Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 242585.35 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.47 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 791222 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 56.00km
  • Czas 01:55
  • VAVG 29.22km/h
  • VMAX 50.60km/h
  • Temperatura 21.0°C
  • Podjazdy 219m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Klekocąc

Środa, 27 czerwca 2018 · dodano: 27.06.2018 | Komentarze 6

W sumie trafił się dziś całkiem sympatyczny wyjazd, mimo solidnego wiatru ze wschodu, jak i w sumie połowy dystansu wykonanego przez Poznań. Temperatura była prawie komfortowa, o dziwo przed południem nie padało, a największe korki pokonałem za pomocą (cześć jej i chwała) Wartostrady. Niestety kilku elementów typowo miejskich nie udało się objechać, więc do dobrej średniej zabrakło. Z drugiej strony - po co ona komu? :)

Trasa: Dębiec - Hetmańska - Wartostrada - Malta - Antoninek - Swarzędz - Paczkowo (ostatnio spalił się tam dach dworca) - Siekierki - Gowarzewo (rondo wciąż rozkopane, robotników na widoku: zero absolutne) - Tulce - Żerniki - Jaryszki - Krzesiny - Starołęka - Lasek Dębiński - dom. Relive tutaj.

Z atrakcji: Malta wyglądała dziś niemal jak... Malta :)
Malta, wbrew pozorom poznańska
A taki oto klekot, ewidentnie wyrosły na polskich żabach i innych płazach, godnie zaprezentował się po drodze. Tłuścioch jeden :)
Latający gnojek 2 :)

Dystans zawiera jeszcze drogę do (na razie) pracy.




  • DST 51.70km
  • Czas 01:48
  • VAVG 28.72km/h
  • VMAX 51.80km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Podjazdy 144m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

KKK

Wtorek, 26 czerwca 2018 · dodano: 26.06.2018 | Komentarze 17

Nie, nie, nie, nie będzie o tym, z czym większości kojarzy się ten skrót :) Tym razem składa się on z:

K jak korki. Dziś rano pod wiaduktem na ulicy Hetmańskiej zderzyły się trzy samochody (na jednokierunkowej!), przez co całe południe Poznania ruszyło sobie objazdami przez Dębiec, Świerczewo, Plewiska i cholera wie przez co jeszcze. Okazało się, że to akurat mój tor jazdy, więc... Tu łatwo sobie wyobrazić, co przeżywałem. Były nawet wstydliwe momenty, gdy poruszałem się chodnikiem, bo inaczej stałbym gdzieś jeszcze do teraz. A że ruszałem lekko przed ósmą, to korki były przeogromne. Kilka z uroczych postojów jest na Relive.

K jak kretyni. Kumulacja chamstwa i bezmyślności. Nie zliczę, ile razy wyprzedzono mnie dziś na gazetę, ile razy wciśnięto z podporządkowanej czy nie sygnalizowano skrętu. Prócz jednej sympatycznej sytuacji, gdy kierowca TIR-a podziękował ładnie za zrobienie miejsca, polactwo samochodowe w najgorszym wydaniu. Osobnym fenomenem dnia był brak świateł mijania - nie pomylę się, jeśli napisze, iż co najmniej jedna dziesiąta aut nie miała ich zapalonych, mimo pochmurnej pogody. A na przykład w Plewiskach nastąpiła kumulacja, osiem (!) zapominajek pod rząd. Część - małe deja vu - jest na Relive :)

K jak... kredki :) Żeby lekko poluzować atmosferę. Wciąż dzielnie stoją, choć wydają się już lekko utemperowane czasem.
Kolorowe kredki... i całe przedszkole na szosy!
Trasa dzisiejsza: Poznań - Plewiska - Skórzewo - Wysogotowo - Dąbrowa - Sierosław - Więckowice - Fialkowo - Dopiewo - Palędzie - Gołuski - Głuchowo - Plewiska - Poznań. Na średnią nawet nie patrzę, bo więcej było skakania niczym niepełnosprawna żaba niż jazdy. Za to czasu na selfiaki aż za dużo - więc skorzystałem, angażując w to drzewo i lustro :)




  • DST 51.30km
  • Czas 01:46
  • VAVG 29.04km/h
  • VMAX 50.00km/h
  • Temperatura 19.0°C
  • Podjazdy 229m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Zgnilec

Poniedziałek, 25 czerwca 2018 · dodano: 25.06.2018 | Komentarze 6

Kolejny "wolny" dzień, czyli - jak zwykle - dopiero (jest godzina dziewiętnasta) usiadłem na tyłku. Skąd człowiekowi bierze się tyle rzeczy do zrobienia - nie mam pojęcia, ale to jakiś fenomen. Zapowiedziane wcześniej odwiedziny u Teściowej to tylko element tego łańcucha :)

Ale rower był, a jakże. Koło dziesiątej rano, pod zagrożeniem deszczem (finalnie nie spadł), wciąż niezmiennie walcząc z mocnym wiatrem - lato 2018 w pełni :) Wykonałem "kondominium" od strony: Poznań - Luboń - Szreniawa - Stęszew - Łódź - Dymaczewo - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań. W sumie ta wersja wygląda bardziej jak jakiś woreczek, może nawet żółciowy. A propos żółci - jechałem dziś w barwach czerwono-białych, nie odwrotnie. Żeby nikt nie myślał :)
Wielkopolskie pola, pola i pola
Nie wiem, czym w przeszłości naraziła się Bogu / bogom / Potworowi Spaghetti / nikomu (niepotrzebne skreślić) Mosina i jej okolice, ale coś jest na rzeczy. Jak nie oko cyklonu ptasiej grypy z roku poprzedniego, to atak zgnilca amerykańskiego. I to wbrew pozorom nie kolejna szpila w polską reprezentację :)
Zgnilec - może to to dorwało polską reprezentację? :)
Teraz te emocje: zapisał mi się cały wpis, czy zostałem wylogowany? Trzy, dwa, jeden... :)

EDIT: zapisał się :)




  • DST 53.10km
  • Czas 01:57
  • VAVG 27.23km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Podjazdy 266m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Guzik do pętelki

Niedziela, 24 czerwca 2018 · dodano: 24.06.2018 | Komentarze 13

No to tak - był całkiem długi wpis, ale mnie wylogowało bez ostrzeżenia i się zmył :/ To, co wymknęło mi się wtedy z ust nie jest do cytowania, ale że za chwilę Polacy grają mecz o wszystko, to pewnie będzie kompatybilne z głosami dokoła :) W meczu o honor sobie nie pofolguję, bo będę na niego zerkał akurat w pracy.

To w takim razie krótko i już na szybko: wolny dzionek, więc bez stresu deszczem. Udało się znaleźć dwugodzinną lukę między ulewami na wypad crossem, niestety od silnego wiatru już nie uciekłem i 80% wmordewindu miałem w pakiecie.

Trasa dzisiejsza (tu Relive): przez całe miasto, z Dębca przez Górczyn, Jeżyce, Golęcin, Strzeszynek do Kiekrza, tam skręt na Rogierówko i Sady, kawałek ddr-kowym koszmarem w Lusowie, a powrót przez Zakrzewo, Skórzewo i Plewiska do domu. Był też dłuższy moment terenu koło Strzeszynka.

Foty z dziś poniżej, miały opisy, ale skoro BS zachował się jak świnia, to ja ogłaszam focha i tylko pierwszą nazwę jak w tytule: guzikiem do rowerowej pętelki :)
Guzik do pętelki na trasie
Kusiło pokręcić dalej, oj, kusiło...
Malum, czyli rzeźbiarzom-filozofom się zdecydowanie nudzi
Strzeszynkostrada
Strzeszynkostrada dla mniej wygodnych




  • DST 51.80km
  • Czas 01:53
  • VAVG 27.50km/h
  • VMAX 55.40km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Podjazdy 157m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Dino

Sobota, 23 czerwca 2018 · dodano: 23.06.2018 | Komentarze 19

Wyjazd z kategorii: wyruszyć, wrócić, nie pamiętać. Warunki do kręcenia były nawet gorsze niż wczoraj, ale i bliźniacze: sympatyczna temperatura kilkunastu stopni została skutecznie uwalona przez wiatr. Choć nie, to nie był wiatr. To był szatan (ale ten z małej, coby nie obrażać właściwego ziomka), taki z tych wrednych małych gnojów z przerośniętym ego, wysysających z rowerzysty jakąkolwiek chęć do jazdy. Niestety skutecznie, co ponownie widać po tragicznym dzisiejszym wyniku, do tego wykonanym w jesiennym zestawie ciuchów. Lato! :)

Trasę, co zapewne widać na Relive, miałem - delikatnie mówiąc - niezbyt osłoniętą od podmuchów. Pola uprawne bowiem nie wiadomo czemu są jakoś średnio kompatybilne z lasami, a rosnąca już kukurydza może i jest lepsza w tym aspekcie niż buraki, ale niestety finalnie mało przydatna.

Cierpienie dzisiejsze to ślad prowadzący z Poznania przez Luboń, Wiry, Komorniki, Rosnowo, Chomęcice, Głuchowo, Gołuski, Zakrzewo, Dąbrowę, Wysogotowo, Skórzewo, Plewiska, Poznań. W Plewiskach zakwitłem na dłużej, bo jak sobota to tylko do Lidla, do Lidla plus Biedronka - codziennie niskie ceny zakorkowały w dublecie tę miejscowość. W sumie wtopa, bo jutro zwykła niedziela handlowa :) A na mapie wyszedł mi dinozaur, idealnie odzwierciedlający tempo jazdy.

Czemu taki radosny - za cholerę nie wiem :)




  • DST 52.80km
  • Czas 01:53
  • VAVG 28.04km/h
  • VMAX 50.80km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Podjazdy 236m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wiatromalowanie

Piątek, 22 czerwca 2018 · dodano: 22.06.2018 | Komentarze 21

Uffff, można w końcu oddychać. Tylko ostrożnie, bo przy dzisiejszych podmuchach każde szersze otwarcie gęby mogło się skończyć tragicznie, na przykład połknięciem przelatującego słupa, dachu lub egzemplarza trzody chlewnej :) Jednak fakt jest faktem: sama temperatura powietrza była nad wyraz komfortowa (szesnaście stopni), tylko że odczuwalna o wiele niższa, za co oczywiście szczere podziękowania dla szanownego wiaterka. Walka z nim była zdecydowanie nierówna, a że już dawno odpuściłem sobie konfrontację z wiatrakami, skupiłem się po prostu na przetrwaniu. 

Znów wykonałem "kondominium", ale w stronę odwrotną niż wczoraj: z Poznania przez Luboń, Komorniki, Szreniawę, Stęszew, Łódź, Dymaczewo, Mosinę, Puszczykowo, Łęczyce i Luboń do Poznania. Prócz tego, że największa zabawą było utrzymanie pionu, niewiele miałem atrakcji, chyba że za taką uznać klakson sponsorowany przez jakąś pezeciarę w Stęszewie podczas wyprzedzania. O co jej chodziło - chciałem się dowiedzieć, ale niestety nie dogoniłem. A szkoda.

Na niebie odbywała się wojna chmur z przebłyskami. Nie powiem, momentami malowniczo było, choć pod koniec miałem wrażenie, że czeka mnie kurs kajakiem. O dziwo wróciłem jednak o suchej stopie.


Wczoraj wiało w Poznaniu najmocniej w całej Polsce, jeśli nie liczyć Śnieżki. Dla pewnego lubuskiego eksperta-teoretyka od wielkopolskich wiatrów info tutaj :)




  • DST 52.20km
  • Czas 01:44
  • VAVG 30.12km/h
  • VMAX 62.20km/h
  • Temperatura 28.0°C
  • Podjazdy 233m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Lokondominium

Czwartek, 21 czerwca 2018 · dodano: 21.06.2018 | Komentarze 6

Uch, jak gorąco, puff, jak gorąco... - to o warunkach pogodowych.

Stoi i sapie, dyszy i dmucha... - to mnie.

Przewidującego mieliśmy geniusza Juliana T., że napisał już wiele lat temu wiersz o dzisiejszym rowerowym wypadzie mojej skromnej osoby :)

Było zdecydowanie za ciepło i za lepko. Upałom - jak wiadomo - mówię stanowcze nie, nie i jeszcze raz nie. Podczas jazdy było jeszcze w miarę, w miarę, ale już każde zatrzymanie na światłach i w korkach (dziś o dziwo prym w tym wiodła Mosina, a nie Luboń czy Komorniki) to masakra dla czerepu. A było poniżej trzydziestki na termometrze - co będzie w takim choćby sierpniu, boję się myśleć.

Znalazłem też plusy: wiatr o dziwo czasem współpracował, oczywiście bez przesady. A że wiał z południowego zachodu, to wykonałem swoją ulubioną trasę, czyli " kondominium" w najbardziej klasycznej wersji: Poznań - Luboń -  Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Dymaczewo - Łódź - Stęszew - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Poznań.

Jako że podmuch był łaskawszy niż zazwyczaj, skorzystałem: na niewielkiej, ale sympatycznie długiej hopce przy Głogowskiej w Poznaniu rozpędziłem się do lekko ponad 62 km/h. Lubię to.

Aha, dziś ukrop, podobno jutro... kilkanaście stopni. I deszcze. I wichury. Może nie być pokręcone.

A skoro było o "Lokomotwie", to raz jeszcze przypomnę, bo warto :)




  • DST 51.50km
  • Czas 01:48
  • VAVG 28.61km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Podjazdy 135m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Bingo

Środa, 20 czerwca 2018 · dodano: 20.06.2018 | Komentarze 10

Zdziwiony byłem, że w przeciwieństwie do wczorajszego dnia jakoś mało samochodów miało dziś zamocowane biało-czerwone flagi. Jakiś mecz był, czy co? :)

Cieszę się, że musiałem dziś wyruszyć dość wcześnie, czyli koło ósmej, bo gdy potem teleportowałem się do pracy, ledwo mogłem oddychać. Rano było jednak jeszcze przyzwoicie, choć pod koniec już za ciepło. A wiatr? Jak to wiatr - solidny wmordewind trzymał gardę, znów mnie całkowicie demotywując w temacie przyspieszania, co widać po średniej.

Trasa to "podwójnie ciężarna glizda", czyli kierunek zachód: Poznań - Plewiska - Komorniki - Głuchowo - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Na przejeździe za Dopiewem jak niemal za każdym razem stanąłem sobie na zamkniętym przejeździe kolejowym. Stanąłem, odczekałem swoje, ruszyłem i... stanąłem. Rogatki otworzyły się bowiem na czas wystarczający do przepuszczenia trzech samochodów, ja oczywiście znajdowałem się za tym czwartym. Cóż, przynajmniej z nudów zrobiłem sobie selfiaczka :)

A w Plewiskach, gdy dla swojego bezpieczeństwa jechałem delikatnie oddalony od prawej krawędzi, bo z tamtejszych dziur można by skonstruować ekstremalny tor narciarski, usłyszałem za sobą agresywny dźwięk klaksonu i już na 99% wiedziałem, że:
- pochodzi z auta marki BMW,
- prowadzonego przez jakiegoś gówniaka;
- jadącego bez zapalonych świateł.

Bingo. Jednak 100% :) Tym samym wracamy do początku wpisu i możemy zakrzyknąć: Polskaaaaa, białoooo-czerwooooniii! :)




  • DST 51.70km
  • Czas 01:50
  • VAVG 28.20km/h
  • VMAX 51.80km/h
  • Temperatura 26.0°C
  • Podjazdy 168m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Womitycznie

Wtorek, 19 czerwca 2018 · dodano: 19.06.2018 | Komentarze 17

Noooooo, to dziś mam sumienie czyste - mogę narzekać :) Oczywiście głównie na wmordewind, dawno niewidziany. Niestety menda się widocznie za mną stęskniła, co stoi w całkowitym przeciwieństwie do moich uczuć wobec niego/niej. Zmiażdżył/a mnie kompletnie na zachodnich, polnych terenach, gdzie jakieś pojedyncze drzewa dawały niewiele osłony (co widać na Relive). Eh, wielkopolskie realia nie za bardzo wspomagają motywację kolarską. Do tego duszno, a gdy przypiekało słońce - fragmentami womitycznie. Uknułem to słowo, żeby nie napisać brzydko, że było parno do wyrzygania :)

Dzisiejsza trasa to kombinowanie jak koń pod górę: z Poznania do Lubonia, Wirów, Komornik, Chomęcic, serwisówkami do Gołusek i Zakrzewa, tam nawrotka wzdłuż DW 307 i przez Dąbrowę oraz Wysogotowo do granic Skórzewa i Poznania, a do domu dostałem się przez cmentarne klimaty na Junikowie oraz Górczyn. Wynik dzisiejszy - poniżej krytyki.

Wczoraj wspominałem krótko o tym, że zostałbym nieapetyczną musztardą dzięki zachowaniu pewnego kierowcy, a że udało mi się po wszystkim jeszcze cyknąć mu zdjęcie, to wysłałem je wieczorem z konkretnym opisem na znaleziony w necie adres kontaktowy zakładu, którego naklejki widoczne były na samochodzie. Dostałem dziś,czyli dość szybko, gorące przeprosiny mailem od firmy Colas i - zgodnie z moim życzeniem - solenną obietnicę, że pracownik zostanie przeszkolony w temacie pewnych aspektów Kodeksu Drogowego, szczególnie tyczących się wyprzedzania rowerzystów. Może zapamięta dzięki temu i będzie myślał, gdy natrafi na kolejnego miłośnika dwóch kółek.

A dziś, już niedługo: do (u)boju Polsko! :)




  • DST 51.40km
  • Czas 01:42
  • VAVG 30.24km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 21.0°C
  • Podjazdy 157m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Ad absurdum

Poniedziałek, 18 czerwca 2018 · dodano: 18.06.2018 | Komentarze 11

Biorąc pod uwagę, jak wyglądała (a wyglądała upalnie) reszta dnia, ze zdziwieniem zabierając się za wpis przypomniałem sobie, że rano padał deszcz, przez który bliski byłem nawet wyciągnięcia na przejażdżkę crossa. Jednak stwierdziłem, że wygłupiać się nie będę, czego finalnie nie żałowałem, bo drogi szybko obeschły i można było kręcić po ludzku. Nawet wiatr, mimo że współpracować podczas powrotu nie chciał, niespecjalnie irytował.

Jako że obyło się bez większych przygód (prócz wyprzedzenia mnie na gazetę, i to bardzo cienką, przez dostawczaka z logiem Colas), to jedynie najpierw link do Relive, w którym widać moją dzisiejszą trasę, czyli: Poznań - Plewiska - Skórzewo - Zakrzewo - Sierosław - Więckowice - Fiałkowo - Dopiewo - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań, a następnie, w ramach ciekawostki (dawno temu już wklejałem, ale myślę, że warto robić replaye) obrazek ukazujący, że granica między dobrymi chęciami a absurdem jest dość... wysoka :)

Po południu, jako że Żonie udało się również załatwić wolne, wykonany został jeszcze wypad do Puszczykowa na kilkukilometrowy spacer wzdłuż Warty. Dawno tam nie byliśmy, więc piękno tego traktu zachwycało podwójnie.

Przy okazji udało się odnaleźć w środku lasu absurd numer dwa tego dnia. No comments, chyba że to jakiś średnio zabawny żart.

A przy okazji okazało się, że ów kurdupel, którego wychowywaliśmy jako psa, jednak nim nie jest. To Kropkodyl :) Szkoda tylko, że wyszło to na jaw dopiero po zjedzeniu połowy mieszkania - no ale nic, damy radę :)