Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 240161.20 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.49 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 785004 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 53.50km
  • Czas 01:49
  • VAVG 29.45km/h
  • VMAX 47.20km/h
  • Temperatura 4.0°C
  • Podjazdy 68m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pożegnanie z szosą

Poniedziałek, 28 grudnia 2015 · dodano: 28.12.2015 | Komentarze 2

Niczym pożegnanie z bronią. Przynajmniej na końcówkę tego, jak i początek kolejnego roku. Dziś po pracy ruszamy w "moje" góry, pogoda podobno ma być, ale nie mam pewności w jakim stanie jest moje zombie-mtb, bo podmyta została piwnica, gdzie stacjonował od kilku miesięcy. W najgorszym wypadku przepękam ten okres na amatorskim chomiku. Oby nie.

Dziś już znacznie chłodniej, wiaterek wciąż upierdliwy, ale do wytrzymania. Pojechałem na zachód, przez Plewiska, Dopiewo i Fiałkowo do Więckowic, skąd wróciłem 307-ką, zahaczając o Wysogotowo. Spokojnie, ciesząc się ostatnim w tym roku kręceniem, przynajmniej tym ciut szybszym niż emeryckim.

Kierowcom znudziło się celebrowanie świątecznej atmosfery. Wrócił standard - wpieprzanie się przy wjeździe z podporządkowanych, wymijanie o milimetry i moje ukochane klaksony. A skoro oni mi to ja.... :)




  • DST 51.71km
  • Czas 01:47
  • VAVG 29.00km/h
  • VMAX 50.90km/h
  • Temperatura 6.0°C
  • Podjazdy 69m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Koniec dobrego

Niedziela, 27 grudnia 2015 · dodano: 27.12.2015 | Komentarze 4

Skończyło się dobre. Dwa dni lenistwa i znów trzeba się było pojawić w robocie (gdzie aktualnie masakruje mnie czynnik ludzki po dwóch dniach niemożności załatwiania Niezwykle Ważnych Spraw). Nie dość, że to absurdem jest bywanie w pracy w niedzielę (czasem się jednak poświęcam), to uskutecznianie tego po dwóch dniach świątecznych powinno być ustawowo zakazane.

Jedynym plusem jest motywacja do wcześniejszego wstania, bo dziś już (ciężko bo ciężko, ale jednak) pierwsze przekręcenie korbą uskuteczniłem już po ósmej rano. Pięknie wschodziło słońce, na drogach było sucho, a przede wszystkim dość pusto. Wiatr trochę odpuścił, więc mogłem pokonać stałą trasę przez Plewiska, Dopiewo, Trzcielin, Komorniki, Wiry oraz Luboń w pozycji w miarę stabilnej. Choć bez przesady :)

No cóż, czas wracać do spraw Bez Których Nie Można Się Obejść. Jeszcze tylko kilka godzin. Ratunku!!! :)




  • DST 57.00km
  • Czas 02:02
  • VAVG 28.03km/h
  • VMAX 58.10km/h
  • Temperatura 11.0°C
  • Podjazdy 154m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wiałooooooooooooo!

Sobota, 26 grudnia 2015 · dodano: 26.12.2015 | Komentarze 4

Napisałem wczoraj, że mocno wiało. To prawda. Szukam słów, które w takim razie opiszą to, co robił wiatr ze mną dzisiaj. Kilka co prawda mam, ale nie za bardzo nadają się do umieszczenia na tym blogu. Dość rzec, że były momenty, gdy na wolnej przestrzeni bez mojej woli zostawałem przesunięty jak niesforny szczeniak w tę albo drugą stronę, a także takie, podczas których mając powiew prosto w pysk maksymalnym wysiłkiem potrafiłem rozpędzić się z górki do prędkości 25 km/h. I nic więcej. Lekka makabreska.

Całą trasę przez Luboń, Wiry, Komorniki, Stęszew, Mosinę i Puszczykowo przejechałem maksymalnie skupiony, bo wywinąć kozła na suchej nawierzchni to delikatna wiocha. Walczyłem o życie, a w uszach miałem dobrego motywatora - bohatera powieści Mario Puzo, który mszcząc się na swoich hitlerowskich oprawcach eliminuje jednego po drugim. Czułem się jak jeden z nich :)

Dziwiłem się, że mimo wolnego czasu nie spotkałem przez większość trasy żadnego rowerzysty. Zagadka się wyjaśniła w Mosinie, w której zachciało mi się wjechać na Osową. A tam kumulacja - ktoś wyjeżdżał z lasu, ktoś z podjazdu od strony Puszczykowa, ktoś majaczył na horyzoncie... Może jakieś rowerowe kolonie czy coś? W każdym razie swoje zrobiłem, wjechałem, zjechałem (ciekawe wrażenie przy bocznym wietrze) i potem znów bajkerów wymiotło.

Święta się kończą, jutro do roboty... Eh. Mając trochę czasu na przejrzenie internetów wyszukałem i zadowoliłem swe oczodoły amatorskim filmikiem o Poznaniu. Ciekawy? Zachęca? Bo dla mnie zdecydowanie na plus.




  • DST 52.40km
  • Czas 01:48
  • VAVG 29.11km/h
  • VMAX 50.90km/h
  • Temperatura 9.0°C
  • Podjazdy 62m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Z założenia leniwie

Piątek, 25 grudnia 2015 · dodano: 25.12.2015 | Komentarze 0

Na takie właśnie lenistwo czekałem. Można się wyspać, jest czas na zjedzenie śniadania przed wyjściem na rower (na rower! W grudniu!!), wypić kawkę, a nawet zastanowić się czy warto w ogóle ruszać nos za drzwi...

No dobra, z tym ostatnim oczywiście żartowałem :)

Jak już się odleniwiłem to spokojnie i bezstresowo ruszyłem na swoje pięć dyszek. Przynajmniej takie było założenie. Choćbym jednak zmienił gatunek i nagle stał się jednym z dość znanych szczerbaków, wiszących sobie przez większość życia na drzewie, i tak bym nie przeskoczył cholery zwanej wiatrem. Tyle było z opierniczania się. W zamian dostałem możliwość niekontrolowanego położenia się na asfalcie przy okazji co mocniejszych podmuchów.

Tak było do wysokości Dopiewa (gdzie dotarłem przez Luboń, Wiry, Komorniki, Konarzewo i Trzcielin), który w końcu mi się objawił jak pewne dzieciątko dnia wczorajszego i w końcu pozwolił na fragmenty jazdy z wiaterkiem w plecy (trasa przez Palędzie, Gołuski i Plewiska). O dziwo takie występowały, co pomogło wyciągnąć koszmarną średnią na ciut lepszą, czyli finalną słabiutką. Jak leń to leń.

A po południu wybraliśmy się z Żoną na Stare Miasto zobaczyć podobno największą w Polsce szopkę. Tym razem nie chodziło o gabinet aktualnego rządu, a kościół Franciszkanów. Nie ma co, robi wrażenie poznawcze. Podobnie jak Lenin w "Proletaryacie" przystrojony w swe ulubione barwy oraz mikołjakowo trykające się koziołki.






  • DST 32.10km
  • Czas 01:11
  • VAVG 27.13km/h
  • VMAX 42.00km/h
  • Temperatura 4.0°C
  • Podjazdy 98m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Glut świąteczny

Czwartek, 24 grudnia 2015 · dodano: 24.12.2015 | Komentarze 13

Udało mi się zmobilizować przed pracą (grr, cholerny kapitalizm. A nie, sorry, już niedługo) i wykręcić króciutkiego gluta. Wystarczyło jedynie wstać skoro świt, zebrać się w sobie, przeczekać aż wzejdzie słońce i zobaczyć, że zaczyna pojawiać się mgła. Czyli nic takiego :) Miałem - prócz rowerowego nałogu - też jeszcze misję specjalną. Wczoraj bowiem na szybcika wymieniłem (no dobra, wymieniono mi, ja się w takie rzeczy nie bawię) łańcuch i kasetę w crossie, więc szukałem okazji, żeby je przetestować. Stara kaseta (ta zaatakowana przez kosmitów, którzy wyssali z niej jedną koronkę) pojedzie sobie niedługo na gwarancję do Shimano i zobaczymy czy dostanę w zamian nową. Nie ukrywam. że na to liczę.

Czasu jak się powiedziało miałem mało, więc bez kombinowania pojechałem przez Luboń i Puszczykowo do Mosiny, gdzie zawróciłem w większości swoimi śladami. O dziwo było zimno, asfalt pokryty jeszcze warstwą "poprzymrozkową", a gęsta mgła skutecznie odstraszała od szaleństw. Zrobiłem więc swoje spokojnie, bez ciśnienia, za to w końcu z brakującymi zębami. Trochę to ułatwia sprawę, nie ma co.

Ruch nie był duży, a jako że mamy wigilię to postanowiłem się dostosować i na przykład w Puszczykowie dałem znać pani w samochodzie wyjeżdżającym z podporządkowanej, że śmiało, mogę ją przepuścić, na co ona odmachała z uśmiechem, że dziękuje, ale poczeka. No cuda. W mówiące zwierzęta jeszcze bym uwierzył bez dowodów, ale w uprzejmość polskich kierowców - byłoby ciężko :)

No i tak wszyscy byliśmy mili i wszyscy byliśmy świąteczni i wszyscy byliśmy ugodowi. Codzienna rzeź wróci już niedługo :)

Jako zadeklarowany agnostyk nie będę Wam życzył radości Bożej Dzieciny i takich tam, ale po prostu fajnego czasu spędzonego w rodzinami, udanych wycieczek rowerowych (bo pogoda chyba pozwoli) oraz pełnych brzuchów. Wesołych!




  • DST 54.40km
  • Czas 01:56
  • VAVG 28.14km/h
  • VMAX 50.70km/h
  • Temperatura 10.0°C
  • Podjazdy 87m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Z Samicą

Środa, 23 grudnia 2015 · dodano: 23.12.2015 | Komentarze 10

Spokojnie, spokojnie!!!!! Moje ulubione feminazistki, które już pewnie napełniają staniki wąglikiem oraz ciężkimi kamieniami w celu rzucenia nimi we mnie po przeczytaniu tytułu... Dajcie mi szansę. Nie, nie zaprzęgłem jakiejś niewiasty w rowerowy kaganiec. O co chodzi - będzie na końcu :)

Pokręciłem dziś w wiosennym klimacie - było ciepło jak w kwietniu, wietrznie jak w marcu, a na drogach sucho jak w maju. Po nasmarowaniu napędu w celu zminimalizowania efektów zjechanego napędu jechało się spoko, ale połowa drogi to wietrzna mordęga. Trochę pomasakrowało mnie z przodu, trochę z boczku, a za cholerę nie chciało pomasakrować mi pleców pomagając w jeździe. No życie. Trasa stała: Poznań-Luboń-Wiry-Komorniki-Stęszew-Łódź-Mosina-Luboń-Poznań.

Jutro od rana w robocie. Może uda mi się zwlec wcześniej na jakiegoś krótkiego gluta, ale słabo to widzę. To znaczy "to" widzę. ale siebie nie :)

Aaa, i jeszcze o Samicy. Proszę rowerowej braci, oto ona, dziś przyuważona w Stęszewie. Sam nie wiem jak udało jej się tak długo ukrywać przed moim wzrokiem :)




  • DST 52.47km
  • Czas 01:48
  • VAVG 29.15km/h
  • VMAX 53.10km/h
  • Temperatura 8.0°C
  • Podjazdy 60m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Głodowo

Wtorek, 22 grudnia 2015 · dodano: 22.12.2015 | Komentarze 14

Jeden dzień przerwy, głodek się zrobił. Dziś już nie padało, więc myk, myk, skorzystałem z okazji i przed pracą wykonałem swoje pięć dyszek, krokiem (szusem?) spokojnym, acz stanowczym, bo w jedną stronę silny wiatr nie dał mi szansy na choć moment wypoczynku. W powrotnej też nie do końca pomagał, ale było już luźniej. Pokręciłem na zachód, przez Poznań, Plewiska, Poznań (tak, tak, takie mamy anomalie trasowe w WLKP), Skórzewo (z ominięciem "górskiej" ddr-ki), Zakrzewo, Więckowice, Dopiewo, Palędzie, znów Plewiska i Poznań.

Decyzja ostateczna podjęta - na początku stycznia napęd musi być zmieniony, bo inaczej przy którymś starcie wybiję sobie resztki zębów kierownicą. Myślałem, że jakimś cudem dopękam do wiosny, ale cienko to widzę. Blaty, łańcuch, kaseta, kółka od przerzutek jadą z magazynu do serwisu, ja tylko muszę znaleźć czas na podjechanie tam i triumfalnie rozpocząć rok 2016. A na ciężki każdemu rowerzyście czas wymiany znalezione dziś na fyby znajomego motto :)




  • DST 55.00km
  • Czas 01:50
  • VAVG 30.00km/h
  • VMAX 51.70km/h
  • Temperatura 9.0°C
  • Podjazdy 147m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Te ostatnie trzy dychy...

Niedziela, 20 grudnia 2015 · dodano: 20.12.2015 | Komentarze 3

...średniej prędkości. W tym roku.

Miałem smaka na wyciśnięcie w grudniu tego, co w ciepłych miesiącach wydaje się naturalne niczym usta Grażyny Kulczyk. No dobra, nie trafiłem z porównaniem. Po prostu naturalne :) A tu jak na złość - albo na przeszkodzie stała pogoda, albo korki, albo po prostu moja słabiutka ostatnio forma. Dziś się zaparłem - miałem wolny dzień, więc nie żałowałem snu, przed wyjazdem (dopiero po jedenastej) zjadłem namiastkę śniadania, a do tego zmotywowałem się zupełnie niezimową temperaturą powietrza.

Trasę wybrałem nieskomplikowaną niczym ciąg myślowy przeciętnego miłośnika polityki Jarusia K. - na południe, przez Luboń, Łęczycę, Puszczykowo i Mosinę do Żabna. Ale - jako że nawet zwolennicy Dżerego czasem miewają dylematy i zawahania - jazda w jedną i drugą stronę różniła się detalami. Najpierw w Mosinie zaliczyłem ddr-owy objazd fantomowego wiaduktu, który może powstanie w okolicach 2099 roku, a wracając już sobie darowałem i wybrałem wertepy przez samą ruinę pozostałą po osieroconej budowie. A potem zamiast ulicą Armii Poznań wybrałem w Luboniu kurs przez "centrum", co nieomal przypłaciłem utratą szans na wyciągnięcie wyniku. Bowiem tamtejsi mieszkańcy otrzymali niedawno nie lada zagadkę z gatunku tych egzystencjalnych - do istniejących wcześniej dwóch możliwości (centrum handlowe Pajo oraz outlet) doszła jeszcze opcja "żarcie" (McD), co obserwując zachowanie lubońskich kierowców przegrzewa pewne podzespoły odpowiedzialne za myślenie i odpowiednie zakomunikowanie swoich zamiarów.

Finalnie jednak się udało - mam co chciałem, mimo solidnych powiewów i dość mokrej po nocy nawierzchni. Mała rzecz a cieszy :)

Aha, jeszcze o dzisiejszej frekwencji - była naprawdę zacna. Mijałem się z grubo ponad dziesiątką bajkerów w pełnym rynsztunku, co ważne prawie wszyscy pozdrawiali. Oczywiście musiała się znaleźć i czarna szosowa owca, która w odpowiedzi na moje kiwnięcie zajęła się analizą stanu oszprychowania przedniego koła, ale na szczęście człowiek ów był dziś marginesem. I tak będzie zapewne do otwarcia "sezonu" :)




  • DST 54.00km
  • Czas 01:50
  • VAVG 29.45km/h
  • VMAX 53.80km/h
  • Temperatura 9.0°C
  • Podjazdy 122m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Korky

Sobota, 19 grudnia 2015 · dodano: 19.12.2015 | Komentarze 6

Jak mi się podobają te wiosny tegorocznej zimy! Rano dziewięć stopni (!), asfalt mokry po nocnych opadach jak nie przymierzając w jakimś tfu tfu kwietniu, zefirek godny, ale całkiem przyjemny... I co, nie może być tak cały rok? No nie może?

No cholera nie może :)

Trzasnąłem dziś trasę "kondomikowopochodną", przez Luboń, Wiry, Puszczykowo, Mosinę. Łódź, Stęszew, Szreniawę i Komorniki. W Łęczycy doznałem klaksonowego gang-bang, bo najpierw jakiś nadgorliwiec jadący za mną nie omieszkał mnie poinformować. że na pokonywanym akurat przeze mnie odcinku widnieje zakaz jazdy rowerem. Też mi odkrycie. Szkopuł w tym, że na położonej po drugiej stronie ścieżynce leżało śliskie błoto, na którym wczoraj o mało co bym nie wywinął malowniczego, podpoznańskiego koziołka i dziś już ryzykować nie miałem zamiaru. Ale weź to wytłumacz puszkarzowi. Nie miałem zamiaru, więc tylko machnąłem ręką, bo po chwili... machnąć ręką, bo z naprzeciwka radosnym "tuuu-tuuu" oraz połową ciała wystawioną za szybę pozdrowił mnie kumpel jadący do pracy. I takie klaksony to ja lubię :)

Znów miałem apetyt na przyzwoitą średnią. I tak jak ostatnio został stępiony przez korki w Komornikach. Bydło na bydle bydło poganiało... I wszyscy do centrów, wszyscy do galerii, wszyscy gdzieś w jakiś komercyjny i sztuczny świat. I właśnie przez nich skończyłem pod kreską. A na sam koniec, już na Dębcu, gdy do domu miałem jakieś osiemset metrów, trafiło mnie takie coś:

Na pierwszym planie: zamknięty przejazd osobowy. Na drugim planie: zamknięty przejazd towarowy. Jak już udało mi się doczołgać dalej czekał mnie taki oto widok:

Jak można zauważyć pojazdy chcące jechać w moim kierunku mają zielone. Ja się zmieściłem... :)

Zaledwie po piętnastu minutach od pojawienia się na przejeździe byłem w domu. Cud i miód świątecznych zakupów... taaa...




  • DST 52.20km
  • Czas 01:48
  • VAVG 29.00km/h
  • VMAX 55.40km/h
  • Temperatura 8.0°C
  • Podjazdy 61m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Szosomesowo

Piątek, 18 grudnia 2015 · dodano: 18.12.2015 | Komentarze 4

Tak to mi się panie i panowie pogodynkowie niech mylą codziennie. Miało padać od rana, a przestało w nocy i znów zaczęło dopiero po jedenastej, kiedy byłem już po rowerze. Do tego było ciepło (osiem stopni!), mokro na drogach, ale do przejechania szosą, wietrznie, ale umiarkowanie.

Kółko przez Wiry, Komorniki, Szreniawę. Trzcielin, Dopiewo, Gołuski i Plewiska wykonałem zgodnie ze wszelkimi zimowymi zasadami. Powoli, ostrożnie, bez napinki, za to z włączoną opcją "full relaks". A jako że w pierwszej części trasy męczyłem się z podmuchami, co jest dość nudnym zajęciem, postanowiłem odpowiedzieć kumplowi na smsa w temacie doboru telefonu. Dyskusja się rozwinęła, przez co wykręciłem specyficzną średnią około 2 krótkich wiadomości tekstowych na kilometr. Ktoś mnie pobije w tym temacie? :)