Info
Suma podjazdów to 791323 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec25 - 51
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 31.50km
- Czas 01:12
- VAVG 26.25km/h
- VMAX 47.00km/h
- Temperatura 6.0°C
- Podjazdy 40m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut językokaleki
Piątek, 7 kwietnia 2017 · dodano: 07.04.2017 | Komentarze 10
Zimy ciąg dalszy. Wciąż chłodno i wietrznie, z tym, że deszcze utrzymywały się dziś dłużej niż wczoraj, więc przed pracą miałem czas jedynie na wykręcenie gluta crossem. Cudu nie było i rower sam się nie naprawił, w związku z czym walczyłem nie tylko z podmuchami, ale i ze sporym oporem przez ponad połowę trasy, spowodowanym najcięższymi przełożeniami w rowerze. No ale nikt nie mówił, ze będzie łatwo. W sumie nikt nie mówił, że ktoś będzie tak mówił :)
Pokręciłem podobnie jak wczoraj, tylko że krócej i kompletnie odwrotnie - zaczynając od Dębca i Plewisk, następnie skręt na Skórzewo oraz Wysogotowo, z którego zawróciłem wzdłuż Bukowskiej przez Ławicę do Bułgarskiej, a ostatni odcinek przypadł na Górczyn.
W ramach kolejnej w życiu sesji sado-maso załączyłem sobie do jazdy radiową transmisję "debaty" sejmowej, podczas której gryzły się głównie imbecyle z PO z kretynami z PiS oraz debile z pozostałych partii z jednymi i drugimi. Kij z tym, że merytorycznie było to kompletnie miałkie, ale to, jak zachowuje się to bydło na sali sejmowej brzmiało gorzej niż kibicowskie darcie ryja podczas meczów najbardziej podwyższonego ryzyka. Jakieś okrzyki, owacje na stojąco, wyzwiska, skandowanie imion pożal się Boże/Szatanie "liderów"... A już najbardziej rozwaliło mnie, gdy nasza "elita", rdzenni Polacy i takie tam mentalne pierdoły, na utrzymanie których składamy się my wszyscy, posługiwała się językiem polskim na poziomie dresiarstwa z cuchnącej moczem bramy. I tak przykładowo nasz wódz i naczelnik Jarosław kilkukrotnie "odłANczał", a Kukiz chciał "wziĄŚć" udział. Żałosne.
- DST 54.00km
- Czas 02:03
- VAVG 26.34km/h
- VMAX 41.50km/h
- Temperatura 6.0°C
- Podjazdy 71m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Z wizytą u Minotaura
Czwartek, 6 kwietnia 2017 · dodano: 06.04.2017 | Komentarze 10
Zima przyszła! W sumie szybko poszło, choć o dziwo odbyło się to zgodnie z logiką - na przełomie marca i kwietnia mieliśmy już i wiosnę, i lato, i jesień, więc wszystko się zgadza :) Co prawda jest kilka stopni powyżej zera i pada (póki co) śnieg zamiast deszczu, ale ubrałem się na cebulkę niczym w środku stycznia, wykopując już nawet bezsensownie schowane do szafy rękawiczki z długimi palcami. Zdecydowanie się przydały.
No i oczywiście wiatr. Dziś zresztą nazwanie podmuchów w ten właśnie sposób byłoby niezasłużoną pieszczotą. Po prostu urywało łeb, co jak sądzę potwierdzą rowerzyści nie tylko z okolic Poznania. A że postanowiłem kręcić crossem, który aktualnie jest prawie ostrym kołem, gdyż wciąż nie mam czasu na serwisowanie przedniej przerzutki, to jazda na największej tarczy była sporym wyzwaniem. Co najmniej połowa trasy to bowiem solidny górski trening, tyle że bez górek :)
Zacząłem jazdę od Górczyna przez Bułgarską, Bukowską, dokręciłem do Ławicy, Wysogotowa, Sierosławia oraz Więckowic. I miałem dość. Na szczęście powiew łaskawie od tego momentu zaczął być bardziej proludzki, dzięki czemu jakoś doczłapałem się przez Dopiewo i Palędzie do Gołusek, gdzie po wdrapaniu się na wiadukt nad S-11 postanowiłem swym czynem ukazać, iż mężczyzna pracujący jestem i żadnych wyzwań się boję :) Po raz pierwszy skręciłem w serwisówkowy szlak na tym odcinku aż do Komornik. I powiem tak - słynny labirynt z Minotaurem w środku to przy tym pikuś. Kluczyłem, zawracałem, znów kluczyłem, znów zawracałem, finalnie znajdując w końcu drogę wyjścia. Co było tym trudniejsze, że w Komornikach z grubsza krajobraz wygląda tak, że hala magazynowa wystaje za halę magazynową, która przesłania kolejną halę magazynową. Mało pomocne, tym bardziej, iż nasi genialni projektanci dróg nie wpadli jeszcze przez te dziesiątki lat na tak skomplikowany pomysł jak oznaczenie, która z odnóg serwisówek jest ślepa, a która nie, już nie mówiąc o jakichkolwiek znakach wskazujących kierunek. To może za jakieś sto lat :)
Cóż, emocje były, ale wstępnie temat mam ogarnięty. Otwierają się nowe perspektywy walki z nudą na od dawna wyświechtanych codziennych szlakach.
- DST 52.30km
- Czas 01:52
- VAVG 28.02km/h
- VMAX 51.10km/h
- Temperatura 8.0°C
- Podjazdy 61m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Powiało zimnem
Środa, 5 kwietnia 2017 · dodano: 05.04.2017 | Komentarze 18
W sumie na tytule mógłbym zakończyć wpis - wiało jak zwykle dość mocno, ale że będzie aż tak niewygórowana temperatura to się nie spodziewałem. Różnica ponad piętnastu stopni pomiędzy niedzielą a środą potwierdza, że kwiecień plecień, jakby kózka nie skakała toby nóżki, a kto rano wstaje ten leje jak z cebra. No ale z dwojga złego wolę przyjemny chłodek niż nieprzyjemny upał, więc nie narzekam. Za to już wiem, że będę to namiętnie robił latem. Tylko ostrzegam :)
Trasa: Poznań - Luboń - Komorniki - Szreniawia - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Palędzie - Dąbrówka - Plewiska - Poznań.
Kręciłem wolniutko i bez większych przygód, choć zadziwił mnie dziś w Luboniu SUV na łotewskich blachach, który jak gdyby nigdy nic pokonywał sobie skrzyżowania na czerwonym. Może na Łotwie nie mają takich wynalazków jak sygnalizacja? Ja tam nie wiem, zarobiony jestem :)
- DST 53.20km
- Czas 01:53
- VAVG 28.25km/h
- VMAX 50.30km/h
- Temperatura 10.0°C
- Podjazdy 80m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
MSW
Wtorek, 4 kwietnia 2017 · dodano: 04.04.2017 | Komentarze 8
Czyli: Miasto-Starołęcka-Wiatr. Cały dzisiejszy wyjazd w pigułce. Była to pigułka zła, rozumie się samo przez się :)
Wiatr wiał, miasto się korkowało, a Starołęcka się korkowała, gdy wiatr wiał :)
Trasa: Dębiec - AWF - Malta - Miłostowo - Antoninek - Swarzędz - Paczkowo - Siekierki - Gowarzewo - Tulce - Żerniki - Krzesiny - Starołęka - Dębiec.
W związku z faktem, że dawno nie byłem, a i nastał nam dzień roboczy, więc ruch nie taki duży, kopsnąłem się wyjątkowo wzdłuż Malty. I sobie przypomniałem czemu dawno nie byłem i chyba na razie więcej nie będę - może i ładnie jest, ale wciąż rodakom pismo obrazkowe sprawia spory problem i odróżnienie znaku roweru od znaku informującego o ruchu pieszych to wciąż zbyt duże wyzwanie. Podczas kilku slalomów między ludźmi stanąłem tez kilka razy przed dylematem - jak traktować mamusie i tatusiów spacerujących w najlepsze środkiem części dla rowerów - jako "ukołowionych" czy jednak nie?
- DST 52.70km
- Czas 01:48
- VAVG 29.28km/h
- VMAX 51.20km/h
- Temperatura 11.0°C
- Podjazdy 129m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Duetowanie, serwisowanie. A, i o bocianie
Poniedziałek, 3 kwietnia 2017 · dodano: 03.04.2017 | Komentarze 8
Miałem dziś dylemat jakim rowerem wyruszyć. Pogoda całkiem, całkiem, więc szosa wydawała się naturalnym wyborem, tym bardziej, że cross dogorywa. Tylko to tylne koło... No ale z duszą na ramieniu jednak zdecydowałem się na tę pierwszą wersję, łudząc się, iż nie będzie większych problemów z jazdą. Jak się okazało - nie było, ale ruszyłem z zamiarem jazdy powolnej, by nie powiedzieć ślimaczej. Szprycha niestety całkowicie wysiadła.
Zamiast patrzeć przed siebie, patrzyłem pod siebie, a konkretnie pod siodełko, obserwując z fascynacją ruchy obręczy. Tak dotarłem do Plewisk, skręciłem na Skórzewo i Dąbrowę, gdzie zatrzymał mnie jadący z naprzeciwka rowerzysta, pytający gdzie dojedzie drogą, z której ja się przypałętałem. Zobaczyłem, że wspomniane wyżej prestiżowe nazwy niewiele mu mówią, więc chwilę pogadaliśmy i okazało się. że przyjechał aż z Gdańska na wczorajszy duatlon, który podobno odbył się na Torze Poznań. Czego to się można dowiedzieć od przyjezdnych :) Finalnie pokręciłem z Kubą, bo tak nazywał się kolega z Verge Team, dwie trzecie trasy, od Zakrzewa przez Więckowice, Dopiewo, Dąbrówkę aż do Plewisk. Gadało się fajnie, tempo początkowe mocne (zapomniałem się z tym kołem) w końcu wyluzowało, ale przyznam, że jednak jazda z człowiekiem o solidnym kopycie na karbonie, do tego trenującym w ciepłych krajach, to ciekawe doznanie :)
W Fiałkowie ja jako "lokals" zaimponowałem tamtejszą atrakcją w postaci nisko startującej wiedźmy, wrakiem "prawie" tupolewa oraz znakiem "Poznań Główny". Potem udało się upolować również pierwszego w tym roku widzianego przeze mnie bociana.
W Plewiskach skojarzyłem, ze rzucił mi się jakiś czas temu w oczy napis "serwis" oraz "rowery". Synapsy zadziałały i wykoncypowałem sobie, że można by zapytać, zupełnie bez nadziei na pozytywną odpowiedź, o możliwość wykonania szybkiej naprawy na miejscu. Pożegnałem się z Kubą, którego czekała jeszcze przeprawa na Jeżyce, wcześniej ze zdziwieniem słysząc od pracownika OneMoreBike, zawalonego sprzętami do naprawy - "no dobra, zobaczymy co da się zrobić". Zszokowany poczekałem na wyrok - okazało się, że ma na miejscu szprychę minimalnie krótszą, ale na swoją odpowiedzialność zgodziłem się łaskawie na próbę jej zamontowania :) Łatwo nie było, ale się udało - koło póki co działa, ale zobaczymy co będzie dalej (opcja, ze mimo centrowania coś pójdzie niestety istnieje). A że zapłaciłem za tę usługę naprawdę grosze - brawo i dzięki wielkie za przychylność. "Spoko, w końcu sam jestem rowerzystą" - po tym poznaje się serwisanta, który wie co robi. No i hasło reklamowe całkiem dobre :)
Średnia wyszła słaba przez pogaduchy, szprychy oraz - uwaga - wiatr. Wmordewind w jakichś 80%. Ale dziś przynajmniej mógłbym przedstawić na to świadka! :)
- DST 53.60km
- Czas 01:50
- VAVG 29.24km/h
- VMAX 50.70km/h
- Temperatura 16.0°C
- Podjazdy 123m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Szprychologia
Niedziela, 2 kwietnia 2017 · dodano: 02.04.2017 | Komentarze 14
Zmobilizowałem się dziś do wczesnego wyjazdu, pomimo wczorajszej wieczornej integracji ze znajomymi. Przezornie jednak rano potraktowałem się mocną kawką oraz porcją słodkiego, bo zło (czytaj: policja) nie śpi. Choć oczywiście nie za bardzo było się czym martwić, bo pić trzeba "umić" :) Motywacją była zapowiadana na przedpołudnie burza, o której finalnie można powiedzieć jedynie to, że była... zapowiadana.
Ruszyłem po raz pierwszy w tym roku całkowicie w zestawie na krótko, co było wyborem idealnym. Bo wmordewind skutecznie regulował ciepło, a słońce uzupełniało jego braki. Wykonując "kondomika" (wersja: Poznań - Komorniki - Szreniawa - Stęszew - Łódź - Mosina - Puszczykowo - Luboń) najpierw walczyłem z podmuchami, potem gdzieś na trzy do czterech kilometrów nawet wiało mi w plecy, aż tu nagle jakoś dziwnie zaczęło mi się robić pod siodełkiem. Nie, nie miałem problemów gastrycznych... Gorzej - pękła szprycha. Dziwna sprawa - koło wymieniałem pod koniec tamtego roku, w listopadzie lub grudniu (pięć lub sześć tysiaków przejechanych), co prawda na dość budżetowe (jak na szosowe), ale żeby aż tak? Potem jednak przypomniałem sobie lutowe lubuskie, po którym najpierw musiałem podziękować za współpracę temu okrągłemu z przodu, teraz to... Co nie zmienia faktu, iż moje założenie, że nabywam jedynie kola z dużą ilością szprych było słuszne - dzięki temu wolno bo wolno, ale do domu dojechałem, nawet nie luzując hamulca. I pewnie jeszcze trochę pojeżdżę, bo zanim gdzieś, nawet w sprawdzonych miejscach, wyżebrzę możliwość serwisowania, trochę potrwa. Kiszka.
Mimo wszystko jechało mi się fajnie. Dziwne? E tam, czasem trzeba być niepoprawnym optymistą :)
- DST 52.00km
- Czas 01:47
- VAVG 29.16km/h
- VMAX 56.30km/h
- Temperatura 20.0°C
- Podjazdy 224m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Relaks
Sobota, 1 kwietnia 2017 · dodano: 01.04.2017 | Komentarze 2
Wpis na szybko, bo jak tu u mnie zazwyczaj - wolny dzień oznacza brak czasu.
Pogoda ładna. Aż za ładna, bo praktycznie z dnia na dzień dwadzieścia stopni o poranku to dla mnie trochę za dużo - łeb zaczyna mnie boleć przy pełnym słońcu i ogólnie nie jest to klimat dla mnie. Cóż, ale jak zwykle w tym kraju nie może być normalnie - albo rządzi PO, albo PiS, albo jest zima, albo lato. Gnój w 100%, na zapach fiołków nie ma czasu :)
Nie chciało mi się dziś cisnąć - tym bardziej, że pierwsze i ostatnie pięć kilometrów to jazda od Dębca przez Starołękę (i oczywiście odwrotnie), a rozwinąć się można było jedynie na środkowym etapie - przez Wiórek i Rogalinek do Mosiny, gdzie dwukrotnie postanowiłem wjechać sobie w ramach relaksu na Osową Górę. Wróciłem swoimi śladami, tym razem pod wiatr, bo najpierw jechałem pod wiatr :)
Rowerzystów naliczyłem co najmniej ze trzydziestu. Buców tylko dwóch. Całkiem nieźle.
Podsumowanie marca - 1621 kilometrów, sporo szosą, sporo crossem. A jaki był ten miesiąc chyba każdy pamięta - wichry ścigały się z huraganami, więc słabiutką średnią na poziomie 28,3 km/h przyjmuję z pokorą.
- DST 56.33km
- Czas 01:49
- VAVG 31.01km/h
- VMAX 53.70km/h
- Temperatura 17.0°C
- Podjazdy 201m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
MDM
Piątek, 31 marca 2017 · dodano: 31.03.2017 | Komentarze 2
Czyli Mocniejsze Domknięcie Marca. W końcu, po wielu miesiącach znoju oraz upokorzeń, wiatr się zlitował i zamknął swój paskudny pysk. No, może nie do końca, bo wciąż serwował mi dziś kuksańce z boku oraz wychodził mi twardo na przeciw, ale już jakby opadł gnojek z sił. I tak ma zostać!
Odżyłem. Cała trasa, czyli lekko zmodyfikowany "kondomik" przez Luboń, Puszczykowo, Mosinę, Dymaczewo, Stęszew, Szreniawę, Rosnowo oraz Plewiska to po prostu kręcenie. Tak mało, a tak wiele. Nie trzeba się trzymać kurczowo kierownicy, żeby człowieka nie zwiało, nie trzeba też zakładać miliarda warstw ciuchów. Tylko jechać. Już zapomniałem jakie to fajne.
Z wydarzeń dzisiejszych wymienić należy kolejne zapewne "przypadkowe" użycie na mojej wysokości spryskiwacza przez kuriera DHL (jeden z moich "ulubionych" segmentów kierowców) oraz chęć pomocy sympatycznej szosowej niewieście w całkiem konkretnym rynsztunku rowerowym, którą chciałem dżentelmeńsko poholować kawałek w Puszczykowie, ale chyba owym dżentelmenem byłem za bardzo, bo po jakimś kilometrze odpuściła :) W ogóle dziś rowerzystów jak na piątek rano widziałem sporo - wszyscy uśmiechnięci i pozdrawiający. Lanserzy wyjdą pewnie jutro na powierzchnię.
A, no i na wysokości Rosnówka dostałem smsa od kumpla, który kilka lat temu poczuł zew CHWDP (Chcemy Wstąpić Do Policji), w temacie weekendowego spotkania przy piwku. Jak zwykle po kilku wiadomościach nie omieszkał mnie poinformować jaki mandacik należy się za korzystanie z telefonu komórkowego podczas jazdy, a w momencie, gdy mu odpisywałem wyprzedził mnie... radiowóz :) Ale akurat bez kolegi w środku. Madaciku nie było.
- DST 52.10km
- Czas 01:47
- VAVG 29.21km/h
- VMAX 50.70km/h
- Temperatura 11.0°C
- Podjazdy 121m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Stonehage wersja PL
Czwartek, 30 marca 2017 · dodano: 30.03.2017 | Komentarze 2
Z ręką na sercu - byłem dziś bliski stwierdzenia, że wiatr odpuścił. Gdy kręciłem sobie pierwszą połowę trasy nawet ze zdziwieniem odnotowałem, iż jedzie mi się całkiem przyjemnie i już miałem chrapkę na jakiś godny finalny wynik. Próżna nadzieja, daremny trud - okazało się, że cudów nie ma, a po prostu pomyliły się solidarnie cztery odwiedzone przeze mnie prognozy pogody co do kierunku podmuchów. Tym samym okazało się, że gdy już dotarłem przez Plewiska, Rosnowo, Chomęcice oraz Konarzewo do Trzcielina i zacząłem zawracać przez Dopiewo, Palędzie oraz Plewiska do domu to dopiero zaczęło wiać mi w pysk oraz z boku, zamiast jak dotychczas - tylko z boku. A że czynione to było o sile co najmniej umiarkowanej to... nic nowego u mnie się nie wydarzyło :)
Oczom mym, zaraz za Dopiewcem, ukazał się dziś kolejny przykład polskiej, dumnej, znanej w całej Europie, szkoły jazdy, czerpiącej garściami z tradycji husarii. Ostatnio smaczków znajduję coraz więcej, ale powoli kończą mi się pomysły na wyjaśnianie - jak to jest możliwe. Tak szczerze to chyba wolałbym zajmować się rozwikłaniem zagadki megalitu ze Stonehenge. Choć przyciemnione tylne szyby oraz długa prosta pozwalają mi wysnuć pewne domysły :)
- DST 52.20km
- Czas 01:51
- VAVG 28.22km/h
- VMAX 52.80km/h
- Temperatura 11.0°C
- Podjazdy 63m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Pamiętam...
Środa, 29 marca 2017 · dodano: 29.03.2017 | Komentarze 5
...choć jak przez mglę. Ale pamiętam.
Był kiedyś taki dzień, kiedy się obudziłem, spojrzałem na zewnątrz, wystawiłem lewą lub prawą górną kończynę za okno i nie poczułem, że z powodu silnego podmuchu ląduje ona na na zewnętrznej elewacji budynku.
Tak, to było piękne. Nie jestem w stanie stwierdzić jak dawno to było oraz czy nie był to przypadkiem sen, ale łezka w oku się kręci.
Dość wspominków. Wróćmy do rzeczywistości.
No, kurde, dziś wiało i co nieco urywało. Ja wiem, że to stan permanentny i wspominam o tym, mówiąc dosłownie, do wyrzygania, ale takie są fakty. Autentyczne, w dodatku :) Zrobiłem kółeczko z Dębca przez Plewiska, Gołuski, Palędzie, Dopiewo, Więckowice, Zakrzewo, Plewiska i do domu. Najfajniej było na serwisówce przy S11, kiedy spodziewając się, iż podczas zjazdu z wiaduktu choć na chwilę odczuję pomoc w postaci powiewu w plecy, otrzymałem silny cios w pysk, dzięki któremu znalazłem się prawie na drugim pasie. Rower - emocje, zabawa, przygoda, uśmiech :)
Znów przegapiłem kolejnego tegorocznego tysiaka. Niniejszym nadrabiam, informując, iż mam ich cztery.






