Info
Suma podjazdów to 784700 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Maj9 - 12
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 52.45km
- Czas 01:47
- VAVG 29.41km/h
- VMAX 51.40km/h
- Temperatura 21.0°C
- Podjazdy 214m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
(Foto)szoping
Środa, 9 sierpnia 2017 · dodano: 09.08.2017 | Komentarze 6
Wyjazd bez historii. Wbrew zapowiedziom synoptyków rano nie było jeszcze w Poznaniu Sahary, a sympatyczne dwadzieścia stopni z malutkim plusem. No i o dziwo nie wiało jakoś masakrycznie, niestety zupełnie nieprzewidywalnie, więc do średniej trochę zabrakło. Za to wziąłem dziś ze sobą kamerkę i pobawiłem się trochę w straszenie kierowców - tyle, ile przeprosin uzyskałem, gdy nasi mistrzowie kierownicy zauważali tego obcego na moim kasku, po tym jak albo chcieli mnie zmasakrować, albo nagle wyłączały im się synapsy w mózgu, nie otrzymałem chyba nigdy. Zdecydował się na to nawet wódz autobusu TransLub, co oznacza, że koniec świata jest bliski! :)
Trasa to "kondomik", znów aktywny: Poznań - Luboń - Puszczykowo - Mosina - Łódź - Dymaczewo - Stęszew - Komorniki - Poznań. Pisać nie ma za bardzo o czym, więc tylko kilka printscreenów, bo filmik wyszedłby z tego tak nudny, że Złota Malina byłaby pożądaną nagrodą :)
Przy w miarę nowej ścieżce przy Drodze Dębińskiej zaczął się budować kolejny kościół, bo jak wiadomo jest ich u nas za mało. Jak już powstanie to będzie tu wesoło. GTA w wersji live da zapewne dużo nieplanowanych wcześniej emocji :)
W uroczym Luboniu w ogóle nie da się przyuważyć znaków oznaczających śmieszkę. Kompletnie :) Szczególnie jeśli wychodzi się z założenia, że świat jest iluzją. Ja wychodzę :)
Tu z kolei intuicyjny (szczególnie dla szosowców) i zadbany wjazd z drogi na kolejną ścieżynkę (Łęczyca). Dodam, że po prawej (poza kadrem) bije po oczach zakaz jazdy rowerem.
Kawałek dalej - dwa okazy bicykli: dwunożny oraz czterokołowy.
Asfaltowe drogi dokoła WPN-u jak zwykle sympatyczne. Ale cóż, jak wiadomo każde drzewo to potencjalny morderca, więc jeszcze kilka lat Szyszki na stolcu i mogą tu być równie dobrze przepięknie rosnące w górę osiedla mieszkaniowe,


Już bliżej Poznania - zwykły, przeciętny dzień w Komornikach. Jak widać jakoś sobie poradziłem na tym kilometrze korka nad korkami, ale dokładnie wtedy pożegnałem się w myślach ze średnią.


Za to w Poznaniu byłem za daleko, żeby bezmózg włączający się do ruchu z podporządkowanej przyuważył kamerkę, więc o mało co byłbym świadkiem poważnego wypadku. Na szczęście chociaż jeden z prowadzących wykazał się refleksem, odbijając szybko w lewo. 
A prawie pod sam dom mam aktualnie super hiper nowoczesny dojazd wiaduktem pod torami. Spóźnili się z nim zaledwie rok od zaplanowanej daty, ale czekać było warto. W ramach ciekawostki - KOM obejmujący zjazd i wjazd pokazuje średnią... 88,9 km/h. I zapewne w ogóle nie jest on związany z przebiegającą lekko poniżej ulicą, po której pędzą samochody. Gdzie tam... :)
- DST 52.50km
- Czas 01:52
- VAVG 28.12km/h
- VMAX 50.40km/h
- Temperatura 22.0°C
- Podjazdy 237m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
O krrr(o)wa! :)
Wtorek, 8 sierpnia 2017 · dodano: 08.08.2017 | Komentarze 11
Czy będę narzekał na wiatr? Oczywiście! Gnoiło dziś złem ze wschodu, czyli z kierunku, którego w linii prostej nie mam jak pokonać dzięki atrakcji w postaci autostrady A2. Więc kluczę, zmieniam fronty i pokonuję ostre zakręty, co kończy się takim wynikiem jak dziś. I nawet nie było aż tak dużo wmordewindu (zaledwie jakieś 70%), za to boczne kopniaki z prędkością powiewu 30-40 km/h skutecznie zniechęciły mnie do walki. Więc nie walczyłem, tylko zrezygnowany pełzałem.
Wykonałem MAPSK (Lasek Dębiński - Starołęka - Krzesiny - Koninko - Głuszyna - Daszewice - Rogalinek - Mosina - Luboń - Poznań). Z tym, że nawet nie wiem czy z PiS, czy bez, choć analizując warunki - bardziej pasuje mi tu intuicyjnie pierwsza opcja :) Rozpędzić się nie miałem jak, bo mnie blokowało, więc w Puszczykowie specjalnie zrobiłem wjazd i zjazd na jedną z górek, żeby dojść do tych pięciu dych Vmaxa.
Przy wjeździe na A2 stało dwoje azjatyckich (!) autostopowiczów z napisem "WARZAWA". Powodzenia RZyczEM.
Wpis szybki, bo zaraz lecę do roboty. Dziś wyjątkowo czeka mnie jednodniowa zsyłka do oddziału w Luboniu, bo się tam ludzkość pochorowała i trzeba łatać luki. W sumie nawet przyjąłem tę ofertę przyjaźnie, bo w końcu mam szansę w wakacje, w godzinach pracy, wyjechać na wieś :) W związku z tym specjalnie wykonałem na trasie odpowiednią fotkę, mimo że wiatr mi rower zwiewał podczas jej robienia, krowa jego mać! :)
PS. Dementuję plotki, jakby była to pewna, znana z ław sejmowych, Krystyna! Ta tutaj niewiasta konsumowała kulturalnie! :)
- DST 54.05km
- Czas 01:48
- VAVG 30.03km/h
- VMAX 51.30km/h
- Temperatura 20.0°C
- Podjazdy 164m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Zawziuuu...
Poniedziałek, 7 sierpnia 2017 · dodano: 07.08.2017 | Komentarze 11
Zawziąłem się dziś. Gdy w połowie trasy, po intensywnej walce z wmordewindem, zmieniłem kierunek, a ten razem ze mną, zacisnąłem zębiszcze i postanowiłem wygrać z gnojem. Łatwo nie było, bo oznaczało to praktycznie 100% intensywnego pedałowania bez chwili przerwy, do tego zahaczającego o spory kawałek miasta oraz szutrowe momenty przez Dębinkę. Ale finalnie się udało wycisnąć te trzy dychy średniej - pewnie dlatego, że nie wiało aż tak mocno.
Z trasą dziś pokombinowałem - ruszyłem przez Lasek Dębiński, Starołękę, Krzesiny, następnie skręciłem na Tulce, Gowarzewo i Siekierki, w Paczkowie wtoczyłem się na DK92, z której wydostałem się na wysokości Swarzędza, kierując się przez Zalasewo i Garbce znów na Tulce i wracając swoimi śladami. O dziwo na trasie nie wydarzyło się nic niespodziewanego - prócz kilku o-mało-co-czołówek-z-debilami-za-kółkiem oraz hamowań na widok nieodpowiedzialnego zachowania. No ale przecież to wszystko jest immanentną częścią codzienności :)
Na koniec zatrzymałem się na chwilę w Lasku Dębińskim, który po lekkim ucywilizowaniu ścieżek dorobił się już jakiś czas temu swoje KOM-y. Jednak dziś miałem je głęboko w... lesie. Wolałem pooddychać.
- DST 52.50km
- Czas 01:46
- VAVG 29.72km/h
- VMAX 51.30km/h
- Temperatura 19.0°C
- Podjazdy 177m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Ślimako Gonlazes
Niedziela, 6 sierpnia 2017 · dodano: 06.08.2017 | Komentarze 14
Zaspałem dziś. Wiem, że w niedzielę wydaje się to lekką abstrakcją, ale niektórzy muszą pracować również w weekendy, żeby spać mógł ktoś. Jedynie ja potrafię połączyć to w jedno :) To znaczy zaspanie nie było jakieś kosmiczne - zaledwie godzinne i spowodowanie moim gapiostwem. Tak sobie bowiem poradziłem w ustawieniem piętnastominutowej drzemki, że ta obudziłaby mnie o zaplanowanej 7:30, tyle że jutro. Brawo ja :)
O dziwo jednak w pracy wylądowałem prawie o godzinie zero, czyli w samo południe. Speedy Gonzales, który się we mnie obudził, umożliwił szybką konsumpcję obowiązkowej kawy, zebranie dupy w troki i wyjazd w podskokach. Ruszyłem na zachód, z Dębca przez Plewiska, Zakrzewo, Sierosław, Więckowice, tam nawrót przez Dopiewo, Palędzie, serwisówki, Komorniki i znów Plewiska do domu, niespecjalnie cisnąc, ale starając się utrzymać jakieś tam półwolne tempo podczas walki z wiatrem, wciąż solidnym, ale już mniej upierdliwym niż wczoraj.
No i pewnie średnia wyszłaby na granicy przyzwoitości, ale zaraz za przejazdem kolejowym w Dopiewie minąłem pełznącego sobie swoim tempem takiego oto jegomościa:
Szkoda mi się go zrobiło, bo jego przyszłość rysowała się raczej dość płasko, biorąc pod uwagę kierunek, w którym podążał oraz prędkości, jakie rodacy rozwijali dziś na trasie, ryzykując życie obiektów ciut większych, na przykład moje. Jako że jechałem dokładne z odwrotnej strony niż zrobione zdjęcie, też pewnie bym nie mógł za wiele zrobić, ale gdy już minąłem ślimaka, w duszy go żegnając, usłyszałem za sobą dźwięk zamykających się rogatek, odebrałem to jako znak "mięczaku, przeżyjesz" i już nie miałem sumienia - zawróciłem te sto czy dwieście metrów i przeniosłem kurdupla wraz z całym dobytkiem na drugą stronę ulicy. Nie podziękował, ale mam nadzieję opowiedział swoją historię ziomalom od skorupy i nauczy ich to większego rozsądku :)
Tym samym ze Speedy Gonzalesa zrobił się Ślimako Gonzales, ale i tak się wyrobiłem. W końcu robota nie zając. Ani nie ślimak :)
Aha, GENIALNA temperatura - dziewiętnaście stopni latem, w to mi graj!
- DST 52.15km
- Czas 01:49
- VAVG 28.71km/h
- VMAX 51.10km/h
- Temperatura 24.0°C
- Podjazdy 162m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
1,7 z V(i)AT(r)
Sobota, 5 sierpnia 2017 · dodano: 05.08.2017 | Komentarze 2
Już się przyzwyczaiłem, że jeśli jednego dnia pochwalę wiatr, iż zachowywał się rozsądnie i odpowiedzialnie, to ten - zamiast godnie przyjąć miłe słowa i starać się zasłużyć na kolejne - zamienia się niczym dr Jekyll w pana Hyde'a. Dziś nie było inaczej - jak wgryzł we mnie zęby na starcie, tak nie odpuścił praktycznie do mety, i to z prędkością średniej klasy huraganu. Gdy zdarzały się momenty powiewu w plecy, to jakby ktoś założył niewidoczną blokadę - mogłem się rozkręcić do 40 km/h max, każda próba przyspieszania napotykała na atak niewidocznej siły, która nagle jakby stawiała przede mną wietrzną ścianę. Ale w końcu raz się zaparłem i ciężko dysząc wysapałem na jednym odcinku do lekko ponad pięciu dych.
Trasa na zachód - z Poznania przez Luboń, Wiry, Komorniki, Rosnowo, Konarzewo, Trzcielin, Dopiewo, Palędzie, serwisówki oraz Plewiska do domu. Tak mnie wymęczyła dzisiejsza jazda, że musiałem w pewnym momencie zatrzymać się i zawitać w spożywczym, żeby kupić i pochłonąć Snickersa. Jako że zazwyczaj przed wyjazdem nic nie jem, a śniadanie w podwójnej porcji zjadam po powrocie, wmordewind jest mi winny 1,7 PLN. Tylko jak go teraz zmusić do oddania tego astronomicznego długu? W sumie może to jest myśl - poczekać aż komornik wejdzie mu na konto, zapuszkować gnoja i będzie spokój? :)
- DST 53.20km
- Czas 01:46
- VAVG 30.11km/h
- VMAX 53.70km/h
- Temperatura 24.0°C
- Podjazdy 241m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Klu
Piątek, 4 sierpnia 2017 · dodano: 04.08.2017 | Komentarze 7
Najpierw trasa: condomico classico, czyli Poznań - Luboń - Puszczykowo - Mosina - Dymaczewo - Łódź - Stęszew - Szreniawa - Komorniki - Poznań.
Teraz pogoda: całkiem, całkiem. 24 stopnie są jeszcze do wytrzymania, słońce nie masakrowało, a jedynie wymieniało się dość solidarnie z chmurami w temacie panowania nad światem.
No i w końcu klu programu: wiatr. Przez 30 kilometrów utrudniał życie, ale przez ostatnich 20 nie przeszkadzał, a kilka razy nawet pomógł. Zdębiałem - przecież zgodnie z zasadami powinien być wmordewind przez co najmniej 99% drogi!
W związku z szokiem, który przeżyłem, na tym kończę dzisiejszy wpis :)
- DST 53.10km
- Czas 01:52
- VAVG 28.45km/h
- VMAX 50.50km/h
- Temperatura 25.0°C
- Podjazdy 232m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
MAPSK
Czwartek, 3 sierpnia 2017 · dodano: 03.08.2017 | Komentarze 7
Czary, które magicznie przyklejają mnie rano do łóżka, działały dziś wybitnie mocno. Miałem wrażenie, że całe moce przeniosły się z Hogwartu na Dębiec. W sumie... klimat podobny, choć może bardziej do Morii... :)
Udało się jednak jakoś zwlec i ruszyć przed siebie, ale mój poziom witalności był na poziomie średniej klasy emerytki po całonocnym dzierganiu moherowych czapeczek dla wojowniczek Rydzyjka. Wykręciłem kółeczko przez Lasek Dębiński, Starołękę, Krzesiny, Koninko, poznańską Głuszynę, Czapury, Wiórek, Rogalinek, Mosinę, Puszczykowo, Luboń i do domu. Pod nim się obudziłem i stwierdziłem, że jestem na miejscu :) Niestety opcji dalszego snu już nie było - praca wzywała.
Wiało jak zwykle upierdliwie i tylko na ostatnim kawałku, między Mosiną a Luboniem, w plecy. Ale przecież to już norma. Za to w końcu, po miesiącach próbowania, zawracania i kombinowania, powstał prawie idealny, finalny kształt trasy omijającej większość DDR-ek na południe i wschód ode mnie. Oto on:
...czyli po prostu MuminkoAlfoPistoletowoSmokowoKoń - w skrócie MAPSK. Bo już więcej skojarzeń nie odnaleziono:)
- DST 52.25km
- Czas 01:50
- VAVG 28.50km/h
- VMAX 52.10km/h
- Temperatura 23.0°C
- Podjazdy 171m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
High level...
Środa, 2 sierpnia 2017 · dodano: 02.08.2017 | Komentarze 13
Ale fajnie w nocy grzmiało, wiało, gradowało i inne -ało. Niestety wskutek tego ucierpiała spora część Wielkopolski, w tym sam Poznań (zmasakrowany ryneczek na Placu Wielkopolskim). Jednak rano (wyjazd po ósmej) dało się znów oddychać, a i temperatura wskazywała w miarę przyzwoitą wartość. Pozostał tylko mocny zachodni wiatr, który skutecznie wyleczył mnie z walki o dobrą średnią.
Wykonałem trasę z Poznania przez Plewiska, Komorniki, serwisówki, Palędzie, Dopiewo, Więckowice, Sierosław, Zakrzewo, Plewiska i do domu. Tempem niewymuszonym, po prostu noga za nogą. Nie brakowało atrakcji, wyjątkowo nie puszkowych, ale tych spod znaku H2O:
Niby od dwóch lat Polska przestała być w ruinie, a i tak wszystko płynie :)
Już poza dzisiejszym wyjazdem - od dawna ostrzegam przed polskimi DDR-kami. I co jakiś czas słyszę o tak tragicznych w skutkach informacjach jak ta: śmierć rowerzysty po uderzeniu w słupek. Ja akurat unikam tej okolicy, bo jest tam rowerowy trzeci świat (jak zresztą na większości zadupia o nazwie Rataje), ale miejsce kojarzę. Proszę bardzo, dzięki uprzejmości pana GógloMapa:
Jakim trzeba być imbecylem, żeby wymyślić, a potem przyklepać montaż tych betonowych słupków (lewa strona screena) tam, gdzie jest wydeptany skrót na osiedle? Moja (dość spora) znajomość poziomów imbecylstwa chyba awansowała na kolejny level... :/
- DST 55.20km
- Czas 01:57
- VAVG 28.31km/h
- VMAX 50.50km/h
- Temperatura 28.0°C
- Podjazdy 261m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Zaskozniesmaczony
Wtorek, 1 sierpnia 2017 · dodano: 01.08.2017 | Komentarze 4
Wyjeżdżając dziś przed dziewiątą rano byłem początkowo mega zaskoczony. Pozytywnie. Pochmurne niebo dawało nadzieję na ulgę od temperatury, a do tego chwilę po wyruszeniu lekko mnie zmoczyła delikatna mżawka. Super. Nawet niespecjalnie męczył mnie wschodni wiatr - po prostu był, a że jechałem w tym właśnie kierunku, przez Lasek Dębiński, Starołękę, Krzesiny, Żerniki, Krzesiny, Borówiec to cieszyłem się na sympatyczny powrót. Za Kórnikiem, do którego w końcu dojechałem, przez prawie kilometr miałem wiatr w plecy.
Aż nagle... niebo pociemniało całkowicie, drzewa zaszumiały i jak mnie nie uderzył podmuch w pysk! Ale urwał! :) Nie wiadomo czemu, nagle, bez zapowiedzi, kierunek zmienił się z południowo-wschodniego na północno-zachodni i taki już został. Wiem, znów się odezwą głosy, że przesadzam i w ogóle, ale na przyszłość zapraszam na wspólny wyjazd i przekonanie się, jak to jest zamiast zamierzonego pędu otrzymać możliwość rozpędzenia się z górki w Rogalinku do 30 km/h max z dopedałowaniem, tam, gdzie zazwyczaj bez problemu mogę na luzie osiągnąć ponad pięć dych, a na płaskim momentami pełzać w okolicach dwóch dych oraz zyskać możliwość gratisowej próbki przejazdu przez cały jeden kilometr na pięćdziesiąt pięć ze sprzyjającym powiewem :)
Jakoś doczłapałem rowerowo do domu przez Rogalin, Mosinę, Puszczykowo oraz Luboń, wymęczony bardziej tym wiatrem niż temperaturą, która finalnie doszła do "zaledwie" 28 kresek. W porównaniu z innymi rejonami to podobno ordynarne promowanie zimna :)
Podsumowanie lipca: 1605 km, crossem oraz szosą, w - w tym roku to już norma - niełatwych warunkach, choć ze dwa lub trzy dni były nawet przejezdne :) Średnia - niecałe 28,7 km/h, więc tak se.
Dziś na trasie towarzyszyła mi - co pewnie zaskoczy tych, którzy znają się na muzie - Katy Perry. Człowiek czasem musi sobie odpocząć od szatana, choć zło nie śpi :) W całej papce amerykańskiej popowej szmiry ta wokalistka wyróżnia się zdecydowanie - posiada mózg :) Jestem na tak, choć dziwne jest to nawet dla mnie :)
- DST 53.00km
- Czas 01:51
- VAVG 28.65km/h
- VMAX 51.30km/h
- Temperatura 26.0°C
- Podjazdy 167m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Amebizm
Poniedziałek, 31 lipca 2017 · dodano: 31.07.2017 | Komentarze 9
Dziś krótko i treściwie (czyli wyjątkowo), gdyż powyżej 25-26 stopni na plusie słowo "kreatywność" zamienia się u mnie w "kretyńskość" lub w inne, pokrewne. W upale jestem jak ameba i mam tylko dwa cele: wyruszyć i powrócić. Skrzętnie obydwa spełniłem. Już od samego początku wyjazdu na trasę: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Palędzie - serwisówki - Plewiska - Poznań, wiedziałem, że nie mam nawet co starać się o jakikolwiek dobry wynik, gdyż w te wakacje ruch na drogach jest jak jeszcze kilka lat temu w okresie późnego listopada, więc pierwsze co to stanąłem w korku. Który później zyskał liczbę mnogą. O dziwo prawie płynnie udało się minąć zwykle (czytaj: zawsze) zakorkowane Komorniki, z dość banalnego powodu - awarii świateł. Życzę temu miejscu większej ilości takowych.
Wiało godnie i solidnie, z południowego zachodu. Czyli w praktyce - zewsząd, w domyśle: wszyscy chyba wiedzą skąd :)
Wyjątkowo polubiłem na kilka dni swoją pracę. Nie, nie upadłem dziś po drodze na łeb. Po prostu mam w niej klimę, co pozwoliło mi poczuć do tego miejsca kilka - nomen omen - ciepłych uczuć :)






