Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 240161.20 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.49 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 785004 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 34.20km
  • Czas 01:16
  • VAVG 27.00km/h
  • VMAX 36.40km/h
  • Temperatura 8.0°C
  • Podjazdy 116m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Glut klasyczny

Czwartek, 17 grudnia 2015 · dodano: 17.12.2015 | Komentarze 0

Jaka może być pogoda w dniu, który mam wolny? E tam, zagdaka za łatwa - no oczywiście, że deszczowa. Od rana padało, mżyło i kropiło. W dowolnej kolejności. Pierwotnie niespecjalnie się tym martwiłem, bo miałem swoje do odespania - przez głąba opisywanego ostatnio. Tajemne moce trzymały mnie w wygodnym łóżku aż do dziesiątej, inna sprawa że niespecjalnie im się opierałem :)

Pozałatwiałem kilka spraw. zerkając co jakiś czas za okno. Tam w końcu padać przestało - jak się okazało na godzinę. A jak się okazało? Na rowerze, a konkretnie crossie, bo nim ruszyłem na swojego dzisiejszego gluta. Standardowo obrałem kurs na Mosinę, gdzie zahaczyłem na chwilę o serwis, żeby pokazać swoją porwaną przez kosmitów zębatkę w kasecie. Ugadałem, że wpadnę któregoś dnia, i kasetę wyśle się do Shimano na reklamację. Muszę tylko znaleźć trochę czasu, bo przy okazji już najwyższa pora wymienić kółka od przerzutki i łańcuch. Może w styczniu?

Godzina bez opadu skończyła się dokładnie w momencie gdy zacząłem wracać. A że znów zapomniałem zamontować wycieraczek na okularach to głównie jechałem na czuja. Powolutku, ostrożnie, z ominięciem torowiskowej kumulacji na Armii Poznań w Luboniu - znów pojechałem przez centrum.

Patrząc na prognozę na najbliższe dni prawdopodobnie rowerowy katar mi nie grozi. Dzisiejszy glut był zapewne pojedynczy.




  • DST 51.10km
  • Czas 01:49
  • VAVG 28.13km/h
  • VMAX 45.90km/h
  • Temperatura 3.0°C
  • Podjazdy 73m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Noc z byczkiem Fernando

Środa, 16 grudnia 2015 · dodano: 16.12.2015 | Komentarze 8

Wczoraj padało, więc nie pokręciłem, ale za to się wyspałem. Dziś za to... padało, lekko bo lekko, więc pokręciłem, ale się nie wyspałem. Bynajmniej nie przez rower.

Na poznańskim Dębcu mieszkam przez 2/3 czasu mojej bytności w Poznaniu. Zawsze - wbrew obiegowej opinii - chwaliłem sobie tę lokalizację i spokojny klimat. Do czasu. Ten czas nadszedł niedawno, jakiś miesiąc temu, gdy dość młoda sąsiadka z góry sprowadziła sobie absztyfikanta o aparycji nie do końca rozwiniętego orangutana odzianego w dresy. Generalnie jest cisza, dopóki się chłopak nie napije, a wtedy nasza niewiasta ucieka przed nim do zaznajomionych sąsiadów piętro niżej, a pech chce, że to piętro niżej to też nasze piętro. Wczoraj przesadził. Około jedenastej wieczorem rozległo się klasyczne walenie w drzwi (nie nasze) oraz krzyki, a byczek zaczął wyżywać się również na ścianach. Wezwana została policja, co jak sądziliśmy miało załatwić sprawę. Taaa. Okazało się, że po wywleczeniu go za flaki... panowie z MO i nasz bohater się kojarzyli z.. meczów Lecha. Więc zamiast bęcków wypalono fajeczkę, agresor obiecał, że się uspokoi i sobie pojechali.

Spokojnie było jakąś godzinę. Około pierwszej w nocy na korytarzu zaczęły lecieć butelki oraz cięższe sprzęty, nie mówiąc już o sąsiadujących drzwiach. Tego już było za wiele - wykonałem dwa telefony w obrębie kilku minut na 112, tym razem informując, że poproszę poważnych ludzi, a nie ziomali-kiboli. I w końcu przyjechała grubsza ekipa (dwa radiowozy po dwóch chłopa), którym udało się wywlec naszego Fernando na zewnątrz i ładując go do karetki, bo rzucając butelkami biedactwo się pokaleczyło. Zagrożeni sąsiedzi posprzątali szkło, ale cały ten mezalians to niezłe pato. Dziś rano zresztą oficjalnie nas przeproszono za gnoja, który przyznać trzeba osobiście nam nie zagroził, co nie zmienia faktu, że należy mu się solidne klepanie w celu ustawienia szarych komórek we właściwych miejscach. Co z nim dalej - nie wiadomo, ale obawiam się, że to nie koniec. Jeśli takie przypadki będą się powtarzały to... hm, jestem po świeżej lekturze "Ojca chrzestnego".

Ten przydługi wstęp miał wyjaśnić czemu to, że w ogóle dziś wyjechałem było niemałym heroizmem. Nie dość, że zasnąłem o wpół do trzeciej nad ranem, to jeszcze mżyło, było dość ślisko i mokro. Zrobiłem kółeczko na wschód, przez Starołękę, Krzesiny, Gądki, Robakowo, Krzyżowniki, Tulce i znów Krzesiny. W półśnie, we mgle i z tempem rozdeptanego ślimaka.

A aktualnie zasypiam na siedząco.




  • DST 52.12km
  • Czas 01:46
  • VAVG 29.50km/h
  • VMAX 52.00km/h
  • Temperatura 2.0°C
  • Podjazdy 62m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Bez powodów

Poniedziałek, 14 grudnia 2015 · dodano: 14.12.2015 | Komentarze 4

Wczoraj z trzech paskudnych powodów (praca, deszcz i wichury) odpuściłem kręcenie, dziś z paskudztw została tylko robota, więc była okazja na kolejny element nadbudowy. Już nie padało, wiatr zdecydowanie odpuścił (choć miałem wrażenie, że wiał mi wciąż w pysk), na blacie całe dwa stopnie in plus - miodzio.

Pojechałem na zachód, robiąc kółeczko przez Wiry, Komorniki, Trzcielin, Dopiewo, Palędzie i Plewiska. Pedałowało mi się nawet sympatycznie, choć już od początku włączył mi się radar antysamochodowy, gdy na wahadle pod domem jakiś Peugeot usiadł mi na kole tak blisko, że myślałem, że ma zamiast policzyć nacięcia na mojej tylnej oponie. Puszkarzy w ogóle dziś jakby mózg opuścił, bo co chwilę ktoś mi się wcinał z podporządkowanej, ruszał z zatoczek bez włączania migaczy. o używaniu standardowych świateł nie wspominając. W związku z tym niespecjalnie mi było żal mistrza kierownicy, którego przed Luboniem nad A2 zatrzymali tajniacy w nieoznakowanym radiowozie. Ojej :)




  • DST 54.35km
  • Czas 01:54
  • VAVG 28.61km/h
  • VMAX 53.20km/h
  • Temperatura 5.0°C
  • Podjazdy 70m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Nadbudowa

Sobota, 12 grudnia 2015 · dodano: 12.12.2015 | Komentarze 7

Jako że swoje wykonałem już wczoraj, od dziś wszystko co na górkę jest, zgodnie z teorią Marksa i Engelsa, jedynie nadbudową. No to postaram się budować dalej tę rowerową strukturę klasową ile się da - a da się pewnie nie za wiele, bo od jutra ma padać.

Dziś około południa nie padało, za to jak zwykle wiało i masakrowało. I to godnie - połowa mojej dzisiejszej trasy to więc walka o utrzymanie w pionie, potem już lepiej, bo fragmentami nawet dostawałem podmuchy w plecy. Oczywiście zupełnie nieproporcjonalnie wobec tego ile dostawałem w ryj.

Pokręciłem przez Plewiska i Skórzewo do Dopiewa, tam skręciłem na Fiałkowo i Więckowice, z których dostałem się do domu przez Zakrzewo i Wysogotowo. Na trasie spotkałem trzech kolarzy, z którymi ze względów bezpieczeństwa pozdrowiliśmy się głównie kiwnięciami głową. Puszczanie kiery w takich warunkach zdecydowanie nie byłoby popierane przez Ministra Zdrowia. Jeśli chodzi o tego aktualnego to podobnie jak in vitro :)




  • DST 53.20km
  • Czas 01:50
  • VAVG 29.02km/h
  • VMAX 47.40km/h
  • Temperatura 1.0°C
  • Podjazdy 127m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

17 tysiaków :)

Piątek, 11 grudnia 2015 · dodano: 11.12.2015 | Komentarze 13

Tyle mi oficjalnie pyknęło w roku 2015. To prawdopodobnie (bo za czasów pacholęctwa nie prowadziłem statystyk) jest moje życiówka roczna, więc od dziś chodzę dumny jak paw, proszę mi tylko nie wtykać żadnych kolorowych farfocli czy piór w okolice czterech liter. Nie wyobrażam sobie, że w przyszłości mógłbym wykręcić więcej, chyba że ktoś mnie wyśle na dożywotnie bezrobocie z zasiłkiem w wysokości 5 tysięcy. Netto oczywiście. A póki co - jest to mój maks.

Taki dystansik nie osiąga się za darmo. Kosztował mnie on co najmniej jeden napęd (który dziś co chwilę przeskakując doprowadzał mnie do szewskiej pasji), parę opon, kilka szprych, nieliczoną ilość dętek w trzech dostępnych mi rowerach, nowe pedały oraz sporo smaru rowerowego. Podkreślony został dwoma (może tylko dwoma?) glebami, z czego jedna (może aż jedna?) zakończyła się skręceniem stawu skokowego i kontuzją. W sumie - chyba mimo wszystko na plus :)

Dzisiejsze uwieńczenie to powolne kręcenie do Żabna, przez Puszykowo i Mosinę, oraz powrót po swoich śladach. Zaliczyłem nawet mosińską ddr-kę, na której akurat trwało jakieś wysysanie czegoś z lasu, a że wąż temu służący przechodził przez tę ścieżkę to panowie robotnicy uczynnie nadepnęli na dwa jego kawałki i z gromkim "hop!" umożliwili mi w miarę komfortowy przejazd :) Zimno - rano zero stopni, potem jeden więcej.




  • DST 53.17km
  • Czas 01:50
  • VAVG 29.00km/h
  • VMAX 47.60km/h
  • Temperatura 4.0°C
  • Podjazdy 134m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

O ewolucji wstecznej

Czwartek, 10 grudnia 2015 · dodano: 10.12.2015 | Komentarze 8

Dziś nieskomplikowanie i treściwie: przez Puszczykowo i Mosinę do Dymaczewa, z którego skręciłem na Będlewo i wróciłem tą samą trasą. Ostrożnie, bo szosy po wczorajszych opadach jeszcze częściowo mokre, oraz lekko naokoło, żeby zapobiegawczo ominąć torowiska na Armii Poznań w Luboniu. To się udało, ale w zamian po raz kolejny zostałem ofiarą Panny Migotki, czyli moich ulubionych, nowych lubońskich świateł na Sobieskiego. Jak zauważyłem mieszkańcy już w sobie wykształcili umiejętność ich niezauważania, ja się jeszcze szkolę w tej tematyce ;) W Mosinie na chwilę zajrzałem do rowerowego, żeby pomierzyć blaty do przyszłościowej wymiany. Te przy korbie, żeby nie było - w tym roku remontu kuchni nie planuję,

Wczoraj komentując na BS wpis Dariusza vel Lipcia (o ten) obiecałem wkleić pewien niedawno podesłany mi link dotyczący sprawy istotnie nurtującej nasze społeczeństwo, czyli przejazdów kolejowych. Niniejszym spełniam obietnicę, a główny bohater filmiku zapewne miałby spore szanse na otrzymanie Nagrody Darwina, gdyby nie to, że podobno przeżył i o dziwo nic specjalnego mu się nie stało.




  • DST 53.00km
  • Czas 01:47
  • VAVG 29.72km/h
  • VMAX 52.00km/h
  • Temperatura 5.0°C
  • Podjazdy 122m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Umiarkowanie

Środa, 9 grudnia 2015 · dodano: 09.12.2015 | Komentarze 9

No to chyba wiosna się skończyła. Minusik. Za to jeszcze nie przyszła zima w pełni. Plusik. Jako że temperatura osiągnęła dziś wartość około piątki powyżej zera i nie padało to wynik finalny jak dla mnie jest wciąż dodatni i uznaję siebie za człowieka umiarkowanie zadowolonego z rowerowego życia.

Byłbym bardziej, gdyby nie zatrzymał mnie dziś w Komornikach mega ultra hiper korek. Albo krócej - standardowa, przeciętna sytuacja w tej miejscowości. Kosztowało mnie to dużo. Mentalnie. Bo twardo i dziarsko walczyłem o ostatnią w tym roku średnią w granicach trzech dych. No i do granicy doszedłem, ale niczym za kilka lat w Strefie Schengen - już jej nie przekroczyłem. W zamian za to przez ponad kilometr wdychałem smrody, spaliny, rtęć oraz zużyte drzewko-odświeżacz samochodu przede mną. Cóż, życie.

Trasa - Luboń, Wiry, Puszczykowo, Mosina, Dymaczewo, Stęszew. Komorniki (grr), Górczyn i Dębiec.




  • DST 52.10km
  • Czas 01:50
  • VAVG 28.42km/h
  • VMAX 45.50km/h
  • Temperatura 6.0°C
  • Podjazdy 139m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

P-nek

Wtorek, 8 grudnia 2015 · dodano: 08.12.2015 | Komentarze 14

Wyjechać musiałem dziś wcześniej (przed ósmą), gdy mgła osadzała szadź (cokolwiek to oznacza), a asfalty były jeszcze mokre. Oznaczało to zdecydowanie bardziej ostrożną jazdę niż zazwyczaj. I pokonywanie torowisk na wstecznym.

Wiatr zmienił się na południowo-wschodni, co dało mi okazję przywitania się z dawno niewidzianą ulicą Starołęcką. Aktualnie oprócz standardowych korków czekała tam na mnie blokująca ruch śmieciarka, wóz czyszczący Remondisu oraz kilka małych remontów, które od razu skojarzyły mi się z budowaniem nowych dziur wewnątrz aktywnego wulkanu. I mniej więcej tak wyglądało.

Pokręciłem trasą przez Czapury, Daszewice i Borówiec do Robakowa, gdzie wjechałem sobie w lasu i zafundowałem kawałek przełaju. Fajne to.

Wracałem swoimi śladami i poczułem się jak medium. Bo od wczoraj jeżdżę ddr-kami, co mi się w cieplejszych miesiącach niezwykle rzadko zdarza. I przez te dwa dni trzy razy mijała mnie policja dokładnie chwilę po tym, jak się na nich znajdowałem. Trzy stówy do przodu :)

Wczesnym rankiem mój mózg pracuje specyficznie. Dziś wygenerował takiego werbalnego, sucharowego mema:

- Jaka jest ulubiona pora dnia Kwaśniewskiego?

- Polanek.




  • DST 53.40km
  • Czas 01:50
  • VAVG 29.13km/h
  • VMAX 51.70km/h
  • Temperatura 10.0°C
  • Podjazdy 69m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Którędy na Dębiec?

Poniedziałek, 7 grudnia 2015 · dodano: 07.12.2015 | Komentarze 7

Zdecydowanie  podoba mi się tegojesienna wiosna. Co prawda podobno ma trwać już niestety niedługo, ale  co pokręcę w przyzwoitych warunkach to moje. Mogłoby wiać trochę słabiej (wystarczy zaledwie o jakieś 40 km/h mniej i będę w miarę happy), ale marudzić nie mam zamiaru.

Zrobiłem dziś skromne kółeczko przez Plewiska, Skórzewo, Dopiewo, Fiałkowo, Zakrzewo, Wysogotowo i Junikowo. Kręciłem ostrożnie, z lekką obawą o przeskakujący napęd, ale o dziwo solidne nasmarowanie dało rezultaty. Biję się z myślami czy na kolejne dni nie zamontować sobie pod siodłem podręcznego wiadra z łojem na wszelki wypadek :)

Jakieś dwa kilometry od domu, gdy zatrzymałem się na ddr-owych światłach pewien przechodzień zadał mi pytanie z gatunku tych, których spodziewałbym się w ostatniej kolejności. A brzmiało ono następująco: "przepraszam, którędy na Dębiec?". Brzmiało ono mniej więcej tak jakby zapytać o jakiś sprytny skrót na Mordor albo najbliższy dojazd do Czernobyla. W lekkim szoku wskazałem kierunek, rozglądając się jednocześnie za ukrytą kamerą. Takowej nie zauważyłem, za to zostałem chyba pierwszym w historii żyjącym kierunkowskazem do mojego ukochanego fyrtla, podmiotu lirycznego kilku memów. Przynajmniej mówiącym w języku polskim, bo za te bardziej południowe dialekty głowy nie dam :)





  • DST 51.88km
  • Czas 01:49
  • VAVG 28.56km/h
  • VMAX 54.80km/h
  • Temperatura 10.0°C
  • Podjazdy 62m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

W samo południe

Niedziela, 6 grudnia 2015 · dodano: 06.12.2015 | Komentarze 4

Ruszyłem dziś - pełne szaleństwo - dokładnie o godzinie dwunastej. No, może kilkanaście sekund później. Na takie czasowe burżujstwo mogłem sobie pozwolić z okazji wolnej niedzieli, którą wyjątkowo zamiast zacząć od zrywania się z łóżka skoro świt zainaugurowałem pyszną, kaloryczną jajeczniczką created by Żona :)

Minus lenistwa był jeden - z minuty na minutę wzmagał się wiatr, we wczesnych godzinach jeszcze umiarkowany, a w momencie gdy startowałem już urywający łeb. Co zrobić - trzeba było kręcić. Zrobiłem kółeczko przez Wiry, Komorniki, Szreniawę, Trzcielin, Dopiewo, Palędzie, Gołuski i Plewiska. Wymęczony zostałem strasznie - dość powiedzieć, że w połowie trasy moja średnia wyniosła równiutkie 25,3 km/h. I spadała. Pocieszeniem było tylko to, że w perspektywie miałem nadzieję na wiaterek w plecy (taaaaaaaa...) oraz widok tak samo jak ja męczących się, spotkanych na trasie rowerzystów. Jako Polak mam to we krwi :)

Takie wiatrzysko to ewidentnie sprawa Szatana. A jak wiadomo kiłę najlepiej jest leczyć rzeżączką, więc zapodałem sobie na empetrójce solidną dawkę satanistycznego tekkno (zwanego fachowo dark electro), czyli nową płytę Alien Vampires. Jakoś poszło. A że Endomondo, które w nowym telefonie pokazuje kosmiczne wartości jeśli chodzi o wysokość pokazało przewyższenie dokładnie 666 metrów to przypadek? NIE SĄDZĘ :)