Info
Suma podjazdów to 791222 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec23 - 46
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 63.40km
- Czas 02:11
- VAVG 29.04km/h
- VMAX 60.20km/h
- Temperatura 30.0°C
- Podjazdy 411m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Półparówa serwisowa
Wtorek, 7 sierpnia 2018 · dodano: 07.08.2018 | Komentarze 19
AŻ TAK źle jeszcze dziś nie było. W punkcie kulminacyjnym mojego wypadu (czyli koło południa) termometr pokazywał około trzydziestu kresek - mega dużo, ale człowiek doświadczony życiem, a przynajmniej ostatnimi kilkunastoma dniami, się przyzwyczaja i cierpi w milczeniu. Krzyczał pewnie będę jutro i w czwartek :)
Kierunek obrany był jeden - zaprzyjaźniony serwis w Mosinie, gdzie w końcu udało mi się ustalić termin przeglądu i wymiany kilku niezbędnych elementów. W linii prostej miałem tam kilometrów piętnaście, więc wybrałem opcję zrobienia ich... ponad czterdziestu :) No bo skoro wyruszyłem wcześniej, to grzechem (ateistycznym) byłoby nie wykonać kilku więcej. Ruszyłem szlakiem "odwrotnego kondominium", z Poznania przez Komorniki, Rosnowo, Szreniawę, Rosnówko, Stęszew, Łódź, Dymaczewo...
...by pojawić się pod sklepem, jakieś piętnaście minut przed otwarciem. A że średnia, mimo wiatru w pysk, była umiarkowanie przyzwoita, czas najwyższy było... ją spieprzyć :) Wykonałem to perfidnie poprzez dwa podjazdy na Osową Górę ulicą Pożegowską - ten drugi wziął się z tego, iż podczas pierwszego zjazdu Vmax zatrzymał się chamsko na 59,8 km/h, czego nie lubię. No to poprawiłem :)
Przyszedł czas na serwis - finalnie T-rek(s) otrzymał nowy łańcuch, nową kasetę (już wyższej klasy), bo choć ta pierwotna pociągnęłaby jeszcze z miesiąc lub dwa, czas wymiany wypadłby na kumulację jesieni, co mijało się z celem. A tak jest nadzieja, że dzięki temu oszczędzę trochę korbę, a i kolejna trafi się idealnie, na koniec zimy i początek wiosny (przynajmniej mam taką nadzieję, bo nikt nie potrafi zajeździć i zasyfić sprzętu tak jak ja). Przy okazji wyszło, że podczas robienia jakieś fotki, gdy rower mi się przewrócił na prawy bok, skrzywiłem lekko (na szczęście bardzo lekko) hak (brawo ja), i a przeoczyłem, że jeżdżę praktycznie z dziurą w oponie, która jednak póki co nie skończyła się wymianą dętki na trasie (porządne opony Bontragera to jednak to), więc zainwestowałem w nową, zwijaną i mam nadzieję sprawdzającą się równie dobrze. Czeka mnie jeszcze w przyszłości wymiana linki od przedniej przerzutki (na razie działa, ale bardzo powoli zaczyna się buntować), a i przednie koło klasycznie sfatygowałem na tych naszych gównodrogach i ddr-kach. To temat na zaś, za to ja po wyjściu mogłem się cieszyć czyściutkim i częściowo nowym sprzętem. Dzięki, RedBajk :)
W sklepie spędziłem więcej czasu niż zamierzałem, ale miałem w perspektywie wiatr w plecy, widziany przed rozpoczęciem serwisowania, więc ruszyłem optymistycznie przed siebie, i... No jednak podmuch się zmienił na wprost przeciwny. Welcome to my world :) Trochę z bocznym, trochę z "wpyszcznym" dotarłem do domu, zamiast niepotrzebnie cisnąć, bawiąc się nowym osprzętem.
Potem jeszcze kilka misji, jak to zwykle u mnie w "wolnym" dniu, i "już" przed 21 można się było zabierać za wpis :)
Relive tutaj.
- DST 53.20km
- Czas 01:53
- VAVG 28.25km/h
- VMAX 53.00km/h
- Temperatura 25.0°C
- Podjazdy 150m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Żabnica prenatalna :)
Poniedziałek, 6 sierpnia 2018 · dodano: 06.08.2018 | Komentarze 41
Ok, to, że wczoraj nie psioczyłem aż tak na wiatr, bo przekupił mnie sprytnie obniżeniem temperatury, nie znaczyło wcale, że miał sobie dalej pozwalać! Dziś, gdy na tych wielkopolskich polach, które przechodziły w inne pola, a te z kolei w pola następnie, kilka razy powiało mi tak na oko (a nawet na kask) w porywach z 40 km/h, odechciało mi się wszystkiego. Ale spoko, jutro znów inne 40 nas czeka, to na termometrach. Jak nie urok, to sra... Wiadomo co :)
Trasę wykonałem na zachód: z Poznania przez Plewiska, Gołuski, Palędzie, Dopiewiec, Dopiewo, Trzcielin, Konarzewo, Chomęcice, Rosnowo, błądzenie z powodu objazdów na granicy Komorniki-Głuchowo- Plewiska, a powrót przez fragment piątki i Świerczewo do domu. Pod sam koniec postanowiłem w końcu umyć rower, za co zabierałem się od kilku tygodni, i co...? Najzupełniej przypadkowo akurat na myjce odbywał się serwis, więc odjechałem jak niepyszny. Zaraz, napisałem "przypadkowo"? Hmm... Antoni, ponownie mam dla Ciebie temat. I to nawet z dość dużą dostępnością parówek za winklem :)
Wspomniałem o polach. Zapomniałem jeszcze o eskach i A2-kach, przez które znalezienie kawałka prostej to jak wygrana w totka. A mocny wiat plus moje zmiany kierunku plus jego zmiany kierunku - to się nigdy nie kończy pozytywnie, co widać po wyniku.
Więcej niezwykle zróżnicowanych widoków na Relive.
Znalazłem za to jedną bardzo sympatycznie kojarzącą się nazwę firmy. Jak kiedyś ją przejmę (czyli wracamy do wspomnianego już totka), to skoryguję :)
A tu kształt trasy. Wiem, poleciałem dziś ze skojarzeniem, ale na moje to żabnica. Zmutowana, kwadratowa, może w fazie prenatalnej, ale jest :)
- DST 53.45km
- Czas 01:49
- VAVG 29.42km/h
- VMAX 52.20km/h
- Temperatura 27.0°C
- Podjazdy 148m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Nieparówa!
Niedziela, 5 sierpnia 2018 · dodano: 05.08.2018 | Komentarze 7
Ufff... Sam by się po sobie nie spodziewał, że ucieszę się na silny wiatr, który dziś mi towarzyszył po drodze, oczywiście nie pomagający praktycznie w ogóle przy powrocie i skutecznie torpedujący moje próby wywalczenia jakiegoś przyzwoitego rezultatu. Tym razem jednak zrobił coś dobrego dla ludzkości, a już na pewno dla mojej skromnej osoby - sprowadził chwilowe ochłodzenie. Jeśli oczywiście za takowe uznać "zaledwie" 27 stopni na plusie. Jednak w porównaniu z tym, co przeżywaliśmy przez ostatni tydzień (a i niestety co będziemy przeżywać w przyszłym), było to jak miód na serce. Gorący, ale jednak :)
Trasę wykonałem dziś zachodnią z delikatnymi północnymi inklinacjami: Dębiec - Góczyn - Junikowo - Wysogotowo - Dąbrowa - Sierosław - Więckowice - Fiałkowo - Dpiewo - Palędzie - Gołuski (rozkopano tam połowę drogi i trzeba się poruszać slalomem) - Głuchowo - Komorniki - Plewiska - Poznań. Prócz wiatru atrakcji niewiele, bo ruch znikomy, a pezetowe Sebixy siedzą nad morzem, więc cisza i spokój. Relive tutaj.
Tęskno mi trochę za górami, więc dzisiaj te poznańskie, z okolic Junikowa. W sumie niedaleko znajduje się ulica Jeleniogórska, więc nawet tam pasują :)
Jak zwykle mam opóźnienie z podsumowaniem poprzedniego miesiąca. W lipcu zrobiłem łącznie crossem i szosą 1657 km, ze średnią 28,76 km/h. Z pogodą było różnie, o czym świadczy fakt, że w końcu miałem jednodniową przerwę od kręcenia z powodu deszczu. Generalnie jednak tragedii nie było.
- DST 56.10km
- Czas 01:56
- VAVG 29.02km/h
- VMAX 50.60km/h
- Temperatura 28.0°C
- Podjazdy 197m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Parówa - odcinek ósmy (kórnicko-kibicowski)
Sobota, 4 sierpnia 2018 · dodano: 04.08.2018 | Komentarze 13
Plan na dziś był sprecyzowany - postarać się pokibicować koledze Bitelsowi na trasie IV Kórnickiego Maratonu Turystycznego. To taka impreza towarzyska, gdzie napinanie i ciśnięcie liczy się jakby mniej od sympatycznego towarzystwa oraz fajnej atmosfery, o czym przekonałem się naocznie. Mimo że jestem osobiście niechętny udziałowi moich dwóch kółek w jakimkolwiek zorganizowanym jeżdżeniu, to przyznaję, że tu akurat jest w dechę :)
Problem był jeden - start grupy Pawła o kosmicznej godzinie 7:50 z kórnickiego rynku. Żeby się na nim pojawić, musiałbym ruszyć lekko po szóstej rano, więc ten, tego... Musiałem wymyślić coś innego :) Główka popracowała, spojrzałem na przebieg początku trasy i wykoncypowałem co następuje: ruszę z naprzeciwka i jeśli wszystko dobrze wyliczę, gdzieś plus minus w okolicach Puszczykowa powinniśmy na siebie trafić. Wyjechałem przed ósmą, przejechałem, żeby było szybciej, Luboń koszmarną ulicą Armii Poznań (serdeczne kij ci w oko, kierowco-frustracie, który uwiesiłeś się na klaksonie, informując łapami, że "tu jest ścieżka". No jest,ale kompletnie nie do użytku, więc z miłą chęcią kazałbym ci po niej wykonać rundkę), Puszczykowo, skręciłem w kierunku mostu nad Wartą, wjechałem do Rogalinka i już miałem zamiar zabrać się do wspinania na tamtejszą hopkę, ale najpierw pozdrowiłem mijaną grupę kolarzy... Zaraz zaraz, mignęła mi w niej znajoma twarz, więc szybka nawrotka i po chwili gaworzyłem już sobie z Bitelsem :)
Z sympatyczną grupą przejechałem sobie niespiesznym tempem (czyli niezwykle rozsądnym, jeśli ma się w perspektywie 300 km) w klimacie gadu-gadu, przez moje niemal codzienne rejony w sumie nieco ponad 10 kilometrów, żeby nie łamać regulaminu raczej z tyłu, obok, lub w bezpiecznej odległości z przodu, niż w środku. Miło się gadało, fajnie było spotkać z kolegą z BS i poczuć, że maraton może być na luzie, a nie na spinie. Udało mi się nawet powstrzymać i nie ruszyć ostro za grupą, która nas wyprzedziła (dla mnie nowość, hehe), gdyż miałem plan odprowadzenia Pawła, mieszkańca Łodzi, do... Łodzi. Tej wielkopolskiej oczywiście :) Tam pożegnałem się z ekipą, bo w południe musiałem być w centrum Poznania, życzyłem szerokiej drogi (mam nadzieję, że dadzą radę w tym ukropie - o dziewiątej było ponad 28 stopni) i poleciałem już nieco szybszym tempem (oczywiście pod wiatr, więc nadrobiłem niewiele, na szczęście dziś nie wiał mocno) do domu przez Stęszew, Szreniawę i Komorniki. Zatrzymałem się tylko na chwilę na krajowej piątce,,"podziwiając" to, co z poboczem jest w stanie zrobić kierowca-samobójca (te betonowe zmasakrowane barierki to skutek niedawnego wypadnięcia jednego delikwenta z drogi)...
Mam też dobre info dla tych, którzy pracują w systemie poniedziałek-piątek. Jakby ktoś chciał sobie zamówić nagle sobotę, proszę, podaję numer :)
Fajnie mi się aktywnie kibicowało. KMT to świetna impreza z fajnymi ludźmi i choć zapewne nigdy nie wezmę w niej udziału jako zawodnik, to życzę jej organizatorom wszystkiego najlepszego. Dobra robota. "Mojej" grupie życzę dojechania w całości i miłych wspomnień. Ode mnie jeszcze fotka pamiątkowa, lekko niewyraźna, ale jest :)
A tu Relive.
- DST 56.10km
- Czas 01:56
- VAVG 29.02km/h
- VMAX 51.80km/h
- Temperatura 30.0°C
- Podjazdy 246m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Parówa - odcinek siódmy, krzyżowy
Piątek, 3 sierpnia 2018 · dodano: 03.08.2018 | Komentarze 23
Cholera, to już tydzień tej rzezi, nie chce być inaczej :/
Dzisiaj niby chłodniej, ale jakoś nie bardzo. Męczyłem się tak samo jak ostatnio, lecz w pakiecie dostałem jeszcze sporą (w sumie ponad dwadzieścia kilometrów) rundkę po mieście, z południa na północ i potem jeszcze kawałek pod sam koniec. Co oczywiście oznaczało czerwoną falę. Wydawało mi się też, że samochodów jest znów jakoś więcej, ale może miałem pecha.
Trasa: Dębiec - Górczyn - Grunwald - Jeżyce - Golęcin - Obornicka - Suchy Las - Złotniki - Sobota - Rokietnica - Kiekrz - Starzyny - Kiekrz poznański - Słupska - Przeźmierowo - Wysogotowo - Junikowo - Plewiska - Skórzewo - Dębiec. O tak jak na Relive. A wiatr? Gdy jechałem na północ - północny, po nawrotce - oczywiście południowy.
W Sobocie jak zwykle byłem nie w czas :)
Natomiast na widok poniższego dałem aż za bardzo po hamulcach, bo abstrakt i bezczelność tego tekstu aż mnie zamurował :) Może o to chodziło i autorzy mieliby jednego agnostyka na tym łez padole mniej? :)
- DST 52.00km
- Czas 01:49
- VAVG 28.62km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 33.0°C
- Podjazdy 228m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Parówa - odcinek szósty, bez podtytułu
Czwartek, 2 sierpnia 2018 · dodano: 02.08.2018 | Komentarze 6
No bo na czym tu by się można było wyjątkowym skupić, skoro głównym zajęciem była walka o przetrwanie...? Dziś zaliczyłem chyba najgorętszy z dni "parówkowych", na szczęście bez aż tak ostrego słońca, co lekko łagodziło doznania. Lekki był też wiatr, ale raz, że znów wiał z każdego kierunku, tylko nie takiego, który mógł mi pomóc, dwa, że średnio przyjemne było boksowanie się z nim, bo każdy podmuch zamiast chłodzić, jakby dmuchał we mnie dodatkowym gorącem. Finalnie więc znów za cel postawiłem sobie dojechanie do celu w postaci stałej, a nie płynnej, co poniekąd się udało, choć w mikrym stylu.
Trasa to lekka kombinacja kilku innych, które albo były zawsze za długie, albo za krótkie. Tym razem wyszło mi niemal idealne pięć dyszek z dokładką, jednak jest to wersja jedynie na miesiące "sezonowe", gdyż dwukrotny skrót Laskiem Dębińskim zimą będzie ciężki do zaliczenia. Z Dębca ruszyłem przez wspomnianą oazę zieleni na Starołękę, następnie Krzesiny, Jaryszki, Koninko, Borówiec, Paris-Roubaix do Skrzynek, liźnięcie Kórnika, Mieczewo, Rogalin, Rogalinek, Wiórek, Daszewice, Starołęcka i znów przez Dębinkę do domu. O tak jak na Relive.
Parowałem i cierpiałem nie tylko ja. Nie wiem czy można to uznać za pocieszenie, ale nawet mijani kolarze w wersjach duet+ ledwo powłóczyli nogami. No nic, podobno od jutra ma być MNIEJ UPALNIE. Nie wiem czy skakać po usłyszeniu takiego komunikatu z radości, czy przy okazji szykować szyję pod zawieszony na suficie stryczek :)
Aha, widok wycinanych wszędzie połaci lasów chyba każdemu spowszedniał, więc napotkana po drodze tablica...
...przyniosła mi pomysł na kolejne akcje. Zamiast czepiać się bowiem "morderczych drzew", powinno się zająć masową eksterminacją zwierzyny leśnej, jak wiadomo jeszcze bardziej nieprzewidywalnej (komu nie przeleciał choć raz przez drogę dzik, niech pierwszy rzuci kamieniem). Ewentualnie, żeby wesprzeć sejmowe lobby, można najpierw ją wyłapać (oczywiście nie całą, miłośnicy przyrody z piórkami w kapeluszach i brzuchami utuczonymi na dziczyźnie też muszą mieć przecież chwilę radości), nieco odpicować, a następnie zagazować na odpowiednich fermach w celu przerobienia na futra. Tym samym ziemia stanie się nam jeszcze bardziej poddana. Istna idylla! Co będzie natomiast gdy już nie będzie czego wybijać? Pewnie wybijemy siebie, zgodnie z odwieczną ludzką tradycją i instynktem :)
A sam znak w sumie bardzo potrzebny, choć po tym, jak na moich oczach prawie zderzyłyby się dwa pędzące na siebie, w tym jeden mnie wyprzedzający, samochody - raczej mało skuteczny.
- DST 62.40km
- Czas 02:09
- VAVG 29.02km/h
- VMAX 53.40km/h
- Temperatura 31.5°C
- Podjazdy 313m
- Sprzęt Zimówka - góral (na emeryturze)
- Aktywność Jazda na rowerze
Parówa - odcinek piąty ("mysza")
Środa, 1 sierpnia 2018 · dodano: 01.08.2018 | Komentarze 12
Klimat umiarkowany... Taaa. Dobry żart. Jak w Polsce nie ma przymrozków, wichur i deszczu, to dostajemy to, co dzisiaj - przypiekanie na żywym ogniu. Wczoraj rozmawiałem chwilę z ludźmi z Teksasu, którzy przyjechali pozwiedzać Europę - powiedzieli, że u nas wymiękają :)
No nic, ale kręcić trzeba. Wolny dzień mógłby pewnie skutkować jakąś stówą, ale na głowę jeszcze nie upa(d)łem :) Niechcący jednak wyszło i tak dyszkę więcej niż zazwyczaj, z powodów różnych. Ale po kolei.
Najpierw ruszyłem sobie niespiesznie przez Lasek Dębiński na Starołękę, potem zaliczyłem Czapury, Wiórek, Rogalinek, Rogalin, Świątniki, tym samym docierając do Radzewic, które nie tylko miały być miejscem nawrotki, ale i jak zwykle sesji fotograficznej, bo mam sympatyka tej miejscowości z dalekiego Górnego Śląska, z Chorzowa czy jakoś tak :) Żarcik, żarcik Marcin, z Katowic oczywiście :) W każdym razie na miejscu udało mi się w tamtejszym mini porcie natrafić nawet na startujący stateczek.

Przy okazji zajrzałem jeszcze na pobliski cmentarz, gdzie dawno, dawno temu jedna miła pani "zareklamowała" mi... jednookiego Chrystusa. Skorzystałem z niecodziennej okazji, gdy teren był otwarty, żeby ocenić stan na 2018 rok, i Jezus jest już cały :)



To zresztą nie koniec tamtejszych inwestycji. W pobliskich Świątnikach coś mi nie pasowało, więc się zatrzymałem i ujrzałem Matkę Boską konserwowaną. Aha, jakby co - to nie jest kolejne moje, tu dość dowolny cytat: "wyśmiewanie się z katolicyzmu, spróbuj to samo z islamem, debilu", tylko stwierdzenie faktu :)
Powrót częściowo swoimi śladami, ale odbiłem w kierunku Puszczykowa i Mosiny, gdzie wpadłem na chwilę ustalić termin wstępnego serwisu, potem z Łęczycy odbiłem na Wiry, robiąc testowo skręt w obiecująco nazywającą się i pokrytą fajnym asfaltem ulicę. Finał? Oto końcówka ulicy... Poznańskiej.
Wróciłem jak niepyszny, żeby powetować sobie niepowodzenie wpadłem jeszcze do sklepu, bo litr izotonika skończył mi się dramatycznie wcześnie. Końcówka to spory kawałek krajową piątką, w ukropie i (co za zaskoczenie) pod wiatr, Bo oczywiście się zmienił - z południowo-wschodniego na północny, co udowadniają flagi widoczne na Relive :) A na mapie tym razem... mysz po trepanacji czaszki :)
Tu jeszcze dowód, że rzeź to rzeż:
Po południu jeszcze sześć kilosów spaceru po Dębinie. Kropa nie miała wątpliwości, co dzisiaj było jedyne słuszne :)
- DST 51.30km
- Czas 01:49
- VAVG 28.24km/h
- VMAX 51.60km/h
- Temperatura 29.0°C
- Podjazdy 253m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Parówa - odcinek czwarty (kryptonim "Modliszka")
Wtorek, 31 lipca 2018 · dodano: 31.07.2018 | Komentarze 13
O pogodzie nawet nie chce mi się wspominać. Jak się piekarnik otworzył, tak mu wciąż z rozgrzanego brzucha bucha. Już od ósmej rano parówa była w pełni aktywności, potem było tylko gorzej.
Co do trasy, to miałem ją dzisiaj wyjątkowo zaplanowaną. Ruszyłem sobie przez Lasek Dębiński, Starołękę, Czapury, Babki, Daszewice, Borówiec. Gądki, Robakowo, Dachową... Wrrrróć! Jaką Dachową? W Robakowie zatrzymał mnie tak nagle, jak niespodziewanie, remont. A w sumie koniec świata, a na pewno drogi. Mój cały misterny plan wobec dalszej jazdy poszedł się pie...c :) Pobawiłem się w jakieś sugerowane objazdy, ale dwukrotnie wylądowałem w polu (dobrze widocznym na Relive), więc wróciłem jak niepyszny prawie swoimi śladami. "Prawie", bo lekko je skorygowałem o skręt z Borówca do Kamionek i Głuszyny, a potem już zadupiami do domu. I znów, cholera jasna, dostałem wmordewind w wersji 90%, co w połączeniu z tym, że się rozpływałem, zafundowało mi ponownie średnią-koszmarek.
Gdyby nie te detale, to... fajnie by było :)
Zagadka: na tle czego może się reklamować w dzisiejszych czasach nadleśnictwo? Bingo - świeżo dokonanej wycinki...
Trasa dzisiejsza ponownie mordercza. Tym razem modliszka jak w pysk.
- DST 53.10km
- Czas 01:51
- VAVG 28.70km/h
- VMAX 53.00km/h
- Temperatura 29.0°C
- Podjazdy 265m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Parówa - odcinek trzeci
Poniedziałek, 30 lipca 2018 · dodano: 30.07.2018 | Komentarze 20
Po jednym mniej parów(k)owym dniu, dziś piekarnik znów rozpalony został na maksa. Zdychanie od samego początku do końca, jak ja to kocham :/ I co jeszcze? Ano to, co zawsze - wiatr. Najpierw wymęczył mnie podczas jazdy na północ, żeby po nawrotce zmienić kierunek na wschodni. I tak właśnie prysły moje marzenia o jego pomocy. No nic, może kiedyś się doczekam.
Ok, no to porcja narzekań poszła, ale mogę wyjąć z nich dziś jedną rzecz – DDR-ki, bo praktycznie jechałem tylko nowymi, cywilizowanymi i przede wszystkim nadającymi się do jazdy (a to w Polsce wyjątek), czyli Wartostradą i Gdyńską. Gorzej było poza nimi, bo światła plus upał plus wmordewind to zdecydowanie mało sympatyczne równanie :)
Genialnie za to było już po wyjechania z miasta i (czyli w sumie połowie dzisiejszego dystansu) - wykonałem jedno z moich ulubionych kółeczek, z Koziegłów przez Kicin, Kliny, Wierzonkę, hopka do Karłowic i z powrotem, potem Kobylnica, Bogucin i znów kręcenie po Poznaniu. A że urlop będę miał dopiero jesienią, postanowiłem choć łyknąć wielkiego świata i nawiedziłem...
Co prawda zamiast "umc umc" miałem akurat w słuchawkach coś cięższego i posiadającego tekst dłuższy niż jedna linijka, a poza tym nie przyuważyłem nigdzie ludzkich wielorybów, no i morza jakoś tak mało (nie więcej, ale i nie mniej niż 0%) ale i tak było zaje...fajnie :) Relive, zawierający w gratisie zdjęcie flag, które miały powiewać w zupełnie innym kierunku, następną wycinkę tego, co wydawało się nienaruszalne, oraz sylwetki kolejnych ludzi, którzy nie rozumieją pisma obrazkowego, znajduje się tutaj .
Upały odejdźcie... Proszę, na razie po dobroci!
- DST 52.30km
- Czas 01:47
- VAVG 29.33km/h
- VMAX 52.20km/h
- Temperatura 25.0°C
- Podjazdy 154m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Kościelówa
Niedziela, 29 lipca 2018 · dodano: 29.07.2018 | Komentarze 28
Spokojnie, spokojnie, wytłumaczę się później z tytułu :)
Najpierw o warunkach pogodowych - o dziwo dziś rano nie było tak źle pod względem grzania czerepu, co zapewne jest zasługą dość zachmurzonego nieba. Fajnie prawda? No to mamy plus, czas na minus - oczywiście wiatr, nie tyle solidny, ile wręcz mocny, który jakby zaprzeczał teorii prawdopodobieństwa, bo nawet jeśli podmuchy były z różnych kierunków, to przynajmniej przez chwilę powinny mi pomagać. Tymczasem, mówiąc obrazowo, dupa. Tyle że z drugiej strony, czyli pysk. Wmordewind permanentny. A średnia masakryczna.
Teraz o trasie: zachodnia pętla z Dębca przez Górczyn, Plewiska, Skórzewo, Dąbrowę, Sierosław, Więckowice, Dopiewo, Palędzie, Gołuski i znów Plewiska do domu. Pierwotnie miałem w planach jazdę w kierunku Junikowa, czyli bardziej na północ, ale gdy na przejeździe kolejowym na Kopaninie przeczekałem trzy pociągi, a szlaban nawet nie drgnął, zawróciłem i wybrałem wersję powyższą. Z innych atrakcji: podczas wjazdu na rondo koło Zakrzewa zauważyłem, że jak gdyby nigdy nic wpycha się równo ze mną jadący do tej pory z tyłu samochód, by centralnie przed moim kołem skręcić w pierwszy zjazd. Kobieta za kierownicą (co mnie nie zdziwiło - facet raczej starałby się mnie zabić podczas debilnego wyprzedzania z naprzeciwka, a nie w ten sposób), usłyszała w zamian kilka słów o swojej cnocie i motywację do dalszej jazdy z akcentami na środkowe "rrrr'.
Tu przepiękna drzewna alejka między Plewiskami a Skórzewem, co ciekawe - znajdująca się na terenie Poznania (malutki cypelek "na obczyźnie"). Jest tam niecały kilometr terenu niezabudowanego, jakby specjalnie oznakowany tablicami z nazwą miasta, żeby go wyodrębnić od powyższych wsi. Może to jakaś ochronka przed zakusami nadgorliwych sołtysów? :)
Teraz wytłumaczenie tytułu: gdy kręciłem sobie przez Więckowice, nagle zauważyłem na terenie zapuszczonego parku jakieś zgromadzenie nieruchomych zombie, patrzących przed siebie na tak samo zapuszczony dwór.
Zaintrygowany - węsząc nosem jakąś aferę rodem z horroru - przepchałem się przez dziurę w płocie...
...by rozwikłać zagadkę. Jak się okazało - we wspomnianym dworze jest kaplica, całkiem gustowna. Cyknąłem zdjęcie z zewnątrz, oberwałem kilka piorunów wzrokowych i pojechałem dalej. A ten dwór zdecydowanie ma potencjał - trzymam kciuki, żeby wpadł w jakieś rozsądne ręce, nawet - o, czuję kolejne pioruny na horyzoncie - zagraniczne ;)
Aha, jakby ktoś pytał (ktoś jeszcze pyta?) czemu drogi pieszo-rowerowe to zło...
Chodzą słuchy, że ktoś kiedyś tym czymś w Skórzewie podobno nawet pojechał :)
Tu Relive za dziś.






