowałem o drugiej w nocy. Ja rozumiem, żeby ewentualnie w takich terminach pojawiać się bełkocząc "żżonno wrróciłłemmm, hep!", ale o tej porze lądować po pracy? Nie do pomyślenia. Fajne jest to, że było to moje pierwsze kilka godzin w tym miesiącu, a już są traktowane jako nadgodziny. Oczywiście ekipa się nie wyrobiła, elektryk zaspał, a jak się okazało 4/5 zespołu to Ukraińcy, z czego jeden mówił trochę po polsku, a reszcie kończą się niedługo wizy. Otwarcie może jutro. Jest wesoło :)
- DST 54.50km
- Czas 01:49
- VAVG 30.00km/h
- VMAX 50.70km/h
- Temperatura 24.0°C
- Podjazdy 257m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Cholerolandia
Poniedziałek, 14 września 2015 · dodano: 14.09.2015 | Komentarze 3
Jeśli wczoraj wiatr urywał zaledwie łeb, to dziś pokusił się nie tylko o pozbawienie mnie na żywca różnych części ciała, ale również roweru. Razem z kawałkami asfaltu. Przesuwało mnie w lewo, w prawo, do tyłu, tylko jakoś z tym "do przodu" mu nie szło. Do cholery, jak już tu musimy mieć drugą Holandię to choć niech do siły powiewów dorówna infrastruktura dla rowerzystów... :)
Ciężko było. Dawno się tak nie zmachałem na pięciu dychach. Tym bardziej, że znów zachciało mi się kombinować z trasą i po minięciu Starołęki, Czapur, Daszewic i Borówca wymyśliłem sobie, że pokręcę przez Gądki oraz Robakowo i wyjdzie mi standardowy dystans. Potwierdziło się jednak tylko, że z matmy byłem osioł i to mi zostało, przez co za karę zafundowałem sobie gratisowy skok w bok do Tulec, po którym wróciłem przez Jaryszki i znów Starołękę. Najpierw pod wiatr, a potem pod wiatr. I tym razem znów się przeliczyłem, bo wyszło o 4 kilosy za dużo :)
Z rzeczy mniej codziennych to: na Minikowie wyprzedziłem "L"-kę, bo ile się można było za nią męczyć? Ale w tym temacie pionierem nie jestem, więc się nie jaram. Za to spotkało mnie mega zdziwienie, gdy przed Hetmańską zatrzymał się i przepuścił mnie kierowca, kiedy chciałem skręcić w lewo. Kierowca! W samochodzie! Świat się kończy... ;)
P.S. Skończyło się dobre. Dziś późnym popołudniem idę na kilka godzin do roboty, a od jutra wraca "normalne", sztucznie wykreowane i samo się nakręcające korpożycie. Hura :/






